Skip to main content

Full text of "Dyaryusz Sejmu z r. 1830-1831"

See other formats


HANDBOUND 
AT THE 



UNIVERSITY OF 
TORONTO PRESS 



Digitized by the Internet Archive 

in 2010 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/dyaryuszsejmuzr06pola 



ŹRÓDŁA DO DZIEJÓW POLSKI POROZBIOROWYCH I 



DYARYUSZ SEJMU 



Z R. 1830—1831 



WYDAŁ 



MICHAŁ ROSTWOROWSKI. 



TOM VI. 

OD 22 LIPCA DO 23 WRZEŚNIA 1831. 



W KRAKOWIE 

NAKŁADEM AKADEMII UMIEJ. I TOW. POPIERANIA WYDAWNICTW AKADEMII UMIEJ. 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI G. GEBETHNERA I SPÓŁKI 

1912. 



\ 



y 



DYARYUSZ SEJMU 



Z R. 1830—1831 



WYDAŁ 



MICHAŁ ROSTWOROWSKI. 



TOM VI. 

OD 22 LIPCA DO 23 WRZEŚNIA 1831. 



W KRAKOWIE 

NAKŁADEM AKADEMII UMIEJ. I TOW. POPIERANIA WYDAWNICTW AKADEMII UMIEJ. 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI G. GEBETHNERA I SPÓŁKI 

1912. 



1-1 fi ■'■■ 




/Ci 

hi 






906364 



Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem J. Filipowskiego. 



vi 



Treść tomu szóstego. 



Spis rzeczy str. III— VIII 

Omyłki druku » IX 

Słowo wstępne » XI— XXIII 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 22 lipca 1831 r » 1—28 

Kwestya posłów nieobecnych, posiadających urlopy nieograniczone 
(2—5). Uchwala Izby w tej materyi (5). Urlopy udzielone posłom (6—7). 
Kwestya małego i wielkiego kompletu (7— 23). Przygotowania do wy- 
boru Komisyi sejmowych (23 — 25). Dyskusya co do interpelacyi i co 
do terminu ich wniesienia (25—28). Izba odkłada wybory do Komisyi 
na dzień następny (28). 
Posiedzenie [tajne] Izby Poselskiej z d. 23 lipca 1831 r. str. . 28—76 
Dyskusya w kwestyi, czy wybory do Komisyi mają być przeprowa- 
dzone, czy też udzielony głos Niemojowskiemu w innej materyi (28—36). 
Izba zamienia się w Wydział tajny (36—37). Interpelacya Nie- 
mojowskiego w sprawie bezczynności Wodza Naczelnego i wniosek 
o zwołanie Rady wojennej, przy którejby ustanowiono Komitet z Izby 
Poselskiej (37—39). Dyskusya w tej materyi (39—67). Izba uchwala 
wygotowanie odezwy do Rządu Narodowego bez uczestnictwa Senatu 
(67—68). Uchwalenie wniosku Niemojowskiego (69—74). Izba odkłada 
wybory do Komisyi do 25 lipca (74—75). Zatwierdzenie wyboru Deput. 
Teodora Morawskiego (76). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 24 lipca 1831 r str. 76—79 

Izba jednomyślnie uchwala odezwę do Rządu Narodowego (77 — 78). 
Lista osób powołanych z poszczególnych województw do delegacyi do 
Rządu Narodowego (78—79). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 25 lipca 1831 r str. 79—86 

Izba przystępuje do wyboru Komisyi do praw skarbowych i wojsko- 
wych i Komisyi do praw cywilnych, kryminalnych i organicznych 
(80—83). Odczytanie odezwy od Naczelnego Wodza co do charakteru 
proponowanej narady (83). Po dyskusyi Izba oświadcza się za cha- 
rakterem konfidencyonalnym (83—85). Izba przystępuje do wyboru 
Komisyi do praw administracyjnych i przedmiotów dyplomatycznych 
(85-86). 



IV 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 28 lipca 1831 r str. 86-110 

Zdanie sprawy przez Delegacyę Izby Poselskiej z odbytej Rady Wo- 
jennej (88—90). Jelowicki wprowadza projekt odezwy w tej materyi 
od Izby Poselskiej do Narodu i Wojska (90—91). Świrski odczytuje 
swój projekt (91—93). Izba odsyła oba projekty do Komisyi dyploma- 
tycznej (93). Interpelacyą Jełowiekiego w materyi dyplomatycznej i dy- 
skusya nad nią w związku z poprzedniemi odezwami (93 — 110). Izba 
odmawia Wężykowi urlopu (110). 

Posiedzenie wieczorne Izby Poselskiej z d. 28 lipca 1831 r. str. 110—114 
Odczytanie odezwy Izby Poselskiej do Wojska i Narodu polskiego 
i przyjęcie jej przez Izbę (110—114). Izba przesyła przez osobną depu- 
tacyę odezwę tę do Senatu (114). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 30 lipca 1831 r str. 114—154 

Świrski wnosi projekt o odszkodowaniu oficerów za stracone konie, 
który zostaje odesłany do Komisyi (115 — 116). Nakwaski interpeluje 
w sprawie szpiegostwa (116—117). Dyskusya nad tą interpelacyą (117 — 
137). Interpelacyą w sprawie artykułów »Nowej Polski « (137), dyskusya 
w tej materyi i w związku z nią będącej wolności druku (137—149). 
Chełmicki interpeluje Rząd w sprawie listu Naczelnego Wodza do 
Króla pruskiego (149—150). Dyskusya w tej materyi (150—152). Dro- 
bniejsze interpelacye (152—154). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 1 sierpnia 1831 r. . . . str. 155—188 
Zdanie sprawy przez Komisyę dyplomatyczną w kwestyi adresów do 
obcych reprezentacyi narodowych (156—160), i do Węgrów (161). Izba 
przystępuje do rozbioru projektu o rekwizycyi wołów (161 — 188), który 
też zostaje odesłany do Komisyj połączonych (188). Wniosek Gost- 
kowskiego w sprawie obrachunku wydatków wojennych (188). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 3 sierpnia 1831 r. ... str. 189—206 
Niemojowski czyni wniosek dotyczący obrony i zaopatrzenia War- 
szawy (191—192). Dalszy ciąg dyskusyi nad projektem o rekwizycyi 
wołów (192—206) i przyjęcie projektu (206). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 4 sierpnia 1831 r. . . . str. 207—225 
Wprowadzenie projektu w sprawie obrony i zaopatrzenia miasta War- 
szawy (208—209); dyskusya w tej materyi (209 — 223) i przyjęcie pro- 
jektu (223—225). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 5 sierpnia 1831 r. . . str. 225-247 
Kwestya nabożeństwa za pomyślność oręża polskiego (227—228). Pro- 
jekt do uchwały w sprawie odwrotu jenerała Henryka Dembińskiego 
(228—239) i przyjęcie projektu (239). Zdanie sprawy przez Komisyę 
odnośnie do adresu do Narodu węgierskiego i dyskusya nad nim 
(239—246). Odesłanie projektu w sprawie regulaminu Izb do Komisyi 
(246-247). 

Posiedzenie Izby Poselskiej z d. 6 sierpnia 1831 r. . . . str. 247—274 
Wybór dwóch członków do Komitetu obrony m. Warszawy (248—251). 
Wnioski różne (251). Zwierkowski interpeluje w sprawie aresztowania 
Krępowieckiego(252); dyskusya w tej materyi (252— 265). Rozprawy w ma- 
teryi odpowiedzi Radców Stanu na interpelacye zwrócone do ministrów 



(265—268) i uchwała Izby (268). Chełinicki interpeluje w sprawie ko- 
respondencyi Naczelnego Wodza z Królem pruskim (2(38— 269) i w spra- 
wie buntu w Kaliszu (269 — 270). Minister sprawiedliwości daje wyja- 
śnienia co do aresztowania Krepo wiecki ego (270—271), a Izba. uchwala, 
by Krępowiecki z wolności sądom odpowiadał (273). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 8 sierpnia 1831 r. . sir. 274—297 
Wybory Senatorów i stojąca z nimi w związku kwest} a ważności kartek 
o mniejszej liczbie podkreśleń niż jest miejsc wakujących (275— 29£). Izby 
wybierają Senatorami Kasztelanami: Narcyza hr. Olizara, 
Stanisława Węgr ze ck i ego, Ludwika Łempickiego i Ksa- 
wer ego hr. Niesiołowskiego (291- -297). 

Posiedzenie [tajne] Izb połączonych zd.9 sierpnia 1831 r. str. 297—324 
Na wniosek Świrskiego Izby zamieniają się w wy (i ział tajny 
(299). Świrski czyni wniosek co do wysiania delegacji do głó- 
wnej kwatery w sprawie naczelnego dowództwa; dyskusya w tej 
materyi (300—322). Izby uchwalają odnośny projekt i desygnują człon- 
ków delegaeyi (322 — 324-). 

Posiedzenie Izb połączonych z d, 10 sierpnia 1831 r. . str. 325—330 
Wybór Senatorów Wojewodów. Izby wybierają Senatorami Woje- 
wodami: Franciszka Nakwaskięgo, Kajetana Sierakow- 
skiego i Wojciecha hr. Męcińskiego (326 329,i. 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 11 sierpnia 1831 r. . . str. 330—336 
W dalszym ciągu wyborów do Senatu, Izby wybierają Senatorem 
Wojewodą Stanisława hr. Małachowskiego (331—336;. Wnio- 
ski różne (336). 

Allegat: Akta delegaeyi sejmowej wyprawionej do 
obozu Wielkiej Armii uchwałą Izb połączonych dnia 
9 sierpnia 1831 r str. 337—381 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 13 sierpnia 1831 r. 

zrana str. 381—401 

Sprawa, w y borów z Woj . Grodzieńskiego : Józefa Kaszy ca, 
Aleksandra mg. Wielopolskiego, Karola Ursyna Niemce- 
wicza i Eugeniusza Brezy (383 — 390). Zdanie sprawy przez dele- 
gacyę do głównej kwatery wysłaną (390—399). Kwestya projektu wzglę- 
dem zmiany atrybucyi Naczelnego Wodza (399 — 401). 

Posiedzenie wieczorne Izby Poselskiej z d. 13 sier- 
pnia 1831 r str. 401—432 

Wniesienie projektu względem zmiany atrybucyi Naczelnego Wodza 
(402—404), dyskusya nad tym projektem (404—428) i przyjęcie pro- 
jektu (429-43). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 17 sierpnia 1831 r. . str. 432—462 
Iiezygnacya Uządu Narodowego (434—435). Wniosek Olizara w sprawie 
reformy Rządu (435 — 436). Zatwierdzenie wyborów litewskich: 
z Województwa Białostockiego Józefa hr. Potockiego i Jana 
Karwowskiego; z Województwa Wileńskiego Antoniego Prze- 
ci szewski ego, Adama Kołyski, Cezarego Plater a, Józefa 
Zienkowicza, Ludwika Pietkiewicza, Ludwika Z e m b r z y- 



VI 

ckiego; z Województwa Mińskiego Aleksandra Łopacińskiego 
Feliksa Keniewicza, Waleryana Pietkiewicza, Włady- 
sława Platera i Antoniego Hluszniewicza (436—446). Prze- 
mówienie okolicznościowe Waleryana Pietkiewicza (446 — 448). Komisye 
wnoszą inny projekt w sprawie reformy Rządu (448—449). Dyskusya 
i przyjęcie projektu (449—460). Izby wybierają Prezesem Rady 
Ministrów: jenerała hr. Krukowieckiego (460—462). Przemó- 
wienie okolicznościowe nowego Prezesa Rządu (462). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 27 sierpnia 1831 r. . str. 463—477 
Wybór członka do Komitetu obrony m. Warszawy (464 — 465). Izby 
desygnują Teofila Morawskiego (466). Projekt ustanowienia dele- 
gacyi w zastępstwie b. Rady Stanu (466—476) odesłany do Komi- 
syi (477). Sprawa raportu delegacyi bolimowskiej (477). Wnioski 
różne (477). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 30 sierpnia 1831 r. . str. 478—513 
Rozprawy nad projektem o ustanowienia delegacyi w zastępstwie 
b. Rady Stanu (479—496) i przyjęcie projektu (496-498). Teodor Mo- 
rawski składa sprawozdanie delegacyi bolimowskiej (498—500). Roz- 
prawy w tej materyi zakończone odesłaniem raportu do Komisyi 
(500—505). Wniosek Chełmickiego o nienależenie członków delegacyi 
do Komisyi (504, 505—507). Odezwa Rządu Narodowego w sprawie 
interpelacyi sejmowych (507). Dalsze rozprawy nad wnioskiem Cheł- 
mickiego i uchwała w tej materyi (507 — 513). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 3 września 1831 r. . str. 513—544 
Godebski odczytuje raport Komisyi w sprawie działań delegacyi boli- 
mowskiej (513—518). Rozprawy w tej materyi (518—520). Interpelacya 
Klimontowicza co do taksy na mięso (520—522) po dyskusyi przesłana 
Rządowi (523 -527). Chomentowski podnosi zarzuty przeciw Skrzy- 
neckiemu i żąda wynurzenia mu nieukontentowania (527—530). Roz- 
prawy nad tym wnioskiem (530—544). Wnioski różne (544). 

Posiedzenie [tajne] Izb połączonych z d. 7 września 

1831 r. (ranne) str. 545-568 

Odezwa Prezesa Rządu Narodowego i upoważnienie jenerała Prą- 
dzyńskiego do przedstawienia w Izbach rozmowy Krukowieckiego 
z Paszkiewiczem (546). Izby zamieniają się w wydział tajny 
(546—548). Przemówienie Prądzyńskiego przerwane przybyciem adju- 
tanta Prezesa Rządu Narodowego (548—551). Rozprawy w tej materyi 
i w związku z nią będącej limity Sejmu (551—564). Roman Sołtyk 
przedstawia stan rzeczy na linii bojowej (564)- Izby rozpoczy- 
nają posiedzenie j a wne (564). Świdziński żąda, by Prezes Rządu 
w układach zasięgał zdania Rady wojennej (564). Izby uchwalają 
odezwę do żołnierzy, a drugą — do mieszkańców stolicy (565—566). 
Rozprawy nad wnioskiem Swidzińskiego (566 — 568). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 7 września 1831 r. 

(popołudniowe) str. 568—576 

Pierwsza rezygnacya Krukowieckiego (568). Podczas dyskusyi nad tą 
materyą Radca stanu Szymanowski wynosi z sali podanie o dymisyę 



VII 



Krukowieckiego (569—572). Przybycie jenerała Prądzyńskiego (572). 
Rozprawy nad limitą Sejmu (573—575). Izby nie uchwalają odro- 
czenia Sejmu (575), utrzymują Krukowieckiego na dotychczasowem 
stanowisku i upoważniają go do wejścia w układy (575—576). 

Posiedzenie [tajne] Izb połączonych z d. 11 września 

1831 r. w Zakroczymiu str. 577-608 

Zagajenie Marszalka (578). Teodor Morawski zdaje sprawę o sytuacyi 
po odwołaniu Krukowieckiego z Prezesostwa Rządu (579—585). Roz- 
prawy w tej materyi (586—594). Izby zamieniają się w wy- 
dział tajny (594). Dalsza dyskusya (595 — 603). Na wniosek Krysiń- 
skiego Izby uchwalają, by nazajutrz wszyscy ministrowie zjawili się 
w Sejmie celem dania objaśnień (603—605). Izby uchwalają odezwę 
do wojska (605-608). 

Posiedzenie [tajne] Izb połączonych z d. 12 września 

1831 r. w Zakroczymiu (ranne) str. 609-631 

Minister spraw zagranicznych Morawski zdaje sprawę z sytuacyi 
(610—612). Na wniosek Słubickiego Izby zamieniają się 
w wydział tajny (613). Rozprawy w kwestyi informowania Izb ze 
strony Rządu, a ewentualnie wyznaczenia delegacyi Sejmu przy Rzą- 
dzie (613—617). Sprawozdanie Ministra skarbu Biernackiego (617—618). 
Dalsze rozprawy o sytuacyi (618-626). Minister sprawiedliwości rezy- 
gnuje z urzędu ministra (627). Izby uchwalają wezwanie Rządu o da- 
nie wyjaśnień (627 — 628) i wyznaczają delegacyę z trzech członków 
(629-631). 

Posiedzenie [tajne] Izb połączonych w Zakro- 
czymiu z d. 12 września 1831 (wieczorne) str. 631—646 

Izby zamieniają się w wydział tajny (633). Kasztelan Olizar 
zdaje sprawę z odbytej delegacyi do Rządu Narodowego (633—635). 
Rozprawy w tej materyi (635—636), Jełowicki żąda wyznaczenia de- 
legacyi, któraby codziennie znosiła się z Prezesem Rządu (637). Dysku- 
sya w tej sprawie, jak i w materyi ogólnej sytuacyi (637—646). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 14 września 1831 r. 

wZakroczymiu str. 646—653 

Protestacya dyrektora Banku Łubieńskiego przeciw zajęciu funduszów 
bankowych (647—648). Po dyskusyi Izby odsyłają protestacyę do 
Rządu (648-653). 

Posiedzenie Izb połączonych w Zakroczymiu z d. 18 

września 1831 r str. 653-677 

Minister spraw zagranicznych Morawski odczytuje okólnik do misy i 
polskich (655—661). Wniesienie projektu do prawa względem ustano- 
wienia »Gwiazdy Wytrwałością (661—662). Dyskusya nad projektem 
(662 — 674) i przyjęcie projektu (675). Jełowicki przypomina projekt 
w sprawie zmiany atrybucyi Naczelnego Wodza (675), lecz po dyskusyi 
Izby wniosek odrzucają (677). 

Posiedzenie Izb połączonych z d. 19 września 1831 r. 

w Zakroczymiu (streszczone) str. 677—681 

Wojewoda Ostrowski zdaje sprawę deputacyi wysłanej do Naczelnego 



VIII 

Wodza (677—678). Izby uchwalają limitę Sejmu; odkładając oznaczenie 
jej czasu i miejsca na później (678), tudzież polecają opiece Rządu Narodo- 
wego osoby ewentualnie wystawione na prześladowania przez Rosyę 
(678). Kwestya pożyczek do udzielenia senatorom i reprezentantom 
(679) i uchwala Izb w tej materyi (.680). Sporządzenie listy członków 
Sejmu oświadczających, iż nie opuszczą jego kompletu (680—681). 
Posiedzenie Izb połączonych z d. 23 września 1831 r. 

w Płocku str. 681-709 

Prezes Rządu Narodowego Bonawentura Niemojowski rezygnuje ze 
swej godności (682—683); po dyskusyi Izby uchwalają uwolnienie Nie- 
mojowskiego, odwołanie Rybińskiego i połączenie władzy wojskowej 
z władzą cywilną w rękach przyszłego Naczelnego Wodza (686 — 687). 
Jenerał Umiński wprowadzony do Sejmu (688). Dyskusya nad wnio- 
skami Śląskiego o dalszych krokach Sejmu i o ustanowieniu Komitetu 
zapewniającego bezpieczeństwo emigrantów (689—692). Jenerał Bem 
wprowadzony do sali obrad (693). Izby obierają jenerała Umińskiego 
Naczelnym Wodzem (693—694). Jenerał Umiński, dziękując za wybór, 
odmawia przyjęcia władzy cywilnej (694 — 695). Izby rozdzielają władzę 
cywilną i wojskową i ponownie powołują Bonawenturę Niemojow- 
skiego na Prezesa Rządu (695 — 697). Odezwa od Sejmu do Wojska 
(697—699). Sejm wysyła deputacyę do obozu dla doręczenia Rybiń- 
skiemu dymisyi, a Umińskiemu nominacji (699). Dyskusya co do dal- 
szych losów Sejmu (699 — 707]. Na wniosek Marszałka sesya solwuje 
się do czasu nieograniczonego, ale nie limituje (707—708). Izby uznają 
prawo Rządu do ewentualnej zmiany Naczelnego Wodza, jakkolwiek 
przez Izby wybranego (708—709). 

Indeks osobowy str. 711-728 

Indeks rzeczowy » 729—743 



Dostrzeżone omyłki druku. 



Słr. 




wiersz 


jest 


powinno być 


37 


13 


od góry 


21 stycznia 


21[24!] Stycznia 


38 


U 


> t 


> » 


" » » 


70 


9 


» dołu 


żadnych 


żadnym 


322 


22 


» góry 


prezydującemu 


prezydującemu w senaci 


365 


12 


» > 


9 sierpnia 


7 sierpnia 


382 


10 


» » 


prekturalnych 


prefekturalnych 


502 


13 


» B 


14 sierpnia 


14 [?] sierpnia 


577 


5 


> » 


Obecnymi byli (622): 


Obecnymi byli (62): 


621 


(mylna paginacya) 


521 


621 


681 


15 


od góry 


w Płocku *) 


w Płocku*) 


697 


15 


» » 


artykułu 4 


art. 4 [art. 2]. 



Słowo wstępne. 



Tom niniejszy — szósty — obejmuje protokóły 31 posie- 
dzeń (w tern sześciu tajnych) już to Izby Poselskiej, już to 
Izb połączonych od 22 lipca do 23 września 1831 r. 

Dwumiesięczny ten okres końcowy działalności Sejmu — 
okres, otwierający się pod złym znakiem przejścia nieprzyja- 
ciela na lewy brzeg- Wisły (17 — 19 lipca), a zamykający się 
upadkiem powstania — jest też okresem wzmożonej akcyi 
Sejmu w sprawach rządowych i wojskowych. Mimo, że wynika 
stąd pewne pomieszanie funkcyi prawodawczej z wykonaw- 
czą, nie zasługuje jeszcze Sejm przez to samo na zarzut rewo- 
lucyjności: ma on o tyle prawo za sobą, że z istoty przyjętego 
poprzednio systemu tryalistycznego przypadało właśnie Sej- 
mowi nad Rządem i Wodzem najwyższe zwierzchnictwo; no- 
wością będzie to, że kontrolę, wykonywaną nad Rządem, a po 
przez Rząd nad Wodzem, zastąpi działanie bezpośrednie, które 
wprawdzie przejawi się obok Rządu i w części przy tegoż 
udziale, ale niemniej bezpośredniem być nie przestanie. Po- 
wody tej zmiany tkwią już to zewnątrz — w odbytym bez 
przeszkody marszu flankowym armii nieprzyjacielskiej ku gra- 
nicy pruskiej i również bez przeszkody dokonanej przeprawie 
na lewy brzeg Wisły, już to wewnątrz — w dezorganizacyi 
Rządu i Naczelnego dowództwa, gdy obie te władze nie mogą 
już liczyć na jedyną podstawę ich siły, to jest na zaufanie tam 
Narodu, a tu wojska. 

Sejm, a w szczególności Izba Poselska, która, już to łącznie 
z Senatem, już to na własną rękę, pragnie ratować sprawę 
publiczną, nie chce początkowo złamać ani Wodza, ani Rządu; 
owszem, czyni starania, by tchnąć w nich żywszego ducha 



XII 

i wzmocnić lub pozyskać dla nich tę wiarę i ufność, na której 
im zbywa, lub której im ubywa. Lecz rzeczy zaszły zbyt da- 
leko, a nieprzyjaciel podszedł zbyt blisko, ażeby nawet te pa- 
tryotyczne wysiłki mogły doprowadzić do czego innego, jak 
do jeszcze większego rozstroju. W Bolimowie, omal w obliczu 
obcej armii, nie tylko kończy swoją karyerę wybrany przez 
Sejm i tak manifestacyjnie po Ostrołęce przyjmowany Wódz 
Naczelny, ale kruszy się zarazem i władza wojskowa. W War- 
szawie, w kilka dni później, rozpada się i druga kreacya sej- 
mowa — również przezeń wybrany i w czerwcu zlekka podre- 
perowany Rząd Narodowy. 

Jak w kalejdoskopie przesuwają się przed naszymi oczami 
znane momenty: narada wojenna z 27 lipca; komitet obrony 
W 7 arszawy; uznanie dia powracającego z Litwy Dembińskiego; 
delegacya bolimowska; złożenie Skrzyneckiego; noc sierpniowa, 
dymisya Rządu; wyniesienie i upadek Krukowieckiego; rządy 
Bon. Niemojowskiego; opuszczenie Warszawy; wreszcie Za- 
kroczym i Płock, jako ostatnie etapy wędrówki bezdomnego 
Sejmu: momenty znane, a niemniej, gdy w debatach sejmo- 
wych słyszy się omal dźwięk słów i czuje serc bicie, nabie- 
rające niezwykłej nowej siły tragicznej. 



Pozostawiając historykom epoki porozbiorowej wyzyskanie 
ogłoszonego tu źródła, ograniczamy na tern miejscu nasze za- 
danie do ujęcia działań sejmowych, przybierających w tym 
okresie znowu szersze rozmiary i sięgających też głębiej, niż 
w kilku miesiącach ostatnich, w ramy poprzednio stosowanego 
schematu. 

A) W zakresie prawodawstwa tak urządzającego, jak zwykłego: 
a) Ściśle rzeczy biorąc nie należałaby tutaj odezwa 
Izby Poselskiej do Rządu z 24 lipca 1831 (ob. niżej 
str. 37—74; 83—85; 88—90) i udbyta na skutek jej walna na- 
rada wojenna z 27 lipca 1831; jeżeli ją jednak tu zamieszczamy, 
to dlatego, że właśnie ta odezwa stanowiła pierwsze odstęp- 
stwo od dotychczasowego systemu rządów, i wzywała Rząd 
Narodowy do odbycia narady, w której by oprócz członków 
Rządu, Wodza Naczelnego i jenerałów wspólnie przez Rząd 
i Wodza wyznaczonych, wziąć mieli udział i członkowie 



XIII 



Izby, pojednym z województwa. Choć pozornie nie pow- 
stawało stąd żadne nowe prawo, tworzył się mimo to pewien 
precedens na korzyść bezpośredniego udziału czynników par- 
lamentarnych w działaniach rządowych. 

Według myśli wnioskodawcy Bon. Niemojowskiego miała 
proponowana narada być środkiem wiodącym do bardzo okre- 
ślonego celu t. j. do obalenia Skrzyneckiego — i tak tylko 
rozumieć można ostre przemówienia, w których nie brak cięż- 
kich przeciw Wodzowi zarzutów (37 - 40, 43). 

Według myśli Izby, której wyrazem jest odezwa do Rządu 
z 24 lipca (str. 78), narada walna ma być środkiem do celu 
bardziej ogólnikowo zaznaczonego: do obznajmienia Reprezen- 
tantów z położeniem kraju pod względem wojennym, do za- 
spokojenia ich troskliwości i do postawienia ich w możności 
rozwinięcia wszelkich sił i sposobów do zwalczenia nieprzy- 
jaciela. 

W rzeczywistości, uchwalona w dniu 24 lipca odezwa, 
nawet w swej złagodzonej formie, dotyka W r odza, skoro go 
zmusza do udziału w Radzie Wojennej, której on zwołać po- 
przednio nie chciał, i skoro sprowadzić pragnie go na drogę 
uległości, której Skrzynecki tak mało składał dowodów. 

W stosunku do Rządu uchwała z d. 24 lipca jest wysta- 
wieniem mu testimonium paupertatis, stwierdzeniem bezsilności 
władzy krajowej, której aż z zewnątrz nieść trzeba pomoc, 
ażeby wspólnemi siłami Sejmu i Rządu wprowadzić w czyn 
to, czego Rząd sam bezskutecznie od W r odza się domagał. 

Skrzyneckie ze swojej strony, dość zręcznie paruje atak, 
wysuwając naprzód kwestyę proceduralną, czy mianowicie, 
proponowana narada mieć będzie urzędowy, czy też konfiden- 
cyonalny charakter? Zniecierpliwiona Izba oświadcza się za 
drugą ewentualnością, skąd Skrzynecki podwójną odnosi ko- 
rzyść: 1° narada nie nabierze cechy sądu za przeszłość, a po- 
służy jedynie do ogólnikowej wymiany zdań o teraźniejszości; 
2° z tytułu swej poufności nie doprowadzi ona na zewnątrz 
do żadnej wyraźniejszej i poza platoniczne zapewnienia wy- 
chodzącej deklaracyi — i to zarówno w Sejmie (83 — 90), jak 
i wobec narodu i wojska (90 — 93, 110 — 114); kwesty i więc 
dowództwa negatywnie nie przesądzi, a pozostawi ją co naj- 
wyżej otwartą. 



XIV 



Mimo jednak tej nieurzędowości i poufności, narada na 
wewnątrz daje w swych wynikach pewne zobowiązania Wo- 
dza w kierunku energicznej akcyi czynnej (305, 308) i te 
zobowiązania, choć nie ogłoszone, ale z ust do ust podawane, 
wiążą Skrzyneckiego tak wobec Rządu, jak obecnych jene- 
rałów, jak wreszcie i delegatów sejmowych. Jeżeli ci ostatni 
wychodzą z narady zaspokojeni i udzielają swego przekonania 
Izbie, a Izba — Narodowi i Wojsku, to dlatego, że otrzymali 
od Wodza weksel, którego treść jest im znana i który przez 
Skrzyneckiego powinien być spłaconym. 

6j Prawo z 4 Sierpnia 1831 o zaborze w rekwi- 
zycyę wołów (str. 161 — 188, 192 — 206). Rząd Narodowy, nie 
czekając przejścia armii rosyjskiej przez Wisłę, jeszcze 16 lipca 
1831 r. zarządził zabór bydła na potrzeby Warszawy zagro- 
żonej oblężeniem w bliskiej przyszłości, do czego był zresztą 
uprawniony w okolicach mających być zajętemi przez nieprzy- 
jaciela mocą art. 2 prawa z 7 lutego 1831 (Dyaryusz I. 515). 

Celem wniesionego przez Rząd projektu było uzyskanie 
od Sejmu na przyszłość upoważnienia o mniej zlokalizowanym 
charakterze i retrospektywnego zatwierdzenia poprzednio do- 
konanych zaborów. 

W systemacie Skrzyneckiego obrona Warszawy zajmowała 
pierwszorzędne miejsce; chodziło więc o to, by w stolicy na- 
gromadzić taką ilość żywności, któraby na dłuższy przeciąg 
czasu odciętej ludności wystarczyć mogła. 

W T edług uchwalonego prawa Rząd przyjść ma z pomocą 
Radzie Municypalnej m. Warszawy w ten sposób, że on przez 
Komisarzów i Komitety obywatelskie obwodowe zabierać bę- 
dzie bydło, — woły lub skopy — dając za nie na razie kwity, 
wymienialne w następstwie na obligacye miejskie. Miasto 
zaś sprzedawać będzie mięso tak prywatnym osobom, jak 
i ewentualnie Intendenturze, a fundusz otrzymany ze sprze- 
daży obrócony będzie na wykupno wypuszczonych obligacyj. 
Na wypadek, gdyby kwity i obligacye, przyjmowane w po- 
datkach, znalazły się w ręku Skarbu, ten ostatni stawał się 
wierzycielem w miejsce pierwotnych kontrybuentów. Skarb 
wreszcie gwarantował kasie miejskiej pokrycie strat przy roz- 
przedaży mięsa, które by wynikły z nadzwyczajnego ewen- 
tualnie upadku bydła. 



XV 



c) Prawo z 5 Sierpnia 1831 o wyznaczeniu dele- 
gacyi naradzać się mającej z RadąWojenną oobro- 
nie i zaopatrzeniu miasta Warszawy (Ob. niżej str. 
191 — 192, 208 — 225). W oczekiwaniu zapowiedzianych przez 
Naczelnego Wodza działań wojennych występuje Izba Pos. na 
wniosek Bon. Niemojowskiego z inicyatywą w sprawie ucze- 
stnictwa Sejmu w obronie zagrożonej oblężeniem stolicy. I tu 
wnioskodawca idzie dalej, niż zechce Izba za nim po- 
dążyć. Proponowany przezeń »K o m i t e t obrony War- 
szawy^ na skutek konferencyi Komisyi Sejmowych z Guber- 
natorem miasta, z Dowódcą Gwardyi Narodowej i z Ministrem 
wojny, zmienił się w »DeIegacyę« mającą naradzać się 
z (ustanowioną poprzednio przez Naczelnego Wodza) Radą 
Wojenną w przedmiotach ściągających się do obrony i zaopa- 
trzenia stolicy we wszystkie potrzeby. Niemniej funkcya dele- 
gatów — którymi mieli być jeden Senator i dwaj członkowie 
Izby Poselskiej — polegała nie tylko na udziale w naradach 
Rady Wojennej, ale i na zdawaniu Izbom połączonym raportu 
ze swych czynności, a ewentualnie nawet i na odwołaniu się 
w ważnych przypadkach do Izb decyzyi. 

d) Prawo z 9 Sierpnia 1831 o wysłaniu delegacyi 
Sejmowej do obozu wielkiej armii w Bolimowie. 
(Niżej str. 299—324, 337—381, 390—399, 498-520, 520—544). 
Materyałów do jego genezy formalnej dostarczają nam de- 
baty Sejmowe (w szczeg. str. 299 — 324), do jego genezy du- 
chowej — przede wszystkiem z talentem ex post skreślony 
piórem Godebskiego raport Komisyi Sejmowych (str. 513 — 514). 

Dla przebiegu akcyi delegacyi bolimowskiej 
w dn. 10 — 12 Sierpnia, ze względu na szczupłe początkowe 
sprawozdania czytane w Sejmie, podaliśmy w całości zawarte 
w allegatach sejmowych Akta i protokóły delegacyi M (337 — 
381), na których oparł się też i wspomniony wyżej raport Go- 
debskiego (515—518). 



*) Umieściliśmy ważny ten dokument w tekście, i to przed proto- 
kółem z d. 13 Sierpnia, ażeby czytelnik mógł — przez zetknięcie się bez- 
pośrednie z materyałem — tern lepiej zoryentować się w wytworzonej 
sytuacyi, lepiej niż niejeden z posłów, który nie miał dostępu do autentycznych 
papierów bolimowskich. 



XVI 

Sama uchwała z d. 9 Sierpnia, tak doniosła w swych 
skutkach, była wysnuciem konsekwencyj z odezwy z 24 lipca 
i walnej narady wojennej z 27 lipca, w połączeniu z niewy- 
konaniem przez Skrzyneckiego przyjętych zobowiązań (303, 
305, 308). 

Przewidziana przez nią Delegacya nie była rodzajem Ko- 
misyi sejmowej upoważnionej do zbadania sprawy i do przyj- 
ścia z wnioskami, ale była rzeczywistą władzą ad hoc delego- 
waną, na którą Sejm zlewał w tym konkretnym wypadku część 
swoich zwierzchniczych atrybucyj. 

Składać się ona miała z dwóch czynników: 1° rządowego 
t. j. dwóch członków Rządu Narodowego, których Sejm sam, 
nie spuszczając się na decyzyę Rządu, imiennie wskazał; 2° Sej- 
mowego t. j. dwóch Senatorów i pięciu członków Izby Pos., 
których nie Sejm, ale odnośny przewodniczący, a więc Prezy- 
dujący w Senacie wzgl. Marszałek Izby Pos. do tej delegacyi 
powołał. 

Atrybucye jej w sprawach nagłej natury sięgały bardzo 
daleko: otrzymywała ona pełnomocnictwo nieograniczone w kie- 
runku: 1° rozpoznania istotnego stanu rzeczy na linii bojowej; 
2° zarządzenia w razie potrzeby zmiany Wodza t. j. usunięcia 
Skrzyneckiego od naczelnego dowództwa; 3° mianowania chwi- 
lowo Zastępcy Naczelnego Wodza; 4° ustanowienia tego 
wszystkiego, co w obecnem położeniu za zbawienne dla Oj- 
czyzny uzna. 

W sprawach mniej nagłych, a więc, o ile się to tyczyło 
zmian w uchwale z 24 stycznia 1831 o atrybucyach Naczel- 
nego Wodza, i o wybór definitywny Wodza, zaufanie wojska 
posiadającego, które to sprawy Sejm przy sobie zatrzymał, 
funkcya Delegacyi polegać miała na zwołaniu Rady Wojennej, 
na zasiągnięciu jej opinii i na zakomunikowaniu w następstwie 
obu tych materyi Sejmowi do załatwienia. 

e) Prawo z 14 Sierpnia 1831 o atrybucyach Na- 
czelnego Wodza (ob. niżej str. 399— 432) niewłaściwą nosi 
nazwę, gdyż określa ono raczej w nowy sposób stosunek 
prawno-polityczny Wodza do Sejmu i Rządu, niż zmienia jego 
dawniejsze atrybucye. Mimo, że stosownie do prawa z 9 sier- 
pnia, po powrocie delegacyi bolimowskiej do W 7 arszawy, Sejm 
winien był załatwić dwie materye t j. wybrać Wodza i ozna- 



XVII 



czyć inaczej jego atrybucye, właściwie mówiąc, nie uczynił 
on ani jednego, ani drugiego. 

Wniesienie obu tych kwestyj naraz sprawiło ten skutek, 
że walczyły one ze sobą pierwotnie o pierwszeństwo. Gdy Sejm 
w następstwie przechylił się na strony projektu o atrybucyach 
Wodza, wybór Wodza odroczono aż do rozstrzygnięcia tej 
kwestyi zasadniczej. Wybór ten odpadł ostatecznie, gdy Sejm 
zrzekł się swego prawa wyboru na rzecz Rządu. Z trzech 
ewentualności: 1° utrzymania istniejącego systemu, a więc 
prawa wyboru przy Sejmie; 2° przelania tej atrybucyi w przy- 
szłości na Rząd, ale na ten jeden raz dokonania wyboru przez 
Sejm; 3° odstąpienia tego prawa w całości Rządowi - - Sejm 
wybrał system ostatni. Trudno dziś określić, o ile działały tu 
momenty czystej doktryny, lub względy praktyczne, o ile nie- 
chęć do zatwierdzenia Dembińskiego, o ile wreszcie — - chęć 
przerzucenia tej ciężkiej odpowiedzialności na barki Rządu — 
dość, że w art. 1 Sejm znaczną większością zasadę tę uchwalił. 

Przepis art. 2 niszczył istniejącą równorzędność Wodza 
i Rządu, usuwał Wodza ze składu Rządu Narodowego i tern 
samem podporządkowywał go Rządowi. Na więcej w tej ma- 
teryi atrybucyi Sejm na razie się nie zdobył. Projekt odnośny 
Teod. Morawskiego Komisye odsunęły na później, uzasadniając 
to niemożnością jego załatwienia bez dostatecznej rozwagi. 
W ten sposób art. 3 utrzymał przy Wodzu wszelkie inne 
jego dawne atrybucye. 

f) Prawo z 17 Sierpnia 1831 o Rządzie (434—436, 
448 — 460). Podobnie, jak złożenie Skrzyneckiego z dowództwa 
a więc zmiana osoby Wodza sprowadziła też i reformę 
prawa i nowe określenie prawnego stosunku Wodza do Rządu, 
tak i rezygnacya Rządu Narodowego z datą 16 — 17 Sierpnia 
pociągnęła za sobą i przebudowę samego układu Rządu. 
W przeciągu kilku dni Sejm pali to, co wystawił w styczniu, 
i pod wpływem smutnych doświadczeń i nowych wypadków 
z 15 Sierpnia zdąża ku koncentracyi władzy rządowej. Nowe 
prawo o Rządzie, zaprojektowane przez Komisye Sejmowe, 
a będące odbiciem poglądów B. Niemojowskiego, nie ustanawia 
jeszcze jedyno władztwa tak, jak tego pragnął Chełmicki (str. 
452), ale raczej nową władzę kollegialną, pod nazwą Rady Mi- 
nistrów z Prezesem na czele; tylko — że stwarza ono po stro- 



XVIII 



nie Prezesa taką przewagę, iż kollegialność Rządu staje się 
pozorną. 

Wprawdzie każde postanowienie Prezesa wydanem być 
powinno w Radzie i zaopatrzone podpisem jednego z Mini- 
strów, ale wyższość Prezesa nad innymi członkami kollegium 
polega na tern, że 1° on jeden mianuje Ministrów i swojego 
ewentualnego Zastępcę; 2° że on jeden, a wzgl. zastępujący go 
wiceprezes, ma głos stanowczy i całą też odpowiedzialność, pod- 
czas gdy Ministrowie mają jedynie głos doradczy. 

Ograniczenie więc Prezesa jest raczej natury procedu- 
ralnej, skoro zmusza go do przedkładania swych postanowień na 
Radzie, bez obowiązku jednakże pójścia za głosem tej Rady. 

Pod względem swych atrybucyj Rząd nowy bierze w spu- 
ściźnie po Rządzie zeszłym dawne atrybucye z prawa z 29 
stycznia, prawo mianowania i odwołania Wodza i prawo uła- 
skawienia. Przy Sejmie nadal pozostają działania międzynaro- 
dowe: wojna i traktaty. 

W stosunku do Sejmu, któremu Rząd zawdzięcza swoje 
istnienie, nie może Prezes go ani zalimitować, ani rozwiązać; 
mogą to uczynić jedynie same Izby, które odtąd też mają pra- 
cować połączone. 

g) Prawo z 30 sierpnia 1831 o ustanowieniu de- 
legacyi w zastępstwie byłej Rady Stanu (str. 4(56 — 
498). Od chwili, gdy prawo z 29 stycznia o Rządzie zawiesiło 
było na czas bezkrólewia przepisy o Radzie Stanu (Ob. Dya- 
ryusz I. str. XX i 365), powstała i pozostała niezapełnioną pe- 
wna luka w aparacie rządowym odnośnie do niektórych atry- 
bucyj Rady Stanu w zakresie oddawania pod sąd urzędników 
administracyjnych, sporów jurysdykcyjnych i spraw allewiacyj- 
nych. Celem wniesionego projektu było lukę tę usunąć. Prawo 
nowe, rozbierane z takim spokojem i powagą, jak gdyby Sejm 
nie obradował na tydzień przed szturmem Warszawy — two- 
rzy dla pełnienia wspomnianych funkcyj Rady Stanu organ 
specyalny zwany »delegacyą«, złożony z dziesięciu osób mia- 
nowanych przez Prezesa Rządu Narodowego w Radzie Mini- 
strów z pomiędzy sędziów najwyższej instancyi, czynnych 
Radców Stanu i Referendarzy 1 ). Delegacya z łona swego de- 

J ) Mimo zawieszenia Rady Stanu, pozostali na urzędach niektórzy 
Radcy Stanu i Referendarze, a i nowi mogli być mianowani. 



XIX 



zygnować miała z trzech członków złożoną Komisy ą Instruk- 
cyjną dla przygotowywania przedmiotów pod rozstrzygnienie 
Delegacyi przychodzących. 

Prawo z 30 sierpnia nie zdążyło wejść w życie. Interesu- 
jącem jest ono juz tylko jako jeden dalszy objaw tej stwier- 
dzonej poprzednio tendencyi Sejmu do zmieniania swoich 
własnych wytworów, a jak w obecnym przypadku do restau- 
rowania instytucyi przez tenże Sejm rewolucyjny zawieszonej. 
Proponowana Delegacya. jeżeli zważymy na jej skład i na 
obowiązujące ją przepisy zaczerpnięte z statutu o Radzie Stanu, 
nie byJa niczem innem, jak prowizoryczną — ze względów 
oszczędnościowych — redukcyą dawnej Rady Stanu o okrojo- 
nych cokolwiek atrybucyach. 

h) Prawo z 18 Września 183 1 o ustanowieniu 
znaku zaszczytnego pod nazwą » G w i a z d y W y t r w a- 
łości«, uchwalone w Zakroczymiu (str. 661—675) dla tych 
wojskowych lub cywilnych, którzy, pomimo zmiany wypadków 
wojennych, wytrwali aż do stanowczego losów Ojczyzny roz- 
strzygnienia. Prawo to, które swoim przedmiotem tak łatwo 
mogłoby wywołać krytyki lub lekceważenie, nabiera w oświe- 
tleniu rozpraw sejmowych głębszego moralnego znaczenia. 
Nie chodziło tu już ani o blaszki, ani o skromne uposażenie 
pieniężne dla podoficerów i żołnierzy. Chodziło o to ostatnie 
końcowe oddanie sprawiedliwości i dowód uznania ze strony 
Sejmu, jako jednego z czynników rewolucyjnych na rzecz 
drugiego czynnika tejże rewolucyi t. j. wojska narodowego. 
»Ofiarujemy, mówi Krysiński (671), temu niezrównanemu woj- 
»sku naszemu to tylko, co nam ubóstwo nasze ofiarować po- 
»zwala«. 

i) i k) Dwa p r a w a z 23 Września 1831 o R z ą d z i e 
(682—687, 696) — oba uchwalone w Płocku i o tyle sprzeczne 
jedno z drugiem, że pierwsze, przyjmując rezygnacyę Prezesa 
Rządu Bon. Niemojowskiego i odwołując Rybińskiego z Na- 
czelnego wodzostwa, łączy odtąd władzę cywilną i woj- 
skową w jednym ręku upatrzonego na Naczelnego Wodza 
Umińskiego; stanowiłoby ono ostatnie ogniwo łańcucha w roz- 
woju idei koncentracyi władzy niepodległej Polski, gdyby nie 
prawo drugie, które, wobec nieprzyjęcia tak rozległej władzy 
przez Umińskiego, ponownie rozdziela władzę woj- 



XX 

skową i cywilną. Decyzyą z tegoż 23 września 1831 (708 — 
709) potwierdził Sejm prawo Rządu Narodowego do zmiany 
Naczelnego Wodza, jakkolwiek ten ostatni w przerwie między 
jednem prawem a drugiem był znowu przez Sejm, a nie przez 
Rząd, mianowany. 

B) W zakresie władzy rządowej i wykonawczej: 

a) Akta konstytuowania organów prawem 
przepisanych: 

W składzie Rządu Narodowego, po rezygnacyi 
tegoż w dniu 16 — 17 sierpnia następuje wybór Jenerała 
Jana hr. Krukowieckiego na Prezesa Rządu Nar. w Radzie 
Ministrów (460 — 462) Po upadku Krukowieckiego w dniu 
7 września 1831 — pierwszy wybór Bon. Niemojowskiego 
(581—582, nota) i ponowny w dniu 23 września (695 — 697) 1 ). 

W sprawie obsadzenia Naczelnego Dowództwa, po 
złożeniu Skrzyneckiego przez Delegacyę Bolimowską i prze- 
niesieniu prawa nominacyi na Rząd, mianowania Dembiń- 
skiego, Prądzyńskiego, Małachowskiego, Rybińskiego, czy to 
na Zastępców, czy to na Wodzów, odbywały się poza Sejmem 
i dopiero po odebraniu komendy Rybińskiemu (682—687) pod- 
czas tego interregnum. jakie wytworzyła rezygnacya Bon. Nie- 
mojowskiego, Sejm wybrał znowu sam Wodza (zresztą 
bezskutecznie) w osobie Jenerała Umińskiego, ofiarując 
mu nadto władzę cywilną, której tenże nie przyjął (693 — 697). 

W składzie Senatu, Sejm wprowadził zmiany o tyle, że 
wybrał czterech nowych kasztelanów: Narcyza hr. 1 i- 
zara (posła Woj. Wołyńskiego), Stanisława Węgrze- 
c k i e go (Sędziego Najw\ instancyi), Ludwika Ł e m p ickiego 
(deputowanego opatowskiego) i K s a w e r e g o hr. Niesio- 
łowskiego (posła kazimierskiego (275 — 297), a posunął do 
godności wojewodów czterech kasztelanów: Franciszka 
N a k w a s k i e g o, Kajetana hr. Sierakowskiego, W o j- 

*) Krukowiecki, zachowując w Ministeryum Jenerała Moraw- 
skiego, Leona Dembowskiego i Wojew r odę Gliszczyńskiego, powołał Teo- 
dora Morawskiego na Min. spraw zagranicznych, kasztelana Lewińskiego 
na Ministra sprawiedliwości i Garbińskiego na Ministra wyznań. Bon. 
Niemojowski za wyjątkiem Jenerała Morawskiego i Teodora Moraw- 
skiego powołał nowych Ministrów: Olrycha Szanieckiego do teki spra- 
wiedliwości, Świrskiego do min. spraw wewnętrznych, Al. Biernackiego do 
min. skarbu i Lelewela do min. wyznań i oświecenia publicznego. 



XXI 



ciecha hr. Męcińskiego i Stanisława nr. Małachow- 
skiego (325 — 336). 

Z Izby Poselskiej ubył przez rezygnacyę poseł solecki 
Suchodolski. Przybyli natomiast: Teodor Morawski, jako 
deputowany cyrk. I m. Kalisza na miejsco wykluczonego Ern. 
Faltza (76); czterej posłowie Województwa Grodzieńskiego: 
Józef Kaszyc (z po w. nowogrodzkiego), Al ex. margr. 
Wielopolski (z pow. grodzieńskiego), Karol Niemcewicz 
(z pow. brzeskiego) i Eug. Breza (z pow. Słonimskiego) 
(str. 383 — 390); dwaj posłowie Wojew. Białostockiego: Józef 
hr. Potocki (z pow. bielskiego) i Jan Karwowski (z pow. 
białostockiego); sześciu posłów W^ojew. Wileńskiego: Antoni 
Przeciszewski (z pow. rosieńskiego), Adam Kołysko 
(z pow. upitskiego), Cezary Plater (z pow. wileńskiego), 
Józef Zienkowicz (z pow. oszmiańskiego), Ludwik Pie- 
tkiewicz (z pow. wiłkomierskiego) i L u d w i k Ze m b rz ycki 
(z pow. brasławskiego); pięciu, wreszcie, posłów Wojew. Miń- 
skiego: Aleks. Łopaciński (z pow. dziśnieńskiego), Feliks 
Kieniewicz (z pow. mozyrskiego) Waleryan Pietkiewicz 
{z pow. słuckiego), Władysław Plater (z pow. wilej- 
skiego), i Antoni Hłuszniewicz (z pow. boryssowskiego) 
(str. 436—448). 

Sejm dokonał wyboru nowych Komisy i Sejmowych 
(80—83, 85—86). 

Wybrani też zostali członkowie Delegacyi do wal- 
nej narady wojennej (78 — 79); do Rady wojennej miasta War- 
szawy (248—251, 464—466); do obozu wielkiej armii (314, 324); 
do Rządu w sprawie losów korpusu Ramorina (613 — 617, 
627—631). 

W sprawie swojej własnej egzystencyi powziął 
Sejm uchwałę w kierunku solwowania jedynie sesyi bez li- 
mity (678, 699—708). 

b) Zarządzenia skarbowe i wojskowe, jak za- 
łatwienie protestu Henr. hr. Łubieńskiego w sprawie zajętych 
przez Rząd funduszów Banku Polskiego (647 — 653) i upowa- 
żnienie dane Marszałkowi Sejmowemu do udzielenia pożyczki 
emigrującym Senatorom, Posłom i Deputowanym (679—680). 

ej Solenne deklaracye w imieniu Sejmu czy- 
nione, jak odezwa do Rządu (77 — 78), do Narodu i Wojska 



XXII 

(90—93, 103-114), do Węgrów (niewysłana) 99—110, 161, 
239 — 246), do obcych reprezentacyi narodowych (niewysłana) 
93—110, 156—161); do Jenerała Dembińskiego (228—239); do 
żołnierzy (565) i do mieszkańców stolicy (565 — 566); do wojska 
(605-608 i 697—699). 

d) Akta kontroli nad działaniami Rządu Naro- 
dowego i Ministrów. Tu należą: interpelacya Bon. Nie- 
mojowskiego w sprawie bezczynności Nacz. Wodza (37 — 74); 
Nakwaskiego o Komitecie do przejrzenia papierów tajnej po- 
licyi (116 — 137); Dembowskiego w sprawie artykułów »Nowej 
Polskk (129, 137 — 149); Chełmickiego o list Skrzyneckiego do 
Króla Pruskiego (149 — 152, 268 — 269); Świniaiskiego o srebra 
kościelne (153 — 154); Zwierkowskiego w sprawie aresztowania 
Krempowieckiego (252 — 265, 270 — 273). Wreszcie sprawa tak 
doniosła, jak układy z Rosyą — w której to materyi Sejm 
wahał się wciąż między dwiema ostatecznościami: niewchodze- 
niem w układy i upoważnieniem do układów, ich ratyfikowa- 
niem lub nieratyfikowaniem (546 — 577, passim 578 — 605, 610 — 
646, 677 — 678) — sytuacya Sejmu, którą tak dobitnie scha- 
rakteryzował Wielopolski (691), gdy przemawiał za jego limitą: 
»...Sejm, od aktów przez siebie poprzednio wydanych nie mo- 
»gąc odstąpić, byłby tylko na przeszkodzie wszystkim układom, 
»jakieby zaproponowane być mogły; żądanoby zawsze od niego 
»nadania im sankcyi, którejby udzielić w żaden sposób nie 
»mógł, i dlatego właśnie, aby utrzymać honor narodowy, wi- 
dzę potrzebę limity«. 

Limita Sejmu, gdyby nawet była uchwaloną, co, jak wia- 
domo, nie nastąpiło, nie wyczerpywała jeszcze kwestyi. Pozo- 
stawały do załatwienia liczne pytania natury politycznej: Czy 
w ogóle należy, czy nie należy, wchodzić w układy? Kiedy, 
to jest, w jakiej chwili względnie najpomyślniejszej wypadało 
uczynić? Co starać się osiągnąć i czego uniknąć? A z niemi 
wiązało się ewentualnie i pytanie prawno-polityczne: Kto, 
jaki organ państwowy, w imieniu narodu i w zastępstwie jego 
interesów, będzie mógł czynić i przyjmować zobowiązania? 

Otóż tu, na tym gruncie, przyznać trzeba, że Sejm, który, 
bądź co bądź, zorganizował i prowadził Królestwo Polskie 
jako udzielne państwo, nie zdobył się na ten jeden jeszcze, 
ostatni, wysiłek myśli politycznej i na tę roztropność — ażeby, 



XXIII 



na wypadek niepomyślnej akcyi orężnej i zawiedzionych na- 
dziei na obcą interwencyę, przewidzieć i przetrutynować we 
wszystkich możliwościach sposoby zakończenia walki, a prze- 
dewszystkiem nie dopuścić do tego, co było najcięższą kata- 
strofą: do zwykłego zawojowania — debellatio — bez żadnych 
układów i do wydania na pastwę i zemstę zwycięzcy bezbron- 
nego narodu. 

Jeżeli Wodzowie Naczelni, zapominając o swojej 
misyi wojennej, wykonawczej, zbytnio politykują i myślą 
o układach za wiele, to Sejm, w swojej reakcyi przeciw 
układom, posuwa się zadaleko i znowu, wbrew swojej misyi 
kierowniczej, tej ewentualności poświęca uwagi zbyt mało, 
a tern swojem czysto negatywnem stanowiskiem, które i na 
Rząd Narodowy nie pozostaje bez skutku, pośrednio doprowa- 
dza do takiej sytuacyi, która jest zaprzeczeniem całego prze- 
biegu rewolucyi z r. 1830 — 1831: państwo istotnie niepodległe 
kończy swój byt tak, jakgdyby przed rewolucyą i podczas jej 
trwania, było tylko niezadowoloną, a później zrewoltowaną 
prowincyą. Charakterystycznym przykładem — nie braku zro- 
zumienia doniosłości klęski — ale załamania się myśli polity- 
cznej, jest przemówienie Godebskiego w d. 7 września: »Kie- 
»dyście, panowie, podnosili sztandar rewolucyi, był kraj gwa- 
rantowany przez dwory, który miał z konstytucyą narodowość, 
»urzędników polskich, wojsko polskie, chorągwie polskie. Dziś 
»nie mamy żadnych gwarancyi; są tylko słowa... Cośmy zastali? 
»Zastaliśmy naród urządzony; dziś zostawiamy ruiny«. 

Czy konkluzyą tej wizyi historycznej będzie wezwanie 
do akcyi politycznej, póki aparat państwowy przedstawia je- 
szcze jakąś siłę zbiorową, do ratowania dla narodu, co do ura- 
towania jest jeszcze moźliwem? Bynajmniej; desperacka kon- 
kluzyą, godna powstańca, ale nie męża stanu, zdąża do rozbicia 
zorganizowanej mocy narodu na bezsilne fragmenty: niech 
kapituluje miasto; niech Rząd przedsięweźmie środki dla za- 
bezpieczenia osób; niech części wojska — »bo nie myślę, aby 
całe« — układają się o siebie. A Sejm? »Zagranicą Sejm dzia- 
łać będzie !« (str. 555). 

Michał Rostworowski. 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 22 lipca 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izby Poselskiej odczytaną zo- 
stała lista obecności. Byli obecnymi (72): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Cy- 
pryan Baczyński. 

Deputowani: JW. Ignacy Żeleński. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Stan. Kaczkowski. [Floryan Suchecki]. Kantorbery Ty- 
mowski. Wład. nr. Ostrowski. 

Deputowani: JJWW. Stan. Miączyński. Alojzy Biernacki. Józef 
Ziemięcki. Ksawery Biedrzycki. 

ZW oj ewództwaLubelskieg o. Posłowie: JJWW. [Kalikst Mo- 
rozewicz]. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. 
Józef Świrski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. Kle- 
mens Witkowski. Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Jan 
Rostworowski. Jakób Okęcki. Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Ignacy 
Starzyński. Adam Łuszczewski. Frań. Trzciński. Eugeni błubicki. Józef 
Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Dominik Krysiński. Józef 
Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. 
Frań. Wołowski. Wojciech Chodecki. Walenty Zwań. 
Dyaryusz T. VI. 1 



Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. [Feliks 
Markowski]. Franc. Zalewski. Ignacy Wężyk. Teodor Jasieński. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnioki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. Jakób Malinowski. Józef Bohdan Zaleski. 

Nadeszli później (13): 

JJWW. Wiktor Łuniewski. Jakób Piotrowski. Antoni Zawadzki. Ale- 
ksander Szymanowski. Frań. Chomentowski. Wincenty Chełmicki. Kon- 
stanty Jezierski. Antoni Libiszewski. Roman Sołtyk. Wład. Zawadzki. 
Augustyn Morzkowski. Józef hr. Małachowski. Gustaw hr. Małachowski. 

JW. Marszałek: »Nim do wyboru Komisyów przystąpimy, 
muszę Izbie przedstawić okoliczność, dotyczącą osób, które do- 
tąd na Sejm nie zjechały, bo od tego postanowienia Izby za- 
leżeć będzie, kto jest Członkiem Izby, a kto nim być przestał, 
kogo więc można do Komisyi wybierać? I tak JW. (Sebastyan) 
Szymon s ki (Deput. m. Piotrkowa) donosi mi, że jest słaby, 
na co załącza świadectwo doktora, i uprasza o przedłużenie 
urlopu na czas nieograniczony «. 

JW. Tymowski: »Ile mi wiadomo, kolega Szymoński nawet 
bez uriopu wyjechał«. 

JW. Marszałek: »Nie mogę powiedzieć, żeby się mylił JW. 
Tymowski, lecz to na obronę JW. Szymońskiego przytoczyć 
można, że wyjechał, bo się czuł słabym i zaraz z Rawy przy- 
słał świadectwo doktora. Jeżeli Izba nie przychyli się do prze- 
dłużenia urlopu, wtenczas na mocy art. 7-go uchwały z 18 
czerwca trzeba będzie nowy wybór zarządzić«. 

JW. Mazurkiewicz: »W tym względzie trzeba nam się pe- 
wnej zasady trzymać. Jeżeli świadectwu lekarza wierzymy co 
do jednego Reprezentanta, to i co do drugiego powinniśmy 
wierzyć; inaczej postępowalibyśmy bez stałej zasady, postępo- 
walibyśmy stronnie«. 

JW. Morozewicz: »Ta różnica zachodzi w tym przypadku, 



— 3 — 

że kolega Szymoński żąda urlopu nieograniczonego; nie mamy 
więc pewności, kiedy miejsce jego w Izbie będzie zapełnione; 
w innych zaś razach świadectwo lekarza służyło do uzyskania 
urlopu na termin oznaczonym 

JW. Marszałek: »Z tego powodu możeby dobrze było, abym 
napisał do JW. Szymońskiego, zapytując się, czy wkrótce spo- 
dziewa się przyjść do zdrowia, lub też czy żąda nowego wy- 
boru na swoje miejsce«. 

JW. Szaniecki: »Kolega Szymoński sądzić nie może, jak 
prędko przyjdzie do zdrowia, ale przeciwko niemu ciążą dwie 
okoliczności: pierwsza, że wyjechał bez urlopu, druga, że nie 
powrócił na termin uchwałą 18 czerwca przepisany«. 

JW. Chobrzyński: »Choć wyjechał Deputowany Szymoński 
bez urlopu, brać mu tego za złe nie można, bo mógł myśleć, 
że za parę dni powróci. Kiedy teraz nadesłał świadectwo do- 
ktora, należy mu dać wiarę cc 

JW. Niesiołowski: » Widziałem długą listę opatrzonych 
urlopami nieograniczonymi. Jeżeli kto teraz potrzebuje urlopu 
nieograniczonego, lepiej, żeby na daiszy czas usługi swoje dla 
kraju odłożył, bo Izba czynnych Członków potrzebuje«. 

JW. Śląski: »Popieram wniosek bardzo trafny i w miejscu 
uczyniony kolegi Mazurkiewicza. Izba powinna stałej zasady 
się trzymać w uznawaniu świadectw lekarza«. 

JW. Marszalek: »Tu jedynym warunkiem do ważności lub 
nieważności pruśby jest przeciąg czasu, w jakim może się spo- 
dziewać JW. Szymoński powróci(ć) do zdrowia. Są bowiem 
choroby chroniczne, które zaraz z początku okazują, że dłuż- 
szej wymagać będą kuracyi. Powtarzam więc, że mógłbym 
napisać do JW. Szymońskiego, zapytując go się, czyli prędko 
spodziewa się do naszego grona powrócić, a w przeciwnym 
razie, czy nie zezwoli na zwołanie nowego wyboru? W tym 
samym sposobie pisałem już do kilku Członków Izby Posel- 
skiej, między innymi do J W 7 . S u c h o d o 1 s k i e go, (Posła So- 
łeckiego), który mi odpisał, prosząc o zwołanie nowego wy- 
boru «. 

JW. Zwlerkowski: »Powinnibyśmy wstrzymać się od wy- 
dawania urlopów nieograniczonych; urlopy te stawiają nas 
w trudności obradowania w wielkim komplecie; byłbym nawet 

1* 



— 4 — 

za tern, aby cofnąć urlopy nieograniczone, które już powyda- 
wane zostały «. 

JW. Jasieński: »Zupełnie dzielę zdanie kolegi Zwierkow- 
skiego. Chciałbym, żeby do tych, co urlopy nieograniczone 
wzięli, posłane było wezwanie, aby złożyli mandaty i żeby 
nowe wybory na ich miejsce nastąpiły. Co się tyczy kolegi 
Szymońskiego, jeżeli nie znalazł doktora w Warszawie, tylko 
w Rawie musiał go szukać, trzeba mu dać wiarę, ale gdy te- 
raz nie przysyła nowego świadectwa, nie mamy więc przeko- 
nania, czy dotąd jest słaby«. 

JW. Chobrzyński: »JW. Szymoński teraz składa świa- 
dectwo; doktór mu nie może powiedzieć, że umrze za ty- 
dzień, więc nie może też on wiedzieć, jak długo będzie 
chorował«. 

JW. Dembowski: »Na najpierwszym względzie trzeba mieć 
obowiązki Reprezentanta dla kraju. Jeżeli Reprezentant jest 
słaby i nie jest w stanie ich dopełniać, powiat jego nie może 
być pozbawiony reprezentacyi. Co do kolegi Szymońskiego, 
wnoszę, żeby było postanowione, że ma być zdrów na czas, 
jaki Izba oznaczy, a jeżeli nie wyzdrowieje, żeby był nowy 
wybór zwołany«. 

JW. Marszałek: » Urlopy nieograniczone dawały się tylko 
w pierwszych chwilach; od dw r óch prawie miesięcy nikt podo- 
bnego urlopu nie dostał; najczęściej wtenczas były dawane, 
gdy Członkowie Izb do wód się oddalali. Urlopy takie otrzy- 
mało 10 Członków Izby Poselskiej; nadal podobne nie będą już 
wydawane; do tych zaś, co je otrzymali, jeżeli to jest zdaniem 
większości Izby, napiszę, że się dla nich ogranicza potrzebny 
czas do powrotu do ś-go Michała; krótszego czasu oznaczać 
nie można, gdy bowiem już są za granicą i rozpoczęli kuracyę, 
trudno, aby pierwej wrócić mogli<c 

JW. Wężyk: »Aserya kolegi Dembowskiego utrzymać się 
nie może, bo trzeba być wyższym nad ludzi, aby nakazywać 
komuś, że ma być zdrów; lecz zapytuję się JW. Marszałka, 
czyli teraz JW. Szymoński przyłączył nowe świadectwo ?« 

JW. Marszałek: »Nadesłał teraz nowe świadectwo dato- 
wane 10 lipca«. 

JW. Wężyk w kontynuacyi: »Trzeba mu więc wierzyć, 
kiedy teraz drugi doktór jego słabość poświadczyła 



— 5 — 

JW. Marszałek: »Ja raz jeszcze wniosek mój powtarzam 
i poddaję go pod rozstrzygnienie Izby. Wniosek mój jest na- 
stępujący: Napiszę do J W. Szymońskiego, zapytując 
się go, wjak krótkim czasie spodziewa (się) powró- 
cić do grona naszego; jeżeli lekarz go zapewni, że 
słabość jego długiej potrzebuje kuracyi, zawezwę 
go, aby ze z wo 1 ił na z woła n ie nowego wyboru. Czas 
do powrotu do Izby Poselskiej możnaby dla niego 
oznaczyć miesiąc. Kto popiera mój wniosek, raczy 
po w stać«. 

Znaczna większość powstała. 

JW. Marszałek: »Urlopy nieograniczone mają następujący 
JJWW. Posłowie i Deputowani: Józef Gostkowski (P. Kra- 
kowski), Jan Szymczykiewicz (P. Pilecki), Jan Mozalski 
(Dep. Kielecki), Józef hr. Ledóchowski (Pos. Staszowski), 
Józef Chrzanowski (Pos. Tomaszowski), Jan Kuczew- 
ski (Dep. Lubelski), Paweł Cieszkowski (Dep. Krasno- 
stawski), Jan Jezierski (Pos. Garwoliński) i Kalikst Mie- 
rzejewski (Dep. Bialski), a zatem jest ich wszystkich 9-ciu. 
Do nich więc napiszę to, co do JW. Szymońskiego, z tą różnicą, 
źe ponieważ ci są teraz za granicą, potrzeba im dłuższego 
czasu do powrotu, nadto nie spodziewali się, aby mieli w tak 
krótkim czasie być powołani napowrót do Izby«. 

JW. Zwierkowski: »Z listy tu odczytanej nie wiem, czyli 
dwóch albo trzech jest za granicą; inni wszyscy znajdują się 
w kraju, lub w Krakowie«. 

Uwagę tę JW. Zwierkowskiego poparło wielu Reprezen- 
tantów, mianowicie JW. Jakób Piotrowski, który także świeżo 
z urlopu powrócił i twierdził, źe większą część z wymienionych 
Reprezentantów widział w Krakowie. 

JW. Marszałek: »Trzeba podzielić Członków mających 
urlopy nieograniczone na dwie kategorye: tym, których za- 
stanie mojaodezwa w kraju lub w Krakowie, ozna- 
czyć należy termin jednomiesięczny; tym zaś, 
których zastanie za granicą, termin dwumie- 
• ięcz n y«. 

Wniosek ten jednomyślnością przyjęty został 



6 — 



f. Marszałek : » J W. W i n c. W aszkiewicz (Dep. Ku- 
jawski) tak, jak JW. Szymoński, prosi o urlop nieograniczony, 
załączając świadectwo doktora, i w tym samym zupełnie jest 
przypadku, co JW. Szymoński, bo także wyjechał bez urlopu, 
lecz zaraz w drodze zachorowałcc. 

I z b a d o J W. W aszkiewicza zastosowała to s a m o, 
co do J W. Szymon s k i e g o. 

Następn ie JW. Marszałek w e z wał J W. Zwierkow- 
s kie 2: o, aby odczytał list J W. Bukowskiego (Posła 
Olkuskiego) pisany do JW. Marszałka; brzmi on jak następuje: 

»JW. Marszałku! Gdy stan zdrowia mojego, jak załączone 
świadectwo dowodzi, stawia mnie w nader przykrej niemo- 
żności przybycia w dniu 15 lipca na obrady Izby Poselskiej, 
z boleścią serca zmuszony jestem zawiadomić o tern JW. Mar- 
szałka z tern zaręczeniem, iż w całej mocy czuję zbyt dotkliwe 
położenie, w jakiem się znajduję, że jakkolwiek z słabemi zdol- 
nościami, lecz z mocnem i nieugiętem dla sprawy ojczystej 
przekonaniem nie mogę w tej chwili pospieszyć do obowiązku 
mojego. Raczy przeto JW. Marszałek przyjąć to moje przed- 
stawienie, niemniej prześwietnej Izbie zakomunikować, a ta, 
gdyby czas może kilkotygodniowy, który dla poratowania zdro- 
wia koniecznie poświęcić muszę, uznała za zbyt długi, a. stąd 
z uszczerbkiem dla powiatu, z którego mam szczęście być Re- 
prezentantem, zechce postanowieniem swojem polecić zarzą- 
dzenie sejmiku nowego w powiecie Olkuskim dla obrania in- 
nego Reprezentanta, w miejsce moje. JW. Marszałku! Dla Po- 
laka przejętego sprawą i dobrem ukochanej Ojczyzny nie masz 
nic więcej dręczącego, jak nie módz jej być choć na jeden 
moment użytecznym, lecz równie byłoby dotkliwem mniemanie, 
że(m) dla jakiejkolwiek najsłuszniejszej przyczyny przymuszonym 
będąc na krótko poświęcenie osobiste zatrzymać, stąd interes 
ogólny na zawód wystawił. Z tego więc względu, godząc wła- 
sne uczucia z obowiązkiem i dobrem kraju, mam zaszczyt 
prosić prześwietnej Izby, aby stosownie do okoliczności i oso- 
bistego przekonania w tej mierze postąpić raczyłam. 

JW. Jasieńs.i: »Izba Poselska nie chciałaby być pozba- 
wioną takiego Członka, jak jest kolega Bukowski; wypada 
przeto udzielić mu żądany urlop na parę miesięcy, a po tym 



7 — 



czasie dopiero, irdyby do zdrowia nie powrócił, nowy nakazać 
wybór«. 

JW. Jabłoński: »Kolega Bukowski do 1 czerwca był jednym 
z najpilniejszych Posłów, wyjechał już z Warszawy słaby 
i obawiał się, czyli zdoła powrócić na dzień 15 lipca i czyli 
stan jego zdrowia nie nakaże mu prosić o nowy wybór. Spo- 
dziewam się, że Izba mu teraz udzieli urlop, kiedy on sobie 
tego życzy «. 

JW. Zwierkowski: » Kolega Bukowski oddaje to pod decy- 
zyę Izby, chce powrócić do naszego grona, lecz dopiero za 
kilka tygodni; tak więc, jak innym Członkom, cztery tygodnie 
czasu udzielone mu być powinno «. 

JW. Marszałek: »K to jest zdania, aby JW. Bukow- 
skiemu udzielony został urlop na sześć tygodni, 
raczy powstaćcc 

Znaczna większość powstała. 

JW. tlarszałek: »Są jeszcze dwa podania stwierdzone 
świadectwami znakomitych lekarzy krakowskich: JW. Michała 
Walewskiego (P. Skalmierskiego) i JW. Ferdynanda 
Walewskiego (P. Miechowskiego), którzy proszą nie tak 
o przedłużenie urlopu, jak o zostawienie im czasu potrzebnego 
do kuracyi«. 

Izba udzieliła im urlop na cztery tygodnie. 

JW. Marszałek: »J W. Ludwik Łempicki (Dep. Opatow- 
ski) pisze do mnie, że, lubo sam jest zdrów, za powód jednak, że 
na 15 lipca nie przybył, przytacza, iż objawiła się w jego oko- 
licy zjadliwa choroba, której wytępieniem on sam się zaj- 
muje; obiecuje wszakże za kilka dni do grona naszego po- 
wrócić«. 

JW. Roman Soltyk oświadczył, że jeszcze dnia dzisiejszego 
ma przybyć. 

JW. Marszalek : » J W. H i e r o n i m Kochanowski (P. Ra- 
domski) uprasza o trzytygodniowy urlop dla dokończenia ku- 
racyi, którą w Busku pobieracc 

Izba zezwoliła na żądanie J W. Kochanow- 
skiego. 

JW. Marszałek: »Podług uchwały z d. 18 czerwca pozo- 
staje nam jeszcze zastosować art. 7-my tej uchwały i wyrzec 
względem tych Członków, którzy jeszcze nie przybyli. JW. 



— 8 — 

Ignacy Morzkowski (Poseł Radomski) złożył świadectwo 
doktora datowane jeszcze d. 13 lipca, że jest chory. JW. Nie- 
mojowski oświadczył, że JW. Morzkowskiego widział słabego, 
lecz że za kilka dni powróci do zdrowia. Co do innych Człon- 
ków dotąd nie przybyłych, a którzy żadnego tłómaczenia nie 
nadesłali, art. 7-my prawa z 18 czerwca przepisuje, że skoro 
termin art. 1-szym oznaczony upłynie, ci, którzy nie przybędą, 
utrącają prawo zasiadania w Izbie Poselskiej. Artykuł ten je- 
dnakże mówi. że Izba ma wyrzec, czy to zastosowanie ma 
nastąpić. Zapytuję się więc Izby, czyli nie spóźni o dni kilka 
wykonania tego rygoru ?« 

JW. f^iemojowski : »Przemawiając za kolegami Woje- 
wództwa Kaliskiego, zwracam Izby uwagę na to, że nieprzy- 
jaciel zagraża ich majątkom. Jeżeli więc przyjazd swój o dni 
kilka dla domowych zatrudnień wstrzymali, gdy od samego 
początku ciągle tu siedzieli, zasługują więc na wzgląd u Izby, 
aby do kilku dni decyzyę swoją o nich wstrzymali«. 

JW. Biernacki: »Popierając głos kolegi Niemojowskiego, 
to jeszcze dodaję, że w różnych miejscach po wsiach w tamtej 
okolicy ukazała się cholera. To było powodem, że niektórzy 
koledzy wstrzymali swój przyjazd, ale upragnieni są pospie- 
szyć do grona naszego«. 

JW. Dembowski: »Głos JW. Marszałka podaje zapytanie, 
czy dobrodziejstwo prawa ma być jeszcze na dni kilka prze- 
dłużone. Wczoraj dyskutowaliśmy względem zmniejszonego 
kompletu. Głos JW. Wołowskiego rzucił wątpliwość, czy prawo 
o zmniejszonym komplecie ma być obowiązujące, czy nie; 
pytam się więc, czyli, gdyby po prekluzyjnym terminie kom- 
plet się nie znalazł, prawo to ma być obowiązujące i czy 
w małym komplecie mamy moc obradowania i na mocy któ- 
rego prawa, gdyż jedni odwołują się do prawa 26 lutego, 
drudzy do dnia 18 czerwca«. 

JW. Świrski: »W odpowiedzi koledze Dembowskiemu 
mam honor oświadczyć, że właśnie celem prawa 18 czerwca 
było, aby ograniczyć trwanie i atrybucye małego kompletu, 
któryśmy postanowili z powodu interesów świętojańskich. 
Gdyby prawo 26 lutego obowiązywało, prawo z 18 czerwca 
byłoby niepotrzebne. Minął więc już termin, w którym obadwa 
te prawa obowiązywać przestały; zostało się tylko principium, 



— 9 

że mały komplet o niczem więcej radzić nie może, tylko o tern, 
do czego jest upoważniony. Z tego więc wnoszę, że małe kom- 
plety istnieć już nie mogą«. 

JW. Nakwaski: »Nad tą kwestyą niepotrzebną toczymy 
dyskusyę, de facto bowiem jest teraz wielki komplet w War- 
szawie, gdyż jest obecnych 28 Senatorów a 79 Posłów«. 

JW. Morozewicz: »Kwestya co do małego kompletu, jak do- 
brze powiedział kolega Bracławski (H. Nakwaski), z natury rzeczy 
jest załatwiona; lecz jest tu inna jeszcze kwestya względem tych, 
co się na termin prawem przepisany nie stawili. Rygor w prawie 
przepisany był, aby na przypadek niezebrania się wielkiego 
kompletu, żeby przynajmniej nieprzybywający Członkowie zgło- 
sili się, kiedy myślą powrócić, aby postawić Izbę w możności 
ocenienia, jak długo zasiadać nie będą; inaczej Izba nie wie- 
działaby, kiedy wielkiego kompletu spodziewać się może. Dla- 
tego prawo przepisało na nieprzybywających i nie usprawiedli- 
wiających powodu swego nieprzybycia rygor, że mają być 
z listy Członków wykreśleni; lecz teraz, kiedy juz mamy za- 
pewniony wielki komplet, dla tych, co nie przybyli, moźnaby 
krótki jeszcze przeciąg czasu zostawić i wstrzymać naszą de- 
cyzyę do 1 sierpnia«, 

JW. Zwierkowski: »Mocya kolegi Dembowskiego jest wa- 
żna; trzeba w tej mierze coś stanowczego wyrzec; sądzę jednak, 
że raczej ci, którzy nastają, aby małego kompletu nie było, 
powinniby się starać, aby wielki komplet utrzymać. Żadne 
prawo nie skasowało małego kompletu; strzedz nam go się 
należy, ale znosić go nie powinniśmy, nie możemy. Dwa 
razy dopiero był mały komplet; raz. gdy niebezpieczeństwo 
zagrażało stolicy; drugi raz, gdy dla interesów świętojań- 
skich większa część Posłów potrzebowała się oddalić z sto- 
licy. Małego kompletu używamy tylko w razach wielkich, 
potrzebnych; lepiej wprawdzie, gdyby się można bez niego 
obejść«. 

JW. Szaniecki: » Rozumiem, że tu faktum rozstrzyga; albo 
jest komplet, albo nie; jeżeli jest, prawo ustaje; trzeba jednak 
odłączyć tu kolegów nowo obranych, ci nie mogą się racho- 
wać do dawnego kompletu; cała Izba się powiększyła i kom- 
plet więc powiększyć się powinien. Jeżeli jest komplet dosta- 



— 10 — 

teczny, co jest najlepiej JW. Marszałkowi wiadomo, prawo 
upada«. 

JW. Marszałek: »Komplet jest dostateczny. Żeby zadość 
uczynić prawu, dość jest 64 i połowa nowo przybyłych Posłów. 
Z dawnego kompletu ohecnych jest w Warszawie 73; z nowo 
wybranych brakuje 2: JJWW. Bernatowicza i Gołyńskiego. 
Lecz zgodzić się nie mogę z JW. Szanieckim, żeby tu nie 
było potrzeby, aby Izba stanowczo wyrzekła, czyli prawa z 26 
lutego i 18 czerwca są prawami przechnd niemi, czyli nie. Je- 
żeliby Izba uważała je, jako prawa przechodnie, obowiązujące 
do czasu tylko, póki się wielki komplet nie zbierze, dostate- 
czna będzie decyzya Izby, że juz przestały obowiązywać; je- 
żeli zaś nie są przechodniemi, ale ciągle obowiązującemi, 
potrzeba nowej uchwały, aby je znieść«. 

JW. Szaniecki: » Uch wała postanowiona w lutym zastrzega, 
że, ile razy w wielkim komplecie się nie zbierzemy, mamy się 
łączyć z Senatem. Uchwała w czerwcu zapadła postanowiona 
jest na raz jeden; rozróżnić więc ją należy od tamtej, która 
jest raz na zawsze postanowiona, bo okoliczności wojenne 
ciągle trwają. Dziś uchwała czerwcowa przestała obowiązywać, 
a tamta trwa w swojej mocy«. 

JW. Dembowski: »Głos Kolegi Zwierkowskiego pokazuje, 
że możemy w każdym czasie obradować w małym komplecie. 
Ja prosiłem o rozwiązanie tej kwestyi; to prawo niech już 
tylko pozostanie, jako pamiątka zwycięstwa interesu prywa- 
tnego nad interesem Ojczyzny; lecz teraz trzeba wezwać od- 
dalonych jeszcze Reprezentantów, uważać to prawo, jako 
niebyłe, żeby już do nie^o nigdy się nie odwoływać i z tego 
powodu nie obradować w małym komplecie«. 

JW. Swirski: »Dlatego, że prawo z 26 lutego upoważniało 
w każdej chwili w mały komplet się zamieniać. Izba, widząc, 
że stąd szkodliwe mogą być dla kraju skutki, chcąc wyjść 
z tej niedogodności, uchwaliła nowe prawo. Gdy spodziewać 
się należy, że nie będziemy już nigdy w tak krytycznem po- 
łożeniu i że ci, co znajdowali wtenczas potrzebę wyjechania, 
teraz jej już nie znajdą, kiedy interesa prywatne już załatwione 
zostały, nie masz już potrzeby małego kompletu. Dlategośmy 
nowe prawo ustanowili w d. 18 czerwca, aby prawo z d. 26 lu- 
tego skasować «. 



— 11 — 

JW. Wiemojowski: »Postrzegłem , że przy obrachowaniu 
kompletu JW. Marszałek osobno Reprezentantów z dawnego 
Królestwa rachował, a osobno przybyłych z prowincyi przez 
Rosyę zajętych. Ja rozumiem, że razem rachować ich należy. 
Jest Reprezentantów z dawnego Królestwa 128, .mowo przyby- 
łych 15, razem 143; komplet więc liczyć należy 72. Co się tyczy 
kwestyi głównej, ta jest bardzo jasna. Niema żadnej wątpli- 
wości: skoro raz w wielkim komplecie zebraliśmy się, moc 
prawa z 18 czerwca ustała; lecz nie idzie za tern, aby prawo 
z 26 lutego ustało; nie powinniśmy bowiem pozbawiać się 
sposobu radzenia, gdyby przypadkiem komplet się nie z< brał. 
Nie wiem, coby tu było większem złem, czy mniejsza skrupu- 
latność, czyli też nieradzenie o dobru Ojczyzny. Nie ściga ten 
zarzut nikogo, że się oddali do domu. zęby to miało być zwy- 
cięstwo interesu prywatnego nad publicznym; zarzut ten byłby 
sprawiedliwy, gdyby dobro ogółu na tern cierpiałoś 

JW. Kaczkowski: » Powszechnie przyjętą zasadą prawo- 
dawczą jest, że uchwały, których jest termin oznaczony a quo 
ad quem, są przechodnie. Po co dwa prawa przechodnie sta- 
nowić w jednym przedmiocie? Niema wątpliwości, że kiedy 
termin ostatniego prawa minął, i prawo minęło, taka jest wola 
prawodawcy. Nie potrzeba teraz nowej uchwały, bo z natury 
rzeczy wynika, że prawo stałe zostaje w swojej mocy, a prawo 
przechodnie przestało obowiązywać z dniem 15 lipca. Co do 
drugiej kwestyi kompletnej, ani jestem zdania JW. Marszałka, 
ani kolegi Wartskiego; tym sposobem bowiem w miarę przy- 
bywania nowych Posłów, codzieńby się liczba stanowiąca 
komplet zmieniała. Powinniśmy pozostać przy zasadzie statu- 
towej bez względu na przybywanie nowych Członków; wszakże 
i tak komplet 65 jest lepszy niż 33, a łatwiejszy do utrzyma- 
nia niż 72«. 

JW. Marszałek: »Upraszałbym, aby kwestyi dotyczącej kom- 
pletu teraz nie dotykać, lecz naprzód zdecydować co uo uchwał 
z d. 26 lutego i 18 czerwca«. 

JW. Godebski: »Istnieje prawo obowiązujące względem 
tych Członków, którzy się na oznaczony termin nie stawili 
i żadnego usprawiedliwienia nie przysłali. Izba powinna wzglę- 
dem nich wyrzec. W obecnych jednakże chwilach głosy kole- 
gów Niemojowskiego i Biernackiego trafiają do mego przeko- 



— 12 — 

nania. Zbliżanie się nieprzyjaciela, rozszerzenie zjadliwej cho- 
roby usprawiedliwia nieprzybywających dotąd Członków Izby 
Poselskiej. Stąd powstała kwestya, czy uchwała z 26 lutego 
jest przechodnia, czy nie? Rozróżnione są w tej mierze zdania; 
jedni uznają ją za przechodnią, drudzy rozumieją, że uchwała 
z 18 czerwca ją uchyliła; inni przyznają jej moc obowiązującą; 
ja więc także zdanie moje wynurzę. Uchwała sejmowa z dnia 
26 lutego zapadła w tym celu, że Izby przewidywały, iż w tak 
naglących okolicznościach może się komplet nie zebrać: lepiej 
więc, aby wtenczas Izby w połączeniu działa(ły), aniżeli żeby 
Sejm miał być zerwany. Prawo to postanowione zostało nie 
na raz jeden, ale na tyle razy, ileby się okoliczności naglące 
potrzebę użycia go okazały; stąd też w art. zaraz 1 szym jest 
powiedziane: »Izby odtąd działać będą w połączeniu, ile razy 
nie znajdą się w komplecie^. Uchwała sejmowa z 18 czer- 
wca bynajmniej nie zniosła uchwały z 26 lutego; rozwinęła ją, 
oznaczyła jeden przypadek działania w Izbach połączonych 
w zmniejszonym komplecie i poleciła temuż zajmowanie się 
tylko przedmiotami skarbowymi. Ilekroć więc nie zjadą się 
Członkowie Izb podług uchwały w lutym postanowionej, Izby 
działać będą w połączeniu. Uchwała zaś z 18 czerwca jest 
tylko na raz jeden i rozwija tylko uchwałę z 26 lutego, która 
istnieć nie przestała, i dopóty będzie prawem obowiązującem, 
dopóki Sejm uznany za nieustający zalimitowanym nie zo- 
staniem 

JW. Wołowski: »Cała dyskusya na tern się zahacza, iż 
niewłaściwie wyrazów używamy. Wielu Członków wspominało 
tu wyraz: prawo przechodnie; my żadnego takiego prawa 
nie mamy. Prawo przechodnie jest wtenczas, kiedy już jedno 
prawo egzystuje, a to ma służyć za przejście do następnego 
prawa, jak np. gdyby było prawo przechodnie od konstytucyi 
Ks. Warszawskiego do konstytucyi Królestwa Polskiego. Lecz 
tu jest jedno prawo na zawsze trwać mające, a drugie tym- 
czasowe. Prawo z 18 czerwca nie jest przechodnie, ale tym- 
czasowe, bo na czas do 15 lipca postanowione. Dowodzi tego 
art. 7-my tegoż prawa. Gdy teraz komplet się zebrał, to prawo 
tymczasowe już ustało i nie istnieje. Co się tyczy prawa 26 lu- 
tego, to ani jest tymczasowe, ani przechodnie, ale jest tak 
prawem, jak wszelkie inne. Faktum zniosło tylko prawo z 18 



— 13 — 

czerwca, ale nie z 26 lutego. Prawo to trwa. jest konieczne. 
Dnia 26 lutego znajdowaliśmy się w takim przypadku, że było 
nas tylko 65, ani mniej ani więcej; drzwi musiały być zam- 
knięte, bo gdyby jeden wyszedł, Sejm byłby zerwany. Nie mo- 
żemy tego prawa znosić, bo przy niem tylko istnieć może Sejm 
nieustający. To tylko wnoszę, żeby w każdym przypadku, 
gdzieby artykuły jego miały być zastosowane, żeby sesya zrana 
na popołudnie odłożoną była i żeby JW. Marszałek wyraźnie 
każdego wezwał, aby przybył na sesyę, żeby sprawy publi- 
cznej na szwank nie narażał. Zarzut, który zrobił kolega Dem- 
bowski, był niesłuszny; ja mówiłem wczoraj, że możemy 
w małym komplecie obradować, kiedy prawo pierwszy raz pod 
dyskusyę przychodzi; lecz jeżeli prawo jest przez jedną Izbę 
odrzucone, a przez drugą przyjęte, wtenczas w małym kom- 
plecie obradować nie mamy prawa. Wczoraj jednakże upowa- 
żniał nas do tego art. 7-my uchwały z 18 czerwca; ale teraz 
uchwała ta przestała obowiązywać; w małym więc komplecie 
nowe tylko projekta rozbierać możemy<(. 

JW. Mazurkiewicz: »W materyi wniesionej przez kolegę 
Dembowskiego zabierane dotąd głosy jeszcze wszystkich oko- 
liczności nie dotknęły. Dwie są uchwały mały komplet stano- 
wiące: jedna z 26 lutego, druga z 18 czerwca, różne jednak 
co do przedmiotu. Prawo z 26 lutego nie stanowi terminu, 
o którym mówił kolega Kaczkowski, a quo ad quem, stanowi 
tylko a quo, lecz nie stanowi ad quem. Uchwała ta trwa w mocy 
swojej na wszelkie okoliczności nieprzewidziane; w drugiej 
uchwale jest ustanowiony termin ad quem; termin ten już 
minął; uchwała więc ta ustać powinna. Druga różnica: uchwała 
z 26 lutego upoważnia mały komplet trudnić się wszelkimi 
przedmiotami, jakie mogły być wprowadzone; uchwała z 18 
czerwca oznacza tylko przedmioty skarbowe. Trzecia okoli- 
czność: co do Komisyów w uchwale 26 lutego Komisye zo- 
stawione były w ich pierwszym składzie; w uchwale zaś z 18 
czerwca nakazany wybór do Komisyi tylko skarbowej. Cośmy 
wczoraj dyskutowali, czy Komisya z 18 czerwca ma być czwartą 
Komisyą, ta wątpliwość teraz upada, bo skoro teraz uchwała 
z 18 czerwca przestała obowiązywać, gdyby się komplet do- 
stateczny na sesyę nie zebrał, stosowalibyśmy się do uchwały 
z 26 lutego; to więc jest niezaprzeczonym dowodem, że w ta- 



— 14 — 

kim razie Komisy e styczniowe, nie czerwcowa, weszłyby 
w swoje atrybucye. Łączę głos mój z innymi kolegami, że 
uchwała z 26 lutego nie powinna być zniesiona, albowiem 
mogłyby zajść na nią okoliczności, (w) których Izba w kom- 
plecieby się nie zebrała, a przez to sprawa ogólna na szwank by 
wystawioną została«. 

JW. Zwierkowski : »Cały przedmiot jest wyjaśniony. Prawo 
z 26 lutego nie może być decyzyą Izby zniesione; jeżeli który 
z Członków żąda w niem zmiany, poda wniosek do laski: ten 
będzie odesłany do Komisy ów i w formie projektu do prawa 
do Izby wniesiony, bo prawo, przez obie Izby uchwalone, pra 
wem tylko zrnienionem być może. Większa część kolegów 
zdaje się na to zgadzać, że prawo to utrzymanem b)ć powinno, 
bo wtenczas, gdy wybierać przychodzi między małym komple- 
tem, a zerwaniem Sejmu, wtenczas bezwątpienia mały komplet 
przenieść należy «. 

JW. Świrski: »Jeszcze po raz trzeci trudnić będę uwagę 
prześwietnej Izby, gdyż dotąd nie umiałem trafić do przeko- 
nania kolegów. Przedmiot ten nie jest tak małej wagi, żeby 
go dorywczo decydować. Prawo 26 lutego było napisane w na- 
głych bardzo okolicznościach; jak ono zapadło, niech mi się 
godzi przemilczeć. Co kolega Wołowski mówi, że gdyby jeden 
był ubył, jużby Sejmu nie było; jak tam się stało, to tylko 
cztery ściany wiedzą; że mały komplet wtenczas był potrzebny, 
dowodzą tego okoliczności, lecz nie należało mu dawać tak nie- 
ograniczonej władzy; jego powołaniem jest tylko zaradzać 
nagłym obecnym potrzebom powstania naszego; nie można 
mu dozwolić zawierać traktatów, wybierać króla, pisać konsty- 
tucyę; ani was mogę posądzić, szanowni Reprezentanci, abyście 
mogli na to zezwolić. Ja wywołałem prawo z 18 czerwca, aby 
ograniczyć atrybucye małego kompletu, aby sparaliżować 
tamto prawo; to się też stało. Izba tę potrzebę uznała i wy- 
dała nowe prawo, które przepisy tamtego zniszczyły. Teraz 
więc trzeba albo położyć tamę prawu z 26 lutego, albo usta- 
nowić prawo upoważniające istnienie małego kompletu, lecz 
ten powinien tylko wszelkiemi siłami popierać rewolucyę na- 
rodową, a do socyaln^j nie powinien być upoważniony. Gdy 
tego nie zrobimy, mały komplet do największego złego dopro- 
wadzić nas może«. 



— 15 — 

JW. Śląski: »Oddalamy się od materyi; rozpoczęliśmy dy- 
skusyę nad przedmiotem, który tak zadecydowanym być nie 
może, nad którym trzeba dłuższego zastanowienia się; dziś 
więc wróćmy się do właściwej materyi«, 

JW. Marszałek: »Nie byłbym dozwolił zabierać crłosu w tej 
materyi, gdyby nie była w ścisłym związku z właściwym 
przedmiotem i gdyby nie to, że wyrzeczenie w tym względzie 
jest pilno potrzebne, gdyż do tego zastosować się muszę w da- 
waniu lub odmawianiu urlopów«. 

JW. Wężyk: »Są sposoby, którymi można zaradzić, ażeby 
nie było małego kompletu. Jednym z nich jest ograniczyć da- 
wanie urlopów podług przepisu prawa z 12 lutego. Jeżeli, jak 
się spodziewam, JW. Marszałek tern się powoduje, możemy 
mieć zawsze zapewniony wielki komplet. Jeżeli zaś jest ko- 
nieczna potrzeba, żeby było prawo dozwalające małego kom- 
pletu, to chyba nowe prawo wniesione być musi, bo tamto 
istnieć nie może«. 

JW. Łuszczewski: »Prawo egzystuje; niepotrzebna więc 
jest nowa uchwała; sam duch tego prawa jest, że dopiero 
w ostatnim razie po wyczerpaniu wszelkich środków zebrania 
wielkiego kompletu mały komplet przypuścić można. Teraz 
mamy sposób większego kompletu; wielu Członków nie zje- 
chało się, prawo każe ich usunąć i nowe nakazać wybory. 
Tłómaczenia tu słyszane wcale ich nie usprawiedliwiają, bo 
gdy wojska nieprzyjacielskie się zbliżają, to właśnie powinno 
być dla nich powodem prędszego przybycia. Nie chcemy zo- 
stawać w przypadku prawa z 26 lutego przewidzianym, a nie 
chcemy przedsiębrać środków, ażebyśmy do tego stanu przy- 
prowadzeni nie byli«. 

JW. Dembowski: » Gdyby nie szło o ważny przedmiot, nie 
byłbym wprowadzał tej materyi, lecz błędy przeszłe powinny 
być dla nas nauką na przyszłość. Podług zdania niektórych 
kolegów jesteśmy w każdej chwili zagrożeni małym komple- 
tem. Gdyby prawo z 26 lutego, jak to kolega Świrski przed- 
stawił, było zupełnie obowiązujące, nie widzę przyczyny, dla 
której prawo z 18 czerwca było stanowione. Słusznie mówi 
kolega Świrski, że dlatego prawo to wywołane zostało, aby 
dawne sparaliżować. Nie łudźmy się. Prawo to nastąpiło w oko- 
licznościach decydujących, lecz bodajbyśmy nigdy nie wra- 



16 



cali do takich scen, które krzywdę tylko Reprezentacyi przy- 
noszą. Obok prawa z 18 czerwca prawo z 26 lutego egzy- 
stować nie może; nie można więc do niego codziennie się 
odwoływać«. 

JW. Marszałek: » W kilku słowach odpowiem JW.Świrskiemu 
i JW. Dembowskiemu, którzy utrzymują, że gdyby uchwała 
z 26 lutego miała dalej obowiązywać, toby uchwała z 18 czer- 
wca niepotrzebnie była stanowiona. Ja tego zdania podzielać 
nie mogę. Uchwałę z 18 czerwca postanowiliśmy z następujących 
powodów. Ja tylko połowie Członków Izby mniej dziesięciu 
mam prawo dozwolić, aby wolni byli od uczęszczania na po- 
siedzenia, lecz daleko ich więcej odjechać z Warszawy dla 
interesów świętojańskich potrzebowało; urlopów wszakże do- 
stać nie mogli, bo ja ich wydawać nie miałem prawa; cho- 
ciaż więc uchwała z d. 26 lutego trwała, korzystać z niej nie 
mogli bez nowego prawa, a gdyby Członkowie Izby Poselskiej 
na mocy prawa z 26 lutego byli się rozjechali, utraciliby 
prawo na mocy art. I-go uchwały 12 lutego b. r. zasiadania 
w gronie Izby Poselskiej. Nie chcąc ich na to wystawiać, po- 
stanowiona została uchwała zmniejszająca komplet aż do dnia 
15 lipca i stanowiąca, że ci tylko utrącają prawo zasiadania 
w Izbie, którzyby na ten termin nie przybyli; w niczem jednak 
nie nadwerężyła prawa 26 lutego«. 

JW. Godebski: »Nie wchodzę, czyli to ma być zaszczytne 
dla Izb, czy nie; nie znam biografii Izby Poselskiej, ale widzę, 
że zapadła uchwała istnieje, a zatem obowiązuje. Uchwała 
z 26 lutego wydana została w chwili wielkiego niebezpieczeń- 
stwa, obejmuje tylko ogólny przepis, że Izby działać będą 
w połączeniu, ilekroć nadzwyczajne okoliczności do tego je 
zniewolą. Prawo to nie jest rozwinięte; przeciwnie, uchwała 
z 18 czerwca nie pochodzi z nadzwyczajnych przyczyn krajo- 
wych, ale że interes prywatny wymagał oddalania się wielu 
Członków ze stolicy. Pochodzi ona z delikatności, ze wzglę- 
dności Izby dla znacznej części swych Członków. Przyczyną 
istotną tej uchwały są interesa świętojańskie, przyczyna 
zupełnie różna od tej, która dała powód do uchwały z 26 
lutego; dlatego też Izba Senatorska i Izba Poselska nie mo- 
gły nadać tak wielkich atrybucyi temu małemu kompletowi, 



— 17 — 

ograniczyły jego władzę do naradzania się tylko nad potrze- 
bami skarbu. To jest powód, dla którego uchwała z 18 czer- 
wca jest tak surowa, że przepisuje wykreślenie tych wszystkich 
Członków, którzyby na termin oznaczony nie przybyli. Co się 
tyczy uchwały z 26 lutego, ważne są uwagi kolegi Świrskiego, 
i nic przeciwko niej powiedzieć nie można. Gdy kolega Świr- 
ski czuje potrzebę odmienienia prawa tego przez nowe prawo, 
powinien podać projekt do laski. Jeżeli Izba zgodzi się, że no- 
wej uchwały w tej mierze potrzeba, odeśle go do Komisyów, 
lecz dziś jeszcze uchwała z 26 lutego jest obowiązująca, 
a uchwała (z) 18 czerwca straciła już moc swoją«. 

JW. Roman Sołtyk: »Czuję ważność przedmiotu, który jest 
pod dyskusyą. Z jednej strony chodzi o to, aby ciągłe były 
deliberacye, aby istnienie Narodu w Sejmie było ciągłe nie- 
przerwane. Każdy bowiem czuje, ileby na tern Naród stracił, 
żeby się Sejm rozwiązał. Z drugiej strony chodzi oto, aby jak 
najwięcej światła zebrać przez wielką liczbę Reprezentantów 
i, gdyby można, żeby zawsze w zupełnym komplecie obrado- 
wać. Podług statutu organicznego połowa mniej jeden (?) Człon- 
ków stanowi komplet dostateczny; w mniejszym komplecie 
nie wolno obradować; lecz kiedy szło o zachowanie ciągu de- 
liberacyi, trzeba było postanowić, że nawet w mniejszym kom- 
plecie uchwały wydawać można. Dziś inne są okoliczności, 
ale też potrzeba innego prawa. Pytam się was, szanowni ko- 
ledzy, czy nie jesteśmy dzisiaj w podobnem położeniu, jak po 
25 lutego? Nieprzyjaciel usiłuje otoczyć Warszawę; spodziewać 
się można oblężenia; wtenczas wielu Reprezentantów może 
na obrady uczęszczać nie będzie mogło; wielu może zginąć 
przez zaraźliwe choroby; ja, chociaż się staram jak najczęściej 
bywać na posiedzeniach, mogę zginąć na polu bitwy; podobnie 
i koledzy, którzy należą do Gwardyi Narodowej; potrzebny 
więc jest mały komplet«. 

JW. Jełowicki: » Istotnie aż nadto jasno jest dowiedzione, 
że prawo 26 lutego dotąd obowiązuje, lecz bardzo słusznie 
kolega Świrski powiedział, że to prawo najszkodliwsze skutki 
sprawić może. Tak pożądane utrzymanie wielkiego kompletu 
zależy od naszej dobrej woli, abyśmy regularnie na posiedze- 
nia uczęszczali. Przypuszczając, że dla nadzwyczajnych okoli- 
czności może zajść potrzeba małego kompletu, jestem za utrzy- 

Dyaryusz T. VI 2 



— 18 — 

maniem prawa z 26 lutego, lecz chciałbym, aby było ograni- 
czone. Niech będzie powiedziane, że do niego należy tylko 
sprawy mniejszej wagi załatwiać, lecz sprawy ważne, jak: 
obranie Króla, zawarcie pokoju, napisanie konstytucyi, tylko do 
wielkiego kompletu należeć mają. Jestem więc za utrzymaniem 
uchwały z 26 lutego, ale w sposób ograniczonym 

JW. Nakwaski: »Trwonimy czas, dyskusya się niepotrze- 
bnie przedłuża; materya jest wyjaśniona. Prawo z 18 czerwca 
ustało, bo już jest w Warszawie 29 Senatorów, a 78 Posłów. 
Wykonanie przepisów postanowionych na Członków, którzy 
dotąd nie przybyli, możnaby odłożyć do 1 sierpnia; prosili- 
byśmy kolegi Swirskiego, aby uczynił wniosek do prawa 
o zmianę prawa z 26 lutego«. 

JW. Marszalek zamknął dyskusyę na żądanie wielu Człon- 
ków Izby. Gdy jednak JW. Wołowski usilnie o głos prosił, JW. 
Marszalek zapytał się Izby, czy pomimo zamknięcia dyskusyi 
jemu jednemu głos ma być udzielony. Izba się na to zgo- 
dziła, a JW. Wołowski w te słowa przemówił: 

»Nie idzie tu o uchwałę z 18 czerwca. Dostatecznie ją 
wytłómaczył JW. Marszałek; nie idzie o to, że prawo z 26 lutego 
dotąd obowiązuje, to już inni koledzy dowiedli; ale idzie o wy- 
rzuty, które ciągle robi Deputowany Dembowski i które dały 
powód innym Członkom do mówienia o biografii Izby. Czyliż 
przystoi, aby w tej Izbie sami Reprezentanci siali nieporozu- 
mienie i przez to Członkom nowo przybyłym fałszywe o Izbie 
dać mogli wyobrażenie? Nie zdaje mi się, żeby dla miłości 
własnej, aby powiedzieć, że ja tu zginę, wolno było Reprezen- 
tantowi w miejscu pozostać. Odwołam się tu do wyrazów 
jednego z najznakomitszych mężów i najlepszych Polaków, 
Wincentego Niemojowskiego, które mogą się zastosować do 
prawa z 26 lutego. Gdyby — mówił on — Sejm konstytucyjny 
nie był się rozwiązał, gdyby po roku 1794 choć jaki zawiązek 
Sejmu był się za granicę przeniósł, może Polska nie byłaby 
łupem najezdników, może byłaby się znalazła chwila sposobna 
do ocalenia Narodu, lecz udały się tylko za granicę osoby 
prywatne, Mostowski, Potocki, Broniec i inni, którzy mówili: 
»my jesteśmy pełnomocnikami narodu polskiego«, ale nikt ich 
do tego nie upoważnił, nikt ich też słuchać nie chciał. Po cóż 
nam tu przytaczać przykład Reytana? Każdy z nas także wprzód 



— 19 — 

życie położy, nimby dopuścił się czynu mogącego Ojczyznę na 
niebezpieczeństwo narazić; każdy pozwoli, żeby go zdrajcą 
nazwano, jeżeli świętokradzką ręką podpisze jaki akt lub bę- 
dzie jego uczestnikiem, przez któryby całość Polski wraz z nie- 
prawnie przez Rosyę oderwanymi prowincyami naruszoną 
została; lecz kiedyby nam — czego spodziewać się ani lękać 
nie możemy — przyszło wybierać między śmiercią w tern miej- 
scu a życiem jedynemu celowi ratowania upadającej Ojczyzny 
poświęconem, kraj tego po nas nie wymaga, żebyśmy umarli, 
ale żebyśmy majątki, żony, dzieci opuścili, a choćby w inną 
część świata zaród Reprezentacyi narodowej przenieśli i tu- 
łając się od kraju do kraju wszędzie protestowali się naprzeciw 
nieprawnemu rozszarpaniu nieszczęśliwej Polski i przywrócenia 
jej niepodległości domagali się. To jest nasze powołanie, to 
nasz obowiązek, nie próżna miłość własna, żeby bezużytecznie 
dla Ojczyzny tu od ręki nieprzyjaciela zginąć! Dlatego podnio- 
słem ten głos, aby położyć raz na zawsze koniec niesłusznym 
dla wielu Członków tej Izby wyrzutom «. 

JW. Marszałek: »Co do prawa z 18 czerwca, niema nawet 
powodu kwestyi podawać, bo wszyscy się na to zgadzają, że 
takowe obowiązywać przestało; lecz inna jest rzecz z prawem 
26 lutego; podaję więc następującą kwestyę pod rozstrzygnię- 
cie Izb: Kto jest zdania, że tylko przez nowe prawo 
prawo z 26 lutego zmień ion e lub uchylo n e być może, 
powstań ie«. 

Wszyscy prawie Członkowie Izby powstali. 

JW. Marszałek: »Wracamy teraz do kwestyi incydentalnej 
wskutku uwag JW. Wartskiego i Kaczkowskiego, co b ę- 
dziemy teraz uważali za komplet prawny Izby. Statut 
organiczny w art. 162 jasno rzecz tę objawia. Artykuł ten jest 
następujący: 

»Posiedzenie zagajonem być nie może, jeżeli przynajmniej 
połowa Członków Izbę składających przytomnymi nie są«. 

Czemże jest teraz połowa Izby? Połowa dawnej Izby 
była 64 Członków, bo cały jej skład był 128; teraz w miarę, 
jak liczba przybywających nowych Reprezentantów z prowincyi, 
które odzyskamy, będzie się powiększać, i połowa zatem wię- 
ksza być musi. Dotąd przybyło Członków 15; jest więc wszy- 

o* 

u 



— 20 — 

stkich 143, połowa tego 72, taka więc jest kwestya: Czyli bez- 
warunkowo rachować będziemy połowę 72, czyli też 64 i 8«. 

Wiele głosów: »Bezwarunkowo!« 

JW. Zwierkowski: »Jesteśmy wszyscy jednym węzłem po- 
łączeni; niema dwóch Królestw; jesteśmy Reprezentantami je- 
dnego Narodu; ani rozróżnień, ani podziałów żadnych być nie 
powinno, tylko ogólna lista wszystkich Członków 143, a kom- 
plet, czy będzie 15, czy 1, czy żaden z tamtych prowincyi 
obecnych, zawsze 72 rachować się powinien«. 

JW. Jasieński : »Jeżeli ma się utrzymać wniosek JW. 
Marszałka, aby w miarę nowo wybranych Posłów komplet 
się powiększał, natenczas od ogólnej liczby trzebaby tych 
odciągnąć, których miejsca dotąd nie są przez nikogo za- 
stąpionej 

JW. Marszałek: »Na to jest prawo; zmieniać więc tego nie 
można«. 

JW. Kaczkowski: »Niedawno była dyskusya, z której prze- 
konaliśmy się, że trudno jest wielki komplet utrzymać, że 
jednakże życzymy sobie, aby nie był zmniejszany. Nie trafimy 
do tego celu, jeżeli będziemy powiększali liczbę 64, która jest 
w statucie organicznym; jakaż stąd wyniknie korzyść ?« 

JW. Gawroński: »Skarźymy się na trudność utrzymania 
kompletu, a chcemy go uciążliwszym zrobić przez powiększenie 
liczby. Liczba 64, w statucie organicznym przepisana, jest do- 
stateczna. Nowo przybywający Członkowie zastąpią nam tych, 
którzy ubywają «. 

JW. Śląski: »Dzielę przekonanie kolegi Kaczkowskiego. 
Kiedy przypuszczamy potrzebę małego kompletu, którego sobie 
nie życzymy, za cóż utrudniamy utrzymanie wielkiego? Czy 
stosunek przybywających z ziem ruskich Reprezentantów od- 
powiadać będzie stosunkowi z różnych powodów ubywających 
Członków z naszej Izby? Zwracam na to uwagę Izby, gdyż 
sądzę, że nie powinniśmy dobrowolnie utrudniać sobie zbie- 
rania kompletu«. 

JW. Jełowicki: »Powiększenie kompletu jest skutkiem na- 
turalnym naszego przybycia. Jak będzie 300 Reprezentantów, 
wielki komplet będzie 150; teraz zaś gdyby komplet pozostał 
z 34, byłby to już komplet zmniejszony. Komplet liczyć się 
powinien ogólnie, bo my nie uważamy siebie za osobną część 



— 21 — 

kraju. Niema już Wielkiego Księstwa, ani prowincyi, jest tylko 
jedno Królestwo; my jesteśmy częścią tego Królestwa, ale nie 
oddzielną tak, jak Szkocya z Anglią, lecz częścią jedną całość 
z wszystkiemi innemi tworzącą«. 

JW. Chobrzyński : »Materya jest wyjaśniona. Ja popie- 
ram zdanie kolegi Kaczkowskiego, że przybycie Posłów 
z Podola, Ukrainy i Wołynia nie powinno powiększać kom- 
pletu^ 

JW. Zwierkowski: »Ja dodaję tę uwagę, że przez decyzyę 
nie możemy znosić prawa. Statut organiczny powiada, że po- 
łowa Reprezentantów będzie stanowiła komplet. Skład naszej 
liczby numerycznie się powiększył; komplet też powiększyć 
się powinien. Gdybyśmy przy dawnym pozostali komplecie, 
byłby to tylko komplet zmniejszonym 

JW. Szaniecki : »Jestem za połączeniem w jedno wszyst- 
kich rozłączonych części, lecz ponieważ artykuł konstytucyi 
przepisuje, że Izba Poselska składać się będzie z 128 Człon- 
ków; należałoby go zmienić i zastosować do okolicznością 

JW. Kaczkowski: »Mówię w konsekwencyi głosu kolegi 
Szanieckiego. Ponieważ skład Izby Poselskiej podług konsty- 
tucyi jest 128, połowa więc t. j. 64 jest komplet. Niedawnośmy 
komplet zmniejszali; teraz go powiększać chcemy; raz byśmy 
działali na korzyść, drugi raz na szkodę. Nie wiem, dlaczego 
tak skwapliwie niektórzy żądają powiększenia kompletu, wten- 
czas Członkowie nowo przybyli w połowieby nas tylko od ma- 
łego kompletu bronili. Dziś właśnie wystawiano nadużycia 
małego kompletu, a my się od nich ochronić nie chcemy«. 

JW. Olizar: »Zdaje mi się, że kwestya ta da się tak wy- 
razić. Idzie tu o to, do jakiego stopnia mamy mieć udział 
w waszych naradach, czy mamy być przyłączeni do Izby Po- 
selskiej, czy tylko przyczepieni? Zdaje mi się, że dość drogo 
okupiliśmy to połączenie, takeście nas z bratniemi rękami przy- 
jęli; spodziewamy się, że i tu z nami po bratersku postąpicie; 
chcemy tylko zachowania statutu organicznego, który powiada, 
że połowa składu Izby Poselskiej stanowić będzie komplet. Za 
cóżbyśmy mieli być od wielkiego kompletu odłączani, kiedyście 
nas do waszego składu przyjęli ?« 

JW. Zwierkowski : »Raz jeszcze powtarzam: niech żadnych 



— 22 — 

odłączeń nie będzie. Kwestya ta już jest wyjaśniona; niech ją 
JW. Marszałek podda pod wotowanie«. 

JW. Marszałek: »Kto jest zdania, aby komplet ko- 
nieczny składał się bezwarunkowo z połowy 
Reprezentantów tak z ośmiu województw, jak 
z przybywających z innych województw Posłów, 
p o wsta n i e«. 

Wszyscy prawie Członkowie Izby powstali. 

JW. Marszałek: »Teraz rozstrzygniemy względem zasto- 
sowania art. 7-go uchwały z 18 czerwca do Członków, którzy 
dotąd nie przybyli; aby zaś nie zdawało się, że ich jest wielka 
liczba, muszę uwiadomić Izby, że ich jest tylko 5, a i tak głos 
JW. Niemojowskiego już ich usprawiedliwiał zbliżeniem się 
nieprzyjaciela i urządzeniem się potrzebnem na ten wypadek. 
Są oni następujący: JJWW. Gratkowski, Radoński, 
Pstro koński, Bartochowski i Jaksiewicz; z nowo zaś 
przybyłych do nas województw JJWW. Bernatowicz 
i Gołyński, którzy podobno są w wojsku, a zatem uwolnieni 
od obrad «. 

JW. Floryanowicz: »Art. 7-my prawa z 18 czerwca jest 
jasny; nie możemy się ociągać w wykonaniu go; nie mamy 
nawet prawa nad tern dyskutować; powinniśmy tylko do wy- 
danej przez nas samych uchwały ściśle się zastosować«. 

JW. Marszałek: »Prawo nie przepisuje nam wyraźnie, aże- 
byśmy zaraz do jego wykonania przystąpili, i owszem mówi: 
»Mały komplet postanowi względem zastosowania do nieobe- 
cnych Członków Izby Poselskiej rygoru etc. etc.«; prawo więc 
nie mówi: wykona, ale postanowią 

JW. Niemojowski: »Ci, którzy żądają wykonania tego prawa, 
czynią to przez gorliwość o utrzymanie kompletu; lecz zobaczmy, 
czy tym sposobem cel ten osiągnięty będzie. Skoro Izba wykreśli 
ze swego grona kilku Członków, będzie ich pozbawiona, jak 
długo, niewiadomo, bo niewiadomo, kiedy wybory na ich miejsce 
odbyć się będą mogły. Przez niewczesną więc gorliwość i kom- 
plet zmniejszymy i wyrządzimy krzywdę kolegom, którzy ciągle 
prace Izby dzielili a teraz, z powodu nadzwyczajnych okoliczności 
o dni kilka spóźnili swój powrót«. 

JW. Marszałek: »Ktojestzdania, abydecyzyę wtej 
mierze odłożyć do tygodnia, powstaniec 



— 23 — 

Większość powstała. 

JW. Marszałek: »Nim do wyboru Komisyów przystąpimy, 
mam jeszcze jedno zapytanie Izbie uczynić. Właśnie kilku 
Członków Izby Poselskiej z okolic blizkim napadem nieprzy- 
jaciela zagrożonych z Województwa Mazowieckiego, a miano- 
wicie z Kujaw, zgłaszało się, żądając urlopów na kilka lub 
kilkanaście dni. Nie mogłem ich udzielić dlatego, że komplet 
jest bardzo mały, lecz zapytuję się Izby, czy jej wolą 
jest, abym nadal, jeżeli komplet będzie zabezpie- 
czony, mógł udzielać urlopy Członkom Izby, któ- 
rzyby tego potrzebo w ali«. 

Izba zgodziła się, że to prawo ciągle J W. Mar- 
szałkowi służy. 

JW. Marszałek: »Przystępujemy teraz do porządku dzien- 
nego t. j. do wyboru Komisyi sejmowych. Gdy mamy 
szczęście oglądać wielu Reprezentantów Narodu, którzy nie 
mogli być jeszcze świadkami podobnej czynności, nie od rze- 
czy będzie odczytać ze statutu organicznego dotyczące tego 
artykuły «. 

Tu odczytał JW. Zwierkowski w zastępstwie JW. Sekre- 
tarza artykuły 122, 123, 124, 125, 55 i 59 statutu organicznego 
o prawach politycznych i obywatelskich, o sejmikach, o zgro- 
madzeniach gminnych i o sejmie na dniu ^- s ° p f ' - roku 1815 

c » J 1 grudnia 

wydanego. 

JW. Zwierkowski: »Gdyśmy razem z Senatem teraz obrado- 
wali, Senat przy wyborze Komisyi powoływał się na przepisy 
statutu organicznego o Senacie i utrzymywał, że tak listy, na 
których więcej jest imion podkreślonych, jak te, na których mniej 
jest tych imion, są nieważne. Z odczytanych tu dopiero artykułów 
statutu organicznego przekonywamy się, że te tylko listy są nie- 
ważne, na których więcej jest imion podkreślonych. Wnoszę 
więc, aby dla usunięcia wszelkiej wątpliwości przedmiot ten za- 
decydowany został«. 

JW. Wężyk: »Podnoszę głos nie przez zarozumiałość, gdyż 
przekonany jestem, że tyle światłych mężów do grona naszego 
przybyło, iż łatwy będzie wybór do Komisyi; lecz gdy niektórzy 
koledzy oświadczyli mi chęć swoją dawania mi kresek, a jabym 
przyjąć urzędu komisarskiego nie mógł, upraszam więc, aby za 



— 24 — 

mną głosów swoich nie dawali, a ja to poczytam za dowód 
szacunku i przychylnością 

JW. Modliński: »Odpowiadając na wniosek JW. Wężyka, 
mam honor mu oświadczyć, że skoro zaszczycony zostanie 
zaufaniem Izby, od tego się wymawiać nie powinien, a jeże- 
liby mu słabość była na przeszkodzie w pełnieniu obowiązków 
komisarza, natenczas zastąpi go najstarszy z kolei zastępca, 
lecz co do samego wyboru komisarzy, to oświadczyć muszę, 
że powinniśmy do niego przystępować z doskonałą rozwagą 
i pilnem zastanowieniem się, powinniśmy się pomiędzy sobą 
co do wyborów porozumieć. Pora już dziś jest spóźniona, 
z trudnościąby nam przyszło wybory te ukończyć, podobno 
więc lepiejby było do jutra je odłoźyć«. 

Niektóre głosy poparły wniosek JW. Modliń- 
skiego, że pora już jest do wyborów spóźniona. 

JW. Marszałek: »Prawo jest jasne; na jednem posiedzeniu 
wybory skończone być powinny. Dziś mieliśmy je do skutku 
przyprowadzić; gdy jednak widzę, że są zdania rozróżnione, 
że niektórzy Reprezentanci pragną do jutra je odłożyć, a za- 
tem Izba sama w tej mierze zadecyduje «. 

JW. Zwierkowski : »Jutrzejszy dzień przeznaczony jest na 
zapytania Ministrów; mogą być ważne przedmioty, sądzę więc, 
że albo dziś nam wybory komisarzy uskutecznić wypada, albo 
je do poniedziałku lub niedzieli odłożyć«. 

JW. Szaniecki: »Z tego właśnie powodu, który kolega Mo- 
dliński przyłączał, że potrzeba się znosić pomiędzy sobą, jestem 
przeciwny odłożeniu wyborów. Dlatego właśnie statut organi- 
czny przepisuje, że wybory na jednem posiedzeniu ukończyć 
się mają, aby się nie naradzać; każdy powinien podług wła- 
snego przekonania głosować«. 

JW. Marszałek: »Nie mogę się na to zgodzić z kolegą 
Szanieckim, że dlatego dziś powinny nastąpić wybory, aby nie 
było czasu o nich się do jutra naradzać; nie nastąpiły one 
wczoraj, dziś dopiero nastąpić mają, już więc mieliśmy do po- 
rozumienia się 24 godzin. Choć więc jeszcze na to 24 godzin 
czasu przybędzie, już to ani pomoże, ani zaszkodzi. Prawo 
zresztą namysłu nie broni i tylko tego żąda, żeby rozpoczęte 
wybory nie były przerywane«. 

JW. Slaski: »Rzeczą jest materyalnie dowiedzioną, że dziś 



— 25 — 

wyborów odbyć nie można; wiadomo jest bowiem kolegom, 
że zeszłego roku zaczęły się wybory o 10 zrana, a trwały do 
11 w nocy, a nawet dłużej. Dziś jest już godzina 1-sza, kie- 
dyźbyśmy wybory skończyli? (Wnoszę), aby je do jutra odłoźyć«. 

Tu JW. Marszałek chciał położyć kwestyę stosownie do 
wniosków JJWW. Modlińskiego i Śląskiego, gdy jednak wiele 
głosów przeciwko niej powstało, w te słowa przemówił: 

» Widzę, na czem się rzecz zahacza. Chodzi o to, że ju- 
trzejszy dzień przeznaczony jest na interpelacyę, czyli na żą- 
danie objaśnień od Ministrów. Bywały już przypadki, gdzie 
Izba w sobotę nie żądała żadnych objaśnień. Niedawnośmy 
czynili interpelacyę. W ostatnią sobotę wszystkie materye wy- 
czerpane były; jestem więc zdania, aby interpelacyę do nastę- 
pnej soboty odłożyć, a do wyboru Komisyi jutro przystąpić; 
wszakże sama to Izba zadecyduje«. 

JW. Nakwaski: »Nie rozumiem, jakim sposobem JW. Mar- 
szałek przesądzać może, że jutro interpelacyi ważnych nie 
będzie. Raz Izba to postanowiła, od tej zasady odstępować nie 
powinna. Ja mam ważne interpelacyę do uczynienia, nie do 
Paszkiewicza, jak się JW. Wiszniewskiemu powiedzieć podo- 
bało, ale o komitecie śledczym; jest to ważny przedmiot; za- 
klinam więc Izbę, aby od swojej decyzyi nie odstępowałam. 

JW. Marszałek: » W odpowiedzi JW. Bracławskiemu na to 
zwrócić muszę jego uwagę, że ja objawiłem tylko własne zda- 
nie tak, jak je objawia JW. Bracławski. Co do komitetu śledczego, 
jest to zapewne ważny przedmiot, lecz właśnie uprosiliśmy dwóch 
naszych kolegów, aby więzienia zwiedzić raczyli i Izbie zdali w tej 
mierze raport; możeby niewiele sprawa publiczna na tern stra- 
ciła, gdyby rzecz o komitecie śledczym o tydzień spóźnioną zo- 
stała. Że Izbie służy prawo nieinterpelowania Ministrów w so- 
botę, to ani można o tern wątpić. Niema nakazującej koniecznie 
interpelacyi i być nie mogło uchwały; jest tylko decyzya Izby, 
upoważniająca do czynienia interpelacyi w dni sobotnie, lecz ta 
decyzya zmienioną być może, a nawet zmienianą była przez od- 
łożenie interpelacyi do dnia innego«. 

JW. Wiszniewski: »Odpowiadając koledze Bracławskiemu, 
muszę wyjawić prawdę, że w przeszły piątek żądaliśmy, aby in- 
terpelacyę nie miały miejsca, bo Ministrowie, a szczególniej Mi- 
nister wojny uskarżał się, że mu najpotrzebniejszy czas żabie- 



— 26 — 

ramy; lecz kolega Bracławski domagał się koniecznie interpe- 
lacyi i twierdził, że ma bardzo ważne zapytanie uczynić o ko- 
mitecie śledczym; tymczasem minęła sobota, a kolega ani 
wspomniał o tem«. 

JW. Nakwaski: »Smutna jest rzecz, że czas trawimy na- 
próżno, lecz odwołuję się do Izby, że mylnie mi teraz zarzuca 
kolega Wiszniewski, jakobym żadnych interpelacyi w T zeszłą 
sobotę nie czynił; gdyż zapytałem się, do którego z Ministrów 
komitet śledczy należy. Lubo wniosek miałem przygotowany, 
dlatego tylko nie uczyniłem go, iż trzeba mi było wprzód się 
dowiedzieć, którego mam z Ministrów interpelować«. 

JW. Zwierkowski: »Może oprócz kolegi Bracławskiego inni 
mają zapytania do uczynienia. Ja sam chcę interpelować je- 
dnego z Ministrów, w jakim przedmiocie, nie mam powodu 
dzisiaj objawiać. Wnoszę zatem, aby kwestya w ten sposób 
była podana, iżby naprzód JW. Marszałek zapytał się, czyli 
odłożyć wotowanie na komisarzy, a potem na kiedy go od- 
łożyć «. 

JW. Marszałek: »Kto jest zdania, aby jutrzejsze interpe- 
lacye do tygodnia odłożone zostały ?« 

JW. Niemojowski co do kwestyi: »Nie rozumiem, aby Izba 
mogła swoją decyzyę obalać; nie widzę nawet, jak możemy 
dziś zaręczyć, że jutro nie będziemy mieli ważnych zapytań. 
Jeżeli Izba zechce jutro nie przystąpić do żadnych interpelacyi, 
to jutro może być wniesione to zapytanie, lecz dziś Izba zmie- 
niać swojej decyzyi nie może«. 

JW. Marszałek: »Juź oznajmiłem, że jest w tej mierze 
prejudykat, że bywały soboty, na których nie czyniono inter- 
pelacyk. 

JW. Zwierkowski: »Był przypadek, żeśmy we środę inter- 
pelacye czynili; wtenczas więc nie chcieliśmy drugi raz w ty- 
godniu czynić je w sobotę«. 

JW. Slaski: »Należy się tylko Izby zapytać, czy chce jutro 
czy dziś, do wyborów przystąpić«. 

JW. Marszałek: »Nie mogę się zgodzić na wniosek JW. Ślą- 
skiego, a to z tego powodu, że potrzeba nam wiedzieć, czy będą 
jutro interpelacye, czy nie; przy tylu licznych bowiem zatrudnie- 
niach Ministrów potrzeba ich ostrzedz, jeżeli nie będzie inter- 
pelacyi, a to, aby ich od ich prac nie odrywać«. 



— 27 — 

JW. Modliński: »Pokaże się to, jeżeli Izba przystanie, aby 
na jutro wotowanie odłożyć«. 

JW. Marszałek: »Może być i jedno i drugie. Moglibyśmy 
zacząć od interpelacyi, a skończyć na wyborach tak, jak to 
dziś być miało. Ponieważ JW. Wartski utrzymuje, że podobna 
kwestya nie może mieć miejsca, Izba więc postanowić zechce, 
czy mogę się jej w tej mierze zapytać, czy nie. Kto zatem jest 
zdania, iż mogę uczynić pytanie względem interpelacyi jutrzej- 
szej, raczy powstać«. 

Znaczna większość powstała, a JW. Marszałek po- 
dał następnie drugie pytanie: »K to jest zdania, aby inter- 
pelacyę odłożyć od soboty jutrzejszej do przyszłej, 
raczy pow s tać«. 

Nim jednak przystąpiono do wotowania, JW. Biernacki w te 
słowa przemówił: 

»Jesteśmy w okolicznościach arcy-ważnych. Izba częstych 
potrzebuje komunikacyi z Ministrami, bo w tak krytycznych 
okolicznościach nie tajmy sobie, że Ojczyzna jest w niebezpie- 
czeństwie; strata w 24 godzin mogłaby bardzo szkodliwe spra- 
wić skutki. Jeżeli już ma być kwestya, czy sesya interpelacyjna 
ma być odłożoną, to przynajmniej nie do tak długiego czasu. 
Najważniejsze względy dotknięte być mogą. Oto jesteśmy pra- 
wie otoczeni; wielka część kraju zajęta; innym okolicom teraz 
nieprzyjaciel zagraża. Mybyśmy powinni mieć sesye nieustające — 
en permanence — podobnież i styczności z Ministramk. 

JW. Marszałek: )>Ponieważ JW. preopinant oddalił się w gło- 
sie swoim od kwestyi, niech i mnie wolno będzie kilka słów 
od kwestyi powiedzieć. Ojczyzna, mnie się zdaje, nie jest 
w większem niebezpieczeństwie dziś, jak była przed tygodniem, 
przed 15 dniami i więcej. Przejście nieprzyjaciela na lewy 
brzeg Wisły nie zagraża nam niebezpieczeństwem, i owszem, 
zbliża się chwila zwycięstwa, chwila, w której nieprzyjaciel 
zniszczony same kości na ziemi naszej zostawi i żywcem nie 
ujdzie. Niebezpieczeństwa więc nie widzę, a choćby było nie- 
bezpieczeństwo, czy my lepiej o niem wiedzieć mamy, jak 
Rząd Narodowy, w którym świeżo jeszcze znaczną większością 
zaufanieśmy położyli? Czy nie jest powinnością Rządu, aby 
nas o tern ostrzegł, aby do Izb się odwołał, gdyby tego była 



— 28 — 

potrzeba? Nie odwołuje się, bo niema potrzeby, bo nie widzi 
na°łego niebezpieczeństwa^ 

JW. Dembowski: » Kiedy decyzya zapadła, że w dniu sobo- 
tnim będą czynione interpelacye Ministrom, zastrzegliśmy, źe 
skoroby ważne zachodziły okoliczności, w każdym dniu wno- 
szone być mogą; o nagłości ich i ważności sama Izba sądzi. 
Więc do któregokolwiek dnia odłożymy sesyę interpelacyjną, 
nie zagradzamy sobie przez to czynienia wniosków, których 
nagłość okoliczności usprawiedliwią«. 

JW. Marszałek: »Poddaję więc ostatecznie kwestyę pod 
zadecydowanie Izb. Kto jest zdania, aby sesyę tak na- 
zwaną interpelacyjną odłożyć do dnia innego, 
który sama Izba oznaczy, powstań ie«. 

Znaczna większość powstała, a potem JW. Mar- 
szałek poddał tę kwestyę pod rozstrzygnienie Izb: »Kto jest 
zdania, aby wybory Komisyi odłożyć do dnia ju- 
trzejszego, powstanie «. 

Bardzo znaczna większość powstała, poczem se- 
sya zasolwowaną została do dnia jutrzejszego na godzinę 9 
zrana. Porządek dzienny: wybory Komisyi. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie [tajne] Izby Poselskiej z dnia 

23 lipca 1831 roku. 

JW. Marszałek zaprosił JW. Zwierkowskiego, aby 
raczył w zastępstwie Sekretarza odczytać listę obecności. Obe- 
cnymi byli (74): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Cy- 
pryan Baczyński. Gustaw hr. Małachowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski. Ignacy Żeleński. Jan 
Posturzyński. (Jan) Gratkowski. 



— 29 — 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. Kantorbery Ty- 
mowski. Wład. hr. Ostrowski. 

Deputowani: ,TW. Alojzy Biernacki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. 
Józef Świrski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. Woj- 
ciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Konstanty Jezierski. Jan Rostworowski. Antoni 
Plichta. Frań. Dąbrowski. Adam Łuszczewski. Frań. Trzciński. Eugeni 
Słubicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. Augustyn Morzkowski. Wojciech 
Chodecki. Antoni Zawadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. Józef hr. 
Małachowski. 

Deputowani: JW. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. Winc. Gawroński. 

Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksander 
Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Win- 
centy hr. Tyszkiewicz. Herman hr. Potocki. Daniel Tchorzewski. Józef 
Bohdan Zaleski. 

Przybyli po przeczytaniu listy obecności (12): 

JJWW, Roman Sołtyk. Stan. Miączyński. Jakób Malinowski. Ksa- 
wery Biedrzycki. Jakób Okęcki. Józef hr. Starzeński. Frań. Obniski. Kle- 
mens Witkowski. Adam Fritsch. Antoni Libiszewski. Ksawery Czarnocki. 
Ludwik Łempicki. 

JW. Marszałek: »Stosownie do wczorajszej decyzyi Izby 
powinnibyśmy zaraz przystąpić do wyboru Komisyów, nie bio- 
rąc pod rozwagę żadnej innej materyi. Prawo nie może być 
zmienione, jak tylko przez inne prawo; że zaś tu była tylko 
decyzya nasza, więc ta może być przez inną decyzyę zmie- 



— 30 - 

niona. JW. Niemojowski żąda zabrać głos w materyi wyboru 
Komisyów nie dotyczącej; materya ta podług jego zdania ma 
być pilniejszą jak wybór Komisyów. Ja z mojej strony nie chcę, 
bo i nie mam prawa, narzucać Izbie mojego zdania; niech 
zatem Izba zadecyduje, czyłi ma być udzielony głos JW. Nie- 
mojowskiemu przed przystąpieniem do wyboru Komisyów«. 

JW. Wiszniewski: »Jeźełi nie mamy zacząć od wyboru Ko- 
misyów, wydział tajny jest niepotrzebny. Skoro zatem zgodzi 
się Izba, ażeby JW. Niemojowski głos zabrał, przedewszystkiem 
żądam, aby ogłoszono, że Izba jest otwartac 

JW. Marszalek: »Nim będziemy mówili o wydziale tajnym, 
należy pierwej rozstrzygnąć, czyli ma nastąpić zmiana wczo- 
rajszej decyzyicc 

JW. August ffóorzkowski : »Do ciebie, JW. Marszałku, głos 
mój obracam. W dniu wczorajszym udało ci się odwrócić i ży- 
czenie nasze i postanowienie dawniejsze i zamienić przypada- 
jącą na dzień dzisiejszy sesyę interpelacyjną na sesyę wybo- 
rami Komisyów zatrudniać się mającą. Będąc kochany od ca- 
łego narodu, zechciej to zrobić, aby w tak ważnej materyi, 
jaka jest uwolnienie kraju od grożącego mu niebezpieczeństwa, 
miał sobie głos udzielony JW. Niemojowski«. 

JW. Turski: »Mojem zdaniem wypadałoby się zająć, i to 
zaraz, wyborem Komisyów, a odłożyć wszelkie wnioski odrę- 
bne. Od wyboru Komisyów zależy przygotowanie wiele pro- 
jektów do prawa niecierpiących zwłoki, które bez Komisyów 
spoczywać będą. Wiemy, jak długo zabiera czasu najmniejsza 
materya. Jeżeli od innej materyi zaczniemy, wątpię ; ażebyśmy 
dzisiaj do wyboru Komisyów przystąpić mog!i«. 

JW. Dembowski: »Prawo wyraźnie mówi, że Sejm zająć 
się winien przedewszystkiem wyborem Komisyów; stąd natu- 
ralny wynika wniosek, że dopóki niema Komisyów, dopóty 
Sejm nie jest Sejmem. Trzeba tu jeszcze i to. mieć na uwadze, 
że okoliczność wniesiona może wpływać na opinię przy wy- 
borze Komisyów, a wiemy, że Komisye powinny być wybrane 
bez żadnego wpływu, zupełnie bezinteresownie. Wnoszę zatem, 
ażeby przedewszystkiem przystąpić do wyboru Komisyów«. 

JW. Marszałek: »Choć dzielę zdanie JW. Dembowskiego, 
iżby nam wypadało dzisiaj zacząć od wyboru Komisyów, je- 
dnak nie zgadzam się na to, ażeby Sejm obecny od wyboru 



— 31 — 

Komisyów wszelkie czynności zaczynał. Wszak Sejm istnąć nie 
przestał; jest Sejmem od d. 18 grudnia r. z. trwającym, Sejmem 
nieustającym, a zatem Komisye, które w d. 20 grudnia wybrane 
zostały, także nie przestały istnieć, tylko ponieważ wielu człon- 
ków Komisyów jest strudzonych, inni nie przybyli do War- 
szawy, więc wypadało ich zastąpić przez nowe wybory. Byłbym 
za wyborem Komisyów przedewszystkiem, ale nie z powodu 
przez JW. Dembowskiego przytoczonego, a dopiero po wyborze 
Komisyów moglibyśmy przystąpić do rozpoznania wniosku JW. 
Niemojowskiego«. 

JW. Chobrzyński: »Zgadzam się ze zdaniem JW. Dembo- 
wskiego, że dawne Komisye już nie istnieją; samo bowiem 
prawo nakazujące wybór nowy Komisyów o tern przekonywa. 
Już przez trzy dni zbieramy się przystąpić do tego, a wnosze- 
nie nowych materyi nie dozwala. Rozumiem, że we wszystkich 
obradach naszych winien być zachowany jakiś porządek; jeżeli 
i dzisiejsza dyskusya nie ma być bezskuteczna, powinniśmy 
przystąpić do wyboru Komisyów. Gdy głos Posła Wartskiego 
zapewne będzie bardzo ważny i będzie musiał iść do Komi- 
syów, do którejźe naówczas pójdzie, kiedy dawne nie istnieją, 
a nowych nie mamy? Sądzę, że będzie lepiej zająć się naprzód 
wyborem Komisyów, a potem przystąpić do wniosku JW. Nie- 
mojowskiego«. 

JW. Zwierkowski: » Dzielę zdanie JW. Marszałka, że Ko- 
misye dawne istnieją i że dla pewnych tylko okoliczności zmiany 
w nich są zażądane. Lecz to może najprędzej zaspokoi szano- 
wnych kolegów, gdy nam JW. Wartski powie treść wniosku 
swojego, a z tej, gdy wniosek jego uznamy za ważniejszy od 
wyboru Komisyów, może Izba zdecyduje, aby od niego dzisiej- 
sze posiedzenie zacząć«. 

JW. Niemojowski: »Przyznaję, że wybór Komisyów jest 
rzecz bardzo wielkiej wagi, jednakże nie takiej, ażeby nie miała 
być na kilkanaście godzin odłożona, tern bardziej, iż po wy- 
słuchaniu wniosku mojego i dyskusyi nad nim, może wyniknie 
i to, że nawet wybór Komisyów będzie mógł nastąpić. Nie 
tajno nam jest, iż znajdujemy się w nadzwyczajnych okoliczno- 
ściach, a zatem godziny, które są tak drogie, nie powinny być 
nadarmo stracone. Gdy zapowiadam wniosek, który ma na celu 
ostrzeżenie o niebezpieczeństwie i zaradzenie złemu, rozumiem, 



— 32 — 

iż nad ten wniosek nic ważniejszego być nie może. Okoliczność 
ta, iż dzień dzisiejszy przeznaczyliśmy na wybór Komisyów, 
nic nie przeszkadza, aby mój wniosek nie miał być wysłu- 
chany, bo, jak to już powiedziałem, po wysłuchaniu jego mo- 
żemy jeszcze wybory Komisyów załatwić. Co się zaś tyczy tej 
kwestyi, czy przy zamkniętych lub otwartych drzwiach ma 
być dyskusya nad wnioskiem, po wprowadzeniu go Izba roz- 
strzygnie «. 

JW. Nakwaski : »Szczególną jest rzeczą, że niektórzy z Człon- 
ków nie pozwalają, aby wniosek JW. Niemojowskiego był 
wprowadzony dlatego, że na dzień dzisiejszy zdecydowała Izba 
wybór Komisyów; wczoraj bowiem pomimo próśb i usilnego 
żądania wielu Członków, do których i ja należałem, przecież 
Izba nie przystąpiła do wyboru Komisyów i raczyła wysłuchać 
wniosków przedwstępnych. Śmiało powiem, że dyskusye wczo- 
rajsze niepotrzebnie przeciągane nie przyniosły żadnej korzy- 
ści. Jeżeli dobro publicze nic na tern nie straciło i nie cierpi, 
że nie wybraliśmy wczoraj Komisyów, rozumiem, że gdy wybór 
Komisyów o kilka jeszcze lub kilkanaście godzin przeciągniemy, 
dobro publiczne na żadną stąd stratę narażonem nie będzie. 
Nie mogę się i na to zgodzić, z czem tu niektórzy Członkowie 
występowali, że wniosek JW. Wartskiego mógłby wpływać pó- 
źniej na wybór Komisyów, bo wniosek tyczący się dobra pu- 
blicznego źle działać na wybór Komisyów nie może. Muszę 
się także oświadczyć przeciwko uwadze JW. Marszałka, który 
powiedział, że prawo nakazuje nam przystąpić do wyboru Ko- 
misyów. Prawo wyraźnie mówi, że nietylko w dniu sobotnim, 
ale w każdym innym, kiedy tego jeszcze nadzwyczajne okoli- 
czności wymagają, wnioski przed wszystkiemi porządkowemi 
materyami czynione być mogą, a kiedy i z dnia wczorajszego ten 
jawny mamy prejudykat, sądzę, iż wypada nam przedewszyst- 
kiem przystąpić do wysłuchania wniosku JW. Niemojowskiego«. 

Głosy: »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Śląski: » Wniosek JW. Niemojowskiego niewątpliwie 
zasługuje na uwagę Izb; z tern wszystkiem sądzę, iż powin- 
niśmy przyjąć za normę postępowania, ażeby Izba raz wyrze- 
czonej decyzyi nie cofała. Wczoraj powiedzieliśmy, że na dzi- 
siejszem posiedzeniu przystąpimy do wyboru Komisyów, więc 
nie powinniśmy się czem innem zajmować. Wniósł JW. Cho- 



— 33 — 

brzyński, i bardzo słusznie, że może wniosek JW. Wartskiego 
będzie potrzeba do Komisyów odesłać, a zatem jeżeli przypu- 
ścimy, że jest tak ważny, jakże pójdzie do Komisyów, kiedy 
te nie istnieją? Więc przystąpmy pierwej do wyboru Komi- 
syów, a potem wysłuchamy wniosku JW. Niemojowskiego, nad 
którym chociażby nam całą noc radzić przyszło, sądzę, że nikt 
się od tego dla ogólnego dobra nie wymówi«. 

JW. Marszałek: »Muszę kilka słów powiedzieć, bo widzę, 
że nie byłem zrozumiany. Mówiłem, że, choć jestem zdania, 
aby dzisiaj od wyboru Komisyów zacząć, jednak, choćbyśmy 
Komisyów nie wybrali, Sejm istnieć nie przestanie, bo i dawne 
Komisye dotąd istnieją. Dalej mówiłem, że, choć na dzisiaj zde- 
cydowaliśmy wybory Komisyów, że to jednak decyzyą tylko 
było, nie prawem; decyzyę tę zmienić możemy. Ze Sejm istnieje 
i bez Komisyów działać może, mamy tego różne przykłady, 
a najważniejszy z d. 18. grudnia 1830 r., w którym rewolucyę 
uznaliśmy za narodową, choć Komisyów nie było. To więc 
wszystko, co przytoczone było przez JW. Chobrzyńskiego, Dem- 
bowskiego i innych, wcale nie powinno wpływać na odrzuce- 
nie wniosku JW. Niemojowskiego«. 

JW. Tymowski: »Zdaje mi się, że przedmiot jest należycie 
wyjaśniony, i nie wiem, dlaczegoby Izba odmówiła głosu JW. 
Niemojowskiemu, jeżeli wniosek jego tyczy się dobra publi- 
cznego. Wysłuchajmy go, może się i dyskusya nad nim prędko 
skończy, bo odnosić go do Komisyów byłoby to samo, co go 
uchylić. Jeżeli w dniu wczorajszym, który także przeznaczony 
był na wybór Komisyów, zajmowaliśmy się przecież innymi 
mniej ważnymi wnioskami, dlaczegóż dziś przed wyborem Ko- 
misyów nie mamy wysłuchać wniosku JW. Niemojowskiego, 
kiedy nam jeszcze powiada, że jest ważny, że się dobra publi- 
cznego dotyczy«. 

Głosy: »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Wołowski: »Kilka słów powiem nie dlatego, ażeby 
wniosek JW. Niemojowskiego mógł działać na wybór Komi- 
syów, bo zdania wolne i ścieranie się ich wpływać na wybór 
Komisyów nie mogą; lecz z innych wcale powodów rozumiem, 
że wybór Komisyów przedewszystkiem nastąpić powinien. Tym 
sposobem uczyni się zadosyć i decyzyi, i temu, co JW. Śląski 
mówił, gdy przyjdzie wniosek ten do Komisyów odesłać, bo 

Dyaryusz T. VI. 3 



— 34 — 

ile mi się zdaje, to tutaj będzie właściwą Komisya dyploma- 
tyczna. Wybór Komisyów nie zabierze nam długo czasu, bo 
wcale co innego jest wybierać na komisarzy z pomiędzy stu 
kilkudziesięciu głosujących, a wcale co innego, kiedy głosują- 
cych jest kilkudziesiąt. Wybór Komisyów nie będzie trwał jak 
kilka godzin; możemy więc wniosek JW. Niemojowskiego do 
ukończenia wyboru Komisyów odroczyć; nie rozejdziemy się 
bez wysłuchania go, a po obiedzie nad nim radzić możemy«. 

JW. Niemojowski: »Z głosu preopinanta przekonywam się, 
iż rozumie, że wniosek, który mam uczynić, da powód do ja- 
kiego prawa. Oświadczam, że tutaj nie będzie potrzeby żadnego 
prawa. Izba będzie go mogła zaraz załatwić i jeszcze do wy- 
boru Komisyów przystąpić«. 

JW. Chobrzyński: »Z tego, co J W. Niemojowski powiedział, 
pokazuje się, że wniosek ten nie jest tak ważny, a zatem może 
się odbyć po wyborach Komisyów, bo powtarzam, że bez Ko- 
misyów nie ma Sejmu«. 

Głosy: »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Roman Sołtyk : »Mniemam, iż w tak ważnych okoli- 
cznościach nie należy nam odkładać wniosku JW. Niemojo- 
wskiego. Nadto są nam znane obywatelstwo i zasługi jego, 
byśmy powątpiewać mogli, że wniosek ten nie jest ważny. 
Niech nam go zresztą objawi, a potem zdecydować możemy, 
co jest ważniejszego, czy wybór Komisyów, czy wniosek JW. 
Niemojowskiego? Jestem za tern, aby nam JW. Niemojowski 
odczytać raczył swój wniosek przed przystąpieniem do wyboru 
K »misyów«. 

Głosy: Prosimy o wotowanie!« 

JW. ??1arszałek: »Jeszcze jest cztery głosów; te podkreślę, 
a po wysłuchaniu ich przystąpimy do wydania decyzyi naszej«. 

JW. Wężyk: » Dlatego, że mało ważne materye w dniach 
poprzednich zabrały nam dużo czasu, dlatego, że dzień po dniu 
czas prawie na niczem trwonimy, wnoszę, że jeżeli przystąpimy 
do wysłuchania wniosku JW. Niemojowskiego, nie można się 
spodziewać, byśmy dzisiaj do wyboru Komisyów przystąpili. 
Ponieważ wczoraj zdecydowaliśmy na dzisiaj wybory Komi- 
syów, a z głosu JW. Wołowskiego domyślam się, że wniosek 
JW. Niemojowskiego będzie potrzebował do której z Komisyów 
być odesłanym, nie znam wcale wniosku JW. Niemojowskiego, 



— 35 — 

nie jestem mu przeciwny, ale tylko z powodów wyżej przyto- 
czonych jestem zdania, abyśmy pierwej do wyboru Komisyów, 
następnie do wysłuchania wniosku JW. Niemojowskiego przy- 
stąpili^ 

JW. Wiszniewski; »Zgadzam się zupełnie ze zdaniem tych, 
iż Komisye dawne istnieją, póki wybór nowych nie nastąpi. 
Dlatego rzecz ta może być nadal odłożoną, a wniosek JW. Nie- 
mojowskiego, jako ważniejszy i pilniejszy, pierwej Izbie przed- 
stawiony. Lubo na dniu wczorajszym zapadła decyzya Izby 
względem przedmiotu, którym się dziś zatrudnić mamy, lecz 
postanowiliśmy także, iż w każdym dniu wnioski wielkiej wagi 
przedewszystkiem Izbie przedstawiane być mogą. Jeżeli Izba 
zgodzi się na to, aby JW. Niemojowski wniosek odczytał, żą- 
dam, aby drzwi były otwarte«. 

JW. Dąbrowski: »Lubo zadecydowaliśmy w dniu wczoraj- 
szym, iż dzisiaj mamy przystąpić do wyboru Komisyów. gdy 
JW. Niemojowski oświadczył, iż wniosek jego jest ważny, iż 
się dotyczy dobra publicznego, jestem za tern, aby naprzód 
Izba przystąpiła do wysłuchania wniosku jego«. 

JW. Gumowski: »Dlatego sprzeciwiam się wnioskowi JW, 
Niemojowskiego, bo nam powiedział, że dziś jeszcze i jedno 
i drugie załatwić będziemy mogli, t. j. i. wniosek jego rozpo- 
znać, i Komisye wybrać. Pytam się, po co te dysertacye tak 
długo trwają niepotrzebnie? Obierzmy naprzód Komisye, a po- 
tem przystąpimy do wysłuchania wniosku JW. Niemojowskiego. 
Pozwoli Izba zwrócić jeszcze uwagę swoją i na to: wczoraj 
mieliśmy wybrać Komisye, a nietylko, żeśmy ich nie wybrali, 
aleśmy także nic nie zrobili. Sesya wczorajsza spełzła na, ga- 
wędce, i często, chociaż najważniejsze wprowadzane są materye, 
ubocznej gawędki uniknąć nie można. Gdyby mi się kto za- 
pytał, cośmy wczoraj dla kraju dobrego zrobili, sumiennie od- 
powiedziałbym, że nic«. 

JW. Dembowski: »Ponieważ jedne głosy popierają żądanie, 
ażeby wprzód przystąpić do wniosku JW. Niemojowskiego, 
inne zaś są za tern, ażeby przystąpić do wyboru Komisyów, 
i ponieważ wielu się oświadczyło i żądało tego, by się nie 
pierwej z Izby oddalić, dopóki wyboru Komisyów nie skończymy 
i wniosku JW. Niemojowskiego nie wysłuchamy, dlatego po- 
pieram wniosek JW. Wiszniewskiego, aby drzwi były otwarte«. 

3* 



— 36 — 

JW. Worcell: »Tu są dwa przedmioty; jeden z porządku 
dziennego, który dnia każdego może się odbywać, drugi, któ- 
rego ważność zapowiada nam JW. Niemojowski. Wniosek JW. 
Niemojowskiego, jak tutaj słyszeliśmy, ma cały kraj obchodzić 
w teraźniejszym stanie wojennym. Wiemy, że nieprzyjaciel nie 
jest o mil 50 odległy, w takim więc razie cokolwiek ważne 
być może nie powinno być odkładane; owszem, natychmiast 
Izba pod rozwagę swoją przedmiot ten wziąć powinna. Nie 
wiemy, jak długo wybory Komisyów zabawią, a odkładając 
wniosek JW. Niemojowskiego do ukończenia wyborów, może- 
byśmy jakiemu nieszczęściu nie byli w stanie zapobiedz. Sądzę 
więc, ażeby do wniosku JW. Niemojowskiego przystąpić, bo 
bez wysłuchania go ważności jego przesądzać nie możemy«. 

JW. Szaniecki : )>Jestem zdania, ażeby naprzód wzięty był 
pod rozwagę wniosek; wszak czas, który nam dyskusya ta nie- 
potrzebnie zabrała, byłby dostatecznym do wysłuchania, a może 
nawet do zdecydowania wniosku JW. Niemojowskiego. Przy- 
pomnieć przytem muszę przyjęty już zwyczaj, na mocy którego 
Izba w podobnych jak ten przypadkach bez dyskusyi głos udziela 
lub odmawia. Mieliśmy przykład tego i wczoraj, gdy zapowie- 
dziany był wybór Komisyów, a przecież Izba bez dyskusyi 
udzielała głosy w odrębnej materyi. Nie wiem, dlaczegoby 
i dzisiaj nie miał być głos JW. Niemojowskiemu udzielony, 
kiedy w nim, jak twierdzi, ma ostrzedz o niebezpieczeństwie 
kraju «. 

JW. Godebski: »Obywatelstwo i zasługi JW. Niemojo- 
wskiego są dla nas rękojmią, że nie żądałby głosu, gdyby wnio- 
sek jego nie był ważny«. 

J W. Marszałek : »Kto jest zdania, ażeby J W. N i e- 
mojowskiemu był głos udzielony, powstać raczy «. 

Większość powstała. 

JW. Zwierkowski: »Nim głos JW. Niemojowskiemu udzie- 
lonym będzie, należałoby zdecydować, czyli JW. Niemojowski 
ma w tajnym wydziale wniosek swój wprowadzać, gdyż ja je 
stem za wydziałem tajnym«. 

JW. Marszałek: »Prawo chce, ażeby wniosek zamienienia 
się Izby w wydział tajny był przez dziesiątą część Członków 
Izby poparty. Kto popiera wniosek za wydziałem taj- 
nym, powstać raczy «. 



— 37 — 

— Więcej jak dziesiąta część Izby powstała. — 
»Ze zaś wniosek tak poparty powinien być przez Izbę za- 
decydowany, a zatem kto jest zdania, ażeby w wydzia- 
le tajnym J W. N i e m o j o wsk i wniosek swój wprowa- 
dził, powstać raczy«. 

— Wszyscy powstali. — 

»A więc zamieniamy się w wydział tajny i ma głos (JW. 
Niemojowski)«. 

IW. Niemojowski: »Kiedy po opłakanej dyktaturze kierunek 
siły zbrojnej oddany został w ręce Wodza, który w wojsku 
z odwagi, a w Narodzie z charakteru zaszczytnie był znany, 
zaufanie było tak nieograniczone, iź Komisye sejmowe przy 
układaniu projektu do uchwały z d. 21 stycznia zapytały się 
samego Wodza, jaką granicę chce swojej władzy położyć, aby 
mógł skutecznie dla dobra kraju działać, i przysłany przez niego 
projekt został prawie bez żadnej zmiany przyjęty. Władza ta 
jest bardzo rozciągła, i tylko art. 10 stanowiący, że Wódz Na- 
czelny mieć będzie głos stanowczy w Rządzie w tern, co się 
rzeczy wojennych dotyczy, a zatem poddający wspólnej dyskusyi 
Wodza z Rządem Narodowym wszystkie przedmioty wojenne, 
zdawał się być rękojmią, iż jej nie będzie można nadużyć. Po 
pamiętnej bitwie pod Grochowem, kiedy pomimo zadziwiającej 
waleczności wojska naszego nieprzyjaciel pod okopami Pragi 
swoje obozy rozłożył, mąż, który w bitwach 15, 19, 20 i 25 lu- 
tego męstwem i znajomością sztuki wojennej zwrócił na siebie 
uwagę, widząc sprawę publiczną na niebezpieczeństwo nara- 
żoną, ostrzegł Rząd Narodowy i zwołania Rady Wojennej za- 
żądał. Na tejże Radzie wytknąwszy błędy i uchybienia, które 
nas większych korzyści w tym dniu pozbawiły, ten, który tylko 
pod tym warunkiem przyjął dowództwo, iż je złoży, skoro się 
kto zdatniejszy okaże, złożył w ręce Izb sejmowych władzę, 
która teraźniejszemu Wodzowi Naczelnemu oddana została. 
Zupełne zaufanie otoczyło także nowo wybranego i usprawie- 
dliwione zostało szybkiem zreorganizowaniem wojska i świe- 
tnymi wypadkami z d. 31 marca i 1 kwietnia; lecz odtąd z bo- 
leścią widzimy, iż krew braci naszych płynie bez skutku; nie- 
przyjaciel jedno po drugiem województwo zajmuje i niszczy, 
a już nawet i stolicę zagraża, kiedy waleczne wojsko nasze 
przez błędy i bezkarność dowódców napróżno marszami stru- 



— 38 — 

dzone nieprzyjaciela spotkać albo go doścignąć nie może, a tym- 
czasem nikną nasze zasoby, i wkrótce może otoczeni w stolicy 
komunikacyę z resztą kraju przerwaną mieć będziemy. Nie 
pochlebiam sobie, abym potrafił wykazać wszystkie uchybienia, 
które nas do tego stanu doprowadziły, lecz w przekonaniu 
mojem widząc sprawę publiczną na niebezpieczeństwo nara- 
żoną, mam sobie za święty obowiązek zwrócić waszą, szanowni 
koledzy, uwagę na stan obecny, aby zawczasu złemu zaradzić* 
Daleki jestem od chęci wzbudzenia nieufności; czuję dobrze, 
ile jest drażliwe położenie nasze, lecz dobru publicznemu 
wszystkie inne względy ustąpić powinny. Pozbawiając się nie- 
ograniczonej dyktatury, nie chcieliśmy zapewne poddać się 
znowu dyktaturze wojskowej, najniebezpieczniejszej ze wszyst- 
kich; złe przeto tylko zrozumienie uchwały z d. 21 stycznia 
może być powodem, iż Rząd Narodowy i Izby sejmowe ża- 
dnego od Wodza Naczelnego nie odbierają wyjaśnienia i może 
dopiero przez alarmowy wystrzał dowiedzą się, że nieprzyja- 
ciel jest pod okopami. Wiadomo jest, iż Rząd Narodowy po 
niepomyślnym skutku kilku ostatnich wypraw, wezwał Wodza 
Naczelnego, aby zwołał Radę Wojenną, lecz tenże, nie pomnąc 
na to, iź sam w podobnych okolicznościach tegoż samego za- 
żądał, zaprzeczył Rządowi władzy wdawania się w czynności 
jego. Postępowanie względem Izby też samą nieuległości nosi 
cechę; pomimo bowiem potrzeby szybkiego wymiaru sprawie- 
dliwości, jenerałowie o ważne uchybienia obwinieni dotych- 
czas nie zostali osądzeni, a ci, względem których Izba pod d. 
25 czerwca zasiągnęła wiadomości, nie zostali ani oczyszczeni 
z zarzutu, ani też pod sąd oddani, i lubo z komunikowanego 
sobie protokółu wiedział Wódz Naczelny, iż Izby żądały wyja- 
śnienia, nie stało się ich żądaniu zadosyć; honor przeto ofice- 
rów wyższego stopnia w Izbie Reprezentantów Narodu w wąt- 
pliwość podany nie zyskał należytego zadosyćuczynienia. Zau- 
fanie ma swoje granice, a tam, gdzie chodzi o sprawę publi- 
czną, nie można się względami grzeczności lub delikatności 
powodować; cała bowiem odpowiedzialność za klęski, jakieby 
na kraj z niebaczności Reprezentantów spaść mogły, ciążyłaby 
Sejm, który, mając sobie sprawę Ojczyzny poruczoną, nie może 
się tłumaczyć, iź tylko zbytecznem zaufaniem zgrzeszył. Z tych 
przeto powodów wnoszę: 



— 39 — 

1. Aby Rząd Narodowy został wezwany do zwołania 
Rady Wojennej, któraby obecne niebezpieczeństwo i środki 
obrony rozpoznała; 

2. aby z Izby Poselskiej ustanowiony został Komitet przy 
tejże Radzie Wojennej «. 

JW. Zwierkowski : » Wniosek kolegi Niemojowskiego jest tak 
ważnym, że nie można równać go z źadnemi [innemi] czynnościami, 
któreby poprzedzać mogły środki wjnaleść się mające do obrony 
Ojczyzny naszej tak dalece zagrożonej rozsypaniem się bord 
nieprzyjacielskich. Zapewnienie w dniu wczorajszym JW. Mar- 
szałka, iż przejście Wisły jest zgubą dla nieprzyjaciół, nie daje 
nam gwarancyi, nie trafia do mego przekonania, owszem, 
przeciwne we mnie rodzi wrażenie. Któż nam zaręczy, że wróg 
nasz przyjdzie dobywać stolicy, któż nie widzi dążenia nie- 
przyjaciela do sparaliżowania pospolitego ruszenia, odbicia 
jeńców, zatamowania resursów żywności wojsku naszemu itp. 
skutków z przejścia na lewy brzeg Wisły wyniknąć mogących! 
Jednakowoż ani JW. Marszałek, ani ja nie możemy przybierać 
charakteru znawców, charakteru biegłych, chociaż powoduje 
równie mną, jak JW. Marszałkiem, tylko chęć ratowania i bro- 
nienia sprawy naszej, i dlatego Rada Wojenna jest tą radą 
biegłych, z której wypłynąć ma wszystko, czego sobie życzymy. 
Może główny punkt obrony Wodza i jego działania zasadza 
się na nieryzykowaniu na raz wszystkiego, lecz punkt widzenia 
mego jest skutek, a ten, jaki jest od miesięcy sześciu, widzi 
każdy, i powtarzania nie potrzebuje. Mogą być plany złe lub 
dobre; może być egzekucya ich najlepsza lub najgorsza, lecz 
skutki na dezawantaż tak planów, jak wykonania, mówi(ą). Nie 
przytaczam nawet na poparcie mojego wniosku ani złych chęci, 
ani umyślnego sparaliżowania, ani nareszcie widoków osobi- 
stych lub krzywd indywidualnych, bo to mogłoby mnie obwi- 
nie o stronność, której strzedz się pragnę, której nie mam, 
której mieć nie chcę, która jest niczem w porównaniu z przed- 
miotem dobra Ojczyzny i niepodległości narodowej tylu już 
ofiarami okupionej. Projektowanie więc Rady Wojennej jest 
wypływem z tych skutków, jest tarczą dla niewinnego, jest 
potrzebą zapobiegającą złemu. Rada Wojenna wyjaśni, oczyści, 
zapobiegnie wszystkiemu, coby się może tylko pomimowolnie 
wcisnąć mogło. Radę Wojenną dowódcy zwołali u nas w lutym; 



— 40 — 

opinia Rady Wojennej była powodem do obrania Wodza; Rady 
Wojennej żądał Wódz teraźniejszy, i miała miejsce. Rady Wo- 
jennej chciał Rząd nasz, i odmówiona została przez Wodza. 
Któż więc sędzią będzie między Wodzem a Rządem? Oto Izby, 
które obrały i Rząd i Wodza, z których te dwie władze na- 
czelne wypływają; Izby przeto powinny o Radę Wojenną do- 
magać się, polecić, nakazać, jeżeli nie zechcą ściągnąć na siebie 
odpowiedzialności przed Narodem, jeżeli nie chcą po tylu do- 
świadczeniach, po tylu kolejach wypadków bolesnych, po tylu 
zawiedzionych nadziejach co do rezultatów wojennych, być obo- 
jętnemi i zostawiać może w ręku mylących się, lecz upartych, 
los cały Narodu. Takie postępowanie jest to większym dowo- 
dom ryzykowania wszystkiego, większem złem, niżeli ryzyko- 
wanie stoczenia jednej walnej bitwy, jest to przedłużeniem 
męczarni człowieka stojącego nad grobem. Niechaj raz wyjaśni 
się wszystko. Niechaj znawcy ocenią jak najspieszniej prze- 
szłość, a stąd niechaj Izby co do przyszłości obiorą drogę pe- 
wniejszą, a jeżeli i dzisiejsze drogi uznają znawcy zbawiennemi, 
niechaj Reprezentanci, jak otoczyli Rząd, tak niech otoczą Wo- 
dza jeszcze większem zaufaniem, a jedno ogłoszenie nasze 
wypływające z opinii znawców zaspokoi wszystkich, położy 
tamę niezaufania, do czego Naród ma wielkie i przeważne 
powodyc 

JW. Dembowski : »Nie jestem przygotowany do mówienia 
w tym przedmiocie tak, jak szanowny preopinant, który wnio- 
sek JW. Niemojowskiego niespodziewanie do Izb wprowadzony 
pół arkuszową mową popierał. To, co było dotąd dla nas ta- 
jemnicą, nie inną drogą powinno było przyjść do nas, jak od 
Rządu. Sejm otoczył Rząd nieograniczonem zaufaniem swojem; 
Sejm przeznaczył mu czuwać nad losem Narodu. Rząd z swej 
strony powinien przewidywać wszelkie niebezpieczeństwo, za- 
radzać mu i jeżeliby widział potrzebę, aby Sejm o niem był 
zawiadomiony, albo odezwą do Sejmu, albo przez przysłanego 
do Izby Członka, powinien nam był uczynić o tern niebezpie- 
czeństwie wiadomość«. 

JW. Turski: »To pewna, że przy tylu ofiarach, przy tylu 
wysileniach, przy takiej waleczności wojska naszego, mieliśmy 
prawo domagać się innych rezultatów. Przykro jest słyszeć 
o uchybieniach popełnionych przez jenerałów, o niepomyślnych 



— 41 — 

skutkach przedsiębranych wypraw, i trudno jest zgadnąć, czyli te 
z błędów, czyli z nieporozumienia jakiego wyniknęły. Nie można 
więc bez przekonania w obecnym przypadku kłaść winy na karb 
Naczelnego Wodza. Nie wiemy, jakie jeszcze w następstwie po- 
każą się skutki jego operacyi wojskowych. Nie godzi się przed- 
wcześnie osłabiać zaufania w Wodzu, abyśmy sprawie naszej, za 
miast korzyści, szkody nie przynieśli. Zaradzajmy złemu, ale 
wtenczas dopiero, gdy się pokaże, i gdy nam je Rząd Narodowy 
przedstawia. 

JW. Worcell: »Zastanawiać się nad tern, czy Izba do Rządu 
Narodowego, czy Rząd Narodowy do Izby odwoływać się po- 
winni, zastanawiać się nad temi formalnościami, gdy o rzecz 
tak ważną idzie, sądzę, że gdybyśmy rok czasu mieli przed 
sobą, moglibyśmy na te formalności zwracać uwagę naszą. JW. 
Dembowski w głosie swoim rzucił kwestyę, jakoby wniosek 
JW. Wartskiego mógł wpływ jakiś na Izbę wywierać; takiej 
kwestyi w Izbie wolnego narodu nie powinienem się był spo- 
dziewać, bo dlaczegóż formy konstytucyjne nad inne przeno- 
simy? Dlatego, że gwarancya wolności w naszem ręku się 
znajduje. I myż to mamy się wahać wdawać w to wszystko, 
co nas obchodzić może i tern bardziej, kiedy nieprzyjaciel 
o kilka mil tylko od nas jest odległy, nad wnioskiem JW. Nie- 
mojowskiego, który tak jest ważnym, zastanawiać się nie mamy? 
Co do samego wniosku, nie widzę, aby mógł osłabić zaufanie 
Narodu w Naczelnym Wodzu, owszem, ja widzę ten skutek 
z tego wniosku, że będzie raczej z naszej strony rękojmią, ale 
nie więzami narzuconemi dla Naczelnego Wodza. Nie widzę, 
skąd rodzi się w nas ta bojaźń przystąpienia do zaproponowa- 
nego przez JW. Niemojowskiego środka ?« 

JW. Marszałek: »Bezwątpienia wniosek JW. Niemojow- 
skiego jest wielkiej wagi i może będzie bezpośrednio działał 
na przyszłą pomyślność i byt naszego kraju. W wniosku tym 
nie widzę dosyć rozwiniętych atrybucyi Rady Wojennej, i dla- 
tego przy końcu głosu mojego będę miał uczynić JW. Niemo- 
jowskiemu niektóre zapytania celem objaśnienia takowych. 
Tymczasem czuję się w obowiązku przedstawić Izbie Posel- 
skiej, że, zdaniem mojem, korzyści, któreśmy dotąd na nieprzy- 
jacielu odnieśli, nie są tak mało znaczące, tak błahe, jak się 
niektórym zdaje. Powstaliśmy w cztery miliony przeciwko kil- 



— 42 — 

kudziesiąt milionom hord barbarzyńskich po Europie i Azyi 
rozlanych. Powstaliśmy w trzydzieści tysięcy przeciwko pięciu- 
kroćstotysięcznemu wojsku nieprzyjacielskiemu, które w samym 
początku w połowie aż pod stolicę podstąpiło, i które Wódz 
Naczelny teraźniejszy zastał — można powiedzieć — na przed- 
mieściu stolicy z trzystu działami o mały strzał armatni ku 
niej wymierzonemi. Jakież są dalsze skutki działań Naczelnego 
Wodza? Oto, że wojsko nasze w lutym zdezorganizowane, 
zniechęcone, przerzadzone wrogów licznymi zastępami, nie- 
tylko podwoił, ale nawet trzy razy większe co do ilości wzniósł 
nieporównanie potęgą moralną, gdy tymczasem wojska nie- 
przyjacielskiego z dwóchkroćstotysięcy mniej jak połowa do 
dzisiaj została. Operacye, które odbywały się dawniej pod mu- 
rami stolicy, dziś o mil kilka i kilkanaście i nawet nad brzegi 
Wilii przeniesione, a co więcej uskuteczniane z małym bardzo 
rozlewem krwi z naszej strony, wielkie zadawały klęski w nie- 
przyjacielskiem wojsku. Nie można mówić, że te utrudzające 
marsze, na jakie wielu się żali, są niepotrzebne, bo wiemy, że 
przez te nagłe poruszenia Naczelny Wódz nietylko osłabił, ale 
w większej części zniszczył plany przeciwnika swego, bo nie 
mogąc go zmusić do bitwy, temi właśnie nagłymi ruchami 
wojska naszego hamow r ał zamysły Dybicza, w ciągłej trzymał 
go wątpliwości i zmuszał do przerzucania się nagle z nad 
Wieprza nad Bug, z nad Buga za Narew, co jest zgubą wojsk 
licznych i w ciężką artyleryę zamożnych. Że świetniejszych 
wypadków Wódz Naczelny otrzymać nie mógł, nie można go 
o to winić; wszak widzieliśmy, jak Napoleon trzysta mil gonił 
nieprzyjaciela, nim go pod Możajskiem spotkał. Nie można, 
mówię, obwiniać Naczelnego Wodza, że napróżno ścigał nie- 
przyjaciela, gdy ten się przed nim ciągle cofał i nie chciał mu 
nigdzie stawić czoła. Przytaczam te okoliczności nie dlatego, 
abym był przeciwny zaprojektowanej Radzie Wojennej; owszem, 
jestem za Radą Wojenną. Bezwątpienia jest ona potrzebna. 
Może się pokaże, że Wódz Naczelny, jeżeli popełnił jakie 
błędy — nie mówię ja tu, jakobym przyznawał, iż je popełnił — 
ale powtarzam, choćby się pokazało nawet, że jakie popełnił, 
jestem za zwołaniem Rady, bo wiem, iż w niej się równie 
okaże, że zasługuje na nasze zaufanie Wódz, który, krwi pol- 
skiej skąpy, mniej dba o własną sławę, jak o dobro Ojczyzny. 



— 43 — 

Z tego powodu jestem i ja za Radą Wojenną; chciałbym tylko, 
ażeby mnie JW. Nienmjowski objaśnił, czyli żąda, aby ta Rada 
o rezultatach i operacyach już skończonych sądziła, i stąd 
przekonanie to wyczerpnąć mogła, czyli Wódz Naczelny ma 
pozostać przy tern zaufaniu, jakiem go cały Naró r l zaszczycił, 
i czyli nadal operacyami wojennemi ma kierować, czyli też ta 
Rada ma wglądać i rozpoznawać plany przyszłych jego ope 
racyi, bo w tym drugim razie byłbym tej Radzie przeciwny. 
Jeżeli o przeszłości tylko ma sądzić, powtarzam, zgadzam się 
na nią. Tu dodam jeszcze następujące uwagi, na które życzył- 
bym, aby się Izba zgodziła: niech ta Rada na ten jeden raz 
zwołana składa się z Członków Rządu Narodowego, z Człon- 
ków Izby Poselskiej, ale ni<>dy z podwładnych Naczelnego 
Wodza. Proszę JW. Niemojowskiego o objaśnienie uczynio- 
nych mu przezemnie pytań i rozwinięcie myśli swych co do 
tej Rady«. 

IW. Niemojowski: »Przesądzałbym zdanie Izby, gdybym na 
zapytania JW. Marszałka odpowiadał. Sumienie moje kazało mi 
zwrócić uwagę Izb na niebezpieczeństwo, jakie nam zagraża. 
Zdaje mi się, że JW. Marszałek naprowadził dyskusyę na rzecz, 
o której tu mówić nie powinniśmy. Ja sądzę Wodza ze skutków 
i radbym, abyśmy te w sumieniu naszem osądzili, a dalej nadto 
się nie zapuszczali. Odpowiadając na wniosek JW. Dembow- 
skiego, który twierdził, że nie powinniśmy roztrząsać tej rzeczy, 
gdy nam przez Rząd Narodowy nie była zakomunikowaną, 
oświadczam zadziwienie moje, iż pod naszym Rządem, gdy za- 
chowaliśmy władzę królewską przy sobie, znajdują się tacy, któ- 
rzy chcą wyznawać principia W. Ks. Konstantego. Mamyż przy- 
znawać, że Rząd jest wyższą władzą, jak Izby, ażebyśmy oczeki- 
wali tylko raportów od niego, a wcale go nie kontrolowali? Gdy 
Naczelny Wódz nie chce być Rządowi uległym i nie chce się 
z nim znosić, my, losy Ojczyzny mając sobie powierzone, będzie- 
myż się powodowali względami grzeczności, osobistości, dlatego, 
który od I-go kwietnia, sumiennie to oświadczam, że nie dał do- 
wodu, by zasługiwał na nasze zaufanie? Nie chcę się dalej w tym 
przedmiocie rozwodzić. JW. Dembowski w głosie swoim zrobił 
kwestyę, skąd mam tę wiadomość? Czyliż Reprezentant nie po- 
winien dowiadywać się, co się w sztabie, co w Rządzie i jak się 
dzieje? Słyszeliśmy, jak strona popierająca reformę Rządu nie- 



— 44 — 

tylko szczególne, ale nawet najdrobniejsze jego decyzye wie- 
działa. Nikt przecież z naszej strony nie zapytał ich, skąd mają 
tę wiadomość. Mamźe się tłomaczyć co do tego pytania? Ro- 
zumiem, że każdy z nas pełni obowiązki podług sumienia 
swojego. Ja je pełnię w tym duchu, w jakim wniosek mój 
pod waszą decyzyę zaniosłem. Spodziewam się, że wniosek 
ten znajdzie poparcie pomiędzy ziomkami moimi, pomiędzy tymi, 
którzy obowiązki Reprezentanta tak jak ja rozumieją i czujące 

JW. Chobrzyński: »Obierając Wodza, otoczyliśmy go na- 
szem zaufaniem. JW. Marszałek w głosie swoim przypomniał 
nam, że Wódz Naczelny zastał nieprzyjaciela pod stolicą. Gdy 
nieprzyjaciel zajmował Województwo Płockie, nikt tego nie 
uważał za tak wielkie złe, równie jak i wtenczas, kiedy zale- 
wał inne województwa; uważaliśmy to za los wojny, i nikt 
przeciwko Naczelnemu Wodzowi nie powstawał. Gdy się zbli- 
żał nieprzyjaciel do Wisły, byliśmy obojętni, radziliśmy, aby 
się przeprawił, twierdząc, że tu grób swój znajdzie. Dopiero 
skoro się zbliżył w Województwa Mazowieckie i Kaliskie... « 

Głosy: »Osobistość! osobistość!« 

...»Nie jest to żadna osobistość; poczekajmy na rezultaty, 
niech Wódz Naczelny stoczy z nieprzyjacielem bitwę; może 
skutek jej będzie szczęśliwy. Nie jest czas zmniejszać zaufanie 
w Naczelnym Wodzu, ale, owszem, zwiększać je i wszyscy 
razem jednoczyć się. W tern zjednoczeniu znajdziemy obronę 
i siłę. Co powie świat, że, gdy nieprzyjaciel zagraża stolicy, 
my zamierzamy obierać innego Wodza. Strzeżmy się tego, bo 
nim wybierzemy innego, nieprzyjaciel może wnijdzie do War- 
szawy. Wypada zatem odstąpić od zaproponowanego wniosku, 
a czekać rezultatu«. 

JW. Klimontowicz: »Jestem zdania, ażeby Rada Wojenna 
była dodana Naczelnemu Wodzowi. Żaden człowiek nie może 
ufać sobie, aby wszystko posiadał. Napoleon, ów geniusz wielki, 
jakich zaledwo tysiące wieków wydają, potrzebował rady. Nikt, 
kto tylko posiada rozum, kto jest wolny od zarozumiałości, 
nie może przypisywać sobie, że wszystko posiada, bo wszyscy 
błądzić możemy. Pamiętna pod Ostrołęką bitwa zrodziła nam 
klęskę; straciliśmy w ostatnich bitwach prawie jedną trzecią 
część wojska, a można powiedzieć, że do tej straty najwięcej 
się przyczyniły nagłe marsze, tern bardziej, gdy żołnierz nie 



— 45 — 

był, jak być powinien, opatrzony i żywiony. Gdyby Rada była 
przy Wodzu, wieleby się złego uniknęło. Wszakże Napoleon 
używał rady, i dlatego wiemy, że z Ostendy z nad Renu w 14 
dniach sprowadzał wojska i miał je świeże do marszów. Cze- 
muż i u nas nie można użyć furgonów i furmanek, aby ich 
przewieść, gdy żołnierza nagle użyć wypada. Nie byłby za- 
pewne tak, jak dziś, znużony. Oto niedawno jenerał Rybiński 
był za Siedlcami; pokazało się potem, że tam nie był potrze- 
bny, wrócił się wczoraj nagłym marszem pod Warszawę, i ten 
lud, który ledwo nie upadł pod marszem, dziś udał się znowu 
pod Siedlce. Gdyby była Rada przy Wodzu, powtarzam, żeby 
się może było zapobiegło i innym wielu błędom. Lubo i o dzi- 
siejszem niebezpieczeństwie Rząd Narodowy powinien był nas 
zawiadomić, jednak, gdy tego nie uczynił, naszą jest powinno- 
ścią grożące złe odwrócić. Nieprzyjaciel się szerzy i ze wszy- 
stkich sposobów ogałaca; przyjdzie może nawet do tego, że 
nam przetnie komunikacye z pozostałemi województwami. I ja- 
kież środki na to są przedsiębrane? Oto, że wojska pójdą i na- 
zad się wrócą. Nie naganiajmy rosyjskich jenerałów, bo oni, 
jak to pokazuje się z planów, postępują. Wszak, oni nie tak 
wielkie siły już mają, a jednak działają. Nie mówmy, że Rada 
Wojenna osłabi zaufanie w Wodzu, bo to pewna jest, jak mó- 
wią, że nikt się jeszcze nie urodził, aby wszystkim dogodził, 
a zatem znajdą się może tacy, którzy z tego powodu będą źle 
mówili. Ja nie ubliżam wcale Naczelnemu Wodzowi; ufam mu 
tak, jak i wszyscy ufamy jego talentom, ale, aby uchronić go 
od błędów, jestem za utrzymaniem Rady«. 

JW. Swirski: » Wniosek uczyniony przez JW. Niemojow- 
skiego, przez obywatela, który całem życiem swojem dowiódł, 
iż dobro kraju dla niego jedynem jest dobrem, nie może jak 
zwrócić uwagę Izby, i takie środki, jakie patryotyzm jego po- 
dyktował, zapewne znajdzie Izba potrzebnymi; jednak nie z tych 
samych zasad znajduję, iż potrzeba tych środków, nie z tych 
samych zasad, powtarzam, albowiem tutaj złe jest w 7 tern, że 
powstały nieufność dla Naczelnego Wodza i sarkania, i że 
w kraju obawa się wzmaga. Gdzie przyczyna tego złego? Za- 
pewne nie w Naczelnym Wodzu. Zarzuty przeciwko niemu 
pod względem strategicznym czynione obwiniać go nie mogą. 
Przypomnijmy sobie niektóre fakta. Odebrał dowództwo woj- 



— 46 — 

ska zdezorganizowanego, upadłego zupełnie na sile moralnej: 
w przeciągu jednego miesiąca postawił je na najwyższym 
stopniu świetności, powiększył jego siłę, zabrał szesnaście dział, 
kilkanaście tysięcy niewolnika, odpędził nieprzyjaciela od sto- 
licy i zmusił go do poprzestania na wojnie odpornej, którą 
dotąd zaczepnie prowadził, ale która staw r ia nas w powątpie- 
waniu, ze jej rady dać nie będziemy mogli. Sposób prowadze- 
nia takiej wojny był potrzebny, ale, aby ją skutecznie prowa- 
dzić, potrzeba było przeciągać wątpliwości i w tern pokazują 
się wielkie talenta Wodza naszego. Zwracać uwagę strony 
przeciwnej przez rozmaite plany, poruszenia, które jakkolwiek 
nękały żołnierza naszego, lecz ten był właśnie system tej wojny, 
aby tymi planami, na wpół odkrytymi, temi śmiałemi porusze- 
niami osłabiać i niszczyć nieprzyjaciela, a nie dać mu żadnych 
rezultatów. Nie można obwiniać Wodza, że nie mógł zwalczyć 
nieprzyjaciela: szukał on go wszędzie, lecz jegoż w tern wina, 
że ten mu czoła nigdzie stawić nie chciał? My chcemy ryzy- 
kować naszą armię, powstajemy na Wodza, że ją oszczędza: 
jest to odebrać mu ufność w wojsku i w Narodzie, i upaść 
sami chcemy. Bo taki jest rezultat, że gdy nas nieprzyjaciel 
nie pokonał w polu, pokona nas w Izbie. Już zaród nieufności 
wszędzie rzucony, więc niech będzie Rada Wojenna. Sumiennie 
przekonany jestem, że nic się nie znajdzie, coby Naczelnego Wo- 
dza potępić mogło. Byłem w wojsku, pamiętam, robiliśmy po 
piętnaście mil marszu na dzień, lecz to jest potrzebne, bo nie- 
przyjacielskie obroty zmuszają, aby we wszystkich punktach 
stawiać mu się w oczy tern bardziej, kiedy nie mamy sił tak 
wielkich, aby je bez obawy na tyle części podzielić można. Co 
do mnie jestem zupełnie spokojny. Powtarzam, Rada Wojenna 
nic nie znajdzie, coby w czemkolwiek najmniejszą szkodę przy- 
nieść mogło Naczelnemu Wodzowi. My na tern zyszczemy, że 
Wódz Naczelny odzyszcze zaufanie naszego wojska i całego 
Narodu, i że niechętni nie będą mieli już sposobności zarzucania 
mu, że się ich kaprysom, grymasom zadosyć nie stało. Jestem 
za wnioskiem, ale powtarzam, dla innych wcale zasad, nie dla 
tych, które JW. Niemojowski przytoczył«. 

JW. Roman Sołtyk : »Jako świadek operacyi wojskowych, 
Członek Izby i poświęciwszy moje młode lata nauce wojsko- 
wej, czuję się być w obowiązku zabrać głos w materyi z po- 



— 47 — 

wodu wniosku JW. Niemojowskiego do Izby wprowadzonej. 
Szanowni Reprezentanci! Materya wniesiona jest bardzo ważną; 
wojsko bez zaufania w Wodzu nie może działać korzystnie. 
Wódz nie mający zaufania Narodu nie powinien być dłużej 
Wodzem. W zamkniętej Izbie obradując, możemy się uważać 
za jedną rodzinę; możemy sobie obiecywać, że cokolwiek tutaj 
wyrzeczemy, to dobrze zostanie przez wojsko przyjęte, do do- 
brego doprowadzi skutku, bo wszyscy wiedzą, że od Repre- 
zentantów wypływać będzie. Zastanówmy się, czyli zachodzi 
potrzeba wchodzenia w rozbiór czynności wojennych? Tutaj 
trzeba poprzednio poznać dawniejszy i teraźniejszy stan wojny 
naszej. Teraźniejszy Naczelny Wódz objął dowództwo po prze- 
granej pod Grochowem bitwie. Nie tajmy przed sobą, gdy sami 
jesteśmy, że bitwa ta była dla nas przegraną. Wojsko było 
zupełnie zdezorganizowane i na sile moralnej osłabione. Pa- 
tryotyzm Wodza ożywił w niem nowe siły i doprowadził je 
do świetnego stanu. Jeden tyiko wydział żywności, czyli to 
z powodu ubóstwa kraju, czyli też, że organizacya niedosko- 
nała, nie stanął na równi z innymi, jest kluczem niepomyśl- 
nych wypadków, które w obecnej chwili uwagę waszą zajmują. 
Naprzód rozpoczęto działanie na Dębe Wielkie ku Siedlcom; 
byłem przytomny tej operacyi; aż do Kałuszyna uwieńczało 
zwycięstwo skronie nasze. Mieliśmy nieprzyjaciela w środku, 
mógł był Naczelny Wódz i z jednej i z drugiej strony na niego 
uderzyć, większe odnieść korzyści, ale drogi były tak złe, że 
ani na jedną, (ani) na drugą stronę działać nie było można. 
Dalej pod Ostrołęką nie myłki strategiczne, nie walka, ale zła 
dystrybucya żywności dla wojska była przyczyną, żeśmy nie 
odnieśli korzyści, bo pod Tykocinem i Ostrołęką zgłodniałe 
wojsko działać z energią nie mogło i, gdy się cofać musiało, 
było zupełnie zdezorganizowane. Były tam myłki, lecz nie przez 
Naczelnego Wodza popełnione. Wyprawę na Riidigera popsuł 
Skarżyński przez fałszywe doniesienie Wodzowi, że nieprzy- 
jaciel oblega Warszawę. Ze zaś Riidiger nie został zniesiony, 
winien jest temu Jankowski. Teraz wchodząc do Modlina 
Chrzanowski i Wódz Naczelny utracił jedne kolumnę. Z tern 
wszystkiem nie jest tak zły stan rzeczy. Nieprzyjaciel w samym 
początku był w sile 100.000; przybyło mu później 80.000. Z tą 
siłą walczył i z tej nie pozostało mu już, jak 80 tysięcy; sześć- 



— 48 — 

dziesiąt tysięcy na niższej Wiśle, 20 tysięcy ma Riidiger i Go- 
łowin. Jeżeli przejdzie Wisłę i przyjdzie pod Warszawę, plan 
z ich strony nie będzie ze wszystkiem strategiczny, i my pewni 
być możemy stanowczego zwycięstwa. Po tym w krótkości 
skreślonym obrazie wracając do materyi, mniemam, że tu pół- 
środków brać nie możemy. Oświadczam, że albo ten W r ódz 
pozostać musi, albo nowego wybrać należy. Wszelkiej Radzie 
ciągłej przy Wodzu jestem przeciwny, bo przy Radzie Wojen- 
nej żaden Wódz działać nie może. Odwołując się z każdą 
czynnością i z każdym planem swoim do Rady, ani pospiesznie, 
ani z korzyścią działać niepodobna. Wszak Napoleon powie- 
dział: wolę jednego złego jenerała, jak dwóch dobrych; zły 
wykona to, co mu się poleci; ci zaś nieustannie sprzeczać się 
będą. Z tego powodu i ja byłbym za deputacyą, ale jestem 
przeciwny Radzie ciągłej Wojennej. Przytem Wódz Naczelny 
sam mi wczoraj osobiście oświadczył, iż jeżeli mu Rada Wo- 
jenna ciągła dodaną zostanie, składa naczelne dowództwo. De- 
putacyę, przekonany jestem, że przyjmie i żądaniom jej nie 
odmówi. Mamy prawo i powinniśmy to zrobić, aby deputacyę 
wysłać, już to dla zaspokojenia nas samych, już to dla zaspo- 
kojenia Naczelnego Wodza, ale powtarzam raz jeszcze, że Ra- 
dzie Wojennej ciągłej zupełnie jestem przeciwny«. 

JW. Marszałek: »Trzymając się kolei zapisanych głosów, 
JW. Niemojowski nie mógłby mieć sobie teraz udzielonego 
głosu; jednak dla wyjaśnienia wniosku swojego pozwoli Izba, 
że mu go udzielę«. 

Głosy: »Prosimy; prosimy!« 

JW. Niemojowski: »Gdybyśmy się uganiali za fantomami, 
nie byłoby nigdy skutku. Nie było tu mowy o Radzie Wojen- 
nej, boby ta nowem chyba prawem musiała być ustanowiona; 
pociągnęłaby zatem za sobą zmianę prawa Naczelnego Wodza 
ustanawiającego. Tu idzie o przekonanie się o , obecnym stanie 
rzeczy i, jeżeli jest niebezpieczeństwo, o zaradzenie jemu. Po- 
wiadam: tutaj jest zamiar, ażeby, jeżeli się pokaże niebezpie- 
czeństwo, przedsięwziąć wszelkie środki odwrócenia go, a z Rady 
tej będą te skutki, że Wódz Naczelny będzie większem zaufaniem 
wojska i całego Narodu otoczony. To, co z prywatnej wiadomości 
JW. Sołtyk mógł wiedzieć, nie wypadało nam tego ogłaszać, bo 
oświadczenie się Wodza wcale wpływać nie może na zdanie Izby«. 



— 49 — 

JW. Marszałek: »Jeszcze jest 18 głosów zapisanych, lecz 
gdy JW. Niemojowski wyjaśnił, że ta Rada, którą zwołaną 
mieć pragnie, nie ma być ciągłą, ale tylko na raz jeden, iż się 
ma składać z Rządu Narodowego i z wyznaczonych Członków 
z Izby Poselskiej, a wezwany Wódz Naczelny ma tylko odpo- 
wiadać na zapytanie co do przeszłych operacyi wojennych i co 
do obecnego położenia naszego, rozumiem, że po tern obja- 
śnieniu może zapisani Członkowie zrzekną się swoich głosów, 
i Izba odstąpi od dalszej dyskusyi«. 

JW. Dembowski: »W poprzednim głosie nie dotknąłem 
rozbioru materyi pod względem zdolności Naczelnego Wodza, 
bo sądziłem, iż przedewszystkiem wypadało nam rozpoznać, 
czy wniosek JW. Wartskiego ma być do Izb wprowadzony, 
lub nie, tern bardziej, gdy dotąd nie mamy wybranych Komi- 
syów. Nie dopełniliśmy tego i widzimy, że rozbiór tej materyi 
bardzo długo potrwa. Zdaje się, iż wniosek ten powinien był 
być zawsze naprzód do laski podany, następnie przejść wła- 
ściwą Komisyę i dopiero do Izby wniesiony. Z tego nastręczają 
się te uwagi, że, jeżeli będziemy mówić o Komisyi, czyli ją 
tam Radą Wojenną nazwę, wynikną w Izbie różne zdania, 
i niewiadomo, kiedy się dyskusya ukończy. Dalej, że Kornisya 
ta czyli Rada nie może się składać z elementów takich, jakie 
szczególne indywidua, jeden lub dwóch Członków, podadzą, bo 
jeżeliby się z takich elementów, jakie kto zbierze, składać 
miała, nie odpowiedziałaby celowi. Samo przez się ma się ro- 
zumieć, iż do tej Komisyi nie mogą być użyci jenerałowie 
obrażeni, którzy swoje miejsca utracili; tego tak nawiasowo 
dzisiaj postanowić nie możemy. Z tego rezultat wypada taki, że 
wprzódy postanowić należy, jakiej to Rady od Rządu żą- 
damy. Powinniśmy Rządowi rys ogólny wskazać, bo wybrana 
przez Rząd może Izby życzeniom odpowiadać nie będzie. Gdy- 
byśmy rozbierać chcieli czynności Wodza Naczelnego, śmiało 
powiedzieć mogę, że nie masz nikogo pomiędzy nami, któryby 
je ocenić był w stanie, bo do tego potrzeba wiedzieć nieprzy- 
jaciela położenie, i czas, i miejsce. Zasięgnijmy wiadomości 
z pism zagranicznych; widzimy, że tam najlepiej są ocenione 
czynności i zdolności Naczelnego Wodza. Wszystkie te tam 
umieszczone wiadomości czerpane są z obozu nieprzyjaciel- 
skiego. Widzimy, jak wszelkie moskiewskie zamachy są tak 

Dyaryusz T. VI. 4 



— 50 — 

dzielnie odparte, iż żadna ich dążność żadnym pomyślnym 
skutkiem uwieńczoną nie była. Bardzo słusznie powiedział tu- 
taj JW. Marszałek, że Napoleon aż w Moskwie szukał nieprzy- 
jaciela. JW. Swirski przypomniał marsze z r. 1812, do których 
i ja należałem, kiedy wojsko pod ciężarem fatygi i trudu pa- 
dało; nie uskarżano się jednak wtenczas, i nieprzyjaciel wszę- 
dzie był pokonany. Jeżeli zatem ma nastąpić decyzya wzglę- 
dem Rady, wnoszę, ażeby pierwej wybrać Komisye, do któ- 
rychby pod rozpoznanie wniosek JW. Wartskiego był pierwej 
odesłany «. 

JW. Marszałek: »Z obowiązku mam honor zwrócić uwagę 
szanownych Reprezentantów na wniosek JW. Niemojowskiego, 
iż podobna Rada może bez Komisyów być ustanowioną, bo tu 
nie chodzi o żadne prawo; może Radę zwołać Wódz Naczelny, 
może Rząd Narodowy, a tern bardziej Izba przez prostą decy- 
zyę swoją zażądać, aby do takowej albo Wódz Naczelny, albo 
Rząd Narodowy wojskowych przeznaczył. My tu tylko zadecy- 
dujemy, ilu Członków z Izby Poselskiej do niej wybrać; co się 
zaś dotyczy innych Członków, t. j. ilu jenerałów, i jakich, to 
się Rządowi zostawia. Wszak ta Rada ma tylko być na ten 
jeden raz zwołaną, bo jej potrzebę wskazało nam obecne po- 
łożenie kraju w względzie wojennym«. 

JW. Krysiński: »Po danem wyjaśnieniu wniosku przez JW. 
Niemojowskiego, (popartego) przez JW. Marszałka, rozumiem, 
że dyskusya wkrótce do końca się zbliży. Nie było tam, ani 
nie masz mowy o jakiejsiś Radzie nieustającej, któraby przy 
Naczelnym Wodzu być miała. JW. Niemojowski uczynił ten 
wniosek jedynie powodowany tą zasadą, że znawcy, t.j. ludzie 
oznajmieni z rzemiosłem wojska, mający znamiona obywatel- 
stwa, posiadający zaufanie, wyrzekną, co trzeba czynić, jaki 
jest stan wewnętrzny kraju, zaspokoją troskliwość naszą, wej- 
rzą w czynności przeszłe, ocenią je, nic nie przesądzając, i do- 
piero ta Rada powie, co czynić wypada. Więc tu mówić nam 
nie trzeba, czy ma być Rada, lub nie, bo właśnie o tern sta- 
nowić będą znawcy, na których patryotyzm i znajomość spu- 
ścić nam się wypada. To tylko dodaję, że pobudka niezupełnie 
trafia do mego przekonania. Śmielej powiedzmy, że Europa 
względem kroków prowadzonej przez nas wojny korzystne 
wzięła wyobrażenie do tego stopnia, że na nich oparła swoje 






— 51 — 

dyplomatyczne działanie. Musiała widzieć pomyślne dla nas 
z tej wojny skutki, kiedy, powtarzam, na nich swoje dyploma- 
tyczne działania rozwija. Nie wypada nam pod żadnym wzglę- 
dem zdejmować tego uroku, na którym opierają się wszystkie 
rachuby sprzyjających nam gabinetów. Co się dotyczy człon- 
ków tej Rady, śmiem twierdzić, że w tern możemy zupełnie 
spuścić się na Rząd Narodowy, że wybierze takie osoby, które 
pod wszelkimi względami zasługują na nasze zaufanie. Wno- 
szę, aby wniosek ten tak, jak był przez JW. Wartskiego wy- 
jaśniony, tak, jak był przez JW. Marszałka poparty, przez Izbę 
przyjęty został«. 

JW. Wężyk: »Sprzeciwiam się kilku słowom preopinenta, 
który powiedział, że ta Rada Wojenna wyrzecze, czyli nadal 
będzie potrzebna. Rozumiem, źe w tym razie stanowiliby ci 
znawcy to, co przecież do nas należy. Widzimy nieukontento- 
wania z powodu, że nieprzyjaciel wielką część kraju zajmuje; 
prawdę powiedziawszy, to zagraża, i właśnie ażeby to ocenić, 
niechaj będzie Rada Wojenna, do której składu należeć mają 
Członkowie Izb i jenerałowie; zawsze jednak jestem zdania, 
ażeby ludzie do tej Rady należeć mający byli użyci tacy, któ- 
rzy z powodu kolizyi nie są w dysharmonii z Naczelnym Wo- 
dzem; w przeciwnym bowiem razie mogliby mieć racyę, lecz 
Naród wiedziałby o tern i mógłby mniemać, źe dlatego wszy- 
stko z złej strony widzą i źle oceniają. Powtóre, co do dyplo- 
macyi, jestem pewien, że zyskujemy na czasie, a wszystkiego 
spodziewać nam się należy. Jeżeli nasz Wódz nie działa, może 
dlatego, ażeby wojska nie narażał na widoczne straty, be lek- 
komyślne działania osłabiają więcej. Tam skuteczne jest dzia- 
łanie, gdzie nastąpił wprzód namysł i rozwaga«. 

JW. Godebski: »Nie wiem, czy zdołam w dorywczym i nie- 
przygotowanym głosie zebrać, uporządkować tłoczące się myśli; 
nie wiem, czy zdołam wynurzyć uczucia, które w tej uroczystej 
chwili przepełniają serce. Jesteśmy sami. Bóg tylko i sumienie 
świadkami są obrad naszych; powiedzmy to śmiało, nie wmó- 
wimy w siebie sił naszych, nie zataimy słabości. Nieprzyjaciel 
przeszedł na lewy brzeg Wisły i zajmuje ostatnie województwa, 
które żywiły wojsko i naglące zaspakajały potrzeby. Jeszcze 
zboże na pniu stoi, a za kilka dni może przez najezdniczą 
hordę stratowane będzie; jeszcze stoi miast kilka, w których 

4* 



— 52 — 

rozproszona ludność zniszczonych województw przytułek zna- 
lazła, a wkrótce może i to ostatnie schronienie wydartem jej 
będzie. Głód i zaraza krok w krok postępują za nieprzyjacie- 
lem; zdaje się, jakoby geniusz spustoszenia rozciągnął ręce 
swoje nad tą nieszczęsną krainą, obejmuje ją, ściska, tłoczy 
i ostatecznego oczekuje łupu. Ja wiem, ja czuję, ja sumiennie 
przekonany jestem, że chociażby stolica w jeden stos gruzów 
zamienioną została, chociażby cała jej ludność jednym strumie- 
niem krwi spłynęła, Polska istnieć musi. Zbyt silnie rozwinęły 
się wszystkie zarody narodowego życia, ale któż wie, azali nie 
siejemy na przyszłość. Przypuszczam, że nieprzyjaciel otoczy 
stolicę; ogłoszone rozporządzenie Rządu względem zaopatry- 
wania się w żywność niepodobnem jest do wykonania; dzie- 
siąta zaledwie część mieszkańców rozporządzeniu temu zadość 
uczynić jest w stanie; podejdzie nieprzyjaciel, ogłodzi i weźmie 
stolicę, a my stosownie do postanowienia naszego opuścimy 
jej mury. Wrócicie do ziem waszych, a kiedy współobywatele 
wyczytają z twarzy waszej potwierdzenie okropnej wieści i za- 
pytają was: czyliż nie znalazło się żadne bystrzejsze oko, któ- 
reby to niebezpieczeństwo przejrzało, czyliż nie znalazła się 
żadna bieglejsza ręka, któraby zasłonę pokrywającą łudzące 
was widoki rozdarła, czyliż nie wzniósł się żaden głos śmiel- 
szy, któryby wcześniej was ostrzegł? a sumienie wydrze wam 
z ust to wyznanie: było bystrzejsze oko, była bieglejsza ręka, 
podniósł się głos śmielszy, aleśmy widzieć, aleśmy słyszeć nie 
chcieli... Jakież brzemię odpowiedzialności!... Nie przestają nam 
powtarzać o odnoszonych korzyściach, nie przestają kilku pier- 
wiastkowych zwycięstw przytaczać. Przebóg! Także to mało 
Polacy oswoili się ze zwycięstwami, że kilkudniowa pomyślność 
oręża taką nas upaja radością, iż nas na najbliższe niebezpie- 
czeństwa ślepymi czyni! Czyliż archiwa ojczystych dziejów 
spłonęły, czyśmy nazwisk naszych zapomnieli? Zostawmy złu- 
dzenia tym, którzy innych pobudek do działania w sobie nie 
znajdują. Wy, szanowni panowie, w waszem świetle, doświad- 
czeniu i w przywiązaniu do kraju dostateczne zawsze do sprę- 
żystych i energicznych decyzyi bodźce znajdziecie. Niebezpie- 
czeństwo nagli, zagraża; do nas należy złemu zapobiedz. Nie 
składamy tu sądu wojennego; nie będziemy rozbierać i oceniać 
działań Naczelnego Wodza, ani władzy jego ograniczać; czu- 



- 53 — 

jemy wszyscy, że władza ta, aby była skuteczną, sprężystą być 
musi, a lubo rozciągłość jej każdego z nas oburza, lubo histo- 
rya oduczyć już była powinna od pokładania ślepej ufności 
w jednej osobie, chętniebyśmy tę władzę kilku jeszcze nowymi 
artykułami zwiększyli, gdybyśmy zbawienia Ojczyzny niewąt- 
pliwą rękojmię mieć mogli. Ale w dzisiejszem położeniu, w dzi- 
siejszem usposobieniu umysłów nie widzę innego skuteczniej- 
szego środka, jak przychylić się do wniosku JW. Niemojow- 
skiego, ażeby Rząd Narodowy skłonił niezwłocznie Naczelnego 
Wodza do zwołania Rady Wojennej, któraby pilnie zastano- 
wiła się nad obecnem położeniem kraju pod względem woj 
skowym. Nie ubliży się przez to Naczelnemu Wodzowi; prze- 
konani dotąd o jego patryotyzmie, gorliwości i wyższych zdol- 
nościach jesteśmy; Rada Wojenna utwierdzi w nim ufność 
powszechną; usprawiedliwiony przez nią, stanie przed Narodem 
wyższy, czysty, silniejszy. Gdyby zaś, czego przypuszczać nawet 
nie chcę, sam sobie nie ufał i o losach Ojczyzny zwątpił, nie bę- 
dziemy sobie mieli do wyrzucenia, żeśmy zapóźno radzić zaczęli. 
Powtarzam, że ta Rada nie będzie sądem, ale zgromadzeniem 
biegłych, którzy w naglącem niebezpieczeństwie, równie jak my 
w tej Izbie Reprezentanci Narodu, tak oni ze swej strony o losach 
Ojczyzny naradzać się będą. Reprezentanci Narodu podadzą so- 
bie bratnie dłonie z reprezentantami wojska, porozumieją się 
między sobą i z tego zobopólnego porozumienia skuteczne gwoli 
potrzebie krajowej wyprowadzą środki. A jeżeli podobało się 
Opatrzności, aby i to dzisiejsze wysilenie nasze było jeszcze je- 
dną ciężką próbą, w której cnota polska nowego hartu nabierze, 
jeżeli to jest szczep, z którego późne dopiero wnuki nasze pożą- 
dane zbiorą owoce, poniesiemy pod obce nieba i choćby też na 
rusztowaniu to czyste przeświadczenie, żeśmy poczciwie, bez 
drażliwości, bez osobistych względów narodowej sprawie słu- 
żyli i że dobro Ojczyzny wszędzie i zawsze było naszym pier- 
wszym i ostatnim celem «. 

JW. Konstanty Witkowski: ^Oświadczam, że do głosu JW. 
Godebskiego trudno jest co więcej dodać. Sądzę, iż wniosek JW. 
Niemojowskiego jest tak ważny, iż każdego z nas powinien 
zwrócić uwagę. Nie można zaprzeczyć, że Wódz Naczelny po- 
łożył znakomite w kraju zasługi, lecz i to wyznać potrzeba, że 
położenie kraju naszego jest tak krytyczne, iż gdyby nawet ten 



— 54 — 

Wódz Naczelny był największym geniuszem, potrzebowałby 
Rady. Niema więc żadnej przeszkody, ażeby nie miała być 
ta Rada utworzona; jednak jestem zdania JW. Marszałka i JW. 
Krysińskiego, iż Rada ta nie może zmniejszać atrybucyi Wo- 
dza Naczelnego, ale tylko winna się zastanowić nad stanem 
siły zbrojnej i środkami obrony. Jestem za Radą«. 

JW. Wiszniewski: »Po powtórnym głosie JW. Niemojow- 
skiego przekonaliśmy się, iż ta Rada nie ma być wcale taką, 
przeciwko której kilka odezwało się głosów. Istotnie, wyznam 
szczerze, iż poprzednio rozumiałem, że JW. Niemojowski 
w wniosku swoim żąda dla dobra naszego, aby Wódz Na- 
czelny miał sobie dodaną stałą Radę Wojenną, od którejby 
zależał. Głos JW. Niemojowskiego i inne po nim okoliczność 
tę wyjaśniły. Idzie tu teraz o to tylko, z kogo się ta Rada 
składać i czem zatrudniać będzie? Popieram wniosek JW. Wę- 
żyka, iż wypada się strzedz w wyborze do tej Rady osób tych, 
które z Naczelnym Wodzem są w kolizyi. Podług mnie na to 
niema innego środka, jak wybór wojskowych osób zostawić 
Naczelnemu Wodzowi«. 

— Głosy: »Niekoniecznie! I Rząd Narodowy wybrać ich 
może!« — 

»Pod względem zatrudnienia, podług art. 10-go prawa 
stanowiącego atrybucye Naczelnego Wodza, Rada ta istnieje. 
W artykule tym wyraźnie jest powiedziane, iż Wódz Naczelny 
we wszystkich czynnościach dotyczących wojny naradzać się 
będzie z Rządem Narodowym i w podobnych obradach ma 
głos stanowczy; więc nadal innej Rady, jaka jest tymże arty- 
kułem postanowiona, nie trzeba. Rada Wojenna, o której jest 
mowa, ma tylko być na ten jeden raz i naradzić się powinna 
nad sposobami obrony na przyszłość. Rozumiem, że ta oko- 
liczność w tylu głosach tak dostatecznie wyświeconą została, 
żebyśmy tylko dyskusyę niepotrzebnie przedłużali, gdybyśmy 
jeszcze jakie wątpliwości kłaść tutaj mieli. To tylko zdecy- 
dujmy, na to się zgódźmy, kto ją ma mianować, czy Wódz 
Naczelny, czy Rząd? To tylko zastrzeżmy, aby jeżeli Rząd 
członków tej Rady ma wybierać, aby w mianowaniu ich wy- 
strzegał się tych, którzy są w kolizyi z Naczelnym Wodzem, bo 
tu nam idzie o dobro Ojczyzny«. 

JW. Gumowski: » Miałem popierać wniosek JW. Wartskiego, 



— 55 — 

lecz lo, co chciałem powiedzieć, już w poprzednich głosach 
wyjaśnione zostało. Jestem za Radą Wojenną, lecz taką, jakiej 
żąda JJWW. Wężyk i Wiszniewski, bo chciałbym, ażeby je- 
nerałowie, Naczelnemu Wodzowi nieprzychylni, do składu jej 
nie należeli; dlatego wypisałem niektórych jenerałów imiona«. 

— Głosy: »Tu nie o imionach mowa!« — 

»Idzie o Radę Wojenną, ta składać się będzie z osób; ja 
ich nie narzucam, ale czemu nie mamy powiedzieć, że życzymy 
sobie, aby z jenerałów: Chrzanowskiego, Rybińskiego, Mała- 
chowskiego, Sierawskiego, Ramorino, (ciż) na członków do tej 
Rady wezwani byli«. 

JW. Marszałek: » Właśnie głos JW. Gumowskiego napro- 
wadził mnie na myśl następującą, która, jeżeli się Izba na nią 
zgodzi, może ułatwić i skrócić dyskusyę. Wszystkie głosy były 
dotąd nad ogółem, a to jest pewno, że ta materya będzie mu- 
siała jeszcze raz na stół wrócić. Ponieważ większość jest za 
Radą, proponowałbym, jeżeliby się Izba na to zgodziła, abyśmy 
wybrali z pomiędzy siebie trzech Członków, którzyby się zajęli 
redakcyą odezwy do Rządu Narodowego, aby ten zwołał Radę 
Wojenną. Gdy odezwa ta będzie skończona i Izbie przedsta- 
wiona, będziemy zabierać głosy co do szczegółu, n. p. ilu jene- 
rałów, ilu Członków Izby Poselskiej tę Radę składać będzie; 
nadto względem przytoczenia niektórych powodów, które nas 
do powołania tej Rady skłoniły. Jeżeli się Izba zgodzi na tę 
myśl moją, możemy wybrać trzech Członków, którzy raczą się 
zająć zaraz redakcyą tej odezwy, a my tymczasem wysłuchamy 
głosów, które się nad ogółem do tej materyi zapisały. Że to 
przerywa dyskusyę zaczętą, Izba mogłaby przez powstanie 
zdecydować, czy mój wniosek przyjmuje ?« 

Głosy: » Prosimy! prosimy !« 

JW. Gustaw Małachowski: »Mam tutaj niektóre trudności 
do przedstawienia. Sądzę, że do ustanowienia takiej Rady po- 
trzebna jest konferencya z Senatem. Wiadomo, że nie sama 
tylko Izba Poselska, ale cały Sejm ustanowiły Wodza Naczel- 
nego, więc zdaje mi się, że gdyby teraz Izba Poselska sama 
ustanawiała Radę, przesądzenie to byłoby szkodliwe«. 

JW. Gawroński: »Jeżeli mamy wyznaczyć deputacyę, py- 
tam się, jaką do tego przyjmiemy zasadę? Wielu żąda Rady 
Wojennej takiej, któraby oceniała postępowanie Wodza z prze- 



— 56 — 

szłości; inni znowu chcą mieć taką Radę, któraby zajęła się 
obmyśleniem środków, jak mamy wojnę prowadzić. Jeżeli usta- 
nowimy Radę pierwszą, któraby oceniała postępowanie Wodza, 
trzeba nam wprzód wyrzec, iż stracił zaufanie. Więc ta kwestya 
co do zasad tej Rady powinna być przedewszystkiem rozstrzy- 
gnięta^ 

JW. Marszałek: »Nikt jeszcze w Izbie Poselskiej nie wyrzekł, 
ażeby Wódz Naczelny nie zasługiwał na zaufanie, nikt nawet 
myśli nie podał, ażeby zmienić Wodza Naczelnego, bo wtedy 
musiałby i Senat do tego wpływać. My chcemy tylko wezwać 
Rząd Narodowy, aby zwołał Radę, któraby wejrzała w potrzeby 
i oceniła niebezpieczeństwo, jeżeli jest jakie, i któraby oraz miała 
wzgląd na przeszłe działanie Wodza. Mamy to przekonanie, że 
Wódz Naczelny, przez tę próbę przeszedłszy, tern większe zyszcze 
zaufanie i przedstawi nam się tern świetniejszą otoczony chwałą. 
Czyż, kiedy zapraszamy Ministrów z powodu mających im się 
czynić interpelacyi, czyliż mówimy, że stracili nasze zaufanie? 
Wcale nie. My chcemy się tylko oświecić i właśnie dlatego, że 
posiadają zaufanie nasze, chcemy im udzielić naszych myśli. 
Mnie się zdaje, że do tej odezwy nie jest koniecznie po- 
trzebne przystąpienie Senatu; to nasuwałoby zbyt solenną ce- 
chę prawa tej, że tak powiem, interpelacyi i przedłużyłoby na- 
szą czynność, która już jest rozpoczęta i wymaga szybkiego 
ukończenia^. 

JW. Wołowski: »Gdy głos JW. Marszałka zdaje się dyskusyę 
załatwiać, rozumiem, że możnaby się zgodzić na tę odezwę, ale 
trzebaby nam się wprzód na zasadę jej zgodzić. Jestem zdania 
JW. Wiszniewskiego, że nie powinniśmy nic o przeszłości wspo- 
minać, ażeby nie narażać zaufania Naczelnego Wodza. Przypo- 
minam to, co JW. Krysiński powiedział, i dlatego upraszać nam 
wypada JW. Niemojowskiego, aby w tym wniosku odstąpił od 
całego wstępu swojego. Zdanie jego zawsze szanujemy, ale 
dla dobra ogółu mamy prawo spodziewać się, że odstąpi od 
wstępu. Czujemy wszyscy, w jak smutnych okolicznościach 
się znajdujemy, i dlatego czynimy wniosek, aby Rząd Naro- 
dowy, przywoławszy Wodza Naczelnego, zebrał Radę Wojenną, 
któraby wraz z dodanymi z Izby Poselskiej Członkami nara- 
dziła się względem tego, co nam przedsięwziąć na przyszłość 
wypada«. 



— 57 — 

JW. Śląski: »Przedewszystkiem sądziłem, iż wypadałoby 
materyę tę zwrócić do porządku i naprzód wniosek JW. Dem- 
bowskiego i Gustawa Małachowskiego rozstrzygnąć, że materya 
ta w Senacie dyskutowaną być powinna; raz, że tyczy się osób, 
które do tej Rady wybrane być mają i które przez Izbę Po- 
selską łącznie z Senatem wybrane być powinny; powtóre, że 
Senat, równe prawo mając jak Izba Poselska, powinien do de- 
cyzyi należeć. Wniosek JJWW. Dembowskiego i G. Małachow- 
skiego powinien był koniecznie zwrócić uwagę naszą, aby nam 
kiedyś nie zrobiono zarzutu, że Izba Poselska przywłaszczyła so- 
bie władzę Sejmu. Oświadczam się za ich wnioskiem, iż powin- 
niśmy się z Senatem połączyć, skoro dziś do wyboru Komisyów 
nie przystąpimy«. 

JW. Jełowicki : »Nie dzielę zdania preopinenta, aby Izba nie 
miała prawa stanowić o potrzebie Rady Wojennej. Strzeżenie 
bytu politycznego należy do Izby Poselskiej i jest w ręku naszem. 
Nie wznawiajmy tego zdania, że w rewolucyi trzeba jednego do 
kierowania, trzeba gwałtownych środków, że w ręku żelaznym 
Naczelnego Wodza cały kierunek wojny ma spoczywać. Nie 
wchodzę w atrybucye Wodza, jakie ma, lecz jakie mieć powi- 
nien. Już niema rewolucyi; toczymy tylko wojnę z nieprzyjacie- 
lem naszym; całość Narodu jest w ręku Sejmu. Nie dzielę zdania 
JW. Wołowskiego, aby mająca się ustanowić Rada, wchodząc 
w działania Wodza, osłabić miała zaufanie ku niemu. Dzielę zda- 
nie JW. Niemojowskiego, Godebskiego i innych, że Rada ta bę- 
dzie dla Naczelnego Wodza tym ogniem, przez który oczyszczony 
stanie z większem zaufaniem przed Narodem. Dzielę zdanie JW. 
Gumowskiego, że udziałem Rady Wojennej ma być nietylko osą- 
dzenie działań Naczelnego Wodza, ale i obmyślenie środków za- 
radzić mogących niebezpieczeństwu obecnemu. Wszakże Rada 
ta nie na zawsze, lecz tylko na raz jeden powinna być ustano- 
wiona. Ponieważ dały się słyszeć głosy jednych, ażeby jenerałów' 
do tej Rady należeć mających wybierał Wódz, inne znowu, 
ażeby Rząd Narodowy, i inni jeszcze jakieś ekscepcye wpro- 
wadzać chcieli, rozumiem, że Izba wymienić powinna, kto ma 
ten wybór uskutecznić ?« 

JW. Chełmicki: »Nie ubliżam talentom Naczelnego Wodza, 
ani o chęciach jego nie powątpiewam. Nikt nie jest przeciwko 
żądanej Radzie W r ojennej. Nie widzę potrzeby, aby JW T . Nie- 



— 58 — 

mojowski wstęp wniosku swojego zmieniał. Wszelkie przyjazne 
stosunki ustąpić winny przed dobrem ogółu. Zaszczyciliśmy 
Wodza Naczelnego zaufaniem naszem; powinniśmy się prze- 
konać, o ile mu odpowiedział. Strzeżmy się dać najmniejszego 
powodu, aby o nas nie powiedziano, żeśmy niegodnie nasz 
urząd sprawowali. Nie mogę dzielić zdania jednego z szano- 
wnych kolegów, abyśmy mieli ograniczać naszą władzę. Co 
zaś do wyboru osób tej Rady, Rząd Narodowy wybierze za- 
pewne takie, które odpowiedzą jego zaufaniu. Aby zaś dla 
tego tylko dobrze działać, aby nas za granicą chwalili, na to 
nie wypada jak śmiechem odpowiedzieć. Mamyż czekać zagra- 
nicznych gazet dopiero, by się dowiedzieć, co się w naszym 
kraju dzieje? Na to się nigdy nie zgodzę. Radźmy sami o so- 
bie, a jak nam się dobrze dziać będzie, znajdziemy wiele 
przyjaciół«. 

JW. Godebski : »Szło tutaj o wyznaczenie deputacyi, któ- 
raby zredagowała adres do Rządu Narodowego względem 
zwołania Rady Wojennej. Bardzo światły jest wniosek JW. 
Wołowskiego, abyśmy się na zasady zgodzili. Ja rozumiem, 
że większa część zgodziła się już na to, że tu nie idzie o ujmo- 
wanie zaufania Wodzowi Naczelnemu, że ta Rada nie jest są- 
dem, ale że uczucie niebezpieczeństwa i objawiona potrzeba 
zaradzenia mu powodują nami do zażądania podobnej Rady, 
która będzie tylko na raz jeden celem rozpatrzenia się w po- 
łożeniu kraju i obmyślenia środków zaradczych. Zdaje mi się, 
że w tym celu podany jest wniosek JW. Niemojowskiego; przy- 
najmniej ja go tak rozumiem, że większa część Izby podobnie 
go uważa i że wybrani członkowie Radę tę składać mający 
nie z innego stanowiska, tylko z tego zapatrywać się będą. 
Zdaje mi się, iż tu jest bardzo prosta droga. Do Izby Posel- 
skiej należy wezwać Rząd Narodowy, aby stosownie do art. 
10-go prawa stanowiącego atrybucye Wodza, wezwał Naczel- 
nego Wodza; zwołanie zaś Rady Wojennej do Rządu Naro- 
dowego należy. Widzieliśmy już, że Rząd Narodowy zwoływał 
podobną Radę i wybór powołanych wówczas do tej Rady osób 
zgodny był z uczuciem całego Narodu. Do nas więc należy 
tylko wezwać Rząd, aby się i teraz tern zajął. Wniosek JW. 
Małachowskiego znajduję materyalny. Gdyby się Senat w ten 
moment mógł zebrać, bardzobym się z nim zgodził, ale wiem, 



— 59 - 

że Izba Senatorska nie obraduje; zebranie jej przeto, gdybyśmy 
tego zażądali, nie tak by prędko nastąpiło, a kto wie. (aza)li 
błędne rozsianie teraz tej wieści po mieście, żeśmy się tu ze- 
brali i tajnie obradujemy, nie osłabi ducha, nie wzbudzi nie- 
ufności i złego nie zrządzi. Jestem zdania, że Izba Poselska 
ma prawo wydać w mowie będącą odezwę, o której wiadomość 
może Senatowi udzielić«. 

JW. Gustaw Małachowski: »Kwestya przez JW. Marszałka 
przedstawiona, gdybyśmy ją przyjęli, przesądziłaby główną. By- 
łoby to nie deliberować, ale zabijać dyskusyę przed zdecydo- 
waniem jej. Idzie o to, czy ma być adres do Rządu Narodo- 
wego i czy go potrzeba? Nad tą potrzebą zwolna deliberować 
będziemy. Propozycya dzisiejsza bierze swój początek od ma- 
teryi przed sześcioma tygodniami proponowanej, jest to odwet 
za propozycyę zmiany Rządu, bo wniosek JW. Wartskiego po- 
kazuje zupełną jego analogię«. 

— Głosy: »Osobistość! Od materyi! od materyi! do po- 
rządkuj — 

»Dzisiejszy wniosek uczyniony na miejsce właściwej deli- 
beracyi pokazuje, że wracamy i sprzecznie postępujemy prze- 
ciwko dawniejszej naszej decyzyi. Ażeby przyjść prędzej do 
celu. rozbierzmy rzecz tę pod względem skutków i korzyści, 
jakiebyśmy stąd osiągnąć mogli, ale w materyi tak ważnej, 
rozbierzmy ją z zimną rozwagą bez namiętności i bez wpływu 
gorzkich pamiątek. Powiadają o niebezpieczeństwie i przy- 
czyną, powodem JW. Wartskiemu do uczynienia wniosku tego 
miał być dzisiejszy nasz stan krytyczny. Tego ja nie widzę. 
Już był nieraz nieprzyjaciel w Województwie Sandomierskiem; 
przecież egzystujemy i świetnie; był pod murami stolicy, a nie 
rozpaczaliśmy, i teraz rozpaczać nie będziemy. Co powie 
wojsko, które walczy i ginie, że Izba pod wpływem wniosku 
niepożądanego, przez Rząd nie uczynionego, chce zmiany za- 
prowadzać? Pytam się, nie jestże to zmieniać porządek rzeczy? 
Powiedziano tutaj, że Rada ta ma radzić o przyszłości; więc 
bez żadnego względu, bez żadnej przyczyny będziemy wzru- 
szać i osłabiać zaufanie w Naczelnym Wodzu. Nie dzielę zda- 
nia, abyśmy w tym przedmiocie bez Senatu wotowali. Zważmy, 
że bez Senatu jesteśmy tylko połową Sejmu, jesteśmy Izbą Po- 
selską. Jakże w tym charakterze będziemy nakazywali Rzą- 



— 60 — 

dowi zmianę? Zważmy, że Senat, którego oddalenia wielu 
Członków tej Izby pragnie, będzie może za utrzymaniem tego 
porządku, a więc w połowie tylko zaufanie to, jakie Wódz 
Naczelny posiada, wzruszymy. Nie przyspieszajmy biegu oko- 
liczności w czasach rewolucyjnych, abyśmy nie byli podobni 
do owego nierozsądnego woźnicy, który przez podcinanie koni 
przyspiesza bieg wozowi z góry już i tak szybko się toczą- 
cemu. W obecnem niebezpieczeństwie zamiast siać nieufności, 
podajmy sobie ręce bratnie i radźmy, jak wyjść z niego. Sama 
myśl, aby sądzić o wypadkach, planach, ma styczność i może 
być związana z temi wiadomościami, o których my wiedzieć 
nie możemy. Jak dalece zaręczenia obcych dworów udetermi- 
nowały czas, do którego dotrwać koniecznie trzeba, ażeby się 
za nami wdały, objaśni to może Minister spraw zagranicznych. 
Jeżeli jest taki termin, a może nawet bliższy, jak trzy miesiące, 
w którym nam obiecują interwencyę, jakże można przesądzać 
i naruszać zaufanie Wodza, kiedy właśnie na tern zależy, 
ażeby wtenczas, gdy ta interwencya nastąpi, zastała nas jeszcze 
silnymi. Jeżeli koniecznie ma być ta Rada, niechże przynaj- 
mniej nie Rząd, ale my ją mianujemy, bo my widzimy całą 
ważność tej kwestyi. Wybierzmy tę Radę, niech wejrzy w prze- 
szłość, aby powziąć to przekonanie, czy niebezpieczeństwo 
dzisiejsze jest tak wielkie; niech do tej deputacyi nie należą 
ci, którzy nie posiadają zaufania, a co do wojskowych, niech 
będą wybrani nieparcyalni; niech będzie deputacya, któraby 
zapewniła Naczelnego Wodza, że Naród pokłada zupełne zau- 
fanie w nim i w wojsku i że w momencie niebezpieczeństwa 
spogląda na nich z tern zaufaniem, z tą spokój nością, jak nie- 
gdyś senat rzymski w grożących niebezpieczeństwach na 
legie swoje spoglądał, a wtenczas węzłem braterskim połą- 
czone wojsko i Naród wątpić o losach Ojczyzny nie będą 
mogli«. 

JW. Marszałek: »Możeby dobrze było zadecydować tę kwe- 
styę, której jeszcze nie podaję, tylko przedstawiam Izbie, czyli 
odezwa do Rządu Narodowego względem zwołania Rady Wo- 
jennej ma wychodzić od Izb połączonych, czyli też od samej 
Izby Poselskiej ?« 

JW. Godebski: »Gdyby tu szło o jaką uchwałę sejmową, 
o nowe prawo tyczące się atrybucyi Naczelnego Wodza, zape- 



— 61 — 

wne bez Senatorskiej Izby nie moglibyśmy go stanowić, gdyż 
w połączonych Izbach atrybucye Wodza Naczelnego uchwa- 
lone zostały. Nie idzie tutaj o ustanowienie prawa zmniejsza- 
jącego atrybucye Wodza Naczelnego, bo lekkomyślną i nie- 
rozważną byłoby rzeczą osłabiać to zaufanie, jakie w nim 
wojsko i Naród położył. Ja zupełnie z innego stanowiska rzecz 
tę uważam. Ja sam mam go za uczciwego, gorliwego, świa- 
tłego i dobrego patryotę, i dlatego właśnie chciałbym, aby się 
z nim ta Rada nad obecnem niebezpieczeństwem naradziła. 
Nie jest to wkradać się w jego atrybucye; nie idzie tu o zmianę 
Naczelnego Wodza, ani też Rada, której żądamy, będzie są- 
dem. Nakoniec mam honor zwrócić uwagę Izby, że gdybyśmy 
łącznie z Senatem w tym przedmiocie decydować chcieli, zrzą- 
dzilibyśmy może wielkie złe, bobyśmy już dzisiaj rozpoczętej 
czynności dokończyć nie byli w stanie, a tymczasem puszczone 
po ulicach wieści mogą rozdrażnić namiętności, nieufność po- 
większyć i rozprządz węzły Naczelnego Wodza z wojskiem, 
a wojska z nami, kiedy my winniśmy utrzymywać harmonię. 
Jestem więc zdania, ażebyśmy dłużej materyi tej nie odwlekalk. 

JW. Roman Sołtyk: »Jeżeli idzie o wysłanie deputacyi do 
Naczelnego Wodza, więc jestem tego zdania, iż my sami usku- 
tecznić to możemy; jeżeli zaś idzie o Radę z Posłów i jene- 
rałów, która czyliby przez nas, czyli też przez Rząd Narodowy 
mianowana być miała, jestem tej Radzie przeciwny. Jednakże 
nie spuszczając się na moje światło, radziłbym, aby z Izby 
Poselskiej wysłana była deputacya do Naczelnego Wodza dla 
rozpoznania, czyli Rada ta jest potrzebna lub nie?« 

JW. Gustaw Małachowski: » Popieram zdanie JW. Sołtyka. 
Jeżeli deputacya ta ma się ograniczyć na zebraniu pewnych 
wiadomości, na prostem zniesieniu się z Wodzem Naczelnym, 
my sami to bez wpływu Senatu uskutecznić możemy; jeżeli 
zaś mamy nakazywać zwołanie Rady, sądzę, że to może być 
tylko przedmiotem całego Sejmu, t. j. obu Izb«. 

JW. Dembowski: »Dwa głosy poprzednie wyjaśniły rzecz 
dostatecznie, że Izba Poselska sama przez się nie może pole- 
cać Rządowi zwołanie Rady Wojennej, tylko łącznie z Sena- 
tem. Gdy jeden z Członków Izby doniósł właśnie, że Senat jest 
zebrany, rozumiem, iż powinniśmy się połączyć dla wydania 
podobnej do Rządu odezwy«. 



— 62 — 

JW. Szaniecki: »Ta kwestya, którą tu poprzednie głosy 
rzuciły, podobna do tej: czy mamy prawo interpelować Mini- 
strów w Izbie swojej bez wpływu Senatu? Jeżeli nam nikt 
prawa tego nie zaprzecza, więc też mamy prawo zażądać potrze- 
bnych wiadomości od Naczelnego Wodza. Podług mnie nie jest 
to co innego, jak interpelacya, bo to jest sama chęć nasza dowie- 
dzenia się, czyli te pogłosy, od wojska do publiczności 
dochodzące, mają ugruntowaną zasadę, lub nie? Tego się 
dowiedzieć chcemy od Naczelnego Wodza lub od Rządu Naro- 
dowego; jest to zatem gatunek interpelacyi na piśmie. Nie po- 
trzebujemy tu żadnych nadzwyczajnych środków; nie sądzę 
ażeby to była Rada Wojenna, bo skoro mają należeć do niej 
Członkowie z Izby, członkowie z Rządu, więc nie jest tą Radą, 
jaką zwołuje Wódz Naczelny w czasie swoich operacyi wojen- 
nych. Jest to bardziej gatunek wspólnej narady w czasie grożą- 
cego niebezpieczeństwa, i członkowie ci nie potrzebują nam wy- 
jaśniać żadnych planów; krótko powiedzą: Koledzy! przekona- 
liśmy się, że niema żadnego niebezpieczeństwa, o jakiem odgłos 
w publiczności się rozchodzi; środki wszystkie są przewidziane, 
i troskliwość wasza może być zupełnie zaspokojona. Nie widzę 
przeto, aby do wyznaczenia takiej deputacyi naradzać się z Se 
natem. Z naszej Izby wychodzi ta deputacya, dowodzić będzie 
naszej troskliwości, a jeżeli Senat podziela z nami tę samą tro- 
skliwość, może wysłać podobną od siebiecc 

JW. Niemojuwski: »Zgadzam się zupełnie z JW. Szanieckim; 
to jeszcze dodaję, że w tym przypadku nie mamy żadnego po 
wodu porozumiewania się z Senatem. Są przepisane przypadki, 
kiedy w połączonych Izbach mamy prowadzić dyskusyę, a mia- 
nowicie, kiedy projekt do prawa w jednej Izbie przyjęty, a w dru- 
giej odrzucony zostanie; lecz wniosek ten do tej kategoryi 
nie należy, a zatem powinniśmy się sami nim zająć. Co do 
samego wniosku, zdaje mi się, że za podstawę dyskusyi służyć 
powinien ten wniosek, jaki zrobiłem, a odczytanie go może 
dyskusyę przybliżyć do końca; i tak wniosłem: 

1. Aby Rząd Narodowy został wezwany do zwołania Rady 
Wojennej, któraby obecne niebezpieczeństwo i środki obrony 
rozpoznała. 

2. Aby z Izby Poselskiej ustanowiony został komitet przy 
tejże Radzie Wojennej. 



— 63 - 

Jest to tylko wykonanie art. 10-go prawa stanowiącego 
atrybucye Wodza Naczelnego^. 

JW. Chełmicki: »Nie dzielę zdania tych, którzy żądają po- 
łączenia Izb, bo tu nie idzie ani o zmianę Wodza, ani o wybór 
nowego. JW. Niemojowski wniósł tylko, aby Izba wysłała de- 
putacyę do Naczelnego Wodza. Rozumiem, że Izba samej so- 
bie uchybiać nie może, że Izba ma prawo żądać, aby Wódz 
Naczelny dał jej objaśnienia, jakich od niego żądać będzie. 
Nakoniec podobniej jest, aby Wódz Naczelny w Izbie stawał, 
aniżeli Izba do niego posyłała*. 

JW. Nakwaski: »Nie dzielę zdania JW. Dembowskiego, 
Małachowskiego i Sołtyka, a zgadzam się z zdaniem JW. Sza- 
nieckiego. Sądzę, że w podobnych wypadkach mamy już pre- 
judykata, w czem odwołuję się do samego JW. Marszałka. 
W tym względzie położona kwestya przeciąga dyskusyę, 
i w niej zwłokę widzę, nie dążenie do zaradzenia grożą- 
cemu niebezpieczeństwu. Sądzę przeto, iż nam wypada jak 
najprędzej rozstrzygnąć tę kwestyę, którą wniósł JW. Mała- 
chowskie 

JW. Morozewicz: »Podług słyszanych tutaj głosów okazuje 
się grożące krajowi niebezpieczeństwo, a skoro tak jest, zdaje 
mi się, że Izba nie może temu zaradzić przez rodzaj interpe- 
lacyi. Przedmiotu tego w żaden sposób za interpelacyę uważać 
nie można. Interpelacya jest skutkiem uwag, spostrzeżeń, jakie 
Członkowie Izby pojedynczo czynią; nigdy zaś interpelacya 
nie wypływa z decyzyi. Dalej interpelacya jest wtenczas, 
kiedy się żąda objaśnień przez organ Izby, nie zaś, kiedy się 
Członków Izby deleguje, zwłaszcza, gdy w obecnym przy- 
padku mogąca nastąpić zmiana w atrybucyach Naczelnego 
Wodza będzie skutkiem, wypływem tej delegacyi. Tutaj jest 
rodzaj rozbioru kwestyi, czy Wódz Naczelny dopełnia swoich 
obowiązków, lub nie, czy zasługuje ciągle na zaufanie, czego 
skutkiem będzie, czy może dalej powierzoną mu władzę pia- 
stować? Decyzya zatem względem tej delegacyi w żaden spo- 
sób nie może w Izbie nastąpić, lecz musi być przedmiotem 
dyskusyi w zupełnym Sejmie, t. j. w Izbach obudwóchcc 

JW. Modliński: » Właśnie to samo chciałem powiedzieć, co 
JW. Morozewicz. Oprócz tego zdaje mi się, że należy nam 
być spokojnymi, gdyż niema żadnego niebezpieczeństwa; byłem 



— 64 — 

bowiem świadkiem, jak nieprzyjaciel przeprawiał się na lewy 
brzeg Wisły, a przeprawa nie była mu wcale bronioną, a za- 
tem sądzę, że przeprawa ta nastąpiła wskutek planu Naczel- 
nego Wodza«. 

JW. Biernacki: »Do powodów, dlaczego deliberacya Izby 
Poselskiej z Senatorską jest niepotrzebna, to dodam, że depu- 
tacyę tę bardzo właściwie i trafnie JW. Szaniecki z interpe- 
lacyą porównał. Żądanie podobnych raportów jest w zwyczaju 
we wszystkich konstytucyjnych rządach, dzieje się w Anglii, 
Francyi, i zawsze na żądanie jednej Izby. Gdybyśmy się zaś 
do wydania w tym względzie decyzyi naszej połączyli z Se- 
natem, żądanie podobne wychodzące z Izb obudwóch byłoby 
żądaniem zmiany Wodza. Można przypuścić, że raport tej de- 
legacyi da powód do jakiej uchwały, lecz czyli stąd wypada, 
aby wprzód Izba łącznie z Senatem radziła? Wszak obudwom 
Izbom służy równe prawo inicyatywy. To samo osiągnąćby 
można przez napisanie do Wodza, ale gruntowniejsze są wia- 
domości, gdy z wspólnej narady wychodzą«. 

JW. Godebski: »Na głos JW. Morozewicza odpowiadając, 
oświadczam, że właśnie deputacyę tę uważam z tego samego 
stanowiska, jak JW. Szaniecki, za interpelacyę. W obywatel- 
skim kraju, gdzie idzie o zaradzenie niebezpieczeństwu, nigdy 
w rzeczach publicznych o zbyteczną troskliwość Reprezentan- 
tów obwiniać nie można. Deputacya ta osądzi, czyli jest nie- 
bezpieczeństwo, lub nie, i naradzi się nad środkami zapobiedz 
mu mogącymi. Jeżeliby wskutku tych narad pokazało się, że 
zmiany jakowe są potrzebne, prawo aż nadto jasne daje nam 
w tym względzie przepisy, kiedy obiedwie Izby działać mają. 
Teraz zaś z tego stanowiska rzecz tę uważając, rozumiem, że 
Izba ma prawo sama od siebie deputacyę tę wyznaczyć^. 

Głosy: »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Swirski: » Kwesty a, jaka tutaj rzuconą została, natu- 
ralnie pociągała za sobą wybranie środków. Środki nie dadzą 
się zaspokoić przez same słowa, tylko przez ustawę, któraby 
je nakazywała, albowiem są władze, jak np. Wódz Naczelny, 
którym gdybym ja był, a gdyby mi ktoś nieprawnie przyszedł 
z zapytaniem jakiem, wyznam, iżbym nie zdał sprawy, bo tylko 
na mocy prawa można sprawę publiczną na szwank narażać. 
Być może, że gdy Wodza Naczelnego nie przez prawo zapy- 



— 65 — 

tamy, być może, powtarzam, że nam odmówi tłómaczenia się, 
albowiem on nie jest w stanie i nie powinien wykrywać pla- 
nów swoich, dlaczego pozwolił nieprzyjacielowi przejść na lewy 
brzeg Wisły. Jeżeli jest złe, jeżeli chcemy temu złomu stano- 
wczo zaradzić, nie możemy się o tern naradzać w tej Izbie, 
tylko w obudwóch. Tak zaś zapytywać Naczelnego Wodza, 
zważmy, czy nie skompromitujemy Izby, bo danie tłómaczenia, 
nawet odpowiedzi, zależałoby od jego woli. Jeżeli skutek ma 
wyniknąć, decyzya w tym przedmiocie koniecznie z Izb obu- 
dwóch wychodzić powinna«. 

JW. Marszałek: »Nie idzie tu o uchwalenie prawa; my 
żądamy tylko wyjaśnienia o położeniu kraju pod względem 
wojennym, więc tu, powtarzam, nie uchwalamy żadnego prawa, 
i nie widzę potrzeby, aby się Izby koniecznie łączyły. Wszak 
każda pojedynczo może żądać wyjaśnienia od Naczelnego 
Wodza za pośrednictwem Członków Izb i Członków Rządu Na- 
rodowego^ 

JW. Chełmicki: »Podzielam zdanie JW. Marszalka, że tu 
nie będziemy stanowili żadnego prawa, a zatem nie masz po- 
trzeby łączenia się z Senatem. Z tern wszystkiem możemy po- 
słać do Senatu, a może zechce ze swojej strony Członków do 
tej delegacyi upoważnić; wszak kiedyśmy dawniej do Naczel- 
nego Wodza deputacyę zaprojektowali, to i Członkowie Senatu 
do niej należeli «. 

JW. Slaski : » Właśnie, iż trzeba nam z Izby Członków 
wybrać, rozumiem, że do tej Komisyi, — bo ja innego nazwiska 
nie przypuszczam, jak Komisyi, — i Członkowie Senatu należeć 
powinni. Jeżeli ta Komisya ma mieć zupełnie prawną drogę, 
w żaden sposób od tego wyłamać się nie możemy, ażebyśmy 
ją bez Senatu stanowili. Co do wniosków niektórych kolegów, 
którzy rzecz tę porównać chcieli z interpelacyą. zdania tego 
nie dzielę i rozumiem, iż wątpliwość tę JW. Morozewicz wy- 
jaśniła. 

— Odezwało się tutaj k i i k a głosów, że Komisya ta nie 
jest sądom. — 

»Ja rozumiem, iż jest upoważnioną wejrzeć w działania 
Naczelnego Wodza, i my to na mocy zdania sprawy tej Ko- 
misyi względem Naczelnego Wodza stanowić będziemy. Gdy 
więc teraz jest Senat zebrany, a łącznie z Senatem stanowić 

Dyaryusr T. VI. 5 



— 66 — 

nam wypada, nie zaszkodziłoby rzecz tę Senatowi przed- 
stawić^. 

JW. Wężyk: »Gdyby tutaj szło, jak mówił J\V. Godebski, 
o naradzenie się nad istniejącem niebezpieczeństwem, zgodził- 
bym się na wybranie deputacyi, lecz wniosek JW. Niemojow- 
skiego nietylko do tego dąży. Wniosek ten oskarża Naczelnego 
Wodza za czynności zaraz po 31 marca. Tu nie idzie o samo 
tylko zaradzenie grożącemu niebezpieczeństwu, ale o struty- 
nowanie czynności Naczelnego Wodza, a kiedy idzie o slru- 
tynowanie, sami działać nie możemy. Nie można tego porównać 
z interpelacyą; do interpelacyi bowiem mamy Ministrów, a nie 
Naczelnego Wodza. Gdy udajemy się do tego kroku, życzył- 
bym, aby Komisya ta naradzała się jedynie nad istniejącem 
niebezpieczeństwe(m), a gdy chcemy wyznaczyć Radę, któ- 
raby oceniła czynności Wodza, sądzę, że nie możemy brać 
tego sami na siebie, my, którzy jesteśmy jedną tylko Izbą 
w Sejmie«. 

JW. Kaczkowski: »Z doświadczenia uczmy się; niech nam 
i to teraz posłuży. Gdybyśmy chcieli zmieniać Naczelnego Wo- 
dza, wypadałoby połączyć się z Senatem, a zatem zdaje mi się, 
że ci, którzy w tej potrzebie nie chcą uważać prawa, nie ży- 
czą sobie wcale zmiany Naczelnego Wodza, ale ci może, któ- 
rzy to prawo wywołują. Co się tyczy deputacyi, znowu do 
tego doświadczenia odwołać mi się przychodzi, że się żadna 
nie udała. Widziałem deputacyę do Dyktatora, deputacyę nad 
brzegi Wisły; jak jedna, tak i druga się nie udała. Radziłbym 
i tę deputacyę odłożyć aż nad brzegi Dniepru i Dźwiny«. 

JW. Nakwaski: »Raczcie sobie, panowie, przypomnieć, że 
w d. 18 grudnia r. z. sama Izba Poselska wyrzekła bez odwo- 
ływania się do Senatu. Pytam się tych samych, którzy udawali 
się do Senatu, a między tymi, zdaje mi się, iż był sam JW. 
Gustaw Małachowski, czyli ta deputacya pytała się Senatu, 
czyli Senat nieochybnem i niezmiennem postanowieniem zechce 
rewolucyę za narodową uznać? Pylam się, czyli Izba, oczekując 
tej odpowiedzi, nie uznała rewolucyi za narodową? Co 
głosu JW. Wężyka, który powiedział, iż jest w części prze- 
ciwko wnioskowi JW. Niemojowskiego dlatego, że nie może 
się zgodzić na jego motywa, odpowiadam, że motywa są mo- 
tywami, i te są własnością JW. Niemojowskiego; tu zaś idzie 



— 67 — 

o to, czy sian dzisiejszy wymaga, abyśmy postano w iii Radę? 
Nie wchodząc przeto w motywa wniosku JW. Niemojowskiego, 
powiedzmy, czy ma być Rada, lub nie?« 

JW. Zwierkowski: »Uwaźam. że dobrze byłoh . \ byśmy 
przez grzeczność drugą Izbę zawiadomili, czyli chce do tej 
decyzyi należeć. My nie chcemy osłabiać zaufania w Naczelnym 
Wodza, ale, owszem, chcemy je wzmocnić. Lecz v tnie te- 

raz do Sen.» i azarn za bezskuteczne, albowiem zajmuje się 
wyborem Komisyów, czego przerywać nie można, a zatem mu- 
sielibyśmy czekać. Chcieć więc do tego wpływu Senatu, biłoby 
to jedno, co żądać, by wniosek odrzucić^. 

J W. Marszalek: )>Dyskusya jest ju : zamkniętą; stąpimy 

do wydania decyzyi naszej. Odczytuję kwestyę, którą izbie 
poddani pod rozstrzygnienie, jeżeli po odczytania j tizi 

się na nią. Kwestya jest następująca: Kto jest zdania, iż 
d e c y z y a Izby bez u c z e s t n i c i w a Senatu zapaść 
i w skutku jej o d e z w a do R z a d u Narodowego prze- 
słań a b y ć m o że ?« 

G i o s y : » Zgod a ! zgod a !« 

Tę kwestyę poddał następnie JW. Marszałek do rozstrzy- 
gnienia Izbie przez powstanie, lecz gdy w powstaniu po- 
kazała się wątpliwość, przystąpiono do imiennego 
wotów a n i a przy położeniu następującej kwestyi: »K t o jest 
zdania, i ż d e c y z y a Izby bez uczestnictwa Senatu 
zapaść i wskutku jej odezwa do Rządu Naród o- 
w e go p r z e s ł a n a być może, affirmative; k t o p r z e- 
c i w n y temu, n e g a t i v e «. 

Województwo Krakowskie. P o słowie : JJW W. Teodor Ślą- 
ski negafc. Wiktor Łuniewski negat. Michał Gostkowski negat. 

Deputowani: JJW W. Frań. Jabłoński afiir. Jan Olrych Szanie- 
cki affir. 

Województwo Sandomierskie. Posłowie. JJWW. Antoni 
Libiszewski negat. Roman Sołtyk negat. Gustaw hr. Małachowski negat. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski negat. Ignacy Żeleń- 
ski negat. Ludwik Łempicki negat. Jan Posturzyński negat. Jan Gratkow- 
ski affir. 

Województwo Kaliskie. Posłowie: JJWW. Bonawentura 
Niemojowski affir. Stan. Kaczkowski affir. Floryan Suchecki affir. Kantor- 
bery Tymowski affir. Wład. hr. Ostrowski affir. 

Deputowani: JJWW. Alojzy Biernacki affir. Józef Ziemięeki affir. 
Ksawery Biedrzycki affir. 



_ 68 — 

Województwo Lubelskie. Posłowie: JJWW. Kalikst Moro- 
zewicz negat. Ksawery hr. Niesiołowski affir. Ignacy Bielski negat. Alojzy 
hr. Poletyłło negat. Józef Swirski negat. Tomasz br. Wyszyński negat. 
Feliks Doliński negat. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch negat. 

Województwo Płockie. Posłowie: JJWW. Jan Turski affir. 
Maryan Cissowski negat. Konstanty Witkowski affir. Wincenty Chełmi- 
cki affir. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski negat. Kajetan Kozłow- 
ski negat. Klemens Witkowski negat. Wojciech Chobrzyński negat. 

Województwo Mazowieckie. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Szymanowski affir. Konstanty Jezierski affir. Jan Rostworowski negat. 
Jakób Okęcki negat. Antoni Plichta affir. Frań. Dąbrowski affir. Ignacy 
Starzyński affir. Adam Łuszczewski negat. Frań. Trzciński affir. Eugeni 
Słubicki affir. Józef Modliński negat. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski affir. Jakób Piotrowski negat. 
Dominik Krysiński affir. Józef Brinken affir. Michał Piotrowski affir. Wa- 
lenty Zwierkowski affir. Ludwik Lutostański affir. Frań. Wołowski affir. 
Ksawery Czarnocki negat. Augustyn Morzkowski affir. Wojciech Chodecki 
affir. Antoni Zawadzki affir. Walenty Zwań affir. 

Województwo Podlaskie. Posłowie: JJWW. Feliks Mar- 
kowski negat. Frań. Zalewski negat. Wład. Zawadzki negat. Ignacy Wę- 
iyk negat. Józef hr. Małachowski negat. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Obniski negat. Feliks Gumow- 
ski negat. 

Województwo Augustowskie. Posłowie: JJWW. Antoni 
Bykowski affir. Józef hr. Starzeński negat. Franciszek Kisielnicki affir. 
Wincenty Gawroński negat. Jan Floryanowicz negat. 

Deputowani: JW. Jakób Klimontowicz affir. 

Województwo Wołyńskie. Posłowie: JJWW. Narcyz hr. 
Olizar affir. Ksawery Godebski affir. Stan. hr. Worcell affir. 

Województwo Podolskie. Posłowie: JJWW. Aleksander Je- 
łowicki affir. Ksawery Sabbatyn affir. Henryk Nakwaski affir. 

Województwo Kijowskie. Posłowie: JJWW. Wincenty hr. 
Tyszkiewicz affir. Herman hr. Potocki negat. Daniel Tchorzewski negat. 
Jakób Malinowski affir. Józef Bohdan Zaleski affir. 

JW. Marszałek : » A zatem w s k u t k u wotów anią po- 
kazało się 45 affirmative, a 40 negative, i większo- 
ścią Izba zdecydowała, ażeby odezwa do Rządu 
Narodowego wygotowana była bez uczestnictwa 
Senatu. Jednakowoż byłbym zdania, ażeby odezwa ta trans- 
misoryjnie Senatowi komunikowaną była, aby Senat, jeżeli ze- 
chce, od siebie podobną uczynił. Następnie wypada nam zgo- 
dzić się na zasadę, aby Członkowie mający się zająć wy- 



— 69 — 

gotowaniem tej odezwy wiedzieli, na jakiej zasadzie się 
oprzeć«. 

JW. Śląski: »Przedewszystkiem wypada nam zdecydować, 
czy odezwa ma być wygotowana i Rządowi Narodowemu 
przesłana ?« 

JW. Marszałek: »Kto jest za tern, aby odezwa wy- 
gotowana i Rządowi Narodowemu przesłana była, 
powstać raczy«. 

Znaczna większość powstała. 

JW. Nismojowski: »Słyszałem z jednej strony, aby wyraźnie 
powiedzieć, iż Rada Wojenna nie ma się wdawać w przeszłość, 
z drugiej strony, aby się nie wdawała w przyszłość. Z tych 
uwag wypada, iż nie powinno być żadnej. Ponieważ zdecydo- 
waliśmy już, iż ma być Rada, i odezwa do Rządu Narodowego 
przesłana, odczytam wniosek mój; może z niego Izba wypro- 
wadzi zasadę, o którą idzie. 

1. xVby Rząd Narodowy został wezwany do zwołania Rady 
Wojennej, któraby obecne niebezpieczeństwo i środki obrony 
rozpoznała. 

2. Aby z Izby Poselskiej ustanowiony został komitet przy 
tejże Radzie Wojennej. 

Jestem w ogólności za tern, aby Rządowi Narodowemu 
nie przepisywać żadnych w tym względzie zasad. Wszak zwo- 
ływał już raz podobną Radę; tych samych form i teraz trzymać 
się może«. 

JW. Marszałek; »Do głosu JW. Niemojowskiego dodam 
słów kilka. Mamy już prejudykaty, iż Członkowie Izby w po- 
dobnych radach wojennych zasiadali, i tak: gdyśmy po zło- 
żeniu Dyktatora, Naczelnego Wodza obierali, była Rada Wojenna 
z Radą Najwyższą, którym dodana była deputacya sejmowa«. 

JW. Gustaw Małachowski : » Właśnie z przytoczonych przez 
JW. Niemojowskiego powodów jestem przeciwko Radzie Wo- 
jennej. Niektórzy żądają, ażeby nie wglądała w przeszłość; inni 
okazali znowu niebezpieczeństwo wglądania w przyszłość. Mo- 
jem zdaniem, są tutaj dwie kwestye do rozstrzygnienia: pierwsza, 
czyli ma być Rada Wojenna? druga, kto do niej członków wy- 
bierać będzie ?« 

JW. fcrszałek: »Pierwsza kwestya jest już zadecydowana«. 
f . Karkowski: »Może nigdy tak długo materya żadna 



- 70 — 

nie toczyła się, jak dzisiaj. Lecz bądźcie panowie cierpliwi. 
Jako ojciec mający dw r óch synów i dwóch zięciów w wojsku, 
stan obecny czuję może więcej od wielu innych, lecz uważam, 
że wniesiona materya nie jest dosyć jasna, że wielu na nią 
przygotowanych było, nas zaś trafia znienacka. Idzie tu o to 
teraz, kto ma stanowić tę Radę. Pozwólmy sobie powiedzieć, 
że w Rządzie nie pokładamy ufności. Kiedy ta skarga podana 
jest przez Posła, i z tej strony dowiadujemy się o groźącem 
nam niebezpieczeństwie, byłby to może z naszej strony gatu- 
nek, jakiejś uległości dla Rządu, gdybyśmy mu zostawiali mo- 
żność wybrania Rady, kiedy on nie dopełnił swojej powinności. 
Co do zasad tej Komisyi, z boleścią przychodzi mi wspomnieć, 
że już dzisiaj zwycięstwa i inne odniesione nad nieprzyjacielem 
korzyści niewiele nas obchodzą. Widzimy, że kiedy zabrane 
zostanie 1200, 1300 niewolników, to już to teraz za nic uwa- 
żają, i to często z ust nawet byłych jenerałów słyszeć się daje. 
8 'adamy tutaj jak jedną familię: dlatego możemy sobie po- 
wiedzieć, że w tern jest jakaś niechęć, jakiś interes prywatny. 
Jeżeli do tej Komisyi mają należeć Członkowie z Izby Posel- 
skiej, radziłbym, aby do niej po jednym z każdego Wojewódz- 
twa wybrano, bo zdaje mi się i to spostrzegać, że w niektórych 

jewództwach więcej pokazują nieufności do Naczelnego Wo- 
dza, jak w innych; niech ci zatem Członkowie wybiorą jene- 
rałów do Rady Wojennej, bo i między jenerałami widzimy 
wielu, którzy od służby oddaleni zostali; ci instygują, nieci 
sieją. Gdyby ci mieli udział w Radzie Wojennej, nie mieli- 
byśmy tego rzetelnego wyjaśnienia stanu rzeczy, o jaki nam 
idzie. Mnie żaden związek z Naczelnym Wodzem nie łączy; 
mówię zupełnie bezinteresownie, wszak znam niektórych człon- 
ków teraźniejszego Rządu, jednak od czasu, jak ich powołaliśmy 
d i obowiązków, z żadnych z nich nie widziałem się, bo oni 
mają swoje zatrudnienia, Ale powtarzam, że w Radzie tej Wo- 
jennej nie mogą mieć udziału ci jenerałowie, którzy dla jakich- 
k dwiek bądź powodów od służby oddaleni zostali, bo ci rzucają 
ty i ko niepotrzebne wieści i niezgodę sieją. Nad to, co powie- 
działem, nie mam nic więcej clodać«. 

JW. Łuszczewski: »Bardzo wchodzę w myśl preopinenta, 
b '.> jeżeli ma być wybrana deputacya, ja jej celu nie mogę ina- 

>j rozumieć, tylko jak gdyby miała stanowić o oddaleniu 



— 71 — 

Naczelnego Wodza. Samo przez się ma się rozumieć, ze jeżeli 
mamy nadal projekta do dalszej kampanii podawać. Wódz Na- 
czelny albo je przyjmie, albo nie. Jeżeli przyjmie, partya utrzy- 
mująca jego stronę zwycięży. Nie rozumiem zatem, ażeby rzecz 
ta była małej wagi, i sądzę, że w niej należy postępować 
z wszelką bezstronnością«. 

JW. Morozewicz: »I)o głosów preopinentów to jeszcze do- 
daję, iż jestem jak najmocniej za tern, ażeby Członków do tej 
deputacyi sama Izba wybierała, czyli to Izba bezpośrednio 
zajmie się ich wyborem, czyli też wybór ich organom swoim 
powierzyć. 

JW. Desnliowski : »Zupełnie w sprzecznem położyliśmy się 
stanowisku. Któż bliżej, jak Rząd Narodowy, powinien być 
ohznajmiony o niebezpieczeństwie, i co od Rządu do nas po- 
winno było przyjść, to przeciwnie wychodzi od nas do Rządu. 
Jeżeli Wódz Naczelny nie chciał się znosić z Rządem, Rząd 
powinien nas o tern zawiadomić. Wprzód wypadałoby zapytać 
się Rządu, czyii ta Rada jest potrzebna, lub nie. Jeżeli są jakie 
niebezpieczeństwa, te zostają zawsze w stosunku z nerwami 
człowieka; nie każdy może śmiałem czołem zapatrywać się na 
niebezpieczeństwo. Jeżeli deputacya ta siły fizyczne rachować 
będzie, to wypadnie tak, jak za dyktatury, kiedy Chłopicki ma- 
jąc trzydzieści tysięcy wojska, powiedział, że nie powinniśmy 
się targnąć na olbrzyma północy. A zatem sądzę, iż Rząd Na- 
rodowy powinien nas naprzód zawiadomić, czyli jest jakie nie- 
bezpieczeństwo ?« 

JW. Worcell: » Właśnie w tej chwili zabieram głos, kiedy 
mi odpowiedzieć wypada. Kiedy brzmiał wniosek JW. Niemo- 
jowskiego, iż ma być Rada, któraby to rozpoznała, obecne nie- 
bezpieczeństwo i środki zaradcze obmyśliła, właśnie, kto tylko 
jest Polakiem, innego środka nie mógł widzieć, jak poddanie 
tej materyi pod rozbiór ludzi, odpowiednie znajomości mieć 
mogących. Nie idzie o to, abyśmy żądali układów lub zgody 
z Rosyą, bo nad to nie byłoby żadnego większego niebezpie- 
czeństwa. Samo przychylenie się do wniosku JW. Niemojow- 
skiego jest rękojmią, że nikt tu z nas o układach nie myśli, 
i o to tylko właśnie idzie, aby resztę ludu zabezpieczyć od 
tego położenia, w którem niejeden zachwiałby się w determi- 
nacyi swojej«. 



— 72 — 

JW. Wężyk: »Juźeśmy zadecydowali, że ma być odezwa 
do Rządu Narodowego; wnosić więc teraz pytanie, na co ta 
odezwa, po co, dla czego, już zapóźno. Jedni z Członków są 
zdania, aby Rada ta nie wglądała w przeszłość, inni, aby nie 
wglądała w przyszłość; godząc tak podzielone zdania oświad- 
czam, iż kiedy nie możemy trutyno wać przeszłości, ani przyszłości, 
możemy wejrzeć w teraźniejszość, bo między czasem przeszłym 
a przyszłym jest czas teraźniejszy, nad którym właśnie Rada ta 
zastanawiać się będzie, i co właśnie odpowiada duchowi wnio- 
sku JW. Niemojowskiego. Następnie rzucona była kwestya: 
kto będzie do Rady tej nominował członków wojskowych? 
Zdanie kilku z nas było, żebyśmy my nominowali; JW. Nie- 
mojowski chciał, żeby Rząd Narodowy ich wybrał; ja zaś sądzę, 
żo ponieważ to będzie narada, i narada ta ma się w Rządzie 
odbywać, a zatem n aj stosów niej, kiedy członków do tej narady 
Wódz z Rządem wybierze. Co się tyczy Członków z Izby Po- 
selskiej, zgadzam się z zdaniem JW. Marszałka, aby z każdego 
Województwa jeden był wybrany, aby tym sposobem zdania 
były bezparcyalne i aby każde Województwo miało w tej na- 
radzie udział«. 

JW. Marszałek: »Ponieważ będziemy rozbierać jeszcze 
redakcyę odezwy, gdy nam przedstawiona będzie, jabym się 
ośmielił zaproponować zasadę, podług której ta odezwa ma 
być ułożona. Odczytam ją: »Ządanie wyjaśnienia o po- 
łożeniu kraju we względzie wojennym, a to za po- 
średnictwem Rady złożonej z Rządu Narodowego 
z Wodzem, Członków Izby po jednym z każdego 
Województwa i jenerałów, których tenże Rząd 
Narodowy z Wodzem i Członkami Izby wspólnie 
w y b iorącc 

JW. Wołowski: » Właśnie dlatego, że obradujemy jako Izba 
Poselska, nie zaś jako Sejm w komplecie, nie zdaje mi się, 
ażeby Rząd Narodowy z Wodzem i z Członkami Izby mieli 
wybierać jenerałów, albowiem to sprzeciwiałoby się widocznie 
art. 10 mu uchwały stanowiącej atrybucye Wodza Naczelnego. 
Jestem zdania, ażeby Rząd Narodowy z Wodzem wybrali Radę, 
do której ażeby nasi Członkowie byli dopuszczenia 

JW. Zwierkowski: »Dzielę zdanie JW. Wołowskiego, lecz 



— 73 — 

sądzę, iż w zasadach przez .IW. Marszałka odczytanych trzeba 
dodać: i nad środkami obron y«. 

JW. Małachowski: »Gdyby odrazu kwestya stanęła była 
na tem miejscu, jak teraz stoi, bylibyśmy ją odrazu przyjęli. 
Teraz trzeba nam się starać, ażeby wszelka obawa usuniętą 
została, dlaczego radziłbym, ażeby w odezwie do Rządu Naro- 
dowego zamieszczone było, że choć żądamy Rady, niczem się 
jednak zaufanie nasze nie zachwiałoś. 

JW. Niemojowski: »Gdybyśmy się usprawiedliwiali, mo- 
głaby być porozumienie, że niezaufanie było powodem do 
tego. Wniosek był motywowany, przyznawaliśmy zautanie 
Wodzowi. Wniosek nie rozbierał czynności Wodza i był 
wnioskiem pojedynczego Członka, który myślał i dopełniał 
obowiązku swojego; dlatego Izba nie ma prawa żadnych oświad- 
czeń czynić, i jestem zupełnie przeciwny wnioskowi JW. Ma- 
łachowskiego^ 

JW. Marszałek: »Jeżeli Izby zgodzą się na tę zasadę, którą 
odczytałem, zaprosiłbym trzech Członków do zredagowania 
odezwy«. 

JW. Śląski: »Tutaj potrzeba zadecydować, jak Rząd ma 
postąpić w wyborze jenerałów. Wiadomo nam. iż wielu jest 
jenerałów niechętnych. JW. Markowski wspominał o malkon- 
tentach w wojsku zostających na retrecie; chciałbym, ażeby Izba 
zadecydowała, że ci i tym podobni do Rady tej należeć nie 
mają. Wódz Naczelny ma jedną piątą część głosu w Rządzie 
Narodowym; czterech innych członków przeważą go. Niechaj 
za nimi jeszcze pójdą i nasi Członkowie: wybrani być mogą 
tacy, którzy, chcąc jego zniesienia, sprowadzą najzgubniejsze 
skutki na naszą Ojczyznę. Trzeba zapobiedz, ażeby jenerałowie 
niechętni do tej narady nie należeli«. 

JW. Marszałek: »Dla zaspokojenia troskliwości JW. Ślą- 
skiego mam honor zwrócić uwagę jego, że ci wojskowi będą 
wybierani przez Rząd Narodowy z Wodzem Naczelnym. Mo- 
żemy się więc spuścić na patryotyzm, delikatność i szlache- 
tność uczuć Rządu Narodowego, iż nie będzie wybierał osoby 
interesowane, ale wolne od wszelkiego w r pływu i od widoków 
oso b i sty eh «. 

JW. Śląski: »Odstępuję od wniosku mojego«. 

f. Marszałek: »Odczytam Izbie jeszcze raz zasady odezwy. 



- 74 

aby względem nich decyzyę swoją przez powstanie objawiła: 
» Ż ą d a n i e wyjaśnienia o położeniu k r a j u w e wzglę- 
dzie wojennym, a to za pośrednictwem Rady zło- 
żonej z Rządu Narodowego z Wodzem, Członków 
Izby po jednym z każdego W ojewództwa i wojsko- 
wych wybranych p r z e z R z ą d Narodo w y z Wodze m «. 
Kto popiera te zasady, powstać raczy «. 

— W i ę k s z o ś ć powstała. — 

»A więc skoro zasady do tej odezwy Izba większością 
przyjęła, zapraszam na redaktorów J J W W. Gustawa M a ł a- 
chowskiego, N i e m o j o w s k i e g o i Krysińskiego. Nadto 
upraszam Izby, aby każde Województwo samo z siebie wybrało 
po jednym Członku, którzy w tej Radzie zasiadać będą. Czy 
zgadza się Izba na to, aby wybór na członków Rady z Izby 
Poselskiej wybrać się mających Województwom był zosta- 
wiony ?«. 

JW. I^akwaski: »Chcę się oświecić, jakim porządkiem wy- 
bory te uskuteczniane będą«. 

Głosy: »To należy zostawić Reprezentantom z każdego 
Województwac;. 

JW. PHarScałek: » Wypada nam zdecydować, czy do wy- 
boru Komisyów dzisiaj jeszcze przystąpić mamy, czyli też sesyę 
zasól w,o wać ? A zatem kto jest zdani a, a b y w y b ó r K o- 
m i s y ó w do p o n i e d z i a ł k u o d ł o ż y ć, p o w stać r a c z y « • 

— Wątpliwość w powstaniu. — 

»Ponieważ w powstaniu pokazuje się wątpliwość, przy- 
stąpimy do imiennego wotowania. Na asesorów zapraszam 
JJ WW. Jezierskiego, Klimontowicza, P 1 i c h t ę i K a- 
j e t a n a Kozłowskiego. K westya jest nastę pująca : K t o j e s t 
zdania, aby d o p oniedziałku o d ł o ż y ć w y bory K o- 
m i s y ó w — a f f i r m a t i v e, a kto, żeby d z i s i aj nastą- 
piły — n e g a t i ve«. 

Województwo Krakowskie. Posłowie: JJWW. Teodor Ślą- 
ski affir. Michał Walewski affir. Józef Gostkowski affir. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Jabłoński affir. Jan Olrych Sza- 
niecki negat. 

Województwo Sandomierskie. Posłowie: JJWW. Roman 
Soltyk affir. Gustaw hr. Małachowski affir. 



— 75 - 

Deputowani: JJWW. Ignacy Żeleński affir. Ludwik Łempioki 
affir. Jan Posturzyński affir. Jan Gratkowski affir. 

Województwo Kaliskie. Posłowie: JJWW. Bonawentura 
Niemojowski negat. Stan. Kaczkowski negat. Floryan Suchecki negat. 
Kantorbery Tymowski negat. Wlad. hr. Ostrowski affir. 

Deputowani: JJWW. Stan. Miączyński affir. Alojzy Biernacki ne- 
gat. Józef Ziemięcki negat. Ksawery Biedrzycki negat. 

Województwo Lubelskie. Posłowie: JJWW. Kalikst Moro- 
zewicz affir. Ksawery hr. Niesiołowski affir. Ignacy Bielski affir. Alojzy 
hr. PoletyHo affir. Józef Świrski affir. Tomasz br. Wyszyński affir. Feliks 
Doliński affir. 

Deputowani: J W. Adam Fritsch affir. 

Województwo Płockie. Posłowie: JJWW. Maryan Cissowski 
af.ir. Konstanty Witkowski afiir. Wincenty Chełmicki negat. 

Deputowani: JJWW. Kajetan Kozłowski affir. Wojciech Chobrzyń- 
ski affir. 

Województwo Mazowieckie. Posłowie: JJWW. Aleksander 
Szymanowski affir. Jan Rostworowski affir. Konstanty Jezierski negat. Ja- 
kób Okęcki affir. Antoni Plichta affir. Frań. Dąbrowski affir. Ignacy Sta- 
rzyński affir. Frań Trzciński negat, Eugeni Słubicki negat. Józef Kretkow- 
ski negat. [Józef Modliński affir.]. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski affir. Jakób Piotrowski 
affir. Dominik Krysiński negat. Józef Brinken affir. Michał Piotrowski negat 
Walenty Zwierkowski negat. Ludwik Lutostański affir. Frań. Wołowski 
affir. Augustyn Morzkowski negat. Wojciech Chodecki affir. Antoni Za- 
wadzki affir. Walenty Zwań affir. 

Województwo Podlaskie. Posłowie: JJWW. Feliks Markow- 
ski negat. Frań. Zalewski affir. Wład. Zawadzki negat. Ignacy Wężyk 
negat. Józef hr. Małachowski negat. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Obniski negat. Feliks Gumow- 
ski negat. 

Województwo Augustowskie. Posłowie: JJWW. Antoni 
Bykowski affir. Frań. Kisielnicki affir. 

Deputowani: JW . Jakób Klimontowicz negat. 

Województwo Wołyńskie. Posłowie: JJWW. Narcyz hr. 
Olizar negat. Ksawery Godebski negat. Stan. hr. Worcell negat. 

Województwo Podolskie. Posłowie: JJWW. Aleksander Jeło- 
wicki negat. Ksawery Sabbatyn affir. Henryk Nakwaski negat. 

Województwo Kijowskie. Posłowie: JJWW. Herman hr. Po- 
tocki affir. Daniel Tchorzewski negat. Jakób Malinowski negat. Józef 
Bohdan Zaleski affir. 

i W. Marszałek : » W iększością zate m głosów 45 prze- 
ciwko 31 wybory Ko misy ów odłożone do ponie- 
działku. Dzisiaj raczą Województwa wybrać z pomiędzy 
siebie pojedynczych Członków do Rady należeć mających. 



— 76 — 

Członkowie wybrani na redaktorów raczą się między sobą po- 
rozumieć względem wygotowania odezwy i oraz, o której go- 
dzinie zebrać się mają, abyśmy jutro o godz. 10- tej mogli ją 
mieć sobie przedstawioną. Sesya solwuje się do dnia następnego 
na godz. 10 zrana. Przy tern mam honor oznajmić Izbie, iż 
Senat zatwierdził wybór na Posła Teodora Mor a w- 
s k i e go«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 24 lipca 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków JW. Zwierkowski w zastępstwie Se- 
kretarza odczytał listę obecności, Obecnymi byli (77): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Cy- 
pryan Baczyński. Antoni Libiszewski. Roman Sołtyk. Gustaw hr. Mała- 
chowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski. Ignacy Żeleński. Lu- 
dwik Łempicki. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. Kantorbery Ty- 
mowski. Wład. hr. Ostrowski. 

Deputowani: JJWW. Alojzy Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Polety-łło. 
Józef Świrski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński.' 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Konstanty Jezierski. Jan Rostworowski. Szczepan 
Świniarski. Jakób Okęcki. Frań. Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Frań. 
Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef Modliński. 



— 77 — 

Deputowani: J.IWW. Dominik Krysiński. Józef Brinken. Michał 
Piotrowski. Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. 
Wojciech Chodecki. Antoni Zawadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. Józef hr. Małachowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar, Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksander 
Jelowicki. Ksawery Sabbatyn. Henryk Nakwaski. Amancyusz Zarczyński. 

Z Województwa Kijowskiego. P o słowie: JJWW. Win- 
centy hr. Tyszkiewicz. Herman hr. Potocki. [Jakób] Malinowski. Józef 
Bohdan Zaleski. 



f . Marszałek: » Upraszam JW. Krysińskiego, aby ra- 
czył przedstawić nam redakcyę odezwy do Rządu Naro- 
dowego, jaka przyjęta była przez Członków do jej ułożenia 
wyznaczonych «. 

JW. Krysiński: Stosownie do decyzyi Izby względem zasad 
deputacya ułożyła następującą do Rządu Narodo- 
wego odezwę: 

»Izba Poselska, biorąc na uwagę przeważne okoliczności, 
w których się Naród w obecnej stanowczej chwili co do wszech- 
stronnych stosunków wojennych znajduje, pragnąc oraz powziąć 
względem tychże stosunków i okoliczności z obroną kraju 
związek mających rzetelną i dokładną wiadomość, któraby Re- 
prezentantów Narodu z położeniem kraju pod względem wo- 
jennym obznajmić, a razem troskliwość ich w tej mierze zaspo- 
koić mogła, pragnąc tym sposobem postawić się w możności 
rozwinięcia wszelkich sił i sposobów do zwalczenia nieprzyjaciela, 
Izba Poselska, stosownie do swej pod dniem 23 lipca 1831 r. 
zapadłej decyzyi, ma honor wezwać Rząd Narodowy, iżby za- 
raz po odebraniu niniejszej odezwy zwołał Radę, która się 
składać będzie z Członków 7 Rządu Narodowego z Wodzem, 
z Członków Izby Poselskiej po jednym z każdego Wojewódz- 
twa, i z wojskowych wybranych przez Rząd Narodowy wraz 
z Wodzem Naczelnym«. 

f. Klimontowicz i JW. Świrski zrobili uwagi, ażeby do tej 



— 78 — 

Rady wezwani byli wojskowi, ale w służbie czynnej 
zostający. Gdy uwagi te trafiły do przekonania Izby, JW. 
Marszałek zaprosił JW. Krysińskiego do odczytania jeszcze raz 
redakcyi z poprawką stosownie do uwag- JJWW. Klimonto- 
wicza i Świrskiego. 

JW. Krysiński czy i a: 

»Izba Poselska, biorąc na uwagę przeważne 
okoliczności, w których się Naród w obecnej sta- 
nowczej chwili codo wszechstronnych stosunków 
wojennych znajd u j e, pragnąc oraz powziąć wzglę- 
dem tychże stosunków i okoliczności z obroną 
kraju związek mających rzetelną i dokładną wia- 
domość, k t ó r a b y Reprezentantó w Narodu z p o ł o- 
żeniem kraju pod względem w o j e n n y m o b z n a j m i ć, 
a razem troskliwość ich w tej mierze zaspokoić 
mogła, pragnąc tym sposobem postawić się w mo- 
żności rozwinięcia wszelkich sil i sposobów do 
zwalczenia nieprzyjaciela, Izba Poselska, stoso- 
wnie do swej pod dniem 23 lipca 1831 r. zapadłej 
d e c y z y i, ma honor wezwać Rząd Narodowy, iżby 
zaraz po odebraniu niniejszej odezwy, z w o ł a ł R a d ę, 
która się składać będzie z Członków Rządu Naro- 
dowego z Wodzem, z Członków Izby Poselskiej po 
jednym z każdego Województ w a, i z wojskowych 
w służbie czynnej będących, wybranych przez 
Rząd Narodowy wraz z Wodzem N a c z e 1 n y m «. 

JW. Marszałek: »Kto jest zdania, aby dopiero odczytana 
odezwa do Rządu Narodowego bez żadnej odmiany przyjęta 
była, powstać raczy «. 

— Wszyscy powstali. — 

»A więc odezwa ta jednomyślnie przez Izbę 
przyjęta. Następnie mam honor przedstawić Izbie imiona 
osób, które wybrane zostały z każdego wojewódz- 
twa na członków d e 1 e g a c y i do Rząd u Narodowego wy- 
słać się mianej: z Województwa Krakowskiego JW. Wiki r 
Łuniewski; z Województwa Sandomierskiego Gue hr. 

Małachowski; z Województwa Kaliskiego Bonawentura 
Niemojowski; z Województwa Lubelskiego Świrski; 
z Województwa Płockiego Chełm icki«. 



— 79 — 

f. Dembowski rzucił kwestyę, że wybory z Województwa 
Płockiego nie odbyły się wcale, co chcąc wyjaśnić, zażądał głosu 
(JW. Cissowski). 

JW. Cissowski: » Wczoraj zgromadziło się 5 Członków 
z Województwa Płockiego, bo więcej Członków z lego Woje- 
wództwa nie znajduje się obecnych w Warszawie. Ci więc 
jednozgodnie życzyli sobie i wybrali JW. Chełmickiego«. 

JW. Marszałek: »Rozumiem, że rzecz dostatecznie jest wy- 
jaśniona, skoro więcej Członków z tegoż Województwa niema 
obecnych w Warszawie, a ci, którzy są obecni, zgodzili się na 
wybór JW. Chełm ickiego. Czytam dalszą listę osób z innych 
województw do tej delegacyi wybranych: z Województwa 
Mazowieckiego JW. Zwierkowski; z Podlaskiego Ignacy 
Wężyk; z Augustowskiego J ó z e f W i s z n i e w s k i ; z Wo- 
łyńskiego N a r c y z h r. 1 i z a r; z Podolskiego Ale ksan 
der Jełowicki; z Kijowskiego [Józef] Bohdan Zaleski. 
Sesya salwuje się na dzień jutrzejszy, godzinę 9 zrana. Przed- 
miot posiedzenia: wybory K o m i s y ó w«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 25 lipca 

3\ roku. 



Po zebraniu się Członków Izby Poselskiej odczytano listę 
obecności. Byli obecnymi (68): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Wik tor 
Luniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie. JJWW. Cy- 
pryan Baczyński. Antoni Libiszewski. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Żeleński. Ludwik Lempicki. Jan 
Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. 



— 80 — 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Ksa- 
wery Biedrzycki. 

ZWojewództwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst Mo- 
rozewicz. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. Tomasz br. Wyszyński. Fe- 
liks Doliński. 

Deputowani: JW, Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. Wincenty Chełmicki. 

Deputowani: JJWW. Kajetan Kozłowski. Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Jan 
Rostworowski. Jakób Okęcki. Ignacy Starzyński. Adam Łuszczewski. Frań. 
Trzciński. Bugeni Słubicki. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Dominik Krysiński. Józef 
Brinken. Michał Piotrowski. Ludwik Lutostański. Wojciech Chodecki. An- 
toni Zawadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Frań. 
Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
oni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Amancyusz Zarczyński. Henryk Na- 
k wąski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Win- 
enty hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Józef Bohdan Zaleski. 

Podczas czytania listy przybyli (14): 

JJWW. Ignacy Dembowski. Józef Małachowski. Jan Pusztynika. Ksa- 
wery hr. Niesiołowski. Antoni Plichta. Alojzy Biernacki. Konstanty Jezier- 
ski. Aleksander Szymanowski. Józef Świrski. Teodor Śląski. Gustaw hr. 
Małachowski. Adam Fritsch. Frań. Dąbrowski. Frań. Ohomentowski. 

Po odczytaniu listy przybyli (12): 

JJWW. Jakób Piotrowski. Ksawery Czarnocki. Roman Sołtyk. Wa- 
lenty Zwierkowski. Jan Posturzyński. Frań. Wołowski.' Jan Nep. Gliszczyń- 
ski. Stan. Miączyński. Augustyn Morzkowski. Ludwik Bieniecki. Józef 
Ziemięcki. 

JW. Marszałek: "Przystępujemy dziś do wyboru Ko mi- 
sy ów. Nie będę mówił, ile ważną jest ta czynność; każdy 
z nas bowiem zna to dobrze i wie, że im trafniejszy nastąpi 
wybór, im większe zaufanie posiadać będą wybrani przez nas 



— 81 — 

Członkowie Komisyi, tern bardziej skrócą się dyskusye, tem 
więcej zyskamy na czasie. J W. Olizar żąda zabrać głos przed 
wyborem Komisyów. Ma więc głos JW. 01izar«. 

JW. Olśzar: » Kilku kolegów oświadczyło mi, że mnie do 
jednej chcą przeznaczyć Komisyi. Ponieważ prawo nie pozwala 
nikomu odmawiać, skoroby został wybrany, obowiązany jesieni 
przełożyć prześwietnej Izbie, że żadnym sposobem urzędu ko- 
misarza przyjąćbym nie mógł. Od dawnego już czasu potrze- 
buję opuścić Warszawę, na czas wprawdzie krótki, zawsze 
jednak oddalić się z niej muszę. Biorę w tem na świadectwo 
JW. Marszałka, który już nawet urlop wydać mi rozkazał. Do- 
piero okoliczności zagrażające stolicy odwróciły mnie na chwilę 
od mego zamiaru; nie chciałbym bowiem, aby się zdawało, że 
uciekam przed nieprzyjacielem. Postanowiłem dzielić z wami 
każdy los. jaki Opatrzność na nas ześle, lecz za odmianą oko- 
liczności, która zapewne wkrótce nastąpi, znowu powrócę do 
mego projektu. Poczytam to więc za dowód łaski i przychyl- 
ności z waszej strony, jeżeli do żadnej Komisyi mnie nie w r e- 
zwiecie«. 

Potem JW. Marszałek zaprosił na asesorów do wotowa- 
nia JW. Michała Gostkowskiego, Posła Stopnickiego; 
JW. Ignacego Bielskiego, Posła Krasnostawskiego; JW. 
F ran. O b n iski e go, Deputowanego z okr. Siedleckiego i JW. 
Jakóba Klimo nt owić z a, Deputowanego z okręgu Augustow- 
skiego. Przystąpiono naprzód do wyboru Komisyi do 
praw skarbowych i wojskowych. Wetujących było 84. 
Jedna lista okazała się nieważną, a zatem było ważnych list 83; 
rachując na każdą po 5 kresek wypada w ogóle kresek 415. Po obli- 
czeniu wotów okazało się, że JW. Biernacki otrzymał kre- 
sek 46, Klimontowicz 38, Śląski 35, Mazurkiewicz 29, Rostwo- 
rowski 25, Tymow r ski 21, Morozewicz 19. Gawroński 19, Kry- 
siński 15, Dembowski 14, Zwierkowski 13, Godebski 13, Jeło- 
wicki 12, Chodecki 11, August Morzkowski 10, Plichta 9, 
Bieniecki 9, Węgliński 8, Łuszczewski 6, Wiszniewski 6, Wę- 
żyk 5, Swidziński 4, Obniski 4, Niemojowski 3, Świrski 3, 
Chełmicki 3, Klemens Witkowski 3, Sabbatyn 3, Baczyński 2, 
Chomentowski 2, Kaczkowski 2, Ziemięcki 2. Jasieński 2, Na- 
kwaski 2, Michał Gostkowski 1, Jabłoński 1, Szaniecki 1, Libi- 
szewski 1, Posturzyński 1, Ignacy Morzkowski 1, Teodor Mo- 

Dyaryusz T. VI. (j 



— 82 — 

rawski 1, Konstanty Witkowski 1, Chobrzyński 1, Słubicki 1, 
Modliński 1, Gumowski 1, Mierzejewski 1, Augustowski 1, 
Worcell 1, Malinowski 1, [Józef B.] Zaleski 1. 

Razem kresek 415. 

Gdy J J W W. Moroz ewicz i Gawroński, z których 
jeden miał być drugim, a drugi trzecim zastępcą komisarza, 
mieli równą ilość kresek, ciągnęli pomiędzy sobą losem. JW. 
Gawroński wyciągnął dla siebie miejsce drugiego 
zastępcy, a J W. Mor o z ewicz trzeciego zastępcy. 
Wskutku tego JW. Marszałek ogłosił, że nakoraisarzy skar- 
bowych wybrani zostali: 

JJWW. Biernacki 46 głosami, Klimontowicz 38, 
Śląski 35, Mazurkiewicz 29, Rostworowski 25. 

Na zastępców zaś: JJWW. Tymowski 21 głosami 7 
Gawroński 19, Morozewicz 19 głosami. 

Następnie przystąpiono do wyboru na komisarzy 
dopraw cywilnych, kryminalnych i organicznych. 
Wotujących było 89, w ogóle zatem kresek 445. Z tych 
otrzymali: 

JJWW. Wołowski kresek 72, Szaniecki 39, Chobrzyń- 
ski 36, Posturzyński 35, Rembowski 32, Turski 29, Gumow- 
ski 25, Sabbatyn 25. Kozłowski 23, Żarczyński 19, Gustaw 
Małachowski 15. Kaczkowski 13, Niemojowski 9, Morozewicz 8 7 
Obniski 7, Świdziński 5, Radoński 5, Michał Gostkowski 4, 
Świrski 4, Doliński 4, Teodor Morawski 3, Dembowski 3, Go- 
debski 3, Nakwaski 3, Niesiołowski 2, Mazurkiewicz 2, Cheł- 
micki 2, Krysiński 2, Brinken 2, [Józef B.] Zaleski 2, Śląski 1, 
Józef Gostkowski 1, Bukowski 1, Pusztynika 1, Poletyłło 1, 
Fritsch 1, Świniarski 1, Modliński 1, Bieniecki 1, Wężyk 1, Jó- 
zef Małachowski 1, Bykowski 1. 

Razem kresek 445. 

Gdy J J W W Gumowski i Sabbatyn mieli równą 
ilość kresek, ciągnęli pomiędzy sobą losy, i J W. Gumowski 
wyciągnął miejsce drugiego zastępcy komisarza, 
a J W. Sabbatyn trzeciego zastępcy. Wskutku teg< > 
JW. Marszałek ogłosił, że zostali komisarzami: 

JJWW. Wołowski, który miał kresek 72, Szanie- 
cki 39, Chobrzyński 36, Postu r z y ń s k i 35, R e m- 
b o w s k i 32. 



— 83 - 

Zastępcami komisarzy: J J W W. T u r s k i 29, Gu- 
mowski 25, Sabbatyn 25. 

JW. Turski oświadczył, ze ponieważ na jednem z zeszłych 
posiedzeń okazała Izba życzenie, aby urzędnicy nie byli komi- 
sarzami, przeto on prosi, aby został uwolniony od urzędu 
pierwszego zastępcy komisarz;;. JW. Zwierkowski odpowiedział, 
że żadnego w tej mierze przepisu niema, i że JW. Turski, 
skoro został wybrany, nie powinien odmawiać tego 
obowiązku. Izba, się n a t o z godził a. 

Następnie JW. Marszałek w te słowa przemówił: 

©Otrzymałem tu o d e z w ę od Naczelnego W o d z a y 
która nader spiesznej wymaga decyzyi, dlatego, że Senat wła- 
śnie teraz obraduj , a odezwa ta i to, co wskutku niej Izba 
postanowi, wpłynąć może na obrady Senatu; muszę więc ją 
Izbie przedstawić niezwłocznie i nim się Senat rozejdzie«. 

Tu odczytał JW. Rostworowski odezwę od W o d z a 
Naczelnego: 

©Odpowiadając na wezwanie JW. Marszałka uczynione 
wskutku decyzyi Izby Poselskiej w dniu 23 b. m. zapadłej, 
mam honor poprzednio zapytać, czyli żądane objaśnienia 
względem położenia wojennego kraju w gronie Członków Izby r 
Rządu Narodowego i wojskowych nastąpić mają w sposobie 
konfidencyonalnym lub urzędowym; w drugim przypadku 
albow 7 iem, będąc wyborem Izb obu, nie jednej tylko, musiał- 
bym życzyć sobie deputacyi z grona Senatu. W T każdym zaś 
(razie) gotów jestem do udzielenia wszelkich objaśnień z całą 
szczerością żołnierza i wylaniem się prawego Polaka«. 

JW. Chełmicki : ©Zadziwia mnie ta odezwa Naczelnego 
Wodza wtenczas, kiedy Izba Poselska do Rządu Narodowego 
odezwę zrobiła. Wódz Naczelny przez Rząd miał być o tern 
zawiadomiony. Wódz ma tu wątpliwość i prosi ojej rozwiązanie, 
lecz jako wojskowy powinien wiedzieć, że żadnych stopni nie 
wolno jest pomijać. Izba. jak zaczęła, tak kończyć powinna 
korespondencye z Rządem Narodowym «. 

JW. Marszałek: ^Odpowiadając JW. Chełmickiemu, winie- 
nem mu objawić, że w Naczelnym Wodzu uważałem dwie 
władze oddzielne: jedną członka Rządu Narodowego stosownie 
do art. 10-go uchwały z d. 24 stycznia; drugą jako Naczelnego 
Wodza zupełnie oddzielne atrybucye mającą i oddzielną uchwałą 

6* 



— 84 — 

sejmową ustanowioną. Przesłałem mu przeto transmisoryjnie 
odezwę Izby do Rządu i prosiłem, aby za otrzymanem wezwa- 
niem od Rządu Narodowego jak najspieszniej temu wezwaniu 
zadośćuczynił. Wskutku tego Wódz mi odpisuje i żąda, abym 
się Izby zapytał, czy ta, życzy sobie objaśnień konfidencyonal- 
nych, czy urzędowych ?« 

JW. flakwaski : »Mnie to najbardziej zadziwia, że dotąd 
Rada przez nas postanowiona nie działa. Muszę się zapytać 
kolegów do niej należących, dlaczego dotąd w tak ważnych 
chwilach wtakjawnem kraju niebezpieczeństwie jeszcze dzia- 
łać nie rozpoczęli ?« 

JW. Marszałek: »Rada w T tenczas dopiero byłaby w kom- 
plecie, gdyby wojskowi już byli do niej przeznaczeni. Rząd 
Narodowy z Członkami od Izby Poselskiej wybranymi jeszcze jej 
nie składa; jako taka więc jeszcze badaną być nie może i od- 
powiadać nie ma obowiązku. Rząd tylko Narodowy mógłby 
zapytaniom JW. Bracławskiego zadosyć uczynić. Ile wiem, 
wojskowi wczoraj jeszcze przeznaczeni nie byli. Dziś zrana 
Rząd Narodowy z Wodzem Naczelnym miał odbyć stanowczą 
naradę, gdyż sam Rząd Narodowy nie może wiedzieć, których 
wojskowych użyć wypadnie i skąd ich przywołać, bo może są 
na linii bojowej, może pod Pułtuskiem, może pod Siedlcami; 
trzeba więc w tym celu złożyć naradę. Jeżeli większość Izby 
żąda, aby ta Rada była urzędowa, uprosiłbym dwóch Człon- 
ków, aby udali się do Senatu, który teraz właśnie obraduje, 
i aby go zapytali, czyli także z grona swego życzy sobie wy- 
znaczyć deputacyę?« 

JW. Nakwaski: »Moźe Senat wniosku tego nie przyjmie. 
Jest to tylko zwłóczenie czasu i unikanie stanowczej odpo- 
wiedzi. Jak raz Izba postanowiła, od tego odstępować nie 
powinna«. 

JW. Biernacki: » Rzecz tu jest nagła, potrzebuje najwię- 
kszego pośpiechu. Potrzeba się jak najprędzej oświecić, czy 
tytułem konfidencyonalnym, czy urzędowym, wszystko jedno. 
Od treści tych objawień zawisło, czy dadzą powód do jakich 
uwag, czy nie. Gorzej byłoby rzecz tę do Senatu posyłać, 
mógłby Senat wniosek ten odrzucić, a stąd jakże wielka 
zwłoka !« 



— 85 — 

f. Marszałek: »A zatem kto jest zdania, aby uważać tę 
naradę za konfidencyonainą, powstanie«. 

Mimo głośnej opozycyi wielu Członków, gdy większość 
po wstała, decyzya zapadła, że rada ta odbyć się ma 
sposobem konfidencyonalnym, a JW. Marszałek oświad- 
czył, że o tern uwiadomi Naczelnego Wodza. 

Potem przystąpiono do w 7 y b o r u komisarzy do 
praw administracyjnych i przedmiotów dyploma- 
tycznych. Głosujących było 87, jedna lista nieważna, a zatem 
ważnych list 86, kresek zaś wszystkich 430. Z tych otrzymał 
JJWW. Gustaw Małachowski kresek 56, Krysiński 52, Niemo 
jowski 38, Teodor Morawski 31, Świdziński 22, Tymowski 22 
Zwierkowski 22, Dembowski 21, Morozewicz 19, Godebski 19 
Świrski 17, Augustowski 17, Wężyk 15, Nak wąski 8, Malino w 
ski 6, Szymanowski 5, Jęło wieki 5, Łempicki 4, [Teodor] Mo 
rawski 4, Olizar 4, Worcell 4, Gliszczyński 3 ? Kaczkowski 3 
Bieniecki 3, Sabbatyn 3, Bielski 2, Poletyłło 2, Kretkowski 2 
Gumowski 2, [Józef] Bohdan Zaleski 2, Jan Ledóchowski 1 
Baczyński 1, Libiszewski 1, Pusztynika i, Biernacki 1, Zie 
mięcki 1, Jabłonowski 1, Niesiołowski 1, Chrzanowski 1, Cheł 
rnicki 1, Rostworowski 1, Słubicki 1, Modliński i, Brinken 1 
Czarnocki 1, Józef Małachowski 1, Starzeński 1. 

Razem kresek [430]. 

W y b r a n i zatem z o stali komisarza m i : 

J J W W. Gustaw hi\ Małachowski kreskami 56, Kry- 
siński 52, N i e m o j o w s k i 38, Teodor Morawski 31. 

Następnie trzej, JJWW. Ś w i d z i ń s k i, T y m o w s k i 
i Z w i er k o w s k i ciągnęli pomięd zy sobą losy. J W. Z w i e r- 
k o w s k i wyciągnął dla siebie miejsce komisarza, 
J W. Tymowski mi ej s c e drugiego zastępcy, dla 
nieobecnego J W. Ś w i d z i ń s k i e g o zostało miejsce 
pierwszego zastępcy. Lubo J W. Tymowski został już wy- 
brany na pierwszego zastępcę w Komisyi skarbowej, gdy prze- 
cież tam miał głosów^ 21, a tu 22, i sam życzył sobie tu po- 
zostać, wykreślony zatem został z Komisyi skarbowej, a do tej 
przeniesiony. Wskutku tego komisarzem 5-tym został 
t u J W. Zwierkowski kreskami 22, zastępcami: JJWW. 
Świdziński 22, Tymowski 22, D e m b o w s k i 21. 

Wskutku przejścia JW. Tymowskiego z Komisyi skar- 



— 86 — 

bowej do dyplomatycznej nastąpiła taka zmiana w Komisyi 
skarbowej: 

J W. Gawroński został pierwszym zastępcą, 
JW. Morozewicz drugim. 

Gdy zaś mający najwięcej po nich głosów JW. Krysiński 
mający głosów 15 został wybrany Komisarzem do Komisyi 
dyplomatycznej, JW. Dembowski mający głosów 14 był za- 
stępcą w tejże Komisyi, JW. Zwierkowski mający głosów 13 
był komisarzem w tejże Komisyi, trzecim więc zastępcą 
w Komisyi skarbowej został J W. Godebski mający 
także 13 głosów 1 ). Potem sesya solwowaną została do środy 
na godz. 9 zrana. Porządek dzienny: wprowadzenie 
budżetu. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 28 lipca 

1831 roku. 

Z przyczyny niezebrania się Członków d. 27 lipca 2 ) po- 
siedzenie Izby Poselskiej do dnia dzisiejszego odroczone być 



*) Skład wiec Komissyj Sejmowych był następujący: 

W Komisyi do praw skarbowych i wojskowych. Komi- 
sarze: Alojzy Biernacki. Jakób Klimontowicz. Teodor Śląski. Andrzej Ma- 
zurkiewicz. Jan Rostworowski. Zastępcy: Wincenty Gawroński. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery Godebski. 

W Komisyi do praw cywilnych, kryminalnych i orga- 
nicznych. Komisarze: Franciszek Wołowski. Jan Olrych Szaniecki. 
Wojciech Chobrzyński. Jan Posturzyński. Antoni Rembowski. Zastępcy: 
Jan Turski. Feliks Gumowski. Ksawery Sabbatyn. 

W Komisyi do praw administracyjnych i przedmiotów 
dyplomatycznych. Komisarze: Gustaw hr. Małachowski. Dominik 
Krysiński. Bonawentura Niemojowski. Teodor Morawski. Walenty Zwier- 
kowski. Zastępcy: Konstanty Świdziński. Kantorbery Tymowski. Ignacy 
Dembowski. [P. W.]. 

2 ) W allegatach jest lista obecności z posiedzenia 27 Lipca i za- 
wiera nazwiska 60 obecnych. [P. W.]. 



87 — 

musiało. JW. Marszałek zaprosił J W. Sekretarza, aby raczył 
odczytać listę obecności. Obecnymi byli (90): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: .1.1 W W. Teodor 
Śląski. Wiktor Łunie wski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. Cy- 
pryan Baczyński. Antoni Libiszewski. Roman Sołtyk. Gustaw hr. Mała- 
chowski. 

Deputowani: .JJWW. Frań. Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Ludwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Marcin Ra- 
doński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. Kantorbery Tymowski. Wład. 
hr. Ostrowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Stan. 
Miączyński. Alojzy Biernacki. Józef Ziemięcki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Pole- 
tyłło. Józef Świrski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. Wincenty Chelmicki. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 
Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Kon- 
stanty Jezierski. Jan Rostworowski. Szczepan Świniarski. Jakób Okęcki. 
Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Adam Łuszczewski. 
Frań. Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. 
Frań. Wołowski. Ksawery Czarnocki. Augustyn Morzkowski. Wojciech Cho- 
decki. Antoni Zawaizki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy 
Wężyk. Józef hr. Małachowski. 

Deputowani: JW. Frań. Obniski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Amancyusz Żarczyński. Henryk Na- 
kwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. Jakób Malinowski. [Józef] Bohdan Zaleski. 



— 88 — 

f. Marszałek: » Zgromadzenia naszego dzisiejszego celem 
jest zdanie sprawy przez d e 1 e g a c y ę Izby P o s e 1 s k i e j 
z odbytej z Rządem Narodowym i Wodzem Naczel- 
nym Rady Wojennej. Przedmiot ten jest nader ważny, na- 
der każdego z nas interesujący, wszelako przekonani jesteśmy, 
iż wszystko, nad czem radzono, wiadomem być nie może. Dla- 
tego spodziewam się, iż zechcemy się ograniczyć na ogólnem 
zdaniu sprawy przez deputacyę bez rozbierania wszechstron- 
nych szczegółów, boby to samo, zamiast pomódz sprawne na- 
szej, zaszkodzićby jej mogio. Powinniśmy poprzestać zupełnie 
na zapewnieniu tych, których sami wybraliśmy z pomiędzy 
siebie i naszem zaufaniem obdarzyli. Ma glos [JW. Zwie r- 
k o ws ki]«. 

JW. Zwierkowski: »Prześwietna Izbo Poselska! Deputacya 
wasza w wykonaniu decyzyi Izby w dniu 23 b. m. [i r.] zapa- 
dłej odbyła radę wojenną z Rządem Narodowym, W T odzem 
i wojskowymi. Tak Rząd ; jako też W r ódz i Minister wojny 
wystawili stan wojska, stan zasobów żywności, zaopatrzenia 
stolicy, zsroła stan wszystkiego, co tylko służyć może do obrony 
kraju, do zasłonienia nas od hord najezdniczych i do prowa- 
dzenia obrońców Ojczyzny do celu, w którym walkę z olbrzy- 
mem północy rozpoczęto. Wódz żądał tajności co do załogi 
twierdz; dlatego polegliśmy na zapewnieniu jego, iż garnizony 
są dostateczne. Postępując w duchu decyzyi Izby, przedewszyst- 
kiem naradzano się o teraźniejszości i o środkach nadal przed- 
sięwziąć się mających, lecz darujecie, Reprezentanci, iż wy- 
jawienie szczegółów, planów i tego, co postanowiono, musi 
być pokryte przez czas niejaki zasłoną. Zamilczenie to jest 
potrzebne, aby nieprzyjaciel nie wiedział o zamiarach naszych, 
aby przedwcześnie nie użył środków niweczących ułożone 
plany. Tak Rząd, jakoteż Członkowie Izby i wojskowi żądali 
rozlicznych objaśnień, które Wódz z całą otwartością żołnierza 
uczynił, i powtórzył zaręczenie, że raz przed siew zią wszy bronić 
do ostatniej kropli krwi sprawę narodową, nie myśli, jak tylko 
o waice na śmierć, i jakiem wojsko polskie w złym lub dobrym 
wypadku pokazało się, tak i teraz pokaże się groźnem nie- 
przyjacielowi. W tym duchu prowadzić go będzie do zwycięstwa 
w tym duchu Wódz Naczelny postępować pragnie. Nie mo- 
żemy zataić, że wojsko nasze jest co do liczby mniejsze od 



— 89 — 

nieprzyjacielskiego, lecz gdzie wolny z najezdnikiem walczy, 
tam ^kutek walki nie może być wątpliwym. Kilkomiesięczne 
prowadzenie wojny osłabiło szeregi nasze, lecz zawsze więcej 
mamy bagnetów, niżeli mieliśmy przed 19 i 25 lutego, a nie- 
przyjaciel ledwie połowę dawnych sił posiada. Jazda nasza, 
wyćwiczona w obrotach wojennych, zamieniła się wszystka 
w regularną. Go do zapasów r amunicyi, Wódz Naczelny z Mi- 
nistrem wojny zapewnił, iż troskliwość najskrupulatniejsza 
w tej mierze zaspokojoną być może. Działa nowo ulane nasze 
polskie, z których 20 dziś nawet z kompletnem umontowaniem 
na linię bojową wychodzi, zapełniają miejsce tych, któreśmy 
na obronę braci naszych wysłali. Oprócz pospolitego ruszenia, 
do którego w każdej potrzebie Ojczyzny wszyscy pospieszają, 
liczne i wyćwiczone rezerwy oczekują co moment sw 7 ego prze- 
znaczenia. Owo zgoła stan nasz wojenny jest pomyślny i zdolny 
zaspokoić zupełnie troskliwość publiczną. Mamy dosyć rąk do 
zwalczenia nieprzyjaciela; znaczna liczba ochotników przy- 
bywa; popisowi z kosą w ręku oczekują zawołania, i jużbyśmy 
byli dalej posunęli świętą sprawę jej wywalczenia niepodle- 
głości, gdyby ościenne narody bezprzestannie nam tych nie- 
zbędnych nie tamowały komunikacyi, do kiórych każdy naród 
niezaprzeczone ma prawo. Nie pominięto przy naradzie uwag 
względem Litwy, Żmudzi, Wołynia, Podola i Ukrainy. Rząd 
Narodowy zapewnił deputacyę, że manifest sejmowy i dekia- 
racya Izby, które raz na zawsze połączyły los wszystkich pol- 
skich prowincyi zagarniętych przez Rosyę z losem części Pol- 
ski Królestwem zwanej, w calem postępowaniu stał się dla 
niego prawem. Zwrócono uwagę Wodza na wybór i powołanie 
osób do dowództwa, na opinię, która zdolnościom towarzyszyć 
powinna, na przeszkody postępu operacyi wojennych, na spra- 
wiedliwość w udzielaniu nagród; zakończono wreszcie obrady 
tym duchem jedności i zaufania, który otaczać powinien Wo- 
dza, zastępy narodowe do boju prowadzącego. Wytrwałość 
i niezraźenie się niczem niechaj do tego dojdą stopnia, do ja- 
kiego doszły poświęcenie się obywatela i waleczność żołnierza, 
a zwyciężymy morderców Pragi. Czy stolica, czy prawy, czy 
lewy brzeg Wisły, czyli Litwa lub Ukraina będzie teatrem 
wojny, zawsze polska ziemia zbroczona zostanie krwią naje- 
zdników, zawsze na własnej ziemi pokażemy się mścicielami 



— 90 — 

krzywd przez dwór petersburski nam wyrządzonych, lub po- 
legniemy, zoslawując spuściznę manifestem objawioną wrogom 
naszym, gruzy i stosy trupów. Wytrwajmy tylko w tej świętej 
walce, a niepodobna, aby ludy i gabinety dłużej nieczynnymi 
jej pozostały świadkami «. 

JW. Jełowicki, jako członek tejże deputacyi: »Zapropono- 
wano napisanie odezwy do Narodu i wojska z powodu od- 
bytej wczoraj narady. W tym celu skreśliłem projekt, który 
pod światłą rozwagą szanownej Izby przełożyć poważam się: 

» Odezw a od Izby Poselskiej do Narodu i w r ojska. 

Kiedy już tyle świetny cli naszego oręża powodzeń coraz 
przeważniejszych wypadków spodziewać się nam każe, kiedy 
Rząd Narodowy i Wódz Narodowy z coraz większą spręży- 
stością wysilenia Narodu obracają na korzyść odradzającej się 
Ojczyzny, kiedy więc te ostatnie może już chwile dzielące nas 
od świetnego i trwałego bytu ukochanej Ojczyzny naszej po- 
winniśmy zapełnić bezwarunkowem poświęceniem się, dowo- 
dami męstwa, jedności i ufności w osobach, które ufność 
Narodu do kierowania sprawą niepodległości naszej powołała; 
przejście Wisły przez nieprzyjaciela, troskliwość i niecierpliwość 
ludzi nieświadomych rzeczy zaczęła rozsiewać ziarna we- 
wnętrznej niezgody stokroć straszniejszej od nieprzyjaciela, 
niezgody, której ofiarą tyle już razy stawała się nieszczęśliwa 
Ojczyzna nasza. Izba .Poselska, chcąc to złe w samym zarodzie 
zniszczyć, chcąc uprzedzić mogącą się wzbudzić tym sposobem 
nieufność lub rozdwojenie, najpotężniejszej użyła broni, bo 
prawdy. W dniu wczorajszym na Radzie Wojennej Izba Posel- 
ska przez swych delegowanych rozpoznała dokładnie nasze 
wszechstronne stosunki i weszła w tajniki rozporządzeń i dzia- 
łań wojskowych, a stąd powzięła nieomylną nadzieję naszego 
istnienia i tę pocieszającą pewność, że nasze własne istniejące 
i spodziewane siły, że najczystsze i wielkie zamiary Rządu 
Narodowego i Naczelnego Wodza, dają nam dostateczną rękojmię 
naszego powodzenia. Izba Poselska to swoje wewnętrzne 
1 szczere przekonanie spieszy udzielić całemu Narodowi. Oby- 
watele i żołnierze! Wczorajsza Rada Wojenna uzupełniła naszą 
ufność w siłach naszych, w Rządzie Narodowym i w Wodzu 
Naczelnym. Połączmy więc te siły w jedno ognisko. Niech ka- 



— 91 — 

żdy z nas jak najdzielniej wspiera sprawę oswobodzenia Oj- 
czyzny; otoczmy najsilniejszem zaufaniem najwyższe władze 
cywilną i wojskową, a rzućmy klątwę narodową na łych, któ- 
rzy nie spieszą dzielić trudów i niebezpieczeństw oswobodzi- 
cielów Ojczyzny i którzyby się jeszcze poważyli szkodzić spra- 
wie publicznej, raz usiłując rozerwać jedność i zgodę. Waleczni 
rycerze nasi! Na waszem męstwie [i] wytrwałości los Ojczyzny 
spoczywa. Temi cnotami wspierajcie usiłowania Naczelnego 
Wodza, usiłowania Rządu Narodowego i obywateli, a we 
wszelkich działaniach tyle ufajcie Waszym dowódcom, ile Na- 
ród waszej zaufał walecznością 

JW. Biernacki: »Zdaje się, iż byłoby przyzwoiciej, aby do- 
piero odczytany nam adres przez JW. Jełowickiego, jako akt tak 
ważny, wprzód do Komisy i właściwej był odesłany, nim Izba 
decyzyę swoją względem niego wyrzecze«. 

Głosy: »Do Komisy ó w !« 

JW. Marszalek: »Podobno JW. Świrski życzy sobie zabrać 
głos w tejże samej materyi. Jak słyszałem podobno i JW. Świr- 
ski z swej strony wygotował odezwę. Zapraszam go przeto 
do odczytania jej; może prędzej odpowie życzeniu Izby, jak 
poprzednia«. 

Głosy: »Prosimy! prosimy !« 

JW. Świrski : »Byłoby to nadużywać cierpliwości Izby, aby 
wprowadzać rzecz indywidualną, zwłaszcza, kiedy odczytana 
przez JW. Jełowickiego odezwa zdaje się odpowiadać celowi. 
Ja, jako członek deputacyi, sądziłem być moim obowiązkiem 
wygotować odezwę, abym był gotów, jeżeliby Izba jej zażą- 
dała, lecz kiedy tamta znajduje poparcie, nie widzę potrzeby, 
abym drugą Izbie przedstawiła 

Głosy: »Prosimy! prosimy !« 

»W pisaniu odezwy przyjąłem w ogóle za zasadę to prze- 
konanie, że wszystkie deklamacye w obliczu Narodu, kiedy 
nie są usprawiedliwione faktami, więcej zdają się być teatralne, 
jak celowi odpowiadać. Każda odezw 7 a powinna być usprawie- 
dliwiona sama w sobie, dlaczego na świat wychodzi, i ten jest 
właśnie tok wstępu odezwy mojej, który zawiera pobudki, ja- 
kie nas powodować mogą do wydania jej, a następnie dopiero, 
co wymagamy i czego żądamy od Narodu. Przychylając się do 
życzenia Izby, odczytuję: 



— 92 — 

»Polacy! W sprawie świętej, w sprawie bytu, niepodle- 
głości, honoru narodowego dotyczącej, a tern samem każdego 
Polaka mocno interesującej, każdy z mieszkańców jego Kró- 
lestwa stał się naturalnym i interesfowanym] sędzią, czy sku- 
tki toczącej się walki odpowiedziały dotąd i oczekiwaniom, 
jakie po podohnem poświęceniu się wszystkich było do uspra- 
wiedliwienia, i czy też nadal byt narodowy nie jest wystawionym 
na szwank. Nic dziwnego przeto, że gdy wróg nasz poważył 
się przejść Wisłę, [i] tym sposobem chciał okazać, iż mocen 
jest doprowadzić zbrodnicze swe zamiary do pożądanego dla 
niego skutku, że niespokojność opanowała niektóre umysły. 
Polacy! Reprezentanci wasi, widząc wasze poświęcenie się, 
wasze przywiązanie do Ojczyzny, nie mogli być obojętnymi 
widzami niespokojności waszej. Jakoż zawezwali Rząd Naro- 
dowy, ażeby ten z Naczelnym Wodzem zebrał Radę Wojenną 
z jenerałów złożoną, któraby wobec Reprezentantów Narodu, 
po przekonaniu się o środkach do obrony istniejących, uradziła, 
co nadai do czynienia pozostaje, aby tym sposobem doprowa- 
dzić sprawę naszą jak najrychlej do pożądanego dla każdego 
Polaka celu, t. j. przywrócenie niepodległości Polakom pod pa- 
nowaniem Rosyi będącym. Siało się zadosyć woli Reprezc n- 
tantów. Deputowani z Izb słyszeli z pociechą, że liczba wojska 
naszego w miarę siły nieprzyjacielskiej, obok waleczności pol- 
skiego żołnierza, jest do zniszczenia wrogów na teraz dost; 
teczna, że środki na Radzie Wojennej uchwalone dawały to 
przekonanie, iż wróg nasz w ich wykonaniu musi znaleźć 
grób na wolnej ziemi Polaków. Do was teraz, Polacy, odzy- 
wają się Reprezentanci wasi w tern przekonaniu, ze głos ich 
zasługuje na waszą wiarę. Wszystko posiadamy, co nam po- 
trzeba do dopięcia naszego celu. Rozwinęliśmy energię, jakiej 
historya ludów nigdzie nie daje przykładów; potrzeba nam 
jednakowoż ciągle jedności; do tej was przeto ośmielają się 
wezwać wasi Reprezentanci. Niech każdy z nas złoży swój 
osobisty sposób widzenia na ołtarzu Ojczyzny, niech oioc/y 
Rząd Narodowy i Wodza ufnością, ufnością bezwarunkową; 
niech każdy z was to uczyni, bo to jest koniecznem, bo tego 
Ojczyzna po was wymaga. Rycerstwo polskie! chlubo rodu 
ludzkiego! do ciebie spełnienie wielkich nadziei narodowych 



— 9o — 

należy. Jeszcze kilka razy stańcie się podobnymi sobie samym, 
a Ojczyzna będzie zbawioną «. 

JW. Marszałek: »Zapewne zgodzi się Izba, aby odezwa 
J\V. Świrskiego równie z poprzedzającą do Komisyi dyploma- 
tycznej odesłana była z tą prośbą, aby Komisya dyplomatyczna 
raczyła się jak najspieszniej rozbiorem ich zająć i najpóźniej 
w sobotę żądaną odezwę do Narodu i wojska Izbie przedstawiłam. 

JW. Kaczkowski: »Po przeczytaniu nie adresu, jak się to 
słyszeć dało. ale odezwy, nie mam nic do powiedzenia«. 

iW. Marszałek : » W i ę c Izba zgadza się, aby o b i e- 
d w i e te odezwy do Komisyi dyplomatycznej przę- 
sła n e b y ły ?« 

Głosy: »Zgoda! zgoda!« 

JW. Marszałek: »JW. Jęło wieki prosił o glos w materyi 
dyplomatycznej, lecz kiedy nikogo na ławkach rządowych 
z Wydziału Dyplomatycznego nie mamy, może Izba zgodzi 
się, ażeby glos JW. Jełowickiego był do soboty odłożony«. 

JW. Jełowicki: »Mam przedstawić rzecz przedmiotu dy- 
plomatycznego dotyczącą; że jednak jest tego rodzaju, że ją 
sama Izba bez wpływu członków Rządu załatwić może, więc 
proszę, ażeby mi głos był udzielony; w sobotę albowiem 
może będzie wiele innych materyi, a dzisiaj właśnie mamy 
czas woinycc 

JW. Marszałek: »Ja tylko tę uwagę robię, że zawsze w ma- 
teryi dotyczącej dyplomacyi wypadałoby, aby Wydział Dyplo- 
matyczny od Rządu robił uwagi, a właśnie dzisiaj nie mamy 
żadnego z członków tego wydziału. Zresztą przyjęta jest za- 
sada, aby wszystkie przedmioty extra materiam w sobotę tylko 
wnoszone były; zatem głos JW. Panu dopiero za decyzyą Izby 
udzielić mogę«. 

JW. Gustaw tor. Małachowska: »Mojem zdaniem wypada- 
łoby dać głos JW. Jełowickiemu dlatego, ażeby Zastępca Mi- 
nistra spraw zagranicznych w sobotę mógł nam dać dokładne 
objaśnienie. Lepiej, że Minister przybędzie już przygotowany, 
gdyż żądać się będzie wyjaśnienia, nie zaś podchwycenia Ministra«. 

JW. Marszalek: »Kto jest zdania, ażeby JW. Jełowi- 
ckiemu udzielić głos w materyi dyplomatycznej, pow- 
stać r a c z y « . 

Prawie wszyscy powstali. 



— 94 — 

JW. Jełowicki : »Dwie są drogi, któremi dojść możemy je- 
dynego naszych życzeń i naszych poświęceń się celu: jedną — 
nasza siła zbrojna; druga — poci jaką bądź postacią po- 
moc obcych narodów. Nasz oręż pochwycony ręką roz- 
paczy natchnionej przez miłość Ojczyzny, byłby zapewne od- 
dawna skruszył oręż niesiony przeciwko nam przez niewolni- 
ków tyrana, gdyby sąsiednie mocarstwa zachowały były przy- 
najmniej tę ścisłą neutralność, do jakiej się zobowiązały wzglę- 
dem ludów, upominających się o swoją własność, o swoje ża- 
dnemu przedawnieniu nie ulegające prawa. Działania sąsie- 
dnich rządów, dążące do zmniejszenia sił naszych, a utrzy- 
mania i powiększenia sił nieprzyjaciela naszego, wstrzymują 
nasze wojenne postępy. Skargi o tak publiczne i tak ciężkie 
wyrządzone nam krzywdy nie o ściany samych tylko gabine- 
tów obijać się powinny. Nasz głos wołający o sprawiedliwość 
niech się do krańców świata przedziera, niech całe narody 
ogarnia. Użyjmy do tego świętego celu samego organu naro- 
dów i tym organem starajmy się obudzić szlachetne ich czucie 
na niedolę ludu utworzonego do wolności. Chcę tu mówić 
o ułożeniu adresów od naszej Izby do reprezentacyi tych na- 
rodów, którym samo oświecenie sprzyjać nam nakazuje. Zdaje 
mi się, że krok ten powtarzany z umiarkowaniem tyle razy, 
ile tego nowe wydarzenia wymagać będą, pomyślne dla nas 
sprowadzi skutki. Powiadam: z potrzebne m umiarkowa- 
niem; nie jestem bowiem za tern, abyśmy dla naszej sprawy 
usiłowali burzyć spokojność narodów, ale o to nam idzie, aby 
prawdziwe o nas zdanie wolnych ludów przyczyniło się do 
skłonienia ich rządów, czy to do uznania naszej niepodległości. 
czy to do niesienia nam czynniejszej pomocy w zamian za 
przeszkody, które nam niektóre mocarstwa do osiągnienia na- 
szego celu stawiają. Nie myślę bynajmniej, abyśmy tym kro- 
kiem nieprzychylność dworów ściągnąć mieli; do takich bowiem 
tylko udawajmy się narodów, które przez reprezentacyę po- 
dzielają z panującymi najwyższą władzę, w r których panujący 
szanują opinię narodu i z nią zgodnie stanowią o rzeczach, 
które zwyczajny stan jego zmienić mogą. Pamiętajmy, że tym 
sposobem możemy zastąpić niedokładność, a częstokroć lałszy- 
wość gazet, a co więcej niedostateczność naszej drogi dyplo- 
matycznej. Nie potrzebuję dowodzić, że niedokładność gazet 



— 95 

bardzo nam jest szkodliwą. Każdy z nas wie dobrze, jak da- 
leko objawiające się o nas zdania w gazetach zagranicznych, 
a nawet francuzkich, nie zgadzają się z naszymi celami, z na- 
szem niezłomnem postanowieniem, kiedy w nich jeszcze zjawia 
się kiedy niekiedy, że tak powiem, upiór traktatu wiedeń- 
skiego. Przyczyna tego jest oczywistą. My nie mamy dziennika 
prawdziwie urzędowego; nasza stolica nie ma dziennika fran- 
cuzkiego, a wiadomości przez nasze gazety polskie nie tak 
daleko się rozlegają, jak odgłos wielu nieprzyjaznym nam ga- 
zet niemieckich. Wydział Dyplomatyczny nie mógł nam dotąd 
wielkich wyświadczyć posług. Jeżeli tą drogą usiłowaliśmy 
kiedy wyjawić światu, o ile przez widoczne czyny niektóre 
mocarstwa łamały i łamią prawo neutralności, ministrowie 
tychże mocarstw zapewne na ich obronę też czyny w innem 
wystawiali świetle, a przez to skarga nasza albo w zawieszeniu 
zostawała, albo może jeszcze za niesłuszną była uznawana. 
Niedostateczności drogi dyplomatycznej dowodzi jeszcze nie- 
uwaga, z przyczyny której do redakcyi cyrkuiarzów wciskają 
się nam samym nieprzyjazne lub źle oświecające zdania i wnio- 
ski. Na ostatniej sesyi interpelacyjnej smutne podobnego błędu 
widzieliśmy dowody. Nadto jeszcze i o tern zapominać nie po- 
winniśmy, że nasz Wydział Dyplomatyczny przy niektórych 
gabinetach wcale nie istnieje; przy innych zaś nie ma właści- 
wej powagi i mieć jej nie będzie, dopóki nasza niepodległość 
podług form dyplomatycznych przez nie uznaną nie zostanie. 
Zostawmy Wydziałowi Dyplomatycznemu właściwe mu, jak- 
kolwiek ścieśnione na teraz, pole, ale nie zapominajmy, że 
głos Narodu jest zawsze uroczystym; [tym] świętym głosem obja- 
wiajmy światu postępy sprawy naszej, objawiajmy mu krzy- 
wdy, które nam sąsiednie rządy wyrządzają z obrazą praw 
Boskich i ludzkich. 

Zastanówmy się bliżej nad naszem politycznem położe- 
niem. Europa nam winna przynajmniej neutralność i uznanie 
naszej niepodległości. Do neutralności mamy prawo, bo była 
zaręczoną wszystkim ludom. Uznanie naszej niepodległości na- 
leży się nam od wszystkich sumiennych narodów nietylko 
przez wzgląd na sposoby, przez które nam ją wydarto, ale 
przez wzgląd na teraźniejsze, po wszystkich częściach naszej 
ziemi istniejące, najwymowniejsze, bo krwawe naszego bytu 



— 96 — 

dowody. Czujemy mocno, o ile naruszenie neutralności przez 
Austryę i Prusy opóźniło dokonanie naszego wielkiego dzieła. 
Czem się da wynagrodzić rozbrojenie korpusu jenerała Dwer- 
nickiego? Czem się da wynagrodzić ciągłe wspieranie wojska 
rosyjskiego przez rząd pruski żywnością, bronią, amunicyą, 
żołnierzem nawet a w ostatnich czasach materyałami do uła- 
twienia przeprawy przez Wisłę? Pod jakie prawa dadzą się 
podciągnąć te gwałty, których rząd pruski dopuszcza się na 
nas przez zatrzymywanie naszej broni, naszych funduszów? 
Naród nasz dużo ucierpiał, wiele jeszcze z tych powodów 
cierpieć będzie; niechże uroczyście swoje objawi krzywdy, 
niech uroczyście za pośrednictwem ludów odezwie się do su- 
mienia panujących, niech ogłosi swoim przyjaciołom, że wzglę- 
dem nas złamany warunek neutralności daje im prawo do 
zajęcia się czynnie świętą sprawą naszą. Potrzebujemy uznania 
naszej niepodległości. Co chwila spodziewamy się tego uznania 
ze strony Anglii i Francy i, i że za ich przykładem wszystkie 
pójdą mocarstwa, ale na nieszczęście chwile te naszego spo- 
dziewania od początku naszej rewoiucyi bezskutecznie po so 
bie następują. Niepodobna przypuścić, aby od wykonania tego 
kroku tak ludzkie, tak oświecone, tak potężne narody mogło 
co innego wstrzymywać, jak nie wiadomość o krzywdach na- 
szych, niewiadomość o postępie naszych działań, niewiadomość 
o tern, jak daleko rozszerzył się ogień naszej świętej rewoiu- 
cyi, który dotąd nie ugaśnie, dopóki Ojczyzna nasza w całej 
swej rozległości dawnym nie zajaśnieje blaskiem. Myśmy z na- 
szego miejsca to wszystko narodom wyświecać powinni. W tym 
celu powinniśmy utworzyć od Izby naszej do Izb sejmujących 
w Anglii i Francyi adres, w którymbyśmy nadto oświadczyli, 
że głos nasz u ich dworów gaśnie, bo jeszcze nie ma dyplo- 
matycznej powagi; że naród nasz od nich jako reprezentują- 
cych narody wiele się spodziewa na mocy tej harmonii i tego 
braterstwa, które wolnym ludom wzajemne wspieranie się na- 
kazują; że przeto udajemy się do nich z tą szlachetną prośbą, 
ażeby przez miłość wolności wyjednały u swych dworów 
uznanie naszej niepodległości, które jest równie warunkiem 
ustalenia naszego bytu, jak potrzebą oświeconej Europy. Nie 
wahajmy się użyć do naszego oswobodzenia tego prawego 



— 97 — 

środka, który nam i natura sprawy naszej, i duch czasu wska- 
zują, który będzie dopełnieniem naszego wpływu dyplomaty- 
cznego, który nam pozyska przynajmniej ścisłą neutralność 
nieprzychylnych dworów; nie odwlekajmy ani na chwilę tego 
wielkiego kroku w nadziei, że lada dzień nadejdzie urzędowa 
wiadomość o uznaniu naszej niepodległości przez Anglię i Fran- 
cyę, bo gdybyśmy go w wigilię tego pożądanego dnia uczynili, 
nic nie stracimy; jeżeli zaś przez spóźnione użycie tego środka 
opóźnimy szczęśliwe rozwiązanie sprawy naszej, natenczas 
sami na swoją lękliwość narzekać będziemy. Cechą naszej re- 
wolucyi jest bezwarunkowa miłość Ojczyzny; cechą naszych 
wojowników jest nieustraszone męstwo; cechą naszych poli- 
tycznych działań niech będzie jawność i prawda, a trwały 
byt ukochanej Ojczyzny naszej uwieńczy te połączone cnoty 
polskie«. 

JW. Krysiński: »Wniosek JW. Jełowickiego jest tak wa- 
żny, tak stanowczy, iż największej rozwagi, największego zgłę- 
bienia wymaga. Jeżeli we wszystkich materyach, sprawy publi- 
cznej dotyczących, obowiązkiem jest Komisyów sejmowych 
wchodzić i wniosek z wszystkich punktów rozbierać, obowią- 
zek ten jest większy i świętszy w materyach dyplomatycznych. 
Powtarzam, że wniosek jest bardzo ważny, i ten, kto go robi, 
dobrze Ojczyźnie życzy, ma czyste i święte widoki, lecz dla- 
tego wniosek zgłębienia potrzebuje. Szanowni panowie! już wy- 
braliście i zaufaniem waszem zaszczyciliście osoby składające 
Komisyę dyplomatyczną; rozumiem, że kiedy zakomunikowane 
nam będą wszystkie papiery dyplomatyczne i akta, i wej- 
dziemy, że tak powiem, w ich anatomię, rozumiem, że Komisye 
nasze będą w stanie zająć się ocenieniem wniosku JW. Jeło- 
wickiego. Ażeby więc nadal podobne czynności z wszelką 
przyzwoitością traktowane były, wnoszę, aby Izba raczyła 
wniosek tak ważny do Komisyi dyplomatycznej odesłać, która 
w czasie o ile możności najkrótszym zdać raportu nie omieszka«. 

Głosy: »Zgoda! zgoda!« 

JW. Gustaw hr. Małachowski: »Piękność celu, polskie na- 
tchnienie, które JW. Jełowickiego do uczynienia wniosku spo- 
wodowały, jest przyczyną, że popieram żądanie JW. Krysiń- 
skiego, aby wniosek ten odesłany był do Komisyi dyplomaty- 
cznej dla przedstawienia go później Izbie z stosownemi obja- 

Dyaryusz T. VI. 7 



— 98 — 

śnieniami. Lecz widzę być moim obowiązkiem oddalić pewien 
gatunek nagany na Wydział Dyplomatyczny, jaka się tutaj 
słyszeć dała, a o którego czystości zamiarów nikt nie powąt- 
piewał. Przyjdzie ta chwila, jest ona juz blizka, gdzie rządy 
wszystkie pojmą, poznają swój błąd, jaki popełniły przez zimne 
traktowanie interesu naszego. Jest coś w każdym szlachetnym 
człowieku, że się uraża na widok walki nierównej, z której 
może nastąpić zagłada szlachetniejszej strony. Wśród tylu ma- 
teryi przygotowanych do ognia jasny widok zapastniczej walki 
może mieć ważny skutek. Izba raczy sobie przypomnieć da- 
wną przypowiastkę, kiedy w Rzymie, w owem świetnem i po- 
tęźnem już państwie, zgłosiła się Sybilla i za dziewięć ksiąg 
zawierać mających dalsze losy i przeznaczenia jego zażądała 
pomiernej ceny; spaliła z nich trzy. gdy ich kupić nie chciano, 
i za sześć żądała tyleż, co poprzednio za dziewięć; żądaniu 
jej tern bardziej odmówiono, spaliła więc trzy jeszcze, żądając, 
tyle za pozostałe trzy, jak za wszystkie dziewięć. Kupiono je, 
i te zawierały w sobie dalsze przeznaczenie Rzymu. Podobnie 
dzieje się i z życzeniami ludu. Początkowo przychodziliśmy 
z małemi żądaniami, odwłóczono nas do późniejszego czasu; 
później przyszliśmy, żądaliśmy groźniej i więcej, i tu żądania 
nasze odrzucono. Teraz jest moment pomiędzy przyjęciem bez- 
warunkowem, bezwzględnem, a zawyrokowaniem o naszej 
egzystencyi; kwestya ta już jest rozwiązana; art. 1-szy kon- 
stytucyi już jest rozdarty, i to uczucie przeciwko połączeniu 
się z Rosyą jest tak obszerne, jak przestrzeń do Syberyi«. 

JW. Nakwaski : »Jeden najczynniejszy z dyplomatów na- 
szych, Radca Stanu Wielopolski, w uwagach swoich, jakie przed- 
stawił dyplomatom angielskim, przepowiedział ten krok, do 
którego dzisiaj przystępujemy. Wiedzą monarchowie, że jeżeli 
niepodległości naszej nie uznają, zmuszeni będziemy udać się 
i odezwę zrobić, nie mówię do ludów, ale do Izb, które te 
ludy reprezentują. Zgadzam się z JW. Krysińskim, że wniosek 
JW. Jełowickiego jest bardzo ważny i że powinien być do 
Komisyów odesłany z prośbą, aby nam mógł być jak najprę- 
dzej przedstawiony. Popieram zdanie JW. Jełowickiego, że nie 
zasługuje dyplomacya nasza na zupełną ufność, i w poparciu 
tego dość przypomnieć cyrkularz po bitwie ostrołęckiej i drugi 
o powstaniu wołyńskiem. Przy tej okoliczności winienem przy- 



— 99 — 

pomnieć Izbie, że już tak dawno uchwaliliśmy adres do wa- 
lecznych Węgrzynów, do którego ułożenia uprosiliśmy JW. 
Niemcewicza. Zadziwiającą jest rzeczą, że ten adres dawno 
już wygotowany leży w kancelaryi Senatu. Wydział Dyploma- 
tyczny powinien był jawnie wyrazić się, że albo nie trzeba 
go robić, albo, kiedy napisany został, przesłać. Jawność i pra- 
wda nietylko nam w obradach naszych, ale i Wydziałowi 
Dyplomatycznemu w czynnościach jego towarzyszyć powinna. 
To życzenie przesyłam dla Wydziału Dyplomatycznego, pro- 
sząc zarazem naszej Komisyi dyplomatycznej, aby niezwłocznie 
adres ten wzięła pod swoją rozwagę i przedstawiła go Izbie«. 

JW. Jełowicki: »Na zarzut JW. Małachowskiego, mam ho- 
nor odpowiedzieć, że nie mówiłem wcale o nieufności ku Wy- 
działowi Dyplomatycznemu; owszem, ufam mu zupełnie tak, 
jak Rządowi Narodowemu i wszelkim władzom krajowym, 
i życzę, ażeby ta ufność we wszelkich rozgałęzieniach towa- 
rzyszyła. Wspomniałem tylko o niedokładności w tym Wy- 
dziale, którą udowodniłem. Ze zaś zdanie Reprezentanta w Izbie 
objawione przestaje być jego zdaniem i uwalnia go od odpo- 
wiedzialności, ja, moje zlewając na całą Izbę, oczekuję od Izby 
wyrzeczenia, czy je przyjmuje, lub odrzuca. O to tylko upra- 
szam, ażeby wniosek mój był jak najprędzej do Komisyów 
odesłany i Izbie przedstawiony dlatego, ażeby nam nie powie- 
dziano, gdybyśmy potem z nim wystąpili: zapóźno!« 

JW. Zwierkowski: »W dwóch przedmiotach toczy się dy- 
skusya; co pierwszego zachodzi tylko potrzeba potwierdzenia, 
ażeby wniosek do Komisyi dyplomatycznej został odesłany. Co 
do drugiego, jestem zdania, ażeby uczynić stosowną odezwę 
do Senatu, nie zaś do Wydziału Dyplomatycznego; jest to bo- 
wiem decyzya Izb połączonych, i tylko winno nastąpić jej uzu- 
pełnieniem 

JW. Marszałek: ^Odpowiadając JW. Nak wąskiemu i JW. 
Zwierkowskiemu, niech mi wolno będzie zwrócić uwagę ich 
na to, iż chociaż połączone Izby zadecydowały, aby walecznemu 
narodowi węgierskiemu podziękować za ich dobre dla nas 
chęci i chociaż wskutek takowej Izby uprosiły JW. Ka- 
sztelana Niemcewicza, aby się zajął wygotowaniem stosownej 
odezwy, gdy wszelako żadnej urzędowej wiadomości od Wy- 
działu Dyplomatycznego nie mamy, czyli adresa komitatów 



- 100 — 

węgierskich do Cesarza były pewne, niezawodne, dlatego wstrzy- 
mano uzupełnienie decyzyi Izb. Skoro jednak Komisya dyplo- 
matyczna złożona z członków Izb obudwóch przekona się, 
iż adresa komitatów węgierskich noszą na sobie cechę pra- 
wdy, pospieszą podać Izbom wygotowaną już odezwę do za- 
twierdzenia^ 

JW. Worcell: »Parę słów powiem względem czasu, w któ- 
rym wniosek JW. Jełow-ickiego będzie mógł być rozebrany. 
JW. Krysiński powiedział nam, iż skoro Komisya dyplomaty- 
czna przejrzy wszystkie papiery, dokumenta, jakie jej złożone 
bądą przez Wydział Dyplomatyczny, będzie dopiero w stanie 
decydować względem wniosku JW. Jełowickiego. Zdaje się, że 
termin jest nieograniczony, i ponieważ nie wiemy w jakim 
czasie, czyli to za kilkanaście dni, czyli też za kilka tygodni 
Komisya dyplomatyczna czynność tę będzie mogła ukończyć, 
a wszyscy zgadzamy się na to, że wniosek JW. Jełowickiego 
jest bardzo ważny i prędkiego załatwienia potrzebuje, wypa- 
dałoby, aby Izba upoważniła Komisyę dyplomatyczną do zażą- 
dania od Wydziału Dyplomatycznego zakomunikowania jej 
wszelkich akt, ściągających się do tego wniosku, i możnaby 
jakiś blizki termin, n. p. sobotni oznaczyć, na który Komisya 
dyplomatyczna byłaby obowiązana przedstawić Izbie wniosek 
JW. Jełowickiego«. 

JW. Marszałek: »Odpowiadając JWmu Worcell, oświad- 
czam, iż właśnie w dniu wczorajszym zakomunikowałem Izbie 
odezwę od Zastępcy Ministra spraw zagranicznych, w której 
oświadczył gotowość złożenia wszelkich akt i zakomunikowania 
ich na każde zażądanie Komisyi dyplomatycznej. Nie widzę przeto 
potrzeby upoważniać Komisyę dyplomatyczną, aby ta mocną była 
wezwać w każdej potrzebie Wydział Dyplomatyczny do przed- 
stawienia jej potrzebnych papierów, skoro sam Zastępca Mini- 
stra spraw zagranicznych z gotowością swoją się oświadczył. 
Oznaczać czas Komisyom do wykończenia poruczonych im 
prac dotąd nie było u nas w zwyczaju. Izba spuszczała się 
w tern zawsze na Komisyę swoje, że te, znając i podzielając 
życzenie Izby, o tyle przyspieszać starają się poruczone im 
czynności, o ile czas fizycznie im wystarczy. Spodziewam się, 
że i ten przedmiot w Komisyi dłużej nad trzy lub cztery dni 
nie zabawi«. 



— 101 - 

JW. Wężyk: » Wątpliwość, jaką JW. Marszałek podaje wzglę- 
dem prawdziwości adresu komitatów węgierskich i względem 
ich przymówienia się za nami, zdają się zbijać wszystkie za- 
graniczne gazety; wszystkie bowiem nietylko francuzkie, ale 
nawet niemieckie doniosły nam o tern, a żadna z gazet nawet 
austryackich, ani »Beobachter« nawet, tego doniesienia nie zbija. 
Zdaje się, że na tern doniesieniu polegać można, tern bardziej, 
kiedy wiadomość o adresie komitatów węgierskich przez żadną 
z gazet austryackich, które wszystkie pod ostrą są cenzurą 
i wszystkie za urzędowe uważać można, kiedy, mówię, przez 
żadną z tych gazet wiadomość ta zbitą nie jest. Przypominam, 
iż sejm węgierski za półtora miesiąca będzie otwarty; pow ;n- 
nibyśmy przeto pospieszyć z tą odezwą, aby zebranie się jego 
uprzedzić, dla czego wypadałoby, aby Komisya jak najprędzej 
przedmiot ten załatwiła i adres przez JW. Niemcewicza uło- 
żony Izbom do zatwierdzenia przedstawiła. Powtarzam, iż wy- 
pada nam z przesłaniem adresu tego pospieszyć, nim się sejm 
zbierze, bo jeżeli się spóźnimy, nie osiągniemy tych skutków, 
jakich spodziewać nam się wypada«. 

JW. Marszałek: »Jako Polak, jako obyw T atel i Reprezentant, 
na chwilę nie wątpię, aby wiadomość o adresie komitatów 
węgierskich pewną nie była. Sprawa nasza nadto jest piękna, 
nadto świetna, abyśmy się współczucia narodów spodziewać nie 
mieli, abyśmy takowego pewnymi nie byli; lecz jako Członek Izby 
oświadczam, iż my, ciało prawodawcze, powinniśmy mieć inne 
dokładniejsze wiadomości, jak te, które czerpane w gazetach. 
Oświadczam, że na doniesieniach gazet poprzestać nie możemy, 
gdzie jako organ Narodu przemawiać mamy«. 

JW. Wężyk, w kontynuacyi: »W wolnych krajach, gdzie 
jest woiność druku, można nie ufać doniesieniom gazet, lecz 
tam, gdzie jest cenzura i kiedy żadna gazeta nawet z wiedeń- 
skich wiadomości tej nie zbiła, tam, mówię, gdzie z powodu 
zaprowadzonej cenzury każdą gazetę uważać można, że w niej 
sam rząd przemawia, gdzie wszystkie pisma z tego względu 
za urzędowe uważać należy, tam wszelkie podobne wiadomości 
można uważać za pewne«. 

JW. Roman Sołtyk: »Kilka tygodni temu, jak wyrzekłem 
w tej samej praw świątyni zdanie, że musimy się dobijać nie- 
podległości przez oręż i przez negocyacye. Dziś widzę, iż 



— 102 — 

wniosek JW. Jełowickiego prowadzi nas do celu, abyśmy uzy- 
skali pomoc obcych narodów. W jaki zaś sposób da się to 
uskutecznić, wskaże nam Komisyów naszych mądrość. Muszę 
tylko oświadczyć moją radość, ze widzę jedność między Repre- 
zentantami a Narodem, między Narodem a Wodzem. Widzie- 
liśmy niejakie rozdwojenie przy wprowadzeniu wniosku wzglę- 
dem reformy Rządu. Teraz wszyscyśmy się połączyli i poda- 
liśmy sobie ręce dla dobra Ojczyzny. Z ukontentowaniem mojem 
widzę, iż Naród cały i Europa przekonają się, że wszyscy do 
jednego dążymy celu, przyjąwszy za hasło: jedność, zgoda 
i moc. Wojsko zrobi swoje, a dyplomacya to samo«. 

JW. Tymowski: »Co do adresu do Węgrzynów, miło mi 
jest zwrócić uwagę Izby Poselskiej, iż skoro Izby zgodziły się 
i uchwaliły go, zdaje się, iż, powody do niego musieliśmy 
uznać za słuszne. Skoro go więc izby uchwaliły i poleciły na- 
pisanie odezwy do W r ęgrzynów, dziwię się, iż rzecz ta ulega 
jeszcze wątpliwości. Adres powinien koniecznie do Izb być 
wniesiony; do Komisyów odsyłać go nie widzę żadnej potrzeby, 
bo nie powinniśmy się na żadne względy oglądać«. 

JW." Wołowski: »Gdy właśnie z mojej strony był uczy- 
niony wniosek, abyśmy adres dla szlachetnego narodu węgier- 
skiego przesłali, dziękując mu za tak piękne przymów 7 ienie się 
za nami do Cesarza austryackiego i gdy poleciliśmy już wy- 
gotowanie jego, więc co się tyczy samej uchwały, nie można 
zaprzeczać, iż ta żadnej zmianie ulegać nie powinna. Co do 
adresu, kiedy ten już jest napisany i tylko w Izbach połączo- 
nych powinien być odczytany, nie zaszkodzi, iż go przejrzą 
Komisye. To tylko dodam, aby, kiedy w dniu sobotnim ma 
nam być przedstawiony, należałoby uprosić Izbę Senatorską, 
aby się również zgromadzić raczyła, aby względem ostate- 
cznego przesłania go w jednymże z nami dniu zadecydowała. 
Możeby się jeszcze Izba i na to zgodziła, że gdy w sobotę 
decydować mamy względem odezwy JW. Jełowickiego, ponie- 
waż odezwa ta tyczy się całego Narodu, wnoszę, aby i ta 
odezwa wraz z adresem do Węgrzynów w Izbach połączonych 
odczytana była, aby w przedmiotach dotyczących się całego 
Narodu cały Sejm decydowała 

Głosy: »Zgoda! zo % oda!« 



— 103 — 

JW. Marszałek: »Kto popiera wniosek JW. Wołowskiego, 
powstać raczy«. 

Wszyscy powstali. 

JW. Marszałek: » Wszelako, chociaż już Izba względem 
wniosku JW. Wołowskiego zadecydowała, ośmielam się przed- 
stawić następujące uwagi. Niema żadnej wątpliwości, że Izby 
zadecydowały, aby adres do Węgrzynów z podziękowaniem 
za ich dobre dla nas chęci ułożyć i im przesłać. Adres ten, jak 
nam wiadomo, jest już napisany i tylko dla ostatecznego uzu- 
pełnienia ma być w Izbach połączonych odczytany. Izba zde- 
cydowała już, aby jej w sobotę takowy był przedstawiony, lecz 
zdawałoby mi się lepiej przedmiot ten odłożyć do poniedziałku, 
a to z tych powodów: oprócz adresu do Węgrzynów mamy 
jeszcze odezwę do Narodu, której wygotowanie poleciliśmy 
Komisyi dyplomatycznej z zastosowaniem się do głosów JW\ 
Jełowickiego i Swirskiego. Odezwę tę Komisya dyplomatyczna 
ma nam także w sobotę przedstawić, której aby nadać więcej 
prawności po przyjęciu u nas, wypadnie nam ją zakomuniko- 
wać Senatowi, aby od całego Sejmu wychodziła. Prócz tych 
dwóch odezw będą czynione jeszcze niektóre interpelacye, a te 
tylko w Izbach rozłączonych mają miejsce, i to jest powód 
drugi. Trzeci zaś powód, że, jeżeliby się nam pozostało czasu, 
mógłby być wniesiony projekt, wczoraj w Komisyach dysku- 
towany, względem zajęcia wołów pod rekwizycyę, który jest 
także jednym z przedmiotów naglejszych; nie mielibyśmy więc 
czasu połączenia się z Senatem, z którym wspólnie adres do 
Węgrzynów rozbierać powinniśmy, jakeśmy go w Izbach po- 
łączonych uchwalili. Te materye zajmą nam zapewne cały 
dzień sobotni; dlatego zdawałoby mi się, abyśmy raczej upro- 
sili Komisyę dyplomatyczną, iżby nam w sobotę odezwę do 
Narodu, a w poniedziałek adres do Węgrzynów przedstawiła, 
po którym moglibyśmy wprowadzić projekt o regulaminie Izb, 
który już raz powinien albo upaść, albo się utrzymać«. 

JW. Wężyk: »W tem tylko nie zgadzam się z JW Mar- 
szałkiem, że gdybyśmy w poniedziałek mieli se^yę w Izbach 
połączonych, kiedyżby Izba Senatorska miała czas do przej- 
rzenia i przyjęcia odezwy do Narodu i wojska? Wszak po 
uchwaleniu odezwy trzeba o niej Senatowi donieść, ją zako- 
munikować, więc gdyby w poniedziałek były Izby połączone, 



— 104 — 

to odezwa do Narodu i wojska musiałaby być dopiero we 
wtorek do Senatu wprowadzona. Chyba, że JW. Marszałek 
przedsięweźmie środki, ażeby w sobotę Senat miał sesyę i żeby 
mu odezwa ta zaraz po jej przyjęciu w Izbie naszej była przed- 
stawiona^ 

JW. Marszałek: »Odpowiadąjąc na głos JW. Wężyka, mam 
honor mu oświadczyć, iż pomiędzy sobotą a poniedziałkiem 
jest czterdzieści ośm godzin i że przedmiot ten wiele czasu 
w Senacie zabrać nie może. Dziś zbiorą się Komisye o godzinie 
6 w wieczór, i to zapewne Komisye połączone. Tym sposobem, 
gdy przedmiot ten w Komisyach dyskutowany będzie, komi- 
sarze Senatu będą już z nim oswojeni, i dlatego dyskusya 
w Senacie długą być nie powinna i nie zabierze zapewne 
czasu więcej, jak tyie, ile będzie potrzeba na odczytanie. A za- 
tem, czy to w sobotę wieczór, czy w niedzielę, Senat nie od- 
mówi swojego zebrania się, bo powtarzam, przedmiot ten nie- 
wiele go zatrudni, a jest nagły«. 

JW. Świniarski: »Oprócz przedmiotu adresu do szlache- 
tnego narodu węgierskiego i równie ważnej odezwy do Narodu 
i wojska naszego, słyszeliśmy w głosie JW. Jełowickiego 
wzmiankę o potrzebie adresu do obcych narodów względem 
interwencyi. Zdawało się, że Izba podzieliła to zdanie i dlatego 
przedmiot tak ważny do Komisyów odesłała. Ażeby jednak 
w tym głosie nie przypuszczano zamiaru wzburzenia ludów 
przeciwko rządom, wypadałoby, abyśmy wydali razem adres 
do narodów i do rządowa. 

JW. Kaczkowski: »Gdy wezwany zostałem na dzisiejszą 
sesyę, rozumiałem, że po dwóch tajnych posiedzeniach, które 
drażniły opinię publiczną następnie wszyscy będziemy zaspo- 
kojeni; jakoż nie zawiodłem się, bo początkowo słyszeliśmy 
projekt do adresu — nota bene, źle nazwanego adresem — 
bo raczej projekt do odezwy do narodu cierpiącego. Tymcza- 
sem zręcznie czy niezręcznie przenieśliśmy się do Węgier; po- 
tem błąkaliśmy się po różnych gabinetach i pominęliśmy nie- 
rozwiązaną tę jedną kwestyę, której cała Polska oczekuje. Dziś 
taka zwłoka jest podobno dla nas uwłaczająca, i dlatego są- 
dzę, iż przedewszystkiem wypada nam się zająć w Izbie jej 
ułożeniem, bo mamy czas po temu; inaczej można będzie po- 
wiedzieć, że trawimy sesyę na niczem«. 



— 105 — 

JW. Marszałek: »Mam honor zwrócić uwagę JW. Sieradz- 
kiego na to, iż dla zaspokojenia troskliwości Narodu dosta- 
teczną jest jawność, jakąśmy nadali wniesieniu sprawozdania 
na publicznem posiedzeniu. Sprawozdanie to wszyscy słyszeli, 
i zapewne we wszystkich pismach publicznych umieszczone 
zostanie; to tymczasowo Naród zaspokoi, dopóki wydać się ma- 
jąca odezwa nie potwierdzi i nie powiększy zaufania, jakie 
powinien mieć Naród w Naczelnym Wodzu i wojsku, których 
waleczności i usiłowaniom powierzyliśmy wywalczenie sprawy 
naszej. Zresztą, co do tego Izba decyzyę swoją juz wyrzekła 
i zapewne cofnąć jej nie będzie chciała«. 

JW. Kaczkowski, w kontynuacyi: » Właśnie zamiarem Izby 
jest pokazać w obliczu całego Narodu, że Naród, Izby, Rząd 
Narodowy i Wódz stanowią jedność. Wszelkie spóźnienia może 
mają jakieś dyplomatyczne cele, ale te nie zaspokoją Narodu, 
przeto są złe. Jestem zdania, aby przedewszystkiem, kiedyśmy 
pominęli jedne formalności, pominąć i drugie. Odezwa jest po- 
trzebna, i ta powinna być wydana dziś, i dziś«. 

JW. Zarczyński : »Uważam, że zwłoka przypisuje się ja- 
kimsiś dyplomatycznym stosunkom. Ja myślę, że gdyby Izba 
tak działała, działałaby mylnie. Lecz mniemam, ze gdy cała 
Polska zalana jest barbarzyńcami, gdzie są wszystkie komuni- 
kacye przecięte, nie można jej podobnego zarzutu robić, bo ona 
działać nie może«. 

JW. Wężyk: »Odezwa przez kolegę JW. Jełowickiego uło- 
żona, można powiedzieć, iż jest odezwą jedenastu Członków 
Izby, bo jest odezwą deputacyi. Delikatność tylko nasza nie 
kazała odzywać się, gdy ją JW. Jełowicki odczytał, a cała Izba 
oświadczyła się za odesłaniem jej do Komisyów. Gdy się na 
nią zgodziło jedenastu członków, i pięciu przeciwko niej nie 
będzie. Lubo byłbym za tern, aby dziś ukończona i wydruko- 
wana była, lecz delikatność kazała, abyśmy milczeli, gdy cała 
Izba oświadczyła się za odesłaniem jej do Komisyów«. 

JW. Oodebski: » Właśnie w tym przedmiocie mam sobie 
za obowiązek kilka słów przemówić. Jeżeli odezwa ta, o którą 
nam idzie, towarzyszyć ma zdaniu sprawy, które ma być ogło- 
szone przez pisma publiczne, nie wątpię, że odezwa ta bardzo 
pożądany skutek przyniesie. Gdyby zaś w r kilka dni dopiero 
po zdaniu sprawy do publiczności dojść miała, sądzę, iż by- 



— 106 — 

łaby czczą deklamacyą, na którą słusznie powstał JW. Świrski, 
bo ufność i troskliwość Narodu nie może być zaspokojona 
przez samo zdanie sprawy. Zatem byłbym zdania, aby Izba 
dzisiaj, i to zaraz, zdecydowała, którą z tycb dwóch, czy JW. 
Świrskiego, czy JW. Jełowickiego utrzymać wypada. Jeżeliby 
szło o zmodyfikowanie niektórych myśli, to nie może wiele 
czasu zabrać, to się może w Izbie bez zatrudnienia tern Ko- 
misyi uskutecznić, bo powtarzam, że odezwa ta koniecznie 
towarzyszyć powinna zdaniu sprawycc 

JW. Jełowicki : »Izba zdecydowała, ażeby odezwa, którą 
11 Członków widziało, była przez Komisye roztrząsaną. Jestem 
tego zdania, — nie dlatego, że jest jedna odezwa, ale że są dwie, 
więc dlatego jedna z nich doskonalszą być może, — że dobrze 
jest, że obiedwie do Komisyów odesłane zostały, lecz z mego 
miejsca upraszam JW. Marszałka, aby był łaskaw wezwać Ko- 
misye dyplomatyczną do najprędszego wygotowania odezwy, 
jakiej żądamy, i sesyę na popołudnie zwołać celem jej zatwier- 
dzenia, bo jeżeli rzecz tę w odwłokę puścimy, nie będzie tego 
skutku, o jaki nam idzie. Teraz, aby objaśnić JW. Kaczkow- 
skiego, muszę mu pokazać — jak to mówią — czarne na bia- 
łem, że to nie adres, ale odezwa była, którą jako członek de- 
putacyi miałem sobie za obowiązek napisać i dzisiaj Izbie 
odczytałem, bo dobrze mi jest wiadomo, że Izba do narodu 
adresów nie wydajew. 

W tern miejscu JW. Jełowicki podał JW. Kaczkow- 
skiemu odezwę swoją. 

JW. Biernacki: »Zdaje mi się, że więcej było głosów za 
odesłaniem obudwóch odezw do Komisyów. Gdy zaś i tu jest 
jeszcze wątpliwość, życzyłbym, ażeby JW. Marszałek podał 
kwestyę, do której Komisyi ma być odesłany, t. j. czy do Ko- 
misyi Poselskiej, czy do Komisyów połączonych. Nie mogę 
przytem przytłumić mojego przekonania, że przedmiot tak wa- 
żny powinien być odesłany do Komisyów połączonych«. 

JW. Tymowski: »Ja w tern różnię się z JW. Biernackim, 
źe nie sądzę, ażeby przedmiot ten odsyłać do Komisyów. 
Mieliśmy 11 Członków do rady wojennej; ci niech się porozu- 
mieją i napiszą odezwę bez potrzeby komunikowania jej 
Komisyom«. 

JW. Godebski: » Właśnie objawione było publicznie, że ci 



— 107 — 

jedenastu porozumieli się pomiędzy sobą, i że ta odezwa napi- 
sana była wskutku porozumienia się. Nie widzę potrzeby, po 
co ta odezwa ma być do Komisyi odsyłana? Pytam się, czem 
się tam zatrudniać będzie Komisya? Czyli frazesa poprawiać? 
Wszak to sami w Izbie zrobić możemy. Zatem prosimy o od- 
czytanie jeszcze raz powolne tychże odezw, a mniejsze pomyłki 
w miarę, jak się spostrzegać będą, prostować będziemy. Tym 
sposobem rzecz zaraz skończymy i ani poobiednej sesyi nie 
będzie potrzeba«. 

JW. Swirski: »Poleciliście nam, abyśmy byli świadkami 
zdania sprawy i narad nad dzisiejszym stanem kraju, uważa- 
jąc go pod względem wojennym. Stało się zadosyć waszemu 
poleceniu, i troskliwość wasza zaspokojoną została. Po zdaniu 
sprawy w Izbie trzeba było otworzyć zdanie przed Narodem. 
Wiedzieliśmy, że nie możemy wydać odezwy, że tylko wola 
Izby upoważnić nas, lub też Komisye może, aby odezwa w sku- 
tek wynikły z przekonania do Narodu wydaną została. Wie- 
dzieli o tern Członkowie składający deputacyę, lecz gdy nad 
przygotowaniem podobnej odezwy porozumieć się między 
sobą nie mogli, rozeszliśmy się, i ja napisałem odezwę moją 
wtenczas, kiedy kolega Jełowicki swoją przygotował. Gdybym 
był poprzednio wiedział o odezwie JW. Jełowickiego, byłbym 
mojej nie pisał, naw r et czytać jej nie chciałem, tylko woli Izby 
posłusznym być mi wypadało. Gdyby to miało robić zwłokę, 
nadto chybiać celowi, bo bez poparcia potrzeby jej odezwa by- 
łaby deklamacyą, która od Izby nigdy wychodzić nie powinna, 
każdy akt bowiem opierać się powinien na faktach, i dlatego 
odezwa oparta być powinna albo na faktach, albo obok spra- 
wozdania zamieszczona. Natura dwóch tych odezw jest taka: 
JW. Jełowickiego odezwa jest emanująca z tego sprawozdania, 
ale bez faktów; moja ma fakta. Niech więc Izba zdecyduje, 
aby czas skrócić, którą z nich przyjmuje i która do Komisyów 
ma być odesłana? Moja może być bez zdania sprawy, bo tam 
są wyłuszczone powody, dla których Izba uznała potrzebę zwo- 
łania Rady Wojennej «. 

JW. Rembowski: »Na poparcie głosu JW. Sieradzkiego to 
powiem, że jedenaście głosów nie są całą Izbą. Dwie odezwy 
zostały nam przedstawione. Izba powinna zdecydować, której 
z nich dać pierwszeństwo: jednej lub drugiej. Nadto kiedy 



— 108 — 

odezwa ta ma iść do wiadomości całej Europy, powinna ko- 
niecznie przejść przez Komisye połączone«. 

JW. Dembowski: » Rozumiem, ze deputacya nie miała prawa 
pisać odezwy. Obowiązkiem jej było zdać nam tylko sprawę 
z narady odbytej w Rządzie Narodowym; wydanie odezwy 
należy do Izby. Gdy nam przedstawiane są odezwy, Izba ma 
prawo odesłać je do Komisyów, i jestem za utrzymaniem tego«. 

JW. Marszałek: »Materya zdaje się być dostatecznie wy- 
jaśniona. ..« 

— Głosy: »Niewyjaśniona! niewyczerpana! prosimy 
o dłuższą dyskusyę !« 

»... Chociaż prawo pozwala mi w każdym razie podług sta- 
tutu organicznego zamknąć dyskusyę, jednak nie chcę z niego 
korzystać i poddaję to pod decyzyę Izby. Kto jest zdania, 
ażeby dyskusyę zamknąć i do wotowania przy- 
stąpić, powstać rączyce 

— Większość powsta<ła«. — 

»Teraz poddaję następującą kwestyę: Kto jest zdania, aby 
odezwy tej do Komisyów nie odsyłać, tylko zaraz względem 
nich wyrzec, powstać raczy«. 

Przed zadecydowaniem tej kwestyi zażądał objaśnienia. 

JW. Biernacki: »Czy do Komisyi, czy do Komisyów połą- 
czonych ma być odesłana ?« 

Marszałek: »To potem zdecydujemy«. 
L Tymowski: »Ja zaś prosiłbym o objaśnienie, czyli te 
odezwy do Komisyów, czyli też do 11 Członków składających 
deputacyę odesłane być mają?« 

Głosy: »Samo prawo zawiera co do tego punktu prze- 
pisy, od których odstąpić nam nie wypada !« 

JW. Kaczkowski: »W kwestyi położonej widzę dwie kwe- 
styę, z których jedna dąży do tego, czy żeby źle było, a druga, 
czy żeby było gorzej. Zdaje mi się, iż cała rzecz zawisła na 
pośpiechu w objawieniu jak najprędzej Narodowi skutku na- 
rad wczorajszych. Bardzo często i bardzo często błądziliśmy 
dawniej w tern, żeśmy Naród w Warszawie tylko widzieli. 
Dlatego rozumiem, iż im dłużej będziemy odwłóczyć, tern wię- 
ksze złe zrobimy, tern bardziej, że zaród jego już istnieje. Dla 
jedności, która nas jedynie zbawić może, wszelkie opóźnienie 



— 109 — 

jest szkodliwe i dlatego w tern te kwestye się różnią, że jedna 
od drugiej gorsza«. 

JW. Marszałek: »JW. Kaczkowski nie zrozumiał mnie, jak 
widzę. Ja podałem taką kwestyę: Kto jest zdania, aby odezw 
tych do Komisyów nie odsyłać, tylko zaraz tutaj względem 
nich wyrzec? Ja w tej kwestyi nie widzę tego, co JW. Ka- 
czkowski upatruje, t. j. chęci zwłoki«. 

JW. Kaczkowski, w kontynuacyi: »Byłaby ona taką, jak ją 
przedstawia JW. Marszałek, gdyby nie była poprzedzona przez 
pierwszą. Z tego względu śmiałbym zaproponować taką kwe- 
styę: Czyli tę odezwę potrzeba wydać dzisiaj, czy jutro?« 

JW. Morawski: »Na kwestye, czy ma być dzisiaj odezwa 
ta rozstrzygnięta, lub nie, odpowiadam, iż może być dzisiaj 
odesłana do Komisyów, dzisiaj w Komisyach roztrzą(śnio)ną 
i jeszcze dzisiaj przez Izby przyjętą. JW. Kaczkowski słuszną 
robi tu uwagę. Ja uważałem nadto., że, gdy JW. Jełowicki 
czytał odezwę swoją, na jeden tylko peryod Izba zdawała się 
nie zgadzać; więc godzina wystarczy na poprawienie jego. Co 
więcej, uważałem, że co do tego Izba miała słuszność za sobą, 
bo nie należało drażnić umysłów, co właśnie zarzucić można 
temu peryodowi. Sądzę, że odesławszy odezwę tę do Komi- 
syów, ażeby peryod ten był w niej sprostowany, jak mówiłem, 
w jednej godzinie może być poprawioną i dziś jeszcze do druku 
podaną«. 

JW. Marszałek: »Aby rzecz zbliżyć do końca, rozumiem, 
iż nam wypada w tym porządku kwestye położone rozstrzy- 
gnąć: naprzód pierwsze pytanie, czy odezwę tę zaraz wygo- 
tować mamy? Jeżeliby się kwestya ta nie utrzymała, podam 
drugą: czy ma być odesłana do Komisyów z prośbą, aby dzi- 
siaj na 5-tą lub 6-tą godzinę po obiedzie do Izby ją wniosły ?« 

JW. Wężyk: »Jeżeli tak jest, jak JW. Morawski utrzymuje, 
że tylko jeden peryod tej odezwy zwrócił uwagę Izby i spra- 
wił szemranie, więc ten peryod łatwo może być poprawiony 
bez odsyłania do Komisyów. Jeżeli to jest przedmiot, który 
przez 10 już Członków był rozbierany, jestem zdania, aby 
odezwa ta jeszcze raz w Izbie odczytana była, poprawiona bez 
odsyłania jej do Komisyów, bo skądże ma być ta nieomylność 
w pięciu osobach ?« 

Głosy: wprosimy o wotowanie!« 



— 110 — 

JW. Marszałek: »Poddaję jeszcze raz tę kwestyę: Kto 
jest zdania, aby względem odezwy do Narodu 
i wojska zaraz wyrzec, powstać raczy «. 

— Mniejszość powstała. — 

>>Gdy się ta kwestya nie utrzymała, poddaję drugą: Kto 
jest zdania, aby rzeczoną odezwę odesłać do Ko- 
misyów, z prośbą, aby nam ją przedstawiły na go- 
dzinę 7 wieczorem, powstać raczy«. 

— Znaczna większość. — 

»A więc zapraszam JJWW. Komisarzy, aby raczyli się 
zająć tą odezwą i przedstawić ją Izbie o godzinie 7 wieczo- 
rem. Nim zasolwuję sesyę, mam honor przedstawić Izbie, iż 
JW. Losicki (Wężyk) dla słabości zdrowia życzy sobie wyje- 
chać do wód, do Buska. Ja nie jestem umocowany do dawania 
urlopów na czas dłuższy, jak na dni 15 i na czas do drogi po- 
trzebny, coby najwięcej wyniosło dni 24. Ze zaś JW. Łosicki 
żąda urlopu na dni 40, odwołuję się przeto do decyzyi Izby, 
czy mogę JW. Wężykowi udzielić urlop na dni 40? Kto przy- 
chyla się do żądania JW. Łosickiego, powstać raczy«. 

— Mniejszość powstała. — 

»Sesya zawiesza się do godziny 7 popołudniu«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie wieczorne Izby Poselskiej dnia 

28 lipca 1831 r. 

JW. Marszałek: »Ponieważ posiedzenie to jest przedłuże- 
niem posiedzenia rannego, sądzę, że niema potrzeby odczyty- 
wania obecności Członków Izby i że możemy przystąpić prosto 
do rzeczy. Mam honor zaprosić JW. Morozewicza do od- 
czytania redakcyi, jaka w Komisyach była przyjęta«. 

JW. Morozewicz czyta: »Odezwa Izby Poselskiej do 
wojska i Narodu polskiego. 

Kiedy już tyle świetnych naszego oręża powodzeń każe 
nam się spodziewać coraz przeważniejszych wypadków, kiedy 
obok usiłowania Rządu Narodowego i Naczelnego Wodza,. 



— 111 — 

aby chwile ustalenia bytu naszego niepodległego przybliżyć, 
nieprzyjaciel ośmielił się przejść [na] lewy brzeg Wisły i na 
zadanie nam zgubnego ciosu wszystkie swe siły natęża, nie 
dziw, że troskliwość powszechna żądała poznać jak najbliżej 
położenie nasze wojenne, zgłębić i ocenić środki dla popierania 
świętej sprawy [ojczystej] przedsięwzięte. Izba Poselska, pra- 
gnąc odpowiedzieć życzeniom, pogodzić różność widoków, 
przytłumić wreszcie choćby też najsłabszy zaród nieufności, 
uczyniła wniosek o zwołanie wielkiej Rady, na której wobec 
Rządu, Wodza Naczelnego i przybranych znakomitych wojsko- 
wych delegowani od Izby Poselskiej Reprezentanci, rozpo- 
znawszy stan sił, stosunków i planów wojennych, uzyskali to 
pocieszające przekonanie, że siły nasze równie, jak ich kierunek, 
odpowiadają zupełnie zamiarom przez Naród jednomyślnie 
wobec Europy ogłoszonym. Izba Poselska, podzielając to prze- 
konanie delegowanych Izby Poselskiej, pospiesza je objawić 
Narodowi całemu. Polacy! wczorajsza Rada wojenna uzupełniła 
naszą ufność w siłach naszych, w Rządzie Narodowym i w Wo- 
dzu Naczelnym. Połączmy więc te siły w jedno ognisko; niech 
każdy z nas jak najdzielniej wspiera sprawę oswobodzenia 
Ojczyzny; otoczmy najsilniejszem zaufaniem władze narodowe, 
a rzućmy klątwę narodową na tych, którzyby nie spieszyli 
dzielić trudów i niebezpieczeństw oswobodzicieiów Ojczyzny 
i którzyby kiedykolwiek poważyli się szkodzić sprawie publi- 
cznej, usiłując rzucić nasiona nieufności i niezgody«. 

iW. Marszałek: »Zapewne odezwa ta, jak była odczytaną, 
zostanie przyjętą jednomyślnością«. 

Głosy: »Prosimy o powtórne odczytanie !« 

JW. Morozewicz czyta: » Odezwa Izby Poselskiej do 
wojska i Narodu polskiego. 

Kiedy już tyle świetnych naszego oręża powodzeń każe 
nam się spodziewać coraz przeważniejszych wypadków, kiedy 
obok usiłowań Rządu Narodowego i Naczelnego Wodza, aby 
chwile ustalenia bytu naszego niepodległego przybliżyć, nie- 
przyjaciel ośmielił się przejść [na] lewy brzeg Wisły i na za- 
danie nam zgubnego ciosu wszystkie swe siły natęża, nie dziw, 
że troskliwość powszechna żądała poznać jak najbliżej poło- 
żenie nasze wojenne, zgłębić i ocenić środki dla popierania 
świętej sprawy [ojczystej] przedsięwzięte. Izba Poselska, pragnąc 



— 112 — 

odpowiedzieć życzeniom, pogodzić różność widoków, przytłu- 
mić wreszcie choćby też najsłabszy zaród nieufności, uczyniła 
wniosek o zwołanie wielkiej Rady, na której wobec Rządu, 
Wodza Naczelnego i przybranych znakomitych wojskowych 
delegowani od Izby Poselskiej Reprezentanci, rozpoznawszy 
stan sił, stosunków i planów wojennych, uzyskali to pociesza- 
jące przekonanie, że siły nasze równie, jak ich kierunek, od- 
powiadają zupełnie zamiarom przez Naród jednomyślnie wobec 
Europy ogłoszonym. Izba Poselska, podzielając to przekonanie 
delegowanych Izby Poselskiej pospiesza je objawić Narodowi 
całemu. ..« 

JW. Chełmicki: »Zdaje mi się, że w r odezwie JW. Jełowi- 
ckiego była wzmianka do wojska, i zdaje się, że była po- 
trzebiią«. 

JW. Morozewicz: »Istotnie pierwsza redakcya, jak była 
przedstawiona w Komisyach, zajmowała w sobie apostrofę do 
wojska, lecz ponieważ większość tak zadecydowała, zastoso- 
wałem się do jej życzenia i tak ją Izbie przedstawiam, lecz 
jeżeliby Izba koniecznie życzyła sobie tej wzmianki, o którą 
chodzi JW. Chełmickiemu, mam z sobą redakcyę pierwszą, 
mogę ją Izbie odczytać, która w miejscu poczynającem się od 
tego wyrazu: »Polacy!« zawiera, jak następuje: 

»Wojownicy polscy! na waszem męstwie i na waszej 
wytrwałości los Ojczyzny polega. Temi cnotami wspierajcie 
Wodza Naczelnego, otoczcie go tą ufnością, jaką Naród w wa- 
szej odwadze pokłada, jaką w talentach i charakterze wybra- 
nego przez siebie W T odza położył. Obywatele! łączcie wszystkie 
siły wasze w zbrojnem powstaniu, w jedności uczuć, w zaufa- 
niu dla władz narodowych, w poświęceniach godnych wielkiej 
sprawy waszej, w obrzydzeniu nakoniec dla tych, którzyby nie 
dzielili wspólnych niebezpieczeństw i sławy, lub usiłowali 
osłabiać wewnętrzną jedność i zgodęcc 

Głosy: »Bardzo dobrze !« 

JW. Marszałek: »Upraszam JW r . Morozewicza o odczy- 
tanie całej odezwy z tym ustępem«. 

JW. Morozewicz czyta: »Odezwa Izby Poselskiej do 
wojska i Narodu polskiego. 

»Kiedy już tyle świetnych naszego oręża po- 
wodzeń każe nam się spodziewać coraz przewa- 



— 113 — 

żniejszych wypadków, kiedy obok usiłowań Rządu 
Narodowego i Naczelnego Wodza, aby chwilfę] usta- 
lenia bytu naszego niepodległego przybliżyć, nie- 
przyjaciel ośmielił się przejść [na] lewy brzeg 
Wisły i na zadanie nam zgubnego ciosu wszystkie 
swe siły natęża, nie dziw, że troskliwość powsze- 
chna żądała poznać jak najbliżej położenie nasze 
wojenne, zgłębić i ocenić środki dla popierania 
świętej sprawy ojczystej przedsięwzięte. Izba Po- 
selska, pragnąc odpowiedzieć życzeniom, pogodzić 
różność widoków, przytłumić wreszcie choćby 
też najsłabszy zaród nieufności, uczyniła wniosek 

zwołanie Wielkiej Rady, naktórejwobecRządu, 
Wodza Naczelnego i przybranych znakomitych 
wojskowych delegowani od Izby Poselskiej Re- 
prezentanci, rozpoznawszy stan sił, stosunków 
i planów wojennych, uzyskali to pocieszające prze- 
konanie, że siły nasze równie, jak ich kierunek, 
odpowiadają zupełnie zamiarom przez Naród je- 
dnomyślnie wobec Europy ogłoszonym. Izba Posel- 
ska, podzielając to przekonanie delegowanych 

1 zby Poselskiej, pospiesza je objawić Narodowi 
całe mu... « 

JW. Chodecki: »Co do tego peryodu robię następującą 
uwagę, że widzę Izbę Poselską umieszczoną na samym końcu. 
Mnieby się zdawało, iż wypadałoby właściwsze wyznaczyć 
jej miejsce, t. j. położyć ją przed Rządem (i) Wodzem Na- 
czelnymi 

JW. Morozewicz: »Zarzut ten może być łatwo odparty, bo 
skoro powiedziane jest, że wobec Rządu, Wodza Naczelnego 
i przybranych wojskowych rozpoznawali stan sił, stosunków 
i planów wojennych etc, już w tern samem Członkom tym, 
którzy rozpoznają, daje się widoczna preferencya«. 

Głosy: »Słusznie! bardzo słusznie! prosimy o cralsz(e) 
czytanie !« 

JW. Morozewicz czyta: 

» Wojownicy polscy! na waszem męstwie i na 
waszej wytrwałości los Ojczyzny polega. Temicno- 
tami wspierajcie Wodza Naczelnego, otoczcie go 

Dyaryusz T. VI. 8 



— 114 — 

tą ufnością, jaką Naród w waszej odwadze pokłada, 
jaką w talentach i charakterze wybranego przez 
siebie Wodza położył. Obywatele! łączcie wszystkie 
siły wasze w zbrój nem powstaniu, wjedn ości uczuć, 
w zaufaniu dla władz narodowych, w poświęceniach 
godnych wielkiej sprawy waszej, w obrzydzeniu 
nakoniec dia tych, którzyby nie dzielili wspólnych 
niebezpieczeństw i sławy, lub usiłowali osłabiać 
wewnętrzną jedność i zgodę«. 

Głosy: »Bardzo dobrze! bardzo dobrze !« 

JW. Marszałek: »Kto jest zaprzyjęciemtej odezwy, 
p o w stać r aczy«. 

— Wszyscy powstali. — 

Głosy: ^Przyjmujemy jednomyślnie!« 

JW. Marszałek: »Mam honor zaprosić JJWW. Moroze- 
wicza i Krysińskiego, aby raczyli udać się do Senatu 
z przedstawieniem mu tej odezwy, aby, tam zyskawszy za- 
twierdzenie swoje, do Narodu od całego Sejmu wychodziła. 
Sesya solwuje się do soboty na godzinę 10 zrana. Porządek 
dzienny: interpelacye Ministrów, a jeżeli nam czasu 
zbędzie, przystąpimy do projektu względem wzięcia 
w rekwizycyę wołów«. Wł. h r. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 30 lipca 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków JW. Rostworowski w za- 
stępstwie JW. Sekretarza odczytał listę obecności. Byli obe- 
cnymi (65): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. Cy- 
pry an Baczyński. Antoni Libiszewski. Roman Sołtyk. Gustaw hr. Mała- 
chowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski. Jan Pusztynika. Lu- 
dwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 



— 115 — 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Marcin Ra- 
doński. Wład. hr. Ostrowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. [Ksaw. 
hr. Niesiołowski.] Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. Józef Świrski. Feliks 
Doliński. 

Deputowani: JW. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Jan Rostworowski. Jakób Okęcki. Frań. Dąbrowski. 
Ignacy Starzyński. Frań. Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. 
Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Dominik Krysiński. Józef Brinken. Michał 
Piotrowski. Frań. Wołowski. Wojciech Chodecki. Antoni Zawadzki. Wa- 
lenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. 

Deputowani: Wszyscy nieobecni. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Wincenty Gawroński. 
Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Amancyusz Zarczyński. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. Jakób Malinowski. 

Po odczytaniu listy n ades zli (18): 

JJWW. Kalikst Morozewicz. Antoni Plichta. Stan. Kaczkowski. Kan- 
torbery Tymowski. Tomasz br. Wyszyński. Frań. Kisielnicki. Ksawery 
Sabbatyn. Aleksander Bernatowicz. August Morzkowski. Frań. Jabłoński. 
Wincenty Chelmicki. Bonawentura Niemojowski. Adam Łuszczewski. Jó- 
zef Ziemięcki. Józef hr. Małachowski. Szczepan Świniarski. Jakób Pio- 
trowski. Floryan Suchecki. 

JW. Marszałek: » Dzień dzisiejszy, jako sobotni, przezna- 
czony jest do materyi t. zw. extra-porządkowych i do interpe- 
lacyi Ministrów, czyli żądania rozmaitych od Rządu objaśnień. 
Naj pierwszy do głosu zapisał się JW. Swirski«. 

JW. Świrski: »Przedmiot, który pod rozwagę waszą po- 
ważam się wnieść, jest tej natury, że wnosząc go, obawiam 
się, aby tej części Narodu, której piętnem, charakterem i od- 

8* 



— 116 — 

znaczającą cechą jest honor, nie ubliżyć, lubo najlepsze są moje 
chęci i Izby, jeżeli się do mego wniosku — jak się spodzie- 
wam — przychylić raczy. Wiadomo jest wielu z Członków tej 
Izby, bo wielu dawniej służyło w wojsku, że wszędzie ofice- 
rom od jazdy i tym, którzy na koniach służbę czynią, zape- 
wniony jest zwrot za utratę konia, a nawet w wojsku fran- 
cuskiem za utratę efektów. Nasze wojsko tego nie żąda. lecz 
do nas należy obmyślić, aby obywatele, co z rezygnacyą wy- 
rzekli się majątku, poświęcają życie, aby nie byli wystawieni 
na to moralne cierpienie, iż utraciwszy dwa lub trzy konie, po- 
zbawieni lub oddaleni od swych zapasów, płatni szczupło, albo 
są w niemożności pełnienia służby, albo z ubliżeniem godności 
upraszać muszą o kredyt. Wynagrodzenie za takie straty im 
się należy, lubo go nie żądają; równie, jak oni nie pytali się 
nas, czy się bić mają, lecz robią swoją powinność, tak i my 
uchwalmy, co im się należy. Przedstawiam więc projekt, 
aby oficerowie do stopnia pułkownika inclusive 
byli wynagradzani za stracone konie«. 

Wniosek tenjednomyślnością do Komisyi ode- 
słany został. 

JW. Nakwaski : »Z prawdziwą przychodzi mi przykrością 
mówić i rozwodzić się w tern dostojnem zgromadzeniu wma- 
teryi obrzydłego szpiegostwa. Zeszłemu to słusznie 
dla tego samego znienawidzonemu Rządowi winniśmy tę spu- 
ściznę. Gdyby już byt nasz ustalony został, gdyby już zepsuci 
za panowania [tu] Cesarzewicza ludzie nie mogli nam szko- 
dzić, natenczas, zostawiając zgryzocie własnego ich sumienia 
należne ich ukaranie, powinnibyśmy darować ich winom, na- 
tenczas, poprzestając dalsze śledzenie, moglibyśmy pozwolić 
niejednemu, aby przynajmniej przed światem ukrywał się, 
a w poprawie i żalu wyjednał sobie Najwyższego przebacze- 
nie. Lecz kiedy nieprzyjaciel zalewa w części kraj nasz; kiedy, 
jak wieść niesie, ajenci rosyjscy we Lwowie i Wrocławiu wszy- 
stko, co się u nas dzieje, z największą wiedzą dokładnością; 
kiedy po aresztowaniach w dniu 28 czerwca jeńcy rosyjscy 
w nocy 29 czerwca oczywiście ostrzeżeni z Częstochowy uszli; 
kiedy ten niecny Rożniecki nie dlatego pewno, że zbyt śmiało 
dzienniki piszą — jak tu dał się głos jeden słyszeć — lecz 
raczej, mojem zdaniem, dlatego, że widzi pobłażanie dla swoich 



— 117 — 

służalców i spółpracowników, ośmiela pochlebiać sobie, że glos 
jego będzie słuchany; kiedy nakoniec mamy do czynienia 
z gabinetem, idącym drogą przez Katarzynę utorowaną, której 
udawało się w Polsce więcej złotem jak żelazem wojować, 
z gabinetem, nie zaniedbującym tego oręża tak skutecznie na 
murach Warny świeżo zaostrzonego używać, wtenczas to, pa- 
nowie moi! chcąc prawdziwie cele rewolucyi osiągnąć, porzu- 
cić należy wszelkie prywatne względy, a jedynie dobrem Oj- 
czyzny zajmując się, wyświecenia zupełnego tajemnic szpie- 
gowskich żądać, a razem zagrodzenia wszystkim złym, aby 
więcej świętej sprawie naszej szkodzić nie mogli. Zasadą clo 
uwag i zapytań moich będzie raport Komitetu do przej- 
rzenia papierów policyi tajnej ustanowionego, uło- 
żony jeszcze 18 stycznia. Na samym jego czele czytamy: » Widzi 
atoii potrzebę oznajmić, że nie może jeszcze podać całkowitego 
obrazu instytucyi najprzewrotniejszej, przeciwnej wszystkim 
prawom, a wszystkie z niesłychanem zuchwalstwem gwałcącej; 
do tego bowiem koniecznym jest warunkiem ukończenie ści- 
słego przejrzenia akt tak już Komitetowi złożonych, jakoteż 
i tych, które jeszcze złoźonemi być powinny«. 

Pytam się więc, czyli wszelkie akta potrzebne zostały od- 
dane temu Komitetowi ?« 

JW. WSinister spraw wewnętrznych i policyi (Wojewoda Gliszczyń- 
ski): » Komitet, o którym mówi JW. Bracławski, ustanowiony zo- 
stał za czasów Dyktatury. Nie ma on nic wspólnego z Komisyą 
spraw wewnętrznych, śledzi zbrodnie popełnione za obalonego 
rządu, zdawał bezpośrednio raporta Dyktatorowi. Akta jego mo- 
głyby być JW. panu komunikowane, lecz Komisya spraw we- 
wnętrznych ani się może do tego przychylić, ani tego odmówić«. 

JW. Makwaski: »Wskutku tego raportu Komitetu mam tu 
kilka pytań zrobić JJWW. Ministrom, lecz takie uboczne od- 
powiedzi nie doprowadzą nas do celu. JJWW. Ministrowie 
powinni odpowiadać ad rem. Już od trzech tygodni zapowie- 
dziany był ten przedmiot; był więc czas do przygotowania 
się na dokładne odpowiedzi. Przedmiot ten od dawna powi- 
nien był już być wyjaśniony, jednakowoż dotąd nie jest. Pytam 
się więc naprzód, czyli złożone zostały wszystkie pa- 
piery temu Komitetowi potrzebne? Niedobrze jest, 
że w pierwszych chwilach część tylko złożona została, 'a część 



— 118 — 

nie wiedzieć gdzie się podziała. Czy władze zrobiły sto- 
sowne kroki, aby resztę papierów wynaleść?« 

JW. Minister przychodów i skarbu (Kasztelan Leon Dem- 
bowski): »Zdaje mi się, że wszystkie interpelacye powinny być 
czynione dla użytku publicznego. Zęby więc czasu napróżno 
nie trawić, dobrzeby było, aby Członek, który zamierza czynić 
interpelacye, mógł udać się wprzód do właściwej władzy, prze- 
konać się o istotnym stanie rzeczy i tak, żeby interpelacye 
opierały się zawsze na faktach niezaprzeczonych. Tym sposo- 
bem to, co może być łatwo w samem źródle objaśnione, nie 
zabierałoby Izbie czasu drogiego, nieoszacowanego. Co do sa- 
mego przedmiotu, Komitet rozpoznawczy był ustanowiony dla 
przekonania się o zbrodni szpiegostwa z zebranych papierów. 
Część ich mogła być uroniona; sam tok naturalny rzeczy po- 
trafi o tern przekonać. Kiedyż bowiem papiery te zbierane 
były? Oto w chwili, gdzie umysły były wzburzone, gdzie ża- 
dnego nie było porządku. Byliśmy świadkami z JW. Marszał- 
kiem, jako zasiadający wtenczas w Rządzie, jak obywatele gor- 
liwi znosili papiery te bez żadnej konsygnacyi, prawie w połach 
sukni, składali je w miejscu bez straży; łatwo więc uronione 
być mogły. Ze Komitet rozpoznawczy wszystkie zebrane pa- 
piery odebrał, łatwoby się o tern przekonać mógł JW. Bracław- 
ski, gdyby się do tegoż Komitetu udał«. 

JW. Turski: »Pozwoli Izba, że z powodu interpelacyi ko- 
legi Nakwaskiego wspomnę o tern, co dało początek Komisyi 
rozpoznawczej, a następnie Komitetowa rozpoznawczemu, nie 
zaś komitetowi śledczemu, bo się nie zatrudnia śledztwem, 
lecz rozpoznaje na zasadzie wyprowadzonego śledztwa i zgro- 
madzonych papierów. Obmierzła policya tajna dawnego rządu 
wszystkie oburzała umysły; trzeba było satysfakcyi publicznej, 
lecz prawo karne podobnych przestępstw nie przewidziało 
i nie mogło przewidzieć, jako stanowione za rządu, który po- 
licyi tajnej używał. Nadaremne więc było odsyłanie do sądu 
osób obwinionych o należenie do policyi tajnej, kiedy, trzy- 
mając się prawa, żadnej kary na nie wyrzec nie można. Nie 
godziło się stanowić nowego prawa, któreby na przyszłość 
obowiązywało; wy padało więc obmyślić środki, któreby i pu- 
bliczność zaspokoiły i należącym do tej policyi dały uczuć ich 
nikczemność. Środki te objęte zostały w postanowieniu Dykta- 






— 119 — 

torą z d. 29 grudnia. Odświeżę tu pamięć głównych rozporzą- 
dzeń tegoż postanowienia. Komisya rozpoznawcza z Członków 
Izb sejmowych i obywateli znanych z patryotyzmu składać 
się miała. Powinna ona była oskarżonych o szpiegostwo, któ- 
rzyby się niewinnymi okazali, natychmiast Dyktatorowi do 
uwolnienia przedstawić. Jeżeliby, oprócz należenia do policyi 
tajnej, ciążyły na tych osobach zarzuty o nadużycie władzy, 
potwarz, fałsz, oszczerstwo lub inne zbrodnie prawem krymi- 
nalnem objęte, Komisya odesłać je miała do sądu. Jeżeli nic 
więcej nie ciążyło na tych osobach, tylko należenie do policyi 
tajnej, lista ich imienna ogłoszona być miała przez pisma pu- 
bliczne, i takie indywidua oddane być miały pod dozór poli- 
cyi. Jakkolwiek postanowienie to jest wypływem samowładnej 
władzy Dyktatora, nie obmyśliło jednak nic, coby bez niego 
uskutecznionem być nie mogło. I tak władza policyjna nie 
może zatrzymywać osób, przeciwko którym żaden zarzut nie 
ciąży, osoby obwinione o zbrodnie do sądu odsyłać powinna; 
zabezpieczyć się zaś może względem osób, któreby szkodzić 
społeczeństwu mogły. Postanowienie Dyktatora nie miało in- 
nego celu, jak spieszne załatwienie tej sprawy, ażeby niewinni 
nie cierpieli, a winni byli ukarani. Podług tego postanowienia 
Komisya rozpoznawcza była pod bezpośrednim dozorem Dykta- 
tora; toż samo Komitet rozpoznawczy jest teraz pod bezpośre- 
dnim dozorem Rządu Narodowego. Uważam więc interpelacye 
tu czynione, jako zbyteczne, tern bardziej, że postanowienie 
Dyktatora jest prawie wykonane. Widziałem się z kilku oso- 
bami z tego Komitetu, które mnie zapewniły, że już tylko 
trzech czy czterech najważniejszych ajentów policyi tajnej po- 
zostaje, jako to Szley, Makrot, Szymanowski, którzy także będą 
odesłani do sądu, jak tylko akta wszystkie zebrane zostaną, 
co łatwo nastąpi, gdy po Nowosilcowie, Rożnieckim wszystkie 
papiery zabrane zostały«. 

JW. Nakwaski: »Lubo kolega Turski przesądza głos mój 
i oświadcza, że interpelacya moja jest niepotrzebna i nie 
w swojem miejscu, ja jednak sądzę, że jest i potrzebna, i w swo- 
jem miejscu. Oświadczył kolega Turski, że Komitet rozpozna- 
wczy nie jest poddany pod władzę ministeryalną, lecz właśnie, 
zdaniem mojem, władzy ministeryalnej podlegać powinien. Już 
co do Intendentury i innych władz podobnych Izby połączone 



— 120 — 

wyrzekły. Rząd powinien był tego głosu powszechnego Izb 
wysłuchać. Gdym na pierwsze moje pytanie dostatecznej od- 
powiedzi nie otrzymał, w kontynuacyi głosu mego przytaczam 
dalej słowa pomienionego raportu: »Komitet przezna- 
czony postanowieniem Rządu Tymczasowego d. 5 
grudnia 1830 r. do przejrzenia papierów policyi 
tajnej znalazłje w największym nieporządku i nie- 
ładzie. Papiery Rożnieckiego niektóre podarte, 
inne z papierami Makrota razem pomieszane, z je- 
dnego do drugiego pokoju poprzerzucane, a co 
najważniejsza między aktami opieczętowanymi d. 3 
grudnia znalazło się przełożenie Komisyi rządo- 
wej skarbu d. 5 grudnia 1830 r. do Rządu Tymcza- 
sowego uczynione, projektujące zniesienie ad mi- 
ii istracyi konsumcyjnej trunków, a przywrócenie 
prawa sejmowego z r. 1811«. Oczywista rzecz, że po dniu 
3 grudnia otwierano do tych papierów, gdy zapewne przez 
pomyłkę zostawiono tam wspomnione przełożenie Komisyi 
skarbu. Lecz czytamy dalej: »Przekonany więc Komitet, 
że papiery policyi tajnej źle były umieszczone, 
uwiadomił o tern zdarzeniu Komisyę rządową spra- 
wiedliwości, która wyświecenie tego właściwej 
poruczyła władzy«. Zdaje mi się więc, że nie Rządu Na- 
rodowego, ale Ministra sprawiedliwości mam prawo zapytać: 
jak ta rzecz wyświeconą została, kto się poważył 
otwierać i plądrować te papiery? Jest to przedmiot 
nadzwyczaj ważny, bo jeżeli nawet opieczętowane rzeczy nie 
będą świętemi, natenczas żadnej zdrady dojść nie potrafimy^. 
JW. Minister sprawiedliwości (Kasztelan Wiktor Rembie- 
iiński): )>Odwołuję się do głosu JW. Ministra skarbu, iż Mini- 
strowie na czynione im zapytania nie mogą dać natychmiast 
odpowiedzi, jeżeli żądane są od nich objaśnienia o fakta, które 
nie są z czasu urzędowania, jak dzień 3 grudnia, w którym 
żaden Minister nie urzędował. Lubo JW. Bracławski wspomi- 
nał, że już od trzech tygodni przedmiot ten zapowiedział, mu- 
szę jednak zwrócić jego uwagę na to, że mówił tylko o Ko- 
mitecie rozpoznawczym, ale ani wzmianki nie uczynił o raporcie 
z d. 18 stycznia, który teraz wziął za podstawę swojej inter- 
pelacyi. Ze o tern wzmianki nie uczynił, dowodzi tego wyciąg 



121 



z protokółu, który mam w ręku. Żaden więc Minister nie jest 
w stanie dzisiaj odpowiedzieć na jego zapytanie. Jeżeli Izba 
osądzi potrzebę wyjaśnienia tych kwestyi, natenczas na przy- 
szłą sobotę dadzą je Ministrowie, gdyż o faktach nie można 
dorywczo odpowiadać. Proszę w tym względzie o decyzyę 
Izby«. 

JW. Marszałek: »Gdy jeszcze w tej materyi kilka głosów 
jest zapisanych i rzecz nie jest jeszcze dostatecznie wyjaśniona, 
po zamknięciu więc dopiero dyskusyi Izba rozstrzygnie, co ma 
być odesłane do Ministrów« 

JW. Makwaski : »Gdy i na to moje pytanie nie otrzymałem 
dostatecznej odpowiedzi, postępuję dalej. Czytamy w tym ra- 
porcie : »N a 1 e ż ą tu i urzędnicy, którzy wykonywali 
jedną przysięgę na obronę i utrzymanie, drugą na 
obalenie i zniszczenie konst, ytucyi; z największym 
wreszcie smutkiem spostrzegać się tu dają znako- 
mite nazwiska spodlone albo wyraźnem przystą- 
pieniem do niecnego stowarzyszenia, albo pośre- 
dniem popieraniem jego zbrodniczych zamiar ów«. 
Urzędnicy ci powinni byli być oddaleni i nazwiska osób zna- 
komitych podane do publicznej wiadomości. Pytam się, czy 
wszyscy urzędnicy tacy istotnie są oddaleni, tego bowiem słu- 
sznie od Rządu domagać się możemy«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Już tu było wzmiankowane 
postanowienie Dyktatora; podług tego osoby, przeciwko któ- 
rym walczyłby zarzut, że należały do policyi tajnej, mają być 
od wszelkich urzędów na zawsze usunięte. Wskutku tego po- 
stanowienia dwóch urzędników sądowych od urzędów odda- 
lonych zostało. Z mojej więc strony zadość się stało prawu«. 

JW. ^akwaski: » Pytam się innych JJWW. Ministrów, czyli 
nam dają podobną gwarancyę?« 

JW. Marszałek: »To zapewne odłożymy do przyszłej soboty, 
zwracam bowiem na to uwagę, że słusznie JJWW. Ministro- 
wie mogą żądać, aby wiedzieli, o co będą zapytywani. Nikt 
nie jest w stanie tak objąć wszystkich najdrobniejszych szcze- 
gółów powierzonego mu wydziału administracyi, żeby na każde 
faktum mógł dać zaraz i bez przejrzenia akt prawdziwe 
objaśnieniem 

JW. Makwaski: »Przy nowym regulaminie może być ten 



— 122 — 

przepis zrobiony, lecz gdy g*o dotąd niema, odpowiedzi natych- 
miast JJWW. Ministrowie udzielać powinni«. 

JW. Marszałek: »W nowym regulaminie był na to przy- 
gotowany artykuł, lecz gdy ten projekt przez Senat odrzucony 
został, przepisy zatem tego prawa wstrzymane zostały «. 

JW. Nakwaski: »A zatem JW. Minister sprawiedliwości 
daje nam gwarancyę, że w jego wydziale nie ma takiego 
urzędnika, któryby o należenie do tajnej policyi był posą- 
dzonym. 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: »Ile zasięgnąć 
mogłem wiadomości, to w Komisyi spraw wewnętrznych nie 
było śladu, aby który z jej urzędników do policyi tajnej nale- 
żał. Z rzędu osób użytych w Komisyach wojewódzkich i ko- 
misarzy obwodowych, wszyscy, którzy tylko posądzeni byli 
o należenie do policyi tajnej, utracili miejsce, albo je utracą 
za oczyszczeniem zajętych przez nieprzyjaciela województwa 

Tu odezwały się głosy, że niema obecnego Mini- 
stra wojny, na co JW. Marszałek tak odpowiedział: 

»JW. Minister wojny zawiadomił mnie, że dla wielu wa- 
żnych zatrudnień z przybycia korpusu generała Chrzanowskiego 
wynikających, sądząc, że może nie będzie interpelowany przez 
Izbę, nie zasiadł na ławkach rządowych; gdyby jednak Izba za- 
żądała, aby przybył, pomimo swoich zatrudnień stawić się nie 
omieszka«. 

JW. Chełmicki: »Nie widzimy także Zastępcy Ministra 
spraw zagranicznych «. 

JW. Marszałek: »JW. Zastępca ministra spraw zagrani- 
cznych dla słabości dziś do Izby nie przybył, lecz Rząd Naro- 
dowy dał upoważnienie JW. Radcy Stanu Wielopolskiemu, aby 
go tu zastąpił«. 

JW. Nakwaski : »Inni zatem Ministrowie zapewne na przy- 
szłą sobotę przyniosą nam podobne zaręczenia, jakie już dzi- 
siaj od Ministra sprawiedliwości otrzymaliśmy. Czytamy tu 
dalej w tym raporcie, co następuje: »Jeden z poc zt m i s trzów 
odsyłał do Warszawy listy od lzbickich i panny 
Sierakowskiej do brata pułkownika Sierakow- 
skiego; listy te znaleziono w r aktach policyi tajnej 
bardzo zręcznie zapieczętowane, a treść ich osobno 
wypisaną. Nie bez zadziwienia dowie się publi- 



— 123 — 

czność, że Komisya spraw wewnętrznych dawała 
dla szpiegów blankiety paszportowe z gotowymi 
podpisami i że z jej biura zdawane były szczegó- 
łowe urzędowe raporta Szleyowi o wydawanych 
pasz port a ch«. Jeśli tak jest, osoby zatem za dawnego rządu 
do urzędów pocztowych używane dziś miejsca utracić powinny, 
lecz kiedy Minister spraw wewnętrznych daje nam w tym 
względzie zapewnienie, polegamy na tem«. 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: »Trudno mi 
jest odpowiedzieć na interpelacye JW. Bracławskiego, bo chcia- 
łem takie tylko dawać odpowiedzi, z którychby Izba zadowol- 
nioną być mogła, ale tak dorywczo dawane odpowiedzi nie są 
godne Izby Poselskiej. Zapytuje mnie się tu JW. Bracławski, 
czego się dopuszczał naczelnik wydziału poczt i policyi, spół- 
rodak JW. interpelującego, były Radca Stanu Sumiński. Czy ja 
mogę wiedzieć, jakie on nadużycia popełnił?« 

JW. Nakwaski: »W Komisyi spraw wewnętrznych nie je- 
den dyrektor jeneralny, ale kilku członków wydaje paszporta. 
Czytamy dalej w raporcie: ^Największa część członków 
policyi tajnej działała w Warszawie. Na prowin- 
cye albo wysyłano szpiegów ze stolicy, albo usta- 
nowiono ich namiejscu. Przy szło wre sz cie dotego, 
że w każdem województwie, w każdym niemal 
obwodzie, miano korespondenta, którego pisma 
szanowane na poczcie dochodziły do rąk naczel- 
ników policyi tajnej i służyły za materyały do ra- 
portów zdawanych Cesarzewiczowi«. Pan Sumiński 
nie mógł działać na wszystkich punktach; musieli inni być ajenci 
po różnych urzędach pocztowych; dowodzi tego zaszły w Wo- 
jewództwie Płockiem już w czasie rewolucyi ważny wypadek, 
o którym komitet bezpieczeństwa publicznego, do którego ja 
przez Rząd i obywateli byłem powołany, kilkakrotnie Komisyi 
spraw wewnętrznych donosił. Jedna sztafeta utopiona została 
za Płockiem; połowa papierów znaleziona została w łóżku 
u pocztyliona, który istotnie był stróżem pocztowym, (był) on 
rodem z Rosyi, który za przestępstwa dawniej jeszcze więzie- 
niem był karany; widoczne więc jest działanie przeciwko spra- 
wie naszej. Komisya spraw wewnętrznych oddała go władzom 
sądowym i dotąd podobno jest on w więzieniu. Ze zaś nie 



— 124 — 

wiadomo, jaki rezultat w tym przedmiocie osiągniony został, 
przeto zapytuję JW. Ministra o objaśnienie. Co do poczty więc r 
potrzebna nam jest wielka gwarancya, ze wszyscy urzędnicy 
na zaufanie zasługują. Teraz niedawno sztafeta jedna do Kra- 
kowa szła dni 14. Jak dalece była rozgałęziona policya tajna 
za rządu zeszłego, mamy dowód w następującym ustępie ty- 
lekroć przytaczanego przezemnie raportu: »Tak szeroko 
rozgałęziona p o lic y a taj n a wy ma gała znakomitych 
funduszów. Wydatki te nie mogły dotąd być obra- 
chowane. Wiadomo tylko, że skarb Królestwa pła- 
cił bez żadnego względu na przełożenia Sejmów 
złp. 180.000 rocznie na utrzymanie polic yi tajnej. 
Ze skarbu rosyjskiego obracano na tenże cel 14.000 
dukatów rocznie«. Czytamy dalej w tymże raporcie: »Z pocie- 
chą uwiadamiał Cesarzewicza Mak rot, że po śmierci 
Bielińskiego niema już w Senacie żadnego tak 
śmiałego i otwartego jak on patryoty. Dlatego 
układano zawczasu listę liberalistów, czyli p a- 
tryotów polskich, i roj alistó w, czyli przywiązanych 
osobiście do dynastyi rosyjskiej; znaleziono ją 
w aktach Roznieć kiego. Dlatego przestrzegano W. 
Księcia o złym wyborze miejsca na uniwersytet i szkoły 
w Krakowie, gdzie i forma rządu, i zamek królów 
polskich, i mogiła Kościuszki ob u dzać musi patrio- 
tyczne wspomnienia i rozniecać miłość Ojczyzny 
i wolności«. Czas przecie, aby raz wykryci zostali ci, co za 
dawnego rządu uważani byli za białych, a ci, których za czar- 
nych uważano,-— którzy dziś mają za białych, a którzy za czar- 
nych uchodzić. Nie zaszkodzi, aby ta lista t. zw. rojalistów 
przywiązanych do dynastyi rosyjskiej była wydrukowaną ró- 
wnie, jak lista tych, których liberalistami zwano. Pytam więc 
JJWW. Ministrów, dlaczego ta lista dotąd nie jest ogłoszoną? 
Dalej czytamy w raporcie: »Spod ziewa się Komitet, iż 
przejrzenie ogromnych jej archiwów postawi go 
w możności wydania przed narodem prawdziwych 
twórców i projektantów tej bezbożnej instytucyi, 
których Rożniecki, Lubowidzki i tylu innych byli 
tylko, jaksię zdaje, ślepemi narzędziami. To dowo- 
dzi, że dotąd są jeszcze w tajemnicy ci, którzy byli 



— 125 — 

założycielami tej szkaradnej instytucyi. Na tern 
kończymy raport niniejszy tymczasowym Mimo ró- 
żnych zmian zaszłych w tym Komitecie, podobnego raportu 
z równym patryotyzmem napisanego nie mamy. Jest tylko ka- 
talog szpiegów z najniższej klasy. Izba więc ma prawo dopo- 
minać się, aby dokładniejszy raport od tego z 18 stycznia był 
zdany, gdyż tu jest powiedziane: »Z o stawiając obszerne 
i szczegółowe opisanie działań policyi tajnej do 
ukończenia powierzonej nam p r a c y «. 

Jeżeli, jak kolega Turski oświadczył, kilku już tylko po- 
zostaje szpiegów, spodziewać się więc możemy, że wkrótce 
tak długo oczekiwany raport ujrzymy. Mówi jeszcze ten Ko- 
mitet w swoim raporcie: »Pomnaźają się codziennie 
materyały do tego ważnego dzieła. Wykryją się 
z nich nie tylko haniebne dzieje szpiegostwa, ale 
i w związku z niemi będące liczne i ważne okoli- 
czności ad m inistracy i krajowej. Wy k r yj ą si ę ta k że 
mnogie nadużycia dawnego rządu, jedne powta- 
rzane dotąd pomiędzy ludem, jako domysły i wie- 
ści, inne zasłoni one przed publicznością cieniem 
głębokiej tajemnicy. »Interesem więc jest naszym, abyśmy 
wiedzieli: kto Naród zdradzał, a kto na jego zaufanie zasłu- 
żył? Widzimy dalej w tym raporcie: »W ciągu dotych- 
czasowego urzędowania uwiadamiał Komitet wła- 
dze rządowe o osobach w skład ich wchodzących, 
a przez sromotne z policyą tajną związki prawa 
do tego zaszczytu pozbawionych; dopominał się 
o ich z urzędów usuwanie; przesyłał Komisyi roz- 
poznawczej wszelkie znalezione przeciw różnym 
osobom zarzuty«. Co do tego punktu otrzymamy zapewne 
na przyszłą sobotę zawiadomienie, że wszyscy, którzyby mogli 
krajowi szkodzić, z urzędów są oddaleni. Dyktatorowi powia- 
dano o osobach należących do policyi tajnej, lecz on tego 
słuchać nie chciał. Temi wreszcie słowami kończy swój raport 
Komitet: 

»Postępując bez przerwy z równym zawsze za- 
pałem i uszanowaniem dla prawdy, wspierany prz y- 
chylnem współdziałaniem władz rządowych i chę- 
tną pomocą obywatelów, nie traci Komitetnadziei, 



— 126 — 

że wyjawi nareszcie dokładny obraz jednego od- 
działu jego piętnastoletnich cierpień, wykryje 
zbrodnicze tychże cierpień narzędzia, a tern sa- 
mem i obowiązków i najszczerszych zamiarów 
swoich dopełnk. Kto tę obietnicę uiści? Należy się to prze- 
cież publiczności, Izbie, Rządowi, który, jeżeli chce dopro- 
wadzić rewolucyę naszą do celu, nie może cierpieć, aby 
w składzie jego znajdowały się osoby, które nie mają zaufania 
Narodu«. 

JW. Radca Stanu Wielopolski: »Interpelacya JW. Bracław- 
skiego jest mi powodem, abym zrobił uwagę, która może się 
do oszczędzenia tak drogiego czasu przyłożyć. W innych kra- 
jach konstytucyjnych, gdzie stosunki pomiędzy władzami są 
dokładnie oznaczone, interpelacye dzieją się tylko przez nad- 
zwyczajny wyjątek, lecz i tam niema przykładu, aby który 
członek występował z interpelacyą bez uwiadomienia o tern 
poprzednio Ministra. Zwykle w sposób listowny objaśnia go 
z szczegółami kwestyi, które czynić zamyśla. Często się zda- 
rza, że otrzymał od Ministra takie wyjaśnienia, iż dyskusya 
staje się niepotrzebną, i przedmiot do Izby nie jest wniesiony. 
U nas dzieje się odwrotnie, a tern niewłaściwiej, że u nas 
interpelacye są częstsze. Wnosiłbym więc, aby szanowni Re- 
prezentanci przyjęli pomiędzy sobą prywatnie tę zasadę, że 
żadna interpelacyą, która się opiera na faktach, uczynioną nie 
będzie inaczej, jak na piśmie«. 

JW. Nakwaski: »Rada jest słuszna, lecz dziwno mi, że 
kiedy sam JW. Radca Stanu był interpelowany, tej rady nie 
udzielił. Ja sam byłbym za zaprowadzeniem tego przepisu 
w nowym regulaminie, lecz dopóki tego niema, mam prawo 
w ten sposób czynić interpelacye, a nawet, gdybym je był 
czynił na piśmie, możeby Ministrowie słuszniejsze przeciwko 
ich formie argumenta mieli«. 

JW. Tymowski: »W związku z tajną policyą był Komitet 
śledczy, wypłynął on z tego samego źródła, był władzą anti- 
konstytucyjną; nie ulega więc wątpliwości, że ci, którzy się 
takich obowiązków podjęli, są występni, powinni uledz karze. 
Oni w pełnieniu tych obowiązków popełniali gwałty na oso- 
bach obywateli. Oświadczam więc Izbie moje zadziwienie, iż 



— 127 — 

dotąd żadna z osób do tegoż Komitetu należących do odpo- 
wiedzialności kryminalnej pociągniętą nie została«. 

JW. Klimontowicz: »Interpelacye czynione przez kolegę 
Bracławskiego i objaśnienia dane przez Posła Płockiego (J. Tur- 
skiego) następujące nasuwają myśli. Dyktator podzielił szpie- 
gów na trzy klasy: na podejrzanych o szpiegostwo, na prostych 
szpiegów i na naczelników policyi tajnej. Pierwszych kazał 
sobie przedstawić; drugich imiona ogłosić, a trzecich oddać 
pod sąd. Nie jest to rzecz tak obojętna, aby można tak lekko 
ją opuścić. Ci, co się dopuścili występków, już dawno powinni 
byli być osądzeni; ale mówią nam, że niema na nich prawa. 
Ja temu zaprzeczam. Jest prawo na burzycieli spokojności pu- 
blicznej, a oni właśnie burzyli spokojność i publiczną, i do- 
mową. Ośm miesięcy już mija, a dotąd nie zostali karani; czyli 
czekamy, aż się Moskale pod Warszawę podsuną, żeby ich 
wypuścić? Wnioskiem więc moim jest, aby ci, co się dopuszczali 
gwałtów, jako burzyciele spokojności publicznej, pod sąd byli 
oddani; tych zaś, którzy z potrzeby szpiegowali, jako szkodli- 
wych społeczności, żeby lista ogłoszona była w pismach publi- 
cznych i rozesłana po wszystkich biurach, aby żaden z nich 
nawet na posługacza użytym nie był. Ci zaś, którzy są nie- 
winni, nie poniosą uszczerbku na sławie, skoro Komitet roz- 
poznawczy ogłosi ich imiona jako niewinnych«. 

JW. Minister sprawiedliwości : »Postępowanie teraźniejsze 
ze szpiegami odpowiada zupełnie żądaniu JW. Klimontowicza. 
Uniewinnieni ogłaszani bywają w pismach publicznych jako tacy. 
Należący do tajnej policyi, lecz którzy żadnego występku nie 
popełnili, ogłaszani są także przez pisma publiczne z dołącze- 
niem ich rysopisu i opisu życia. Takowa lista przesyłana jest 
w r szystkim Komisyom rządowym, które żadnej z osób na tej 
liście zamieszczonej nigdy urzędu dać nie mogą. Ci zaś, któ- 
rzy się dopuścili zbrodni przy należeniu do policyi tajnej, od- 
dani zostali pod sąd, i sprawy ich się agitujące 

JW. Klimontowicz: »Co do trzeciej kategoryi nie jestem 
zaspokojony. Już ośm miesięcy mija, a z osób oddanych pod 
sąd jeszcze żadna nie została osądzoną, ani ukaraną; należy 
więc, aby Minister sprawiedliwości sprawy te przyspieszyła 

JW. Minister sprawiedliwości: »Nie jest tak dawno, jak 
osoby należące do policyi tajnej oddane pod sąd zostały. Są 



— 128 — 

pomiędzy nimi obwinieni o różne występki: o kradzież, oszu- 
stwo, potwarz i t. p. Wymaga to formalnej indagacyi, która 
tak prędko ukończyć się nie może. Naczelnicy policyi tajnej 
musieli być zatrzymani aż do końca indagacyi dla dawania 
objaśnień o innych niższych ajentach, lecz i oni zapewme 
wkrótce pod sąd oddani zostaną. Komisya zaś sprawiedliwości 
nie omieszka czuwać nad przyspieszeniem tego procesucc 

JW. Worcell: »Już tu nie po raz pierwszy daje się słyszeć, 
że są wydziały extra-konstytucyjne, które do żadnej odpowie- 
dzialności pociągnięte być nie mogą. Komitet rozpoznawczy 
do tej liczby należy. Lubo dzisiaj Ministrowie odpowiedzieli 
na zapytania kolegi Bracławskiego, lub też w przyszłą sobotę 
odpowiedzieć zobowiązali się, jednakże, gdyby sam Komitet 
rozpoznawczy był przekroczył swoje granice, lub dopuścił się 
jakiego nadużycia, kogóżbyśmy się o to zapytali? Jeszcze więc 
raz dopominamy się o to, aby wszelkie podobne instytucye 
oddane zostały pod odpowiedzialnych Ministrów. Powiedział 
tu kolega Turski, że Komitet rozpoznawczy wprost od Rządu 
Narodowego zależy. To być nie może i być nie powinno, bo 
Rząd Narodowy jest nieodpowiedzialny. Co do drugiego, czy- 
nione tu były uwagi względem formy interpelacyi. Ministrowie 
żądali, aby Izba popierała interpelacyę. W statucie organicznym 
nie widzimy przepisanej podobnej formy. Wątpliwość, jaką 
który Członek Izby wyraził, nie jako wolę Izby, ale tylko jako 
własną wątpliwość, której wyjaśnienia do uczynienia wniosku 
potrzebuje, zasługuje na odpowiedź. Jednakże cokolwiek Izba 
'w tej mierze postanowi, czyli zabroni Członkowi czynić inter- 
pelacyę od siebie i każe je w imieniu swojem czynić, czyli 
też wolność tę wszystkim Członkom pozostawi, zawsze to 
będzie dla nas prawem. Tę jeszcze dodać muszę uwagę, że 
gdyby interpelacya miała być przez Izbę popierana, natenczas 
musiałaby się wprzód nad tern odbyć dyskusya, może nawet 
przy drzwiach zamkniętych. Stąd wynikłaby wielka strata 
czasu; podwójna bowiem byłaby w jednym przedmiocie dy- 
skusya«. 

JW. Marszałek: »Odpowiadając na drugą część głosu JW. 
Worcella, mam honor oświadczyć, że w dawnym statucie orga- 
nicznym niema wzmianki o tern, żeby interpelacyę przez wię- 
kszość Izby były popierane dlatego, że niema wcale żadnej 



— 129 — 

■wzmianki o interpelacyach, które dopiero w ostatnich czasach 
przez zwyczaj zaprowadzone zostały. Jest wprawdzie wzmianka 
w statucie organicznym o zażaleniach, które na piśmie podane, 
w Izbie dyskutowane, jeżeli je większość poparła, do Króla 
odsyłane były. Co do tego, że Ministrowie żądają, aby inter- 
pelacya była poparta, tak się to ma rozumieć, żeby wskutku 
interpelacyi wynikły wniosek był poparty; tym tylko bowiem 
sposobem mogą wiedzieć, czego Izba po nich żąda; wszakże 
nie usuwają się od dania odpowiedzi na zapytania nawet po- 
jedynczo objawione, szczególniej zaś wtenczas, gdyby wcześnie 
o zapytaniu byli zawiadomieni, tern pewniej takowemuby za- 
dosyć uczynić mogli«. 

JW. Worcell: »Lubo dawniej żadnych nie było przepisów 
względem interpelacyi, formalności zaś używane, zażalenia 
bardzo długie, to wtenczas mogło odpowiadać celowi. Lecz 
w stanie rewolucyi, gdzie Izba powinna być uwiadomiona 
o wszystkich szczegółach, gdzie każda chwila jest stanowcza, 
Izba, mając dobro ogólne na względzie, nie może pozwalać na 
przewłoki i formy próżne odrzucić powinna«. 

JW. Dembowski: »Nie byłbym podnosił głosu, gdyby nie 
wniosek kolegi Nakwaskiego, który naprowadził materyę do- 
tyczącą się oczyszczenia urzędników. Na poparcie zapewnienia, 
które nam dał JW. Minister sprawiedliwości, to można przy- 
toczyć, że w jego biurze zapewne żaden podejrzany o nale- 
żenie do policyi tajnej urzędnik się nie znajdzie, gdyż w tern 
biurze pracują redaktorowie »Nowej Polski«. Czy stąd jaka 
korzyść wypływa, przekonać się możemy z artykułu umieszczo- 
nego w numerze dnia 26 lipca p. t. Nasz sposób wojo- 
wania, i z ostatniego artykułu, w którym zachęca wojsko do 
wolnego wyboru Wodza. Byłbym więc zdania, aby zwrócić 
uwagę Rządu na podobne indywidua-. 

JW. Wężyk: »Była kwestya, czy Ministrowie powinni od- 
powiadać na interpelacye natychmiast. Ja rzecz tę pod dwo- 
jakim względem uważam. Jeżeli interpelacya jest w celu otrzy- 
mania jakiego objaśnienia, Minister powinien natychmiast dać 
odpowiedź, jeżeli jest na to przygotowany; lecz jeżeli interpe- 
lacya zawiera w sobie wniosek, wtenczas Izba zadecydować 
powinna, czyli ten wniosek popiera. Kolega Bracławski czynił 
tylko zapytanie, na które Ministrowie częścią dali odpowiedzi, 

Dyaryusz T. VI. 9 



— 130 — 

częścią przyrzekli je dać na przyszłą sobotę. Kolega zaś Ty- 
mowski uczynił wniosek, aby ci, którzy należeli do komitetu 
śledczego, do odpowiedzialności pociągnięci zostali. Przedmiot 
ten potrzebuje dyskusyi i wymaga gruntownego na piśmie 
podania«. 

JW. Makwaski: »Równie jest ważna uwaga kolegi Wężyka, 
jak zgubny wniosek Ministra sprawiedliwości, aby zrobione 
interpelacye przez Izby decydowane były. Przypuszczając bo- 
wiem, żeby Ministrowie mieli większość w Izbie, natenczas 
żadnychby im zapytań uczynić nie można było, bo zawszeby 
je większość odrzucała. Co się zaś tyczy osób należących do 
komitetu śledczego, popieram co do nich wniosek kolegi Ty- 
mowskiego«. 

JW. Marszalek: »Moźebyśmy mogli rozbiór materyi co do 
sposobu interpelowania odłożyć do czasu, kiedy projekt regu- 
laminu do Izb będzie wniesiony. Tam przedmiot ten grun- 
townie i stanowczo będzie można załatwić; teraz zaś wróćmy 
się do wniesionej materyi, t. j. do Komitetu rozpoznawczego«. 

JW. Świniarski: »Głos kolegi Bracławskiego dotknął wła- 
dzę antykonstytucyjną, lecz są jeszcze przypadki, że inne wła- 
dze dopuszczały się krzyczących nadużyć. Są przypadki, gdzie 
Wydział rozpoznawczy zadecydował, że kto jest niewinny i że 
go wypuścić należy, a jednak były gubernator zaostrzał wy- 
roki, jak tego mamy przykład na niewinnym służącym od nas 
wszystkich znienawidzonego Rożnieckiego, którego gubernator 
do Łęczycy odesłał z wezwaniem do komendanta, aby go miał 
na baezności«. 

JW. Marszałek: »Izba teraz rozstrzygnie, czy popiera wnio- 
sek JW. Bracławskiego i czy żąda na przyszłą sobotę od Mi- 
nistrów objaśnień co do Komitetu rozpoznawczego ?« 

JW. Minister przychodów i skarbu: »JW. Bracławski wziął 
za zasadę raport Komitetu do przejrzenia papierów policyi 
tajnej wyznaczonego, ogłoszony d. 18 stycznia. Czytając ten 
raport, czynił do niego komentarze i stąd o dalszych krokach 
szczególne kwestye stanowił. Niewiadomo nam, czy na wszy- 
stkie szczegółowo kwestye objaśnienia udzielić mamy? Czy 
wszystkie zreasumować do jednej: czyli znajdują się w wy- 
działach rządowych urzędnicy, którzy do policyi tajnej nale- 
żeli, lub znajdują się między podejrzanymi? Proszę więc JW. 



— 131 — 

Marszałka, aby położył kwestyę jasną, czy na cały szereg kwe- 
styi odpowiadać mamy, czyli też na tę jedną najważniejszą ?« 

JW. Nakwaski: »Proszę o głos«. 

JW. Marszałek: »JW. Bracławski, jako czyniący wniosek, 
sam kwestyę powtórzyć raczy«. 

JW. Nakwaski: »Jestem przeciwny położeniu wszelkiej 
kwestyi. Dopiero co w tym przedmiocie mówiłem; zdaje się, 
że Izba powinnaby się zgodzić na to, co kolega Wężyk powie- 
dział. Jakakolwiek interpeiacya, jeżeli nie ubliża godności Izby, 
zasługuje na odpowiedź. Odsyłanie więc zawsze w tej mierze 
do decyzyi Izby mogłoby najszkodliwsze sprawić skutki, bo 
gdyby większość była ministeryalna, na najważniejsze nawet 
wnioski odpowiedziby otrzymać nie można. Ministrowie nie 
potrzebują położenia takiej kwestyi, jakiej żądał JW. Minister 
skarbu, bo ja nie na jedno, ale na wszystkie moje pytania żą- 
dać będę kategorycznej odpowiedzi. Chcę bowiem, abyśmy 
o istotnym stanie rzeczy byli objaśnieni«. 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Gdy przedmiot ten 
nie uważam za tak wielkiej wagi, aby miał aż kilka sobót 
zająć, przeto z wiadomości, jakie posiadam, niektóre wątpli- 
wości JW. Nakwaskiego objaśnić mogę. W raporcie z d. 18 
stycznia Komitet do przejrzenia papierów policyi tajnej zapo- 
wiada następny obszerniejszy raport. Trzeba tu mieć wzgląd 
na to, że rzecz jeszcze nie jest skończona. Skoro będzie ukoń- 
czona, zapowiedziany raport będzie zapewne ogłoszony; gdyby 
zaś teraz był zdany raport, byłby tylko tymczasowy. Zdaje się, 
że skoro ten raport wyjdzie, w którym całe postępowanie Ko- 
mitetu będzie objaśnione, inne troskliwości JW. Bracławskiego 
zaspokojone będą. Co do drugiego, zdawałoby się, jakoby JW. 
Nakwaski pociągał do odpowiedzialności Ministrów teraźniej- 
szych za nadużycia rządu przeszłego, jakoby chciał, aby oni 
zdawali rachunek z tego, co się przed dniem 29 listopada 
działo. Wątpię, aby który Minister się znalazł, aby się chciał 
podjąć podobnej odpowiedzialności. Co do trzeciego, uważał 
JW. Bracławski, że w wielkim nieporządku papiery były od- 
dawane, że z nieostrożnością były składane. Odwołuję się do 
świadectwa wszystkich, czyli w epoce od 30 listopada do 5 
grudnia był jaki rząd, jakie Ministeryum? Gdyby kto tak utrzy- 
mywał, gruboby się mylił. Dopiero 5 grudnia wezwał Dykta- 

9* 



— 132 — 

tor, aby wszyscy do urzędów swoich powrócili; każdy więc 
przez ten czas z gorliwości tylko znosił papiery, które znajdo- 
wał po ulicach, po biurach, w miejscach, które uległy zburze- 
niu, jak podobno w r mieszkaniu Nowosilcowa. Znoszono to 
wszystko do gmachu bankowego, gdzie był Rząd Tymczasowy; 
niema więc dziwu, że wiele papierów zostało usuniętych, bez 
żadnego bowiem spisu były składane. W tern tłómaczeniu 
objąłem fakta, których sam byłem świadkiem; faktum zaś, iż 
w papierach zapieczętowanych d. 3 grudnia znalazło się prze- 
łożenie Komisyi skarbu datowane d. 5 grudnia, zbyt delika- 
tnych potrzebuje objaśnień. Co do głównej kwestyi, czy urzę- 
dnicy podejrzani o należenie do policyi tajnej znajdują się jeszcze 
w urzędowaniu, skoro ci wszyscy, których Komitet rozpozna- 
wczy uznał jako należących do policyi tajnej, albo pod sąd 
oddawani bywają, albo, jeśli są wypuszczeni, pod dozorem po- 
licyi zostają: czy można przypuścić, aby się który z nich na 
urząd mógł wcisnąć? Ci tylko urzędnicy administracyjni przy 
urzędach pozostali, którzy byli przedstawieni przez Rady Wo- 
jewódzkie, lub zaufaniem obywateli zaszczyceni. Inne kategorye 
nie są tak ważne, jak JW. Nakwaski utrzymywał, gdyż naj- 
główniejsza podług mojego zdania jest ta ostatnia«. 

JW. Nakwaski: »Głos mój JW. Ministrowi zdaje się mniej 
ważny, gdyż mnie nie raczył zrozumieć i nie dał odpowiedzi 
na wszystkie zapytania. Nie żądałem ja wcale, aby Ministrowie 
teraźniejsi odpowiadali za czynności rządu zeszłego; byłoby to 
z mojej strony niedorzecznością, abym ich o to zaskarżał. Wiem 
o tern dobrze, że zachodziła trudność w zebraniu wszystkich 
papierów, lecz chciałem się przekonać, czy Rząd czynił wszy- 
stko, co należało, aby te papiery zebrać; dlatego, nie poprze- 
stając na odpowiedzi JW. Ministra skarbu, żądam na przyszłą 
sesyę kategorycznego wszystkich moich pytań wyjaśnienia. 
Jedno tu faktum powtórzę, które po 29 listopada zaszło i które 
już na rząd zeszły zwalone być nie może, że w papierach 
opieczętowanych 3 grudnia znalazła się rezolucya Komisyi 
skarbu z daty 5 grudnia; faktum to koniecznie wyjaśnienia 
wymaga; i na to pytanie, czy nie ma szpiegów na urzędach, 
potrzeba wyraźnej odpowiedzi, gdyż widzimy częstokroć nie- 
przychylne postępowanie urzędników i wyraźne paraliżowanie 
czynności. Proszę więc JW. Marszałka, aby wypisem z proto- 



— 133 — 

kołu zawiadomił Rząd o czynionej przezemnie interpelacji, aby 
na przyszłą sobotę Ministrowie byli przygotowani do dania na 
nią odpowiedzieć 

JW. Marszałek: »Dotąd interpelacyi nigdyśmy do Rządu 
nie przesyłali, skoro przy takowej Ministrowie obecni byli; 
równieśmy nie przesyłali ani wyciągu z protokółu, ani wnio- 
sku jednego Posła, jeżeli większość Izby tego nie zażądała. Bo 
taki dotąd był zwyczaj, iż chociaż interpelacye Ministrów mo- 
gły pochodzić od szczególnego Członka, wskutku tychże wy- 
nikły wniosek, jak np. zwrócenie uwagi Rządu na przedmiot 
dyskusyi wtenczas tylko następowało, kiedy to Izba większością 
postanowiła. Dwa tu wypadnie uczynić zapytania stosownie 
do wniosków JW. Bracławskiego. Żądał on naprzód, aby Rząd 
był wezwany do przyspieszenia działań Komitetu rozpozna- 
wczego, i aby zaręczał, że żadnego spólnika tajnej policyi niema 
teraz między urzędnikami«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Kwestya, o której mówi 
JW. Bracławski, nie egzystuje; trzebaby bowiem, aby Izba 
wprzód powzięła przekonanie, że Komitet rozpoznawczy opie- 
szale działał, nimby zażądała, aby spieszniej postępowała. 

JW. Szaniecki: »Najlepiej będzie, gdy JW. Marszałek po- 
stąpi tak, jak dotąd działał, i protokół tej sesyi zakomunikuje 
Ministrom, aby oni na przyszłą sobotę przyobiecali zdać do- 
kładnie w tej mierze objaśnieniem 

JW. Marszałek: »Nawet do przesłania wypisu z protokółu 
potrzebna jest osobna decyzya Izby. Gdy bowiem w protokóle 
zamieszczone są głosy za i przeciwko mówiące, Rząd nie 
wiedziałby, do którego się zdania przychylić; takie więc prze- 
słanie byłoby bezskuteczne, gdyby osobna decyzya woli wię- 
kszości nie objawiające 

JW. Szaniecki: »Co innego jest komunikowanie Rządowi 
protokółu, wtenczas potrzeba decyzyi Izby, a co innego Mini- 
strom. Minister interpelowany przez Członka Izby, gdy jest na 
odpowiedź przygotowany, natychmiast ją udziela. Dziś nie 
byli w stanie Ministrowie odpowiedzieć natychmiast na inter- 
pelacye kolegi Bracławskiego; gdy im będzie zakomunikowany 
protokół, będą mogli przygotować się na wymienione w nim 
fakta, odpowiedzieć na nie i całą Izbę zaspokoić«. 

JW. Marszałek: ^Odpowiadając na głos poprzedni, oświad- 



— 134 — 

czyć muszę, że dotąd nie było w zwyczaju, aby protokół Mi- 
nistrom był komunikowany. Czyniąc to, wprowadzilibyśmy 
nową zupełnie formę. Po co komunikować Ministrom proto- 
kóły, kiedy oni są na posiedzeniu obecni? Rządowi Narodo- 
wemu dlatego się protokół komunikuje, że Rząd na naszych 
posiedzeniach obecnym być nie może. Gdyby nawet Izba zażą- 
dała komunikacyi protokółu Ministrom, nie mógłbym tego 
inaczej uczynić, jak za pośrednictwem Rządu Narodowego, bo 
tylko ta droga dla Izb zostaje do piśmiennych z Ministrami 
komunik&cyi«. 

JW. Godebski: » Z wracam uwagę na rozróżnienie, podane 
przez kolegę Wężyka, a poparte przez wielu Członków Izby 
Poselskiej, między wnioskiem, a zapytaniem. Uważam, że co 
się tyczy zapytań kolegi Nakwaskiego, na te natychmiast Mi- 
nistrowie byliby odpowiedzieli, gdyby byli przygotowani; gdy 
nie są przysposobieni, żądają zwłoki, ale decyzya Izby jest wcale 
niepotrzebną. Kwestya druga, aby prace Komitetu były przy- 
spieszone, nie jest już zapytaniem, lecz wnioskiem. Tu więc 
potrzeba, aby się większość Izby zgodziła, lecz nim nastąpi 
decyzya, wniosek taki rozebrany być powinien«. 

JW. Marszałek: » Obydwie te kwestye chciałem Izbie 
przedstawić; nie są to zapytania, ale wnioski; pierwszy, ab\ 
przyspieszone były działania Komitetu rozpoznawczego; drugi 
co do urzędników o należenie do policyi tajnej obwinionych, 
czyli niektórzy są dotąd i czy mają dalej na urzędach zosta- 
wać? Obie te kwestye są wnioskami, nie zapytaniami; odwo- 
łuję się do Izby, żeby względem nich rozstrzygnęłam. 

JW. E^akwaski: »Ja żadnego wniosku nie robiłem, proste 
tylko zapytanie. Pytałem się, czy przyspieszone są prace Ko- 
mitetu rozpoznawczego, czy możemy mieć gwarancyę, że niema 
już urzędników do byłej policyi tajnej należących, i inne. Gdy 
Ministrowie mi na te pytania odpowiedzieć dzisiaj nie mogli, odło- 
żyli przeto odpowiedź tę do przyszłej soboty. Lecz nie do nas 
należy czynienie ułatwień Ministrom. Jeżeli nadto wiele było 
pytań, aby je mogli pamięcią objąć, udać się mogą do kance- 
laryi i prywatnie otrzymać wyciąg z protokółu, jak już dzisiaj 
Minister sprawiedliwości miał wyciąg z protokółu z tego, co 
ja przed dwoma tygodniami mówiłem«. 



— 135 — 

JW. Marszałek: »0 ile to są zapytania, o tyle słuszne żą- 
danie JW. Nakwaskiego, ale ponieważ, jeżeli się nie mylę, 
raczej je za wnioski to uważać należy, wypadałoby, aby Izba 
rozstrzygnęła, czy wyciąg* z protokółu z stosowną decyzyą ma 
być Rządowi komunikowany ?« 

JW. Morawski: »Nie co do rzeczy, lecz co do sposobu 
położenia kwestyi przez JW. Marszałka zabieram glos. Pytał 
się JW. Marszałek, czy protokół odesłany być ma Rządowi, 
aby ten go Ministrom zakomunikował. Zwracam uwagę na to, 
że zwyczaje powoli stają się prawem; należy więc być bardzo 
ostrożnymi w ich zaprowadzaniu. Odsyłanie protokółów do 
Rządu, do władzy nieodpowiedzialnej, narazićby nas mogło na 
ten przypadek, iżby protokół nie był przesłany Ministrom 
a tym sposobem utracilibyśmy prawo interpelowania Ministrów 
Wnoszę więc, abyśmy trzymali się zwyczaju przyjętego w in 
nych państwach reprezentacyjnych i wprost z Ministrami ko 
munikowali się bez pośrednictwa władzy nieodpowiedzialnej 
Rządu Narodowego«. 

JW. Marszałek: »W odpowiedzi JW. Morawskiemu oświad- 
czyć muszę, że atrybucye władzy wykonawczej są u nas inne 
zupełnie, aniżeli w innych państwach reprezentacyjnych. Tam 
władza wykonawcza od prawodawczej jest ściśle rozgraniczona; 
u nas te władze są w niektórych punktach połączone; u nas 
albowiem pełność władzy najwyższej spoczywa w Rządzie 
Narodowym wspólnie z Izbami, które się podzieliły atrybu- 
cyami władzy królewskiej. Nie można więc ściśle zastosować 
do nas tego, co się praktykuje w innych rządach reprezenta- 
cyjnych, w których każda z tych władz ma swój zakres stały. 
pewny, za który nie wykracza«. 

JW. Gostkowsks : »Nadmienił kolega Nakwaski, że akta po 
licyi tajnej zapieczętowane zostały 3 grudnia, a otwarte 9-go przy 
ich otwarciu znaleziono tam przełożenie Komisyi skarbu dato- 
wane d. 5 grudnia. Przełożenie to stanowi corpus delicti; 
wskutku tego powinien był być otwarty proces naprzeciwko 
tym, którzy się poważyli pieczęcie naruszać. Instrukcya jego 
powinna była być oddana sądowi policyi poprawczej. Instru- 
kcya ta świeżo rozpoczęta byłaby zapewne odkryła niehiko 
osoby winne, ale nadto ważne okoliczności, które teraz trudniej 
będzie wykryć. Gdy Minister sprawiedliwości oświadczył, że 



— 136 — 

dziś nie jest w stanie dać dokładnej odpowiedzi, prosiłbym go, 
aby na przyszłą sobotę co do tej okoliczności wszelkie wyja- 
śnienia mógł nam przedstawić, czy sprawa względem kradzieży 
tych pism była rozpoczętą, jaki stąd wynikł rezultat, a jeżeli 
tego nie uczyniono, żeby teraz nawet śledztwo rozpoczęto, 
które — wszakże już tak długi czas upłynął — niewielki może 
przyniosłoby skutek«. 

JW. Konstanty Witkowski: »Przedmiot ten nie jest tak wiel- 
kiej wagi, aby nam tyle zajmował czasu. Osoby należące do 
Komitetu rozpoznawczego znane nam są z gorliwości i patryo- 
tyzmu tak, że możemy na ich żarliwości zupełnie poledz; nie 
mamy potrzeby żądać żadnych objaśnień«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Z powodu głosu JW. Go- 
stkowskiego co się tyczy śledztwa z powodu otwarcia papie- 
rów policyi tajnej, mam honor dać następujące objaśnie- 
nie, że z polecenia Rządu Tymczasowego i Dyktatora roz- 
poczęte zostało śledztwo. Prokurator Jlny zajął się tym przed- 
miotem, lecz z powodu niedostateczności dowodów, a raczej 
z powodu, że ich żadnych nie było, gdyż pokój jeden stał 
otworem, akta tej sprawy reponowano«. 

JW. Gostkowski: »Jeżeli będzie wyznaczona deputacya 
proponowana przez kolegę Bracławskiego, wnoszę, aby akta 
tej sprawy były jej komunikowane, bo może prokurator miał 
tylko polecenie, lecz nie wiemy, czy instrukcya procesu była 
otwarta ?« 

JW. Minister sprawiedliwości: ^Oświadczyłem już, że in- 
strukcya była rozpoczęta, lecz gdy nie było żadnego śladu, 
ktoby te papiery naruszył, gdyż pokój jeden był otwarty, przeto 
akta tej sprawy reponować musiano«. 

JW. Marszalek: »Gdy wskutku interpelacyi JW. Bracław- 
skiego nie wypada nam uczynić żadnego wniosku do Rządu 
Narodowego, gdy JW. interpelujący żąda tylko dokładniejszych 
objaśnień, ponieważ JJWW. Ministrowie dzisiaj na ten przed- 
miot przygotowani nie byli, wypada więc nam interpelacyę 
tę odłożyć do przyszłej soboty z tern życzeniem, aby JJWW. 
Ministrowie na te zapytania z dokładnością nam odpowiedzieć 
mogli«. 

JW. Tymowski: »Żądałbym także odpowiedzi na mój wnio- 
sek, żeby wszystkie osoby należące do komitetu śledczego od- 



— 137 — 

dane były pod sąd nietylko za to, że należały do władzy anty- 
konstytucyjnej, ale nadto za nadużycia, których się dopuszczały 
na obywatelach«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Zdaje mi się, że to nie jest 
interpelacya, ale raczej wniosek, aby pod sąd oddani zostali 
ci, którzy należeli do komitetu śledczego. Wniosek taki uczy- 
niony być winien na piśmie z wyszczególnieniem wykroczeń«. 

JW. Tymowski oświadczył, że poda ten wniosek na piśmie. 

JW. Marszałek: »Gdy już te przedmioty są załatwione, za- 
bierze teraz głos JW. Sołtyk w materyi incidentalnej wnie- 
sionej przez JW. Dembowskiego«. 

JW. Sołtyk: »Była tu mowa o artykule z 28 lipca z ga- 
zety »Nowej Polski«. Nie widzę, żeby artykuł ten był pod- 
pisany. Cała więc odpowiedzialność ciąży na odpowiedzialnym 
redaktorze Żukowskim. Chciałem zwrócić uwagę Izby na 
niestosowność tego artykułu; gdy jednak JW. Minister spra- 
wiedliwości oświadczył mi prywatnie, że rzecz ta wzięta 
jest pod rozpoznanie, Izba może być w tym względzie zaspo- 
kojona«. 

JW. Jełowicki: »Kiedy wydarzone nieprzyzwoitości i krzy- 
wdy prywatnych osób, których powodem było nadużycie druku, 
zajmowały dni kilka waszą uwagę; kiedy tocząca się w waszem 
zgromadzeniu rzecz o nadużyciach druku zdawała się wywo- 
ływać prawo do ich poskromienia, troskliwość wasza uspo- 
kojoną została tern zdaniem, że źródłem nadużyć druku jest 
niedokładność naszego kodeksu karnego co do artykułu 
o obelgach; że prawo zapobiegające nadużyciom druku jest 
bardzo trudnem; że tymczasowe podobne prawo musiałoby 
nosić cechę niedojrzałości; że się z niem przeto wstrzymać 
należy do czasu, w którym cały nowy kodeks karny stanowić 
będziemy. Lecz w ciągu rozbioru tak ważnego przedmiotu 
ograniczaliśmy się tylko szczegółowym wypadkiem, z naduży- 
cia druku wynikłym; nie zapuszczaliśmy głębiej naszej uwagi, 
bośmy może nie wystawiali sobie, aby kto wśród murów tej 
stolicy poważył się używać druku na szkodę Ojczyzny naszej. 
Szanowni Reprezentanci! Na takie nadużycia, których wam 
smutny muszę przedstawić przykład, którycheśmy przewidywać 
nie śmieli, zwracam waszą uwagę. [Tu następuje cytacya (w pro- 
tokóle nie umieszczona) z dn. 26 »Nowej Polski«]. 



— 138 — 

Autor tego ustępu wyraźnie usiłuje nauczać nieprzyja- 
ciela, jak ma nas pokonać, zamknąć stolicę i wziąć ją bez wy- 
strzału. Z teg o wszystkiego wypływa naturalny wniosek, że 
radby go tu widział. Pojmuję bardzo, a nawet uwielbiam tro- 
skliwość tych, którzy powodowani życzeniem lepszego, korzy- 
stając z błogosławionej wolności druku, wskazują błędy wszel- 
kiego rodzaju władz naszych. Gruntowne i na znajomości 
rzeczy oparte podobne uwagi Naród widzi z rozkoszą, a władze 
jego z wdzięcznością przyjmować powinny. Ale biada tym, 
którzy wolności druku, tej najdzielniejszej przeciwko ciemnocie 
i despotyzmowi broni, przeciwko samej wolności, przeciwko 
naszemu szczęściu używają. Gdyby tacy wśród nas nieprzyja- 
ciele nasi, nie daj Boże! zdołali zgubić sprawę naszą, nie na 
nich, ale na nas spadłaby klątwa Narodu, klątwa najpóźniej- 
szych wnuków naszych. Zwracając waszą uwagę na przyto- 
czone tu faktum, na to, że nic nam nie zaręcza, że się już 
podobne nie trafią, ośmielam się, szanowni koledzy, przypo- 
mnieć wam, abyśmy się co prędzej zajęli obmyśleniem środków r , 
zapobiegających nadużyciom druku. Czy stanowić będziemy 
jakie chociaż tymczasowe w tym celu prawo, czy też zapro- 
wadzać sądy przysięgłych, zawsze pamiętajmy na to, abyśmy 
nie podnosili świętokradzkiej ręki na wolność druku, którą 
każdy, a tern bardziej prawodawca równie, jak wolność oso- 
bistą, szanować powinien. Podobne praw 7 o nikogo nie przerazi; 
nasza publiczność aż nadto jest oświeconą, aby sama nie umiała 
oddzielić wolności od sw 7 awoli, ażebyśmy, zaprowadzając prawo 
przeciwko nadużyciom druku, posądzeni być mieli o chęć 
przywrócenia cenzury, którą każdy z nas tyle pogardza, ile 
obalonym rządem, który za jej pomocą naszą umysłową nawet 
wolność uwięzić pragnął. Naród nasz zapewne jest przekona- 
nym, że jak w najliberalniejszych rządach prawa cywilne a na- 
wet kryminalne dlatego, że są, bo być muszą, nikogo nie obra- 
żają i, niczyjej nie naruszając wolności, służą do jej zabezpie- 
czenia, tak też i prawo o nadużyciach druku nie dąży nigdzie 
do ukrócenia wolności druku, ale do jej zapewnienia, do jej 
zachowania na zawsze, a w teraźniejszem położeniu naszem 
prawo to byłoby nadto stróżem całej wolności naszej, od któ- 
rej i wolność druku zależy«. 

JW. Dembowski: »Nie podnosiłem głosu w materyi oso- 



— 139 — 

bistej, lubo często gazety głosy moje przekręcały, lecz w ma- 
teryi dotyczącej dobra kraju obojętnym być nie wypada. Kolega 
Jełowicki wspomniał już o jednym artykule »Nowej Polski«, 
kolega zaś Sołtyk wspomniał o innym, i oba okazali, jak dalece 
artykuły te są szkodliwe. Niema wprawdzie prawa na nad- 
użycie druku, ale jest prawo z 7 lutego, które w art. 2 gim 
mówi: »w czem wszystkiem działanie Rządu nie 
może być ograniczone żadnymi przepisami praw 
o własności i wolności osobistej stanowiących«. 
Jeżelić własność i wolność osobista są zawieszone, cóż powie- 
dzieć o swawoli druku, która zdradza nasze słabości: czyli nie 
można jej pod ten przepis podciągnąć? Rozumiem, że Rząd 
Narodowy powinien zaradzić nadużyciom, które popełnione 
zostały«. 

JW. Sołtyk: »Szanuję troskliwość preopinenta, który wzmian- 
kował artykuł z dnia 26 lipca w »Nowej Polsce« umieszczony; 
nie mogę jednakowoż tak wielkiej wagi do niego przywiązy- 
wać; żadnego on bowiem skutku nie sprawi, gdyż naczelny 
w r ódz nieprzyjacielski nie będzie zapewne do rady gazety 
używał, zwłaszcza, w której takie są popisane niedorzeczności, 
jak n. p. że 60.000 wojska przez 80.000 może być otoczone. 
Lecz ja w artykule z 28 lipca karygodność upatruję. Tu jest 
faktum, które przepuszczone być nie może, tu jest zamach 
na prawa Izby, gdyż artykuł ten pobudza wojsko do wybie- 
rania Wodza; lecz tamten drugi artykuł jest mniejszej wagi«. 

JW. Marszałek: »Nie przesądzając, jaka wypadnie decyzya 
Izby, czy ta mi poleci zwrócić uwagę Rządu na dwa artykuły 
gazety, t. j. na system wojny i Ramorino, powtarzam, nie 
przesądzając bynajmniej tej kwestyi, winienem oświadczyć 
JW. Dembowskiemu, że artykuł prawa przez niego cytowany 
zastosowany tu być nie może. Jest tam mowa o niszczeniu 
kraju przez nieprzyjaciela zagrożonego, i tak się artykuł ten 
wyraża : » Również moce ubędzie Rząd kazać uprowa- 
dzać z takowych okolic wszelkie zapasy żywności, 
dobytki, sprzężaje i usuwać ludność do miejsc tym 
celem wskazanych, w czem wszystkiem działanie 
Rządu nie może być ograniczone żadnymi przepi- 
sami praw o własności i wolności osobistej stano- 
wiących«. Stąd się okazuje, że prawo z 7 lutego do obe- 



— 140 — 

cnego przypadku zastosowanem być nie może, gdy tu ani 
usuwanie ludności, ani uprowadzanie zapasów żywności miejsca 
nie miało, i rzecz się toczy o nadużycia wolności druku«. 

JW. Jełowicki: »Koledze Sołtykowi zdaje się, że artykuł 
przez niego zacytowany jest ważniejszy, aniżeli ten, który ja 
przytoczyłem. Opiera on się na tern, że na zdanie wodza 
wojsk nieprzyjacielskich artykuł gazety wpływać nie może. 
Nie przeczę, lecz i z gazety może nieprzyjaciel powziąć nie- 
które objaśnienia. Wprawdzie artykuł ten jest jak najfałszyw r iej 
napisany, jak widać przez takiego, który żadnego o rzeczy nie 
ma wyobrażenia; lecz gdybyśmy ten artykuł bezkarnie prze- 
puścili, mogłyby się zjawić inne z większą prawdą napisane, 
któreby wielce szkodliwy wpływ na naszą sprawę wywrzeć 
mogły. Artykuł zaś cytowany przez kolegę Sołtyka sam w so- 
bie znajduje usprawiedliwienie, mówi on bowiem: gdyby 
tego była potrzeba. Kiedy zatem Sejm nie uznał potrzeby 
zmienienia Wodza, a tern samem wojsko zastosuje się do tego, 
co Sejm postanowił. Co kolega Dembowski powiedział, zasłu- 
guje także na uwagę. Niewątpliwą jest rzeczą, że popełnione 
zostały nadużycia szkodliwe dla dobra ogólnego, dla osób pry- 
watnych. Jestem więc za tern, abyśmy nadal nie mieli potrzeby 
odwoływać się we wszystkiem do Rządu, i żeby było prawo 
jakiekolwiek tymczasowe na ukrócenie nadużyć druku, żeby 
w tym celu zaprowadzony był sąd przysięgłych. Wnoszę, aby 
szanowni Reprezentanci przedmiotu tego z myśli wypuścić 
nie chcielk. 

JW. Marszałek: »Zapewne JW. Pan w tym względzie ra- 
czy podać projekt do laski «. 

JW. Jełowicki: »Ja tylko myśl podałem, aby projekt ten 
został wniesiony; wykonanie jego zdolniejszym odemnie pozo- 
stawiamy 

JW* Szaniecki: »Toczy się teraz dyskusya względem dwóch 
artykułów »Nowej Polski«, jeden: Nasz system wojny — 
a drugi: Ramorino. Nie sądzę, aby artykuły te sprawie na- 
szej miały być przeciwne, i owszem, nie widzę w nich, jak 
tylko gorliwość obywatelską i czysty patryotyzm. Nie możemy 
sądzić, aby co innego powodowało tymi artykułami. Jeżeli ko- 
lega Jełowicki sądzi, że Paszkiewicz będzie korzystał z arty- 
kułu przez »Nową Polskę« napisanego, natenczas należałoby 



— 141 — 

ją prosić, aby jak najwięcej podobnych artykułów napisała, 
a pewnoby Paszkiewicz wkrótce kraj nasz opuścił. Co się ty- 
czy artykułu wzmiankowanego przez JW. Sołtyka, już JW. 
Jełowicki odpowiedział, że on szkodliwym być nie może. Po- 
święcony on jest pochwałom generała Ramorino. Sądzę, że 
cnoty tego jenerała, jego obchodzenie się z żołnierzami służyć 
może za przykład innym jenerałom, i nie widzę w tym arty- 
kule nic szkodliwego dla sprawy publicznej. Zresztą jest tam 
tylko objawienie uczuć żołnierzy, iż taki dla niego mają entu- 
zyazm, że, gdyby potrzeba było, gotowiby go Naczelnym Wo- 
dzem wykrzyknąć, a jabym powiedział, że może i Królem 
ogłosić. To przecież nic Sejmowi nie ubliża, bo czyn ten speł- 
niony nie będzie«. 

JW. Nakwaski: »Pytam się, o co tu rzecz idzie; czy to 
jest interpelacya, czy wniosek? Słyszeliśmy tu bowiem uwagi 
kolegów Jełowickiego, Sołtyka, Dembowskiego, lecz nie wie- 
dzieć, do czego one zmierzające, 

JW. Marszałek: »W przedstawionych wnioskach te upa- 
truję dążenia: wniosek JW. Jełowickiego jest, aby wskutku 
uwag jego ułożony był projekt do prawa o wolności druku; 
wniosek zaś JW. Dembowskiego jest, aby na artykuł o gene- 
rale Ramorino zwróconą została uwaga Rządu, i aby ten, który 
napisał, że wojsko będzie go mogło sobie samo obrać za Na- 
czelnego Wodza, był pod sąd oddany. Są tu więc dwa wnioski 
jawne, niezawodne«. 

JW. Nakwaski: »Na wniosek kolegi Jełowickiego kolega 
Sołtyk dał odpowiedź zaspokajającą, kolega zaś Szaniecki do- 
statecznie rzecz tę wyjaśnił. W artykułach tu wzmiankowanych 
widzę więcej dążności do dobrego, niż do złego, chociaż one 
są na fałszywych zasadach oparte, i dlatego ich pochwalać 
nie mogę. Uważajmy tylko, że wolność druku od 29 listopada 
więcej nam dobrego niż złego sprawiła. Mojem zdaniem, nie 
powinniśmy się nawet w Izbie zastanawiać nad artykułami 
gazet. Rząd Narodowy, otoczony naszem zaufaniem, skoroby 
spostrzegł szkodliwą dążność w tych artykułach, powinien sto- 
sowne środki przedsięwziąć. Co do artykułu o jenerale Ramo- 
rino, z przyjemnością go czytałem; obyśmy więcej mieli takich 
jenerałów! Stanowi on przykład do naśladowania, a nie że- 
byśmy mieli redaktora gazety za to pociągać do odpowiedział- 



— 142 — 

ności, iż jego przymioty ogłosił. Zdarzały się jednak nadużycia 
druku; w tem dzielę zdanie kolegi Jełowickiego, i może prawo 
o ich ukróceniu byłoby pożądane«. 

JW. Wołowski: »Przepraszam Izbę, iż w tym samym przed- 
miocie może po raz dziesiąty już głos zabieram, lecz zawsze 
do tego wywołany byłem. Jak tylko będziemy chcieli prawo 
o nadużyciach wolności druku szybko stanowić, możemy przejść 
za tę linie demarkacyjną, która rozgranicza bezprawie od wol- 
ności, możemy zamiast ukrócenia nadużyć druku wolność jego 
skrępować. Prawo o nadużyciach wolności druku bez sądu 
przysięgłych istnieć nie może; bez nich nie byłoby rządu repre- 
zentacyjnego, gdyż sądy tylko przysięgłych są rękojmią, że 
wolność druku ograniczoną nie będzie, tylko jej nadużycia 
określone. Mówiłem już to w Izbach połączonych, co teraz 
zmuszony jestem powtórzyć. Kiedy w początku rewolucyi fran- 
cuzkiej, kiedy ona była płodem wolności i wszelkich uczuć 
szlachetnych, w roku 1789 Sieyes podał projekt o wolności 
druku, projekt ten z oklaskami został przyjęty, ale samo prawo 
do późniejszych odłożono czasów, bo Sieyes i inni znakomici 
tego czasu mężowie nie rozumieli, aby tak łatwo było podobne 
prawo ułożyć. W naszej Komisyi prawodawczej ja byłem wy- 
znaczony, abym projekt do tego prawa przygotował; uznałem 
całą jego trudność, przekonałem się, jak wiele potrzebuje czasu. 
Teraz Ministeryum sprawiedliwości zajmuje się tym projektem. 
Już 200 artykułów jest gotowych. Zobaczymy, czy projekt ten 
tak łatwo się utrzyma. Teraz w stanie rewolucyjnym nie mo- 
żna podobnych praw stanowić. Wolność druku jest jedyną 
rękojmią rządów reprezentacyjnych. Ona daje moc każdemu 
członkowi towarzystwa wytykać złe, wskazywać uchybienia 
Rządu. Karać tej gorliwości nie możemy. Jak trudno jest zgo- 
dzić się, czy który artykuł jest przewinienem, mamy w naszej 
Izbie dowód. Kolega Jełowicki powiada, że ten artykuł jest 
bardzo szkodliwy; kolega Sołtyk o innym to utrzymuje arty- 
kule, a kolega Szaniecki inne zupełnie objawia zdanie. Każdy 
jest odmiennego zdania. Od tej wychodzić powinniśmy zasady, 
że druk nie jest występkiem, jest tylko narzędziem tak jak broń 
lub inne podobne. Jeżeli w artykule o jenerale Ramoriao jest co, 
co pobudza do buntu, podług praw obowiązujących może być za 
to kara wymierzona. Nie trzeba na to nowego prawa. Zoba- 



— 143 — 

czymy, gdy przyjdzie projekt, którym się Komisya sprawiedli- 
wości zajmuje, z 200 może artykułów złożony, że nam tylko czas 
próżno zabierze, który na ważniejsze materye obróciebyśmy po- 
winni«. 

JW. SVlinister spraw wewnętrznych i policyi: » Wolność druku 
jest bezwątpienia najważniejszą swobodą, jest najgłośniejszą rę- 
kojmią wolności i niepodległości państw konstytucyjnie rządzo- 
nych; o tej prawdzie nikt nie powątpiewa; nikt jej zaprzeczać 
nie może. Z okazyi przecież toczącej się obecnie dyskusyi winie- 
nem donieść z otwartością prześwietnej Izbie Poselskiej, jako 
prezydujący w Komisyi rządowej spraw wewnętrznych i policyi, 
iż taż Komisya sądziła swoją powinnością zwrócić uwagę Rządu 
Narodowego na artykuły »Nowej Polski«, które wielu Członków 
Izby Poselskiej już przytoczyło. Rząd Narodowy dotąd Komisyi 
decyzyi swej nie objawił. JW. W r ołowski wystawił trudności, ja- 
kich dozna Izba Poselska przy stanowieniu prawa przeciw nad- 
użyciom wolności druku, które się składa z 200 artykułów. JW T . 
Jełowicki, z drugiej strony, ezerpając powody w czystem swem 
sercu i zdrowym rozsądku, ostrzegł nas o niebezpieczeństwie 
dla sprawy publicznej z niedostatku prawa karnego dotąd obo- 
wiązującego. W takowem położeniu pozostaje Izbie następujące 
do rozwiązania dilemma: czyli wystawić kraj i sprawę publiczną 
na niebezpieczeństwo, którem mu codziennie rozwiązłość i nad- 
użycie wolności druku zagraża i coraz bardziej zagrażać może, 
albo czyliby dla ocalenia Ojczyzny nie należało powierzyć cen- 
zury — w duchu wolności dla odwrócenia niebezpieczeństwa 
i zabezpieczenia niepodległości narodowej — kilku Członkom 
Izby z najliberalniejszego sposobu myślenia, z roztropności swej 
najwięcej prześwietnej Izbie znanym ?« 

— (Tu szmer i nieukontentowanie arbitrów słyszeć się 
dały). — 

»Robiąc ten wniosek sumnieniem czystem i nie powodo- 
wany żadną namiętnością, mam honor oświadczyć, że brak za- 
dowolnienia ze strony arbitrów nie wstrzyma mnie od wytłoma- 
czenia się i wyjawienia całkowicie mojego przekonania. Rząd 
zgasły nie czuł potrzeby prawa przeciw nadużyciom wolności 
druku, powierzywszy cenzurę człowiekowi, którego wzgarda pu- 
bliczna ścigała, gdyż się przykładał do wyzucia nas z tej najdroższej 
swobody, jaką naród każdy niepodległy posiadać musi. Skoro zaś 



— 144 — 

zimprowizować prawa tak ważnego nie jesteśmy w stanie, ja- 
kieżby niebezpieczeństwo wynikło, gdyby Izba powierzyć chciała 
tę władzę zaszczyconym jej zaufaniem własnym Członkom na 
ten krótki tylko przeciąg czasu, dopóki prawa przeciw naduży- 
ciom druku nie uchwalimy? Taka cenzura, tacy cenzorowie za- 
pewne cześć i wdzięczność Narodu zjednać sobie muszą i nad- 
użyć ufności Izby nie będą w stanie. Jeżeli przecie ta myśl nie 
trafia do przekonania Izby, nie pozostaje według mnie, jak we- 
zwać Rząd Narodowy, iżby art. 8-my ustawy z d. 24 stycznia 
1831 r. ściśle był wykonanym, gdyż Warszawa jest właśnie 
w okolicy działań armii w stanie wojennym ogłoszonych po- 
łożoną, a przeto przepisowi uchwały wspomnianej podlegać 
powinna«. 

JW. Godebski: »Zajmujemy się dziś najważniejszym przed- 
miotem: wolnością druku, z powodu dwóch artykułów w gazecie 
»Nowa Polska« umieszczonych, za które redakcya do odpowie- 
dzialności ma być pociągnięta. Jeden z nich ma obejmować 
plany wojenne nader szkodliwe i wskazywać nieprzyjacielowi, 
jak ma postępować, aby stolicę wziął bez wystrzału; drugi za- 
wierać ma szkodliwy zamach, bo zamach na prawa Izb. Dwaj 
Członkowie Izby naszej gorliwą miłością kraju przejęci nie zga- 
dzają się przecież w ocenieniu ważności tych dwóch artykułów. Ko- 
lega Jełowicki utrzymuje, że artykuł obejmujący plany wojenne 
jest zgubniejszy dla kraju, że stanowi zdradę kraju: przeciwnie 
kolega Sołtyk twierdzi, że artykuł obejmujący zamach na Wodza 
jest surowszej kary godzien. Wszakże, zastanawiając się nad je- 
dnym i drugim artykułem, nie można tam spostrzedz dążności 
szkodliwej dla kraju; nie można powiedzieć, że człowiek, który 
niezręcznie artykuł napisał, już jest zdrajcą kraju. Panowie! nie 
możemy być lekkomyślni w ustanowieniu zbrodni stanu. Kiedy 
słyszę ubolewania na nadużycia wolności druku, przypominam 
sobie słowa kolegi Wołowskiego: nadużyć tych nie jest przyczyną 
wolność druku, lecz niedostateczność naszego kodeksu kar- 
nego, a że jego improwizować nie można, a że nie można 
improwizować prawa o wolności druku i sądzie przysięgłych, 
lepiej więc czas jakiś bez prawa pozostać, aniżelibyśmy się 
mieli zająć ułożeniem prawa, którego potrzebę czujemy, lecz 
które teraz dokładneby być nie mogło i, ukracając nadużycia, 
możeby samą wolność druku skrępowało. Nie widzę potrzeby 



— 145 — 

dowodzić, źe nie można zaprowadzać cenzury, która była naj- 
główniejszą i sprawiedliwą pobudką rewolucyi 29 listopada, 
której samo imię oburzeniem przejmuje, i piastujący tę władzę 
nie mogą nam się stać rękojmią, że ona nie będzie naduży- 
ciem, bośmy się przekonali, że ten, który w 1794 roku należał 
do klubu Jasieńskiego, przecież potem wszelkie uczucia naro- 
dowości, wszelkie wspomnienie wolności z pism naszych wy- 
kreślał. Cóżby stąd wynikło, gdybyśmy przyjęli słyszane tu 
wnioski? Koledzy Jełowicki i Sołtyk żądają, aby redaktorowie 
do odpowiedzialności byli pociągnięci. Kolega Dembowski 
więcej żąda, chce, aby ich od urzędów oddalić. Szanuję gor- 
liwość Członków, lecz zdania ich dzielić nie mogę, bo widzę, 
jakby to szkodliwy wpływ miało na wolność druku«. 

JW. Jełowicki: » Widzę, że koledzy Wołowski i Godebski 
nie chcieli mnie zrozumieć. Jeżeli zechcą sobie głos mój przy- 
pomnieć, zobaczą, źe mówiłem o potrzebie wolności druku. 
Mówiłem: Nie podnośmy świętokradzkiej ręki na 
wolność druku! Możnaź użyć silniejszego wyrażenia na 
okazanie, jak dalece szanuję wolność druku, jak dalece czuję, 
źe ona jest rękojmią rządów reprezentacyjnych! Jestem za wol- 
nością druku, ale jej nadużyć cierpieć nie mogę; o nich tylko 
mówiłem. Wiem o tern dobrze, źe sam druk nie jest naduży- 
ciem, jest tylko narzędziem słuźącem do popełnienia nadużyć; 
równie, jak nóż nie jest winien, tylko ten, który go w piersiach 
drugiego utopił i za to jest sądzony, tak też i nadużywający 
wolności druku jest winnym i odnieść karę powinien. Nie chcę 
ja improwizować kodeksu, lubo zgadzam się na to, źe nad- 
użycia druku są tylko skutkiem jego niedoskonałości, ale chcę, 
żeby Izba zajęła się tern prawem; mamy na to aż nadto czasu. 
Nie potrzeba, aby wszyscy Członkowie Izby układali to prawo; 
deputacya wyznaczona przygotowałaby projekt, któryby Izba 
przyjęła lub odrzuciła«. 

JW. Morawski: »Po głosach kolegów Wołowskiego i Go- 
debskiego cofam moje żądanie. Wolność druku i jej nadużycia 
należą do tych praw katechizmowych politycznych, które tak 
długo rozwijać byłoby ubliżać tej Izbie«. 

JW. Sołtyk: »Nie byłbym wnosił do Izby oskarżenia prze- 
ciwko redakcyi »Nowej Polski«, gdybym nie słyszał uwag ko- 
legi Dembowskiego. Dostatecznie już zaspokojeni być powin- 

Dyaryusz T. VI. 10 



— 146 — 

niśmy, kiedy się Rząd tym przedmiotem zajmuje. Nie jest on 
tak wielkiej wagi, aby się dyskusya tak długo miała przecią- 
gać. Wolność druku zapewne jest kosztowna, lecz artykuł 
»Nowej Polskk z d. 28 lipca narusza zasadę konstytucyi, której 
my równie przestrzegać powinniśmy^. 

JW. KHmontowicz: »Nie sądziłem, aby dwa artykuły -No- 
wej Polskk dały powód do tak obszernej dyskusyi. Każdy tu 
ma inny sposób widzenia. Kolega Jełowicki sądzi, że z artykułu 
mówiącego o systemacie wojny wielka może wyniknąć szkoda 
dla sprawy publicznej; kolega zaś Sołtyk utrzymuje, że wię- 
kszaby wyniknąć mogła szkoda z drugiego artykułu, który 
pobudza wojsko do wybierania Wodza. Ja w tym artykule 
upatrywałem tylko wystawiane cnoty jenerała Ramorino, które 
powinny za wzór służyć innym jenerałom i oficerom, jak się 
mają z żołnierzami obchodzić; wyznać bowiem z boleścią 
przychodzi, że wielu jest wojskowych, którzy tak samo się 
z żołnierzami obchodzą, jak za rządów Cesarzewicza. Artykuł 
ten naprowadza oficerów na to, aby się starali o miłość żoł- 
nierza. Ta częstokroć i zdolność samą zastąpi, bo żołnierz za 
dowódcą, którego kocha, w największy pójdzie ogień, na ża- 
dne nie będzie zważał niebezpieczeństwa. Z powodu tak mało 
znaczących artykułów wytoczyła się tu dyskusya o ograniczeniu 
wolności druku. Ja przypominam Izbie, że gdzie niema wol- 
ności druku, tam niema prawdziwej wolności«. 

JW. Wężyk: »Z głosu kolegi Sołtyka nie powziąłem prze- 
konania, aby artykuł obejmujący słuszne pochwały generała 
Ramorino miał być szkodliwym; przecież kolega Sołtyk upa- 
truje w nim dążenie, aby wojsko wybierało swoich wodzów; 
lecz nie obawiajmy się tego; wojsko nie chce sobie przy- 
właszczać atrybucyi, które do niego nie należą. Co się tyczy 
artykułu wzmiankowanego przez kolegę Jełowickiego, nie jest 
on tak wielkiej wagi. Kolega Bracławski otworzył o nim 
zdanie, że go nie pochwala, lecz że go dobrym znajduje; nie 
wiem, jak to można razem pogodzić. Troskliwość kolegi Soł- 
tyka zaspokojoną być powinna, gdyż, jak sam oświadczył, 
osoby należące do Rządu zwróciły na to swoją uwagę; zo- 
stawmy więc to Rządowi, który ma do tego potrzebną moc 
i władzę«. 



— 147 — 

JW. Zarczyński: »Zapisując się do głosu, chciałem przed- 
stawić szanownym Reprezentantom, że rozprawy o gazetach 
niewłaściwie w tej sali obrad wytoczone zostały, lecz teraz 
materya ta jest już tak wyjaśniona, że każdy zdolny był po- 
wziąć to przekonanie. Podzielam zupełnie zdanie JW. Wołow- 
skiego i znajduję, że zbyteczna jest troskliwość kolegi Jeło- 
wickiego, gdyż nikt pewno planów wojennych z gazety uczyć 
się nie będzie. Sądzę więc, że można już co do tego przedmiotu 
zamknąć dyskusyę«. 

JW. Dembowski: »Nigdy nie poważyłem się targnąć na 
wolność druku, i gdyby kraj nasz miał być porównany w bo- 
gactwie do Florencyi, a żeby wolność druku z niego miała 
być wygnaną, nie chciałbym w takim kraju pozostać; aie jak 
jestem za wolnością druku, tak jestem przeciwny swawoli 
druku, rozpuście druku. W takim to sposobie nadużycia druku 
uważane być powinny. Przypuszczam, że artykuł cytowany 
przez kolegę Wołowskiego nie obejmuje nic takiego, coby nam 
szkodzić mogło, bo rzeczywiście, wpatrzywszy się w niego, 
najfałszywsze widzimy rozumowania. Lecz nie tajmy w sobie 
tego, że objawiona w tym artykule dążność doprowadzić nas 
może do wyjawienia rzeczywistych naszych celów, rzeczywi- 
stych faktów, które bardzoby nieprzyjacielowi posłużyć mogły. 
W podobnem położeniu, jak my jesteśmy, czy nie mamy prawa (żą- 
dać), szanując wolność druku, aby to tylko było w gazetach umie- 
szczane, co szkodzić sprawie naszej nie może? Czy tam, gdzie 
jest stan oblężenia, Gubernator nie ma władzy wzbronić wy- 
drukowania tego w gazetach, co działań wojennych dotyczy? 
Kolega Nakwaski powiedział, że wnioski te są niegodne Izby; 
przypominam mu, jak mu było przykro, kiedy mu Minister 
wojny powiedział, że się myli; nie wypadało więc kolegom 
podobnego czynić zarzutu. Co się tyczy urzędników, że mogą 
być oddaleni, dowodem tego przyjęta w rządach wszystkich 
konstytucyjnych zasada, iż ludzie nie podzielający zasad panu- 
jących do urzędów nie są dopuszczania 

JW. Szaniecki: »Zdaje się, jakoby okropna zbrodnia popeł- 
niona została, jakobyśmy byli sądem przysięgłych, sądzący 
przez redaktora popełnione nadużycia; tymczasem przekony- 
wamy się, że chodzi o to, czy jest pewien artykuł szkodliwy, 
czy nie. Jedna strona utrzymuje, że jest nadużycie druku; inna 

10* 



— 148 — 

strona, że niema nadużycia druku, a ja powiadam, że jest gor- 
liwość. Gdy tak są rozdwojone zdania, większość będzie mu- 
siała stanowić. Jeżeliby przyszło do wotowania, bylibyśmy 
sądem. Cóźbyśmy osądzili? Oto — żeby odesłać do sądu po 
ukaranie redaktora gazety »Nowa Polska«. Pytam się, coby 
stąd wypadł za skutek? Mamy już przykład, żeśmy odesłali 
redakcyę po ukaranie do sądu kryminalnego; ten nie uznał 
nadużycia, powiedział, że niema na to prawa. Na co więc się 
przyda odsyłać do sądu, kiedy prawa niema? To jest występ- 
kiem, co prawo zakazuje; jeżeli prawo czego nie zakazuje, tam 
niema występku. Skoro artykułów podobnych prawo nie za- 
kazało, nie widzę, żeby redakcya »Nowej Polskk była winną. 
Gdyby ona istotne plany Naczelnego Wodza wykryła, gdyby 
podeszła jego tajemnice i ogłosiła w gazecie, byłaby występną, 
nie zasłoniłaby się niedostatkiem prawa, bo jest prawo na 
zbrodnię Stanu i zdradę kraju. Kiedy więc sędziami być nie 
możemy, wniosek zatem jest bezowocny i bez potrzeby uczy- 
niony. Co się tyczy cenzury, gdybyśmy ją nawet przypuścili, 
nie wiem, ktoby chciał być cenzorem? Mówiono tu, aby Gu- 
bernator mający tu władzę wojenną skarcił redakcyę gazety 
»Nowa Polska«. Czy sobie nie przypominamy wypadku z dzien- 
nikiem »Merkury«? Gubernator kazał zamknąć drukarnię; 
Rząd naganił uchybienie Gubernatora i kazał ją otworzyć. By- 
łoby to ścieśnieniem wolności druku, naruszeniem nietykalnej 
własności, gdyby Gubernator dowolnie mógł karcić redakto- 
rów pismcc 

JW. Rembowski: »Na poparcie głosu kolegi Wołowskiego 
to tylko przytaczam, że są prawa przyrodzone człowieka, któ- 
rych żadna władza odjąć nie może; takiemi są: wolność my- 
ślenia, mówienia i pisania, a zatem i drukowania. Chcieć te 
prawa ograniczyć, byłoby to naruszać najświętsze prawa 
człowieka, do czego największe nadużycia upoważnić nas nie 
mogące 

JW. Kaczkowski: »Słyszeliśmy dwa oskarżenia, dwa za- 
rzuty zbrodni. Ze sposobu, jak zostały wprowadzone, zdawa- 
łoby się, że w jednym jest zamach radykalny, w drugim zamach 
buntu. Zdaje się, że oba skarżący kwestyę tę wzajemnie lewo- 
wali. Jeden powiada, że zarzut drugiego jest mniej ważny, 
a drugi powiada, że zarzut pierwszego jest mniej ważny. Po- 



— 149 — 

równywając to z sobą, zdaje się, że może oba zarzuty są mniej 
ważne. Chcą, aby Izba Poselska znalazła wielką winę; tak 
działając, posądzalibyśmy chyba Rząd Narodowy, że gazet 
nie czyta. Wszakże on może wyznaczyć prokuratora, a gdyby 
mu prawo nie wystarczało na zwalczenie tego tak przewa- 
żnego nadużycia druku, ukułby jakie postanowienie i zaprosił 
którego z Ministrów do kontrasygnowania go; wtenczas Izba 
ważniejszą przybrałaby postać, zajmowałaby się tern, czy kontra- 
sygnujący Minister mógłby być pod sąd oddany ?« 

JW. Nakwaski: »Niesłuszny mi zarzut kolega Dembowski 
uczynił, gdyż ja nie mówiłem, aby wnioski te były Izby nie- 
godne; uważałem tylko, że niegodne jest Izby tak długo zaj- 
mować się podobnym przedmiotem, że to należy do Rządu 
odesłać. Zgadzam się z kolegą Sołtykiem, że lepiej w podobnych 
materyach zbyt się nie rozciągać«. 

IW. Marszałek: »Już dyskusya jest zamknięta. Zapytuję się 
JW. Sołtyka, czy nie cofa swojego wniosku ?« 

JW. Sołtyk: »Ja żadnego nie uczyniłem wniosku, gdyż 
mnie Minister sprawiedliwości zaspokoił«. 

JW. Marszałek: »Czy JW. Jełowicki żąda, aby Izba roz- 
strzygnęła względem jego wniosku, czyli go cofa?« 

JW. Jełowicki: »Nie mam zwyczaju cofać moich wniosków; 
aby lepiej był zrozumiany, raz go jeszcze powtórzę. Wniosek 
mój był następujący, aby obmyślić środki zapobiegające nad- 
użyciom wolności druku, któreby samejże wolności druku nie 
naruszały«. 

JW. Marszałek: » Jeżeli JW. pan nie chciałeś zwrócić uwagi 
Rządu na artykuł przez siebie wzmiankowany, to wniosku, 
który nam teraz objawił, niema potrzeby oddawać pod woto- 
wanie, gdyż z kolei pomiędzy projektami, którymi się Izba ma 
zająć, jest umieszczony«. 

JW. Jełowicki: »Dziś właśnie dowiaduję się, że jest umie- 
szczony pod nr. 12. Prosiłbym, aby zamiast 12-go nr. 1-szy 
otrzymał«. 

JW. Marszałek : »K t o popiera wniosek J W. J e ł o- 
wic kiego, raczy po w stać «. 

Wniosek ten znaczną większością odrzucony 
został. 

JW. Chełmicki: »Czytaliśmy umieszczony w pismach pu- 



— 150 — 

blicznych list Naczelnego Wodza do Króla pruskiego; 
uskarżający się o gwałcenie ze strony Prus neutralności. Naczelny 
Wódz z atrybucyi mu służących może zawierać zawieszenie 
broni i w tym celu, lub też o wymianę niewolnika, z wodzem 
nieprzyjacielskim parlamentować, lecz żadna uchwała nie upo- 
ważnia go do traktowania z dworami nam nieprzyjaznymi. 
Żądałbym więc objaśnienia, czyli korespondencya ta Wodza 
Naczelnego z Królem pruskim za wiedzą naszego Wydziału 
dyplomatycznego nastąpiła?« 

JW. Radca Stanu Wielopolski: »Od czasu powrotu mego 
z misyi z Londynu mogła się przekonać Izba Poselska, że 
w materyi dyplomatycznej tam tylko głos zabierałem, gdzie 
kwestya dotyczyła się stanu dyplomacyi w Anglii, lub jeżeli 
była ogólna, gdzie była zgodna ze szczegółowem położeniem 
dypiomacyi naszej w Londynie; zresztą całemu prowadzeniu 
dyplomacyi jestem obcy, należy to do Ministra W 7 ydziału spraw 
zagranicznych, lub jego Zastępcy. Teraz z powodu słabości 
JW. Zastępcy ministra spraw zagranicznych wezwany zostałem 
przez Rząd, abym go dziś w Izbie zastąpił. Odpowiedziałem, 
że ponieważ nie jestem w ciągu działań naszych dyplomaty- 
cznych, może przeto nie będę mógł na wszystkie kwestye od- 
powiedzieć. Pod tym jedynie warunkiem obowiązałem się od- 
powiadać na interpelacye szanownych Reprezentantów. To jest 
co do mego położenia w tej Izbie. Co do kwestyi przez JW. 
Chełmickiego uczynionej, rozumiem, że tu w zasadach pewną 
należy uczynić różnicę. Negocyowanie traktatów preliminarne 
i ich ratyfikacya należy do Rządu Narodowego i do Izb sej- 
mowych; lecz list, który Naczelny Wódz pisał do Króla pru- 
skiego, nie miał tego na celu. Gdyby który obyw r atel naszego 
Królestwa mniemał, że, pisząc do Króla pruskiego, może wy- 
wrzeć wpływ, iż neutralność z jego strony ściślej będzie zacho- 
wana, nie ubliżyłby interesowi Narodu, gdyby ten list napisał. 
Taki miał cel, a nie inny, Wódz Naczelny w swojem piśmie 
do Króla pruskiego. Rozumiem, że z żadnej strony za naganne 
tego uważać nie można«. 

JW. Chełmicki: »Lubo JW. Radca Stanu wynurzył, że 
tylko z czynności dyplomatycznych w Anglii objaśnienia dawać 
może, przecież (w) tej okoliczności mylne zupełnie robi zasto- 
sowanie Naczelnego Wodza do człowieka prywatnego. Ja Na- 



— 151 — 

czelnego Wodza jako członka Rządu uważam, który nie może 
przekraczać nadanych mu atrybucyi. Wolno mu jest z wo- 
dzem wojsk nieprzyjacielskich traktować, ale pisać do monarchy 
nieprzyjacielskiego kraju bez ubliżenia naszemu krajowi nie 
może. Kiedy JW. Radca Stanu nie może mi dać dzisiaj obja- 
śnień, proszę go zatem, aby na przyszłe posiedzenie albo sam 
zasiągnąwszy potrzebnych wiadomości udzielił, albo też żeby 
JW. Zastępca ministra spraw zagranicznych raczył być na se- 
syi obecny«. 

JW. Radca Stanu Wielopolski : »Nie wchodząc w to, czy 
Izba zapytanie to za swoje uznaje, nie omieszkam kwestyi JW. 
Chełmickiego, jako zapytania od szczegółowego Członka Izby 
pochodzącego, Rządowi przedstawić^. 

Gdy JW. Wiszniewski przeciwny był temu, aby Rząd jakie- 
kolwiek dawał w tej mierze objaśnienia, JW. Marszałek tak mu 
na to odpowiedział: 

»Członkowi Rządu umocowanemu do przemawiania 
w jego imieniu nie można wzbraniać głosu, jeżeli chce przy- 
chylić się do żądania pojedynczego Członka Izby; skoro więc 
w przyszłą sobotę mówić zechce, przychylić się do tego będę 
obowiązany. JW. Radca Stanu przemawia tu w imieniu Rządu 
Narodowego; na przyszłą sobotę albo sam, albo też JW. Za- 
stępca ministra spraw zagranicznych głos zabierze, a ja mu 
głosu nie będę mógł tamować«. 

JW. Wiszniewski: »Zawsze trzeba, aby po każdym wniosku 
pojedynczego Członka następowała decyzya Izby, czy wniosek 
ten przyjmuje, czy nie, czy żąda wyjaśnienia na uczynione 
przez niego pytanie, czy nie? Mojem zdaniem, Wódz nietylko 
nie zasłużył tu na naganę, ale, i owszem, wart jest pochwały, 
że ogłosił w Europie, jakich się nadużyć sąsiedzi nasi do- 
puszczają. Wnoszę więc, aby JW. Marszałek zapytał się Izby, 
czy jest zdania, aby się Naczelny Wódz z tego kroku tłó- 
maczył?(( 

JW. Marszałek: »Zapewne JW. Pan nie byłeś obecny przy 
początku dzisiejszej dyskusyi. Podzieliliśmy interpelacye na 
dwa rodzaje: na wnioski i zapytania. Na wnioski potrzebna 
jest decyzya Izby; na szczegółowe zapytania Członków nie 
trzeba tej decyzyi. Co do dalszego głosu JW. Wiszniewskiego 
i tę jeszcze dodam uwagę, że JW. Chełm icki nie żądał od 



— 152 — 

Naczelnego Wodza żadnych tłómaczeń, nie mówił, czyli krok 
jego był dobry lub zły; pytał się tylko Wydziału dyploma- 
tycznego, czy ten list był z jego wiedzą pisany? Może nawet 
otrzymamy odpowiedź, że Rząd wiedział o tym liście. To 
jeszcze dodaję, że skoro członek Rządu przemawiający w imie- 
niu Wydziału dyplomatycznego oświadcza, że na przyszłej 
sesyi w tym przedmiocie głos zabierze, ja mu głosu nie będę 
mógł wzbronić«. 

JW. Wiszniewski: »Proszę o poddanie pod decyzyę Izby 
mojego wniosku«. 

JW. Marszałek: »Nie jestem mocen tego uczynić. Taką 
kwesty ę poddam pod rozstrzygnienie Izby: Kto popiera 
wniosek J W. Wiszniewskiego, abym odwołał się 
do zdania Izby co do zapytania przez J W. C h e ł m i- 
ckiego uczynionego, powstaniec 

Wniosek ten znaczną bardzo większością 
upadł. 

JW. Chełrnecki : »Na ostatniem posiedzeniu Izb połączonych, 
gdy Izby wydawały decyzyę, którzy Senatorowie mają być 
wyłączeni, JW. Minister spraw wewnętrznych, tłómacząc Wo- 
jewodę Mostowskiego, wyraził się między innemi, że co się 
tyczjr dyplomatycznych czynności, te mu wiadome nie są. Za- 
pytuję się więc JW. Radcy Stanu Wielopolskiego, czy Mini- 
strowie nie zasiadają na sesyach dyplomatycznych, gdyż ja 
rozumiem, że na nich zasiadać powinni, a szczególniej Mini- 
ster spraw wewnętrznych, który ma tyle z swym przedmiotem 
łączności. Pytam się, ożyliby się z wolą Izby nie zgadzało, aby 
Ministrowie z innych wydziałów zasiadali na sesyach dyploma- 
tycznych ?« 

JW. Radca Stanu Wielopolski: »Odpowiadając na zapytanie 
JW. Chełmickiego, przypomnieć muszę, że w rozkładzie służby 
publicznej co innego jest Ministeryum, a co- innego Rząd. 
Rząd z pięciu deliberuje na przedstawienie jednego z swych 
członków lub Ministra. Dosyć więc jest, kiedy jest na sesyi 
Rządu obecny Minister, który ma kontrasygnować postanowie- 
nie, w Wydziale zaś spraw zagranicznych zasiada tylko Mi- 
nister spraw zagranicznych«. 

JW. Minister sprawiedliwości : »Do głosu JW. Radcy Stanu 
to mam tylko dodać, że Ministrowie nie zasiadają na sesyach 



Rządu, które się dwa razy na dzień odbywają; przychodzą 
wtenczas tylko, gdy który z nich ma co do wnoszenia. Jeżeliby 
zaś okazała Się potrzeba przytomności jednego jeszcze Ministra, 
natenczas ten wezwany bywa. Gdyby Ministrowie ciągle zasia- 
dali w Rządzie, nie mogliby odbywać innych swych powinności 
właściwych wydz i ałó w «. 

JW. Chełmicki cofnął swój wniosek. 

JW. Świniarski: »Jeżeli Izby prawodawcze nie ociągają 
się w uchwaleniu praw, które mają zasiłek jakiś przynieść 
skarbowi, to Rząd ze swojej strony powinien być równie sprę- 
żystym w ich wykonywaniu. Czy tak jest. zobaczmy. Jeszcze 
pod dniem 23 kwietnia wydał Rząd postanowienie, aby na 
potrzebę publiczną zabierano srebra kościelne. Jakichże środ- 
ków użył do wykonania tego? Odwołał się do konsystorzy, 
aby te osądziły, ile który kościół dać może srebra. W tym 
celu wysyłały konsystorze osoby ze swego składu, lecz nie 
okazały w tern dosyć pośpiechu. Oddać tu jednak należy 
sprawiedliwość konsystorzowi kujaw T sko kaliskiemu, który na- 
desłał 3 centnary srebra i 10 funtów złota, lecz nie tak było 
w innych województwach. Przez opóźniony pobór z dyecezyi 
płockiej nic wpłynąć do skarbu nie mogło. Ale co najbardziej 
zadziwia, że dotąd z katedry warszawskiej mennica żadnych 
nie otrzymała sreber; zdaje się, że odległość nie jest tak 
wielka, aby od 23 czerwca to nie mogło być uskutecznione. 
Wnioskiem więc moim jest, aby Rząd więcej sprężystości 
w wykonaniu prawa tego okazał«. 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Ci, którzy byli obecni 
naradom małego kompletu, byli świadkami, że Wydział skar- 
bowy ciągle zajmował się z Komisyą sejmową przyspasabia- 
niem różnych projektów, które miały na celu zaopatrzenie 
skarbu w fundusze. Co się tyczy przedmiotu sreber kościel- 
nych; tak się rzecz ma: Rząd w miesiącu kwietniu wydał po- 
stanowienie, aby duchowni zbywające srebra od służby ko- 
ścielnej składali do skarbu za opłatą. Wskutku tego w nie- 
których dyecezyach tak gorliwie składano ofiary, że nawet nad 
zakres prawa później uchwalonego tak, że już 360.000 do skarbu 
wpłynęło. Z dyecezyi kaliskiej połowę już odesłano, a połowa 
jest w drodze; w tej mierze Wydział skarbowy na zarzut opie- 
szałości nie zasługuje. Jeżeli nadto zważymy, że uchwała sta- 



154 — 



nowiąca zabór sreber 20 czerwca nastąpiła, a rozwinięcie jej 
wymaga znacznego czasu, nie będziemy oskarżać Komisyi skarbu 
o powolność. Jak z jednej strony Wydział skarbowy powinien 
pamiętać o korzyści skarbu, tak z drugiej strony nie może 
działać z pokrzywdzeniem; dlatego władza skarbowa porozu- 
mieć się musiała z władzą duchowną, aby ta oceniła, co 
jest potrzebne do służby kościelnej. Dlatego wydał Rząd do- 
datkową instrukcyę, która jednakże w niczem poboru nie 
wstrzymałam 

JW. Świniarski: »Nie miałem zamiaru obwiniać JW. Mi- 
nistra skarbu; chciałem tylko na to zwrócić uwagę, że z kole- 
giaty warszawskiej nie jest tak daleka droga do mennicy, aby 
dotąd czynności tej załatwić nie moźna«. 

JW. Minister przychodów i skarbu: » Wniosek taki do ni- 
czego nas nie doprowadzi. JW. Pan twierdzisz, że skarb po- 
stępuje opieszale; ja utrzymuję przeciwnie. JW. Pan twierdzisz, 
że z kolegiaty warszawskiej można już było zabrać srebra, 
i ja może byłbym tego zdania, lecz okazały się w tern tru- 
dnością. 

iW. Marszałek: »Poddam więc pod decyzyę Izby wniosek 
JW. Świniarskiego. Jest on następujący, aby zgłosić się do 
Rządu Narodowego w imieniu Izby, żeby srebra kościelne 
z większą sprężystością były ściągane«. 

JW. Minister przychodów i skarbu: » Wprzód trzeba dowieść, 
że pobór ten niespręźyście się odbywa, aniżeli naganiać admi- 
nistracyę skarbową«. 

JW. Świniarski cofnął swój wniosek. Poczem JW. Marszałek 
zasolwował sesyę do poniedziałku na godzinę 10 zrana. Po- 
rządek dzienny: Projekt zajęcia w rekwizycyę 
w o ł ó w. 

Wł. h r. Ostr(owski). 



155 — 



Posiedzenie izby Poselskiej z dnia 1 sierpnia 

1831 roku. 

Na wezwanie JW. Marszałka JW. Zwierkowski od- 
czytał w zastępstwie Sekretarza listę obecności. Obecnymi 
byli (84): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Wiktor 
Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Libiszewski. Roman Sołtyk. Gustaw hr. Małachowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Ludwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Woj ewództwa Kali skiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Floryan Suchecki. Kantorbery Ty- 
mowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Józef Ziemięcki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Pole- 
tyłło. [Tomasz br. Wyszyński]. Feliks Doliński. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JJWW. [Ignacy Dembowski]. Kajetan Kozłowski. 
Klemens Witkowski. Wojciech Ghobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Jan 
Rostworowski. Szczepan Świniarski. Jakób Okęciu. Antoni Plichta. Frań. 
Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Adam Łuszczewski. Fran. Trzciński. Eugeni 
Słubicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. W T alenty Zwierkowski. 
Fran. Wołowski. [Augustyn Morzkowski]. Wojciech Chodecki. Antoni Za- 
wadzki. Walenty Żwan. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW 7 . Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Fran. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy 
Wężyk. Józef hr. Małachowski (?) Teodor Jasieński. 

Deputowani: JW. Fran. Obniski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Jan Augustowski. Fran. Kisielnicki. Wincenty Gawroński. 
Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. [Narcyz 
hr. Olizar]. Ksawery Godebski. [Stan. hr. Worcell]. 



— 156 — 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Wincenty 
hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Jakób Malinowski. [Józef] Bohdan 
Zaleski. 

JW. Marszałek: »Nim przystąpimy do porządku dziennego, 
t. j. do rozbioru projektu o zaborze w rekwizycyę wołów dla 
zaopatrzenia stolicy w mięso, zapewne żądać będzie Izba, 
aby K o m i s y a dyplomatyczna zdała sprawę na uczy- 
nione dwa wnioski. Jeden jest JW. Jełowic kiego, 
względem którego zabierze głos (JW. Morawski). JW. Radca 
Stanu Wielopolski upoważniony jest od Rządu do dawania 
objaśnień«. 

JW. (Teodor) Morawski: »Komisye do spraw dyplomaty- 
cznych roztrząsnęły z całą uwagą, jakiej przedmiot ten był 
godnym, propozycyę JW. Hajsyńskiego (Jełowickiego), aby 
przesłane były od tej Izby adresy do reprezenta- 
cyi narodowych tych ludów, z którymi podobień- 
stwo instytucyi publicznych zdaje się ściślejszy 
związek nam wskazywać. W imieniu rzeczonych Ko- 
misyi przystępuję wyluszczyć naszą wspólną o tejże propo- 
zycyi opinię. 

Prześwietna Izbo! Dzieje państw monarchiczno-konstytu- 
cyjnych nie stawiają przykładu, aby kiedyśkolwiek Izby repre- 
zentacyjne jednego narodu wchodziły w bezpośrednie stosunki 
z parlamentami państw sąsiednich. Naturalną tego przyczyną 
jest, że układ rządowy monarchiczno-reprezentacyjny przyjęty 
dziś przez znakomitszą część Europy, a mianowicie przez te 
państwa, które patryotyczna JW. Hajsyńskiego propozycya 
zdaje się mieć szczególniej na względzie, podzielając wszech- 
władztwo narodowe pomiędzy kilka ciał różnorodnych, nie 
dopuszcza, aby jedno z nich, jakiemi są Izby prawodawcze, 
samowolnie w imieniu innych przemawiało. Nasze tylko Izby 
skutkiem wiekopomnej rewolucyi w tern przypadkowem znaj- 
dują się położeniu, iż, wszystkie władze w sobie do czasu 
pomieszczając, mają tern samem prawo w imieniu całego 
Narodu przemawiać. Ale gdybyśmy się odezwali do obcego 
parlamentu, moglibyśmy być posądzeni o dążność do poró- 
żnienia go z innemi cząstkami właściwego wszech władztwa 



— 157 — 

narodowego, a mianowicie z władzą wykonawczą, z rządem. 
Tego zamiaru nie miał zapewne na celu JW. Hajsyński, a[ni]by 
się to z przekonaniem tej Izby zgodziło. Odziedziczyliśmy po 
przodkach cnotę, którą nam już dzieje przyznały: nie pra- 
gniemy wywierać nieprzyjaznego wpływu na sprawę obcych 
ludów. Tej szlachetnej zasady nie opuścim w świetnym za- 
wodzie niepodległości politycznej, jakie nam dziś cnoty oby- 
watelskie i męstwo rycerzy naszych otworzyło. Prócz tego 
krok podobny nie mógłby nam żadnego obiecywać skutku. 
W państwach reprezentacyjnych wola rządu czyli władzy wy- 
konawczej jest koniecznie wolą Izb prawodawczych, bo opierać 
się musi na zdaniu większości tychże ostatnich, bez czego 
nigdy gabinet przy władzy ostaćby się nie mógł. Czego więc 
od rządów nie otrzymamy, tego byśmy się daremnie od par- 
lamentów spodziewali. Wymowne głosy opozycyi są dowodem 
szlachetnych i wzniosłych uczuć osób pojedynczych, lecz cho- 
ciażby nawet opinię ogółu Narodu poświadczały, i w tym 
przypadku nawet nie byłyby bynajmniej rękojmią postanowień 
parlamentowych. Nieśmiertelnym manifestem swoim ogłosił 
już Sejm w obliczu świata wielkość sprawy polskiej, a huk 
dział naszych powtarza bezprzestannem echem tę wspaniałą 
do wszystkich ludów odezwę. Gdyby jęk stu tysięcy ofiar na 
ołtarzu niepodległości naszej poświęconych nie przeniknął do 
serc szlachetnych, napróżnobyśmy się skutku słabych słów 
naszych spodziewali. Lecz nie wątpmy o tern: sprawa nasza 
jest sprawą ludów i rządów; ani ludy, ani rządy nie patrzą 
na nią obojętnem okiem. Aby ją poprzeć w Izbach francuzkich 
nie czekali na naszą odezwę najzacniejsi tego narodu mówcy, 
nie zaniedbają oni przemówić za honorem Francyi. I w par- 
lamencie angielskim, nim jeszcze imię polskie zajaśniało tą 
chwałą, do jakiej wyniosła je wiekopomna rewolucya nasza, 
już Grey, Brougham i Holland głosili potrzebę istnienia na- 
szego. Bądźmy więc przekonani, że gdziekolwiek wolna jest 
mównica, nigdzie sprawa polska nie zostanie bez obrońcy. Lecz 
gdyby na wstyd rządów i ludów brakło nam tej pomocy, czego 
się nie spodziewamy, i wtenczas jeszcze nie [zjwątpimy o losie 
naszej Ojczyzny, bośmy go złożyli w najwierniejsze ręce, w ręce 
walecznych jej synowa. 



— 158 — 

JW. Jełowicki: »Światłe uwagi członków Komisyi dyplo- 
matycznej ściągnęły zapewne uwagę waszą, szanowni panowie. 
Ale jeżeli godzi się przypomnieć to, co przy tym wniosku mó- 
wiłem, oświadczam, że nie miałem wcale na celu rozsiewać 
poróżnienie, rozruchy między częścią władzy wykonawczej 
a ludami. Ja nie chciałem, ażeby Izby reprezentujące ludy co 
względem nas stanowiły, lecz ażeby się za nami do rządów 
wstawiły, aby przez ten wpływ Izby objawiły decyzyę swoją, 
któraby pociągnęła za sobą decyzyę panujących. Jeżeli ten 
krok z przyczyny dzisiejszych czasowych okoliczności zdaje się 
być niebezpieczny, możemy go wstrzymać na czas niejaki; 
jednakże nie powinniśmy go odrzucać. Prawda, że Izby dotąd 
nie korespondowały ze sobą, lecz wiele jest rzeczy skutecznych, 
dobrych, zbawiennych, które dotąd nie były praktykowane, 
a które później w praktykę wnijdą. Dlaczegóż nie mielibyśmy 
się posunąć wyżej? Jednakże wyrzeknijmy się kroku tego, 
gdybyśmy wolność i niepodległość Ojczyzny naszej mieli okupić 
powszechnymi rozruchami. Gdy więc teraz kroku tego uczynić 
nie można, czyli nie można tego innym sposobem zastąpić? 
Życzeniem mojem było oświecić dwory i narody o istotnem 
położeniu naszem, tudzież o krzywdach przez państwa ościenne 
nam wyrządzonych. Śmiało bowiem twierdzić mogę, że gdyby 
Francya te krzywdy widziała, przemówiłaby była za nami. Są 
inne drogi, których używszy nie będziemy wystawieni na opi- 
nię, jakoby u nas była demagogia i jakobyśmy chcieli rozsie- 
wać zasady jakobinizmu. Z tych środków pierwszym jest ma- 
nifest, który Izby mogą wydać nie do Izb, ale do całego świata, 
do najodleglejszej potomności, nakształt manifestu zd. 7 stycznia. 
Jeżeli po wydanym już manifeście zostały nam wyrządzane 
przeszkody przez Prusy i Austryę, możnaby znowu tejże samej 
użyć drogi, t. j. manifestu. Jeżeliby ten środek nie trafiał do 
przekonania Izby, pozostaje nam drugi: ustanowienie gazety 
rządowej, zapomocą której miałyby narody i dwory pewne 
stanowcze wiadomości o wypadkach u nas, o postępie naszej 
rewolucyi, tudzież o neutralności względem nas przez państwa 
ościenne dochowywanej. Zawieszając więc pierwszy mój wnio- 
sek i zostawując sobie możność przypomnienia o nim później, 
a może wtenczas dopiero, kiedy go będziemy musieli użyć, 
podobni w tern do tonącego, który się brzytwy chwyta, pod- 



— 159 — 

daję dwa inne środki pod światło wasze, a te są: albo napi- 
sanie manifestu w razach gwałtownych, albo też wydawanie 
pisma urzędowego «. 

JW. Marszałek: »Choć JW. Jełowicki nie cofnął wniosku 
swojego poprzedniego, gdy go jednak zawiesił, skutek jest ten 
sam; dzisiaj więc nad nim dyskutować nie będziemy. Lecz 
w miejsce pierwszego wniosku uczynił JW. Jełowicki dwa 
inne. Ażeby podanie to było skuteczne, niechaj JW. Hajsyński 
raczy je na piśmie złożyć do laski, skąd do Komisyi pójdą 
i wrócą do Izby; ta jest bowiem droga właściwa«. 

JW. Wężyk: »Zrobiona przez JW. Jełowickiego uwaga za- 
pewne trafi do przekonania Izby. Co do manifestu, uważam 
wydanie jego za zbyteczne. Widzimy, że Rząd nie zaniedbuje 
żadnej okoliczności i wydaje cyrkularze, których cel zawiada- 
miać o tern wszystkiem, co dotyczyć może nas, gabinety i ludy. 
Czytałem niedawno cyrkularz podobny, który obejmuje krzywdy 
przez rząd pruski nam wyrządzane. Jeżeli byłby przypadek, 
żeby Rząd zaniedbał kroku tego, a Ministeryum spraw zagra- 
nicznych i Komisya dyplomatyczna przepomniały o obowiązkach 
swoich, wówczas krok przez JW. Jełowickiego projektowany 
byłby potrzebny. Co do gazety urzędowej, wydawanie jej uwa- 
żam za zbawienne. Rząd dawno o niej myślał; nie wiem je- 
dnak, dlaczego do skutku tego nie doprowadził? Pismo to 
zawierałoby wszystko, czemuby ludy i gabinety wiarę dać 
mogły. Inne wszystkie dzienniki zawierają opinie szczególne, 
swoje opinie, ta zaś zawierałaby opinię Izb, opinię Rządu«. 

JW. Nakwaski: »Gdy JW. Hajsyński uczynił był wniosek, 
dzieliłem zdanie jego i dlatego zgodziłem się z JW. Krysiń- 
skim na odesłanie wniosku tego do Komisyów. Zdanie sprawy 
przez JW. Morawskiego zupełnie trafia do mego przekonania, 
i przestaję na tern, ażeby wniosek ten do czasu późniejszego 
odłożyć; do tego czasu i ja zdanie moje względem niego za- 
wieszam. Przy okoliczności tej uważam za powinność moją 
zapytać się Komisyi dyplomatycznej, jak dalece postąpiła 
w dziele swojem, t. j. w przejrzeniu papierów Wydziału dyplo- 
matycznego? Uważam bowiem, że dwa inne środki przez JW. 
Jełowickiego podane, t. j. manifest i gazetę urzędową, uspra- 
wiedliwia to, że wychodzące cyrkularze nie są dostateczne. 
Dlatego mam zaszczyt zapytać się członków Komisyi dypio- 



— 160 — 

matycznej, jak dalece w czynności swojej postąpili? Nie żądam 
wyjawienia tajemnic, ale sądzę, ze dla nich nie masz tam ża- 
dnej tajemnicy. Skoro oni nam zaręczą, iż cyrkularze są dosta- 
teczne, poprzestaniemy na tern, i potrzeba wydawania mani- 
festu będzie zbyteczna. Co do wydawania dziennika urzędo- 
wego, podzielam zdanie JJWW. Hajsyńskiego i Wężyka; po- 
pieram wniosek, lecz wnoszę, aby przy regulaminie Izb materya 
ta była traktowana z całą obszernością. Do przytoczonych przez 
nich powodów za potrzebą wydawania gazety urzędowej uwa- 
żam jeszcze konieczność wystawienia w właściwem świetle 
dyskusyi sejmowych; te bowiem czytamy nieraz w naszych 
gazetach zamieszczone w sposób ubliżający Członkom Izby, 
a nawet samej Izbie, tak dalece pokaleczone, że Członkowie 
Izby zmuszeni są często do reklamacyk. 

JW. Marszałek: » Uczynione przez JW. Nakwaskiego Ko- 
misyi dyplomatycznej zapytanie nie może w dniu dzisiejszym 
uzyskać odpowiedzi; jest to bowiem rodzaj interpelacyi. jest 
to materya extraporządkowa, o której mowa bez osobnego po- 
zwolenia Izby być może tylko w sobotę. Jeżeliśmy na uczyniony 
dawniej przez JW. Jełowickiego wniosek dziś zdanie sprawy 
przez Komisyę dyplomatyczną uczynione wysłuchali, wynikło 
to stąd, iż wniosek ten był decyzyą Izby zatwierdzony dla 
nagłości przedmiotu i dla potrzeby nagłej odpowiedzi. Zapy- 
tanie zaś dzisiejsze JW. Nakwaskiego jest zupełnie odrębne; 
muszę się więc odwołać do decyzyi Izby, czy żąda. aby Ko- 
misya dyplomatyczna dzisiaj odpowiedziała na zapytanie JW. 
Nakwaskiego, czyli też w sobotę? A zatem kto jest zdania, 
ażeby Komisya dyplomatyczna dzisiaj odpowiedź dała JW. 
Nakwaskiemu, jak daleko posunęła pracę swoją w przejrzeniu 
papierów wydziału dyplomatycznego, powstać raczy«. 

Przed zadecydowaniem tej kwestyi zażądał głosu J W. Wężyk: 

»Uważałem, że dwóch Członków z Komisyi dyplomatycznej 
JJWW. Morawski i Krysiński chcieli głos zabrać. Może być, iż 
są przygotowani dać nam zaspokajające odpowiedzi co do kwe- 
styi JW. Nakwaskiego«. 

JW. Marszałek: » Wszystkie materye extra-porządkowe nie 
mogą być do Izby wprowadzane, tylko za wyraźną decyzyą 
Izby. Powtarzam więc kwestyę, którą Izba raczy przez pow- 
stanie rozstrzygnąć: kto popiera wniosek J W. Nakwa- 



— 161 — 

s k i e g o, aby Komisya dyplomatyczna dzisiaj na za- 
pytanie jego odpowiedziała, powstać r a c z y «. 

— Mniejszość powstała. — 

»A zatem, kiedy Izba nie poparła żądania JW. Nakwa- 
skiego, przechodzimy do drugiej materyi względem adresu 
dziękczynienia Węgrzynom za ich przemówienie za 
nami do Cesarza austryackiego. Ma głos (JW. Krysiński)«. 

JW. Krysiński: » Wniosek względem wynurzenia wdzię- 
czności narodowi węgierskiemu za wstawienie się jego za 
nami do Cesarza austryackiego uczyniony był w Izbach połą- 
czonych; decyzya względem niego w Izbach połączonych za- 
padła; nad tym wnioskiem naradzały się wspólnie Komisye 
połączone Izby Senatorskiej i Poselskiej. Rozumiem więc, iż 
wypadałoby nam się połączyć z Izbą Senatorską wprzód, nim 
do wysłuchania zdania sprawy Komisyów dyplomatycznych 
przystąpimy^. 

JW. Marszalek: »Zdaje się, że nikt nie zamierza mówić prze- 
ciwko temu, co nam JW. Krysiński powiedział, a zatem wnio- 
sek jego uważam, jako przez całą Izbę poparty, i wskutku tego 
będę upraszał JW. Prezydującego w Senacie, aby raczył zwo- 
łać sesyę w Senacie na jutro celem wysłuchania zdania sprawy 
Komisyi dyplomatycznej w przedmiocie przesłać się mającego 
narodowi węgierskiemu adresu i zadecydowania zarazem 
w Izbach połączonych względem projektu o regulaminie Izb, 
aby ten nie był już dłużej w zawieszeniu i aby raz został za- 
mieniony w prawo, aibo zupełnie upadł. Następnie przystępu- 
jemy do porządku dziennego, t, j. do rozbioru projektu 
do prawa względem za boru wołów pod rek w i z y c y ę. 
JW. Radca Stanu Lewiński upoważniony jest do wprowadze- 
nia i bronienia tegoż projektu. Zapraszam JW r . Zwierkow- 
s kie go, aby w zastępstwie Sekretarza Izby Poselskiej projekt 
odczytać raczyła. 

JW. Zwierkowski czyta: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek Rządu Na- 
rodowego i po wysłuchaniu zdania Komisyów sejmowych, 
zważywszy, że część wojska nieprzyjacielskiego, przeszedłs/\ 
Wisłę, zamierza zbliżyć się do stolicy; zważywszy konieczną 
potrzebę zapewnienia mieszkańcom i sile zbrojnej dostawy 
świeżego mięsa na przypadek, gdyby dowóz przez niejaki czas 

Dyaryusz T. VI. 11 



— 162 — 

doznał trudności; zważywszy nakoniec, że fundusze kasy miej- 
skiej wyczerpane znaglają do uczynienia chwilowego awansu 
na przedmiot ogół kraju tak silnie obchodzący, uchwaliły 
i uchwalają co następuje: 

Art. 1. Rząd Narodowy zostaje niniejszem upoważniony 
do zajęcia od sześciu do 12.000 sztuk wołów zdrowych lub 
innego rodzaju bydła, wyrównywającego wogóle do 24.000 
centnarów mięsa, dla miasta stołecznego Warszawy. 

Art. 2. Poprzednim artykułem wyrażone bydło dostar- 
czone być ma przez obwody, które w miarę okoliczności będą 
mogły być do tego obowiązku pociągane, bacząc na potrzebę 
gruntową za rozpisem przez komisarza obwodu wyegzekwo- 
wać się mającym. W przypadku, gdyby zgromadzenie wska- 
zanej art. 1-szym ilości bydła rogatego doznało trudności, skopy 
również zajętymi być mogą, licząc siedm sztuk na jedną bydła 
rogatego. 

Art. 3. Komisarz obwodu dopilnuje, ażeby bydło tylko 
zdrowe i nieschudzone dostarczane było, a na odebrane wspól- 
nie z komitetem obywateli wyda kwit, w którym wyrażoną 
być ma waga bydlęcia, przez przybliżenie zapomocą znawców 
oznaczona. 

Art. 4. Komitet złożony z dwóch członków Rady Oby- 
watelskiej Województwa Mazowieckiego i tyluż członków Rady 
Municypalnej miasta Warszawy, za przybraniem dwóch zna- 
wców, dostawione bydło oszacuje na pieniądze. 

Art. 5. Na wartość dostawionego i według poprzedniego 
artykułu oszacowanego bydła komitet wyda obligacye miejskie 
na okaziciela, dzieląc takowe według żądania obwodów w ten 
sposób, iżby każdemu właścicielowi, który bydło dostarczyć 
w zamian za otrzymane poprzednio kwity mogły być udzie- 
lone. Obligacye te po skonsumowaniu bydła z funduszu za 
sprzedaż mięsa zebranego zrealizowane zostaną. 

Art, 6. Zastrzega się w przypadku, gdyby Intendentura 
jeneralna z zapasu mięsa zebranego na mocy niniejszej uchwały 
dla siły zbrojnej narodowej korzystać była zmuszoną, to tylko 
za złożeniem należytości nastąpić będzie mogło. 

Art. 7. Bydło zajęte na mocy postanowienia, jakie Rząd 
Narodowy gwałtownością okoliczności naglony pod dniem 16 



V 

— 163 — 

lipca b. r. wydał, potrącone być ma od ilości art. 1-szym wska- 
zanej. 

Art. 8. Wykonanie niniejszego prawa poleca się Rządowi 
Narodowemu «. 

JW. Radca Stanu Lewiński: )>Przemawiając po raz pierwszy 
w najszanowniejszem zgromadzeniu Reprezentantów Narodu, 
mam sobie poruczony zaszczyt zanieść pod światłą jego roz- 
wagę projekt ułożony w Wydziale, którym kieruję. I jakkol- 
wiek z tego powodu nie mogę niedostateczności, z jaką go 
wyłożę, składać na brak obznajomienia się z nim, to przecież 
gdy przez samego Ministra spraw wewnętrznych i policyi tak, 
jak dotąd wszystkie inne, do Izby miał być wprowadzonym 
i tylko z powodu, że naglące okoliczności Ministrowi do tego 
przeszkodziły, przed dwiema dopiero godzinami obowiązek ten 
mi został poruczony, ośmielam się upraszać o pobłażający wasz 
sąd, światli i dostojni mężowie, do którego również odwołać 
mi się każe brak udolności, brak wprawy mówienia publicznie 
i w miejscu, w którem tak światłe, tak wymowne głosy sły- 
szeć się dały. 

Pomiędzy obowiązkami ciążącymi Komisyę rządową spraw 
wewnętrznych i policyi niepoślednie zajmuje miejsce staranie 
o zapewnienie pierwszych potrzeb życia dla ludu. W zwyczaj- 
nych okolicznościach staranie to ogranicza się na ułatwieniu 
dowozu na targi, na usunięciu przeszkód, zostawiając resztę 
wła[sn]emu interesowi właścicieli wiejskich, tak zgodnem[u] 
z potrzebą ogólną. Nie wymaga już podobno usprawiedliwienia 
takie władz administracyjnych w zwyczajnym biegu [rzeczy] 
postępowanie; najlepiej one uczynią, największą przysługę wy- 
rządzą rzeczy publicznej, kiedy w tym przedmiocie tak, jak 
w wielu innych, wstrzymają się od wszelkiego bezpośredniego 
w tern udziału. Inaczej się ma jednak w czasach wojennych, 
w których, odstępując od ogólnego praw idła, administracya winna 
będąc ludowi opiekę, ma obowiązek miarkować, o ile to w jej 
mocy jest, dolegliwe szczególniej dla mniej zamożnych klas wy- 
padki, i wszelkimi środkami przyłożyć się i wspierać działania in- 
nych władz do zapewnienia zwycięstwa sprawie powszechnej, 
sprawie narodowej zmierzające. Od początku toczącego się krwa- 
wego boju zaopatrzenie siły zbrojnej w żywność i potrzeby wojenne 
poruczone było dla ważności swojej oddzielnym magistraturom, 

11* 



— 164 — 

znanym pod nazwaniem już to Komisyi żywności, już Inten- 
dentury jeneralnej, Komisyi potrzeb wojska, a w końcu ważna 
ta gałąź oddaną została na nowo pod zarząd Intendenta jene- 
ralnego. Jeżeli tym sposobem władza naczelnie administracyą 
krajową zajęta nie miała wyraźnego i bezpośredniego udziału 
w przysposobieniu i zakładaniu magazynów, bynajmniej jednak 
stąd wnosić nie można, iżby przedmiot ten zupełnie z obrębu 
jej działań wychodził, albowiem nietylko wszelkie ogniwa 
administracyjne, jako to Komisye wojewódzkie, komisarze obwo- 
dowi i t. d. utrzymywali i wykonywali w zakresie swojej dzia- 
łalności polecenia, tyczące się potrzeb wojska, ale nawet Ko- 
misya rządowa spraw wewnętrznych i policyi sama przez się 
w każdym razie wspierała działania władzy przysposobieniem 
żywności dla wojska zajętej i wszelkich dokładała starań, aby 
się jej stać pomocną. Skoro po dokonanej rewolucyi pierwsze 
gwałtownego zaspokojenia wymagające urządzenia były wydane 
i w egzekucyę wchodziły, położenie kraju i stolicy całą uwagę 
Komisyi rządowej na się zwróciły. Lubo nie były i nie mogły 
być Komisyi rządowej znane widoki byłego Dyktatora i Rządu 
pod względem politycznym; lubo na przypadek nawet wojny 
nie posiadała wiadomości, jaką ta wojna cechę, czy odporną 
czy zaczepną, nosić będzie, [to| wszelako dojrzała rozwaga 
ówczesnego stanu rzeczy wskazywała wtenczas już potrzebę 
postawienia stolicy, tego ogniska rewolucyi, tego zbioru zaso- 
bów, tego wyrazu, że tak rzeknę, środków i cywilizacyi kra- 
jowej, do stanu takiego, aby na przypadek, gdyby wskutek 
wypadków wojennych przez niejaki czas sama sobie, własnym 
nawet siłom, zostawioną była, wystarczyć była w stanie, zosta- 
wując środki obrony, jako nie należące do jej atrybucyi. komu 
wypada, Komisya rządowa spraw wewnętrznych i policyi całą 
swą uwagę na zaopatrzenie stolicy w żywność zwróciła. Jak- 
kolwiek los stolicy nikomu obojętnym być nie mógł i umysły 
mieszkańców całego kraju zajmował, mniemała jednak Komisya 
rządowa spraw wewnętrznych i policyi, że fundusze samego 
miasta przedewszystkiem na ten cel obrócone być mogły i dla- 
tego znajdując, że gdy pożyczka, jaką zaciągnęło miasto sto- 
łeczne Warszawa w Banku Polskim na wystawienie tealru 
i bulwarku, w zupełności wyczerpaną nie była, godziło się po- 
zostałości odmienny od pierwotnego przeznaczenia dać obrót 



- 165 — 

i dlatego w miesiącu grudniu r. z. jeszcze rozpoczę[ła] z Radą 
municypalną korespondencyę o założenie magazynów rezer- 
wowych, a następnie składając raporta byłej Radzie Najwyższej 
Narodowej i Rządowi Narodowemu w styczniu b. r. złożyła 
projekt do przysposobienia zapasów w produktach i bydle 
z wyrachowaniem funduszu, w którym atoli dla znacznego 
wydatku, jakiego kupno wołów wymaga, i dla trudności ich 
wyżywienia zwłaszcza w porze zimowej, zamieściła tylko 2000 
sztuk wołów. Gdy zaś ewentualnie wyrachowany wydatek na 
projektowany magazyn przenosił pozostały fundusz z pożyczki, 
Komisya rządowa upraszała o udzielenie awansu z kas skar- 
bowych. Rząd Narodowy, zgadzając się i polecając spieszne 
założenie magazynów rezerwowych dla stolicy, dla wielkich 
jednak potrzeb kraju widział się zniewolonym odmówić awansu, 
a stąd Komisya rządowa zmuszoną była ograniczyć zakreślony 
poprzednio plan magazynów w ten sposób, aby fundusze, jakie 
do dyspozycyi pozostały, wydatek ten pokryć były w stanie, 
i z tego powodu, jak równie dla trudnego i kosztownego 
utrzymania bydła w owej porze, i dla uniknienia większych 
napotkać się mogących strat, ograniczyła się na zakupieniu 
samego zboża. O ile zamiar ten został do skutku doprowa- 
dzony, nie tu jest miejsce wspominać; niech mi tylko wolno 
będzie nadmienić, że zgromadzone magazyny zapasowe miej- 
skie w razie potrzeby niepospolitą miastu przyniosą usługę. 

W początku zeszłego miesiąca wypadki wojenne stały 
się powodem Komisyi rządowej spraw 7 wewnętrznych i poiicyi 
do przełożenia Rządowi Narodowemu, że, gdy zapasy maga- 
zynów rezerwowych będą w stanie dostarczyć mieszkańcom 
chleba, wódka zaś, zajmująca się wtenczas drogą rekwizycyjną 
na skutek uchwały sejmowej, nie dozwalała innych zachodów, 
sól zapewnioną jest przez Komisyę rządową przychodów 
i skarbu, ażeby dla zaopatrzenia miasta w potrzebne bydło, 
gdy fundusze kasy miejskiej wyczerpane żadnego środka nie 
przedstawiały, skarb publiczny zaś dla innych równie ważnych 
potrzeb zasiłku dostarczyć nie był w stanie, aby w braku in- 
nych sposobów, mówię, w razie nagłej potrzeby, dwa do trzech 
tysięcy wołów zająć sposobem rekwizycyi na użytek samych 
mieszkańców, a naleźytość za takowe po skonsumowaniu bydła 
właścicielom zwrócić, na co stosowny projekt przygotowała. 



— 166 — 

Projekt ten przełożony był Komisyom sejmowym, które, gdy 
wśród tych okoliczności niebezpieczeństwo, a raczej nagłość 
potrzeby dla stolicy zdawała się mniej wyraźną, takowy do 
dalszego czasu odłożyły; skoro atoli doszła wiadomość o poru- 
szeniach nieprzyjaciela [przenoszącego] siły swoje na lewy 
brzeg Wisły, Rząd Narodowy na posiedzeniu swojem w dniu 
12 lipca r. b. polecił Ministrowi spraw wewnętrznych i policyi 
zająć się natychmiast urządzeniem i sprowadzeniem potrzebnej 
ilości bydła na zaopatrzenie stolicy i jej osady. Wskutek tej 
zwiększonej potrzeby obszerniejszy projekt do uchwały sej- 
mowej musiał być skreślonym i taki z mocy upoważnienia 
Rządu pod światłe rozpoznanie Reprezentantów Narodu wnieść 
poruczony mi został zaszczyt. Nie taiła sobie Komisya rządowa, 
nie taił sobie Rząd Narodowy niedogodności, jakie tej operacyi 
towarzyszyć muszą, skoro gotowa zapłata nie zaraz następuje. 
Nie taił sobie trudności i kosztów utrzymania, a nawet nie- 
bezpieczeństwa utraty funduszu na nieszczęśliwy wypadek ja- 
kiej ogólnej pomiędzy bydłem zarazy, dla uniknienia której 
wszystkich wszakże użyje sposobów; mniemał jednak, a Ko- 
misye i Izby sejmujące podzielą zapewne to zdanie, źe na 
przypadek ścieśnienia dowozu do stolicy jest nieodzownym, 
i że w braku funduszów i wśród gwałtownej potrzeby spie- 
sznego wykonania inaczej do skutku doprowadzonym być nie 
mógł. Potrzeba ta jest tak wyraźną, że, dla oszczędzenia dro- 
giego obradującym Reprezentantom Narodu czasu, dalsze 
usprawiedliwienie samego projektu znajduję zbytecznem. 

Co do sposobu wykonania, chwycono się środków, któ- 
reby, zapewniając spieszną i nagłą tak, jak okoliczności tego 
wymagają, egzekucyę, ile możności nie narażały mieszkańców 
na stratę i samowolność pojedynczych osób. Komisye poczy- 
niły niejakie zmiany, a ulepszenia, jakieby prześwietna Izba 
Poselska uznała za potrzebne, z wdzięcznością przyjęte będą. 
Oszczędzając czas obradujących mężów ważniejszym przedmio- 
tom poświęcony, pozostaje mi jeszcze tylko wspomnieć o postano- 
wieniu Rządu Narodowego z d. 16 z. m., pozostaje uprzedzić 
zarzut, iż Rząd Narodowy bez oczekiwania upoważnienia od 
Izby, ważył się wydać postanowienie, polecające rozpisanie 
i wyegzekwowanie na rachunek uchwalić się mającego prawa 



— 167 — 

części bydła, która też w samej istocie codziennie się dostawia. 
Nie będę się podszywał pod uchwałę sejmową z d. 7 lutego 
b. r. dozwalającą usuwania wszystkiego, co nieprzyjacielowi 
korzyść przynieść może. Postąpię otwarciej; tłómaczenie moje 
w krótkich obejmę wyrazach. 

Potrzeba gwałtowna, zbliżający się nieprzyjaciel, utrzy- 
manie stolicy zapewniającej tak niewątpliwy wpływ na utrzy- 
manie świętej naszej sprawy, na zapewnienie niepodległości 
przyszłych pokoleń ludu polskiego, wszystkie te tak przeważne, 
te tak do serca, do uczuć każdego Polaka przemawiające 
względy nakazują nie szczędzić niczego, aby stolicę zaopa- 
trzyć. Zaopatrzyć ją trzeba i spiesznie, i z blizkich okolic; 
daleki bowiem transport z wielu przyczyn mógłby się stać 
zawodnym, a przedewszystkiem wypadało ściągnąć, co możność 
dozwoli, z obwodów i okolic naprzód zagrożonych. To wszystko 
wskazuje, że cała operacya ani chwili w odwłokę puszczona 
być nie mogła, to w oczach [tak] światłych Reprezentantów, 
tak miłujących dobro publiczne obywateli nietylko usprawie- 
dliwić zdoła Rząd Narodowy, ale, tak śmiem pochlebiać sobie, 
postępek ten naczelnej władzy, obowiązanej utrzymanie rzeczy 
publicznej na pierwszym mieć względzie, zyszcze zupełn[e] 
potwierdzenie Izb sejmowych. Urządzenia zaś wydane przez 
Komisyę rządową spraw wewnętrznych i policyi z woii Rządu 
Narodowego przekonają was, Reprezentanci, że nie zaniedbano 
należytej uwagi na gospodarstwo krajowe, o ile tego oko- 
liczności dozwalały^. 

JW. Klimonfowicz: » Nagłość tylko potrzeby usprawiedliwia 
ten projekt. Wiadomo jest Izbie, że wielkiem niebezpieczeń- 
stwem zagrożona jest stolica, gdzie się wszystko koncentruje, 
gdzie są fabryki amunicyi, broni, gdzie jest ognisko, skąd 
się cała siła nasza rozlewa, skąd wojsko jest zaopatrywane 
i żywione, którą Wódz Naczelny starał się nietylko szańcami 
uzbroić, ale nawet straszną dla nieprzyjaciela uczynić. Na 
cóżby się to wszystko zdało, gdybyśmy jej w żywność nie za- 
opatrzyli? Wiadomo z historyi, że największe, najgroźniejsze 
fortece upadły, gdy im brakło żywności, i ta jest właśnie 
przyczyna, która najsilniej za przyjęciem tego projektu prze- 
mawia. Komisye, zważywszy te wszystkie powody, postanowiły 
przyjąć projekt i popierać go. Wiadomo, że nieprzyjaciel zbliża 



— 168 — 

się do stolicy, która w zboże ledwo na dni kilka, a w mięso 
dla samej pory zaopatrzoną nie jest, bo do tego trzeba było 
wołów, a skądże ich wziąć, kiedy nietylko skarb, Bank, ale 
Rada Municypalna wyczerpnęł(y) już sw r oje, jakie miały, fundu- 
sze, a tu trzeba koniecznie ratować sprawę publiczną, która 
od uratowania stolicy zależy. W takiem położeniu rzeczy Rząd 
przedstawia projekt zaboru wołów przez rekwizycyę. Choć to 
jest rekwizycya, jednak daje pewne rękojmie, że będą komi- 
sarze obwodowi, którzy wspólnie z komitetem obywateli woły 
dla stolicy dostarczać będą, a Rada Municypalna miasta War- 
szawy po oszacowaniu bydła na pieniądze sprzedawać je, pie- 
niądze do osobnej kasy składać i naleźytość zgłaszającym się 
obywatelom wypłacać będzie. Niebezpieczeństwa niema żadnego 
dia tych, którym woły zabrane będą. Nie można tego uważać 
inaczej, jak tylko za pożyczkę; przez to będzie mięso tańsze, 
a tym sposobem nietylko się dogodzi ubogiej klasie ludzi, lecz 
na przypadek, gdyby wojsku zabrakło, będzie mógł Intendent 
jeneralny wziąć z Warszawy mięso za poprzedniem złożeniem 
pieniędzy. Miano tu także na uwadze, ażeby przez zabór wo- 
łów nie cierpiało rolnictwo, i dlatego w projekcie jest powie- 
dziane, że w miejsce bydła rogatego mogą być zajmow 7 ane 
skopy. Wszystko mówi za tym projektem, i spodziewam się, 
że Izba, uważając na potrzeby i grożące niebezpieczeństwa, 
zechce go przyjąć «. 

JW. Marszałek: » Jeżeli nikt z JW. Komisarzy nie za- 
bierze głosu, będę udzielał głosy z kolei innym Członkom Izby«. 

JW. Tymowski: »Nigdy Naród polski, gdzie idzie o wspie- 
ranie sprawy publicznej, nie szczędzi ofiar, ale chce i ma prawo 
żądać, ażeby ofiary te były w sposób sprawiedliwy wymagane. 
Rząd Narodowy w art. 7-mym nakazał w d. 16 lipca zajmować 
bydło pod rekwizycyę, a dopiero w dniu 1 sierpnia przychodzi 
z projektem, ażebyśmy go upoważnili. Rzecz jest wielkiej 
uwagi godną. Nie idzie tu o to, ażeby Izba nie miała na 
ten krok zezwolić, lecz idzie o to, ażeby Rząd tak despotycznie 
nie działał. Izba jest zawsze gotowa; w stolicy w każdym 
czasie wolno jest Rządowi przedstawić potrzebę kraju; w gwał- 
townych wypadkach może nas nawet o północy zwołać; 
pewno zbierzemy się, lecz tak despotycznie działać nie po- 
winien«. 



— 169 — 

JW. Marszałek: »Niech mi wolno będzie zwrócić uwagę 
JW. Pana, ze Rząd Narodowy jeszcze przed d. 15 lipca chciał 
ten projekt wprowadzić do Izb, lecz gdy wówczas mały kom- 
plet nie zdawał się być umocowanym do stanowienia prawa 
tego, albowiem upoważnienie jego ściągało się tylko do praw 
skarbowych, a to jest przedmiot administracyjny, nie można 
go więc było Izbom przedstawić. Ze zaś nieprzyjaciel zamie- 
rzał przeprawę przez Wisłę, Rząd Narodowy, obawiając się, 
ażeby stolicy nie zabrakło żywności, musiał, nie czekając na 
oddzielne prawo, do zaboru wołów przystąpić«. 

JW. Tymowski: »Art. 7-my mówi, że na d. 16 lipca już 
bydło było zajęte, a na dzień 15 t. m. już komplet wielki był 
zwołany a. 

iW. Radca Stanu Lewiński : » To samo chciałem powiedzieć, 
co JW. Marszałek. Projekt ten był wniesiony do Komisyów 
przed zebraniem się wielkiego kompletu, lecz Komisy a skar- 
bowa dyskutować go nie chciała, ponieważ go uważała za 
projekt administracyjny i nie sądziła się być upoważnioną 
w małym komplecie. Dlatego Rząd Narodowy, licząc na to, 
że Izba, zważając na potrzebę konieczną zaopatrzenia stolicy 
w mięso, przyjmie zapewne ten projekt, pozwolił sobie za- 
rządzić w częściach, które nieprzyjaciel zająć zamierzał«. 

JW. ^lakwaski: »Lubo jestem zupełnie za projektem co 
do ogólnej jego zasady, nim jednak dam głos za nim. czuję 
się w obowiązku zapytać JW. Ministra spraw wewnętrznych 
i policyi, czyii są obmyślone dostateczne środki, ażeby tak 
wielką ilość bydła można ustrzedz od zarazy i chorób? To na 
naj pierwszą zasługuje uwagę. Gdyby bowiem to w r ielkie po- 
święcenie z naszej strony zmarnowanem zostało, ciążyłaby 
wielka odpowiedzialność na Izbie i Rządzie Narodowym. 
Mamy prawo żądać zabezpieczenia, gdyż są smutne przy- 
kłady wynikłych znacznych strat przez złe urządzenie ma- 
gazynowa. 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: »Mam sobie za 
obowiązek troskliwość przedemną mówiących zaspokoić. Co 
do zarazy, ponieważ w największej ilości są skopy, te najmniej 
w teraźniejszym czasie zarazie podlegają; najprędzej na krosty 
chorować mogą, lecz te nie każą się lękać dla tego o ich wy- 
padnięcie. Co do wołów, te w małych częściach są paszone 



— 170 — 

z całą troskliwością, aby od zarazy i chorób zabezpieczone 
były. Jeżeliby, mimo całą około nich staranność, dotknięte za- 
razą część z nich jaka wypadła, strata ta jest przecież mniej- 
szą, aniżeli ludzi, którzyby przez brak żywności na śmierć 
z powodu głodu wystawieni być mogli. Zatem więcej nam tu 
chodzić powinno o ludzi, od których zależy zabezpieczenie 
niepodległości tego, że tak powiem, serca, siedliska sił i zaso- 
bów, jakie jeszcze mieć możemy, bo za wypadki nieprzewi- 
dziane, że zaraza bydło dotknąć może, ani Rząd, ani żadna 
inna władza odpowiedzialności przyjąć nie może. Wiemy, iż 
w obwodzie rawskim pokazała się zaraza na bydło, i właśnie 
dlatego wstrzymano się w tej okolicy z przystąpieniem do za- 
boru. W Wawrzyszewie pod Warszawą cztery sztuk wydało 
oznaki zarazy, lecz te zaraz wyrżnięto; resztę, choć było jeszcze 
zdrowe, wyprzedano na potrzeby wojska. Przytoczone oko- 
liczności zaspokoić powinny, że żadna okoliczność pominiętą 
nie jest o uchronienie bydła od najmniejszej szkody. Nadto 
komitet ustanowiony, a po prowincyach Rady Wojewódzkie 
nie odmawiają uczestnictwa swego, aby wszelkiemu niebez- 
pieczeństwu zapobiedz można. Ta ostrożność Rządu, iż przed 
wprowadzeniem projektu tego do Izby, pozwolił sobie zarzą- 
dzić zaborem w niektórych częściach, nie powinna zasługiwać 
na tak ostrą krytykę, owszem, zupełnie zdaje się być usprawie- 
dliwioną, bo wiemy, że od czterech niedziel nieprzyjaciel o prze- 
prawie myśleć zaczął. Rząd Narodowy polecił wykonanie 
zaborów w okolicach, które zagrożone były wkroczeniem nie- 
przyjaciela^ 

JW. Turski: »Systemat rekwizycyjny, słusznie przez wszy- 
stkich znienawidzony, to dziecko Francuzów, zawitało do nas 
w końcu r. 1812. Obmierzłem straszydłem nazwany przez 
Niemców, dzisiaj u nas nawet sarkania nie sprawia. Przez 
pasmo lat kilkunastu nie doświadczaliśmy rekwizycyi. Nie za- 
bierano pod rekwizycyę wołów, koni i zboża, ale wzięto nam 
w rekwizycyę wolność druku, wolność osobistą, bez których 
życie polityczne jest niczem. Dobijając się o szczęście nasze 
i naszych pokoleń, o święte ojców prawa, wyrzekliśmy, iż 
wszystko dla sprawy tej poświęcimy. Obok ofiar życia i ma- 
jątków, które niesiemy, czemże jest prawo dzisiejsze, które 
natchnęła gwałtowna potrzeba, a usprawiedliwia zagrożona 



— 171 - 

stolica? Rozumiem, że projekt ten bez dalszej dyskusyi będzie 
przyjęty «. 

JW. Krysiński: »Nie jestem przeciwko projektowi, ale zro- 
bię uwagi, które mają styczność z głosem JW. Radcy Stanu 
Lewińskiego, a nawet z głosem JW. Marszałka. Zdaje się 
na pozór, ze rozpis przed rekwizycyą ma w sobie coś więcej 
słusznego, jak rekwizycyą. Nie będę mówił o tern, że projekt 
ten można było dawniej wnieść, że można było o nim pomy- 
śleć, gdy był jeszcze komplet cały i dosyć chwil swobodnych; 
przypadek ten łatwy był do przewidzenia; projekt więc ten 
nie jest zaimprowizowany. Dowiódłbym nawet, że mógł być 
w małym komplecie dyskutowany, że to jest rzecz skarbowa, 
bo tu idzie o fundusze, których nie mamy, a naw 7 et. ściśle 
rzecz rozbierając, pokazałoby się w analogii, że jest skarbowy. 
Nie z tego więc punktu będę ją uważał, ale z tego punktu, 
że krok ten nosi na sobie cechę większej arbitralności, jak 
sama rekwizycyą. Gdyby projekt ten wprzód był do Izby wnie- 
siony, nim do rekwizycyi przystąpiono, byłby zapewne uległ 
niejakim zmianom, które teraz w nim zaprowadzać już jest 
zapóźno. Przy rozbiorze projektu tego przed rekwizycyą, art. 
2-gi byłby zapewne określony, i przy zaborze bydła musianoby 
mieć wzgląd na przypadki, jakimi są pomór i inne lokalne 
okoliczności, które byłyby skazówką dla władz, które zabór 
ten uskuteczniać będą; tymczasem a priori rozpisy zrobione 
zostały, które podług żadnej zasady rozłożone nie były, tylko 
podług domniemań, domysłów. Tak się istotnie rzecz miała. 
Wydawano palety zarówno w miejsca, gdzie była zaraza, lub 
też gdzie bydło wyzdychaio i gdzie niema, bez żadnego 
względu dostawić nakazano. Naturalną rzeczą, że komisarz 
nie mógł wiedzieć i nie wiedział, w jakim stanie u każdego 
obywatela inwentarz jego bydelny się znajdował, kiedy tak 
arbitralnie postępowano. 

Tę tylko uwagę miałem zrobić JW. Ministrowi spraw 
wewnętrznych i policyi, dla którego mam zawsze wysoki sza- 
cunek, bo sądziłem być moim obowiązkiem przedstawić, aby 
nigdy w podobnych materyach Rząd nie postępow r ał, jak drogą 
legalną: na drodze legalnej znajdą się zawsze środki, które 
nas z dogodnością dla stron obudwóch mogą do celu dopro- 
wadzić^ 



— 172 — 

f. Posturzyński: »Jednym z naipierwszych obowiązków 
prawodawców nakładających ciężary jest troskliwość o zasadę 
w rozkładzie, ażeby kontrybuenci byli w egzekucyi prawa za- 
słonięci od nadużyć. W projekcie tym nie widzę żadnej zasady, 
podług" jakiej zabór ma następować; zasada ta powinna być, 
aby władze i obywatele czyli kontrybuenci przyszli wiedzieli, 
jaki stosunek był wzięty, czyli podług ilości bydła, czyli po- 
dług opłacającego się jakiego podatku dostawa bydła od nich 
jest żądaną. Bez przyjęcia żadnej zasady mogą zajść w egze- 
kucyi nadużycia, że w jednej wsi cały inwentarz będzie za- 
brany, gdy tymczasem druga, więcej od pierwszej mająca 
inwentarza, będzie osłoniona, i to tylko nastąpić może jedynie 
przez względy urzędnika. Izba prawodawcza powinna tę zasadę 
przyjąć. 

Druga uwaga, którą mam zrobić jest ta, że w art. 3-cim 
powiedziano: »komisarz obwodu dopilnuje, ażeby bydło tylko 
zdrowe i nieschudzone dostarczane było, a na odebrane wspól- 
nie z komitetem obywateli wyda kwit, w którym wyrażoną 
być ma waga bydlęcia przez przybliżenie zapomocą znawców 
oznaczona«. W art. zaś 4-tym: »Komitet złożony z dwóch 
członków Rady Obywatelskiej Województwa Mazowieckiego 
i tyluż członków Rady Municypalnej miasta Warszawy za 
przybraniem dwóch znawców dostawione bydło oszacuje na 
pieniądze«. Zdaje (się) więc. że inny jest komitet w art. 3-cim, 
a inny w art. 4 tym: do odbycia zaś podobnej czynności nie 
widzę wcale potrzeby dwóch komitetów. W art. 5-tym po- 
wiedziano: »Na wartość dostawionego i według poprzedniego 
artykułu oszacowanego bydła Komitet wyda obligacye miej- 
skie na okaziciela, dzieląc takowe według żądania obwodów 
w ten sposób, iżby każdemu właścicielowi, który bydło dostar- 
czył, w zamian za otrzymane poprzednio kwity mogły być 
udzielone. Obligacye te po skonsumowaniu bydła z funduszu 
za sprzedaż mięsa zebranego zrealizowane zostaną «. Mnie- 
mam, że oszacowanie bydła dopiero w Warszawie krzywdą 
jest dla obywateli. Skoro przy zaborze bydła wydawane będą 
kwity, czemuż razem oszacowanie tego bydła w tych kwitach 
zamieszczone być nie może? Dlaczegóż na tern szkodow r ać ma 
obywatel, że ci, co go prowadzić do Warszawy będą, przez 
niedozór w drodze zmizerują go, lub co gorsza utracą, nim go 



— 173 — 

do Warszawy przyprowadzą? Jeżeli Komitet pierwszy ma oce- 
niać to bydło, czemuż go zarazem i oszacować nie może? 
Z tego powodu wnoszę, aby przy pierwszej odstawie, czy to 
do komisarza obwodowego, czy też do Komitetu, kwity na 
ilość bydła wydawane mieściły zarazem i oszacowanie jego. 

Zrobię tu jeszcze uwagę co do wynagrodzenia kontry- 
buentów. Art. 5-tym obiecane jest wynagrodzenie z funduszów 
zebrać się mających z wyprzedanego mięsa. Pytam się, jaka 
tu kontrola będzie, że ten, a nie inny wół był zabity, że tyle 
ważył i tyle sprzedaż mięsa jego uczyniła. W takim razie 
musiałby chyba każdy obywatel przysyłać oficyalistów swoich, 
którzyby tego pilnowali. Z tego względu tym sposobem zape- 
wnione kontrybuentom wynagrodzenie zdaje mi się być nie- 
dostateczne. Jabym proponował, aby pieniądze ze sprzedaży 
mięsa wpływały do skarbu, i aby skarb do wynagrodzenia 
był obowiązany. Wynagrodzenie to mogłoby być uskuteczniane 
albo z tych pieniędzy, lub z innych jakich funduszów. Wzgląd 
byłby sprawiedliwszy dla kontrybuenta, ile że może się zda- 
rzyć, iż przed skonsumowaniem bydło wypaść może, i w tym 
razie kontrybuenci byliby ukrzywdzeni, boby stratę ponieść 
musieli. 

Te są uwagi, które przedstawiam światłu Izby, a jeżeli 
zdanie moje podzieli, redakcyę tych trzech artykułów w sposób 
przywiedziony sprostuję«. 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Pozwoli Izba uczynić niejakie 
wyjaśnienia, a naprzód co do zarzutu, że należało było wcze- 
śniej projekt ten wprowadzić, a nie wykonywać go przed 
uchwałą, zwłaszcza, gdy można go było, jak tu mówiono, wpro- 
wadzić i w małym komplecie. W czasie małego kompletu 
projekt ten był do Komisyów wniesiony, lecz Komisye, do któ- 
rych, jeżeli się nie mylę, sam JW. Krysiński należał, uznawszy 
go za administracyjny i niewłaściwy, nie przyjęły go. Co do 
drugiego zarzutu względem zarazy, czy usunięto wszystkie 
środki, aby się ta nie rozszerzyła, Komisya spraw wewnętrznych 
wydała polecenia, aby w miejscach tych, gdzie jest zaraza, 
bydło nie było brane, nie chcąc ani okolicy, ani zajętego z in- 
nych miejsc bydła zarażać. Co do rozpisów, niema kwestyi, 
iż tam, gdzie o ciężarach jest mowa, byłoby słuszniej, aby 
rozpisy mogły na cały kraj być uskutecznione; te judnak w obe- 



— 174 — 

enem położeniu rzeczy nie mogły być do skutku doprowa- 
dzone, albowiem do zaborów przystąpiono dla nagłych oko- 
liczności i starano się, aby dla uczynienia ciężaru znośniejszym 
mieszkańcy niektórych okolic, nim je nieprzyjaciel zajmie, mogli 
kontrybuować. Lubo projekt zamieszcza w sobie zabór 12.000 
sztuk wołów, nie było przecież zamiarem Rządu sprowadzać 
ich zaraz, ale w miarę, jak będą konsumowane, z okolic wol- 
nych od nieprzyjaciela ściągane będą. Co do kwitów, należa- 
łoby, aby wydawane na miejscu kwity zawierały i oszacowanie, 
i co do tego zgadzam się zupełnie. Ale Rząd i Komisye wy- 
chodziły z tego stanowiska, że gdzie jest kontrakt kupna 
i sprzedaży, wypada, aby obiedwie strony były przytomne; 
dlatego więc w projekcie przedstawił członków Rady Woje- 
wódzkiej reprezentujących jedną stronę, t. j. obywateli prze- 
dających i członków Rady Municypalnej, reprezentujących ku- 
pującychcc. 

JW. Chobrzyński : »Nie zamierzam przemawiać za potrzebą 
tego projektu, albowiem głosy poprzednie potrzebę jego dosta- 
tecznie wyjaśniły; ale muszę odpowiedzieć na zarzuty przez 
JJWW. Krysińskiego i Tymowskiego względem rozpisów Rzą- 
dowi uczynione. Rząd ma upoważnienie od Sejmu, szczegól- 
niej w tym czasie, do robienia wszelkich rozporządzeń, jakie 
uzna za potrzebne. Tym sposobem był upoważniony do usku- 
tecznienia zaborów przed wniesieniem projektu tego do Izby. 

Zdaje mi się, iż Rząd nic złego nie zrobił; zadziwia mię 
tylko, że najpierwsi oponenci wniosku o zmianie Rządu dzi- 
siaj powstają właśnie przeciwko Rządowi. Co do objawionej 
w Izbie troskliwości względem żywienia wołów i uchronienia 
ich od zarazy, sądzę, iż nie jest to rzeczą ani Izby, ani Człon- 
ków Izby Poselskiej; niech tylko będą zajęte, a powyższej tro- 
skliwości władze podrzędne (zadość) uczynią. Jestem przekonany, 
iż Rząd, zajmując woły przed uchwaleniem prawa, nic nie 
uchybił, i że projekt na przyjęcie zasługuje«. 

JW. Wężyk: »Lubo wewnętrzne przekonanie powinno być 
dostateczne, że czynimy zadosyć naszej powinności, gdy podług 
wewnętrznego przekonania działamy, cieszy mię atoli obrót 
teraźniejszej dyskusyi, że właśnie ci, którzy byli za utrzyma- 
niem Rządu przy wniesieniu projektu względem zmiany jego, 
trutynują jego czynności, a ci go bronią, którzy wówczas 



— 175 — 

przeciwko niemu byli. Zdarzenie to pokazuje nieparcyalność, 
pokazuje, źe każdy wówczas podług własnego przekonania 
działał, oraz że ci, którzy ogłaszali reformistów za wichrzycieli, 
nie zasługują na odpowiedź. Teraz co do samej rzeczy. Zajęcie 
wołów usprawiedliwia ta okoliczność, że potrzeba zapasów, 
ażeby długo bronić się można w stolicy. Zrobiona przez JW. 
Nakwaskiego uwaga względem wyżywienia zajętego bydła 
jest słuszna, i Rząd nie powinien jej pominąć. Prawda jest, 
że są za okopami pastwiska, lecz może być, że te będą przez 
nieprzyjaciela ścieśnione, i wkrótce może przestaną być na- 
szemi; trzeba zatem dla bydła furażu, w czem nie widzę do- 
statecznej rękojmi. Dalej projekt ten mówi, iż wszędzie można 
bydło zabierać. Trzeba je było rozróżnić, bo wiadomo nam, że 
jest bydło robocze i luźne. Robocze uw r aźa się podług prawa 
cywilnego za nieruchomość, jest przywiązane do roli, nie może 
być zabierane, boby na tern rola cierpiała. A lubo powiedziane 
jest, że bydło ma być nieschudzone, jednakowoż nie trzeba 
pominąć z uwagi tego, źe po folwarkach może być bydło 
do roboty przeznaczone tłuste, a przecie go brać nie można«. 
JW. Klimontowicz: » Uważałem trzy głosy przeciwko pro- 
jektowi. Co do JW. Wężyka, ponieważ głos jego był więcej 
w materyi odrębnej, nie widzę potrzeby na niego odpowiadać. 
JW. Krysiński wystąpił z zarzutem, że projekt ten wcześniej 
wnieść można było, a nawet w małym komplecie rozbierać. 
Nie można go było wcześniej wnosić do Izby, bo w takim ra- 
zie trzebaby było wiedzieć naprzód o operacjach wojennych. 
W maju nie wiedzieliśmy, źe nieprzyjaciel przeprawi się na 
lewy brzeg Wisły i dopiero w lipcu, kiedy się pokazało po- 
dobieństwo, iż przejść zamyśla, Rząd zaczął myśleć o tern 
prawie i spieszył, aby niem przeprawę nieprzyjaciela uprze- 
dził. Nie podpada wątpliwości, że projektu tego nie można 
było w małym komplecie dyskutować. Sejm, ustanawiając mały 
komplet, ograniczył go tylko do skarbowych projektów, a za- 
opatrzenie stolicy w żywność jest przedmiotem więcej admi- 
nistracyjnym, jak skarbowym; zatem do małego kompletu nie 
mógł należeć. Przy tej trudności Rząd baczny na wszystko 
przystąpił przed uchwaleniem prawa do rekwizycyi w tej na- 
dziei, źe dobre jego chęci przez Izby sejmujące dobrze przy- 
jęte zostaną. Co do wniosku JW. Posturzyńskiego, który po- 



— 176 — 

wiedział, że rozpisy nie są oparte na żadnej zasadzie, że są 
arbitralne, a zatem, że gdzie bydła niema, będą dla obywateli 
uciążliwe, projekt mówi o wołach od potrzeby, t. j. od roli 
wolnych i przewidując, że w niektórych miejscach może ich 
nie być, pozwala w miejsce ich dostawiać skopy. Co do dru- 
giego zarzutu, że w projekcie tym żadnej zasady nie przyjęto, 
niepodobna, aby komisarze nie mieli statystyki, ile jest bydła 
w obwodzie; podług tej tedy do zaboru przystępować będą. 
Ze zaś będą nadużycia, rozumiem, że nie masz na ziemi ża- 
dnego rządu, gdzieby ich nie było: trzeba chyba, aby urzędnicy 
aniołami byli. Gdzie są ludzie, tam są i nadużycia. Dalej co do 
oszacowania, że tę formę przyjęto, że koniecznie wypadało, 
aby obiedwie strony były obecne, na to dostatecznie JW. Le- 
wiński odpowiedział, bo gdyby jedna tylko strona przy osza- 
cowaniu obecną była, mogłaby za wysoko, lub za nisko woły 
szacować. Rząd zaradził tej niedogodności, gdy polecił wybra- 
nie dwóch członków z komitetu i dwóch członków 7 z Rady 
Municypalnej. Co do funduszów, z którychby kontrybuenci 
spłacani byli, JW. Posturzyński był zdania, aby obywatele ze 
skarbu płaceni byli. Mojem zdaniem, skoro w projekcie powie- 
dziano, iż Rada zbierać będzie pieniądze z wyprzedanego 
mięsa i tymi wypłacać przypadające należy tości kontry buentom, 
pewność daleko większą znajduję. Nakoniec co do ostatniego 
zarzutu, że Rząd postanowieniem z d. 16 lipca przystąpił do 
zaboru bydła, a z projektem do tego prawa dopiero w dniu 
1 sierpnia przychodzi, zdaje się, iż nie obwiniać, ale podzię- 
kować winniśmy Rządowi za to, że usunął bydło z miejsca, 
które nieprzyjaciel wkrótce miał zająć i zajął. Gdyby był Rząd 
tego nie uskutecznił, ciężar na poblizkie okolice rozłożony byłby 
daleko większy «. 

JW. Świniarski : »Mówiono tutaj, iż podczas wojen dawniej 
prowadzonych nie słyszeliśmy o rekwizycyi. Prawda, lecz 
w rzeczy samej istniała ona pod nazwiskiem rabunku, zabo- 
rów. Każdy naczelnik, przyciśnięty ostatecznością, chwytał się 
tego środka, a tak była rekwizycya, tylko pod innem nazwi- 
skiem. Nadzwyczajne okoliczności, jak teraz, tak i dawniej 
upoważniały do chwytania się tego środka. Jednakowoż to 
tutaj nadmienić muszę, że należało było dawniej potrzebę tę 
przewidzieć i nie czekać, aż się tak nagłą stanie. Ciężar roz- 



— 177 — 

drobniony, na wielu kontrybuentów rozłożony, nie tyle jest 
przykrym. Czemuż nie było przystąpić do środka tego, kiedy 
inne województwa, jako to: Płockie, Augustowskie, nie były 
jeszcze przez nieprzyjaciela zalane? Lecz ociągano się, aź kiedy 
nieprzyjaciel większą część kraju zajął i już okrąża stolicę: 
okolice jej bliższe mają nietylko dla niej dostarczyć żywności, 
ale nawet może jeszcze przyjdzie do tego, iż wypadnie żywić 
całą armię, gdy nawet w projekcie jest powiedziane, że Inten- 
dent jeneralny może stąd żądać dla wojska mięsa. Trzeba się 
trzymać jednego systematu: albo chwycić się środka, brać gdzie 
tylko jest bez żadnego względu, albo się trzymać porządnego 
i wczesnego rozpisu, nie zaś takiego, który ma tylko dotknąć 
bliższego, a dalszego pominąć«. 

JW. Zwierkowski: »Jestem za projektem, ponieważ gwał- 
towna potrzeba krok ten usprawiedliwia. Zdaje mi się, iż re- 
kwizycya ta nietylko samą stolicę ma zaopatrzyć w mięso, ale 
nawet i armię. W art. 6-ym wyraźnie jest powiedziane, że 
Intendentura jeneralna z zapasu mięsa zebranego na mocy 
niniejszej uchwały dla siły zbrojnej narodowej korzystać 
może«. 

JW. Posturzyński: »Zabieram głos po raz drugi z powodu, 
że głosy opozycyjne nie przekonały mnie wcale, iżby się obejść 
mogło bez zasady w tym projekcie. JW. Radca Stanu Lewiń- 
ski przytoczył, jeżeli się nie mylę, że nie można stanowić za- 
sady z powodu, że nie można wyrachować, które części będą 
zajęte, a które wolne od nieprzyjaciela, z których pobór ścią- 
gnięty być może. To jednak tłómaczenie nie odpiera potrzeby 
ustanowienia zasady; jeżeli bowiem będziemy mieli np. tylko 
cztery województwa wolne, więc te dadzą tyle, wieleby dały 
8 województw, t. j. każde da dwa razy tyle, jak dać powinno. 
Nie idzie o to, aby zasada ta nie mieściła się w tern prawie, 
bo lepiej dać dwa razy więcej, aniżeli przez mogące nas do- 
sięgnąć nadużycia dać 10 lub 20 razy więcej. Chociaż komi- 
sarze mają tabele statystyczne, chociaż w przystąpieniu do 
zaborów każdy z nich trzyma się może jakiej zasady, to 
przecież nie usprawiedliwia, bo w prawie powinna być jedna, 
stała zasada. Wiedzą komisarze, ile jest w każdej gminie dy- 
mów, ile która z nich oiiary płaci, lecz każdy chwyta się innej 
zasady. I tak: jeden stosuje wykonanie tego prawa do ilości 

Dyaryusz T. VI. 12 



— 178 — 

dymów, drugi do składanej ofiary, inny podług ilości bydła. 
Pytam się, czyli to nie jest zaniedbanie prawa, aby, stanowiąc 
go, nie przepisać stałej zasady w poborze. Jeżeli w projekcie 
tym nie masz żadnej zasady, naszą jest powinnością poprawić 
projekt i odnieść się do jakiej, bo albo powiedzmy, że nie mamy 
tu co robić, i niechaj Rząd wszystko robi, albo nie zapominajmy 
o naszych obowiązkach, radźmy o tern wszystkiem, co do nas 
należy, abyśmy próżno na tych ławkach nie siedzieli. Jeżeli 
w tym projekcie zasada jest niepotrzebna, a zatem i prawo to 
nie jest potrzebne. Nadto nie znajduję właściwem nazwanie 
zaboru tego przedażą. Ja podług definicyi kodeksu cywilnego 
rozumiem przedaż tam, gdzie zachodzi dobrowolne zezwolenie 
względem wydania rzeczy i ceny, a gdzie jest podobne zezwo- 
lenie stron obudwóch, tam nie masz potrzeby prawa, tylko 
kupić i wziąć. Tu właściwie jest przymuszona grabież; niechże 
będzie przynajmniej sprawiedliwa. Przypomnijmy sobie rekwi- 
zycye z czasów francuzkich, czy są popłacone, czyliż Komisya 
likwidacyjna, licząca przeszło lat 20 pretensye nasze, a więcej 
przez ten czas kosztująca, aniżeli sumy, które obliczyła, przy- 
niosła jakie dla nas korzyści? Skarb nagłością potrzeby przy- 
muszony jest do przystąpienia do zaborów wołów z tern prze- 
konaniem, że zapłaci za nie, a więcej z tą nadzieją, że kon- 
trybuenci zrzekną się swoich pretensyi i te policzą na rachunek 
ofiar(y) dla Ojczyzny poniesionej; ja sam przekonany jestem, że 
po ustaleniu niepodległości naszej wszyscy chętnie zrzekniemy 
się tych pretensyi na rzecz skarbu. Lecz czyliż to jest zasada, 
abyśmy te obietnice przyjmowali jak gotowy pieniądz i to, co 
nam dziś gwałtem zabierają, nazywali dobrowolną sprzedażą? 
Ja rozumiem, że artykuły 3-ci, 4-ty i 5-ty koniecznie pewnej 
zmianie uledz powinny, i oświadczam się, że sumiennie za tym 
projektem wotować nie będę, dopóki pewna stała zasada przy- 
jęta nie będzie. Odkąd bowiem Rząd samowładnie zabiera, na 
niego, nie na kontrybuenta, resico padać powinno; czy np. wół 
w drodze padnie, czy nie będzie skonsumowany, w żaden spo- 
sób kontrybuent na tern cierpieć nie powinien«. 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Jeszcze mi pozostaje odpo- 
wiedzieć na niektóre zarzuty, a naprzód co do braku zasady. 
Prawo tutaj nie wspomina o zasadzie, albowiem Rząd równy 
ma interes wspierania wszystkich mieszkańców kraju, chciałby 



— 179 — 

widzieć wszędzie kwitnącą zamożność; nie można przeto przy- 
puszczać, aby kosztem jednej wspierana była druga okolica. 
Dlatego niema tutaj koniecznej potrzeby zaprowadzać w tym 
projekcie, ale jest tutaj inna zasada, która została ułożona po- 
dług tabel statystycznych dymów, zapomocą tabel szarwarko- 
wych, a to dla tego użyto tego porównania, że pierwsze nie 
mogą być nieomylne, gdyż od niejakiego czasu pozachodziły 
w nich wielkie zmiany. Jeżeli taka zasada jest jeszcze niedo- 
godna, nie wiem, czyli inna może się znaleść lepsza? Stoso- 
wnie do tej zasady Rady Obywatelskie z komitetem z obywa- 
teli czynić będą rozpisy, w czem o zachowaniu proporcyonal- 
ności wątpić nie można. Co do sposobu wydawania kwitów, 
w art. 3-cim powiedziano, jakie bydło ma być wydawane, na 
które z komitetem obywateli wyda komisarz obwodu kwit; 
w artykule znowu czwartym komitet z członków Rady Oby- 
watelskiej i z członków Rady Municypalnej oznaczy szacunek 
dostawionego bydła. Gdyby oszacowanie bydła zostawione było 
komitetowi pierwszemu, niepotrzebnym byłby komitet drugi. 
Lecz takie były pobudki do ustanowienia tych dwóch komi- 
tetów: wypadała potrzeba spiesznego zabierania i sprowadzania 
bydła; gdyby zatem oszacowanie jego zostawione było komi- 
tetowi pierwszemu, bezwątpienia ustanowionoby zbyt wysoką 
cenę; dlatego tylko zostawiono komitetowi pierwszemu wyda- 
wanie kwitów z dostawionego bydła, które to kwity później 
na obligacye zamienione być mają. W szczególnym stosunku 
może pokaże się mała strata dla obywateli, ale w ogólności 
zasada jest zawsze do słuszności przybliżona. Pozostaje mi od- 
powiedzieć na zapytania co do dozoru bydła uczynione. JW. 
Henryk Nakwaski zwrócił w tym względzie uwagę Izby, i bar- 
dzo sprawiedliwie. Komisya spraw wewnętrznych nie przepo- 
mniała przedsięwziąć wszelkich środków, kazała podzielić bydło 
na małe oddziały i z jednej okolicy. Dodany jest nadto ciągły 
lekarz determinator, którego obowiązkiem jest uważać stan 
bydła i znajdujące się chore natychmiast leczyć. Nie można 
w żaden sposób, jak to dało się tutaj słyszeć, żywić bydła 
furażem; rodziłaby się stąd nowa trudność z niepodobieństwem 
zaradzenia jej, bo dziś jest część bydła za Wisłą, a może jutro 
trzeba ją będzie na drugą stronę przeprowadzić. To, com przy- 
toczył, przekonać powinno, iż Rząd starał się wszelkie środki 

12* 



— 180 — 

przedsięwziąć i wszelkie bądź od Członków Izby, bądź od ko- 
gokolwiek innego w tym względzie nadesłane rady przyjmie 
z wdzięcznością; lecz dlatego ani Komisya spraw wewnętrznych, 
ani Rząd Narodowy nie mógł wziąć na siebie odpowiedzial- 
ności za nieprzewidziane wypadki: odpowiadać może za środki, 
ale nie za wypadki. Wspomniono tu o Komisyi likwidacyjnej 
i o przewlekłej jej procedurze, że z tego powodu wielu oby- 
wateli pozbawionych zostało zwrotu własności swojej. Rząd 
tego z uwagi nie spuścił i właśnie, aby uniknąć tej na później 
rachunkowości, przyjął takie formy, przepisy, aby te rachunki, 
liczebności stały się niepotrzebne: kwity te będą prostym 
długiem«. 

JW. Dembowski : »Nie będę się rozwodził nad tern, o ile 
wyraz: rekwizycja jest nienawistny, a o ile jest w dzisiej- 
szych okolicznościach potrzebny. Potrzeba nagli do przystą- 
pienia do tego kroku, lecz nie można spuścić z uwagi, że przy 
tern należy zachować sprawiedliwość. W każdym projekcie 
podatkowym najpierwszą być powinna zasada; tu od niej zu- 
pełnie odstąpiono tak dalece, że kiedy o komitetach wspo- 
mniano, nietylko, że od nich odsądzono Rady Wojewódzkie 
i wszelkie zgromadzenia np. kolegialne, ale nie jest powie- 
dziane nawet, o ile każdy w proporcyi oddać powinien. Jak- 
kolwiek JW. Radca Stanu mówił, że wyłuszczone przez niego 
zasady w egzekucyi prawa tego będą zachowywane, godziło 
się przecież o nich powiedzieć, ażeby każdy kontrybuent wie- 
dział, co go ciąży, do czego się ma stosować? Art. 2-gi powinien 
szczególniej zwrócić uwagę co do rozpisów. Komisarz obwo- 
dowy ma robić rozkłady, a nie masz tego zastrzeżenia, które 
nie powinno być pominięte, aby temu. co ma mało, nie zabrać 
wszystkiego i zostawić mu część koniecznie do roli potrzebną, 
lub aby po tym, co nie ma, nie wymagano, i nie zmuszać go 
do kupowania, jak się to przedtem praktykowało. JW. Postu- 
rzyńskiego uwagi są bardzo sprawiedliwe. Nie można bowiem 
przypuścić, aby zabrane bydło i bez ocenienia oddane nie mo- 
gło uledz niebezpieczeństwu, jakeśmy to widzieli na wiosnę, 
na co ja własnemi oczyma patrzyłem i co każdy, kto tylko 
chciał, mógł widzieć. Wypada przeto zaradzić temu, aby ten 
zabór różnego inwentarza na podobną klęskę wystawiony, nie 
odjął obywatelom nadziei do otrzymania kiedyś nagrody. Cho- 



— 181 — 

ciąż komitet w projekcie umieszczony nie może oznaczyć ceny, 
wszak gdy przyjdzie chwila nagrody, to pewno zabrane mięso 
do wysokiej ceny doprowadzone zostanie, i podług słuszności 
wypadałoby, aby straty, jakie dotknąć mogą obywateli. Rząd 
raczej ponosił, lub na koszt konsumentów przeniesione zo- 
stały, niż na tego, który już raz na tern cierpi, że ciężar 
ten ponosi. Nie możemy przeto przystąpić do wotowania nad 
tym projektem, póki art. 2-gi, 3-ci i 4-ty poprawione nie będą«. 
JW. Krysiński: » Zastrzegając sobie przy rozbieraniu szcze- 
gólnych artykułów projektu tego pewne modyfikacye, oświad- 
czam się zawczasu, że jestem za projektem i będę za nim 
wotował, ale tutaj muszę odpowiedzieć na niektóre głosy. Raz 
już powiedziałem, że nie jest to sofizmem utrzymywać, iż pro- 
jekt ten jest w wielkiej styczności z materyą skarbową. Zaiste, 
czegóż chcemy, gdy podatki płacimy? Oto chcemy, ażeby za- 
pomocą naszych funduszów otrzymać rezultata naszych potrzeb, 
czyli podatek ten płacony będzie w kruszcu, metalu, czyii też 
w innym produkcie składany, natura się podatku nie zmieni, 
i zawsze do materyi skarbowej należy. Intendentura nie zawsze 
się trudni pieniężną materyą, dlatego nie przestaje być wy- 
działem skarbowym. Nie był to zatem, jeszcze raz powtarzam, 
sofizm, ale naturalny, prosty sposób widzenia rzeczy. Z tego 
względu, nie po pedancku rzecz uważając, mogliśmy bezpie- 
cznie projekt ten i w małym komplecie dyskutować. Gdyby to 
nie zdołało jeszcze przekonać, iż projekt ten jest skarbowy, 
wszak w r d. 16 lipca mieliśmy już wielki komplet; należało 
go było wprowadzić, i dlatego zrobiłem tę uwagę, że władze 
od legalnej drogi zbaczać nie powinny. Powiedział dalej JAY. 
Radca Stanu Lewiński, że wydane zostały instrukcye. ażeby 
z miejsc tych, gdzie jest zaraza, bydła nie brano. Prawda jest, 
że były instrukcye, jednak domagano się z tych okolic bydła; 
a więc pokazuje się, że komisarze nie mieli, chociaż powinni 
mieć, lokalnych wiadomości. Powiedziano jest dalej \x prawie, 
że w miejscu, gd zięby nie było bydła, wymagane będą skopy, 
ale przepomniano o tern powiedzieć, że jeżeli obywatel mieć 
ich nie będzie, że od niego wymagane nie będą. Winienem 
tu oświadczyć, że z pociechą wielką spostrzegłem w głosie 
JW. Chobrzyńskiego, że czas wszystko naprawia, że z pra- 
wdziwą przyjemnością słyszałem, jak JW. Chobrzyński przy- 



— 182 — 

pomniał nam wniosek o reformie Rządu i bronił projektu przy- 
niesionego do Izby przez tenże sam Rząd, przeciw któremu 
przed kilku tygodniami powstawał. Robię tę uwagę w dyskusyi 
nad projektem względem rekwizycyi wołów, ze właśnie ci, 
którzy wnieśli projekt o zmianie Rządu, byliby nietylko woły, 
ale nawet wszystkie skopy i barany sprowadzili, aby tylko do- 
wieść, źe trzeba Rząd obalić«. 

JW. Nakwaski: »Na ostrą krytykę JW. Chobrzyńskiego nie 
odpowiadam, bo szkoda czasu; zresztą dał nam dostateczną 
odpowiedź JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi, gdy 
przyznał, że w Wawrzyszewie była zaraza, a JW. Krysiński 
przytoczył, że z okolic zarazą tkniętych bydło było brane; w 7 ięc 
pokazuje się, że moja troskliwość nie jest zbyteczną. Odpowiedź 
ze strony członków Rządu jest zupełnie zaspokajająca. Przy 
szczegółowym rozbiorze projektu tego będę wnosił, ażeby do- 
zór większy był dodany. Żądanie przez JW. Posturzyńskiego 
zasady jest słuszne i konieczne, bo inaczej postępowalibyśmy 
arbitralnie. Dajmy na to, że stała zasada oznacza pewną ilość: 
jeżeli ilość ta będzie dana z jednego miejsca a z drugiego nie, 
po skończonej wojnie może być kompensata. Może nas człon- 
kowie Rządu mogą objaśnić, podług jakich instrukcyi polecone 
jest wybieranie ilości bydła?« 

Głosy: »Odpowiedź już była dana!« 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Na zapytanie JW. Nakwa- 
skiego powtarzam, co już raz powiedziałem, że rozpisy oparte 
są na zasadzie tabel statystycznych dymów w porównaniu 
z tabelami szarwarkowemi w ten sposób, źe z 13, 14 i 15 dy- 
mów wypada jedna sztuka. Nadto w miarę okoliczności, za- 
możności i otwierania się okolic zabory uskuteczniane będą, 
i tak: jeżeli się Płockie otworzy, zabory polecone tam zo- 
staną; teraz zaś bierze się bydło z najbliższych tylko okolic 
z zastrzeżeniem wymagania z miejsc dotkniętych zarazą lub 
chorobą«. 

JW. Wołowski: »Naprzód, jako były komisarz skarbowy 
w małym komplecie, winienem objaśnić, że projekt ten do Ko- 
misyi małego kompletu był wniesiony, lecz jak mały komplet, 
tak i Komisye były powodowane delikatnością nieprzyjmowania 
takich materyi, względem których zachodziłaby wątpliwość, 
czy mogą być podsunięte pod kategorye prawa z d. 18 czer- 



— 183 - 

wca, mały komplet stanowiącego. Jakkolwiek JW. Krysiński 
wywodzi, że projekt ten uważany być może za skarbowy 
i mógł być w małym komplecie rozbierany, myśmy jednak 
nie chcieli być posądzeni, żeśmy przeszli atrybucye nasze. 
W przedmiocie samym rekwizycyjnym niezawodną jest rzeczą, 
że każdy ciężar nawet dolegliwy zniesiemy, aby był tylko 
sprawiedliwie rozłożony. Natura rekwizycyi samej jest niena- 
wistna, dlatego tern bardziej nie można w rozkładzie arbitral- 
ności przyjmować. Chciałbym tutaj usprawiedliwić, iż Rząd 
przez przybliżanie się nieprzyjaciela był zmuszony uprzedzić 
prawo, a nawet posunął się dalej, jak w projekcie przepisano, 
albowiem art. 2-gi mówi: bacząc na potrzebę gruntową 
do czego wypadałoby dodać: bacząc i na możność. Rząd 
się nie pytał, tylko z 14-tu dymów żądał i wybierał. Kto nie 
dał, zmuszono go egzekucyą, a jeżeli nie miał, musiał kupić 
i dostawić. Teraz spodziewać się należy, iż przez poprawę 
projektu tego uciążliwość ta usunięta zostanie, i dlatego do 
art. 2 go proponowałbym następujący dodatek, który koniecznie 
powinien być zamieszczony. »Wsie zaś, gdzie ani bydła, 
ani owiec nie ma, od dostawy wolnemi będące Pozo- 
staje nam zastanowić się nad dwoma jeszcze zarzutami przez 
JW. Posturzyńskiego uczynionymi, a które przez kilku Człon- 
ków poparte zostały. Te są: ażeby art. 4-ty usunięty, a 3-ci 
i 5-ty poprawione były. Rzecz bardzo słuszna, że dwóch komi- 
tetów nie trzeba, z których podług projektu jeden w obwodzie, 
gdzie bydło ma być oddawane, a drugi w Warszawie ma się 
znajdować, który ma się zatrudniać oszacowaniem bydła. 
Chciano tutaj utrzymywać, iż to jest sprzedaż i kupno, lecz to 
za przedaż w żaden sposób uważane być nie może, już to 
dlatego, że zabór dzieje się bez woli właściciela, już też, że 
zabrane bydło jest w bardzo nizkim stopniu cenione tak da- 
lece, iż woły po trzy, a krowy po dwa dukaty są szacowane. 
Mówię tu bezinteresownie, bo mię już prawo to nie dotknie, 
bo z mojej strony już 29 sztuk dostawiłem, lecz słuszność wy- 
maga, ażeby wtenczas, kiedy bydło jest dostawione, razem 
i oszacowanie jego mogło mieć miejsce, bo właśnie przerwa 
ta pomiędzy dostawieniem, a oszacowaniem bydła jest. jedną 
z głównych przyczyn, które wpływają na cenę bydła; dlatego 
art. 4-ty znajduję zupełnie niepotrzebny. W art. 5-tym wypa- 



— 184 — 

dałoby koniecznie oznaczyć termin realizo warna tych obliga- 
cyów; bez wyznaczenia bowiem terminu wynagrodzenie za 
zajęte bydło mające nastąpić nie przestanie być uciążliwe. Nadto 
winienem jeszcze i tę uczynić uwagę, iż sprawiedliwość naka- 
zuje, ażeby obligacye te mogły być przyjmowane w podatkach, 
lub innych jakich opłatach, jak sie to dzieje z obiigacyami za 
zboże pod rekwizycye wzięte. W bardzo przykrem bowiem 
położeniu będzie ten, któremu zboże, konie i bydło już wzięte 
zostało, gdy ma jeszcze ciężary publiczne zaspakajać wypadnie, 
a na funduszach zbywać będzie «. 

JW. Tymowski: »Nie zgadzam się z zdaniem co do kom- 
pletu małego ani z JW. Klimontów iczem, ani z JW. Wołow- 
skim. Prawo stanowiące komplet mały nakazywało zebranie 
się wielkiego kompletu na dzień 15 lipca i zastrzegło, że jeże- 
liby się w dniu tym komplet wielki nie zebrał, komplet mały 
mógł stanowić względem praw wszystkich, a zatem Rząd mógł 
nam projekt ten w d. 15 lipca przedstawić, skoro polecenie 
względem rozpisów w d. 16-ym wydał. Następnie mam honor 
zapytać się JW. Ministra spraw wewnętrznych, ponieważ w art. 
7-mym widzę, że na mocy postanowienia Rządu pod d. 16 lipca 
wydanego pewna już ilość bydła zajęta została, czyli cała już 
ilość projektem tym zakreślona, t. j. 12 tysięcy sztuk bydła 
zajęta została, bo wówczas na cóżby się uchwalenie tego prawa 
zdało ?« 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Rozpis uczyniony do siedmiu ty- 
sięcy wynosi, a nie wpłynęło więcej, jak cztery tysiące «. 

JW. kichał Gostkowski: »Pomimo cały wstręt do rekwi- 
zycyów, nie słyszeliśmy żadnego głosu przeciwko samemu 
projektowi. Troskliwość niektórych Członków 7 była jedynie co 
do wykonania tego prawa. Z głosów JJWW. Posturzyńskiego, 
Dembowskiego i Wołowskiego pokazuje się, że projekt ten 
powinien być jeszcze do Komisyów zwrócony, że potrzebuje 
znacznych dodatków i zmian, aby mu sprawiedliwość w wy- 
konaniu towarzyszyła. Niema zasady co do taksy, i w doświad- 
czeniu pokazuje się już. że jest arbitralna; prawo to nie ma 
zakreślonego czasu, do jakiego ma trwać. Widzimy, iż stolica 
jest teraz ścieśniona, może wkrótce rozprzestrzeniona znowu 
będzie; kwestya, czyli po wyjściu nieprzyjaciela z lewego brzega 



— 185 — 

Wisły prawo to i nadal będzie miało miejsce? W projekcie 
tym niema oznaczonego terminu wynagrodzenia obywateli, 
dlaczegóżby w miarę, jak za mięso wpływać będą pieniądze 
do kasy, nie miała być uskuteczniana wypłata zgłaszającym 
się obywatelom? Te są niedogodności w tym projekcie, dla 
których winien wrócić do Komisyów. Przedmiot ten przeko- 
nywa równie o potrzebie wprowadzenia środków skutecznych, 
ażeby rachunki ponoszonych ciężarów mogły być złożone 
i ażeby przez to środek interpelacyi był skuteczny, i dlatego 
upraszam JW. Marszałka, ażeby teraz odczytać raczył wniosek, 
jaki miałem honor u laski złożyć, względem którego ażeby Izba 
zadecydowała, czyli ma iść do Komisyów ?« 

JW. Marszałek: » Rozpoczęta dyskusya nie może być prze- 
rywana «. 

JW. Biernacki: »Winniśmy się wszyscy dokładać do dobra 
publicznego w sposób, jak kto może, i dlatego słusznie jest, 
ażeby wszystkie klasy do ciężaru tego należały. Zgadzam się 
z JJWW. Posturzyńskim, Wołowskim i innymi, którzy utrzy- 
mują, że bydło winno być przy zaborze taksowane w stanie 
takim, w jakim je rekwizycye zastały, bo skoro obywatel robi 
już ofiarę, że bydło daje, że mu je zabierają, bo go ssę poprze- 
dnio nie pytają, czyli je da lub nie, i gdy przez to robi się 
mieszkańcom Warszawy dogodność, słusznie jest, gdy w cenie 
tak umiarkowanej bydło jest zabierane, aby obywatel nie cier- 
piał żadnego pokrzywdzenia; wiadomo bowiem, że bydło 
w transporcie zawsze traci na wartości swojej: ten rabat nie 
obywatel, ale mieszkańcy Warszawy, dla których dogodność 
się robi, ponosić powinni; wypada zatem, aby art. 4 ty był usu- 
nięty, a w art. 3-cim stosowna do wagi cena każdej sztuki 
bydła zamieszczona była, i ta może być zastosowana do tej, 
podług jakiej liweranci dostawiają. Co do terminu wypłaty na- 
leżałoby, ażeby ten był koniecznie oznaczony, i żądanie JW. 
Wołowskiego jest bardzo sprawiedliwe: chociaż termin odległy, 
niech jednak będzie oznaczony, a przez to zabór nie będzie 
tak uciążliwy. Wyjaśnił także JW. Wołowski zdanie, do któ- 
rego się przychylam i które podzielam, że bydło tylko w miarę 
przy zachowaniu względu na konieczną potrzebę gospodarstwa 
zabierane być winno, i dlatego należałoby coś o tern w redakcyi 
nadmienić, ile gdy z ust JW T . Ministra spraw wewnętrznych 



— 186 — 

i policyi dowiedzieliśmy się, że jeszcze w połowie bydło wy- 
brane nie zostało«. 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Nim się Izba zgodzi na wnio- 
sek JW. Wołowskiego co do zmiany art. 3-go, a opuszczenia 
art. 4-go, winienem objaśnić niejaką wątpliwość. Nie mówiłem 
i nie twierdzę, ażeby to było kupno i przedaź, lecz mówiłem, 
że ponieważ obywatele wiejscy mają dostarczać bydło, a oby- 
watele miejscy konsumować je, należałoby, ażeby do oszaco- 
wania tegoż bydła obiedwie strony wpływały, i dlatego usta- 
nowione są dwa komitety. Jeżeli art. 3-ci ulegnie zmianie, 
art. 4- ty ustąpić musi. Lecz zastrzegam i zwracam uwagę Izby, 
aby bydło wysoko szacowane nie było; może być, iż część 
bydła wypadnie; strata stąd wynikła nie będzie tak wielka, 
a przesadzenie ceny szczególniej dla klas biednych byłoby bar- 
dzo szkodliwem. Co do kwitów, obligacyów za zabrane bydło, 
ażeby te były za podatki przyjmowane, oświadczam, iż fundusz 
ten jest zupełnie innej natury, że zatem w miejsce podatków 
nie powinien być wnoszony, ile że zabezpieczony, i że jest 
nadzieja prędkiego zrealizowania«. 

JW. Łuszczewski: »Przepisy artykułów 3-go, 4-go i 5-go 
byłyby ciemne, gdyby ich nie tłumaczyły ostatnie wyrazy art. 
5-go, które brzmią: Obligacye te po skonsumowaniu 
bydła z funduszu za sprzedaż mięsa zebranego 
zrealizowane zostaną. Więc rozumiem, że te tylko obli- 
gacye potrzebują wyjaśnienia, jak mają być przyjmowane, bo 
jeżeli funduszu później nie będzie na wykupienie ich, wypa- 
dałoby dodać, aby w nominalnej cenie za podatki przyjmo- 
wane były«. 

JW. Chobrzyński: »JW. Krysiński nie odpowiedział na mój 
wniosek, iż Rząd Narodowy mocen był polecić rozpisy przed 
uchwaleniem prawa. Co do reszty głosu JW. Krysińskiego 
oświadczam, iż cieszy mnie to mocno, że strona przeciwna 
wnioskowi względem reformy Rządu dzisiaj przychodzi do 
tego przekonania, iż zmiana Rządu była potrzebna^. 

JW. Jełowicki: »Ile razy jest mowa o nowych ciężarach, 
tyle razy wznawia się we mnie to przykre uczucie, że Repre- 
zentan(ci) tych prowincyów, które od nieprzyjaciela nie są je- 
szcze wolne, nie mogą pospieszyć do podzielenia wraz z in- 
nymi tychże ciężarów. Jakkolwiek nie mam udziału w tychże 



— 187 — 

ciężarach, pozwoli jednak Izba uczynić sobie niektóre uwagi. 
JW. Posturzyński przedstawił niektóre niedogodności przez 
wielu Członków Izby za słuszne uznane. Podane tu środki 
taksowania bydła na gruncie znajduję jeszcze niedogodne. 
Śmiem przedstawić inny z mej strony, a ten jest: ustanowienie 
średniej taksy ogólnej. Wiem, iż niektórzy obywatele może 
będą pokrzywdzeni, inni dostaną więcej, jak im się należy; 
lecz uważając, iż przy rekwizycyach ścisła sprawiedliwość za- 
chowaną być nie może, przez przyjęcie tego środka zdaje mi 
się, iż ciężar ten znośniejszym się stanie i uwolnimy się od 
tych niedogodności, jakie za sobą wykonanie artykułów 3-go, 
4-go i 5-go pociąga. A zatem, zamiast art. 5-go, możnaby po- 
wiedzieć, iż bydło takiego a takiego gatunku po tyle a po tyle 
szacowane będzie. Jest to zasada przyjęta wszędzie, gdzie 
rekwizycye są w używaniu. W Rosyi, gdzie przy prowadzeniu 
każdej wojny bez rekwizycyi obejść się nie mogą, obywatele 
sami zażądali oznaczenia ceny ogólnej, uznawszy ten środek 
za najdogodniejszym 

JW. Klimontowicz: »Gdybyśmy radzili w czasach spokoj- 
nych, byłbym nietylko za poprawą tego projektu, ale za zu- 
pełnem jego odrzuceniem; ale że jesteśmy w takich okoliczno- 
ściach, gdzie każda godzina jest droga, bo gdy stolica nie 
będzie zaopatrzona, nie będzie miała co jeść, przy najgroźniej- 
szych szańcach musi się poddać, i wszystko upadnie, należy 
ten projekt przyjąć bez żadnych poprawek. Niema za nadto 
czasu, może będą jeszcze naglejsze okoliczności, gdzie będziemy 
musieli zabierać, co kto ma, bez żadnej zasady. Wnoszę więc, 
aby bacząc na te naglące okoliczności projekt niniejszy przy- 
jęty został«. 

(Głosy): »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Marszałek: »Z tego samego stanowiska rzecz uważając, 
jak JW ; Klimontowicz, zdaje mi się, iż uchwalenie tego prawa 
nie jest tak bardzo naglące. Na mocy postanowienia pod dniem 
16 lipca wydanego Rząd znaczną już część bydła zabrał i da- 
lej zabiera. Z tego powodu rozumiem, iż nie mamy potrzeby 
spieszyć się z uchwaleniem tego prawa, i jestem zdania, iż, 
jeżeli mamy potrzebę stanowić to prawo, udoskonalmy je, ile 
możności. W głosach słyszanych zaprojektowane zmiany nie są 
tak trudne do zaprowadzenia; moglibyśmy je dziś nawet za- 



— 188 — 

prowadzić i przyjąć, gdyby tylko był komplet. Zdaje się jednak, 
iż będzie naj właściwiej, skoro projekt ten, przyjęty już co do 
ogólnej zasady, zwrócimy do Komisyi administracyjnej z prośbą, 
aby go na jutro z poprawą co do redakcyi szczególnych arty- 
kułów 3-go, 4-go i 5-go do Izby wniosła. Podług słyszanych 
głosów najważniejsze zmiany są, aby sposób taksowania był 
pewniejszy i jednoczesny z zaborem, aby każdy odrazu wiedział 
jakiego wynagrodzenia ma się spodziewać. Druga zmiana, aby 
stosownie do tego oszacowania większe było bezpieczeństwo, 
nie tak losowi zostawione, i ażeby obligacye te w podatkach 
lub innych jakich opłatach były przyjmowane. Trzecia zmiana:. ..« 
W tern miejscu JW. Biernacki podyktował: »Co do zastrzeżenia, 
aby wyraźnie powiedziane było, że tam gdzie niema ani bydła, 
ani baranów, wymagać ich nie można«. Nadto dodał JW. Bier- 
nacki, że przedmiot ten jest administracyjny, nie skarbowy, 
należy więc do Komisyi admininistracyjnej; że przedmiot skar- 
bowy jest wtenczas, kiedy się ściąga jakie dochody na zała- 
twienie ogólnych potrzeb kraju, a tutaj jest tylko niejako opieka 
nad szczególnem miastem, że zatem podług prawideł ekonomii 
politycznej do administracyi należy«. 

W dalszym ciągu JW. Marszałek: »Czy Izba zgadza 
się, ażeby projekt ten do Ko misy ów połączonych 
administracyjnej i skarbowej był odesłany?« 

Głosy: » Zgoda! zgoda !« 

»Przed zasolwowaniem sesyi mam honor przedstawić 
Izbie wniosek JW. Go s t k o ws k i e go do iaski złożony 
względem wyznaczenia od obydwóch Izb sejmo- 
wych deputacyi do przejrzenia obrachunku wy- 
datków wojennych i funduszów od czasu rewolucyi 
władzom szczególnym osobom p o w i e r z o n y (c h)«. 

— Odesłany do Komisyów«. — 

»Sesya solwuje się do dnia jutrzejszego do godz. 10-tej 
zrana. Komisya administracyjna i skarbowa raczy się zebrać 
o godz. 6 ej wieczorem w pałacu Rządu Narodowego celem 
zaprowadzenia zmian w r projekcie względem zaboru wołów 
przez rekwizycyę«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



189 — 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 3 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izby Poselskiej odczytaną zo- 
stała lista obecności. Byli obecnymi (73): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. An- 
toni Libiszewski. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Ludwik Łempicki. [Jan Gratkowski]. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Floryan Suchecki. Kantorbery Ty- 
mowski. W ład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. 
Józef Swirski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski 
Maryan Cissowski. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 
[Klemens] Witkowski. Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Jan 
Rostworowski. Frań. Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Frań. Trzciński. 
Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Józef 
Brinken. [Michał Piotrowski]. "Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. 
Frań. Wołowski. Augustyn Morzkowski. Wojciech Chodecki. Antoni Za- 
wadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks Mar- 
kowski. Ludwik Bieniecki. Frań. Zalewski. Ignacy Wężyk. Teodor Jasieński. 

Deputowani: Wszyscy nieobecni. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JW. Jakób Klimontowicz. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Ksawery 
Sabbatyn. Amancyusz Zarczyński. Aleksander Bernatowicz. Henryk Na- 
kwaski. 



— 190 — 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. Jakób Malinowski. [Józef] Bohdan Zaleski. 

Później nadeszli (9): 

JJWW. Wład. Zawadzki. Stan. hr. Worcell. Aleksander Jelowicki. 
Ksawery Godebski. Józef Ziemięcki. Antoni Plichta. Stan. hr. Miączyński. 
Józef Wiszniewski. Dominik Krysiński. 

JW. Marszałek: »Nim przystąpimy do porządku dziennego, 
załatwić tu nam wypadnie potoczne niektóre okoliczno- 
ści. Stosownie do decyzyi Izby Poselskiej pisałem do kolegów, 
którzy otrzymali urlopy nieograniczone, aby ci, którzy są 
w kraju lub w Krakowie, za miesiąc, ci zaś, co są za granicą, 
za dwa miesiące do grona naszego wrócili. Otrzymałem już 
odpowiedź od JW. Mierzejewskiego, którego odezwa 
moja zastała w Krakowie; stosownie więc do decyzyi Izby 
musiałby powrócić na dzień 22 sierpnia. Zostawał on dotąd 
w Krakowie dla wielu trudności, których tam doznał w otrzy- 
maniu pozwolenia udania się do wód karlsbadzkich, jakich 
użycia zdrowie jego koniecznie wymaga; prosi więc Izby, aby 
mu udzieliła urlopu aż do 1 października- 

JW. Wołowski : »I mnie i wielu kolegom wiadomo jest, że 
jest słaby kolega Mierzejewski, że się nie może obejść bez wód 
karlsbadzkich. Pisał właśnie do mnie i oświadczył, że ode- 
brawszy odezwę JW. Marszałka wstrzymał swój wyjazd dowód; 
gdyby Izba tego żądała, choć z niebezpieczeństwem życia, po- 
wróciłby tutaj; spodziewa się jednak, że Izba będzie tyle wzglę- 
dną, że dozwoli mu ukończyć kuracyę«. 

JW. Jasieński: »Tem bardziej przychylić się do żądania 
kolegi Mierzejewskiego możemy, że wiemy, z jaką gorliwością 
w grudniu, kiedy złożony chorobą nie mógł się dać przynieść 
do stolicy, przysłał sztafetę z przystąpieniem do wszystkich 
naszych aktów«. 

JW. Marszałek: »Jeźeli nikt przeciwko żądaniu JW. Mie- 
rzejewskiego głosu nie zabierze, uważać to będę za zezwo- 
lenie Izby«, 

Niktgłosu nie zabrał, a JW. Marszałek oświadczył, 
że wskutku decyzyi Izby udzieli urlop JW. Mierzejewskiemu 
do 1 października. 

JW. Nakwaski podał wniosek do prawa o do kła- 



— 191 — 

dniejsze oznaczenie odpowiedzialności Ministrów. 
Wniosek ten do Komisyi do praw cywilnych i kryminalnych 
odesłany został. 

JW. Marszałek: »Ma jeszcze JW. Niemojowski uczy- 
nić wniosek, dotyczący obrony miasta Warszawy 
i zaopatrzenia jej w żywność i wszelkie potrzeby; 
jednak ponieważ to jest materya extra-porządkowa, odwołać się 
muszę do Izby, czyli wniosek ten zechce dzisiaj wy- 
słuchać«. 

Gdy cała Izba na to się zgodziła, JW. Niemojowski 
w te słowa przemówił: »Naczelny Wódz i waleczne wojsko 
nasze opuściło stolicę i poszło walczyć z nieprzyjacielem. Zau- 
fajmy ich męstwu, lecz przy tern nie zapominajmy, iż los bitwy 
jest niepewny i że stolica może być narażona na niebezpie- 
czeństwo; jej przeto obrona całą naszą uwagę zwrócić na 
siebie powinna. Wódz Naczelny, rozstając się z nami, odwo- 
łał się do patryotyzmu Sejmu, Rządu Narodowego i mieszkań- 
ców stolicy; do nas przeto należy spoinie z Rządem czuwać 
nad bezpieczeństwem publicznem i przygotować się do obrony 
godnej szlachetnego Narodu, którego jesteśmy Reprezentan- 
tami. Jeszcze w mieszkańcach stolicy nie ostygł ów duch ry- 
cerski, który ich w roku 1794 ożywiał. Gwardya narodowa 
i straż bezpieczeństwa odpowiedzą zapewne położonemu 
w nich zaufaniu, jeżeli i my z naszej strony, łącząc się z in- 
nymi mieszkańcami stolicy, damy przykład poświęcenia się dla 
spólnej sprawy. Odtąd każdy, co broń nosić potrafi, stanąć po- 
winien w szeregach. Zawieśmy na czas prawodawcze nasze 
prace i stańmy się wszyscy żołnierzami. Lecz nie dosyć na 
tern; czas nagli, a wiele jeszcze do zrobienia pozostaje, aby 
stolicę w stanie obronnym postawić. Pomimo gorliwości Rządu 
i Gubernatora spółdziałanie tylko Izb sejmowych zaspokoić 
może troskliwość naszą, iż nic nie zostanie opuszczone, co 
tylko do podniesienia ducha i utrzymania porządku publicznego 
przyłożyć się może. Wnoszę przeto: Aby na czas grożą- 
cego niebezpieczeństwa stolicy z obydwóch Izb 
sejmowych ustanowiony został komitetj ej obrony. 
Do was, szanowni koledzy, należy ustanowić, z ilu Członków 
komitet ten ma się składać i oznaczyć zakres działania jego; 
lecz że pośpiech jest nadewszystko potrzebny, upraszam przeto, 



— 192 — 

aby Izba Poselska wniosek mój niezwłocznie pod rozpoznanie 
Komisyów odesłać i dzisiaj jeszcze stosowny projekt do uchwały 
pod dyskusyę poleciła wnieść«. 

JW. Marszałek: » Wniosek jest nader ważny i nader na- 
głego załatwienia potrzebujący. Zapewne Izba Poselska zgodzi 
się, aby go niezwłocznie do połączonych Komisy i odesłać, !ecz 
mi się to zdaje prawie niepodobnem. żeby Komisye mogły na 
dziś projekt wygotować i Izbie przedstawić. Jutro mamy se- 
syę w Izbach połączonych; moglibyśmy się ułożyć, iżby o godz. 
9 zrana projekt ten do naszej Izby był wprowadzony, a po- 
tem o 12-tej połączylibyśmy się z Senatem. Jeżeli Izba na to 
się zgadza, projekt do Komisyi połączonych odesłany zo- 
slanie«. 

Projekt ten jednomyślnością do Komisyi ode- 
słany został. 

JW. Marszałek: »Przystępujemy teraz do porządku dzien- 
nego, do dalszej dyskusyi nad projektem o rekwizycyi 
wołów. Po tylu światłych głosach nad ogółem projektu sły- 
szanych zapewne Izba Poselska przystąpi do szczegółowego 
rozbioru, a wtenczas dokładniej się zastanowimy nad tern, co 
w ogólnych głosach było zawarte«. 

Jednak JW. Klimontowicz zażądał jeszcze głosu nad ogółem 
i mówił jak następuje: »Projekt ten wprawdzie już obszernie 
był dyskutowany; gdy jednak odesłany do Komisyi w arty- 
kułach 3-cim i 4-tym zupełnie zmieniony został, rozumiem, 
że, nim do dyskusyi nad projektem przystąpimy, należałoby 
go odczytać, aby się Izba przekonała, jakie w nim zaszły 
zmiany «. 

JW. Zwierkowski w zastępstwie JW. Sekretarza odczytał 
projekt: 

)>Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek 
Rządu Narodowego i po wysłuchaniu zdania Ko- 
misyów sejmowych, zważywszy, że część wojska 
nieprzyjacielskiego, przeszedłszy Wisłę, zamierza 
zbliżyć się do stolicy; zważywszy konieczną po- 
trzebę zapewnienia mieszkańcom i sile zbrojnej 
dostawy świeżego mięsa na przypadek, gdyby do- 
wóz przez niejaki czas doznał trudności; zwa- 
żywszy n a k o n i e c, że fundusze kasy miejskiej wy- 



— 193 — 

czerpane zna g łają do uczynienia chwilowego 
awansu na przedmiot ogół kraju tak silnie obcho- 
dzący, uchwaliły i uchwalają, co następuje: 

Art. 1. Rząd Narodowy zostaje niniejszem upo- 
ważniony do zajęcia od sześciu do 1 2.000 sztuk wo- 
łów zdrowych, lub innego rodzaju bydła, wyró- 
wnywa j ą c e g o w ogóle do 24.000 centnarów mięsa, 
dla miasta stołecznego Warszawy. 

Art. 2. Poprzednim artykułem wyrażone bydło 
dostarcz [o] ne być ma przez obwody, które w miarę 
okoliczności będą mogły być do tego obowiązku 
pociągane, bacząc na potrzebę gruntową, za rozpi- 
s e m przez komisarza obwodu wyegzekwować się 
mającym. W przypadku, gdyby zgromadzenie wska- 
zanej art. 1-szym ilości bydła rogatego doznało 
trudności, skopy również zajętymi być mogą. li- 
cząc siedm sztuk na jedną bydła rogatego. Wsie 
zaś, gdzie ani bydła, ani owiec niema, od dostawy wol- 
nemi będą. 

Art. 3. Komisarz obwodu dopilnuje, ażeby by- 
dło zdrowe i nieschudzone dostarczane tylko było, 
a na odebrane wspólnie z komitetem obywateli 
wyda kwit, w którym wyrażoną być ma waga by- 
dlęcia i szacunek zapomocą dwóch znawców ozna- 
cz o ny«. 

Tu JW. Kiimontowicz oświadczył, że opuszczone zostały 
w przepisywaniu wyrazy: podług cen miejscowych — 
których miejsce jest przed wyrazem: oznaczony. 

»Art. 4. Na wartość dostawionego i we d łu g poprze 
dniego artykułu oszacowanego bydła komitet wyda 
obligacye miejskie na okaziciela, dzieląc takowe 
według żądania obwodów w ten sposób, iżby ka- 
żdemu właścicielowi, który bydło dostarczył, w za- 
mian za otrzymane poprzednio kwity mogły być 
udzielone. Obligacye te po skonsumowaniu bydła 
z funduszu za [s]przedaż mięsa zebranego zreali- 
zowane zostaną najpóźniej cl o d. 1 grudnia. Będą 
także obligacye takowe, a nawet kwity, w myśl 
art. 2-go wydane, przyjmowane na wszystkich p o- 

Dyaryusz T. VI. 13 



— 194 — 

datkach, a wówczas skarb wejdzie w miejsce kon- 
try buen ta. 

Art. 5. Zastrzega się w przypadku, gdyby In ten- 
de n tura jeneralna z zapasu mięsa zebranego na 
mocy niniejszej uchwały dla siły zbrojnej narodo- 
wej korzystać była zmuszoną, to tylko za złoże- 
niem należytości nastąpić będzie mogło. 

Art. 6. Strata przez nadzwyczajny upadek by- 
dła poniesiona, jakaby na ogóle bydła odzyskaną 
być nie mogła, przez skarb publiczny kasie miasta 
stołecznego Warszawy zwróconą będzie. 

Art. 7. Bydło zajęte na mocy postanowienia, 
jakie Rząd Narodowy gwałtownością okoliczności 
naglony pod dniem 16 lipca r. b. wydał, po- 
trącone być ma od ilości art. 1-szym wskazanej. 
Kwitom na toż bydło już wydanym będą służyć też 
same prawa, jak gdyby na mocy ustawy niniejszej 
wydanemi były. 

Art. 8. Wykonanie niniejszego prawa poleca 
się Rządowi Naro d o we m u«. 

JW. Klimontowicz : »Stosownie do życzenia Izby nastąpiły 
poprawki w artykułach. Ponieważ w Izbie objawiła się troskli- 
wość, aby na przypadek upadku bydła właściciele na tern nie 
tracili, Komisya wasza po gruntownym namyśle osądziła, że skarb 
publiczny winien to zwrócić kasie miasta Warszawy. Gdyby 
Warszawa oblężoną została, nietylko Gwardya Narodowa, ale 
wszyscy mieszkańcy byliby obowiązani iść na okopy, do ba- 
rykad. Prawie 3 / 4 części mieszkańców żyją z dziennej pracy: 
skoro będą obowiązani do ciągłej obrony miasta, pozbawieni 
będą sposobu do życia. Gdyby strata wynikająca z upadku 
wołów na miasto przypadała, cena mięsa musiałaby być pod- 
wyższona; w takim razie zamiast dobrodziejstwa byłoby ucią- 
żenie. Wszystkie rządy obowiązane są klasę ubogą mieszkań- 
ców wspierać. Mamy przykład z Francyi w r. 1814, kiedy był 
nieurodzaj, rząd francuzki wyznaczył kilkanaście milionów fran- 
ków na zakupienie zboża za granicą. My także temi samemi 
zasadami powodowani nie powinniśmy w razie oblężenia pod- 
nosić ceny mięsa, ani też ciężar ten zwalać na miasto, lecz 
skarb stratę zwrócić powinien kasie miejskiej. Od zapewnienia 



— 195 — 

żywności zależy utrzymanie stolicy; nie obronią jej ani wały, 
ani spiże, jeżeli żywności nie będzie. Te miała powody Komi- 
sya wasza do przyjęcia w nowo przedstawionym projekcie 
art. 6-go«. 

Przystąpiono następnie do rozbioru szczegółowych arty- 
kułów. Art. 1-szy został odczytany i przyjęty nie- 
zmiennie bez żadnej dyskusy i. Przystąpiono potem 
do rozbioru art. 2-go, który brzmi jak następuje: 

»Poprzednim artykułem wyrażone bydło do- 
starczone być ma przez obwody, które w miarę 
okoliczności będą mogły być do tego obowiązku 
pociągane, bacząc na potrzebę gruntową za rozpi- 
sem przez komisarza obwodu wyegzekwować się 
mającym. W przypadku, gdyby zgromadzenie wska 
zanej art. 1-szym ilości bydła rogatego doznało tru- 
dności, skopy również zajętemi być mogą, licząc 
siedm sztuk najedną bydła rogatego. [Wsie] zaś, gdzie 
ani bydła, ani owiec niema, od dostawy wolnemi będą«. 

JW. Chomentowski : »Powinnoby być wyrażone, czy tylko 
właściciele, czy też i włościanie mogą być pociągani do tej 
rekwizycyi«. 

JW. Radca Stanu Lewiński: »Jakkolwiek w projekcie tym 
zastrzeżone jest, że bydło tylko za rozpisem wybierane będzie, 
jest to przecież zawsze środek rekwizycyjny. On się ogranicza 
sam przez się w tern, że tam się zabiera rzecz, gdzie się znaj- 
duje; dlatego w pierwotnym projekcie nie było dodatku, który 
teraz domieszczony został: że wsie, gdzie ani bydła, ani 
owiec niema, od dostawy wolnemi będą — gdyż się 
przypuszcza, że tam, gdzie się nic nie znajdzie, tam żądać nie 
można; dodatek zaś ten mógłby służyć za wymówkę zbyt 
wielu osobom. Toż samo da się zastosować do uwagi JW. 
Chomentowskiego, czy tylko od właścicieli, czy od włościan 
mają być brane woły w rekwizycyę. Są miejsca, gdzie właści- 
ciele bydła nie mają, bo wszystkie grunta w czynsz są pusz- 
czone: jeżeli komisarz obwodow r y i komitet obywatelski znajdą, 
że włościanie więcej mają bydła, niż potrzeba do uprawy roli, 
wezmą je w rekwizycyę. Z tego też względu uczyniony jest 
dodatek: bacząc na potrzebę gruntową. Tam więc tylko 

13* 



— 196 — 

bydło zabierane będzie, gdzie zbywać będzie od potrzeby 
gruntowej «. 

JW. Klimontowicz: »Do dodatku tego powodem były uw r agi 
czynione przez niektórych Członków Izby, że były przypadki, 
iż choć gdzie bydła nie było, czy to przez pomór, czy że nie- 
przyjaciel go zajął, żądano, aby właściciel kupił przypadającą 
na niego sztukę bydła i dał ją w rekwizycyę. Wniosek kolegi 
Chomentowskiego jest sprawiedliwy, aby do kontrybucyi bydła 
pociągnięci byli i włościanie. Gdy przyjęta jest zasada, że po- 
dług dymu będą rozpisy, a ze statystyki województw wiadoma 
jest ilość bydła, jaką która wieś posiada, będą więc dotknięci 
i właściciele, i włościanie; dodatek zatem jest niepotrzebnym 

JW. Śląski: »Zgadzam się z kolegą Klimontowiczem, że 
nie można nakładać ciężaru na wsie, które nie są w możności 
dostawienia bydła w naturze, tern więcej, że prawo to spieszny 
powinno wziąć skutek, ale powinna być podana zasada, jaki 
ma być rozkład bydła. Tego zostawiać do woli komisarzy ob- 
wodowych nie można. Kiedy dla nagłości nie możemy dokła- 
dnych zasad ustanowić, a przyjęty warunek w projekcie, żeby 
się zastosowano do potrzeby gruntowej, nie jest zaspokajający, 
możnaby więc położyć inną zasadę, np. że 1 / 3 część bydła wzięta 
będzie w rekwizycyę«. 

JW. Dąbrowski: »Onegdaj podał nam zasadę kolega Wo- 
łowski, że z 14 dymów sztuka bydła będzie dawana. Nie można 
zostawiać komisarzom obwodowym wolności oznaczania po- 
trzeby gruntowej; nie można się na nich spuszczać, bo to już 
nas nieraz zdradziło, lecz trzeba wyraźnie powiedzieć, z ilu dy- 
mów ma być dana sztuka bydła, bo komisarze obwodowi 
mogą w jednem miejscu zabrać 30, 4.0 sztuk, a 10 zostawić, 
a w innem nic nie wziąć. W Województwie Mazowieckiem 
są obwody, gdzie właściciele wszystko swojem bydłem obra- 
biają; tacy, skoro im bydło zabrane zostanie, stracą na uprawie 
gruntów i na zasiewach«. 

JW. Marszałek: » Wprzód nam jedną kwestyę załatwić na- 
leży, nim się rozbiorem drugiej zajmować będziemy. Mówmy 
więc naprzód co do zasady rozpisówcc 

JW. Biernacki: »Skoro się na to zgodzimy, że projekt ten 
jako rekwizycyjny uważać należy, natenczas co do sposobu 
repartycyi łatwiej zgodzić się będziem mogli. Powodem jedy- 



— 197 — 

nym rekwizycyi jest pośpiech szczególny; ten tym się tylko 
da sposobem osiągnąć, kiedy się tam bierze, gdzie się znajdzie, 
skąd podobna jest łatwo sprowadzić. Od tej zasady wychodząc, 
znajdziemy, źe niepodobna jest robić repartycyę. Repartycye, 
jakie tu były proponowane, albo są niewykonalne, albo niesłu- 
szne. Kolega Slaski proponował, aby 1 / z część wołów zająć; 
jest do przewidzenia, że ta ilość byłaby za wielka; tu więc 
miałby sposobność komisarz obwodowy, gdyby chciał kogoś 
dotknąć, wziąć od niego 1 / s część wołów, a innych przez to 
ochronić, skoroby się okazało, że nie potrzeba tyle wołów. Inne 
także zasady byłyby równie trudne do wykonania. Izba zdaje się 
zgadzać na to, że tam tylko ma być rekwizycya zastosowana, 
gdzie się znajdzie bydło; gdzie go niema, choćby go nawet 
właściciel był sprzedał, niepodobna stosować rekwizycyi. Gdy 
mówimy teraz o art. 2-gim, tę tu uczynię uwagę, że zamiast: 
wsie zaś — należy powiedzieć: tam zaś — bosą i miasta, 
których mieszkańcy mają bydło, a którzy od rekwizycyi uwol- 
nieni być nie powinni. Z tej samej zasady niepotrzebne jest 
rozróżnienie, czy właściciele, czy włościanie, czy dzierżawcy 
mają tu kontrybuować. Tu jest rekwizycya; ten do niej będzie 
pociągnięty, kto jest właścicielem bydlęcia, bez względu, czy 
grunt posiada, czy nie«. 

JW. Wołowski: »Już mamy trzeci projekt rekwizycyjny, 
a wznawiają się te same kwestye, co przy poprzednich pro- 
jektach. Słuszność z rekwizycya razem iść nie mogą. Słuszność 
wymaga repartycyi, a tej niepodobna dokonać. Nie powiedzia- 
łem ja, źe z 14 dymu ma być brana sztuka bydła, bo nie- 
wiadome mi są zasady teraźniejszych rozpisów, lecz mówiłem, 
że przy zaborze podług postanowienia rządowego odbywanym 
brano za normę jedną sztukę bydła z 14 dymów; kto nie miał, 
musiał kupić. Tego niema w teraźniejszem prawie; daleko jest 
przyjęta sprawiedliwsza zasada, aby miano baczność na po- 
trzeby gruntowe; resztujące bydło brane będzie w rekwizycyę; 
inaczej trzebaby robić repartycyę. Kolega Śląski proponował, 
aby zabierano 1 / i część bydła; lecz może się zdarzyć przypa- 
dek, jakkolwiek rzadki, że będzie gdzie bydło opasowe; to nie 
jest przeznaczone do potrzeb gruntowych, może być wzięte 
w rekwizycyę; tam zaś, gdzie folwarki są obrabiane bydłem 
właściciela, gdyby mu 1 / 3 część była zabraną, odjętoby mu 



— 198 — 

trzecią część całorocznego użytku. Co do włościan, ci, którzy 
odrabiają pańszczyznę, powinni być wolni od rekwizycyi, lecz 
czynszownicy przykładać się do tego mogą. Co się tyczy egze- 
kucyi, wypada zaufać Rządowi Narodowemu i władzom, któ- 
rym wykonanie prawa tego powierzonem będzie. Poprawka 
proponowana przez kolegę Biernackiego jest potrzebna, bo 
mówiąc tu o wsiach zdawałoby się, że nietylko miasta, ale 
i folwarki wyłączamy «. 

JW. Modliński: »Kiedy już użyć musimy środka rekwizy- 
cyjnego, łagodzić go przynajmniej, ile możności, potrzeba dla- 
tego, aby bydła potrzebnego do robót gospodarskich nie zabie- 
rano. Postanowić więc należy zasady, podług których ma być 
robiony rozpis. Powiedziane jest, że potrzeba jest 12.000 wołów, 
lecz nie razem jest ich potrzeba. Tam gdzie niema bydła, brać 
go nie można, a zatem, choćby za pierwszym razem zamie- 
rzona suma zebraną nie została, to możnaby drugi i trzeci 
rozpis zrobić; dowolności bowiem komisarzy nic już oddawać 
nie powinniśmy, gdyż mamy już smutne przykłady rekwizycyi 
zboża. Komisarze obwodow r i jednym zabierali wszystko, innym 
wszystko zostawiali tak, że teraz nieprzyjaciel to zboże za- 
brał. Co się tyczy włościan, ci, którzy pańszczyznę odrabiają, 
powinni być od tego uwolnieni; włościanie zaś, którzy płacą 
czynsz i szarwark robią, ci mają bydło i mogą być tu po- 
ciągnięcia. 

JW. Zwierkowski : »Tocząca się dyskusya ściąga się do 
dwóch punktów: do wyłączenia włościan od tej rekwizycyi 
i do ustanowienia zasad repartycyi. Co do włościan rozumiem, 
że ci, którzy odrabiają pańszczyznę, ci zwykle mają tylko je- 
dną krowę, która im służy do wyżywienia licznej familii; po- 
ciągać więc jej do rekwizycyi nie można. Co do repartycyi, 
lubo na onegdajszej sesyi przeważne było zdanie kolegi Po- 
sturzyńskiego, jednak członek Komisyi spraw wewnętrznych 
dowiódł już, że żadnych zasad do repartycyi stanowić nie 
można, lecz w miejscach najbardziej zbliżonych do stolicy 
wszelkie bydło zbywające od potrzeb gruntowych tytułem 
rekwizycyi zajęte być powinno. Rekwizycya ta mniej jest na- 
wet uciążliwą, niż rekwizycya zboża, gdyż ma większe zape- 
wnienie zapłaty i w krótszym terminie«. 



— 199 — 

JW. Dembowski: »Najważniejszem zadaniem tego projektu, 
nad którym się zastanawiamy, jest zabezpieczenie rolnictwa, 
które i tak już tyle ucierpiało od wielkiej klęski, gdy tymcza- 
sem sposób tu zaproponowany najpierwej dotknąłby rolnictwo, 
bo tam, gdzieby znaleziono bydło, wszystkoby wzięto. Potrzeba 
tu koniecznie ulgę dla rolnictwa wynaleść; trzeba włościan 
czy odrabiających pańszczyznę, czy czynsz opłacających, z tego 
prawa wyłączyć, a w rekwizycyi samej w ten sposób postę- 
pować, aby naprzód zabierać bydło do robocizny niepotrzebne, 
zacząć od skopów, a potem dopiero przejść do bydła, które od 
rolnictwa odjąć potrzeba. Popieram także wniosek kolegi Ślą- 
skiego, aby była przyjęta pew r na zasada, że np. choćby 1 / s część 
ogółem biorąc bydła w rekwizycyę zajętą została, gdyż z do- 
świadczenia mogę mówić, jakie nadużycia dzieją się przy tych 
rekwizycyach. U mnie nakazano dostawić woły; będąc ich 
pozbawiony, posłałem w zastępstwie inne bardzo piękne by- 
dło; w odpowiedzi przysłał mi komisarz obwodowy 10 żydów 
na egzekucyę«. 

IW. Radca Stanu Lewiński: »Do głosu przemawiających 
za tym projektem jako rekwizycyjnym tę jedną mam tylko 
dodać uwagę; gdyby Izba przyjęła zasadę repartycyi podług 
dymów, łatwo moglibyśmy być wystawieni na ten przypadek, 
iżby potrzebna liczba bydła nie została zebraną: nie wiemy 
bowiem, jak daleko działanie tego prawa rozciągnąć będzie 
można; zależeć to będzie od poruszeń wojennych. Uwaga, którą 
JW. Dembowski podawał, aby naprzód brane było bydło do 
roli niepotrzebne, już jest w projekcie wyrazami: bacząc na 
potrzebę gruntową — obje ta «. 

JW. Slaski : » Nie upierałem się nigdy przy zdaniu mojem, 
lecz obowiązkiem jest prawodawcy takie prawa stanowić, iżby 
nietylko nie były z krzywdą niczyją, ale nadto żeby miały 
w sobie samych rękojmię, że będą bez krzywdy wykonywane. 
Jeżeli w wykonaniu prawa o rekwizycyi zboża zdarzyło się 
pełno nadużyć, to Reprezentacya nie miała czasu w prawie 
im zapobiedz; tu przeciwnie wszelkie nadużycia będą winą 
naszą. Jeżeli Rząd nie chce przyjąć za zasadę brania 1 / 3 części 
wołów dlatego, że możeby nadto bydła zajęto, może przyjąć 
za zasadę y 6 , y i0 ; im mniej, tern lepiej; wszakże już co do 
części wołów T zajętych przed uchwalonem przez nas prawem 



— 200 — 

już rozkład nastąpił: nie jest to rzecz tak trudna. Włościan 
także należałoby wszystkich wyłączyć; oni i tak z położenia 
swesro tyle doznali ucisków i pokrzywdzeń. Dzielę opinię ko- 
legów Modlińskiego i Dembowskiego, którzy faktami dowiedli, 
że przy rekwizycyi zboża wielkie poczyniono niesprawiedli- 
wości. Jeżeli mamy naszą troskliwość zaspokoić, wyznaczyć 
nam należy nadzór obu Izb«. 

JW. Nakwaski: »Na sesyi onegdajszej łączyłem się z zda- 
niem z kolegą Posturzyńskim i sądziłem, że trzeba koniecznie 
zasadę położyć, lecz po głębszym rzeczy rozbiorze i po sły- 
szanych tu światłych głosach widzę, że jest niepodobieństwo 
jakąkolwiek ustanowić zasadę. Gdyby przyjęta była zasada 
brać jedną sztukę bydła z 14 dymów, natenczas na cały kraj 
wypadłoby 23.000 sztuk. Podobnież inne proponowane tu za- 
sady obejmują w sobie trudności nie do przełamania. Projekt ten 
jest rekwizycyjny i jako taki uważany być powinien. Słysze- 
liśmy tu, aby podług statystyki (u)łożono rozpisy; wiemy, jak 
ta statystyka była układan(a). Wójci gmin więcej żarty sobie 
z tego robili, niż starali się Rząd w tej mierze oświecić, a i tak 
teraz statystyka ta bardzo się zmienić musiała Dla zaspokojenia 
zaś troskliwości niektórych kolegów, aby nadużyć nie było, 
chociaż to właściwie do art 3-go należy, wspomnieć tu muszę, 
że możnaby postanowić, iż rozpisy przez komitety obywatel- 
skie uskuteczniane być mają; wszelkich zaś niedogodności uni- 
knąć tu nie można, jak np. słuszny jest przepis, iżby ci, którzy 
nie posiadają bydła, nie dawali go, lecz słuszny jest do tych 
tylko, którym bydło wypadło, lub nieprzyjaciel go zabrał; ci 
zaś, którzy bydło wyprzedali, sprawiedliwie powinniby być 
pociągnięci do dostawienia pewnej ilości bydła. Lecz trudno 
to wszystko w prawie umieszczać; trzeba tylko się zgodzić 
na ogólną zasadę, że to jest rekwizycya, w wykonaniu zaś 
spuścić się na komisarzy obwodowych i komitety obywa- 
telskie^ 

JW. Lempicki: »Uwaźam, że w tym artykule okazuje się, 
iż to jest rekwizycya, która ma być wykonywana ze wzglę- 
dem na potrzeby gruntowe; nie jest jednak powiedziane, kto 
ten wzgląd będzie miał; trzeba więc wzmiankę tu uczynić 
o komitecie obywatelskim, o którym wspomina art, 3ci«. 



— 201 — 

JW. Szaniecki: »Projekt ten jest rekwizycyjny. Wiemy, 

w jakim stanie kraj nasz się znajduje. Gdybyśmy przyjęli za- 
sadę repartycyi, na całym kraju rozciągnąćbyśmy ją powinni; 
lecz nie wiemy, wiele obwodów będzie w naszej mocy; zale- 
żeć to będzie od poruszeń nieprzyjacielskich ; żadna więc re- 
partycya przyjętą być nie może; okoliczności są naglące; tam 
gdzie się znajdzie, zajmować trzeba. Dodatek, że wsie, w któ- 
rych niema bydła, uwolnione być powinny od rekwizycyi, jest 
zbyteczny, bo jakże wziąć, gdzie nic niema; lecz nader ważna 
i jedyna przyjąć się dająca zasada jest zawarta w projekcie 
w tych wyrazach: bacząc na potrzebę gruntową. Co do 
włościan, wiemy, że mają swoje inwentarze, swoje załogi; nie 
trzeba ich z prawa wypuszczać: skoro okaże się, że mają wię 
cej, niż dostateczną ilość bydła na potrzebę gruntową, możnaż 
ich od rekwizycyi wyłączać? Trzeba się w tern spuścić na 
urzędników; jeżelić są niegodni zaufania, to lepiej ich wszy- 
stkich oddalić, aniżeli takie zabezpieczenia w prawie robić. 
Na złą wiarę niema zabezpieczenia, trzeba się spuścić na 
uczucia, na zaufanie urzędników, które w nich Rząd położył, 
że w r ykonają to prawo podług istotnego jego ducha. Sądzę, że 
art. 2-gi utrzymać się powinien w pierwotnej redakcyi z opu- 
szczeniem tylko ostatniego peryodu«. 

JW. Klimontowicz : »Dyskusya nad tym projektem tak długo 
się przeciąga, jak gdybyśmy byli w pokoju, jak gdyby kraj był 
wolny od nieprzyjaciela. Mówimy tu o zasadach, o sposobach 
nieuciążenia właścicieli; zastanawiamy się, czy włościanie mają 
pod to prawo być pociągnięci, czy nie, a zapominamy, że nie- 
przyjaciel na karku, że stolica w żywność nieopatrzona, zapo- 
minamy, jak nagła jest potrzeba uchwalenia obecnego prawa. 
Od zaopatrzenia w żywność zależy możność bronienia oblę- 
żonego miasta. Ta okoliczność najwięcej naszą uwagę zająć 
powinna. Oto Rząd Narodowy w wykonanej w części już tej 
rekwizycyi starał się jakąśkolwiek repartycyę zaprowadzić; 
możemy mu przecież zaufać, że i dalszą rekwizycyę ile mo- 
żności z jaknajwiększą sprawiedliwością wykona. Pamiętajmy, 
że potrzeba usprawiedliwia gwałtowność środka. Proszę JW. 
Marszałka, aby się zapytał, czyli ten artykuł tak, jak jest zre- 
dagowany, Izba przyjmuje ?« 

JW. Jabłoński: »Nie dzielę zdania kolegi Szanieckiego, aby 



— 202 — 

rekwizycya bez żadnego została skutku, skoroby zasada repar 
tycyi przyjętą została, i owszem, przeciwnie, rozumiem, aby 
wziąć tyle tylko bydła, ile zbywa od potrzeby gruntowej, trze- 
baby zesłać Komisye na miejsce, aby się o tej potrzebie prze- 
konały. Prościejsza jest daleko zasada powiedzieć, że z 10 lub 
ilu dymów jedna sztuka bydła ma być dostawiona. Komisarze 
obwodowi posiadający spisy szarwarkowe łatwo ułożą listę, ile 
ma dać która wieś; te t\lko wyłączą, które wcale bydła 
teraz nie mają. Co do włościan pańszczyźnianych, jestem za 
uwolnieniem ich od tego prawa, lecz czynszownicy równie, jak 
właściciele gruntowi, mogą być pociągnięci do dania bydła 
w rekwizycyę«. 

JW. Biernacki: »Różnię się w zdaniu z kolegą Szanieckim' 
który żąda wypuszczenia ostatniego peryodu artykułu 2-go. 
Prawodawcy usiłowaniem być powinno nietylko, aby prawo 
było sprawiedliwe, ale nadto, aby słusznie było wykonywane. 
Gdyby nam Minister spraw wewnętrznych zaręczył, że da 
w tym duchu objaśnienia, poległbym na jego zapewnieniu 
i zgodziłbym się na wykreślenie tego peryodu, lecz jeżeli JW- 
Minister tego nie uczyni, dodatek ten jest koniecznie po* 
trzebny«. 

IW. Marszałek: »Bezpotrzebnie tak bardzo się rozszerzamy 
w dyskusyi, nad kwestyą, czy ma być przyjęta zasada rekwi- 
zycyi, czy rozkładu, gdy dawniejsza już uchwała z 7 lutego 
dostatecznie objawia, że Rządowi służy prawo z wszysikich 
części kraju napadem nieprzyjaciela zagrożonych uprowadzić 
wszelkie bydło, zapasy żywności, dobytki, cały zaś kraj z tej 
strony Wisły jest teraz zagrożony najściem nieprzyjaciela; nie 
wolno(ż) więc Rządowi na tej zasadzie użyć sposobów r rekwi- 
zycyi na zaopatrzenie Warszawy w potrzebną żywność! Arty- 
kuł, który tu odczytam, posłuży na poparcie twierdzenia mo- 
jego: *>W takowych częściach kraju Rząd Narodowy upowa- 
żniony zostaje do użycia wszelkich środków celem zniszczenia 
dróg, mostów, przepraw, składów i zabudowań, któreby nie- 
przyjacielowi postęp lub odwrót ułatwiały. Również mocen 
będzie Rząd kazać uprowadzać z takowych okolic wszelkie 
zapasy żywności, dobytki, sprzężaje i usuwać ludność do miejsc 
tym celem wskazanych, w czem wszystkiem działanie Rządu 
nie może być ograniczone żadnymi przepisami praw o wła- 



— 203 — 

sności i wolności osobistej stano\viących«. A zatem Rząd. ma 
prawo uprowadzić z części kraju przez nieprzyjaciela zagro- 
żonych 12.000 wołów do Warszawy. Nie idzie więc tu już o to, 
czy ma być rekwizycya, ale idzie raczej o obmyślenie środków 
wynagrodzenia tej rekwizycyi, t. j. ocenienia bydła i zapła- 
cenia. Ta jest główna zasada, nad którą zastanawiać się po- 
winniśmy«. 

JW. Chodecki : »Tak jest gwałtowna potrzeba kraju, że nad 
tym projektem długo zastanawiać się nie możemy; chciałbym 
tylko, ponieważ nie wszyscy mają zaufanie w władzach admi- 
nistracyjnych, aby układanie rozpisów należało do komitetów 
obywatelskich, a egzekucya do komisarzy obwodowych. Słu- 
sznie także powiedział kolega Szaniecki, że ostatni peryod 
tego artykułu jest niepotrzebny, gdyż tam, gdzie niema, brać 
nie moźnacc 

JW. Chomentowski: »Zaproponuję tu zmianę w redakcyi 
następującą: 

»Poprzednim artykułem wyrażone bydło dostarczone być 
ma przez obwody, które w miarę okoliczności będą mogły być 
do tego obowiązku pociągane z uwagą na potrzebę gruntową 
i włościan przez komitety obywatelskie zwrócić się powinna 
i za rozpisem etc.« 

Przy tej poprawie ostatni peryod tego artykułu może być 
o puszczony «. 

JW. Szaniecki: » Wyraz: dostawa zachowany być nie 
może, bo jeżeli będzie dostawa, sposób rekwizycyjny upada, 
a zamieniłby się w system repartycyi. Przyznaję koledze Ja- 
błońskiemu, że łatwiej jest rozłożyć na dymy, jak zabierać 
tam, gdzie jest, ale mając wzgląd na potrzebę gruntową; lecz 
przypuszczając rozkład na dymy, trzeba mieć pewną ilość dy- 
mów, gdyż mamy pewną ilość potrzeby; że zaś nie możemy 
mieć pewnej ilości dymów, bo to zależy od okoliczności wo- 
jennych, żadnych rozkładów 7 przypuszczać nie można; trzeba 
ten pobór zostawić roztropności władz, które się nim zajmą. 
Zgadzam się zupełnie na podaną przez kolegę Chomentow- 
skiego redakcyę, która zaspokoić powinna wszelkie żądania«. 

JW. Dembowski: »Nie masz tu dyskusyi co do repartycyi, 
bo ta przy rekwizycyi zachowaną być nie może; mówimy 
tylko o środkach zmniejszenia uciążliwości tej rekwizycyi. Ko- 



— 204 — 

lega Chomentowski proponował w tym celu redakcyę. Ja wy- 
znam szczerze, ze nie pokładam tak wielkiego zaufania w ko- 
mitetach obywatelskich, bo obywatele ciągle w nich nie za- 
siadają, lecz często bardzo się oddalają; zresztą należą do 
nich tacy, którzy, aby się uchylić od wojska, podjęli się tej 
posługi, lecz żadnych wiadomości miejscowych nie posiadają. 
Dzisiaj Komisarze obwodowi nie są tego rodzaju co dawniej, 
bardzo są przeczyszczeni przez przeszłego i teraźniejszego 
Ministra spraw wewnętrznych. Zasługują oni na zaufanie tern 
bardziej, że na nich ciąży odpowiedzialność i że oni mają wię- 
cej wiadomości. Jestem więc za tern, aby oni całą tę czynność 
uskuteczniali pod odpowiedzialnością«. 

JW. Śląski: »Art. 7 my tego projektu przekonywa mnie, 
że przedmiot ten nawet do Izb przyprowadzony być nie po- 
winien, bo już Rząd d. 16 lipca w r ydał w tej mierze postano- 
wienie. Jest to podobny przypadek, jak z zasiłkami dla wło- 
ścian, kiedy wydano połowę zamierzonej sumy, t. j. 500.000, 
zażądano od nas prawa, a potem, jak się z rachunku pokazuje, 
więcej już nie wydano. Kiedy więc prawo to już jest w egze- 
kucyi, cofam więc mój wniosek; uważam jednakże, że to na 
przyszłość miejsca mieć nie powinno«. 

JW. Marszałek: » Przystąpimy teraz do zadecydowania, czyli 
redakcya JW. Chomentowskiego ma być przyjęta«. 

JW. Lempicki odczytał swoją redakcya. (Nie złożył). 

JW. Wężyk: »Projekt ten prawdziwie wołowym postępuje 
krokiem; dyskutujemy nad artykułami, kiedy potrzeba, aby 
bydło już było zabrane. Słyszymy tu wnioski, jaka część bydła 
ma być zabrana, żeby miano wzgląd na potrzebę gruntową; 
lecz ja rozumiem że jedna jest tylko zasada rekwizycyi: za- 
bierać tam, gdzie jest«. 

JW. Zwśerkowsks: »Kiedy kolega Śiaski wniosek swój cofa, 
nie mam potrzeby odpowiadać na niego, tern bardziej, że już 
ta okoliczność onegdaj wyjaśnioną została. Co do wniosku ko- 
legi Łempickiego, aby komitety miały udział w rozpisach, to 
już jest w redakcyi projektu objęte, gdy powiedziane jest: że 
dostarczone być ma przez obwody. A że w każdym 
obwodzie jest władza zwana komitetem obywatelskim, więc 
ta się zajmie rozpisem, a komisarz obwodowy go wyegze- 
kwuje. Zresztą jest to tak mała okoliczność, że nie warto na- 



— 205 — 

wet nad tern dyskutować; lepiej byłoby bez zmiany ten projekt 
przyjąć«. 

Tu zewsząd dały się słyszeć głosy, aby zaraz na 
cały projekt wotować, nie czyniąc w nim żadnych 
poprawek. Wskutku tego JW. Marszałek podał kwestyę: Kto 
jest zdania, aby wotować na projekt tak jak jest 
wniesiony, powstać raczy. 

Znaczna bardzo większość powstała. Zrobiono 
jednakże uwagę JW. Marszałkowi, że wypada niektóre 
przynajmniej wyrazy w tym projekcie zmienić, co 
było powodem, iż w ten sposób przemówił JW. Marszałek: 
» Będziemy wotować nad projektem, który w zasadach głó- 
wnych zmienionym być nie może; niektóre wszakże wyrazy 
odmienić w nim wypada, tak jednak, żeby przez to natura 
myśli się nie zmieniła. Odczytam więc całkowity projekt, abyśmy 
te drobne zmiany w nim zaprowadzili^. 

Wstęp i a r t. 1-s z y w niczem niezmienione po- 
zostały; w 2-g im zaś artykule ostatni peryod następu- 
jącej uległ zmianie: Tam zaś, gdzie ani bydła, an i o wiec 
niema, dostawa żądaną nie będzie. W a r t. 3-c i m do- 
dano tylko wyrazy, które, jak JW. Klimontowicz na początku 
posiedzenia oświadczył, przez pomyłkę opuszczone zostały: 
i podług cen miejscowych oznaczony. W a r t. 4-tym 
JW. Marszalek zwrócił uwagę na to, że powiedziane jest, iż 
komitet wyda obligacye, kiedy opuszczony został artykuł, który 
wzmiankuje o tymże komitecie. JW. Wołowski oświadczył, iż to 
jest błąd przepisującego, gdyż powinno być: Rada municy- 
cypalna. JW. Chomentowski uważał, że nie można mówić, 
że na wartość dostawionego bydła wydane będą obliga- 
cye, gdyż i na wartość tego, któreby w drodze wypadło, 
a tern samem niedostawione zostało, obligacye wydane być 
winny. Opuszczono zatem ten wyraz z reda k cv i 1 ). 
Wskutku tych zmian początek art. 4-go brzmi jak następuje: 

»Na wartość według poprzedniego artykułu 



*) W dwóch egzemplarzach tej uchwały w allegatach figuruje nie- 
mniej wyraz: dostawionego; podobnież w wydaniu Zbioru uchwal 
przez Zwierkowskiego str. 2. [P. W.]. 



— 206 — 

oszacowanego bydła Rada municypalna miasta 
Warszawy wyda obligacye etc.« 

W dalszych artykułach żadnych już zmian 
nie robiono, i projekt cały jednomyślnością 
przyjęty. 

JW. Nakwaskl: » Wiadomo, że Rząd już znaczną ilość wołów 
zabrał w rekwizycyę, ale na zasadach poprzednio podanego 
projektu; taksa więc dopiero następowała w Warszawie przez 
komitet do tego wyznaczony. Przybyli obywatele z Województwa 
Mazowieckiego uskarżają się, że zbyt tanio zostały oszacowane 
woły. Wnoszę więc, aby Rząd starał się im to wynagrodzić 
i zastosować do uchwalonego dziś prawa«. 

JW. Biernacki: »Prawo to obowiązuje do całej rekwizycyi 
i na przyszłość, i na przeszłość. Podług pierwotnego projektu 
dwa razy szacowano woły; na miejscu i w Warszawie. Teraz, 
gdy prawo zapadło, obligacye wydawane będą podług osza- 
cowania na miejscu«. 

JW. Marszałek: »Przy początku sesyi zaprosiłem JJWW. 
panów na jutro na godzinę 9 zrana; gdy jednak może projekt 
tak wcześnie nie będzie gotowy, aby się napróżno nie scho- 
dzić, roześlę bardzo rano do JJWW. panów uwiadomienia, 
czyli będzie potrzeba zejść się o godzinie 9 zrana. Na posie- 
dzenie dzisiejsze Komisyów sejmowych wezwę Rząd, aby za- 
prosił Gubernatora miasta Warszawy i dowódcę Gwardyi Na- 
rodowej i którego z jenerałów zajmującego się obroną War- 
szawy, aby radą swoją przyłożyli się do udoskonalenia pro- 
jektu. Sesya solwuje się do dnia następującego na godz. 12 
w południe; obradować będziemy w Izbach połączonych. 
Porządek dzienny: Regulamin Izb i podziękowanie 
narodowi węgierskiemu «. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



— 207 — 

Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 4 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izby Poselskiej JW. Marszałek 
zaprosił JW. Zwierkowskiego, aby w zastępstwie Sekre- 
tarza raczył odczytać listę obecności. Obecnymi byli (86): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Antoni 
Libiszewski. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Ludwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Stan. 
Miączyński. Alojzy Biernacki. Józef Ziemięcki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. 
Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbczewski. Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. Wincenty 
Chełmicki. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Jan Rostworowski. Szczepan Świniarski. Jakób 
Okęcki. Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Adam Łu- 
szczewski. Franciszek Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. Józef 
Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Oharzewski. Jakób Piotrowski. Dominik 
Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. Lu- 
dwik Lutostański. Frań. Wołowski. Wojciech Chodecki. Antoni Zawadzki. 
Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. Józef hr. Małachowski. Teo- 
dor Jasieński. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 



— 208 — 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksawery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Amancyusz Zarczyński. Aleksander Ber- 
natowicz Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. J[ózef] Bohdan Zaleski. 

JW. Marszałek: »Mieliśmy dzisiejsze posiedzenie zacząć 
od połączenia się z Izbą Senatorską, i Senat już na nas ocze- 
kuje; gdy wszelako wskutek podanego wczoraj przez JW. Nie- 
mojowskiego wniosku Komisye wygotowały projekt wzglę- 
dem wyznaczenia delegacyi mającej się naradzać 
z Radą wojenną, w przedmiotach ściągających się 
(do) obrony i zaopatrzenia stolicy we wszystkie po- 
trzeby, gdy projekt ten, ile z objawionych wczoraj głosów 
sądzić można, zapewne większością przyjęty będzie, od dysku- 
syi nad nim zacząć nam wypada, aby Senat przed połączeniem 
się mógł go zatwierdzić, a na przypadek odrzucenia go, abyśmy, 
połączywszy się i względem niego zaraz wyrzekli. Zaczniemy 
więc od tego projektu, ile że spodziewam się, iż dyskusya nad 
nim długo nie potrwa. Zapraszam J W. Z w i e r k o w s k i e g o 
do odczytania projektu«. 

JW. Zwierkowski (czyta): 

»Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek Komisy ów 
sejmowych i po wysłuchaniu ich zdania, zważywszy prze- 
ważne okoliczności, w jakich się stolica z powodu zbliżenia 
nieprzyjaciela znajduje, uchwaliły i uchwalają, co następuje: 

Art. 1. Do Rady wojennej miasta stołecznego Warszawy 
w stanie oblężenia zostającego Izba Senatorska i Izba Po- 
selska wybiorą z grona swego Delegacyę z trzech Członków 
złożoną, t. j. z jednego Senatora i dwóch Posłów lub Depu- 
towanych. 

Art. 2. Delegacya powyższym artykułem oznaczona znie- 
sie się niezwłocznie z Gubernatorem miasta Warszawy i wspól- 
nie z nim i Radą wojenną naradzać się będzie w przedmiotach, 
ściągających się do obrony i zaopatrzenia stoiicy we wszystkie 
potrzeby. 

Art. 3. Z czynności swoich zdadzą delegowani w swym 
czasie we właściwych Izbach raport; w ważnych zaś okoliczno- 



— 209 — 

ściach Delegacya winna będzie odnieść się do decyzyi Izb sej- 
mowych. 

Art. 4. Wykonanie niniejszej uchwały poleca się Prezy- 
dującemu w Senacie i Marszałkowi Izby Poselskiej «. 

JW. Marszałek: » Jeżeli projekt ten jednomyślnie przyjęty 
zostanie, więc niema potrzeby wotować na niego«. 

JW. Niesiołowski: »Materya jest ważna i trzeba wotować. 
Ja sam jestem przeciwnego zdania, albowiem, kiedy całego 
kraju obronę powierzyliśmy Naczelnemu Wodzowi, nie należy 
wglądać w jego czynności. On znajdzie osoby, którym obronę 
stolicy powierzy«. 

JW. Niemojowski: »Stosownie do decyzyi Izby Rząd Naro- 
dowy wezwał na Radę Komisye, Gubernatora, dowódcę Gwar- 
dyi Narodowej i Ministra wojny. Rząd Narodowy, nie zrozu- 
miawszy wniosku i myśli Izby, rozumiał, iż zamiarem jest 
naszym wdawać się w czynności wojenne, i zawiadomił Komi- 
sye sejmowe, iż już przez Naczelnego Wodza wyznaczona 
jest Rada wojenna, która ma radzić w przedmiotach ściąga- 
jących się do obrony i zaopatrzenia stolicy, i wezwał Komisye, 
ażeby, jeżeli im się zdawać będzie, wyznaczyły z grona swego 
członków do tej narady wojennej w ilości, jaką za stosowną 
uznają, podobnie jak wyznaczona była delegacya do walnej 
Rady. Komisye po obszernych dyskusyach przychyliły się do 
wniosku tego i pogodziły go z myślą wniosku mojego, który 
teraz pod światło Izby poddaję. Z wyrazów wniosku tego po- 
kazuje się, iż nie chodzi tutaj o tamowanie działań Rady wo- 
jennej i mieszanie się w czynności Wodza Naczelnego, lecz 
że to jest tylko, iż tak nazwę, straż i kontrola, czy jakie po- 
trzebne środki pominięte nie będą; we wszystkich zaś ważniej- 
szych wypadkach Delegacya ta winna się odnosić do decyzyi 
Izb obudwóch. Zarzut więc przez JW. Niesiołowskiego uczyniony 
jest niestosowny, bo tu nie jest zamiarem naszym ani zaufania 
przez Naród w Naczelnym Wodzu położonego osłabiać, ani 
wdawać się w operacye wojenne i inne czynności tej Rady 
z głosem stanowczym«. 

JW. Śląski: » Właśnie dlatego, że dnia wczorajszego na 
Komisyach zwrócona była uwaga, aby wybrać się mająca dele- 
gacya w naradach nie miała stanowczego głosu, a to na tej 
zasadzie, że Izba prawodawcza nie ma możności mieszania 

Dyaryusz T. VI. 14 



— 210 — 

się do działań władzy wykonawczej, tym czasem widzę, iż 
w art. 2-gim projektu tego linia demarkacyjna nie dosyć jasno 
jest oznaczona, czyli Delegacya ta ma mieć w naradach głos 
doradczy, czyli też stanowczy? Radziłbym, aby ta wątpliwość 
względem głosu w naradach wyjaśnioną była, bo jeżeli Dele- 
gacya ta ma mieć w naradach głos doradczy, jestem za pro- 
jektem, jeżeli zaś stanowczy, oświadczam się przeciwko pro- 
jektowi. W drugim bowiem razie członkowie ci, będąc członkami 
władzy wykonawczej, przyjmowaliby niejako obowiązek i prawa 
komitetu obrończego; chciałbym zatem, ażeby wyraźnie powie- 
dzieć, że Członkowie ci w Radzie wojennej zasiadać będą 
z głosem doradczym«. 

JW. Szaniecki: »Dla zaspokojenia troskliwości JW. Niesio- 
łowskiego wypadałoby przynajmniej co do tego punktu odczy- 
tać żądanie Rządu Narodowego. Tam się przekonamy, że wy- 
znaczenie podobnej delegacyi od Izb jest życzeniem Ministra 
wojny, a zatem tego, który jest na czele Rady wojennej; uwa- 
żał on, owszem, że Izby mają prawo kontrolować i interesować 
się wszystkiem. Nie sądzę więc, aby wyznaczony komitet był 
przeszkodą czynnościom wojennym; owszem, będzie pomocą, 
a będąc niejako wypływem z Izb, będzie Izby zawiadamiał 
o stanie, w jakim się stolica znajduje, abyśmy w czasie swoim 
mogli jej przyjść w pomoc z potrzebnemi prawami. Na to zgo- 
dziły się wczoraj Komisye jednomyślnie, i sądzę, że przedmiot 
ten dalszej dyskusyi ulegać nie powinien «. 

JW. Marszałek: »Oto są wyrazy odezwy Rządu Naro- 
dowego 1 ): »... Z tego względu proponował Minister wojny, do 
którego opinii Rząd się zupełnie przychylił, aby, zamiast oso- 
bnego komitetu [albo z tego komitetu], Izby delegowały kilku 
Członków do rzeczonej wyżej Rady wojennej tak, jak to miało 



*) Początek tej odezwy — według allegatów — brzmiał: [WWarszawie 
dnia 3 sierpnia r. 1831. 

»Rząd Narodowy do JW. Marszałka Izby Poselskiej. 

Odebrawszy wezwanie JW. Marszalka Izby Poselskiej z daty dzi- 
siejszej, aby polecić Gubernatorowi i Dowódcy gwardyi Narodowej miasta 
Stgo Warszawy znajdowanie się na posiedzeniu dzisiejszym Komisyi Sej- 
mowych, naradzić się mających nad projektem do komitetu z obu Izb 
wybranego, gwoli obmyślenia środków obrony stolicy; zasiągnąwszy zda- 
nia obecnego właśnie na posiedzeniu Rządu Ministra Wojny ma honor 
za pośrednictwem JWgo Marszałka oświadczyć Izbie co następuje: 



— 211 — 

miejsce w Radzie wojennej nadzwyczajnej d. 27 lipca odbytej. 
I tu zwrócić jeszcze uwagę Izb Rząd Narodowy ma sobie za 
obowiązek, źe liczba tych delegatów powinna być bardzo ogra- 
niczona przez wzgląd na potrzebę zachowania największej 
tajemnicy «. 

Więc Rząd Narodowy i Minister wojny zgadzają się, 
ażeby nie oddzielny komitet był postanowiony, ale aby Człon- 
kowie z Izb do tej Rady delegowani byli«. 

JW. Niesiołowski: »Jeżeli art. 2-gi podług uwagi JW. Ślą- 
skiego poprawionym zostanie, wtedy przeciwny projektowi nie 
jestem, bo gdyby osoby cywilne miały mieć na Radzie wojen- 
nej głos stanowczy, byłbym zawsze projektowi temu przeciwny, 
gdyżby tylko przeszkadzali^. 

JW. Marszałek: »Upraszam JW. Śląskiego o odczytanie 
redakcyi art. 2-go stosownie do uwagi przez niego przyto- 
czonej «. 

JW. Śląski: »Art. 2-gi. Delegacya powyższym artykułem 
oznaczona zniesie się niezwłocznie z Gubernatorem miasta 
Warszawy i wspólnie z nim i Radą wojenną naradzać się 
będzie w przedmiotach ściągających się do obrony i zaopa- 
trzenia stolicy we wszystkie potrzeby, mając atoli w tej Radzie 
jedynie głos doradczy«. 

JW. Zwierkowski : »Poniewaź w tym artykule użyto wy- 
rażenia: naradzać się — projektowany dodatek wcale jest 
niepotrzebny. Gdyby było wyrażone: stanowić — byłoby co 
innego, i nie miałbym nic przeciwko temu dodatkowi. Przez 
stanowienie podobnej delegacyi, chce tylko Reprezentacya wie- 
dzieć o przedsiębranych środkach względem obrony, a w wa- 
żnych okolicznościach mieć wczesną wiadomość, aby przyjść 
mogła w pomoc z siłami moralnemi, jakie zalecał i żądał 



Wskutku uchwały Izb z d. 24: stycznia kierunek siły zbrojnej na- 
leży wyłącznie do Naczelnego Wodza, a zatem do niego należy i obmy- 
ślenie środków obrony Stolicy. W tym celu Wódz Naczelny już od nieja- 
kiego czasu wyznaczył pod prezydencyą Gubernatora Radę wojenną, 
trudniącą się tym przedmiotem. Izby są władzą prawodawczą. Władza 
wykonawcza jest podzielona między Rząd Narodowy i Wodza Naczelnego, 
i w niej Izby żadnego udziału brać nie powinnyby, unikając zamieszania 
przyjętego raz systematu rządowego co do separacyi władz. Sejm jednak 
ma niezaprzeczone prawa kontroli«... [Dalszy ciąg w tekście. P. W.]. 

14* 



— 212 — 

Wódz Naczelny w czasie zwołania Rady nadzwyczajnej. Ten 
jest główny cel stanowienia tej Delegacyi«. 

JW. Jełowicki : »Pozwolą szanowni koledzy powiedzieć kilka 
słów co do ogółu. Po uczynionym wczoraj wniosku spodzie- 
wałem się, że projekt ten będzie obszerniejszy i więcej arty- 
kułów zawierać; spodziewałem się, że będzie nam szło, aby 
był wskazany sposób do bezpośredniego współdziałania. Tego 
rodzaju uczestnictwo nadałoby więcej sprężystości, aniżeli ci 
Członkowie, którzy z głosem doradczym zasiadać, a Izbie do- 
nosić będą. Do tego zdaje mi się, iż projekt ten nie odpowiada 
myśli wniosku JW. Wartskiego, który mówił, że idzie tutaj 
o bezpośrednie współdziałanie w obronie Warszawy i o czynne 
radzenie w sprawie ogólnej«. 

JW. Rostworowski: »Winienem objaśnić kolegę JW. Jeło- 
wickiego, że właśnie na wczorajszem posiedzeniu Komisyów 
tę samą uwagę naszą kolega Szydłowiecki sprostował w ten 
sposób, że właśnie otwarte są listy u Gubernatora, w których 
codziennie zapisują się ci, którzy osobiście, bezpośrednio, bro- 
nić chcą Warszawy«. 

JW. Jełowicki: »Ja wiem, że każdy z nas gotów jest dzielić 
niebezpieczeństwo, ale tu idzie o rozdysponowanie naszych 
osób tak, abyśmy zawsze w tern działaniu ile można byli naj- 
użyteczniejsicc 

JW. Marszałek: »Porządek rządów reprezentacyjnych od 
tego zawisł, żeby między władzami było stałe rozgraniczenie. My 
jesteśmy władzą prawodawczą; służy nam przeto prawo kon- 
trolowania władz wykonawczych w dopełnieniu praw, które 
stanowimy, ale nie możemy wdzierać się bezpośrednio w wła- 
dzę wykonawczą i takową kierować. Zaprojektowana Delega- 
cya będzie bardzo użyteczna, o ile będzie miała dozór nad 
środkami obrony stolicy; lecz nie wypada nam brać na siebie 
uskutecznienia tychże środków. Wolno jest każdemu z nas 
działać z osoby, jeżeli chce działać jak żołnierz; wolno jeszcze 
jest działać każdemu z nas jako gorliwemu obywatelowi, ale 
jako Członkowi Izby Poselskiej działanie nasze ograniczać się 
powinno dozorem i radą«. 

JW. Modliński: » Właśnie do wyjaśnienia JW. Marszałka 
potrzebaby z większą pewnością to wykazać, czyli każdy 
z nas ma prawo należeć do podobnego działania, bo gdyby 



— 213 — 

tak było, Izba stałaby się wkrótce rozprzężoną; ja zaś rozu- 
miem, źe każdy z nas nie zależy od woli swojej, ale od woli 
Izby«. 

JW. Marszałek: »Mówiąc, iż nam wolno prywatnie pełnić 
służbę żołnierza, oczywiście, żem przez to rozumiał: w chwi- 
lach wolnych od obrad — gdym rozróżnił powinności 
obywatela od powinności Posła. Wszakże będziem mieli czas 
na jedno i na drugie. Sesya solwuje się zwykle o godzinie 
3-ciej, każdy więc po krótkim obiedzie może wziąć karabin na 
ramię, iść na okopy, walczyć z nieprzyjacielem i wrócić dnia 
następnego na sesyę«. 

JW. Nśemojowski : »Redakcya przez JW. Śląskiego proje- 
ktowana ubliżałaby godności Izby Poselskiej i gdyby przyjętą 
być miała, lepiej cały projekt odrzucić. Nie rozumiem, jak 
w naradach można mieć głos doradczy. Jeżeli w decyzyi ma 
się mieć głos doradczy, to wcale co innego. W naradach mieć 
głos doradczy to jest nie do pojęcia, i wcale nie rozumiem, 
jaka myśl w tern być może«. 

JW. Chomentowski: »Jabym redakcyę artykułu tego w ten 
sposób proponował, że komitet ten przedsiębrany w naradach 
atentować będzie«. 

JW. Morozewicz: »Można być jednego zdania co do rzeczy, 
a różnego co do wyrażenia. Komitet ten może w naradach 
zasiadać, a w nich mieć głos doradczy«. 

JW. Klimontowicz : »Albo ustanówmy tę Delegacyę, albo 
dajmy pokój wszystkiemu. Jeżeli mamy stanowić, stanówmy 
jak należy, jak godność Izby wymaga bez jej upodlenia. Gdy- 
byśmy delegatów naszych wysłali z głosem doradczym, zrobi- 
libyśmy ich w Radzie wojennej nic nieznaczącymi. Ubliżałoby to 
powadze Izb, które mają władzę królewską i są wyższą władzą 
nad wszystkie w kraju. Jeżeli dlatego, aby sekret był zacho- 
wany, mamy do tej Delegacyi wybrać 3 Członków, jak Rząd 
Narodowy życzył, wybierzmy ich z władzą innym członkom 
tej Rady równą, aby z nimi wspólnie radzić, wspólnie o wszy- 
stkiem decydować mogli. Wszakże Rada ta składać się będzie 
z więcej zapewne jak trzech Członków, bo może najmniej 
z sześciu lub więcej, to choćby delegaci nasi byli w zdaniu 
im przeciwni, większość kresek zawsze na ich stronę prze- 
waży. Dla nas zawsze będzie ta korzyść, iż w każdym razie 



— 214 — 

Członkowie ci będą mogli Sejm zawiadomić o niebezpieczeń- 
stwie; oni bowiem będą niejako plenipotentami naszymi, któ- 
rych obowiązkiem będzie czuwać nad sprawą publiczną. Jestem 
więc zdania, ażeby przez JW. Wartskiego uczyniony wniosek 
przyjąć bez żadnej odmianya. 

JW. Wężyk: »Zdaje mi się, że tym delegatom ani głosu 
stanowczego, ani doradczego dać nie można. Gdyby mieli głos 
stanowczy, ten byłby przeważny, zwłaszcza, gdy im będzie 
zostawiona możność odwołania się do Izb. Jeżeliby mieli głos 
(doradczy), nastąpi taż sama przewaga przy równej możności 
odwołania się do sejmu. Delegatom tym nie należy dać żadnej 
przewagi; wypada tylko, ażeby oni czuwali, kontrolowali i gdy, 
uznają potrzebę, udawali się do Sejmu, a zatem przy naradach 
winni być tylko obecnymi bez żadnego głosu«. 

JW. Nakwaski: »Proszę o odczytanie jeszcze raz całego 
projektu, bo teraz zdania mego otworzyć nie mogę, poczem 
zamawiam sobie głos«. 

Głosy: » Prosimy o odczytanie i wotowanie!« 

JW. Marszałek: »Ponieważ wielu Członków zgadza się z ży- 
czeniem JW. Nakwaskiego, odczytam jeszcze raz cały projekt 
a potem poddam pod decyzyę Izby w ten sposób: czyli go 
przyjmie bez żadnej odmiany, lub nie?« 

JW. Marszałek, odczytawszy projekt, podał następującą 
kwestyę: 

»K to jest za przyjęciem tego projektu bez ża- 
dnej zmiany, powstać rączyce 

Nim przystąpiono do zadecydowania, zażądał głosu JW. 
Śląski: »Prawo chce, żeby projekt na trzy dni przed wprowa- 
dzeniem go do Izby jej Członkom był rozdany. Nie stało się 
tak z tym projektem, chociaż materya ta jest ważna. Kiedyśmy 
formalność tę pominęli, nie należy tamować dyskusyi dlatego, 
że kilkanaście głosów daje się słyszeć względem wotowania. 
Jestem zdania, żeby szczególne artykuły projektu tego odczy- 
tywać i nad nimi dyskutowaćc. 

JW. Marszałek: »W okolicznościach tak stanowczych, jak 
obecne, może być zbyt nagła potrzeba projektu, żeby można 
trzy dni się nad nim namyślać: tej natury zdaje mi się być 
wprowadzony projekt. Ja nie narzucam nigdy nikomu mojej 
opinii. Izba decydować będzie, czyli życzy sobie zaprowadzić 



— 215 — 

jakie zmiany lub nie. Jeżeli większość okaże się za zmianą, 
rozpoczniemy w tym celu dyskusyę; jeżeli przeciwnie — 
przystąpimy do wotowania; to jest cel położonej przezemnie 
kwestyi«. 

JW. Jasieński: »Lubo zgadzam się z kolegą Śląskim, że 
formy, jakie prawo przepisuje, pominięte zostały, proponuję 
następujące kwestye, które prosiłbym, aby JW. Marszałek prze- 
dewszystkiem poddał Izbie pod decyzyę. Pierwsza: Czy zga- 
dzamy się na zasadę projektu tego, a następnie, jeżeli 
ta przyjętą będzie, ażebyśmy projekt ten szczegóło- 
wymi artykułami przechodzili «. 

JW. Marszałek: »Więc poddam pod decyzyę Izby, czyli 
zgadza się na przyjęcie ogólnej zasady: Kto jest za przy- 
jęciem zasady, powstać raczy «. 

— Prawie wszyscy powstali. — 

» A więc zasada projektu prawie jednomyśl- 
nością przyjętą została. Przystępuję do odczytania art. 
1-sz ego: 

»Do Rady Wojennej miasta stołecznego Warszawy w sta- 
nie oblężenia zostającego, Izba Senatorska i Izba Poselska 
wybiorą z grona swego Delegacyę z trzech Członków zło- 
żoną, t. j. z jednego Senatora i dwóch Posłów lub Depu- 
towanych^ 

»Zgadza się Izba na przyjęcie artykułu I-go bez zmiany ?« 

Głosy: »Zgoda! zgoda!« 

^Odczytam art. 2-gi: »Delegacya powyższym artykułem 
oznaczona zniesie się niezwłocznie z Gubernatorem miasta 
Warszawy i wspólnie z nim i Radą wojenną naradzać się bę- 
dzie w przedmiotach, ściągających się do obrony i zaopatrzenia 
stolicy we wszystkie potrzeby«. 

Kto jest za przyjęciem artykułu tego bez ża- 
dnej zmiany, powstać raczy«. 

— Prawie wszyscy powstali. — 

»A więc artykuł ten prawie jednomyślnością przy- 
jęty. Odczytam następnie ar t. 3-c i: »Z czynności swoich zdadzą 
delegowani w swym czasie we właściwych Izbach raport; 
w ważnych zaś okolicznościach delegacya winna będzie odnieść 
się do decyzyi Izb sejmowych«. 

JW. Jasieński : » W artykule tym nie jest dość jasno po- 



— 216 — 

wiedziane, kiedy delegowani ci w osobnych Izbach, a kiedy 
w połączonych raport zdawać mają?« 

JW. Marszałek: »Odpowiadając na wniosek JW. Jasień- 
skiego, niech mi wolno będzie zwrócić uwagę, że delegowani 
ci w odwołaniu się do decyzyi naszej zdawać b^dą raport 
w Izbach połączonych; raport zaś z czynności swojej każda 
delegacya zda we właściwych Izbach. Ta bowiem różnica wi- 
docznie się pokazuje w samymźe artykule: wszak powiedziane 
est, że: z czynności swojej zdadzą delegowani w swym cza- 
sie i we właściwych Izbach raport, w ważnych zaś okoliczno- 
ściach delegacya winna będzie odnieść się do decyzyi Izb 
sejmowych. Izby sejmowe są to Izby połączone, więc chyba 
dla zupełnego wyjaśnienia wypadałoby dodać: Izby sejmowe 
połącz o n e«. 

JW. Jasieński: »Przez Sejm rozumiem Izbę Senatorską 
i Izbę Poselską, które formują jedno ciało reprezentacyi Na- 
rodu. Więc gdyby delegacya ta w oddzielnych Izbach zdawała 
raport, samo się przez się rozumie, iż w takim razie jedna 
delegacya w jednej, druga w drugiej Izbie winna zdawać ra- 
port, a stąd wypadłby rodzaj nieporządku, boby w jednej Izbie 
inny, w drugiej także inny mógł być zdany«. 

JW. Marszałek: »Niech mi wolno zwrócić uwagę JW. Ja- 
sieńskiego, że gdzie idzie o opinie i o widoki na przyszłość, 
może zachodzić różnica co do zdań, ale gdzie chodzi o rzecz 
przeszłą, dwóch zdań różnych być nie może«. 

JW. Nakwaski: »Sądzę, że w artykule tym po wyrazach: 
w ważnych zaś okolicznościach delegacya winna 
będzie odnieść się do decyzyi Izb sejmowych — 
wypadałoby dodać: na żądanie jednego nawet z po- 
między trzech delegowanych. Uwagę tę tern popieram, 
że może jeden z nich będzie uważał potrzebę odwołania się 
do decyzyi Izb, a właśnie drugim dwom odwołanie to zdawać 
się może niepotrzebnem. Między trzema osobami jest to tak 
mała większość, że nawet jeden głos naszem zaufaniem za- 
szczycony powinien na nasz wzgląd zasługiwać«. 

JW. Marszałek: »Do tego artykułu są projektowane dwie 
zmiany, które Izba rozstrzygnąć zechce. Jedną zmianę pro- 
jektował JW. Jasieński, aby tak zdawanie spraw, jako 
też żądanie decyzyi następowało w Izbach połą- 



— 217 — 

czonych, a nigdy w rozłączonych. Kto popiera ten 
wniosek, powstać raczy «. 

— Większość powstała. — 

»A więc każde sprawozdanie delegowanych następować 
będzie w Izbach połączonych. Drugi wniosek bardzo ważny 
i samą potrzebą usprawiedliwiony projektuje JW. Nakwaski. 
Kto jest za przyjęciem dodatku do art. 3-go: a to na żą- 
danie każdego z tych delegowanych — powstać 
raczy«. 

Nim rozstrzygnięto tę kwestyę, kilku Członków zażądało 
redakcyi tego dodatku w ten sposób: a to na żądanie 
choćby jednego z tych delegowanych. Po odczytaniu 
tego dodatku JW. Marszałek podał kwestyę: Kto popiera 
dodatek ten tak zredagowany, powstać raczy«. 

Wszyscy powstali. 

JW. Marszałek: »Czy projekt ten przyjmie Izba jednomyśl- 
nie, czy też kto żądać będzie wotowania?« 

Przed zadecydowaniem zażądał głosu JW. Jełowicki: »Czyli 
jest wolą Izby, ażeby delegowani ci byli wybrani na zawsze, 
czyli też na czas ograniczony, bo żaden artykuł nie obejmuje 
o tern wzmianki. Możemy zrobić nieszczęśliwy wybór, gdyż 
nieomylności być nie może«. 

JW. Zwierkowski: »Art. 1-szy zaspakaja troskliwość JW. 
Jełowickiego. Powiedziane jest, iż Rada ta wraz z delegacyą 
ma czuwać nad stolicą w stanie oblężenia będącą; więc skoro 
niebezpieczeństwo oddalone zostanie, i Warszawa przestanie 
być zagrożoną, Rada wojenna ustanie, a tern samem i dele- 
gacyą «. 

JW. Godebski: »Nie mówiłem nic przeciwko projektowi; 
nie mówiłem nic przeciwko artykułom, lecz w tern miejscu 
sądzę być moim obowiązkiem do uwag słyszanych kilka słów 
dołożyć. Z tego, co tu mówione było, możnaby sądzić, iż 
w razie, gdyby nieprzyjaciel zbliżył się pod mury stolicy, 
zaraz się ta kwestya polityczna rozstrzygnie, że się pod- 
damy«. 

Głosy: »Nikt tego nie mówił! Nikt podobnie nie utrzy- 
mywało 

»Czemuż nie mamy powiedzieć, że się będziemy bronili 
dwa lub kilka miesięcy? Ja jestem przekonany, że wybrani 



— 218 — 

z Izb Członkowie będą jak najsprężyściej dopełniali obowią- 
zków swoich, ale czyliź nie może zajść przypadek potrzeby 
zmiany? W walce śmiertelnej, gdzie się bój na śmierć toczy, 
trzeba wszystko przewidzieć, i dlatego powinniśmy się przy- 
chylić do wniosku JW. Jełowickiego«. 

JW. Marszałek: ^Odpowiadając JW. Godebskiemu, czynię 
tę uwagę, iż wszędzie jest przyjęte, że kto daje nominacyę, 
może ją cofnąć, jeżeli zaufanie upada. Jeżeli więc i ci Człon- 
kowie, których wybierzemy, mieliby zawieść zaufanie nasze — 
czego wszakże nie przypuszczam — w takim razie bez żadnego 
zastrzeżenia podobnego w projekcie cofniemy nasz mandat 
i innych wy bierzemy «. 

JW. Godebski : » Jabym się zapytał, kto będzie kontrolował 
czynności tej deputacyi; więc my chyba będziemy sądem«. 

JW. Jasieński: »Rozumie się, że Izba w wybranych Człon- 
kach położywszy zupełne zaufanie, kontrolować ich nie będzie, 
boby to ubliżało godności Izb(y), gdyby tych delegatów po- 
zwoliła komukolwiekbądź kontrolować, Ale spostrzegam inną 
okoliczność pominiętą, i tak: na przypadek słabości lub nie- 
możności zasiadania którego z delegatów, kto ich zastępować 
będzie ?« 

JW. ftlorozewicz: »Nie byłoby zbytecznie, gdyby czas dla 
tych delegatów był ograniczonym 

JW. Godebski: »Bolesno mi jest, że niektórzy Członkowie 
myśl moją opacznie zrozumieli. Dalekim jest od tego, ażebym 
miał ubliżać godności Izby, owszem, sądzę, że nie wypada 
delegatów kontrolować. Chciałem tylko, ażebyśmy w ograni- 
czeniu dla delegatów czasu znaleść mogli rękojmię położonego 
w nich zaufania«. 

JW. Biernacki: »Nie dzielę zdania JW. Godebskiego, ażeby 
powtarzać wybory; to sprzeciwiałoby się zamiarowi zachowania 
tajemnicy, do czego mało osób potrzeba. Jestem przeciwko 
powtarzaniu wyborów z tego powodu, że nowi Członkowie 
potrzebowaliby zawsze znacznego czasu, zanimby się obznaj- 
mili z przedmiotami. Nadto idzie jeszcze o to, aby zmiany 
w opiniach nie było. Jestem za utrzymaniem projektu tak, jak 
nam był odczytanym. 

Głosy: »Prosimy o wotowanie!« 

JW. Wiszniewski : »Popierając zdanie JW. Godebskiego, do- 



— 219 — 

daję, że ani ślepe posłuszeństwo, ani ślepe zaufanie nie są wła- 
snością rządów reprezentacyjnych w narodach wolnych, sprzy- 
jają one bardziej despotyzmowi. Ślepe posłuszeństwo trwa 
dopóty, dopóki władza, która rozkazuje, nie zacznie nadużywać: 
dowodem tego jest nasza rewolucya. Co do ślepego zaufania, 
to ma granicę swoją dopóty, dopóki ci, którzy powierzają, nie 
powezmą podejrzenia, bo gdzie idzie o całość Ojczyzny, nie 
można nikomu ślepo zaufać. Sądzę, ażeby kwestya była podana 
nie tak, jak ją nam JW. Marszałek podał, ale w ten sposób, 
abydeputacya ta dopóty czynność swoją prowa- 
dziła, dopóki 10 Członków Izby nie zażądają jej 
z m i a ny«. 

JW. Zwierkowski: )>Spodziewać się należy, że wybrani 
Członkowie odpowiedzą naszemu zaufaniu. Co do wniosku JW. 
Wiszniewskiego, ażeby wybory następowały na żądanie dzie- 
sięciu Członków, byłoby zbytecznem, albowiem zmiana nastą- 
pić może na wniosek jednego, jeżeli większość Izby do tego 
się przychylne 

JW. Worcell: »Naieźy rzecz tę uważać ze stanowiska in- 
nego, jak JW. Zwierkowski określił. Zwykle, kiedy zachodzi 
przyczyna zmniejszania zaufania, powody są trudne, nie zale- 
żące od cnoty, charakteru osób, ale od nieznajomości rzeczy, 
i powody te tak są powikłane, że trudno jest je w Izbie po- 
pierać; jeżeli te są niedostateczne do pociągnięcia przed dysku- 
syę, zdania dziesięciu osób nie zasługują na powszechną uwagę: 
jeżeli zaś są tej natury, że przed przystąpieniem do dyskusyi 
znaczna część o nich się przekonała, nie będzie od rzeczy 
przystąpić do wyboru, jeżeli 10 Członków tego zażąda. I tak 
mamy przykład, iż na żądanie dziesięciu Członków może Izba 
przystąpić do zadecydowania względem zamienienia obrad pu- 
blicznych w wydział tajny. Dla podobnej przyczyny żąda JW. 
Wiszniewski, ażeby bez oznajmienia przyczyny na wniosek 
dziesięciu Członków Izba zdecydowała to pytanie, czyli mają 
nowe wybory nastąpić, a to dlatego, że materya ta jest tak 
delikatna, aby bez wyjawienia przyczyn zażądać można no- 
wych wyborów. Taka jest analogia między przypadkiem, kiedy 
sesya ma się odbywać przy drzwiach zamkniętych, a przy- 
padkiem, w którym dziesięciu Członków uzna potrzebę nowego 
wyboru«. 



— 220 — 

JW. ZwJerkowski: »Odpowiadając narzuconą kwestyę i na 
popierające ją głosy, oświadczam, iż bez tego zastrzeżenia je- 
steśmy w tym samym przypadku, bo i ci dziesięciu Członków 
wniosek swój poddają pod decyzyę Izby, nie mogą zaś stanowić 
nowego wyboru. Uważam przeto, iż jeżeli każdy z pojedyn- 
czych Członków wniosek podobny względem zmiany delegacyi 
w Izbie uczyni, i Izba przez większość przychyli się do niego, 
jest ten sam przypadek jak z wnioskiem podanym przez dzie- 
sięciu Członków«. 

JW. Kaczkowski: »Od 17 grudnia uwija się po Izbie prawie 
codziennie to wyrażenie: położyliśmy zaufanie — zau- 
fanie położyliśmy. Położyliśmy zaufanie w Dyktatorze, 
a jednak uczuliśmy potem potrzebę złożenia go; położyliśmy 
zaufanie w Rządzie Narodowym, a jednak chcieliśmy go zmie- 
nić; położyliśmy zaufanie w Wodzu, a jednak przeciwko niemu 
dały się słyszeć głosy. Takie doświadczenie powinnoby nas 
odstręczyć od pokładania tego zaufania, i dzisiejsze prawo, 
które chce ograniczać to zaufanie, powinnoby wziąć przewagę 
jako środek, któryby nam nie narzucał nieograniczonem zaufa- 
niem obdarzonych Członków«. 

JW. Worcell: » Analogia zupełnie jest ta sama, skoro ci 
dziesięciu nie będą stanowili nowych wyborów r , lecz przedstawią 
ich potrzebę«. 

JW. Zwierkowski: »Gdyby koniecznie potrzeba było dzie- 
sięciu, nastąpiłoby ścieśnienie praw jednego Członka Izby«. 

JW. Modliński: »Zgadzam się z wnioskiem JW. Wiszniew- 
skiego, bo tu nie idzie o to, aby ci dziesięciu decydowali 
względem wyboru, ale żeby przedstawili Izbie jego potrzebę, 
albowiem zgadzam się z JW. Kaczkowskim co do ufności, że 
położyliśmy ufność w Dyktatorze, ufność w Rządzie, ufność 
w Naczelnym Wodzu, a skutków tego zaufania nie odbieramy. 
Mamy oto obwinionych, a nie mamy na nich wyroków, na 
które z utęsknieniem każdy mieszkaniec kraju oczekuje«. 

JW. Marszałek: »A zatem stosownie do słyszanych tu gło- 
sów myślę podać taką kwestyę, aby ta delegacya dopóty 
trwała, dopóki dziesięciu Członków Izby zmiany 
jej nie zażąda«. 

JW. Biernacki: » Jestem zdania, iż byłoby najdogodniej, 
ażeby raz wyznaczona Delegacya trwała dopotąd, dopóki War- 



— 221 — 

szawa nie przestanie być w stanie oblężenia. Jeżeli zaś prze- 
ważna jest opinia w Izbie, ażeby żądana zmiana mogła mieć 
miejsce, zapewne zgodzi się Izba, ażeby dziesięciu tylko Człon- 
kom Izby wolno było żądać nowych wyborów, do których Izba 
będzie mogła przystąpić, lub nie, bo to już od jej decyzyi za- 
leżeć będzie«. 

JW. Marszałek: »Właśnie położona przezemnie kwestya 
odpowiada zupełnie myśli JW. Biernackiego, bo tak brzmi: 
aby ta delegacya dopóty trwała, dopóki dziesięciu 
Członków Izby nie zażąda nowych wyborów. Jakież 
zaś będzie zażądanie nowych wyborów? Oto, że ci dziesięciu 
odwołują się do Izby: żądamy nowych wyborów — a Izba wy- 
biera tych samych lub innych«. 

JW. Biernacki: »Luboby to było prawie to samo, z tern 
wszystkiem, gdy wiemy, ile to czasu zabierają nam każde wy- 
bory, wypadałoby dla skrócenia czasu powiedzieć, czy Izby 
koniecznie na żądanie tych dziesięciu Członków mogą przy- 
stąpić do nowych wyborówcc 

JW. Szaniecki : »Kwestya nie jest jeszcze położona, i dla- 
tego głos zabieram. Wtenczas, gdyśmy wybrali deputacyę do 
strzeżenia i kontrolowania czynności Dyktatora, nie było ża- 
dnych względem niej zastrzeżeń, i nie stanowiliśmy dozorców 
nad dozorcami. Wtenczas, gdy jeden członek delegacyi nie 
będzie miał ufności w przedsiębranych przez Radę środkach, 
wolno mu będzie z dziesięciu i dwudziestu Członkami poro- 
zumieć się; wtenczas ta reszta może wniosek jego w Izbie 
poprzeć, i Izba względem niego zadecyduje; ale, aby na wnio- 
sek tych dziesięciu delegacyi tej czynności ustać miały, to po- 
ciąga koniecznie za sobą tłómaczenia, i tłómaczeń za tłóma- 
czeniami byłoby bez końca. Jestem za tern, ażeby ten projekt 
przyjąć tak, jak jest zredagowanym 

JW. Marszałek: » Jeszcze raz odczytuję kwestyę: Aby De- 
legacya ta dopóty trwała niezmiennie, dopóki 
dziesięciu Członków z Izb połączonych nie za- 
żąda, a Izby połączone nie uchwalą nowych wy- 
borowa. 

— Głosy: »Zgoda! zgoda!« 

»A zatem kto popiera kwestyę odczytaną, pow- 
stać raczy«. 



— 222 — 

— Większość powstała. — 

»A zatem przyjęty dodatek domieści się do art. l-szego«. 

Głosy: »Zgoda! zgoda!« 

JW. Nakwaski: »Niema położonego sposobu wyborów; 
inaczej wybieraliśmy Rząd, inaczej Komisye, inaczej depu- 
tacyę«. 

JW. Marszałek: »Jak przystąpimy do wyborów, co nastąpić 
może po zatwierdzeniu projektu tego przez Senat, wtedy mó- 
wić będziemy o sposobie wyborowa. 

JW. Morozewicz : »Uwaźając ten projekt, zdawałoby się, iż 
wybory w Izbach połączonych odbyte być powinny. Nie wiem, 
czyli jest konieczna potrzeba, aby wybór w Izbach połączonych 
następowała 

JW. Marszałek: »Gdy zdawanie raportów przez tę delega- 
cyę, jako też zasięganie decyzyi od Sejmu w Izbach połączonych 
odbywać się będzie, zdawałoby się, ażeby i wybory w Izbach 
połączonych następowały«. 

JW. Biernacki: »Muszę wyznać, iż najsilniejsze mam prze- 
konanie, że rezultat wotowania był wątpliwy, więc proszę 
o powtórzenie tej samej kwestyi«. 

JW. Marszałek: »Uważaliśmy wszyscy, że większość była 
powstających, i nikt się naówczas przeciwko temu nie prote- 
stował. Gdy jednakże JW. Pan, choć późno, zarzucasz wątpli- 
wość, wolno próbę powtórzyć, lecz na tej samej kwestyi«. 

JW. Modliński: »Ja sam i wielu Członków uważaliśmy, 
że była w powstaniu większość. Jeżeli mamy na tę kwestyę 
powtórnie wotować, rozstrzygnijmy pierwej, czy mamy wo- 
tować?« 

JW. Marszałek: »Czy była wątpliwość, czy nie, pokaże się 
to, gdyż pewnie ci sami Członkowie powstaną, którzy przed- 
tem powstali. Kwestya była następująca: Aby ta delegacya 
dopóty trwała, dopóki dziesięciu Członków z Izb 
połączonych nie zażąda i połączone Izby nie 
uchwalą nowych wyborów. Kto popiera tę kwestyę, 
powstać raczy«. 

— Większość powstała. — 

»A więc pokazuje się, że nie było i nie masz wątpli- 
wości. Teraz przystąpimy do wotowania, jeżeli kto żądać 
będzie«. 



— 223 — 

JW. Jasieński: »Ale należy uczynić dodatek względem 
zastępców na przypadek słabości lub niemożności 
którego z delegatów «. 

JW. Marszałek: »Kto popiera wniosek JW. Jasieńskiego, 
powstać raczy«. 

— Mniejszość powstała. — 

»Przystępujemy do wotowania nad ogółem. Jeżeli nikt 
nie jest przeciwko projektowi, uważany będzie, jakoby był je- 
dnomyślnością przyjęty«. 

Głosy: » Jednomyślnością !« 

JW. Śląski: »Ja protestuję przeciwko jednomyślności i żą- 
dam wotowania«. 

JW. [Marszałek]: »Nim jednak przystąpimy do wotowania, 
JW. Zwierkowski raczy odczytać projekt do prawa tak, jak 
został poprawionym 

JW. Zwierkowski czyta: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek 
Komisyi sejmowych i po wysłuchaniu ich zdania, 
zważywszy przeważne okoliczności, w jakich się 
stolica z powodu zbliżenia nieprzyjaciela znaj- 
duje, uchwaliły i uchwalają co następuje: 

Art. 1. Do Rady wojennej miasta stołecznego 
Warszawy w stanie oblężenia zostającego Izba Se- 
natorska i Izba Poselska wybiorą z grona swego 
Delegacyę z trzech Członków złożoną, t.j. zjednego 
Senatora i dwóch Posłów lub Deputowanych. Dele- 
gacya[ta] dopóty niezmiennie trwać będzie, dopóki 
10 Członków z Izb połączonych nie zażąda, a Izby 
połączone nie uchwalą nowych wyborów. 

Art. 2. Delegacya powyższym artykułem ozna- 
czona zniesie się niezwłocznie z Gubernatorem 
miasta Warszawy i wspólnie z nim i Radą wojenną 
naradzaćsię będzie w przedmiotach, ściągających 
się do obrony i zaopatrzenia stolicy we wszystkie 
potrzeby. 

Art. 3. Z czynności swoich zdadzą delegowani 
w swym czasie w Izbach połączonych raport; w wa- 
żnych zaś okolicznościach delegacya winna bę 
dzie odnieść się do decyzyi Izb sejmowych, a to 



— 224 — 

na żądanie choćby jednego z [tych] delego- 
wanych. 

Art. 4. Wykonanie niniejszej uchwały poleca 
się Prezy duj ą cemu w Senacie i Marszałkowi Izby 
Po selskiej«, 

Po przeczytaniu JW. Marszałek zaprosił na asesorów JJ W W. 
Kozłowskiego, Niesiołowskiego, Obniskiego i Pli- 
chtę, podał zaś następującą kwestyę: Kto za utrzymaniem 
projektu — affirmative, kto za odrzuceniem — 
n egati ve«. 

Województwo Krakowskie. P o słowie : JJWW. Teodor Ślą- 
ski negat. Wiktor Łuniewski affir. Michał Gostkowski negat. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński affir. Jan Olrych Szanie- 
cki affir. 

Województwo Sandomierskie. Posłowie. JJWW. Antoni 
Libiszewski affir. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski affir. Jan Pusztynika 
affir. Ignacy Żeleński affir. Ludwik Łempicki affir. Jan Posturzyński affir. 

Województwo Kaliskie. Posłowie: JJWW. Bonawentura 
Niemojowski affir. Marcin Radoński affir. Stan. Kaczkowski affir. Kantor- 
bery Tymowski affir. Wład. hr. Ostrowski affir. Ignacy Morzkowski affir. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski affir. Antoni Rembow- 
ski affir. Alojzy Biernacki affir. Ksawery Biedrzycki affir. 

Województwo Lubelskie. Posłowie: JJWW. Kalikst Moro- 
zewicz negat. Ksawery hr. Niesiołowski negat. Ignacy Bielski negat. Alojzy 
hr. Poletyłło negat. Tomasz br. Wyszyński affir. Feliks Doliński negat. 

Deputowani: JW. Andrzej Mazurkiewicz negat. 

Województwo Płockie. Posłowie: JJWW. Jan Turski affir. 
Paweł Grąbczewski affir. Maryan Cissowski affir. Konstanty Witkowski 
affir. Wincenty Chełmicki affir. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski negat. Kajetan Kozłow- 
ski affir. 

Województwo Mazowieckie. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Szymanowski affir. Jan Rostworowski negat. Szczepan Świniarski ne- 
gat. Jakób Okęcki affir. Antoni Plichta affir. Frań. Dąbrowski affir. Ignacy 
Starzyński negat. Adam Łuszczewski affir. Frań. Trzciński affir. Eugeni 
Słubicki affir. Józef Kretkowski affir. Józef Modliński negat. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski affir. Jakób Piotrowski affir. 
Dominik Krysiński affir. Józef Brinken affir. Michał Piotrowski affir. Wa- 
lenty Zwierkowski affir. Ludwik Lutostański affir. Frań. Wołowski affir. 
Augustyn Morzkowski affir. Wojciech Chodecki affir. Antoni Zawadzki affir. 
Walenty Żwan affir. 



— 225 — 

Województwo Podlaskie. Posłowie: JJWW. Feliks Mar- 
kowski affir. Frań. Zalewski negat. Ignacy Wężyk affir. Józef hr. Mała- 
chowski negat. Teodor Jasieński affir. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Obniski affir. Feliks Gumow- 
ski affir. 

Województwo Augustowskie. Posłowie: JJWW. Antoni 
Bykowski affir. Józef hr. Starzeński negat. Jan Augustowski affir. Frań. 
Kisielnicki affir. Wincenty Gawroński affir. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz affir. Józef Wiszniew- 
ski affir. 

Województwo Wołyńskie. Posłowie: JJWW. Narcyz hr. 
Olizar affir. Ksawery Godebski affir. Stan. hr. Worcell affir. 

Województwo Podolskie. Posłowie: JJWW. Aleksander Je- 
łowicki affir. Ksawery Sabbatyn affir. Amancyusz Zarczyński afffir. Ale- 
ksander Bernatowicz affir. Henryk Nakwaski affir. 

Województwo Kijowskie. Posłowie: JJWW. Daniel Tcho- 
rzewski affir. [Józef] Bohdan Zaleski affir. 

JW. Marszałek: »Projekt zatem większością gło- 
sów 66 przeciwko 17 przyjęty został. Sesya solwuje 
się do godziny 11 do dnia jutrzejszego w Izbach połączonych, 
bo od 10 będzie się Senat zatrudniał rozbiorem tego projektu. 
Na dzień jutrzejszy porządek dzienny: Wybór Senatorów 
Kasztelanów, po wysłuchaniu zdania sprawy Korni- 
syi dyplomatycznej względem odezwy do Węgrzy- 
nów, i projekt regulaminu Izb«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izb połączonych z cL 5 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izb obu w sali tronowej od- 
czytana została lista obecności Posłów i Deputowanych. Byli 
obecnymi (78): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniecki. 
Dyaryusz T. VI. 15 



— 226 — 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Antoni 
Libiszewski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski. Ignacy Żeleński. Lu- 
dwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Józef Ziemięcki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. [Kalikst Mo- 
rozewicz]. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. 
Józef Swirski. Feliks Doliński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbczewski. Maryan Cissowski. [Konstanty Witkowski]. Wincenty 
Chełmicki. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 
Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ja- 
kób Okęcki. Frań. Dąbrowski. Adam Łuszczewski. Frań. Trzciński. Eugeni 
Słubicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jakób Piotrowski. Dominik Krysiński. Józef 
Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. 
Frań. Wołowski. Wojciech Chodecki. Antoni Zawadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. Józef hr. 
Małachowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Ksawery 
Sabbatyn. Amancyusz Zarczyński. Aleksander Bernatowicz. Henryk Na- 
kwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski [Józef] Bohdan Zaleski. 

Później nadeszli (13): 

JJWW. Morzkowski August. Tomasz br. Wyszyński. Jan Rostwo- 
rowski. Aleksander Jełowicki. Jan Pusztynika. Jakób Malinowski. Teodor 
Jasieński. Klemens Witkowski. Ludwik Bieniecki. Ksawery Godebski. Jan 
Charzewski. Stan. hr. Miączyński. Antoni Plichta. 



— 227 — 

Potem odczytana została lista obecności Senatorów. 
Byli obecnymi (21): 

.IW. Wojewoda Wodzicki Prezydujący w Senacie. 

Biskupi: JJWW. Prażmowski, Biskup płocki. Dzięcielski, Biskup 
lubelski. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński Antoni. Kochanowski Michał. 
Wodziński Maciej. Ostrowski hr. Antoni. 

Kasztelanowie: JJWW. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Ka- 
jetan. Męciński hr. Wojciech. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. Bień- 
kowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian Kajetan. Krasiński hr. 
Józef. Walchnowski Andrzej. Wężyk Frań. Łubieński hr. Piotr. Małachow- 
ski hr. Ludwik. Ostrowski Wojciech. 

JW. Marszałek: »Nim przystąpimy do porządku dziennego, 
mam zakomunikować prześwietnej Izbie Poselskiej odezwę 
od Komisji rządowej wyznań religijnych i oświe- 
cenia publicznego, którą JW. Zwierkowski odczy- 
tać raczy «. 

(JW. Zwierkowski czyta): [»W Warszawie d. 5 Sierpnia 1831], 

»Komisya rządowa wyznań religijnych i oświe- 
cenia publicznego do Izby Poselskiej. 

»Poniewaź w dniu jutrzejszym, t. j. w sobotę, jako święto 
Przemienienia Pańskiego, odbywać się będzie we wszystkich 
kościołach stolicy nabożeństwo szczególniej dla ubłagania Naj- 
wyższego o błogosławieństwo dla oręża polskiego, przeto Ko- 
misya rządowa, zawiadamiając Izbę Poselską, ma zaszczyt 
zaprosić ją na takowe nabożeństwo do kościoła metropolital- 
nego na godz. 11 zranacc 

[Za Ministra Prezydującego (podp.) Prażmowski. Za 
Sekr. Jlnego Kamieński]. 

JW. Tymowski: » Jutro mamy sesyę; jest to nasz obowią- 
zek, na nabożeństwie zatem znajdować się nie możemyc 

JW. Marszałek: »Jest to nabożeństwo mające wyjednać 
błogosławieństwo orężowi naszemu; dlatego możemy podobno 
sesyę odłożyć«. 

JW. Tymowski: »Najlepszem jest nabożeństwem dopełnie- 
nie swoich powinności. Wojskowy dopełnia swojej powinności 
w boju, a my w radzie«. 

JW. Marszałek: »Bardzo sprawiedliwa jest ta uwaga, jeżeli 
tak nagłe są przedmioty, że ich zwłoka może być z uszczerb- 

16* 



— 228 — 

kiem dla kraju: Czy tak jest, odwołuję się w tern do zdania 
JW. Tymowskiego« 

JW. Wężyk: »Moglibyśmy jutro dwom celom zadosyć 
uczynić; zrana o 4 pójść na okopy, a potem wrócić na nabo- 
żeństwom. 

JW. Henryk S^akwaski: »Jestem zdania, abyśmy nabożeń- 
stwo odłożyli do niedzieli. W dzisiejszych czasach wszystko 
ustąpić powinno naradom sejmowym. Jutro jest dzień sobotni; 
będą ważne interpelacye; są nawet nowe do zrobienia. Jeżeli 
w tej mierze nie będzie zgody, proszę o wotowanie, a nawet 
imienne«- 

JW. Grąbczewski : »Nie zgadzam się z kolegami Tymow- 
skim i Nakwaskim, aby nabożeństwo obradom miało ustąpić. 
Powinniśmy prosić Najwyższego, z Którego rąk wszystko po- 
chodzi, aby naszemu orężowi powodzenie zapewnił; to jest 
rzeczą najważniejszą; sesyę zaś innego dnia odbyć moźemya. 
JW. Kasztelan Nakwaski: » Możemy i znajdować się na na- 
bożeństwie, i obowiązki sejmowe dopełnić. Nabożeństwo za- 
czyna się o 11, kończy się o 12; możemy się zejść natychmiast 
i obradować do godz. 3-ciej«. 

JW. Marszalek: » Popieram wniosek Kasztelana Nakwa- 
skiego, gdyż istotnie moglibyśmy natychmiast z nabożeństwa 
udać się do sali obrad i przystąpić do porządku dziennego. 
Kto zatem jest zdania, abyśmy po nabożeństwie 
wrócili do sali Izby Poselskiej i mieli zwykłe na- 
sze obrady, powstanie «. 

Wszyscy prawie powstali. Wniosek zatem ten 
utrzymał się. 

JW. Kasztelan Wężyk: »Korzystam z pierwszej chwili zgro- 
madzenia się Izb połączonych, abym uiścił się z obowiązku 
wczoraj na mnie przez wszystkie Komisye obu Izb włożonego. 
Tern snadniej przyjdzie mi dopełnić tego obowiązku, że tkwi 
on w sercu mojem, w sercu waszem, w sercu każdego Po- 
laka. Wiadomo, z jakiem uwielbieniem ościenne narody uwa- 
żają tę krw r awą walkę, jaką o niepodległy byt toczymy. Odgłos 
smutny oręża naszego rozległ się po kraju, kiedy ci, którzy 
honor wojska naszego zachowali, po odbytych rycerskich wal- 
kach powrócili do kraju. Jakaż powinność ciąży na nas, abyśmy 
za tak wielkie zasługi należną im wymierzyli nagrodę; to jest 



— 229 — 

cel wniosku mojego. Gdy dowodzący na Litwie jenerałowie 
przenieśli pruską niewolę nad działanie chlubne dla polskiego 
oręża, gdy dwóch z nich weszło do granic pruskich i oręż 
skrwawiony na najezdnikach haniebnie złożyło, jenerał Hen- 
ryk Dembiński i korpus jego nie słuchał, jak głosu prawego 
Polaka, który w sercach wszystkich się odzywa, nie złączył 
się z nimi, lecz poszedł za tym głosem i od d. 9 lipca w cią- 
głych walkach cofał się chwalebnie z korpusem swoim ku 
granicom tak zwanego Królestwa Polskiego. Wiecie, szanowni 
mężowie, jak wiele trudów ten korpus ponosił, ile razy nie- 
przyjaciela pokonywać musiał. Nadaremnie nieprzyjaciel zasta- 
wiał mu w gęstych szykach zapory, nadaremnie bystre rzeki 
tamowały przechód korpusu. Długa i mozolna droga nie zdo- 
łała mu przeszkodzić, aby w całości powrócił, gdyż wszystkie 
przeciwności pokonała dobra chęć i przekonanie, że Polak ra- 
czej umrzeć, niż poddać się w niewolę powinien. Widzieliśmy 
powracający ten waleczny korpus: w jakiej liczbie opuścił tę 
ziemię, w takiej samej powrócił pod mury stolicy. Przez połączenie 
braci Zmudzinów i Litwinów wzrósł on we dwójnasób, licznego 
po drodze zabrał niewolnika, lecz nie mógł go uprowadzić, bo 
ten liczbę korpusu całego przenosił. Z znakomitym plonem 
w jeńcach i rynsztunku przyszedł przed mury stolicy, kiedyśmy 
rozumieli, że jeszcze jest w Białowiejskiej puszczy. Jeśli prostą 
weźmiemy drogę, przebył mil 70, nie rachując w to wste- 
cznych i bocznych marszów, z którymi do 120 mil miał do 
przebycia. Jeżeli porównywać go chcemy z tern. co historya 
ma równie świetnego, mało będzie, jeśli go do Ksenofonta od- 
wrotu porównamy. Dembiński miał większe trudności do zwal- 
czenia, mniejszą nadzieję złączenia się ze swoimi. Widzieliście, 
szanowni mężowie, z jakiem uniesieniem powracającego przyj- 
mowali mieszkańcy stolicy, urzędnicy dostojni i Członkowie 
Izb obu. Kiedyśmy przybywający tak znaczny korpus ujrzeli, 
ożyła w nas nadzieja, zaspokoiła się troskliwość, bo już nie- 
przyjaciel głosił, że go w swoim ma ręku, i tak mu się wzię- 
cie jego snadnem wydawało, że rozumiał, iż go zmusi do zło- 
żenia broni przez wysłanie parlamentarza. Tyle to zdziałał 
jenerał Dembiński dla dobra kraju. Widzieliśmy przybywający 
z nim poczet śmiałych braci Litwinów, którzy dlatego pod 
mury tej stolicy przybyli, aby się przysposobić do walczenia 



— 230 — 

z wrogiem, aby stanąć w hufcach współbraci, aby znowu po- 
nieść w swoją ojczystą ziemię bratni oręż i ustalić w niej 
wolność. Gdzie jest kraj, któryby się podobnymi mógł szczycić 
czynami? Tym celem Komisye sejmowe, zastanawiając się nad 
zasługami jenerała Dembińskiego, poleciły mi uczynić wnio- 
sek, który wy zapewne jednomyślnie w uchwałę sejmową za- 
mienicie. Kiedy widzimy w dawnych dziejach rzymskich po- 
wracającego po klęsce jednego konsula, wyszedł Rzym naprze- 
ciw niemu i złożył mu dzięki za to, że nie rozpaczał o losie 
Ojczyzny. Podobnie i my postąpić powinniśmy i oświadczyć 
imieniem Sejmu, iż jenerał Dembiński, wszyscy oficerowie 
jego korpusu i ci wszyscy wojskowi, którycheśmy wczoraj pod 
murami stolicy widzieli, dobrze się zasłużyli Ojczyźnie. Skła- 
dam ten wniosek, na polecenie wszystkich Komisyów napi- 
sany, JW. P rezydującemu w Senacie i JW. Marszałkowi Izby 
Poselskiej«. 

Tu odczytał JW. Wężyk następujący projekt do uchwały: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek Komisyi 
sejmowych Izb obu i po wysłuchaniu zdania tychże Komisyów, 
które wystawiły w żywym obrazie znakomite zasługi jene- 
rała brygady Henryka Dembińskiego i całego korpusu wojska 
pod jego dowództwem, oświadczają, co następuje: 

Art. 1. Jenerał brygady Henryk Dembiński, tudzież wszy- 
scy oficerowie i wojskowi zostający pod jego dowództwem 
dobrze się zasłużyli Ojczyźnie. 

Art. 2. Sekretarz Senatu i Sekretarz Izby Poselskiej upo- 
ważnieni zostają do wręczenia niniejszego oświadczenia Izb 
obu jenerałowi Dembińskiemu w dowód powszechnego sza- 
cunku, na jaki sobie wraz z całym korpusem zas<hiżył«. 

Oto jest projekt, który pod waszą decyzyę przychodzi. 
Nie potrzebuję was do jego przyjęcia zachęcać, bo mam w sercu 
tę ufność, że jednomyślnością przyjęty zostanie«. 

JW. Kasztelan Nakwaski: »Zapewne, że jednomyślnie przyj- 
miemy ten wniosek, lecz kiedy oddajemy pochwałę tym, którzy 
na nią tak chlubnie zasłużyli, czemu i o tych nie wspomnieć 
i hańbą ich nie okryć, czemu sądu na tych nie wyznaczyć, 
którzy kraj zd radzili ?« 

JW. Dembowski: »Głos JW. Kasztelana Wężyka objął wszy- 
stko, co można było powiedzieć o zasługach jenerała Dembiń- 



— 231 — 

skiego. Wykazał on nam, jak pożądaną jest uchwała, do któ- 
rej projekt Izbom przedstawił. Lecz zdaje mi się, że ona jest 
jeszcze niedostateczna. Wypadałoby uchwalić medal, który bę 
dzie zdobił piersi tych wojowników, co do tej wyprawy nale- 
żeli, co te trudy na Litwie dzielili, i mógłby mieć napis: za 
cnoty na Litwie. Medal ten nikomu już więcej nie mógłby 
być udzielony«. 

JW. Morawski: »Jenerał Dembiński dobrze się zasłużył 
Ojczyźnie z walecznem rycerstwem swojem Słusznie, aby je- 
dno z najświetniejszych dzieł wojennych wiekopomnej rewo- 
lucyi naszej tak przez ojców Ojczyzny nagrodzone zostało. 
Żółkiewski i Czarniecki nigdy wyższej nagrody zapragnąć, 
nigdy wyższej osiągnąć nie mogli. Niech cześć wyrządzona 
mężnym okryje tych sromotą, co nie dopełnili tak, jak waleczny 
Dembiński, powinności swojej względem Ojczyzny, powinności 
względem honoru i sumienia. Ale jest jeszcze inny jenerał, 
który równego wymiaru sprawiedliwości od nas oczekuje. Do- 
myślam się, iż to ciało prawodawcze osądziło w słuszności 
swojej objąć go w pochwale oddanej ogółowi rycerstwa zosta- 
jącego pod sprawą Dembińskiego: lecz wy prawa Różyckiego 
i mężnego korpusu jego tak jest znakomitą w sobie samej 
i tak mało ma wspólnego z Dembińskim, pod którego świetne 
dowództwo dopiero przed kilką dniami przeszła, iż w przeko- 
naniu mojem zasługuje na oddzielne z waszej strony odzna- 
czenie. W szczuplejszym wprawdzie okresie czasu i przestrzeni, 
ale też same dzieła znamionują obydwóch rycerzy i obadwa 
wojska: nie będę więc daremnie silił się na powtórzenie o Ró- 
życkim tego, co tak wymownie o Dembińskim JW. Senator 
Wężyk powiedział. Niechże mi wszakże wolno będzie jedno 
z dzieł wyprawy Różyckiego przytoczyć. Jeden szwadron jego 
przepływa Bug pod Drohiczynem, łamie po dwa razy szykujące 
się wśród murów kolumny starego moskiewskiego żołnie- 
rza, rozpędza jazdę nieprzyjacielską i szturmem zdobywa 
miasto, gdzie więcej zabiera w niewolę żołnierzy i oficerów, 
niżeli ich zwycięzcy pomiędzy sobą liczyli. Po trzechniedzielnej 
wyprawie co dzień przez liczniejszego nieprzyjaciela otoczony, 
co dzień ścigany i co dzień w boju, Różycki przywiódł do 
Warszawy pomiędzy jeńcami swoimi jednego z znakomitych 
jenerałów nieprzyjacielskich, przyprowadził nam kasę nieprzy- 



— 232 — 

jacielską, broni, amunicyi i znaczny sukna zapas. Jak Sobieski 
pod Wiedniem, ubrał całą piechotę swoją w mundury nieprzy- 
jacielskie. Takie dzieła tylko wśród naszej wiekopomnej rew o- 
lucyi i pomiędzy czynami, jakimi mężne rycerstwo nasze na- 
znacza każdy dzień nieledwie, niepostrzeżonymi ujść mogą. 
Ojcowie Ojczyzny! wy nie odmówicie sprawiedliwości wale- 
cznemu Różyckiemu i dzielnemu rycerstwu jego«. 

JW. Worcell: »Zabieram głos dla odpowiedzenia koledze 
Dembowskiemu. Czyż mamy już teraz tak rozpaczać o cnotach 
Narodu, abyśmy obok czynu jenerała Dembińskiego nie przy- 
puszczali innego równie patryotycznego? W Litwie pozostało 
wielu obywateli; pozostając narażają się na najsroższe kary; 
jednak to ich nie odstrasza, aby tam zaród powstania, aby tę 
iskrę ognia świętego wśród Litwy utrzymywali. Czyli dla tego, 
że oni brali część może niebezpieczniejszą służenia Ojczyźnie, 
mają być usunięci od nagród, jakie dla przybyłych z jenerałem 
Dembińskim słusznie uchwalić chcemy? Medale uchwalone dla 
jednego jenerała Dembińskiego i tych, co z nim przybyli, by- 
łyby potępieniem tych, co pozostali. Lecz pochwała czynu jene- 
rała Dembińskiego niechaj będzie potępieniem dla tych, co rozpa- 
czali o losie Ojczyzny, co się do Prus udali i broń, którą na nie- 
przyjaciela mieli w ręce, Prusakom złożyli. Oni, o ile to było w ich 
mocy, rzucili plamę na sławę oręża polskiego. Sprawiedliwie więc, 
jeżeli w tej uchwale wspomnimy coś o Giełgudzie słusznie uka- 
ranym i o Chłapowskim, który tak zawiódł zaufanie nasze. Lecz 
kiedy uchwalamy nagrody dla korpusu jenerała Dembińskiego, nie 
powinniśmy czynić tego w ten sposób, abyśmy potępiali Litwi- 
nów, którzy pozostali na Litwie dla przechowywania świętego 
ognia i prowadzenia dalej dzieła, które rozpoczęli«. 

JW. Świrski: »Czyn jenerała Dembińskiego jest tak szla- 
chetny, tak wielki, iż wymierzać jemu sprawiedliwość jest to 
robić sobie zaszczyt, albowiem dla tego, który takiego czynu 
dopełnił, nagrody żadnej nie potrzeba; ma on ją w swojem 
przekonaniu. Nie czyn zwykłej odwagi, lecz determinacya na 
śmierć lub zgubę, albo osiągnięcie celu, przyprowadzenia Oj- 
czyźnie kilkotysięcznego korpusu było czynem jenerała Dem- 
bińskiego. Za taki czyn żadne nagrody ziemskie wynagrodzić 
nie mogą. Izby więc oświadczają, że się dobrze zasłużył Ojczy- 
źnie, dopełniają przez to powinności, jaką Naród dla tak wa- 



— 233 — 

lecznego jenerała i towarzyszów jego zaciągnął. lecz dzielić 
zdania kolegi Dembowskiego nie mogę. Było to moralne wy- 
silenie; z naszej strony dopełniamy moralnego obowiązku, 
kiedy oświadczamy, że Naród czuje wielkość zasług jenerała 
Dembińskiego i jego korpusu, ale materyalne nagródki nie 
mogą być nagrodą tak wielkiego czynu, tern więcej, ze mo- 
żnaby w nich upatrzyć naśladownictwo sąsiedniego nam despo- 
tycznego rządu. Czyliż my, istoty myślące, mamy być poró- 
wnani z tą czeredą, co dla blaszki swoje istnienie na rozkaz 
despoty poświęca? Lecz bracia nasi nie wymagają podobnych 
nagród, jakie im kolega Dembowski chce udzielać, i my nie 
poniżajmy ich do tego stopnia, abyśmy wynagradzali ozdób- 
kami u sąsiedniego ludu uźywanemi. Jestem więc za przyję- 
ciem wniosku tak, jak go JW. Kasztelan Wężyk podał«. 

JW. Kasztelan Wężyk: »Gdybym szedł za popędem serca, 
uznałbym sprawiedliwość tego, co JW. Morawski niedawno 
powiedział, oddałbym należną pochwałę pułkownikowi Róży- 
ckiemu, bo chlubię się, że od szkół przyjaźń mnie z tym mę- 
żem łączy. Pułkownik Różycki zasłużył na chlubne u Narodu 
wspomnienie, lecz że zabieram głos dopełniając woli Komisyi, 
nie wiem, czyli one i tego nie miały na uwadze, że Różycki 
przeszedł pod dowództwo Dembińskiego w Białowiejskiej pu- 
szczy, że odtąd dzielił jego trudy i razem z nim przybył do 
stolicy, jemu więc część tej nagrody się należy. Jeżeli jednak 
Izby osądzą, że pułkownik Różycki ma być oddzielnie wspo- 
mniany, popierałbym wtenczas wniosek JW. Morawskiego, bo 
z wielu względów jest sprawiedliwym. 

JW. Wojewoda Ostrowski: »Chciałem pokrótce odpowiedzieć 
na głos JW. Świrskiego, który, biorąc miarę ze swojej szlachetnej 
duszy, utrzymuje, że wewnętrzne zadowolenie jest dostateczną 
dla tych mężów nagrodą, i że człowiek, który taki czyn wykonał, 
nie potrzebuje zewnętrznych ozdób. Piękne są to zaiste teorye, 
lecz jeszcze nie powszechnie przyjęte, a nawet nieprzyjęte przez 
Izby, które powiedziały, że ci, co się odznaczą w tej wojnie, 
otrzymają za to znak honorowy. I tu więc teoryi tych utrzy- 
mywać nie można. Ci, co tak się zasłużyli Ojczyźnie, nie żą- 
dają tej odznaki, wyrzekliby się jej, kiedy ją tylko w sercach 
Narodu mają, lecz mogą być ojcami familii: wtenczas miło 
będzie ich rodzinie te materyalne odznaki męstwa ojców oglą- 



— 234 — 

dać. Jestem więc za przyjęciem i tych zewnętrznych ozdób, 
lecz kiedy chcemy okryć sławą przybyłych z jenerałem rycerzy, 
drugi się tu objawia zamiar, aby okazać wzgardę naszą dla 
tych, którzy nie wahali się do pruskiej przejść niewoli. Lecz 
nie postępujmy w tej mierze porywczo; nie okrywajmy hańbą 
wszystkich, bo może są między nimi tacy, którzy tylko poszli 
za natchnieniem przewrotnych, którzy niedołężnością zgrze- 
szyli; zdrady bowiem nie chciałbym przypuszczać; lecz należy 
wyznaczyć Komisyę, któraby się rozpoznaniem tego czynu za- 
jęła, przedsięwzięła w tej mierze śledztwo, imiona winnych 
piętnem wzgardy okryła, ażeby niewinnych honor ocalić. W tej 
mierze osobny wniosek wkrótce nie omieszkam złożyć«. 

JW. Dembowski: »Znaglony jestem odpowiedzieć na uczy- 
niony mi zarzut JW. Świrskiego, iż przez naśladownictwo 
despotyzmu sąsiedniego mocarza żądałem oznak honorowych. 
Przedstawić więc winienem powody, które mnie skłoniły do 
uczynienia tego wniosku. Widzimy, jak pożądany jest nasz 
krzyż wojskowy polski; zdarzały się nawet przypadki, że woj- 
skowi okryci bliznami życzyli sobie, aby przed zamknięciem 
powiek tym krzyżem ich ozdobiono, aby tę jedną przed sko- 
nem odnieśli pociechę. Kto na tak rzewnych uczuciach opiera 
swój wniosek, nie zasługuje na to, aby mu wyrzucano naśla- 
downictwo despotyzmu. Wojewoda Ostrowski silnymi powo- 
dami poparł już ten wniosek, wskazał, że podobne oznaki 
wzbudzą w młodych sercach popęd do podobnych poświęceń. 
Nie możemy tego zataić, że przez przejście wojsk naszych 
granicą pruską honor narodowy nadwerężony został. Towa- 
rzysze Dembińskiego go ocalili; ich cnoty zasługują na taką 
oznakę, któraby w sposób widzialny do ich potomków przejść 
mogła«. 

JW. Henryk Nakwaski: »Sam widok przybywającego kor- 
pusu jenerała Dembińskiego, sposób, w jaki go przyjmowali 
mieszkańcy Warszawy, głosy, które się na jego pochwałę sły- 
szeć dały, dostatecznie przekonywają, na jaką sławę zasłużył 
jenerał Dembiński; lecz w jego korpusie nie sami są wojskowi: 
są tam i zbrojni obywatele, są liczni powstańcy, ci więcej je- 
szcze jak sami żołnierze zrobili; dziwno mi więc, że Komisye 
sejmowe o nich przepomniały. Obywatele ci zarówno z żoł- 
nierzami wszelkie trudy i niebezpieczeństwa dzielili, razem 



— 235 

z nimi przybyli i teraz razem spoczywają na Pradze. Jeżeli 
mamy sprawiedliwość wymierzyć, nie dość jest chwalić tych. 
co zasłużyli; trzeba, jak sprawiedliwie kolega Worcell wnosił, 
okryć hańbą sprawców nieszczęsnego pod Królewcem wypadku; 
trzeba imiona Giełguta i Chłapowskiego powszechnej oddać 
wzgardzie. Prosimy zatem Wojewody Ostrowskiego, aby jak- 
najprędzej zapowiedziany przez siebie wniosek wygotował. 
Nagroda zaś, którą postanowimy dla tych, co się dobrze zasłu- 
żyli Ojczyźnie, będzie hańbą dla tych, którzy nie tak działali, 
jak im nakazywała powinność«. 

JW. Swirski: »Nie miałem na celu ubliżać zamiarom JW. 
Dembowskiego; znam jego patryotyzm; wiem, że z przekonania 
tylko wniosek ten uczynił; wyznać jednakże powtórnie muszę, 
że wniosku jego podzielać nie mogę; dla jakich powodów, będę 
się starał wyłuszczyć. Niezaprzeczoną jest rzeczą, że krzyż nasz 
wojskowy polski wielką cenę posiada, ale cena ta może i spra- 
wiedliwie do niego jest przywiązywaną, albowiem dotąd był 
tylko udzielany za blizny otrzymane za wolność i niepodle- 
głość Polski. Oznaka honorowa nie zawsze reprezentuje przy- 
mioty, jakich ma być nagrodą. Mamy tego przykład w państwie 
sąsiedniem, gdzie despota wynagradza zbrodnie tern, co ma 
być oznaką cnoty. Zrobiłem uwagę, że miałoby to pozór na- 
śladownictwa sąsiedniego państwa, gdzie takie nagródki bez 
końca są udzielane. I my mieliżbyśmy podobnego używać 
środka na wzbudzenie męstwa naszych rycerzy? Nie widzę 
tego potrzeby, lecz jestem tego zdania, aby imienna lista spi- 
sana była wszystkich żołnierzy w korpusie jenerała Dembiń- 
skiego będących, żeby ich imiona umieszczone były w aktach 
Senatu: na ten środek zgodziłbym się, ale za medalikami nigdy 
nie będę«. 

JW. Kasztelan Krasiński: »Lubo jestem zdania, że korpus 
jenerała Dembińskiego zasłużył na tak zaszczytny dowód wdzię- 
czności narodowej równie, jak powstańcy, którzy z nim do 
stolicy przybyli, sądzę jednak, że nietylko Litwini, ale i Wo- 
łynianie, Podołanie i mieszkańcy Ukrainy, którzy oręż prze- 
ciwko Moskalom podnieśli, a później do naszej stolicy przybyli, 
równe mają zasługi, równą otrzymać powinni nagrodę«. 

JW. Kasztelan Wężyk: »Tak żywo czujecie, Reprezentanci 
Narodu, i (w)y Senatorowie, sprawę publiczną, że chcielibyście 



— 236 — 

w jednem prawie wszystkich objąć, którzy jaki czyn znako- 
mity dopełnili. Odpowiedzieć tu winienem JW. Bracławskiemu 
na zarzut uczyniony Komisyom sejmowym, jakoby przepo- 
mniały o obywatelach Litwy. Gdyby był JW. Bracławski 
uważał na to, com przedstawiając wniosek Izbom powiedział, 
nie byłby czynił tego zapytania. Komisye sądziły, że obywatel, 
jak tylko pochwyci za oręż, jest już żołnierzem. Widząc tych 
powstańców zbliżających się do stolicy, widząc ich rozmaite 
ubiory i języki, widzieliśmy zaród przyszłego powstania na 
Litwie. Komisye sejmowe wszystkich ich pod kilku wyrazami, 
tych, co się z jenerałem Dembińskim do nas zbliżyli, objęły 
Tak, kiedy Napoleon żegnał się z swojem wojskiem, gdy nie 
mógł każdego dowódcę, każdego żołnierza do siebie przycisnąć, 
orła do serca przycisnął«. 

JW. Worcell: »W kraju, w którym już opinia publiczna 
ma pewną władzę, w którym jawność obrad dobroczynny swój 
wpływ wywiera, w takim kraju zdanie wyrzeczone w Izbie 
podlega sądowi publicznemu. Dlatego zabieram głos przeciwko 
zdaniu kolegi Dembowskiego. Nie miałem ja wcale myśli ubli- 
żać zasługom jenerała Dembińskiego, i owszem, uważałem jego 
zasługi, jako wyższe nad wszelkie honorowe oznaki, lecz to 
tylko chciałem powiedzieć, że nie można wprowadzać nowych 
oznak dla jednego czynu. Byłoby to z krzywdą dla tych Litwi- 
nów, co w domach pozostali, aby iskrę powstania zachować; 
byłoby to nawet przeciwne uchwale sejmowej, która przyrzeka 
uchwalenie oznaki honorowej dla tych, co się w obecnej woj- 
nie odznaczą; oznaka zaś, którą proponował JW. Dembowski, 
byłaby zupełnie od tamtej różna, byłaby tylko za czyn jedyny. 
Lecz jak jestem przeciwny uchwaleniu tego szczególnego or- 
deru, tak popieram jak najmocniej wniosek uczyniony wzglę- 
dem korpusu jenerała Dembińskiego«. 

JW. Zwierkowski : »Wskutku wniosku kolegi Świrskiego 
J W. Kasztelan Wężyk dodał następujący artykuł: 

»Lista imienna wszystkich składających ten 
korpus na wieczną pamiątkę w archiwum Senatu 
złożona będ zie«. 

»Ja również podzielać nie mogę zdania kolegi Dembow- 
skiego, aby medal osobny był ustanowiony. Czyliź ci, co pod 
Grochowem walczyli, mniejsze wysługi zrobili dla Ojczyzny? 



— 237 — 

Czemuźby oni mieli być od tego znaku honorowego wyłączeni 7 
Czy to nie będzie dostateczna najwyższa dla powracających 
z Litwy nagroda, kiedy Reprezentacya narodowa wyrzeknie, 
że się dobrze zasłużyli Ojczyźnie ?« 

JW. Worcell: »Jenerał Różycki, jako zostający pod dowódz- 
twem jenerała Dembińskiego, będzie już tern samem w tej 
uchwale objęty, ale jeżeliby miał być osobno wzmiankowany, 
ja, jemu nie ubliżając, mógłbym wszakże wymienić takich, co 
świetniejsze jeszcze dopełnili czyny, wymieniłbym Karola Ró- 
życkiego, który przybył z Wołynia do Zamościa i w mniejszej 
daleko liczbie przedarł się z znaczną korzyścią przez środek 
nieprzyjaciół. Lepiej więc o innych nie wzmiankować, w ogóle 
tylko tych wszystkich objąć, którzy z jenerałem Dembińskim 
przybyli «. 

JW. Marszałek: »Izby raczą w tej mierze rozstrzygnąć. 
Kto z a tern jest zdania, aby osobna była wzmianka 
o pułkowniku Różyckim, powstanie «. 

Mniejszość powstała, wniosek więc się nie 
utrzymał. 

JW. Kasztelan Wężyk: »Winienem tu oświadczyć, że puł- 
kownik Różycki, jakkolwiek wielkie położył zasługi, już jest 
wynagrodzonym przez tak zaszczytne wzmianki w tej Izbie, 
a jako dzielący trudy korpusu jenerała Dembińskiego od Bia- 
łowiejskiej puszczy, w tern prawie jest już i tak objętym. Do- 
datek Posła Bracławskiego w kilku wyrazach dałby się tu 
umieścić. Przystępuję do odczytania całkowitej redakcyi: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska na wniosek 
Komisyi sejmowych Izb obu i po wysłuchaniu zda- 
nia tychże Komisy i, które wystawiły w żywym obra- 
zie znakomite zasługi jenerała brygady Henryka 
Dembińskiego i całego korpusu wojska pod jego 
dowództwem, oświadczają, co następuje: 

Art. 1. Jenerał brygady Henryk Dembiński, tu- 
dzież wszyscy oficerowie i wojskowi zostający 
pod jego dowództwem, równie jak zbrojni obywa- 
tele Litwy i Żmudzi, dobrze się zasłużyli Oj- 
czyźnie. 

Art. 2. [3]. Sekretarz Senatu i Sekretarz Izby Po- 
selskiej upoważnieni zostają do wręczenia niniej- 



— 238 — 

szego oświadczenia Izb obu jenerałowi Dembiń- 
skiemu w dowód powszechnego szacunku, na jaki 
sobie wraz z całym korpusem zasłuży ł«. 

JW. Kasztelan Bieńkowski: »Należy koniecznie wymienić 
czyn, za który się wymierza taka nagroda korpusowi jenerała 
Dembińskiego; należy powiedzieć, że za odwrót, wymienić 
miejsce skąd, dokąd«. 

JW. Swirski : »Powtarzam mój wniosek, aby lista imienna 
wszystkich składających ten korpus na wieczną pamiątkę zło- 
żoną była w Senacie«. 

JW. Szaniecki : » Popieram wniosek kolegi S wirskiego, a nad to 
dodaję, iżby tyle egzemplarzy było wydrukowanych tej uchwały, 
ile jest osób składających korpus jenerała Dembińskiego, i żeby 
na każdym egzemplarzu dopisane było imię i nazwisko osoby, 
której się ten egzemplarz ma wręczyć«. 

Wniosek J W. Szanieckiego prawie jednomyśl- 
nością poparty został, i w tym celu przedstawiona zo- 
stała następująca redakcya osobnego artykułu, (wstawionego 
jako Art. 2). Lista imienna wszystkich składających 
ten korpus na wieczną pamiątkę w archiwum Se- 
natu złożona będzie, a każdy z nich w szczegól- 
ności otrzyma po jednym egzemplarzu drukowa- 
nym tej uchwały z wyrażeniem imienia i nazwiska 
s w oj e go«. 

JW. Tymowski: »Ja popieram wniosek Kasztelana Bień- 
kowskiego, aby był wyrażony czyn, za który tę nagrodę 
udzielamy«. 

JW. Dembowski: »Starano się tu obalić jeden wniosek, 
żeby inny mniej dobry utrzymać. Ponieważ mój wniosek zna- 
lazł poparcie u niektórych kolegów, a w szczególności u Woje- 
wody Ostrowskiego, przestał więc być już moją własnością, 
lecz do nich należy. Będę więc żądał wotowania na zasadę. 
Co do wniosku JW. Świrskiego, dziwna jest rzecz, że ci, co 
byli przeciwko ustanowieniu medalów na piersiach, są za 
uchwaleniem ich w kieszeniach, któreby przy sobie wojskowi 
nosili. Takie listy będą listami proskrypcyjnemi, kto się z nią 
do Moskali dostanie, nietylko sam się na prześladowanie wy- 
stawi, ale nadto innym wielu podobny los zgotuje«. 



— 239 — 

JW. Marszałek: » Widzę, że JW. Dembowski może dla nie- 
dokładnej redakcyi nie dobrze rzecz tę zrozumiał. Lista imienna 
nie będzie na każdym egzemplarzu uchwały, lecz tylko w ar- 
chiwach Senatu; każdy zaś otrzyma egzemplarz uchwały z wła- 
snem imieniem i nazwiskiem«. 

Stosownie do wniosku JW. Kasztelana Bieńkowskiego 
i JW. Tymowskiego w następujący sposób zmienioną zo- 
stała redakcya wstępu: 

)>... które wystawiły w żywym obrazie znako- 
mite zasługi w bojach na Litwie i w dzielnym 
stamtąd odwrociejenerała brygady Henryka Dem- 
bińskiego etc.« 

Poczem odczytany został całkowity projekt ze 
zmianami przez Izby zatwierdzonemi ijednomyśl 
nością przyjęty został. 

JW. Marszałek: » Przystępujemy teraz do porządku dzien- 
nego. W Izbach połączonych uczyniony był wniosek przez 
J W. Wołowskiego względem oświadczenia podzię- 
kowania naszego narodowi węgierskiemu za 
adresa komitatów w sprawie naszej do najjaśniejszego 
Cesarza Austryi pisane. Dotąd nie dopełniliśmy tego. Na jednem 
z posiedzeń Izby Poselskiej była o tern mowa. i postanowi- 
liśmy rzecz tę odesłać do Komisyi połączonych, któreby o tern 
w Izbach połączonych zdanie swoje objawiły. W tym celu ma 
głos JW. Krysiński«. 

JW. Krysiński: »Na posiedzeniu Izb sejmowych połączo- 
nych w d. [25 Czerwca] zapadła decyzya sejmowa względem 
ułożenia adresu do walecznego i szlachetnego narodu węgier- 
skiego, któryby wyrażał te uczucia wdzięczności, jakiemi Na- 
ród polski jest przejęty za gorliwe, pełne współczucia wsta- 
wienie] się walecznych Węgrzynów do najjaśniejszego Cesarza 
Austryi. Senator Kasztelan Niemcewicz był wezwany do uło- 
żenia takowego adresu. Już Komisye wasze miały zamiar 
przedstawić Izbom dopiero wspomniony adres Senatora Niem- 
cewicza, godny jego pięknego pióra, do zatwierdzenia, gdy 
wtem powzięły wiadomość, iż Rząd Narodowy, uprzedzając 
krok sejmowy, zrobił od ez w ę do N ar o du w ęgierskiego 
i takową do wręczenia komitatom drogą najpewniejszą prze- 
słał. Komisye będą miały zaszczyt przedstawić Izbom adres 



— 240 — 

Rządu Narodowego. Gdy odezwa ta pod wszelkimi względami 
w dobitnych wyrazach maluje te prawdziwe polskie uczucia, 
które szlachetny krok braci naszych Węgrzynów wzbudzić po- 
trafił, przeto Komisye wasze mniemają, iż odpowiedzą włożo- 
nemu na nie obowiązkowi, gdy Sejmowi zaproponują, iżby 
narodowi węgierskiemu oświadczył, że uczucia w adresie Rządu 
Narodowego wyrażone są uczuciami Sejmu, są uczuciami 
wszystkich Polaków. Odezwa ta jest następująca: 

»Rząd Narodowy polski powziął wiadomość, że szlachetny 
naród węgierski sam wśród powszechnej obojętności Europy 
dla naszej sprawy pierwszy podniósł za nami głos braterski 
w adresie komitatów do najjaśniejszego Cesarza Ąustryi poda- 
nym. Szlachetny tylko i wielkomyślny naród może tak śmiało 
w imieniu ludzkości, cywilizacyi i potrzeb Europy przemawiać, 
a rząd to ojcowski i sprawiedliwy, przy którego tronie podo- 
bny głos wznosić się, wywoływać przeszłość i zapytywać przy- 
szłości może. Ta sympatya narodu węgierskiego w dzisiejszej 
naszej sprawie w r zrusza łańcuch przyjaznych i chlubnych wspo- 
mnień dwóch sąsiednich i prawie bratnich narodów. I w ludach. 
i w królach istniały pomiędzy nami związki. Szlachta węgier- 
ska rada przenosiła się i osiadała za dawnych czasów na tej 
ziemi, gdzie niegdyś swobody kwitnęły, swobody, za które 
dziś potomkowie ich może jacy leją krew w zawziętych bojach. 
Kości Polaków i kości Węgrów spoczywają w jednych mogi- 
łach pod Warną, gdy przed czterema wiekami podobna sym- 
patya dwóch narodów i podobna szlachetna sprawa wywiodła 
je na bój z potęgą grożącą Europie. Dawaliśmy wzajem i przyj- 
mowaliśmy królów, i nieraz jedno berło obu narodom rozka- 
zywało. Jakże miło dziś wspomnieć, że królewna równie polska, 
jak węgierska, że dobra Jadwiga skojarzyła Polskę z potężną 
Litwą i utwierdziła Dźwiną i Dnieprem granice nasze, których 
się dziś krwawo dobijamy. Jak miło dziś wspomnieć i powtó- 
rzyć, że najgroźniejszym pogromcą Moskali był król Stefan 
Batory, który daleko za Dźwinę prowadził zwycięzkie orły pol- 
skie, pod któremi i zastępy węgierskie laury zbierały. Te 
wspomnienia przeszłości dodają wagi naszym uczuciom przez 
dzisiejsze szlachetne ozwanie się narodu węgierskiego obu- 
dzonym i podnoszą razem o naszych przyszłych losach te mocne 
nadzieje, do jakich sprawiedliwość i w r ielkomyślność teraz nad 



— 241 — 

nim panującego monarchy Franciszka I nadaje Polakom prawo. 
Tłómacz uczuć powszechnych Rząd Narodowy polski wzywa 
i upoważnia N. N., abyście, udawszy się na miejsce, oświad- 
czyli narodowi węgierskiemu najwyższą wdzięczność Polaków. 
Powiedzcie mu, że to uczucie równie Rząd i Sejm, jak wojsko 
nasze bohaterskie, jak i cały Naród przenika. Powiedzcie mu, 
że jakikolwiek los nam niebo przeznacza, gotowa już złota 
karta dzisiejszych dziejów naszych, a na nich zapisany będzie 
i czyn ludzki, czyn braterski zacnych Węgrów«. 

JW. Worcell: »Lubo dzielę uczucia wyrażone przez Rząd 
Narodowy, lubo my sami nic innego byśmy powiedzieć nie 
mogli, rozumiem przecież, że co innego jest odezwa od Narodu, 
która z samego Sejmu pochodzi, a co innego, kiedy Sejm 
oświadcza po uczynionej już przez Rząd odezwie, że ją za 
swoją własność przyznaje. Przypominam, że wniosek JW. Wo- 
łowskiego wtenczas był przez Izby przyjęty, kiedyśmy nie wie- 
dzieli, że Rząd wpadł na tę samą myśl. Odezwa przez Rząd 
napisana jest to odezwa od tronu; Sejm zaś powinien osobną 
uchwalić odezwę, a przynajmniej okazać, że on sam tę myśl 
powziął, i że dlatego tylko odezwę rządową przyjmuje, że ta 
odpowiada jego uczuciom. Wielka bowiem między tern jest 
różnica: uchwalić, a zatwierdzić«. 

JW. Wołowski: » Wniosek mój, abyśmy napisali podzięko- 
wanie narodowi węgierskiemu poparty został jednomyślnie 
przez obiedwie Izby i, jak się teraz przekonywamy, przez Rząd 
za sprawiedliwy uznany; gdy jednak nie było pewności, czy 
komitaty istotnie adresa te podawały, wstrzymaliśmy się z ogło- 
szeniem tego podziękowania. Kasztelanowi Niemcewiczowi po- 
ruczone było jego ułożenie; gdy Rząd to uskutecznił, nam 
nie wypada krzyżować się z Rządem. Powiedzieć nam na- 
leży, że uczucia, w odezwie przez Rząd Narodowy wydanej 
zawarte, są uczuciami Sejmu; czyli zaś będzie zrobiony do- 
datek, że Sejm pierwej już wniosek ten uczynił, jest rzeczą 
obojętną«. 

JW. Szaniecki: »Zadawalniać tu powinna zgodność w po- 
stępowaniu pomiędzy Sejmem a Rządem. Jakkolwiek odezwa 
Rządu zdaje się dostateczna, przecież wypadałoby może odczy- 
tać odezwę przez Kasztelana Niemcewicza napisaną, żebyśmy 
je lepiej ocenić mogli«. 

Dyaryusz T. VI. 16 



— 242 — 

JW. Krysiński odczytał tu projekt do odezwy ułożony przez 
JW. Kasztelana Niemcewicza. (Niema jej w allegatach). 

JW. Worcell: »Nie zaszkodziłoby, abyśmy, nie krzyżując 
się z działaniem Rządu Narodowego, przyjęli tę odezwę przez 
Kasztelana Niemcewicza ułożoną. Obydwie w tymże samym 
celu są napisane, jednakowoż są w duchu odmienne. Odezwa 
Rządu niebardzo jest zastosowana do tego, jak Reprezentacya 
narodowa przemawiać powinna. Odpowiada ona położeniu, 
w jakiem Rząd się znajduje«. 

IW. Jełowicki: »Popieram wniosek kolegi Worcella, aby 
odezwę Kasztelana Niemcewicza przyjąć za głos Izb połączo- 
nych do narodu węgierskiego. Odezwa Rządu Narodowego 
napisana jest w takiej formie, jak Rząd pisać powinien. Izby 
zaś sejmujące, które w imieniu Narodu wolnego przemawiają, 
oświadczyć powinny całemu światu śmiało i wyraźnie, jaki cel 
sobie zamierzyły, a zatem wnoszę, aby Rząd Narodowy osobno, 
a Sejm osobno wydał swoją odezwę«. 

JW. Krysiński; »Z boleścią przychodzi mi różnić się w zda- 
niu z poprzednio mówiącymi. Nie miałem zamiaru w niczem 
ujmować zalet, które cechują piękny głos Kasztelana Niemce- 
wicza; jednak przy skrupulatnym rozbiorze tych dwóch odezw 
ani na chwilę wahać się nie będę, gdy dam pierwszeństwo 
odezwie Rządu Narodowego. Wszystkie uczucia objawione 
w odezwie Rządu Narodowego są te same, które objął w swo- 
jej odezwie Kasztelan Niemcewicz, z tą różnicą, że w tej pier- 
wszej odezwie miano wzgląd na te delikatne odcienia, uwa- 
żano na stosunki zachodzące w niektórych politycznych kom- 
binacyach między narodem węgierskim a naszem poiitycznem 
położeniem. Wzbraniam sobie dalszego rozbioru w tej materyi, 
lecz utrzymuję, że wzgląd na te odcienia przekonać powinien, 
że odezwa Rządu Narodowego jest trafniejsza jak odezwa Ka- 
sztelana Niemcewicza«. 

JW. Godebski: »Dzielę zdanie kolegi Worcella i widzę 
wielką różnicę w redakcyi odezwy Rządu Narodowego a ode- 
zwy JW. Niemcewicza, i inaczej być nie mogło. Najważniejsza 
jest ta różnica, że w głosie Izb połączonych wyrażone są jasno, 
dobitnie, cele powstania narodowego, i tak być powinno. Nie 
wstydźmy sią dworów postronnych, bośmy się nie wstydzili, 
kiedyśmy rewolucyę za narodową uznali, kiedyśmy zaprzysięgli, 



— 243 — 

że trwać w niej będziemy. Nie widzę potrzeby, kiedyśmy raz 
jcele naszego powstania zaprzysięgli, aby je teraz pokrywać, 
aby nas teraz mógł jakikolwiek wzgląd zatrzymywać, żebyśmy, 
mając sposobność odezwania się do ludu bratniego, wyraźnie 
celów naszych nie objawili. To szkodzić nie będzie, że Izby 
połączone od siebie to napiszą, kiedy Rząd Narodowy je 
uprzedził. Dzielę zupełnie uczucia Rządu, lecz sądzę, że odezwa 
Kasztelana Niemcewicza zachowana być powinna, tern bardziej, 
że na jednomyślne wezwanie przygotowaną została«. 

JW. Marszałek: »Nie wchodząc w ocenienie wartości we- 
wnętrznej tych dwóch odezw., niech mi wolno będzie z innego 
stanowiska rzecz tę uważać. Obawiam się, czy przyjęcie re- 
dakcyi Rządu Narodowego za naszą i ogłoszenie tego nie 
osłabi zaufania, jakie wzbudzać powinny odezwy od Rządu 
wychodzące i te, które na przyszłość wychodzić będą; obawiam 
się, aby Izby, zatwierdzając tę jedne odezwę, nie osłabiły sku- 
teczności innych odezw Rządu Narodowego**. 

JW. Jasieński: »Nietylko z tego stanowiska rzecz uważam, 
co kolega Krysiński, ale nadto przypominam sobie, że kolega 
Morawski wystawił, iż nie było przykładu w krajach repre- 
zentacyjnych, aby władze reprezentacyjne miały z obcymi lu- 
dami korespondencye. Naród węgierski nie robił do nas adresu, 
nie mamy więc prawa mu odpowiadać. Dwór austryacki 
mógłby to wziąć za złe, gdybyśmy się zbyt jasno przed naro- 
dem węgierskim wyrazili. Z tych pow r odów jestem za redakcyą 
rządową«. 

JW. Krysiński: »Naprzód winienem koledze Jasieńskiemu 
powiedzieć, że nietylko mnie nie poparł, ale zupełnie co innego 
oświadczył. Z głosu kolegi Godebskiego zdawałoby się, że 
odezwa Rządu Narodowego nie jest tak dobitna, jak odezwa 
Kasztelana Niemcewicza. Ja zaś tu oświadczyłem, że Komisya 
wasza dlatego właśnie przyjęła odezwę Rządu Narodowego, 
że w niej widziała te zbawienne odcienia, które były pominięte 
w odezwie szanownego Kasztelana Niemcewicza. Dostateczną 
jest rzeczą jeden peryod z odezwy Rządu Narodowego odczy- 
tać, aby się przekonać o tych odcieniach, o których dość jest 
napomknąć, aby je zrozumieć. Peryod ten jest następujący: 
(niema w protokóle). Frazes wielki wskazuje myśl ogromną, 
on dostatecznie wskazuje potrzebę przyjęcia tej odezwy «. 

16* 



— 244 — 

Na żądanie JW. Godebskiego odczytał JW. Krysiński je- 
szcze następujące wyrazy: (niema w protokóle), poczem tymi 
słowy głos swój zakończył: » Odezwa ta, w której o cywili- 
zacyi, o potrzebach Europy jest mowa, ogarnia instytucye na- 
der w blizkiej styczności z przyszłem naszem położeniem 
będące i z tej strony niewątpliwie na pierwszeństwo zasługuje«. 

JW. Ghełmicki: »Izby same uchwaliły napisanie podzięko- 
wania do Węgier; żadnego w tej mierze wniosku Rząd nie 
czynił; nie mamy więc powodu jego odezwy przyjmow r ać; 
nadto, ważna jest bardzo uwaga JW. Marszałka, że, przyj- 
mując jedne odezwę Rządu, innych moc byśmy osłabili; a za- 
tem jestem zdania, żeby Izba sama od siebie adres uchwaliła«. 

JW. Henryk Nakwaski: »Zdaje mi się, iż to za odpowiedź 
służyć powinno koledze Krysińskiemu, że, kiedy raz Izby posta- 
nowiły, aby od Izb była odezwa zrobiona, cofać już tego po- 
stanowienia nie mogą, lecz zapytuję się kolegi Krysińskiego, 
czyli odezwa Rządu Narodowego posłaną już została do Wę- 
gier i kiedy ?« 

JW. Krysiński: »0 ile wiem, odezwa ta dawno już prze- 
słaną została komitatom«. 

JW. Henryk Nakwaski: »Jakaś w tern jest tajemniczość. Ja 
jestem przeciwny wszelkim tajemnicom. Nie wiemy, czy Rząd 
Narodowy przed decyzyą Izb wydał tę odezwę, czy później. 
Przeważny byłby głos kolegi Krysińskiego, gdyby był obeznany 
z tajemnicami dyplomatyki, lecz kiedy mi na moje pytanie do- 
kładnej nie dał odpowiedzi, widać, że lubo komisarz dyploma- 
tyczny, przecież jest w tej samej niewiadomości, co i inni 
Członkowie Izby. Jeżeli są jakie niedokładności w odezwie 
Kasztelana Niemcewicza, może być odesłana do Komisyi po 
zmianę w redakcyi, lecz odezwa Rządu przez Sejm przyjęta 
być nie możec*. 

JW. Krysiński: »Objaśniając ten przedmiot, to tylko mam 
honor oświadczyć, że Rząd żadnej insynuacyi nie robił, aby 
jego odezwa przez Sejm przyjętą została; sami tylko komisa- 
rze, odczytawszy ją, na tę myśl wpadli. Co się tyczy dyplo- 
macyi, nie przeczę, że jej tajniki wiadome mi nie są«. 

JW. Godebski: »Z najusilniejszą uwagą przysłuchiwałem 
się odezwie Rządu Narodowego i adresowi Izb połączonych. 
Przekonanie, które wówczas powziąłem, i teraz mam, że duch 



— 245 — 

odezwy jest różny od ducha adresu. Gdy naród przemawia do 
innego narodu, nic naturalniejszego, jak że w T yjawia przed nim 
cele swojego powstania. Niezawodnie, gdybyśmy stanęli w obli- 
czu Węgrów, powiedzielibyśmy do nich te wyrazy: (niema 
w protokóle). 

Tak naród do narodu przemawia, nie tai się, nie krępuje 
restrykcyami dyplomatycznemu Pojął ten głos Narodu Kasztelan 
Niemcewicz i jasno go wynurzył. Nie pytaliśmy się, kiedyśmy 
oręż podnosili, czy sąsiednie gabinety uznają to za dobre; uczu- 
liśmy krzywdy, podnieśliśmy oręż i przysięgliśmy krzywd się 
pomścić, albo uledz, jak ludowi z honorem przystoi. Z tego 
stanowiska rzecz uważając, znaczna zachodzi różnica między 
odezwą Rządu a adresem od Narodu. Dlatego raz jeszcze jak 
najmocniej popieram wniosek kolegi Worcella, aby adres do 
komitatów węgierskich oddzielny przez Izby uchwalony zo- 
stał. Nie będziemy tego adresu przesyłać do komitatów wę- 
gierskich; dość, kiedy tą samą drogą, jakąśmy ich adresa otrzy- 
mali, objawimy im nasze podziękowanie. Adres ten dostanie 
się do nich, przeczytają go i, kiedy nie wolno jest naszym 
ajentom objawiać celu powstania narodowego, nam przynaj- 
mniej wolno jest to uczynić, i liczne do tego znajdziemy po- 
budki«. 

JW. Wężyk: »Dwa są przedstawione adresa; głosy sejmu- 
jących rozróżniają się, który z nich przyjąć za adres od Sejmu, 
od Narodu. Komisye sejmowe oświadczyły się za adresem 
Rządu Narodowego. Lubo znajduję go bardzo dobrze wysło- 
wiony, lecz czemu iść tym samym śladem, kiedyśmy ułożenie 
adresu poruczyli Kasztelanowi Niemcewiczowi, i ten go w du- 
chu prawdziwie narodowym napisał. Nie dlatego to mówię, 
abym rozumiał, że, przyjmując odezwę Rządu Narodowego, już 
tern samem zdawałoby się, że idziemy śladem Rządu i nie 
chcemy zmieniać to, co on uchwalił. Majestat spoczywa w Izbach, 
nasze więc zatwierdzenie więcej tylko nadałoby mu wagi. Lecz 
gdyśmy innych odezw Rządu nie potwierdzali, przyjmując tę 
za naszą, moglibyśmy moc innych osłabić. Odezwa Kasztelana 
Niemcewicza jest krótsza wprawdzie, lecz w duchu narodowym 
napisana; przyjąć więc ją możemy«. 

JW. Szaniecki: »Wybraliśmy Komisyę dyplomatyczną, aby 
w okolicznościach dotyczących stosunków z innymi narodami 



— 246 — 

zdanie nam swoje wynurzał(a). Widzimy tu wynurzone przez 
ni(ą) zdanie. Ponieważ to nie trafia do przekonania całej Izby, 
czyliby nie wypadało, aby w tak ważnej okoliczności, gdy nie 
zgadza się z godnością Izb, aby skwapliwie coś przedsiębrały, 
rzecz tę do wszystkich połączonych Komisyów odesłać, aby 
one przedmiot ten raz jeszcze rozebrały? Może być, że one 
przyjmą odezwę Kasztelana Niemcewicza, albo ją zmienią, albo 
inny wynajdą środek, któryby wszystkie zdania pogodziłcc 

JW. Marszałek: »Czy Izby przychylają się do wniosku JW. 
Szanieckiego?« 

JW. Godebski: »Nie jestem przeciwny wnioskowi kolegi 
Szanieckiego; owszem, niech Izby nad odezwą Kasztelana 
Niemcewicza z całą skrupulatnością się zastanowią, niech zważą 
wszystkie jego wyrazy, żebyśmy się w czem nie skompromi- 
towali, kiedy się tego obawiamy. Lecz wnoszę, abyśmy nazna- 
czyli czas, w którym Komisye połączone pracę nam swoją 
przedstawią. Cztery już tygodnie mija, jak wniosek uczyniony 
został przez kolegę Wołowskiego. Aby podobny przypadek 
i teraz miejsca nie miał, żądam oznaczenia czasu, bo lepiej 
jest całkiem odrzucić, aniżeli puszczać w odwłokę«. 

JW. Marszałek: »Zapewne dla spóźnionej pory nie będziemy 
mogli dzisiaj przystąpić do wyboru Senatora. W poniedziałek 
więc czynność tę uskutecznić nam wypadnie; na tej więc sesyi 
Komisye zechcą nam zdać sprawę względem tych 
odezw do W ę g r z y n ó w« . 

Izby zgodziły się na ten wniosek. 

JW. Marszałek: » Wy pada nam jeszcze względem jednego 
przedmiotu coś postanowić. Projekt do uchwały wzglę- 
dem regulaminu tak Izby Poselskiej jak Senator- 
skiej, przyjęty w Izbie Poselskiej, w Senacie odrzucony, był 
w Izbach połączonych wprowadzony. Izby stanowczo wzglę- 
dem niego nie wyrzekły; art. 3-ci (4-ty!) tylko z niego wyjęły 
i w prawo zamieniły. Zdawało się wszakże, że większość 
Członków obu Izb zgadzała się na potrzebę zaprowadzenia 
w nim znacznych zmian. Może więc teraz Izby połą- 
cz o n e na to przystaną, aby ten projekt wrócił 
do K o m i s y i i tam uległ potrzebnym z m i a n o m«. 

Izby zgodziły się na wniosek J W. Marszałka. 
;i dodał uwagę, która także powszechne poparcie 



— 247 — 

znalazła, że projekt ten, jako raz już rozbierany w Izbach połą- 
czonych, z Komisyi wprost do Izb połączonych wniesiony zo- 
staniem 

JW. Marszałek: »Przed zasolwowaniem sesyi przypominam, 
iż jutro o godzinie 11 zrana w kościele śgo Jana wznosić bę- 
dziemy modły do Boga dla wyjednania pomyślności orężowi 
naszemu; prosto z kościoła udamy się do Izby Poselskiej na 
posiedzenie, na które JJWW. Ministrowie zaproszeni będą. 
W niedzielę, jeżeli pogoda posłuży, zapraszam Członków Izby 
Poselskiej, aby o 5 godzinie zrana raczyli się zgromadzić przed 
ratuszem, skąd się udamy na okopy«. 

Potem sesya obu Izb zasolwowaną została. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izby Poselskiej z dnia 6 sierpnia 

1831 roku. 

JW. Marszałek zaprosił JW. Z w i e r k o w s k i e g o, aby ra- 
czył odczytać listę obecności. Obecnymi byli (82?): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Libiszewski. Hieronim Kochanowski. 

Deputowani: JJWW. Jan Pusztynika. Ignacy Żeleński. Jan Gra- 
tkowski. 

Z Woj ewództwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Józef Ziemięcki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Pole- 
tyłło. Józef Swirski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbezewski. Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 



— 248 — 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Konstanty Jezierski (?). Szczepan Świniarski. Jakób 
Okęcki. Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Ignacy Starzyński. Adam Łu- 
szczewski. Frań. Trzciński. Eugeni Slubicki. Józef Kretkowski. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Frań. Wołowski. Augustyn Morzkowski. Wojciech Chodecki. Antoni Za- 
wadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki (?) Ignacy Wężyk (?) Józef hr. 
Małachowski (?) Teodor Jasieński. 

Deputowani: JW. Frań. Obniski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński (?) Jan Augustowski. Frań. KisielnickL 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Woły ńskiego. Posłowie : JJWW. Ksawery 
Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Aleksander Bernatowicz. Henryk Na- 
kwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Wincenty 
hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Jakób Malinowski. 

JW. Marszałek: »Nim przystąpimy do porządku dziennego, 
t. j. do żądania objaśnień od Ministrów, wypada załatwić rzecz 
bardzo ważną i żadnej niecierpiącą zwłoki, a ta jest: wybór 
dwóch Członków do komitetu obrony miasta War- 
szawy. Mnie się zdaje, że najłatwiej odbędzie się wybór, gdy 
każdemu z Członków Izby rozdane będą kartki, na których 
każdy dwa nazwiska napisać raczy. Przed rozpoczęciem tej 
czynności niech mi będzie wolno nadmienić okoliczność mnie 
osobiście dotyczącą. Kilku szanownych Członków Izby oświad- 
czyło, że mnie chcą podać na kandydata; wszelako dla przy- 
czyn bardzo ważnych muszę się od tej posługi wymówić. By- 
łoby to ze strony mojej zarozumiałością, gdybym sobie miał 
pochlebiać, że większość pozyskam. Mogę zaręczyć, że wolny 
zupełnie od niej jestem; większości się więc nie spodziewam, 
lecz i tych kilku kresek, którebym mógł otrzymać, nie radbym 
odwracać od właściwego celu. Powody, dla których się od 
obowiązku tego uwolnić pragnę, są następujące: obrady tego 
komitetu odbywają się prawie codziennie, a czasem i cało- 



— 249 — 

dziennie; nie dałoby to się pogodzić z czynnościami obowiązku 
mojego, jako zaszczyconego marszałkostwem. Oprócz tego wy- 
znaję, że już tak dawno myśli moje od stanu wojskowego 
odwróciłem, iż nie mógłbym odpowiedzieć tak ważnemu obo- 
wiązkowi, jak odpowiedzieć mogą ci, których Izba powołać 
zechce. Przystępujemy teraz do wyboru. Zapraszam na asesorów 
JJWW. Michała Gostkowskiego, Plichtę, Kozłowskiego i Biel- 
skiego. Jeszcze jedną okoliczność niech mi będzie wolno nad- 
mienić: niechaj szanowni Reprezentanci nie wybierają nikogo 
z kandydatów na Senatorów, bo gdyby się takowy utrzymał, 
musielibyśmy drugi raz za dni kilka do nowego wyboru przy- 
stąpić«. 

Poczem JW. Marszałek zaprosił na asesorów JJWW. Mi- 
chała Gostkowskiego, Posła powiatu Stopnickiego, JW. 
Ksawerego hr. Niesiołowskiego, Posła powiatu Kazi- 
mierskiego, JW. Kajetana Kozłowskiego, Deputowanego 
z okręgu Płockiego. JW. Antoniego Plichtę, Posła powiatu 
Brzezińskiego. Gdy przystąpiono do wyboru okazało się, ze 
wotujących było 77, a zatem kresek 154. 

Po obliczeniu wotów okazało się, że: 

JJWW. Niemojowski otrzymał kresek 52, Chełmicki 35, 
Dembowski 29, Świrski 12, Wężyk 6, Łuniewski 5, Gustaw 
Małachowski 3, Libiszewski 2, Śląski 2. Konstanty Witkow- 
ski 2, Wiszniewski 2, Niesiołowski 1, Zwierkowski 1, Józef 
Małachowski 1, Godebski 1. Razem 154. 

JW. Marszałek: »W skutek wotowania szanowni koledzy 
JJWW. Niemojowski i Chełmicki, jako najwięcej 
kresek mający, są Członkami delegowanymi do ko- 
mitetu obrony m. Warszawy. Wszelako w teraźniejszych 
okolicznościach i grasujących chorobach mogą być takie wy- 
padki, iż który z Członków delegowanych nie mógłby być na 
naradach komitetu obecny. Wypadałoby więc może, ażeby 
dwaj następujący najwięcej kresek mający byli tymczasowymi 
zastępcami, dopókiby Izby właściwych Członków nie wybrały. 
Z tych najwięcej mają J W. Dembowski i J W. Świrski, 
a zatem ci byliby tymczasowymi zastępcami«. 

JW. Dembowski: »Zupełnie w opinii mojej byłem prze- 
ciwny przy stanowieniu tego komitetu, bo nie mogłem pojąć 
przywilejów i obowiązków, jakie mieć będzie. Dlatego właśnie, 



— 250 - 

że atrybucye jego nie są właściwie wskazane, nie wiedziałbym, 
jak mam, będąc zastępcą, postąpić. Obowiązki moje chciałbym 
jak najgorliwiej wykonywać, a gdy obowiązki delegacyi do 
komitetu nie są należycie określone, nie mógłbym życzeniom 
moim zadosyć uczynić. Dlatego upraszam o uwolnienie mnie 
od zastępstwa«. 

JW. Marszałek: » Jeżeli się Izba zgodzi, więc .IW. Swirski, 
jako później najwięcej kresek mający, będzie pierwszym za- 
stępcą, a JW. Wężyk drugim«. 

JW. Świrski: » Jeżeli Izba nie uchwaliła, że mają być za- 
stępcy, na cóż to mianowanie?« 

JW. Marszałek: »Chociaź prawo nie obejmuje zastępców, 
odważyłem się ich zaproponować z tego względu, ażeby na 
przypadek niemożności znajdowania się którego z naszych 
delegatów na obradach, najwięcej kresek mający mogli ich 
zastąpić do chwili, w którejby Izba przystąpiła do zanomino- 
wania zastępców«. 

JW. Konstanty Witkowski : »Ponieważ w atrybucyi tej rady 
nie jest powiedziano, ażeby zawsze wszyscy na obradach się 
znajdowali, i czyli to będzie dwóch, lub jeden, wcale to dzia- 
łaniom tej Rady przeszkadzać nie będzie; z tego stanowiska 
wychodząc, sądzę, że zastępcy nie są potrzebni«. 

JW. Chodecki: »Ja rozumiem, że żaden Członek nie działa 
ani dla siebie, ani za siebie. Z tego powodu rozumiem, że 
JW. Dembowski poświęci swe zdanie, skoro Izba pokłada 
w nim swoje zaufanie i powołuje go do obowiązków zastępcy. 
Będzie to zapewne z większą dla nas korzyścią, gdy będziemy 
mieli zastępców^. 

JW. Ignacy Starzyński: »Jeżeli Izba zadecyduje, ażeby byli 
zastępcy, upraszam, ażeby JW. Dembowski raczył zastępstwo 
przyjąć; wszyscy bowiem znamy jego patryotycznego ducha 
i jego gorliwość«. 

JW. Świniarski: »Gdyby przyczyny przez JW 7 . Dembow- 
skiego mogły mieć wpływ na zdanie Członków, to miałyby 
i na tych, którzy najwięcej kresek mieli, i oniby mogli zna- 
leść powody uwolnienia się od obowiązku. Lecz sumienie, 
światło, rozsądek, są to najlepsze skazówki działań delegacyi. 
Rozumiem, że JW. Dembowski od wyrzeczonego tu zdania 
odstąpi«. 



— 251 — 

JW. Trzciński: »Prosiłbym o odczytanie uchwały: jeżeli 
w niej niema mowy o zastępcach, skądże do nominowania ich 
przychodzimy? To chyba trzeba nowy projekt względem za- 
stępców Izbie przedstawicie 

JW. Marszałek: »K to jest zdania, aby dwaj najwię- 
cej kresek mający byli zastępcami, po ws ta c r aczy«. 

— Mniejszość powstała. — 

»Więc nie będzie zastępców; jeżeli zaś okaże się 
potrzeba ich, Izba do nowego wyboru przystąpi. Stosownie do 
uchwały raczą się JJWW. Niemojowski i Chełmicki zgłosić 
do Gubernatora względom porozumienia się z nim co do czasu 
i miejsca obrad komitetu. Ja zaś z mej strony zawiadomię 
Rząd Narodowy o wyborze JJWW. panów«. 

JW. Biernacki: » Wypadałoby Senat zaprosić, ażeby od sie- 
bie Członka wybrać zechciał«. 

JW. Marszałek: »Mnie się zdaje, że Senat sam wybierze. 
Nie mamy prawa przypominać Senatowi, co ma czynić; za- 
wiadomię go tylko o wyborze, jaki w Izbie nastąpił. 

Złożone zostały do laski dwa projekta, względem których 
Izba decyzyę swoją objawić raczy. 

1 . J W. Szanieckiego względem uchwały do 
zawdzięczenia współczucia narodu węgierskiego* 
Zapewne Izba zgodzi się, aby odesłany był do Komisyi dyplo- 
matycznej". 

— Głosy: » Zgoda! zgoda !« — 

» Drugi wniosek Rządu Narodowego względem 
udzielenia Gubernatorowi miasta stołecznego 
Warszawy w czasie jej oblężenia rozciąglejszej 
władzy. Zapewne zgodzi się Izba, aby (był) odesłany do 
wszystkich trzech Komisyów, gdyż zdaje mi się być bardzo 
ważny«. 

Głosy: »Zgoda! zgoda !« 

JW. Chodecki: -Prosilibyśmy o odczytanie całego«. 

JW. Marszałek: »Uczynimy to, jak z Komisyi wróci, bo 
ten porządek raz na zawsze przyjęliśmy, aby przed odesłaniem 
do Komisyów treść tylko wniosków odczytywaną była. Po za- 
łatwieniu tych czynności przystępujemy do porządku dziennego, 
t. j. do żądania objaśnień od JJW W. Ministrów. Ma 
głos (JW. Zwierkowski)<(. 



— 252 — 

JW. Zwierkowski : »Wypadek dnia wczorajszego daje mi 
powód interpelowania Ministra sprawiedliwości, z jakich po- 
wodów obywatel Krępowiecki, który przestał być wojskowym 
i jest cywilny, aresztowanym został? Zapytuję się, z czyjego 
polecenia nastąpiło uwięzienie obywatela Krępowieckiego, czyli 
to z polecenia Gubernatora, czyli też przez jaką władzę cy- 
wilną? Wiem tylko, że Krępowiecki oddany został pod sąd 
wojenny nadzwyczajny, stąd domyślam się, że przekroczenie 
jego musi być jakiegoś szczególniejszego rodzaju, i chciałbym 
w tern być objaśniony«. 

JW. Marszałek: »Upraszałbym szanownych Członków Izby, 
ażeby się z tą kwestyą wstrzymali, dopóki Minister sprawiedli- 
wości nie nadejdzie«. 

JW. Ignacy Starzyński: »Tam, gdzie idzie o życie człowieka' 
rzeczy w odwłokę puszczać nie można«. 

JW. Minister przychodów i skarbu: » Aczkolwiek interpe- 
lacya dotyczy się Ministra sprawiedliwości, gdy jednakże w r tej 
chwili ten nie jest obecny, a ja jestem w stanie uczynić zado- 
syć życzeniom Izby, miło mi jest żądane udzielić objaśnienie. 
Rząd Narodowy otrzymał w dniu wczorajszym o godzinie 7 x / 4 
prośbę obywatela Krępowieckiego wręczoną, jeżeli się nie mylę, 
przez JW. Zwierkowskiego, w której uwiadamia, że w dniu 
wczorajszym z rozkazu Gubernatora został aresztowany i prosi, 
ażeby uwolnionym został, przytaczając, że jako osoba cywilna 
nie podlega sądom wojennym. Rząd Narodowy wezwał Guber- 
natora o danie bliższych objaśnień, a tymczasem polecił mu, 
ażeby wstrzymał postępowanie sądowe i wszelkie kroki wzglę- 
dem Krępowieckiego, dopóki żądanych objaśnień Rządowi Na- 
rodowemu nie nadeśle. Dalszych wypadków z Krępowieckim 
nie wiem. Tymczasem wczoraj po godzinie 8 wieczorem zgło- 
siło się kilkuset obywateli do Rządu Narodowego, żądając 
objaśnienia i uwolnienia Krępowieckiego. Rząd Narodowy 
oświadczył im swoją decyzyę, czem oni zaspokojeni rozeszli 
się przy okrzykach: Niech żyje Rząd Narodowy !« 

JW. ^Tiemojowski: »Pogarda dla prawa zabezpieczającego 
wolność osobistą była jedną z głównych pobudek rewolucyi 
naszej z d. 29 listopada. Jednym z głównych celów rewolucyi 
naszej jest zapewnienie się raz na zawsze, aby nie wracać 
więcej do tych nadużyć, jakich przez czas długi byliśmy ofia- 



— 253 — 

rami. Głównym obowiązkiem Reprezentanta jest czuwać nad 
wykonaniem prawa. Uprzedził mnie w tern JW. Zwierkowski. 
Na żądanie obywatela Tadeusza Krępowieckiego miałem uczy- 
nić wniosek i donieść Izbie Poselskiej, iż w dniu wczorajszym 
popełniony został gwałt na osobie jego. Gubernator z rozkazu 
Naczelnego Wodza aresztował Krępowieckiego i oddał go pod 
sąd wojenny nadzwyczajny. Powodem do tego, ile mi wiadomo, 
jest artykuł, w którym Krępowiecki oświadczył, iż twierdzenie 
Naczelnego Wodza, jakoby unikając boju podał się do dymisyi, 
było mylne. Krępowiecki zyskał dymisyę wprzód, nim artykuł 
ten napisał. Spodziewał się, iż od 29 listopada ustała już ta 
doktryna W. Ks. Konstantego, iż ci, którzy się dobijają teraz 
o wolność, mają być do śmierci Naczelnego Wodza najemni- 
kami i jego sądom ulegać. Uchwała z d. 24 stycznia stanowi 
wprawdzie, że w okolicach działań armii w stanie wojennym 
ogłoszonych wolno jest Naczelnemu Wodzowi wszelkie osoby 
cywilne aresztować, lecz taż uchwała mówi. że tak przyareszto- 
wane osoby do właściwych sądów odesłane być winny. Oświad- 
czyłem Ministrowi sprawiedliwości, że będę go interpelował; 
nie wiem, czemu nie jest obecny, i dlatego wstrzymać się 
muszę. Nie wiem, czyli to zdarzenie jest jemu wiadome, i wła- 
śnie jako stróża sprawiedliwości i opiekuna osób chciałem we- 
zwać, ażeby przedsięwziął środki, wyrobił uwolnienie Krępo- 
wieckiego, lub, jeżeli przewinienia jakie na nim ciążą, pod sąd 
właściwy go oddał. Ile mi wiadomo, przewinienie Krępowie- 
ckiego nie jest tak wielkie, ażeby z tak przykrego więzienia 
odpowiadał, gdzie ani familia, ani osoby jemu znajome przy- 
stępu nie mają«. 

JW. Marszałek: » Jeżeli więcej szanownych Reprezentantów 
chce mówić w tej materyi, upraszałbym o zatrzymanie się: 
Minister sprawiedliwości w tej chwili przybędzie«. 

JW. Chełmicki: »Ponieważ JW. Minister skarbu wdał się 
w tłómaczenie Ministra sprawiedliwości, niepodobna jest czekać 
dłużej za nim. Wiedzą dobrze Ministrowie, iż w dniu dzisiej- 
szym jest interpelacya. Już to nie pierwszy raz Gubernator 
dopuszcza się podobnego nadużycia: i tak zapieczętował dru- 
karnię redaktorowi »Merkurego«, stało się to bezprawnie, lecz 
podobno na rozkaz Naczelnego Wodza. Najwyższy urzędnik 
kraju powinien szanować prawo i dać przykład młodszym 



— 254 — 

w uszanowaniu jego, ażeby nikt nie ważył się go łamać. Dla- 
czego Naczelny Wódz, tak powolny w aresztowaniu wojsko- 
wych, pokazuje się tak skwapliwym w aresztowaniu cywilnych, 
do których nie ma żadnego prawa? Dlatego wnosiłbym, byśmy 
przedewszystkiem wezwali Rząd Narodowy, aby szczególniej 
dopilnował tego, iżby każdy swoje obowiązki pełnił, i nikt na- 
dal nie poważył się gwałcić prawa«. 

IW. Godebski: » Właśnie miałem głos zabrać dla poparcia 
wniosku JW. Zwierkowskiego, ale ponieważ Minister sprawie- 
dliwości nie jest obecny, a JW. Marszałek oświadczył, iż nie- 
bawem nadejdzie, prosiłbym, abym w tej materyi głos mój do 
przybycia jego zatrzymałcc 

JW. Klimontowicz: »Prawa dopóty są szanowane, dopóki 
całość kraju i bezpieczeństwo osób na nich spoczywają. Od 
momentu, jak tylko kardynalne prawa pogwałcone zostaną, 
tam już po wolności, już po wszystkiem. Nie pierwszy raz pa- 
trzymy na to pogwałcenie praw. Widzimy, z jaką to skwapli- 
wością aresztowani są ci, którzy małe uchybienia popełnili, 
często może dumę obrazili, a tam, gdzie się wyraźna zdrada 
kraju pokazała, wymiar sprawiedliwości leniwym, żółwim po- 
stępuje krokiem. Jak to daw r no aresztowani są obwinieni 
o zdradę kraju, a dotąd wyroku na nich doczekać się nie mo- 
żna, a tego, który małe uchybienie popełnił, który osobistą 
dumę obraził, w 24 godzinach osądzić nakazano«. 

JW. Starzyński: »Do światłych głosów przedemną mówią- 
cych cóż mam przydać, jak powtórzyć, iż rewolucya nasza 
była w tym duchu, ażebyśmy nadal zachowali dla siebie wol- 
ność osobistą. Lecz nie jest cel dopięty; postępujemy arbitral- 
nie; sic volo, sic jubeo. Kto uniósł się patryotyzmem, wyrzekł, 
lub napisał co osobistą dumę obrażającego, sądzony jest na- 
tychmiast. Czemuż to nie masz wyroku na jenerała Jankow- 
skiego? Wszędzie się pytają, co się znaczy, że sąd o obwinio- 
nych dotąd nie wyrzeka? Jeżeli żąda tego cały Naród, i my 
wszyscy, dlaczego nie jest sądzony? Kto mało przewinił, odpo- 
wiada z aresztu sądzony natychmiast, a gdzie jest zdrada 
kraju, to zwłoka«. 

JW. Marszałek: »Ponieważ JW. Minister sprawiedliwości 
przyszedł, ma głos (JW. Godebski)«. 

JW. Godebski: »Gwal't jawny popełniony został w dniu 



— 255 — 

wczorajszym na osobie obywatela Tadeusza Krępowieckiego. 
Nie wchodzę w przyczyny, jakie powodowały władze do przy- 
trzymania tego obywatela; nie będę przytaczał anteriorów ży- 
cia jego; nie powiem, że kto w obronie sprawy narodowej 
chlubne znaki otrzymał, że kto dosłużył się stopnia oficera, że 
kto dzielił niebezpieczeństwa wyprawy jenerała Dwernickiego, 
tego o złe zamiary posądzać nie godzi się. Powtarzam, nie 
potrzebuję się do anteriorów życia jego odwoływać. Obywatel 
Krępowiecki przestał być wojskowym, został cywilnym i z pod 
praw wojskowych wrócił pod prawa cywilne. Żadna władza 
nie ma prawa więzić obywatela bez oddania go pod sąd wła- 
ściwy. W najnaglejszych okolicznościach, gdyby nawet nie był 
znany, nie położył żadnych zasług, żadna władza nie miałaby 
go prawa więzić, i jeszcze tak więzić, żeby ani krewni, ani 
znajomi przystępu do niego nie mieli. Byłem wczoraj świadkiem, 
jak wielu obywateli zgromadziło się przed Rządem Narodo- 
wym, słyszałem daną im odpowiedź przez jednego z Członków 
Rządu Narodowego; była ona godna władzy, jaką ten Członek 
piastuje. Oświadczył, że Rząd Narodowy jest stróżem wolności 
obywatelskiej. Nie wątpimy o tern, iż Rząd Narodowy to zdanie 
podziela; nie chcemy zarzucać nieprawnego postępowania; są- 
dzimy, że muszą być ważne pobudki, kiedy w kraju konstytu- 
cyjnym taki czyn popełniony został. Mamy tylko prawo żądać 
w tym względzie od JW. Ministra sprawiedliwości objaśnienia 
i cieszymy się, że go na ławce rządowej widzimy«. 

JW. Minister sprawiedliwości: » Aresztowanie obywatela 
Krępowieckiego, jak się dziś dowiedziałem z odgłosu publi- 
czności i w Izbie, nastąpiło z rozkazu Gubernatora, który tę 
władzę piastuje w mieście naszem oblęźonem, a przynajmniej 
przez Rząd Narodowy ogłoszonem za będącem w stanie oblęże- 
nia. Minister sprawiedliwości, stosując się do życzenia Izby 
Poselskiej, nie może więcej zrobić, jak zapytać się Guberna- 
tora, dlaczego Krępowiecki przez władzę wojskową jest areszto- 
wany, i dlaczego pod sąd wojenny oddany? Skoro otrzymam 
objaśnienie, stosując się do prawa względem miasta oblężonego 
uchwalonego, jeżeli się przekonam, że obwiniony Krępowiecki 
nie kwalifikuje się do sądów wojennych, będę miał sobie za 
obowiązek zażądać, aby pod sąd zwyczajny był oddany. Dzia- 
łania mojego nie mogę inaczej rozpocząć, jak przedstawiając 



— 256 — 

je Rządowi Narodowemu, a gdyby była wątpliwość, czyli Krę- 
powiecki pod sąd wojenny ma być oddany, wytoczę spór ju- 
rysdykcyjny, albowiem Minister sprawiedliwości nie może nic 
Gubernatorowi nakazywać. Już tu JW. Minister przychodów 
i skarbu nadmienił, że na prośbę obywatela Krępowieckiego 
Rząd Narodowy polecił Gubernatorowi, aby rzecz tę wyświecił 
i ażeby z oddaniem Krępowieckiego pod sąd wojenny nadzwy- 
czajny wstrzymał się do dalszej decyzyi. Zapewne to już się 
w tym momencie pertraktuje, i zapewne Minister sprawiedli- 
wości i Gubernator otrzymają stosowne rozporządzeniach 

JW. Godebski w kontynuacyi: »Miałem zaszczyt oświadczyć, 
że gdy wczoraj przypadkowo byłem świadkiem zaniesionej 
prośby obywatela Krępowieckiego do Rządu Narodowego, te 
wyrazy z ust jednego z Członków Rządu słyszałem, że zaraz 
po odebraniu prośby Krępowieckiego miał być wezwany Gu- 
bernator do dania stosownych objaśnień. Znane nam są atry- 
bucye sądu wojennego nadzwyczajnego, znamy jego pośpiech 
w działaniu. Było to dnia wczorajszego; dzisiaj już kilkanaście 
godzin upłynęło, a w takiem przyspieszeniu działania dotąd 
żadnego objaśnienia nie mamy. Niepodobna przytłumić zadzi- 
wienia. Ile mi wiadomo, Krępowiecki uwięziony został za wy- 
raźnym rozkazem Naczelnego Wodza. Żądamy w tym wzglę- 
dzie objaśnienia; wielka bowiem jest różnica między uwięzie- 
niem* z rozkazu Naczelnego Wodza, a uwięzieniem z rozkazu 
samego Gubernatora, bo w pierwszym razie, jakiekolwiek są 
atrybucye Naczelnego Wodza, nikt mu nie dał prawa więzić 
i pod sąd oddawać osoby cywilne. Nikt nas nie objaśnił, czyli 
Krępowiecki jest na wolność wypuszczony, czy też z więzienia 
odpowiada; żądamy tego wyjaśnienia, bo, powtarzam, nikt nie 
ma prawa więzić bez oddania pod sąd«. 

JW. Minister sprawiedliwości : »Miałem honor oświadczyć 
już, iż w mieście oblęźonem areszta wojskowe są pod zarzą- 
dzeniem Gubernatora. Ministrowi sprawiedliwości prawa te nie 
służą, i żadna podobna atrybucya nie była mu oddana. Trze- 
baby wprzód prawa, ażeby Minister sprawiedliwości mógł 
wglądać w areszta wojskowe. Gdy te wychodzą zupełnie z mo- 
jej atrybucyi, rozumiem, że prędzej Minister wojny mógłby dać 
stosowne w tym względzie objaśnienie«. 



— 257 — 

JW. Godebski w kontynuacyi: »Bynajmniej tedy troskliwość 
nasza nie jest zaspokojona. Rząd Narodowy odebrał wczoraj 
prośbę Krępowieckiego. Rozumiem, iż Ministrowie powinni 
byli być o niej uwiadomieni. Jeżeli okoliczność ta, jak nam 
Minister sprawiedliwości przedstawił, więcej się Ministra wojny 
dotyczy, dziwimy się, że go dzisiaj na ławce rządowej nie 
mamy. Gdzie idzie o życie i wolność obywatela, tam obojętnym 
być nie można. Wiele głosów przytoczyło dobitnie te wyrazy, 
że właśnie za wolność osobistą podnieśliśmy oręże nasze. 
Gdzież jest ta wolność osobista? Ja nie widzę, abyśmy ją mieli, 
i nie chcę, abyśmy dyktaturę za dyktatur(ą) przyjmowali«. 

JW. Nakwaski: »Gwałt już jest wyjaśniony; nie chcę za- 
bierać czasu i nie widzę potrzeby rozszerzać się dłużej nad 
tym przedmiotem, ale muszę zwrócić uwagę Izby i zapytać 
się JW. Marszałka, dlaczego Minister wojny nie jest tu obecny? 
Sądzę, że te ciągłe wymówki i odwoływania się Ministrów 
jeden do drugiego, do dyrektorów jeneralnych, są do naga- 
nienia. Przeszłej soboty doniósł nam Minister wojny, że nie 
może przyjść na sesyę z powodu, że musiał przyjmować dwu- 
tysięczny korpus Chrzanowskiego. Zdaje się, że korpus paro- 
tysięczny nie jest tern, czem Izba. Izba jest więcej, jak korpus. 
Dzisiaj znowu nie widzę go na ławce rządowej. Ministrowie 
nie odpowiadają na pytania czynione im zeszłej soboty, odkła- 
dają odpowiedzi do czasu, przez co bywa Izba zawiedzioną. 
Tutaj trzeba stanąć przed Narodem i odpowiedzieć na to, czego 
Naród żąda«. 

JW. Marszałek: »Nie będąc zawiadomiony o przyczynie 
nieobecności Ministra wojny, nie jestem w stanie odpowiedzieć 
na zapytanie mi uczynione^. 

Głosy: »Prosimy posłać po Ministra wojny !« 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Minister wojny w ze- 
szłym tygodniu nie był na sesyi przytomnym, nie dla tej przyczyny, 
jak JW. Nakwaski utrzymuje, jakoby przyjmował korpus dwuty- 
sięczny jenerała Chrzanowskiego, lecz że korpus jenerała Chrza- 
nowskiego, który składa się z więcej jak dwóch tysięcy ludzi, 
przybywszy do Warszawy, potrzebował być zaopatrzonym w ży- 
wność i różne potrzeby dlatego, że nagle wychodził na linię 
bojową. Nie chciałby zapewne Minister mniej ważnemu ja- 
kiemu przedmiotowi poświęcić drogich chwil przeznaczonych 

Dyaryusz T. VI. 17 



— 258 — 

na obrady sejmowe, które poświęcić musiał dla korpusu Chrza- 
nowskiego. Co do dzisiejszego posiedzenia mam honor oświad- 
czyć JW. Nakwaskiemu, że jenerał Morawski zachorował na 
cholerę, co rozumiem, że dzisiejszą nieobecność jego uspra- 
wiedliwiam 

JW. Nakwaski: »To tylko dodam, że wyraźnie było powie- 
dziane w tern, co nam JW. Marszałek na przeszłej sesyi sobo- 
tniej odczytał, że Minister wojny na sesyi nie mógł być obecny 
z powodu, iż przyjmował korpus jenerała Chrzanowskiego. 
Co zaś do słabości jego, rozumiem, że i w tym razie rzeczy 
pogodzić się dadzą: wszak są Radcy, którzy na budżecie figu- 
rują; niech więc ci pod niebytność Ministrów zasiadają celem 
dania nam objaśnień, jakich Izba od nich zażąda«. 

JW. Chełmicki: »Rozumiałem, że JW. Minister sprawiedli- 
wości uwiadomiony o interpelacyi względem obywatela Krę- 
powieckiego, przybywszy po konferencyi z Gubernatorem, przy- 
niesie nam wiadomość, czy ten jako szpieg, zdrajca, lub z in- 
nych jakich powodów aresztowany. Wiemy, że jest areszto- 
wany, a za co, nie wiemy. Kiedy nie mamy sądów przysięgłych, 
do nas Reprezentantów należy przestrzegać, ażeby wolność 
osobista obywatela nie była zagrożona. Do nas należy wezwać 
Rząd Narodowy, ażeby obywatel Krępowiecki pod zaręczeniem 
obywateli był uwolniony, dopóki nie wyjaśnią się powody, bo 
tylko w takim razie wolno jest Wodzowi Naczelnemu areszto- 
wać i pod sąd oddawaćcc 

JW. Szaniecki: »Użalamy się często na nadużycia wolności 
druku. Czemże one są? Oto obrazą miłości własnej, obrazą 
dumy. Czemże jest to nadużycie pióra w porównaniu z naduży- 
ciem władzy? Jakże się na niego nie użalać, gdy zagraża wol- 
ności osobistej, a nawet życiu? Rzecz jest tak wielkiej wagi, 
z swobodami narodowemi tak ścisły związek, mająca, tak da- 
lece wszystkich nas obchodząca, że bez pewnego wzruszenia 
i wzgardy podobnego nadużycia wspomnieć nie można. Sza- 
nowni Reprezentanci! Nie rozchodźmy się, dopóki się nie do- 
wiemy od Gubernatora, dlaczego obywatel Krępowiecki został 
aresztowany? Można wysłać to zapytanie do Gubernatora przez 
woźnego; mamy Ministra sprawiedliwości obecnego, niech na- 
pisze do Gubernatora; możemy więc mieć odpowiedź natych- 
miast. Takiej rzeczy nie godzi się odwłóczyć. Wiemy, że do- 



— 259 — 

piero w poniedziałek zgromadzić się mamy: do poniedziałku, 
kto wie, co się stać może; przez ten czas mogą powiesić, 
mogą rozstrzelać obywatela Krępowieckiego, bo wiemy, jaki 
jest pośpiech w działaniach sądu wojennego. Nie wiemy, 
jaki jest skutek odezwy Rządu Narodowego w tym przed- 
miocie do Gubernatora uczynionej; z tego powodu troskli- 
wość nasza winna być podwojoną. Powtarzam, nie możemy 
się rozejść, dopóki nie będziemy mieli skutku żądania na- 
szego«. 

JW. Marszałek: » Właśnie w interesie bezpośrednim obywa- 
tela Krępowieckiego, w interesie zabezpieczenia go, niech mi 
wolno będzie uczynić wniosek do wniosku JW. Ch(ełmi)ckiego 
zastosowany, a ten jest, ażeby Rządowi Narodowemu niezwło- 
cznie objawić wolę Izby, ażeby obywatel Krępowiecki z pod 
władzy i sądu Gubernatora usunięty, a pod właściwy sąd cy- 
wilny, i to natychmiast, oddany został«. 

JW. Ignacy Starzyński: »Popierając głos JW. Szanieckiego, 
nie mogę być zaspokojony obojętną odpowiedzią JW. Ministra 
sprawiedliwości, zwłaszcza tam, gdzie idzie o życie człowieka. 
Z tego stanowiska rzecz uważając, nie mogę wnosić, jak 
tylko, że jest jakaś ręka paraliżująca, która nas chce odwieść 
od tego wszystkiego, do czego nasza rewolucya zmierza«. 
(Oklaski). 

JW. Godebski: »Nie mogę dzielić zdania JW 7 . Marszałka. 
Nie możemy przesądzać, czy Gubernator miał prawo zatrzymać 
obywatela Krępowieckiego, czy nie. Powinniśmy być obznaj- 
mieni, dla jakich powodów aresztowany obywatel Krępowiecki, 
i dlatego całą siłą popieram wniosek JW. Szanieckiego. Nie 
trzeba na to długiego czasu; ekspedycya będzie krótka, bo 
Gubernator musi znać pobudki, dla których aresztował Krępo- 
wieckiego. Gdzie idzie o życie obywatela, tam szanowni Re- 
prezentanci, wy, którzyście dali tyle dowodów waszego poświę- 
cenia się, nie mniejszą okażecie gorliwość«. 

JW. Nakwaski: »Już wymownym głosem poparł przedemną 
mówiący wniosek JW. Szanieckiego, do którego i ja się z mo- 
jem zdaniem przychylam. Czas jest, panowie, aby Izba żądała 
ze skutkiem. Już smutny przykład daje się spostrzegać, że 
interpelacye, decyzye Izb nie są uważane, od kilku tygodni 
mimo puszczane. Nie ruszmy się, szanowni panowie, z miejsc 



— 260 — 

dopóty, dopóki się nie dowiemy, z czyjego rozkazu, dlaczego 
i za co Krępowiecki jest aresztowany? Nie idzie tu o osobę, 
nie możemy żądać uwolnienia Krępowieckiego, bo może jest 
winny, ale idzie o to, aby wolność osobista szanowaną była, 
a zatem do ekspedycyi«. (Oklaski). 

JW. Marszałek: » Muszę dla objaśnienia odpowiedzi JW. 
Nakwaskiemu, który mnie nie zrozumiał, parę słów dodać. Nie 
mówiłem, ażeby obyw r atel Krępowiecki był już uniewinniony, 
ale tylko, aby był usunięty z pod władzy wojskowej, a oddany 
pod sąd cywilny«. 

JW. Świniarski: »Zdarzenie obecne przekonywa nas o ko- 
nieczności znajdowania się Ministrów na posiedzeniach. Sła- 
bość uwalnia ich, lecz w tym razie potrzeba, ażeby Radca 
właściwego Wydziału znajdował się obecny celem czynienia 
objaśnieńcc 

JW. Szaniecki : »Nie można poprzestać na tern, aby Krę- 
powiecki był uwolniony z pod sądu wojennego i pod właściwy 
sąd cywilny oddany. Nie wiemy powodów, za co uwięziony 
został, może za zdradę kraju, a jeżeli tak, nikt zdrajcy bronić 
nie będzie, niech zasłużoną otrzyma karę, ale o tern powin- 
niśmy być przekonani. Powtarzam: koledzy! nie rozejdźmy się, 
dopóki objaśnienia mieć nie będziemy. Właśnie byłem przeko- 
nany, że Minister sprawiedliwości nie po co innego wychodził 
tylko aby objaśnienie nam przyniósł, bo przed sesyą był o tern 
wszystkiem uwiadomionym 

JW. Minister sprawiedliwości: »Nie wiem, skąd panowie 
powzięli wiadomość, że ja chodziłem do Gubernatora. Do Gu- 
bernatora wcale nie chodziłem, ani tego nie oświadczałem. 
Ponieważ w Izbie było wotowanie, wyszedłem, gdyż Izba od- 
bywała swoje czynności, do czego ja nie byłem potrzebny*. 

JW. Chodecki : » Właśnie i ja spodziewałem- się, że Minister 
sprawiedliwości przyniesie nam objaśnienie; wychodząc bowiem 
powiedział, że idzie w celu dowiedzenia się«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Nie wiem, skąd szanowni 
Reprezentanci utrzymują, że ja wychodząc oświadczyłem, iż 
idę w celu zasiągnienia objaśnień. Proszę, aby to, com mówił, 
było oddane tak, jak mówiłem. Wyszedłem w czasie woto- 
wania, bo czynność była wcale inna, do której nie byłem po- 
trzebny. Odwołuję się do samych JJWW. Reprezentantów, czy 



- 261 — 

miałem poprzednio jaki głos, w którym oświadczyłbym się z tern, 
co mi zarzucają ?« 

(Głosy): »Nie! nie! nie!« 

JW. Marszałek: »Izba raczy rozstrzygnąć następującą kwe- 
styę: Kto popiera wniosek, ażebym niezwłocznie zapytał się 
piśmiennie Gubernatora, dla jakich powodów obywatel Krępo- 
wiecki aresztowanym został, powstać rączyce 

Nim przystąpiono do rozstrzygnienia tej kwestyi, zażądał 
głosu 

JW. Jełowicki: »Skuteczniej byłoby napisać do Rządu Na- 
rodowego, ile spodziewać się możemy, że Rząd Narodowy już do 
tego czasu musi być z tym wypadkiem obznajmiony, a zatem 
może się znajduje w stanie udzielenia nam przyzwoitego obja- 
śnienia^ 

JW. Godebski: » Większa część Izby zdaje się zgadzać na 
kwestyę przez JW. Marszałka położoną, bo ta nas prędzej do 
celu doprowadzić może«. 

JW. Morawski: »Przysłuchiwałem się dzisiejszym obradom. 
Zgadzam się na wniosek JW. Szanieckiego, ażebyśmy nie ro- 
zeszli się dopóty, dopóki o powodach aresztowania Krępowie- 
ckiego objaśnienia mieć nie będziemy; lecz nie mogę zgodzić 
się na to, ażeby Izba wprost Gubernatora się zapytyw T ała. Gdy- 
byśmy dzisiaj sobie tego pozwolili, jutro pozwolilibyśmy sobie 
więcej, wdalibyśmy się może we władze policyjne i korespon- 
dowalibyśmy może z podsędkami, a tak pomieszalibyśmy wła- 
dzę prawodawczą z władzą wykonawczą. Dlatego jestem zda- 
nia, ażeby Izba przesłała zapytanie wprost do władzy, z którą 
zostaje w bezpośrednich stosunkach. Choć to więcej czasu zaj- 
mie, jednakowoż mniej złego stąd wyniknie«. 

JW. Marszałek: »Uwaga JW. Morawskiego jest słuszna 
i ważna. Jednakowoż muszę nadmienić, że Rząd Narodowy 
w tej chwili nie jest zebrany; zgromadza się dopiero o godzi- 
nie 6-tej lub 7-mej; więc do tego czasu musielibyśmy zostawać 
bez odpowiedzi. Jakby znowu Rząd Narodowy posłał do Gu- 
bernatora, możeby on naówczas objeżdżał okopy, a tak mogli- 
byśmy i noc całą przepędzić i nie mieć odpowiedzi«. 

JW. Chełmicki: »Mojem zdaniem byłoby stosowniej zażądać 
objaśnienia od Rządu Narodowego, i nie byłoby to może od rzeczy 
wysłać delegacyę z dwóch Członków złożoną do Rządu Narodo- 



— 262 — 

wego z zastrzeżeniem, aby nie wracała do Izby, chyba ze sku- 
tkiem. Mogliśmy w przedmiotach mniej ważnych używać po- 
dobnych delegacyów np. do doręczenia adresów od Izby; mo- 
żemy jej użyć w tym przedmiocie, gdzie idzie o życie człowieka, 
a bardziej o woiność osobistą nas wszystkich«. 

JW. Szaniecki: »Tam, gdzie możemy rozkazywać, nie potrzeba 
deputacyi; dosyć jest trzy wiersze napisać i woźnego posłać«- 

JW. Uakwaski: »Sądzę, że ta interpelacya ściąga się do 
Ministra sprawiedliwości; wypada zatem polecić Ministrowi 
sprawiedliwości, ażeby poszedł i starał się zasięgnąć wiado- 
mości. Ta jest najprostsza droga; my na niego czekać bę- 
dziemy. Żądajmy, aby każdy to robił, co do niego należy«. 

JW. Ziemięcki: » Zgadzam się z wnioskiem JW. Szanie- 
ckiego, a nie mogę się zgodzić z wnioskiem JW. Nakwaskiego, 
albowiem tej drogi nie możemy wybierać. W obecnym przy- 
padku Minister sprawiedliwości nie ma żadnej styczności z Gu- 
bernatorem; wypada tylko posłać do Rządu Narodowego; ta 
droga jest najwłaściwsza«. 

JW. Biernacki: »Nie dzielę zdania JW. Deputowanego Wie- 
luńskiego (Ziemięckiego), jakoby droga przez Ministra sprawiedli- 
wości nie była właściwa. Minister sprawiedliwości jest natu- 
ralnym stróżem wolności osobistej; on jest pośrednikiem między 
nami a Rządem, najwłaściwszym organem Izby. Najlepiej za- 
tem będzie, ażeby Minister sprawiedliwości starał się zasięgnąć 
wiadomości, kroki zaradcze przedsięwziął i dał Izbie zaspaka- 
jające objaśnieniem 

JW. Szaniecki: »Mamy obecnego JW. Ministra spraw we- 
wnętrznych i policyi; do niego również należy czuwać nad 
bezpieczeństwem wolności osobistej. Upraszamy go jak naj- 
uprzejmiej, — ponieważ Ministra sprawiedliwości nie widzimy 
łatwego do napisania listu do Gubernatora, — aby go wyręczyłcc 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: ^Zgwałcenie 
prawa osobistego na jednej osobie jest zgwałceniem prawa 
wszystkim obywatelom służącego, dla których nic droższego 
nie jest, jak bezpieczeństwo wolności osobistej. Zapewne tro- 
skliwość i gorliwość, z jakiemi Izba powstaje na nadużycie, 
godne są uwielbienia. Z tern wszystkiem dzieliłbym zdanie 
JW. Morawskiego, aby zasiągnąć tych wiadomości od Rządu, 
który podziela w pewnym stopniu tę władzę, jaką się podo- 



— 263 — 

bało Izbom przy nim zostawić. Dotąd powszechnie utrzymy- 
wany był zwyczaj w Izbie, że przez wyciąg- z protokółu Izba 
zawiadamiała Rząd lub nieobecnych Ministrów o tern, w czem 
chciała być objaśnioną. Rozumiem, że w dzisiejszym przypadku 
możnaby się do tego zwyczaju zastosować, gdyby przedmiot 
nie był tej natury, że szybkiego zaradzenia wymaga. AYpra- 
wdzie trafną jest uwaga JW. Marszałka, że Rząd może się 
w tej chwili nie znajduje, lecz niepodobno, by żadnego z człon- 
ków nie było; może choć jeden z nich będzie, więc ten udzieli 
nam stosownych objaśnień. Rozumiałbym przeto, iż udanie się 
do Rządu Narodowego i oświadczenie woli Izby directe komu- 
nikowane jest najwłaściwszą drogą, która nam w tym przy- 
padku pozostaje«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Podobało się JW. Szanie- 
ckiemu powiedzieć o jakiejsiś mojej obojętności. Dotychczas 
były wnioski pro i contra między wami samymi, szanowni 
panowie, a ja mojej opinii wcale nie oświadczałem. Jestem 
Ministrem konstytucyjnym, przez Rząd nominowany, odpowie- 
dzialny za czynności przezemnie wykonywane, lecz nie mogę 
odpowiadać za czynności władz innych. Nie mam władzy nad 
Gubernatorem; powinienem tylko wykonywać rozkazy przez 
Rząd mi dane, o ile te są zgodne z konstytucyą. Izba chce, 
ażebym działał, ażebym napisał do Gubernatora; będę posłu- 
sznym, lecz wypadałoby, ażeby Izba pierwej napisała uchwałę, 
na mocy której mam działać«. 

JW. Miemojuwski: »Idzie nam najwięcej o to, abyśmy sku- 
tek życzenia naszego otrzymali, t. j. abyśmy się przekonali, 
czy Krępowiecki właściwie pod sąd nadzwyczajny wojenny 
oddany został? Zgadzam się z JW. Morawskim, że Izba żadnych 
stosunków z Gubernatorem nie ma. Stosunki właściwe Izby 
z Rządem są przez Ministrów; najlepiej więc będzie gdy JW. 
Minister sprawiedliwości uda się do Rządu Narodowego, a naj- 
prędszy skutek mieć będziemy, jeżeli się porozumie z Rzą- 
dem i Gubernatorem. Poczem da JW. Minister wiadomości, 
czyli Krępowiecki jest obwiniony o zdradę kraju, za którą 
pod sąd wojenny oddany być winien: jeżeli zaś nie, co Mini- 
ster potrafi ocenić, wypada, aby się upomniał, jako Minister 
sprawiedliwości, by Krępowiecki do sądu właściwego odesłany 
został«. 



— 264 — 

JW. Minister sprawiedliwości: »Czyli Minister sprawiedli- 
wości może, czyli to jest zgodne z formalnościami, ażebym ja 
bez decyzyi Izby biegał do Rządu Narodowego, do Guberna- 
tora, żądał od nich objaśnień, którzy mnie pytać będą, na jakiej 
zasadzie to czynię? Niech będzie decyzya Izby, a wtenczas jej 
woli stanie się zadosyć«. 

JW. Marszałek: »Kto popiera wniosek JW. Niemojowskiego, 
powstać raczy«. 

— Większość powstała. — 

»A więc Izba prawie jednomyślnością zdecy- 
dowała i uprasza J W. Ministra, aby raczył udać 
się do Rządu Narodowego i porozumieć się z Gu- 
bernatorem względem zebrania objaśnień, jakich 
Izba ź ąd a«. 

JW. Minister sprawiedliwości: »Prosiłbym o decyzyę Izby 
na piśmie«. 

JW. Niemojowski : »Prawo służące interpelowania Ministrów 
jest niewątpliwe. Interpelacya nie potrzebuje poświadczenia. 
Obowiązkiem jest Ministra nie odwoływać się i nie czekać na 
decyzyę Izby na piśmie, ale każdy z Ministrów obowiązany 
jest brać podobne wiadomości z odgłosu publicznego i docho- 
dzić, czyli jakiego nadużycia nie było. O wydarzonym wy- 
padku nie mógł Minister nie wiedzieć: nietylko, że nie przed- 
sięwziął żadnych w tym względzie kroków, ale teraz nawet, 
gdy Izba wolę swoją objawiła, jeszcze się woli Izby opiera«. 

JW. Marszałek: »Za czasów, kiedy większą moc miała 
władza wykonawcza, za czasów despotycznych, często Mini- 
strowie w razie potrzeby udawali się wprost z Izby Posel- 
skiej do Króla, skąd wracali do Izby, przynosząc żądane obja- 
śnienia^ 

JW. Minister sprawiedliwości : »Ja przedstawiłem Izbie 
wszelkie w tej mierze opinie, jakie tylko mieć mogłem, pod 
jej zadecydowanie. Skoro Izba objawiła już jednomyślnością 
wolę swoją, jestem posłuszny, lecz niech mi się godzi zapytać, 
czyli mam iść do Rządu Narodowego, czy do Gubernatora 
i o co ich się pytać ?« 

JW. Marszałek: »Sama dyskusya, przy której JW. Minister 
był obecny wskazała mu, czego Izba żąda. Zada powodu are- 



— 265 — 

sztowania obywatela Krępowieckiego i środków zabezpieczenia 
jego osoby«. 

JW. Tymowski: »Jedno jeszcze zapytanie: z czyjego roz- 
kazu Krepo wiecki jest aresztowany ?« 

JW. Minister sprawiedliwości: »Pytałem się, abym z ust 
JW. Marszałka dowiedział się o życzeniu Izby«. 

Poczem JW. Minister sprawiedliwości opuścił 
Izbę Poselską. 

JW. Świniarski: »Powtarzam mój wniosek, ażeby Izba dla 
zapobieżenia nadal, iżby nie doznawała zwłoki w materyach, 
w których objaśnioną być chce, raz na zawsze postanowiła, 
ażeby Ministrowie na interpelacyach bywali, a w razie nie- 
możności, ażeby Radców Stanu przysyłali «. 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Wszyscy Ministrowie 
posiadający Wydziały są przytomni. Minister wojny nie po- 
siada, tylko jednego Radcę, który w słabości jego nie może 
odstąpić tak ważnych czynności, jakie ma Minisfceryum wojny«. 

JW. Świniarski: »Odpowiedź ta mogłaby zaspokoić, i po- 
przestałbym na niej. Ale gdy sądzę, że w Ministeryum wojny 
jest więcej osób, któreby dać mogły objaśnienie, wniosek mój 
popieramcc 

JW. Szaniecki: »Niekoniecznie potrzebną jest rzeczą, ażeby 
Radca Stanu dawał objaśnienie. Mogliby to uskutecznić Refe- 
rendarze Stanu, naczelnicy wydziałów i nie zaszkodziłoby, aby 
wraz z Ministrami znajdowali się na sesyi obecnymi. I w dzi- 
siejszym przypadku nie potrzebowałby sam Minister wychodzić, 
tylko wysłać którego z nich, aby objaśnień, jakich żądamy, 
zasiągnął«. 

JW. Marszalek: »Niech mi wolno będzie zwrócić uwagę, 
że w Izbach mają głos tylko Członkowie Rady Stanu, a za- 
tem ci tylko, którzy są Ministrami, Radcami lub Referenda- 
rzami Stanu. Druga uwaga, że Izby, Senatorska i Poselska, 
zostały przez Rząd Narodowy zawiadomione, że tylko te osoby 
za organa Rządu poczytane być mogą, które do tego imienne 
i piśmienne mają upoważnienie. A zatem Minister nie może 
od siebie przysyłać, jak tylko za umocowaniem Rządu Naro- 
dowego^ 

JW. Szaniecki: »A więc Minister może się znieść z Rządem 
Narodowymi 



— 266 — 

JW. Minister przychodów i skarbu: » Właśnie chciałem to 
samo powiedzieć, co JW. Marszałek, że w Izbach mają głos 
tylko członkowie Rady Stanu. Ministeryum wojny jest w tym 
przypadku, źe ma tylko Ministra i jednego Radcę Stanu Da- 
rewskiego. Minister jest chory; Radca Stanu musi go zastąpić, 
a z powodu nagłych czynności nie może się oddalić«. 

JW. Szaniecki: »Tu nie idzie o dzień dzisiejszy, ale jest 
wniosek, iżby raz na zawsze postanowić, żeby nikogo nie bra 
kowało na ławce rządowej «. 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Niema wątpliwości, 
iż jak z jednej strony arcypożyteczną jest rzeczą, aby każdy 
Wydział ministeryalny był obecny, tak z drugiej strony wy- 
znać potrzeba, źe te interpelacye wtenczas dopiero prawdziwie 
użyteczne będą, gdy projekt względem regulaminu Izb w Izbach 
przyjęty zostanie. Projekt ten między innemi powinien coś 
konieczn(i)e zawierać względem szczególnego urządzenia inter- 
pelacyi. Jest bowiem rzeczą bardzo ważną, aby głos pojedyn- 
czy nie był uważany za wolę Izby i aby odpowiedź dawana 
na głos pojedynczy nie była za dostateczną uważana. Tej 
uwagi Izba przy wprowadzeniu projektu pominąć nie może; 
ponieważ ta rzecz do Komisyów jest odesłana, względem któ- 
rej niebawem ostateczna decyzya Izb zapadnie, wypada poło- 
żyć w tern prawie to zastrzeżenie, aby w czasie posiedzeń, na 
interpelacye Ministrów przeznaczonych, każdy Wydział mini- 
steryalny był reprezentowanym. 

JW. Godebski: »Ubolewamy, iż skład Ministeryum wojny 
pozbawia nas dzisiaj możności dania nam żądanych objaśnień. 
Wiadomo, że komplet każdego Wydziału składa się z trzech 
członków, a zatem, choćby jeden z nich zastępował chorego 
Ministra, dwóch jeszcze pozostaje, którzy by nam dać mogli 
objaśnienia. W okolicznościach, w jakich się dzisiaj znajdu- 
jemy, najczęściej nam przychodzi interpelować Ministra wojny; 
dlatego Izba życzy sobie i słusznie jest troskliwą, aby ten 
w dniach na interpelacye przeznaczonych na ławce Ministrów 
znajdował się obecny. Jesteśmy w stanie wojennym; wszystkich 
umysły są zajęte; nic dziwnego, że są z tego powodu drażliwe, 
bo tu idzie o wieczną zagładę naszą, albo ustalenie bytu na 
zawsze. I to jest bardzo słusznie: stąd rodzi się także potrzeba 
interpelacyi«. 



._ 267 — 

JW. Nakwaski : »Jestem zupełnie tego samego zdania, co 
JW. Godebski i dlatego nasuwa się to pytanie: dlaczego 
w Komisyi wojny jeden tylko Radca Stanu zasiada, bo niema 
Komisyi wojny, jeżeli nie ma trzech Radców. Raczy JW. Mi- 
nister skarbu objaśnić mnie, czy tylko jeden Darewski pensyę 
jako Radca Stanu pobiera, bo jeżeli ich więcej pobiera, nie 
widzę przyczyny, dlaczegoby który z nich nie mógł Ministra 
wojny w czasie jego choroby, jak teraz, lub w czasie bardzo 
ważnych jego zatrudnień, tutaj na ławce Ministrów zastę- 
pować «. 

JW. Minister przychodów i skarbu: »Z prawa wynika, ażeby 
komplet w ministeryum składał się z Ministra i Radców Stanu. 
Lecz nie we wszystkich Wydziałach są Radcy Stanu. I tak, 
widzimy, że w Ministeryum oświecenia nie ma żadnego Radcy 
Stanu. Prawo wymaga, ażeby każdy Wydział składał się z Mi- 
nistra, Radców Stanu, dyrektorów jeneralnych. Komisya wojny 
jest w tym przypadku, że ma Ministra i trzech dyrektorów 
jeneralnych; z tych jeden jest pod sądem, drugi zastępuje Mi- 
nistra. Ten jest Radcą Stanu, który ma prawo zasiadać na 
ławce rządowej, lecz, z powodu niemożności oddalenia się, być 
w Izbie nie może. Powtarzam, że uznaję potrzebę interpelacyi, 
lecz także potrzeba jest, ażeby pewny porządek w znoszeniu 
się był zaprowadzony. Zdaje się, że ta materya, dlaczego Mi- 
nister wojny nie jest dzisiaj obecny, już jest wyczerpaną, 
a o tern, co się dziać będzie, w przyszłą sobotę będziemy 
mówili«. 

JW. Godebski : »Odczytuję art. 80-ty konstytucyi: »Komisye 
spraw wewnętrznych, wojny i skarbu składać się będą z Mi- 
nistra i Radców Stanu, dyrektorów jeneralnych podług rozpo- 
rządzeń statutów organiczny eh «. 

JW. Cfoełfflicki: » Usprawiedliwienie JW. Ministra skarbu, 
jakoby dyrektor jeneralny Darewski nie mógł być obecny dla- 
tego, że jest jeden tylko, uważam za niewłaściwe. Miejsce 
przyaresztowanego Rautenstrauch, jak mi wiadomo, zastępuje 
Mroziński, a zatem Radca Stanu Darewski może zastąpić Mi- 
nistra wojny i być w czasie interpelacyi w Izbie. Co do żąda- 
nia formalności, ażeby w interpelacyi Członkom pojedynczym 
nie były dawane głosy, dopóki Izba nie zezwoli, oświadczam. 



— 268 — 

że jeżeli Izba słucha, jak Członek interpeluje, i nie przeszkadza, 
znakiem jest, że zdanie to podziela«. 

JW. Świniarski: » Rozumiem, iż jest czas mówić nam teraz 
o ustanowieniu porządku w interpeiacyi, i czas ten teraz jest 
właściwy, a że głos pojedynczy Posłów nie czyni żadnego re- 
zultatu, dlatego wypada nam koniecznie postanowić względem 
potrzeby znajdowania się osób reprezentujących Wydziały mi- 
nisteryalne. Upraszam JW. Marszałka, aby raczył mój wniosek 
poddać pod decyzyę Izby«. 

JW. Marszałek: »Oddaję pod rozstrzygnięcie Izby wniosek 
JW. Świniarskiego. Kto jest zdania, ażeby Minister 
w niemożności przybycia na interpelacyę był za- 
stąpiony przez którego z Radców Stanu właści- 
wego Wydziału, którego Rząd osobnym aktem 
upoważni, — powstać raczy «. 

— Większość powstała. — 

»Więc wolę Izby zakomunikuję Rządowi Narodowemu«. 

JW. Chełmicki: »Rozumiem, iż przed czynieniem nowych 
interpeiacyi wypadałoby mieć objaśnienia na interpelacyę zeszłej 
soboty czynione. Ponieważ przybył Minister spraw zagrani- 
cznych, zechce więc nam na niektóre odpowiedzieć^. 

JW. Marszałek: » Raczy JW. Pan powtórzyć uczynione 
w przeszłą sobotę zapytanie«. 

JW. Chełmicki: »Czy korespondencyę do Króla pruskiego 
Naczelny Wódz przedsięwziął z własnej woli, czyli też za znie- 
sieniem się z Rządem Narodowym ?« 

JW. Zastępca Ministra spraw zagranicznych: »Naczelny Wódz 
pisał do Króla pruskiego z pozycyi własnej, gdy z powodu, że 
prowincye nadgraniczne pruskie sprzyjały nieprzyjacielowi, 
znajdował przeszkody w prowadzeniu wojny, lecz później list 
ten Rządowi Narodowemu komunikowała 

JW. Chełmicki: » Wnoszę, aby Rząd Narodowy wezwał 
Naczelnego Wodza, aby wszelkie podobnego rodzaju korespon- 
dencyę, które nie są w jego atrybucyi i do Rządu należą, aby 
wszelkie podobne czyny nadal miejsca nie miały. Jego bowiem 
atrybucyą jest bić się i zwyciężyć. Wiemy, że list ten bez ża- 
dnego skutku odpieczętowany odesłano«. 

JW. Zastępca Ministra spraw zagranicznych: »Owszem, bez 
odpieczętowania go odesłano«. 



— 269 — 

JW. Niemojowski : »Niech mi się godzi wyjawić zdanie 
moje, iż wniosek ten przyjęły być nie może. Jakkolwiek może 
być uchybienie, rozumiem jednak, że nie należy Naczelnego 
Wodza kontrolować w tern, co interesowało cały kraj. Rozu- 
miem, abyśmy materyę tę wypuścili z pod dyskusyi i uważali 
ją za niebyłą«. 

Głosy: »Prosimy! prosimy!« 

JW. Zwierkowski: »Już to dwukrotnie posądzaliśmy Na- 
czelnego Wodza o uchybienia w materyi dyplomatycznej. Ja 
sam przed batalią 31 marca przekonałem się, że działał za 
upoważnieniem Rządu Narodowego. Jeżeli tak zawsze działać 
będzie, uważany jako pełnomocnik, wzbronionem mu być 
nie może«. 

JW. Marszałek: »Czy cofa swój wniosek JW. Chełmicki?« 

JW. Chełmicki : »Nie cofam, owszem, popieram i odwołuję 
się do głosu JW. Zwierkowskiego?« 

JW. Krysiński: »Popieram wniosek JW. Wartskiego. Dość 
jest odczytać, zgłębić naturę tego listu, ażeby się przekonać, 
że zupełnie był w tym duchu napisany, że potrzeba było po- 
kazać Królowi pruskiemu, jak daleko władze pruskie działają 
wbrew oświadczonej przez rząd pruski neutralności. Przypuśćmy, 
żeby list przez Naczelnego Wodza pisany wziął był dobry sku- 
tek, wówczas należałaby się wdzięczność Naczelnemu Wodzowi. 
Wódz Naczelny w liście swoim wykazuje liczne fakta, dowo- 
dzące pogwałcenia neutralności przez Prusy. Łączę zdanie 
moje ze zdaniem JW. Niemojowskiego, ażeby wniosek JW r . 
Chełmickiego z pod dyskusyi wypuszczonym został«. 

JW. Marszałek: »Kto popiera wniosek JW. Cheł- 
mickiego, powstać raczy«. 

— Mniejszość powstała. — 

JW. Chełmicki: »Mam honor zapytać się JW. Ministra 
spraw wewnętrznych i policyi, jak postąpiono z tymi, którzy 
zaburzyli spokojność w Kaliszu? Z gazet wyczytałem, iż mie- 
szkańcy ci, którzy bunt wzniecili, mieli być do Warszawy 
sprowadzeni, i nie wiemy, co się dalej robi. Przybysze z za- 
granicy tacy, którzy się na naszej ziemi żywią, tutaj do ma- 
jątków przyszli i są niewdzięcznymi, nie mogą zasługiwać na 
pobłażanie. Takich trzeba aresztować i pod sąd oddać«. 



— 270 — 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: »Jako Minister 
spraw wewnętrznych odebrałem od prezesa Komisyi Woje- 
wództwa Kaliskiego co do tego wypadku taki raport: że w Ka- 
liszu cukiernik i Rephan, fabrykant sukna, chociaż zbogaceni 
w tym kraju, z wspólnikami swoimi odważyli się stanąć na 
czele buntu, zagrażając siłą Kaliszowi, wstrzymali kasę i urzę- 
dników, powydobywali broń nabitą, z pomocą innych ustano- 
wili inną radę miejską, zrzucili orły i tym podobne ekscesa 
popełnili. Gdy Prezes Komisyi Województwa Kaliskiego po- 
wrócił, zostawiwszy część kasy i urzędników w Częstochowie, 
myślał, w jaki sposób satysfakcya może być wymierzona. Roz- 
tropność winna była przewodniczyć podobnemu krokowi. Spoj- 
rzawszy na ludność różnorodną w Kaliszu, wstrzymał swe 
kroki względem pociągnienia do odpowiedzialności naczelników 
buntu, upraszając o dodanie siły zbrojnej. Udałem się z tern 
do Rządu Narodowego. Przerwana teraz komunikacya i opó- 
źniona korespondencya przez daleki objazd poczty stawia 
mnie w niemożności dania Izbie dostatecznych objaśnień, czyli 
już pod sąd oddani zostali. To tylko mam doniesione, że je- 
nerał tamtejszy był podobno proszony, aby się wstawił za 
nimi, lecz im tego odmówił. Rzecz więc pozostała w tern za- 
wieszeniu. Rozumiem, że lada dzień odbiorę w tym względzie 
jaką wiadomośćcc 

JW. ^iakwaski: »Z zadziwieniem widzę, że Ministrowie nie 
chcą sami z siebie odpowiadać na czynione im dawniej inter- 
pelacye. Do mnie nie należy powtarzać mego zapytania. Lecz 
kiedy milczą, zmuszony jestem, abym ich zapytał. Mam sobie 
za obowiązek zapytać się, czyli Ministrowie raczą odpowiedzieć 
na to, o co byli zapytani ?« 

JW. Minister spraw wewnętrznych i policyi: »Ja nie mogę 
sobie przypomnieć JW. Nakwaskiego interpelacyi i dlatego nie 
jestem w stanie na nie odpowiedzieć«. 

JW. Nakwaski: »Gdyby był raczył JW. Minister odczytać 
protokół, byłby tam znalazł, o co był nie w jednej, ale nawet 
w kilku materyach zapytany. Na tę obojętność nie możemy 
zezwalać«. 

W tej chwili przybył J W. Minister sprawie- 
dliwości. 

JW. Minister sprawiedliwości: » Dopełniając woli Izby, uda- 



— 271 - 

łem się do Rządu Narodowego, gdzie zastałem Gubernatora. 
Oświadczyłem życzenie Izby, iż żąda wyjaśnienia powodów, 
i z czyjego rozkazu został aresztowany obywatel Krępowiecki? 
Dowiedziałem (się), że właśnie, gdy w dniu wczorajszym podał 
prośbę Krępowiecki, Rząd Narodowy polecił, aby Gubernator 
wyświecił, z czyjego rozkazu Krępowieckiego aresztował. Gu- 
bernator odpowiedział, iż stosownie do polecenia Rządu Naro- 
dowego, wskutek prośby Krępowieckiego wydanego, ma honor 
donieść Rządowi Narodowemu, iż aresztował Krępowieckiego 
z rozkazu szefa sztabu głównego Łubieńskiego. Kopia tej 
odezwy szefa sztabu głównego jest następująca: « (Nie złożona). 
(Dalej luka w rękopisie protokółu). 

JW. Godebski: »Nie pozostaje nam nic więcej, jak wynu- 
rzyć wdzięczność Rządowi Narodowemu, że tak gorliwie działa 
w obronie prawa. Zapewne z zadziwieniem słyszeliśmy, że 
Wódz Naczelny poruczył Gubernatorowi uwięzienie obywatela 
Krępowieckiego. Gdy Rząd Narodowy rzecz tę już załatwił 
i uznał nieprzyzwoitość wzięcia się Naczelnego Wodza, nie 
pozostaje nic więcej, jak wdzięczność zachować dla Rządu 
Narodowego«. 

JW. Szaniecki : »Z rezolucyi przekonywamy się, że Rząd 
Narodowy polecił wstrzymanie dalszych kroków względem 
obywatela Krępowieckiego, ale nie wydał rozkazu, ażeby Krę- 
powiecki był wypuszczony, a tu idzie o to, ażeby nikt stoso- 
wnie do prawa neminem captivari permittemus nisi jurę victum 
nie był bez powodów więziony. Wypada więc, ażeby Rząd 
Narodowy polecił Gubernatorowi uwolnienie, i to natychmiast, 
obywatela Krępowieckiego«. 

Głosy: » Zgoda! zgoda !« 

JW. Niemojowski: »Zgadzam się ze zdaniem preopinenta, że 
gdzie niema wątpliwości między władzą Naczelnego Wodza 
a Rządu Narodowego, można imperative wydać rozkaz Guber- 
natorowi, ażeby uwolnił Krępowieckiego. Rozumiem, że Izba 
przychyli się do tego, aby wydać stosowne polecenie Rządowi 
Narodowemu«. 

JW. Chełmicki: »Choć miło mi zawsze szanować zda- 
nie JW. Godebskiego, jednak nie mogę przestać na tern, aby 
oświadczać wdzięczność Rządowi Narodowemu, bo nie dopeł- 
nił powinności swojej, bo zaraz po odebranem wyjaśnieniu od 



- 272 — 

Gubernatora powinien był natychmiast uwolnić Krępowieckiego, 
aby nikt w niewłaściwej drodze karany nie był. Dzielę zdanie 
JW. Szanieckiego, ażeby wezwać Rząd Narodowy, iżby polecił 
uwolnienie obywatela Krępowieckiego«. 

JW. Klimontowicz : »Jakiekolwiek Rząd Narodowy przed- 
sięwziął kroki, zawsze okazał słabość, gdy posłał do Naczel- 
nego Wodza żądanie uwolnienia obywatela Krępowieckiego. 
Zdaje się, iż Krępowiecki nie popełnił zbrodni, a Wódz Na- 
czelny za osobistą obrazę nie miał prawa aresztowania go. 
Rząd Narodowy mocen był rozkazać uwolnienie Krępowie- 
ckiego, bo to jest uchybienie osobiste; nie wiem jednak, dla- 
czego tego nie uczynił ?« 

JW. Marszałek: » Zgadzam się na skutek słyszanych gło- 
sów; nie mogę się jednak zgodzić na powody obwinienia 
Rządu Narodowego. Atrybucye Wodza Naczelnego opierają 
się na oddzielnem prawie. Wódz Naczelny, mając sobie powie- 
rzony kierunek siły zbrojnej, ma prawo rozkazywać i Gu- 
bernatorowi, który winien rozkazy jego wypełniać. Rząd 
Narodowy w atrybucyi swojej nie ma sobie nadanego prawa 
wydawania rozkazów Naczelnemu Wodzowi, Rząd więc Na- 
rodowy w niczem nie uchybił, czyniąc do Naczelnego Wodza 
odezwę względem uwolnienia obywatela Krępowieckiego. Izba 
ma prawo zażądać, ażeby Krępowiecki byl uwolniony i pod 
sąd właściwy oddany, pomimo przeciwnego zdania Naczelnego 
Wodza, ale to prawo ma tylko Izba, a nie Rząd Narodowy, 
bo Warszawa jest w stanie oblężenia, a zatem pod bezpośre- 
dnim kierunkiem siły zbrojnej«. 

JW. Godebskl : »Zdawało się mi słyszeć, iż Rząd Narodowy 
polecił uwolnienie Krępowieckiego, i dlatego sądziłem, że tylko 
pozostaje nam wdzięczność mu za to wynurzyć. Gdy jednak 
tego nie dopełnił, dzielę zupełnie zdanie JW. Szanieckiego tern 
bardziej, iż w atrybucyi Naczelnego Wodza nie widzę prawa 
dozwalającego mu oddawania pod sąd wojskowy osób cywil- 
nych. Może wprawdzie oddawać cywilnych pod sąd wojenny, 
lecz wtenczas, kiedy są szpiegami. Skoro Rząd Narodowy uznał, 
że to do atrybucyi Naczelnego Wodza nie należy, miał prawo 
uwolnić obywatela Krępowieckiego«. 

JW. Marszałek: »Zgadzam się na zasady; zwracam jednak 



— 273 — 

uwagę na art. 8-my uchwały stanowiącej atrybucye Wodza 
Naczelnego«. 

JW. Godebski : » Właśnie po odczytaniu art. 8-go uchwały, 
którą mam w ręku, jestem dostatecznie przekonany, iż Rząd 
Narodowy mógł polecić Gubernatorowi, aby go wypuścił na 
wolność«. 

JW. Chełmicki; » Wiadomo mi jest, iż Rząd Narodowy nie 
może się wdawać w czynności wojenne; jednak nie wypływa 
stąd, ażeby Wódz Naczelny miał popełniać nadużycia, bo krę- 
pować wolność osobistą. Podobny czyn mógJ mieć miejsce za 
rządu despotycznego, kiedy był Ks. Konstanty. Z okoliczności 
tej pokazuje się, iż Rząd Narodowy jest pod Wodzem Naczel- 
nym, zamiast żeby Wódz Naczelny miał być pod władzą Rządu 
Narodowego«. 

JW. Szaniecki: »Zachodzi tu jeszcze jedna wątpliwość: 
czyli obyw 7 at,el Krępowiecki ma być wyjęty z pod władzy woj- 
skowej, a oddany władzy cywilnej, lub też czy ma być bezwa- 
runkowo uwolniony ?« 

JW. Minister sprawiedliwości: »Rząd Narodowy zażądał od 
Naczelnego Wodza, aby Krępowiecki był uwolniony, bo wła- 
śnie z mocy art. 8-go prawa stanowiącego atrybucye Naczel- 
nego Wodza, wolno jest Naczelnemu Wodzowi w okolicach 
działań armii przyaresztować wszelkie osoby cywilne i oddać 
do właściwych sądów cywilnych. Rząd Narodowy nie rozstrzy- 
gał tego bynajmniej, czy Krępowiecki winny jest lub niewinny, 
gdy polecił, aby sprawa ta podana została prokuratorom do 
zrobienia procesu. W tym razie Rząd Narodowy nic nie pre- 
judykował«. 

JW. Marszałek: »Kto popiera wniosek JW. Szanie- 
c kiego, aby obywatel Krępowiecki na wolność 
wypuszczony z wolności właściwym sądom odpo- 
wiadał, powstać raczy«. 

— Większość powstała. — 

»A więc prześlę Rządowi oznajmienie woli Izby, aby 
obywatel Tadeusz Krępowiecki natychmiast z pod sądu woj- 
skowego był uwolniony i pod sąd cywilny oddany. Nim zasol- 
wuję sesyę, mam honor przedstawić Izbie wniosek JW. 
Michała Gostkowskiego względem którego raczy Izba 
decyzyę swoją objawić, a ten jest, aby każdy jenerał 

Dyaryusz T. VI. 18 



— 274 — 

i oficer, k t ó r y s i ę dostanie nieprzyjacielowi w nie- 
wól ę, sądzony m był natychmiast, i jeżeli przyczyny tego 
zdarzenia nie będą tak jawne i jasne, aby go na pierwszy 
rzut oka niewinnym okazywały, jako zdrajca na infamię 
był zaocznie skazany m «. 

— Odrzucony przez powstanie. — 

»Dla spóźnionej pory JJWW. Ministrowie nie będą już 
dzisiaj mogli odpowiedzieć na zapytania J W. Nakwaskiego, zeszłej 
soboty im uczynione; proszę ich przeto, aby mieli gotowe od- 
powiedzi na sobotę przyszłą. Sesya solwuje się do poniedziałku 
na godzinę 10 zrana w Izbach połączonych«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izb połączonych z cL 8 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izb obu odczytaną została lista 
obecności. Byli obecnymi (73): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szanieoki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Hiero- 
nim Kochanowski. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Ludwik Łempicki. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. [Marcin Radoński. Kantorbery Tymowski. Wład. hr. 
Ostrowski]. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Stan. 
Miączyński. 

ZW oj ewództwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst Mo- 
rozewicz. Ksawery hr. Niesiołowski. Ignacy Bielski. [Alojzy hr. Poletyłło]. 
Józef Swirski. Tomasz br. Wyszyński. Feliks Doliński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbczewski. Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 



— 275 — 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Jan Rostworowski. Szczepan Świniarski. Jakób 
Okęcki. Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Frań. Trzciński. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Frań. Wołowski. [Augustyn MorzkowskiJ. Antoni Zawadzki. Walenty 
Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Frań. Zalewski. Ignacy Wężyk. Józef nr. 
Małachowski. 

Deputowani: JW. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. Wincenty Gawroński. 
Jan Bloryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Narcyz 
hr. Olizar. Ksaw. Godebski. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Ksawery 
Sabbatyn. Aleksander Bernatowicz. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Win- 
centy hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Jakób Malinowski. [Józef] 
Bohdan Zaleski. 

Później nadeszli (19): 

JJWW. Alojzy Biernacki. Frań. Jabłoński. Ant. Libiszewski Józef 
hr. Starzeński. Wład. Zawadzki. Klemens Witkowski. Frań. Obniski. Lu- 
dwik Lutostański. Stan. hr. Worcell. Teodor Jasieński. Floryan Suchecki. 
Ignacy Morzkowski. Wincenty Chełmicki. Wojciech Chobrzyński. Aleksan- 
der Jełowicki. Wojciech Chodecki. Ksawery Biedrzycki. Eugeni Słubicki. 
Ksawery Czarnocki. 

Potem odczytaną została lista obecnych Se- 
natorów (22) : 

JW. Wodzicki Stan. Prezy dujący w Senacie. 

Biskupi: JJWW. Prażmowski Adam, Biskup płocki. Dzięcielski 
Marcelin, Biskup lubelski. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński Antoni. Kochanowski Michał. 
Wodziński Maciej. Ostrowski hr. Antoni. 

Kasztelanowie: JJWW. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Ka- 
jetan. Męciński hr. Wojciech. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. Rein- 
bieliński Wiktor. Bieńkowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian 
Kajetan. Krasiński hr. Józef. Walchnowski Andrzej. Wężyk Frań. Łubień- 
ski hr. Piotr. Małachowski hr. Ludwik. Ostrowski Wojciech. 



Marszałek: »Nim do wyboru Senatorów przystąpimy, 
wypada nam przedwstępnie załatwić ważną kwesty ę, od któ- 

18* 



— 276 — 

rej też wybory zależeć będą. Wypływa ona z wniosku JW. 
Wartskiego, jak być powinny uważane kartki, na 
których mniej jest podkreślonych osób, jak po- 
łowa kandydatów? JW. Posturzyński objawi w tej mierze 
zdanie Komisyk. 

JW. Posturzyński: »JW. Bonawentura Niemojowski, 
Poseł Wartski, podał w d. 8 czerwca r. b. do laski wniosek: 
Aby przy wyborze Senatorów w Izbach połączo- 
nych kartki, na których mniejsza liczba kandyda- 
tów podkreślona została, jak ma [być] Senatorów 
wybranych, były za ważne uznane i rachowały się 
dla tych kandydatów, którzy podkreśleni zostali 
Komisya wasza, do której wniosek ten przez Izbę Poselską 
odesłany został, rozważy wszy jego zasady i obowiązujące prawa, 
ściągające się do tego przedmiotu, następujące uwagi pod de- 
cyzyę Izby Poselskiej poddaje: 

Art. 10-ty (sic, zam.HO-ty) konstytucyi, uchwałami teraźniej- 
szego nadzwyczajnego Sejmu niezmieniony, stanowi, że »Senat 
podaje po dwóch kandydatów na każde wakujące miejsce Sena- 
tora, a Król ich mianuje«. Atrybucya ta Senatowi służąca powtó- 
rzona jest w statucie organicznym o Senacie z d. 19 listopada 
1816 r. w art. 11-tym, a nawet przez uchwałę teraźniejszego 
nadzwyczajnego Sejmu z d. 29 stycznia r. b. o Rządzie po- 
twierdzoną; mianowanie tylko Senatorów z podanych przez 
Senat kandydatów, służące dawniej Królowi, na Sejm przenie- 
sione zostało. Z takowymi przepisami porównywając wniosek 
JW. Posła Wartskiego, nastręcza się przedewszystkiem kwe- 
stya: Czyli władzy królewskiej, którą teraz co do tego przed- 
miotu Sejm sobie zachował, służy prawo odmówienia nomi- 
nacyi Senatorów z pomiędzy kandydatów przez Senat poda- 
nych, lub nie? — W rozwiązaniu tej kwestyi Komisya wasza 
jest zdania, że gdyby władza królewska odmawiała mianować 
jednego z pomiędzy dwóch kandydatów na każde wakujące 
miejsce Senatora podanych, w takim razie nietylko niweczy- 
łaby prerogatywę Senatowi służącą podawania kandydatów, 
ale nawet zdarzyć się mogącem ciągłem odmawianem nomi- 
nacyi zagrozićby mogła bytowi samegoź Senatu, lub takowy 
dowolnieby wbrew konstytucyi utworzyła. W zachowaniu więc 
powyższej atrybucyi Senatowi, Komisya wasza, uważając rę- 



— 277 — 

kojmią niezależności wyborów senatorskich od dowolności wła- 
dzy królewskiej, nie sądzi być pożytecznem naruszać ją. Wniosek 
JW.Wartskiego, (który) właśnie ma na celu przyznanie atrybucyi 
władzy królewskiej przez Sejm teraz sprawowanej odmówienia 
kreski jednemu z pomiędzy dwóch kandydatów przez Sejm 
(chyba: Senat) podanych, zrządziłby zmianę konstytucyi. statutu 
organicznego z d. 19 listopada 1816 r. i uchwały sejmowej z d. 29 
stycznia r. b., chociaż sam wnoszący zmiany tych praw directe 
nie żąda, jedynie wątpliwość w ich zastosowaniu postrzega, 
a w jej rozwiązaniu na stronę swego wniosku dwie powo- 
łuje zasady: 

1) że obierający Senatorów zmuszeni są niejako podkre- 
ślać tych, którzy w ich przekonaniu na tę godność nie zasłu- 
gują; podkreśleni zaś w mniejszej liczbie, jak jest miejsc wa- 
kujących, cierpią na tern, gdy kartki takie za nieważne się 
poczytują; 

2) że stosując analogicznie przepisy statutu organicznego 
o sposobie odbywania sejmików, gdy w tych kartki z większą 
tylko liczbą kresek są nieważnemi, tern samem z mniejszą 
ważnemi być powinny. 

Komisya wasza co do pierwszej zasady uważa, że cho- 
ciaż istotnie zdarzyć się może, że wszyscy kandydaci lub nie- 
którzy z nich w przekonaniu niektórych sejmujących nie zasłu- 
gują na godność senatorską, bacząc jednak na prawa zasadnicze, 
wol(ę) w tym względzie władzy królewskiej i Sejmu teraz ją 
sprawującego ograniczające i wyraźnie stanowiące, że jednego 
z pomiędzy dwóch na każde wakujące miejsce Senatora mia- 
nować należy, jest zdania, że dopóki nowa konstytucya wzglę- 
dem sposobu kandydacyi do Senatu co innego nie postanowi, 
atrybucyi tej na teraz naruszać nie można; niepodkreślenie 
zatem jednego z pomiędzy dwóch na każde wakujące miejsce, 
czyli co jedno jest, mniejsza liczba podkreśleń, jak jest miejsc 
wakujących, jako przeciwna istnącym prawom, jest nieważną, 
i na to osobnego prawa stanowić nie potrzeba, tern bar- 
dziej, że: 

co do 2-giej przepis statutu organicznego o sposobie odby- 
wania sejmików analogicznie nawet zastosować się tu nie daje; 
na każdym bowiem sejmiku lub zgromadzeniu gminnem wola 
obierających żadnem prawem nie jest skrępowaną. Prócz tego 



— 278 — 

w wyborze jednego Posła lub Deputowanego nie może być 
mniej kresek jak jedna, a w wyborze dwóch Radców jeden, 
tylko podkreślony być może ważnie, bo drugi innemi kreskami 
miejsce swoje zapełnia, gdy przeciwnie ważność mniejszej li- 
czby podkreśleń przy wyborze Senatorów, mogłaby miejsc 
wakujących nie zapełnić, zwłaszcza, że absolutna większość 
nad połowę sejmujących jest tu wymaganą. Niektóre członki 
Komisyi waszej uważali stosowniejszą analogię w statucie 
organicznym o Senacie z d. 19 listopada 1816 r. w art. 20-ym, 
gdzie przy wyborze członków do regencyi, kartki mniejszą 
liczbę podkreśleń, jak potrzeba, zawierające uznane są za nie- 
ważne; większość atoli członków Komisyi osądziła, że obok 
wyraźnych praw, że z pomiędzy dwóch kandydatów wybrać 
należy jednego, wszelkie analogiczne innych przepisów stoso- 
wanie jest zbyteczne. W ostatku zastanawiała się Komisya 
wasza nad kwestyą, czyli przedmiot obecny w Izbach połą- 
czonych lub rozdzielnych załatwionym być ma. Osądziła więc, 
że gdy uchwała sejmowa z d. 22 stycznia r. b. w art. 2-gim 
zastrzegła obradowanie oddzielne w Izbach z wyjątkiem przed- 
miotów tak tą, jak i innemi uchwałami Izbom połączonych 
zostawionych, w rzędzie których obecny przedmiot pomieścić 
się nie daje, decyzya zatem względem niego, jaką Izba Posel- 
ska wyda, Izbie Senatorskiej komunikowaną być winna z za- 
pytaniem, czyli Senat takową podziela? Jeżeliby zaś mimo 
uwag Komisyi waszej wniosek JW. Wartskiego Izba Poselska 
uznała za potrzebny zamienienia w prawo, Komisya zredago- 
waniem takowego zająć się nie omieszka«. 

JW. Biernacki: » Pomyślność ogółu zawisła nietylko od 
tego, żeby porządek towarzyski doskonałemi był zapewniony 
prawami, lecz i od tego, żeby te wykonywane były według 
ich ducha. Doskonałość praw elektoralnych na tern się zasa- 
dza, żeby wola wybierających żadnego nie doznawała ście- 
śnienia, ile to jest z interesem ogółu do połączenia. Od zasady 
tej niewolno się oddalać tak w tworzeniu praw elektoralnych, 
jak w wykonywaniu onych. Zasadę rzeczywistej wolności 
w wyborach stosując do art. 11 uchwały sejmowej z d. (29) sty- 
cznia 1831 r., nie można jej innego dać znaczenia, jak że równie 
jak Senat jest nieograniczony co do wyboru osób na kandy- 
datów na Senatorów podanych, tak Izby mają prawo przyjęcia 



— 279 — 

przedstawionych sobie kandydatów, lub nie. Senatowi służy 
prawo przedstawienia, lecz nie może narzucać; swego wyboru. 
Stąd wynika, że każdy głosujący ma prawo, a nawet i obo 
wiązek, na tych tylko [z] przedstawionych Izbom kandydatów 
głosować, których wybór może przed swojem sumieniem uspra- 
wiedliwić, a zatem, że kartki, na których mniej niż połowa 
kandydatów jest podkreślona, za prawne wota policzone być 
powinny. Wniosek pod rozbiorem będący opiera się na wy- 
łuszczonych przezemnie zasadach, dlatego na największą uwagę 
zasługuje. Nieprzyjęcie wniosku Posła Wartskiego zapewniłoby 
Senatowi wyłączne prawo wyboru nowych członków tej do- 
stojnej gałęzi ciała prawodawczego, zostawiając Izbie obieral- 
nej, reprezentującej bliżej opinię publiczną, ceremonialną jedynie 
asystencyę przy elekcyach senatorskich, aby im więcej uroczy- 
stości nadać. Tak jest, prześwietne Izby połączone! Współ- 
udział Izby Poselskiej w wyborach senatorskich byłby czczą 
iluzyą, gdybyśmy byli koniecznie znagleni wybrać nie mniej 
jak połowę, jak to wyjaśni następujący przykład: Senat mażli 
szczery zamiar przyjąć do grona swego pewne indywidua, które 
nazwę a, b, c i d; celu tego dojdzie niezawodnie, później tylko 
lub wcześniej, w miarę jak się potrzeba różnych wyborów wy- 
darzać będzie, chociażby indywidua te ani jednego nie miały 
w Izbie Poselskiej przychylnego zdania. Dojdzie, mówię, Senat 
tec-o s[w]ego celu, postępując sobie tą prostą drogą, że przy 
pierwszym wakansie do dwóch krzeseł senatorskich poda 
wszystkie cztery ulubione osoby, a przeprowadziwszy dwie 
z nich, np. literą a i b oznaczone, proponuje przy następnym 
wakansie do jednego krzesła indywidua literami c i d ozna- 
czone, z których wprowadziwszy literę np. c, litera d nie 
ujdzie wkrótce swego przeznaczenia, skoro Senat postępować 
będzie ciągle w systemacie reprodukcyi raz wybranych przez 
się kandydatów. Słowem dopuścić konieczność wybierania po- 
łowy przedstawionych Izbie Poselskiej kandydatów jest to 
uczynić Senat dziedzicznym w najrozciąglejszem znaczeniu 
tego wyrazu, gdyż pierworodność nie ograniczałaby pew ie 
uprzywilejowane familie, aby były przez jednego członka 
w Senacie przez wszystkie wieki reprezentowane, lecz jest do 
przewidzenia, że z czasem jedna familia opanowałaby może 
wszystkie świeckie krzesła w Senacie. Prześwietne Izby połączone! 



— 280 — 

Strzeżmy się wszystkich iluzoryjnych procedur; uznaliśmy rewo- 
lucyę naszą za narodową i dla przeprowadzenia jej wszystko 
niesiemy w ofierze chętnie, aby odzyskać niepodległość naro- 
dową i rzeczywiste swobody zamiast mamideł, któremi nas 
rząd despotyczny łudził, odmawiając nam ich użytku. W ta- 
kiem położeniu rzeczy możemyż przystąpić do wyborów, nie 
przyjąwszy wprzód za prawidło wniosku Posła Wartskiego? 
Z mej strony w każdym przypadku na tych tylko kandydatów 
głosować będę, których wybór interesowi ogólnemu za odpo- 
wiedni uznam «. 

JW. Morawski: »W gwałtownych okolicznościach, w jakich 
my teraz żyjemy, obstawać przy formie, teoryach jest to naj- 
częściej narażać sprawę publiczną. Pochodzi to stąd, że prawie 
wszystkie materye pod rozpoznanie nasze poddawane, wymagają 
tak nagłej decyzyi, iż formy tylko wykonanie utrudzać mogą. 
Utrudnienie w wykonaniu jest naturą form, jest ich zaletą. 
Tym sposobem dojrzewa wykonanie, tym sposobem otrzymuje 
się świadectwo, że wykonywający miał tylko dobro publiczne 
na celu. Nic naturalniejszego, jak że dziś formy pomijać mu- 
simy, ale formy są duszą reprezentacyjnych rządów. Repre- 
zentacya jest tylko formą; rozstać się z formami, jest to roz- 
stać się z reprezentacyjnym rządem. Położenie nasze między 
ominięciem form, i słuchaniem ich, jest trudne, lecz tylko po- 
zornie; pamiętajmy, że formy nie są celem, ale środkiem, a bę- 
dziemy zawsze zgodnie z dobrem publicznem działać. Widzia- 
łem potrzebę te kilka słów oświadczyć, bo sam przedmiot, 
o którym mowa, polega na formach. Dzielę zupełnie zdanie, 
co mi się prawie zawsze zdarza, z kolegą Wartskim. Nie znam 
teoryi, ani publicysty, ani rządu reprezentacyjnego, któryby 
przyjął zasadę, iżby Senat t. j. Izba wyższa sama przez się się 
rozmnażała bez zewnętrznego wpływu, i jest to rzeczą bardzo 
naturalną. Przypuśćmy bowiem na chwilę, że się fakcya do 
Senatu wkradła. Wiemy, co to jest fakcya; jest to stronnictwo 
mniejszości, które opanowało większość w Izbie, stanowi jej 
ducha, jej postanowienia, jej opinie. Przypuśćmy, że w króle- 
stwie francuzkiem i angielskiem nie wolno królowi powiększyć 
liczby parów lub lordów; natenczas we Francyi nie przeszłoby 
prawo o dziedzictwie parów, a w Anglii bill reformy; natychmiast 
nastąpiłaby reakcya; Izba parów i lordów byłaby zniesiona; otóż re- 



— 281 — 

wolucya! — a rewolucye, panowie, są największe nieszczęścia 
narodu. W naszem wprawdzie położeniu rewolucya była ko- 
nieczną, błogą ją nazwać można, ale w narodach szczęśliwych 
postępy następują reformami, nie rewolucyami. Prawodawca 
przeto, aby zachować naród od rewolucyi, powinien przedsię- 
wziąć środki, aby fakcya utrzymać się nie mogła, a fakcya 
w Senacie tylko przez wolne powiększanie liczby Senatorów 
może być zniesiona. Fakcya władzy wykonawczej, czyli mini 
nisteryum, utrzymać się nie może, bo urzędnicy są odwołalni 
Podobnież w Izbie Poselskiej, bo ta się zmienia przez wybory 
podobnież w sądownictwie, bo mogą być mianowani nowi ró 
wnież nieodwołalni sędziowie; lecz i to za nadto słabą uwa 
żano rękojmię: postanowiono sądy przysięgłych w spraw r ach 
kryminalnych, które i do cywilnych wkrótce rozciągnięte będą, 
jak to już zapowiedziała konstytucya portugalska Don Pedra. 
Zasada kolegi Wartskiego, że jeżeli nie mamy podawać kandy- 
datów, możemy ich przynajmniej odrzucać, skłoni Senat do 
podania innych, gdyż, lubobyśmy mogli nie podkreślić żadnego 
z kandydatów, byłoby to dowodem, że istnieje fakcya w Se- 
nacie. To jest sposób jej rozwiązania«. 

JW. Niemojowski : » Wniosek Komisyi sejmowej nie ma 
innego celu, jak chęć pozbawienia Izby Poselskiej wybierania 
Senatorów, a dla pokrycia tego zasłania się konstytucya Kró- 
lestwa Polskiego i uchwałą Sejmu teraźniejszego. Ani jedna, ani 
druga w obecnym przypadku zastosowaną być nie może. Cała 
wątpliwość na tern polega, czy Królowi wolno jest odrzucać przez 
Senat podanych kandydatów. Ja rozumiem, że Król miał to prawo. 
Obawiano się tu, aby nie chciał władzy sobie przywłaszczać; 
lecz w innem teraz jesteśmy położeniu, jak dawniej: Izba Sena- 
torska podaje kandydatów i sama na nich głosuje, ma zatem 
większą przewagę jak kiedykolwiek. Widzimy, że Senat opiera 
się przy przy podawaniu kandydatów na zasadzie może nie- 
stosownej, aby ci tylko podawani byli, którzy się z kwalifika- 
cyami swojemi zgłoszą. Gdybyśmy widzieli tę dążność, byli- 
byśmy przymuszeni odmawiać wszystkich wyborów, i wakanse 
nie byłyby przez nikogo zastąpione. Zgadzam się z głosami 
dowodzącymi, że Senat, podając w ten sposób kandydatów odrzu- 
conych przy pierwszym wyborze, za drugim lub trzecim razem 
niezawodnieby przeprowadził. Powiada Komisya, że przepisana 



— 282 — 

statutem organicznym dla Izby Poselskiej zasada przy wybo- 
rach zastosowaną tu być nie może; możnaby to powiedzieć 
co do wyboru posłów na sejmikach, gdyż tam jeden tylko 
poseł jest wybierany; lecz ta sama zasada stosuje się do wy- 
boru komisarzy, których się wybiera 5-ciu, a jednakże kartki 
tylko, na których jest więcej jak 5 osób podkreślonych, są 
nieważne; te zaś, na których jest mniej osób podkreślonych, 
są ważne. Ten sam przepis i tu zastosowanym być winien. 
My szczególniej, Członkowie Izby Poselskiej, przy prawie fun- 
damentalnem naszej Izby obstawać winniśmy i domagać się, 
abyśmy byli istotnymi wyborcami Senatorów, czegobyśmy się 
pozbawili, gdyby wnioski Komisyi przyjęte zostały«. 

JW. Mo rozewi cz : » Ważna kwestya konstytucyjna przez 
obecny wniosek poruszoną została: jak dalece jest do życzenia 
w interesie wolności narodowej, aby Senat miał udział przy 
uzupełnianiu składu swojego, a jaki wpływ władza wykona- 
wcza, która w obecnym przypadku przez Izby sejmujące jest 
zastąpiona? Ośmielam się przypomnieć, że za rządu zeszłego 
atrybucya ta Senatu uważana była za gwarancyę konstytucyi, 
za rękojmię swobód, żeśmy się upominali o to, że władza 
atrybucyi tej nie szanowała. Kiedy przyjdzie układać zasady 
nowej konstytucyi, wtenczas wypadnie rozstrzygnąć tę kwestyę, 
ile której władzy należy dać udziału w mianowaniu Senato- 
rów. To tylko tu przypomniałem, iż nie uważane to było za 
ujmę swobód, że u nas Senat miał większy wpływ na swoje 
odnawianie, jak w innych krajach Izby wyższe, które dlatego 
go nie mają, iż są dziedzicznemu Dowodzono tu, że Senat 
przez podawanie kandydatów pozbawia Izby Poselskiej mo- 
żności wybierania tych, których ona sobie życzy, że to krępuje 
wolę Izb połączonych. Lecz nie z tego stanowiska na tę rzecz 
zapatrywać się potrzeba. Należy tu uważać z jednej strony 
władzę wykonawczą, a z drugiej Senat. Stan wyjątkowy, w ja- 
kim się teraz znajdujemy, nie może być brany za podstawę 
rozumowania; jednakowoż na jeden z czynionych tu zarzu- 
tów, jakoby Senat mógł kandydata, którego zechce, przepro- 
wadzić, odpowiedzieć muszę. Praktyka dotychczasowa inaczej 
nas uczy; Senat bowiem nie przedstawia dowolnej liczby kan- 
dydatów, ale zawsze tyle, ile jest wakujących krzeseł, a więc 
kiedy następuje drugi lub trzeci wybór, nie mogą być poda- 



— 283 — 

wani kandydaci ci tylko, którzy przy pierwszym wyborze byli 
odrzuceni, lecz i nowi kandydaci przedstawieni być muszą. 
Musimy zatem trzymać się dotychczasowego sposobu wybie- 
rania Senatorów, gdy to ani jest z ujmą swobód, ani prostą 
decyzyą Izby zmienione być nie może; będzie to przedmiot, 
który obszernie rozebrać wypadnie w chwili, kiedy się zasta- 
nawiać będziemy nad całą budową konstytucyi«. 

JW. Zwierkowski : »Już kilkakrotnie kwestya ta była wno- 
szoną, a zawsze obie strony opierały się na statucie organi- 
cznym. Senat odwołuje się do przepisów przy wyborach w czasie 
regencyi; Izba Poselska powołuje się na przepisy do wyborów na 
sejmikach. Kiedy Izby oddzielnie obradują, każda może się trzymać 
swoich przepisów, lecz gdy są Izby połączone, natenczas jedno- 
stajność zaprowadzona być musi. Zgadzam się ze zdaniem 
tych, którzy utrzymywali, iż gdyby chciał Senat, mógłby przy- 
musić Izbę Poselską do wybrania tych osób, któreby jej przed- 
stawił. Nie mogę zgodzić się na zasadę kolegi Morozewicza, 
że w tym wypadku Senat nie mógłby tego do skutku dopro- 
wadzić, gdyż jest wielka ilość wakansu; lecz gdyby jedno tylko 
krzesło wakowało, natenczas dwóch odrzuconych kandydatów 
mógłby Senat przedstawić, a zawsze wypadłby ten skutek, 
jaki kolega Biernacki przewidział. Z tych powodów 7 wnoszę, 
iż wszelkie kartki, gdzie jest mniej osób podkreślonych, za 
ważne uważane być powinny«. 

JW. Klimontowicz : »Ze słyszanych dotąd głosów przeko- 
nywamy się, że idzie o to, czy Senat ma mieć prawo poda- 
wania kandydatów do Senatu, czy Izba Poselska, czy odjąć to 
prawo Senatowi, a nadać je Izbie Poselskiej. Jeżeli się zasta- 
nowimy nad atrybucyami Senatu, który jest złożony z mężów 
wybranych z Narodu, który w monarchiach konstytucyjnych 
utrzymuje równowagę między monarchą a reprezentacyą na- 
rodu, przekonamy się, że należy mu zostawić atrybucyę poda- 
wania kandydatów do Senatu. Pamiętajmy bowiem na to, że 
teraźniejsze nasze położenie jest nadzwyczajne, że władza kró- 
lewska dąży zawsze do rozszerzania się; pochwyciłaby więc 
zapewne tę sposobność dla przywłaszczenia sobie tej atrybucyi, 
i cóżbyśmy zyskali na odjęciu Senatowi prawa podawania 
kandydatów? Z tych powodów oświadczam się za nienadwe- 
rężaniem praw Senatu«. 



— 284 — 

JW. Dembowski: »Przedmiot wniesiony jest tak wielkiej 
wagi, że wypadałoby się gruntownie nad nim zastanowić, lecz 
dziś nie jest do tego pora. Przedmiot ten ściąga się do zmiany 
jednego artykułu statutu organicznego; w takiej więc formie 
wnoszony być nie może, lecz powinien przez Izby pojedyncze 
przechodzić. Teraz trzymać się powinniśmy prawa używalności; 
odstępować od niego bez nadużycia nie możemy, a nad tym 
przedmiotem, jeżeli będzie w właściwej formie wniesiony, mo- 
żemy się w Izbach rozłączonych zastanowić«. 

JW. Wojewoda Kochanowski: »Nie zabieram głosu w za- 
miarze obstawania przy prerogatywach Senatu; nie jest to tak 
ważna kwestya, którą tu wniesiono, jak niektórzy Członkowie 
utrzymują; przecież musi być w ten lub inny sposób rozstrzy- 
gnięta. Co do prawa zasiadania w Senacie, o to nie potrzeba 
się troszczyć, bo każdemu starość to prawo nada; potrzeba 
wszakże, żeby ktoś podawał kandydatów, gdyż potrzeba mieć 
wzgląd na warunki prawem przepisane, na wiek, na niepo- 
dległość majątkową, na zasługi. Kto będzie układał tę listę 
kandydatów, jest rzeczą zupełnie obojętną, lecz nie o to tu 
idzie, ale o to, czy kartki, na których mniej jest osób podkre- 
ślonych, niż należy, mają być ważne. Prawo ad absurdum 
prowadzić nie można; wiele już sejmów widziałem; odwołuję 
się do dyaryuszów sejmowych, że zawsze kartki, czy mniej 
czy więcej osób podkreślonych mające, uważano za nieważne. 
Po co podkopywać dawne prawa i zwyczaje, po co prowadzić 
ad absurdum, a byłoby absurdum, gdyby ktoś na trzy miejsca 
wakujące jednego swego faworyta podkreślił i wywyższył 
go nad innych; wreszcie powinniśmy tu postępować nie po- 
dług konstytucyi, nie podług statutu organicznego, ale podług 
uchwały większą daleko wagę mającej z d. 29 stycznia, która 
mówi, że Senat po dwóch kandydatów poda na każde waku- 
jące miejsce, z których Izby połączone wybiorą Senatorów, 
a więc tych a nie innych, a więc Izby połączone odrzucać 
kandydatów nie mogą. Nie jest to tak ważna prerogatywa po- 
dawania kandydatów; niech Izba Poselska podaje kandydatów, 
a Senat wybiera, wszystko jedno. Dzisiaj powinniśmy postąpić 
tak, jak dotąd postępowano, że czy mniej czy więcej było 
osób podkreślonych, niż należy, kartka uważaną była za nie- 
ważną «. 



— 285 — 

JW. Jasieński : »Nie myślę bynajmniej utrzymywać, jakoby 
Senat nie miał prawa podawania kandydatów; prerogatywa ta 
służy mu z konstytucyi; o nią upominaliśmy się za rządu ze- 
szłego; przy niej i teraz obstawać będziemy; ale nie mogę być 
jednego zdania z Wojewodą Kochanowskim co się tyczy kar- 
tek, gdzie nie będzie ilość żądana podkreślona. Każdy z nas 
dzieli kandydatów na tych, których zna, i których nie zna. 
Z pomiędzy tych, których zna, jednych uważa za godnych do- 
stojności Senatora, drugich za niegodnych. Podkreślać tych 
tylko może, których zna i za godnych uważa. Ja tobym raczej 
za absurdum uważał, gdyby trzeba było koniecznie podkreślać 
pewną liczbę osób, czy je kto zna, czy nie, czy je uważa za 
godne tego dostojeństwa, lub nie. Ja pewno głosu mego nie 
dam osobie, której nie znam; wolałbym wyjść z Izby, aniżeli 
głos mój na ślepy traf rzucać. Żądam przeto, aby JW. Prezy- 
dujący w Senacie i JW. Marszałek kwestyę podali, czy kartki 
mające mniej osób podkreślonych, niż jest miejsc wakujących, 
mają być uważane za ważne lub nie?« 

JW. Godebski: »Gdyby wniosek kolegi Wartskiego obowią- 
zywać nas miał na ten jeden raz, albo przez cały ciąg nad- 
zwyczajnego stanu rzeczy, zupełniebym zdanie jego podzielał. 
Sprawiedliwie powiedział kolega Morawski, że formy są duszą 
rządów reprezentacyjnych; szanować więc je należy, a odstą- 
pienie od nich upoważnić tylko może nagląca potrzeba kraju. 
Z tej zasady wychodząc, nie znajduję, aby wniosek kolegi 
Wartskiego tak ściśle z dobrem Ojczyzny był połączony, żeby 
od przyjętych dotąd form odstąpić wypadało. Instytucya Senatu 
nie jest nowa, nie jest nam narzucona, istnieje od dawna, 
uświęcona jest tylu wiekami. Przodkowie nasi, bardzo drażliwi 
o wolność swoją, nadali jednak wielkie przywileje Senatowi, 
ale zapobiegli nadużyciu władzy, kiedy dziedzictwo odebrali. 
Dlatego właśnie, że Senat, że nasza wyższa Izba nie miała 
tego dziedzictwa, potrzeba jej było nadać większe rękojmie 
niepodległości i, dostojni panowie, nie znajdziecie żadnego 
przykładu, aby ta niepodległość Senatu była ze szkodą Ojczy- 
zny. W odleglejszych epokach w rozdzielonej Lechii ta niepo- 
dległość Senatu zachowała język i swobody narodowe. W wieku 
XVI zasłoniła nas od krwawych wojen; w ostatnich wypadkach 
w sądzie sejmowym zachowała życie niewinnych obywateli. 



— 286 — 

Senat polski zawsze dobrze się zasługiwał Ojczyźnie. Miały to 
na względzie połączone Izby, kiedy, nie ograniczając przywi- 
leju Senatu, powiedziały, że Sejm wybierze Senatorów z poda- 
nych w podwójnej liczbie przez Senat kandydatów. Gdyby były 
przewidziały ten wypadek, o którym tu niektórzy Członkowie 
wspominają, byłyby zmieniły statut organiczny, który także 
podawanie kandydatów Senatowi zostawił. Powiedziano tu, że 
gdybyśmy zachowali statut organiczny, Sejm byłby przymu- 
szony zapełniać Senat przez osoby, któreby nie odpowiadały 
jego opinii. Jest to zarzut ważny. Zapewne w takim razie 
przypuszczałby potrzeba stan fakcyi, że ta fakcya trwa długo 
na jednym stopniu, bo dopiero za trzecim lub czwartym wy- 
borem projekt ten mógłby przyjść do skutku, lecz takie trwa- 
nie fakcyi w jednem natężeniu niezgodne jest z naturą rzeczy. 
Oburzyłoby to natychmiast opinię, któraby uśmierzyła fakcyę, 
i to jest najpewniejsza rękojmia, że Senat w sprawie Narodu 
będzie dobrze postępował. Bo w XIX wieku, panowie! walki 
z opinią nikt za cel działań swoich nie przedsięweźmie, 
a choćby to uczynił, długo tej walki wytrzymać nie zdoła. Se- 
nat przeświadczony o opinii zapewneby przeciwko niej nie 
działał. Pamiętajmy i na to, że z powodu nadzwyczajnych 
okoliczności Izby weszły w atrybucye królewskie. Skoro rząd 
nasz ustalonym zostanie, Król, zastawszy odjętą tę atrybucye 
Senatowi, pochwyciłby tę sposobność, aby ją sobie przywła- 
szczyć i miałby w tern wymówkę, bobyśmy sami do tego rękę 
podali. Z tych powodów nie mogę być za wnioskiem kolegi 
Niemojowskiego«. 

JW. Świrski; )>Chciałem zwrócić uwagę, że dyskutujemy 
nad przedmiotem, który pod żadnym względem nie powinien 
tu być wnoszony. Jeżeli to jest projekt do prawa podany w Izbie 
Poselskiej, w tejże Izbie raport powinien był być czytany, 
a nie w połączonych Izbach. Jeżeli tylko wniosek do decyzyi, 
już raz w połączeniu z Senatem przyjęliśmy w tej mierze za- 
sadę, której się trzymać powinniśmy. Dyskusya więc ta zupeł- 
nie niewłaściwa zamknięta być powinna, a nam do wyboru 
przystąpić należy«. 

JW. Marszałek: »Nie mogę dzielić zdania preopinenta. Nie 
jest tu wniosek do nowego prawa; wybory, jakieśmy dotąd 
odbywali, następowały nie z mocy statutu organicznego, jak 



— 287 — 

JW. Dembowski oświadczył, ale z mocy decyzyi, którąśmy 
wzięli. Decyzya zmienia się inną decyzyą. Gdyby tu był artykuł 
statutu organicznego, do zmienienia potrzebaby było prawa, 
któreby przez obie Izby przeszło, lecz tu idzie tylko o decyzyę 
względem zachodzącej wątpliwości. Decyzya wzięta już po- 
przednio w tej mierze może być następną decyzyą zmieniona. 
Co do samego przedmiotu dyskusyi, niech mi wolno będzie 
zrobić jedną uwagę. Senat polski od najdawniejszych czasów, 
a nawet pod despotyzmem, uskarbił sobie prawo do nieogra- 
niczonego zaufania Narodu; wielki ma i mieć powinien wpływ 
na losy kraju: przecież prawo mieć nie chciało, aby wwbory 
Senatorów Senatowi wyłącznie zostawić. Tak jak teraz tłóma- 
czymy prawo, Senat bez Izby Poselskiej samby Senatorów 
mianował. Senat, podając kandydatów, sam obraduje w swojem 
gronie, z tych kandydatów Izby połączone wybierają Senato- 
rów. Czemźe są Izby połączone? Składają się one z Ys Sena- 
torów i Ys Posłów. Żeby kandydat został Senatorem, potrzeba, 
aby miał za sobą połowę głosów, a zatem oprócz głosów Sena- 
torów, które stanowią Y3 część, połowę drugiej trzeciej części, 
czyli Y4 część Członków Izby Poselskiej, a zatem 1 / 4 część gło- 
sów Izby Poselskiej dodana do głosów Senatu, który podawał 
kandydatów, dostateczną jest do zapewnienia wyboru na Sena- 
tora, choćby Y4 części Izby Poselskiej przeciwne były wybo- 
rowi. Jest to wielka przewaga, i powiększać jej nie wypada 
zmuszaniem Izbę Poselską do podkreślania koniecznie połowę 
podanych kandydatów'. Tę miałem uwagę uczynić«. 

JW. Henryk Nakwaski: » Każdy zapewne jest przekonanym, 
że, aby Senat mógł odpowiedzieć wielkiemu celowi powstania 
narodowego, potrzeba, aby członkowie jego posiadali ufność 
Narodu, aby godność Senatu zachowaną była. Z tego powodu 
łączę się zupełnie w zdaniu z kolegą Niemojowskim. Zwracam 
tu uwagę na głos Wojewody Kochanowskiego, który rzecz tę 
zdawał się pod względem osobistym uważać i zarzucał, że ci, 
którzy chcą jedną iub dwie tylko osoby podkreślać, chcą swoich 
ulubieńców wywyższać z poniżeniem innych kandydatów. Co 
do mnie, śmiało oświadczam, że żadne względy osobiste mną 
nie kierują; idzie mi jedynie o godność Senatu. Co powiedział 
kolega Morozewicz, żeśmy się u Aleksandra i Mikołaja dopo- 
minali, aby nie nadwerężał w tej mierze praw Senatu, to nie 



— 288 - 

szło nam o to, żeby tych mianował Senatorów, których Senat 
podał, lecz żeby nie mianował takich, którzy kwaliiikacyi po- 
trzebnych nie mieli. Statut organiczny pozwala Namiestnikowi 
podawać dwóch kandydatów do Senatu, oprócz tych, których 
Senat podał; teraz sam tylko Senat kandydatów podaje. W tym 
względzie prerogatywy jego powiększone zostały. U nas Senat 
nie jest dziedziczny, ale przyjdzie do tego, jeżeli tak postępo- 
wać będziemy. Niema nigdzie przykładu, aby razem ojciec 
i syn lub kilku braci w Senacie zasiadało. Gdzie jest dziedzi- 
czne dostojeństwo Senatora, tam godność ta jest przywiązana 
do ziemi. Syn dopiero po śmierci ojca ją otrzymuje. Łączę się 
z kolegą Morawskim, że mogłaby fakcya znaleść się w Sena- 
cie, któraby na wszystkie miejsca wakujące swoich wprowa- 
dzała stronników, lecz zupełnie się nie zgadzam z kolegą Kii- 
montowiczem, który mniemał, że my chcemy ogałacać Senat 
z prawa podawania kandydatów. My chcemy go tylko ograni- 
czyć; wszakże ono i tak za dawnego rządu ograniczone było 
przez to, że Namiestnik miał prawo podawania dwóch kandy- 
datów. Wniosek kolegi Wartskiego nie dąży, jak Wojewoda 
Kochanowski utrzymywał, do absurdum. Dowiódł już kolega 
Jasieński, że absurdum byłoby wtenczas, gdyby kto, nie znając 
osoby, podkreślił nazwisko jej. Nie zgadzam się także z kolegą 
Godebskim. Wniosek ten jest tak ważny, iż odrzucony być 
nie może. Nie jest to wniosek do przyszłej konstytucyi naszej; 
wtenczas inne wynajdziemy środki, które nas do tego samego 
celu doprowadzą; teraz jest to środek najprostszy, który nas 
zapewnić może o doborze osób, które w całym Narodzie mają 
zaufanie«. 

JW. Morawski: »Egzystencya Senatu lub przynajmniej 
forma, pod jaką u nas istnieje, jest tak sprzeczna z zasadami 
rządów konstytucyjnych, że nie potrzeba długo się nad tern 
rozwodzić. Sądzę jednak, że powinienem odpowiedzieć słów 
kilka na niektóre słyszane tu uwagi tern bardziej, że wypadnie 
mi zbijać niektóre głosy, które ja z uszanowaniem słuchać na- 
wykłem. Naprzód odpowiem Wojewodzie Kochanowskiemu, 
który uw r ażał, jakobyśmy zaprzeczali Senatowi prawa poda- 
wania kandydatów. Nigdzie tego nie słyszano; tak odpowiadać 
jest to zmieniać kwestyę, lecz nie odpowiadać. Kolega Moro- 
zewicz chciał dowodzić, że wolność wybierania Izb niczem ni© 



— 289 — 

jest ścieśniona. Odwołuję się w tej mierze do światłego głosu 
JW. Marszałka. Dziś Senat nie podaje kandydatów, ale wy- 
biera Senatorów. Gdyby przykład mógł to objaśnić, przyto- 
czyłbym tu, czegośmy niedawno byli świadkami. Ministeryum 
francuzkiemu szło o to, aby pan RoyerCollard nie był preze- 
sem Izby deputowanych. Izba podawała 4 kandydatów, jednakże 
król musiał go mianować, bo trzej inni byli dla niego jeszcze 
mniej dogodni. Przypuszczam, żeby Senat podał nam już nie 
dwóch, ale 4 kandydatów na jedno miejsce, jednego pana N. N. 
a trzech tych, który cheśmy niedawno w rozkazie dziennym 
czytali. Pan N. N. wtenczas nie byłby wybrany, ale byłby mia- 
nowany Senatorem. Przodkowie nasi, rzekł kolega Godebski, 
szanowali przywileje Senatu i źle robili, bo zbyt szanując 
przywileje Senatu, przyprawili kraj o zgubę. Te przywileje 
wprowadziły ten duch cechu, który sprawił, żeśmy nie chcieli 
przypuścić innych klas do swobód szlacheckich. Tylko patryo- 
tyzm, jakim pała serce kolegi Godebskiego, mógł dać pozór 
cnoty błędom ojców naszych. Senat, mówi on, dobrze się za- 
służył Ojczyźnie. Zasłużył się raz tylko, a tyle razy przeciwnie 
o nim opinia publiczna wyrzekła, lecz to nie należy do dzi- 
siejszej dyskusyi. Dziś Senat zasługuje na szacunek, bo uznał 
rewolucyę za narodową, bo w niej razem z nami postępuje. 
Teraz idzie o to, aby nas przypuścić do wybierania Senatorów. 
Co do obawy kolegi Godebskiego, aby monarcha przyszły nie 
korzystał z kroku, który dzisiaj proponujemy, i nie chwycił się 
tego dla ograniczenia atrybucyi Senatu, odpowiedzieć muszę, 
że my w niczem nie zmniejszamy przywilejów Senatu, bo u nas 
Król nie miał prawa innych mianować Senatorów, ale mógł 
podanych kandydatów odrzucać«. 

JW. Kasztelan Lewiński: »W chwili, kiedy należało przy- 
stąpić do wyboru, wprowadzona została dyskusya, która nas 
nie zbliża do wyboru, ale oddala. Wszyscy zastanawiali się tu 
nad teoryami, kiedy wykonanie prawa jest istotą rzeczy. Głosy 
JJWW. Biernackiego, Morawskiego, Niemojowskiego popierają 
zdanie, że wybory Senatorów zawisły od samego Króla; jednakże 
zdaniem wielu innych Członków większa jest rękojmia, kiedy 
kandydatów do Senatu sam Senat podaje, jako składający się 
z osób mających ufność w kraju, że nie można przypuszczać, 
aby podał podobne indywidua, o jakich podobało się JW. Mo- 

Dyaryusz T. VI. 19 



- 290 — 

rawskiemu wspomnieć. Samej kwestyi nie będę obszernie roz- 
bierał; nie będę się powoływał ani na konstytucyę, ani na 
statut organiczny, bo te teraz nie tyle stanowią, ale na uchwałę 
sejmową z d. 29 stycznia, która mówi, że Senat podaje po 
dwóch kandydatów na jedno miejsce, z których Izby połączone 
jednego wybierają. Skoro więc cztery są wakanse, natenczas poda- 
nych jest ośmiu kandydatów, z których czterech podkreślić należy. 
Właściwie idzie tu o to, czyli w podobnym przypadku możnaby 
trzech tylko podkreślić? Wniosek JW. Niemojowskiego nie jest 
projektem do prawa, ale wnioskiem, który ma rozwiązać wąt- 
pliwość prawa. Kiedy to więc nie jest projekt do zmiany prawa, 
nie może być nad nim dyskusyi, tylko powinna być poddana 
kwestya pod wotowanie, aby jak najprędzej przystąpić do wy- 
borowa. 

Wiele jeszcze było głosów zapisanych, lecz większość 
zdawała się żądać zamknięcia dyskusyi. Gdy jednak 
jeden z komisarzy, JW. Szaniecki, koniecznie się głosu domagał, 
JW. Marszałek podał następującą kwestyę pod rozstrzygnięcie 
Izb: Kto jest zdania, aby zamknąć dyskusyę i tylko 
komisarzom ostatnie udzielić głosy, powstanie. 

Wszyscy prawie Członkowie Izb obu powstali. 
Zabrał zatem głos 

JW. Posturzyński : »Winienem usprawiedliwić Komisye 
z zarzutu, dla czego raport o wniosku JW. Niemojowskiego 
w Izbach połączonych zdawały. Komisye, zastanawiając się nad 
tym przedmiotem, uważały, że wypada odróżnić tu dwie kwe- 
styę, czy wniosek JW. Niemojowskiego jest zgodny z prawami 
obowiązującemi, od kwestyi, czy prawa obowiązujące są dobre, 
lub złe. Gdy wniosek JW. Wartskiego nie ma na celu ani 
uchylenia żadnego prawa, ani postanowienia nowego, wypada 
więc rozstrząsnąć, czy się zgadza z prawami obowiązującemi? 
Wyłożyłem tu zasadę, że Senatowi zostawiona jest atrybucya 
podawania kandydatów, a Król z pomiędzy nich mianował 
Senatorów. Tak postanowiła konstytucya i statut organiczny, 
a nawet uchwała Sejmo(wa) z d. 29 stycznia, która postanowiła, 
że Król, czyli Sejm, który w jego atrybucye wstępuje, ograni- 
czony być ma w swej woli odrzucania kandydatów przez Se- 
nat podanych. Gdyby wniosek JW. Wartskiego zdążał do 
zmiany praw istniejących, natenczas Komisye byłyby się nad 



— 291 — 

tern zastanawiały, czy atrybucya Senatowi służąca podawania 
kandydatów jest zgodna z dobrem publicznem, czy ją ścieśnić 
lub rozszerzyć należy. Lecz ten przedmiot nie był w Komi- 
syach rozbierany. Rozumiem, że i tu rozbieranym być nie po- 
winien, gdyż tu nie idzie o zmianę praw obowiązujących. 
Przedstawię tu jedną uwagę indywidualną, której nie czyniłem 
na Komisyach, bo teraz dopiero na nią wpadłem: być może, 
że dla usunięcia niektórych trudności byłoby rzeczą korzystną, 
aby napisać prawo względem wyboru Senatorów, któreby tylko 
obowiązywał(o) na czas bezkrólewia; bez tej ustawy nie można 
nastawać na atrybucye Senatu. Jeżeli formy są duszą rządów 
reprezentacyjnych, i w nich jest rękojmia bytu społeczeńskiego, 
nie możemy od nich odstępować. Nam tu za przykład nie 
może służyć ani Anglia, ani Francya. Jeżeli statut organiczny 
nasz był niedogodny co do wyboru Senatorów, wolno było 
Sejmowi go zmienić; tymczasem Sejm własnem się prawem 
skrępował, ograniczył swoją wolność wybierania przez nadanie 
Senatowi atrybucyi podawania dwa razy tyle kandydatów, ile 
jest miejsc wakujących. Nie zgadzam się na to, abyśmy mogli 
odrzucać kandydatów dlatego, iż nie jest w dawnych usta- 
wach literalnie powiedziane, że nie wolno odrzucać kandy- 
datów. Kiedy jest powiedziane, że jeden z dwóch ma być wy- 
brany, samo się przez się rozumie, że nie wolno obudwu 
odrzucić«. 

JW. Szaniecki: ^Jakkolwiek większość Komisyi była zda- 
nia, że należy odrzucić wniosek kolegi Wartskiego, ponieważ 
ja byłem zdania mniejszości, i teraz przeto popierać go będę. 
Uważałem, że wniosek kolegi Wartskiego jest wypływem po- 
wszechnym opinii, że krzywda się dzieje dla wielu kandydatów, 
skoro, z powodu niepodkreślenia jednego, trzech innych traci 
głosy, jak tego mieliśmy przykład przy wyborach wczorajszych. 
Z tego powodu, gdy wymagana jest większość absolutna, krzy- 
wda jest dla tych, którzy jej nie otrzymają z powodu tego, że 
kartki niektóre unieważnione zostały. Mimo tylu światłych 
głosów, które przemawiały za utrzymaniem wniosku, nikt je- 
szcze z właściwego stanowiska na tę rzecz się nie zapatrywał, 
z którego ona rozstrzygniętą być powinna. Kolega Posturzyń- 
ski w raporcie rozwinął zasadę, że Izby weszły w 7 prawa kró- 
lewskie, że Król z podanych mu kandydatów wybierał Sena- 

19* 



— 292 — 

torów, i Izby podobnież postępować powinny; ja tego zdania 
dzielić nie mogę, gdyż jest mylne. Król miał prawo nomino- 
wania Senatorów; Izby nie nominują ich, lecz obierają, a więc 
nominacya przemieniła się na elekcyę; należy więc tu zacho- 
wywać przepisy o elekcyi, a przepisy statutu organicznego 
stosujące się do nominacyi zastosowane tu być nie mogą. 
Jeszcze na poparcie tego, że można mniej osób podkreślić, 
i tę zasadę prawną przytaczam: qui potest plus, potest et 
minus«. 

JW. Kasztelan Bieńkowski: » Wniosek JW. Niemojowskiego 
jest zupełnie przeciwny istniejącym prawom; uchwała bowiem 
sejmowa z d. 29 stycznia r. b. powiada, że Sejm z podanych 
w podwójnej liczbie przez Senat kandydatów wybierze Sena- 
torów. Stąd się wyraźnie okazuje, że koniecznie połowa poda- 
nych kandydatów wybraną do Senatu być musi. Trudno jest 
wzbronić komu, żeby mniej lub więcej osób nie podkreślił, 
lecz wszystkie takie kartki za nieważne uważane być muszą. 
Lecz tak kartki, na którychby nadto było osób podkreślonych, 
lub też wszystkie, za nieważne uważane być powinny, jak ró- 
wnież kartki, na którychby mniej było osób podkreślonych niż 
prawo przepisuje«. 

JW. Marszałek: » Rzecz tę może zadecydujemy przez pow- 
stanie, a zatem: kto popiera wniosek J W. W artsk i e g o, 
aby kartki, mniej podkreśleń mające jak połowa 
liczby kandydatów, były ważne, powstaniec 

Wypadek był wątpliwy, musiano przeto przystąpić 
do wotowania. 

J W. Marszałek zaprosił na asesorów JJWW. Obniskiego 
i Kozłowskiego a JW. Prezydujący Senatu JJWW. (Nie- 
wymienieni w protokóle). Poczem odbyło się wotowanie w ten 
sposób: 

Województwo Krakowskie. Posłowie: JJWW. Teodor Ślą- 
ski negat. Wiktor Łuniewski negat. Michał Gostkowski negat. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Jabłoński affir. Jan Olrych Sza- 
aiecki affir. 

Województwo Sandomierskie. Posłowie: JW. Hieronim 
Kochanowski negat. 

Deputowani: JJWW. Frań. Chomentowski negat. Jan Puszty- 
nika negat. Ignacy Żeleński negat. Ludwik Łempicki negat. Jan Postu- 
rzyński negat. Jan Gratkowski negat. 



— 293 - 

Województwo Kaliskie. Posłowie: JJWW. Bonawentura 
Niemojowski affir. Marcin Radoński affir. Floryan Suchecki affir. Kantor- 
bery Tymowski affir. Wład. hr. Ostrowski affir. Ignacy Morzkowski affir. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski affir. Antoni Rembowski 
affir. Stan. Miączyński affir. Alojzy Biernacki affir. 

Województwo Lubelskie. Posłowie: JJWW. Kalikst Moro- 
zewicz negat. Ksawery hr. Niesiołowski negat. Ignacy Bielski negat. Alojzy 
hr. Poletyłło negat. Tomasz br. Wyszyński negat. Feliks Doliński negat. 

Deputowani; JJWW. Adam Fritsch affir. Andrzej Mazurkie- 
wicz negat. 

Województwo Płockie. Posłowie: JJWW. Jan Turski affir. 
Paweł Grąbczewski negat. Maryan Cissowski negat. Konstanty Witkow- 
ski affir. Wincenty Chełmicki affir. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski negat. Kajetan Kozłow- 
ski affir. Klemens Witkowski affir. Wojciech Chobrzyński negat. 

Województwo Mazowieckie. Posłowie: JJWW. Aleksander 
Szymanowski affir. Jan Rostworowski negat. Szczepan Świniarski negat. 
Jakób Okęcki negat. Antoni Plichta affir. Frań. Dąbrowski affir. Frań. 
Trzciński affir. Józef Modliński affir. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski affir. Jakób Piotrowski 
affir. Dominik Krysiński affir. Józef Brinken affir. Michał Piotrowski affir. 
Walenty Zwierkowski affir. Ludwik Lutostański affir. Augustyn Morzkow- 
ski affir. Antoni Zawadzki affir. Walenty Żwan negat. 

Województwo Podlaskie. Posłowie: JJWW. Feliks Markow- 
ski negat. Ludwik Bieniecki negat. Frań. Zalewski negat. Wład. Zawadzki 
negat. Ignacy Wężyk negat. Teodor Jasieński affir. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Obniski negat. Feliks Gumow- 
ski negat. 

Województwo Augustowskie. Posłowie: JJWW. Antoni 
Bykowski affir. Józef hr. Starzeński affir. Jan Augustowski negat. Frań. 
Kisielnicki negat. Wincenty Gawroński affir. Jan Floryanowicz affir. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz negat. Józef Wiszniew- 
ski affir. 

Województwo Wołyńskie. Posłowie: JJWW. Narcyz hr. 
Olizar affir. Ksawery Godebski negat. Stan. hr. Worcell affir. 

Województwo Podolskie. Posłowie: JJWW. Aleksander Jeło- 
wicki affir. Aleksander Bernatowicz affir. Henryk Nakwaski affir. 

Województwo Kijowskie. Posłowie: JJWW. Wincenty hr. 
Tyszkiewicz affir. Daniel Tchorzewski negat. Jakób Malinowski affir. [Józef] 
Bohdan Zaleski affir. 

Senatorowie: 

JW. Wodzicki Prezydujący w Senacie negat. 

Biskupi: JJWW. Prażmowski, biskup płocki negat. Dzięcielski, bi- 
skup lubelski negat. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński Antoni negat. Kochanowski 
Michał negat. Wodziński Maciej negat. Ostrowski hr. Antoni aftir. 



— 294 — 

Kasztelanowie: JJWW. Frań. Nakwaski affir. Sierakowski Ka- 
jetan negat. Męciński hr. Wojciech affir. Bronikowski Adam negat. Potocki 
hr. Michał negat. Rembieliński Wiktor affir. Bieńkowski Antoni negat. 
Lewiński Frań. Ksawery negat. Koźmian Kajetan negat. Krasiński hr. 
Józef negat. Walchnowski Andrzej negat. Wężyk Frań. negat. Łubieński 
hr. Piotr negat. Małachowski hr. Ludwik negat. Ostrowski Wojciech negat. 

[Affirmative: z Izby Poselskiej 46, z Senatu 4. 
Negative z Izby Poselskiej 37, z Senatu 18. Razem 
affirmative 50. Negative 55. Projekt pięciu kre- 
skami spadł w Izbach połączonych]. 

JW. Rembowski: »Przy przeszłych juz wyborach zrobiłem 
wniosek, aby nam podawane były każdego z kandydatów za- 
sługi i kwalifikacye. JW. Marszałek zaspokoił mnie, zapewnia- 
jąc, że przy przyszłych wyborach będzie to miało miejsce. 
Kiedy dziś przystąpić już mamy do wyborów, a jeszcze się 
zadość wnioskowi memu nie stało, widzę potrzebę ponowienia 
go tern bardziej, że wniosek kolegi Wartskiego upadł. Kiedy 
jesteśmy przymuszeni koniecznie połowę podanych kandydatów 
wybrać na Senatorów, powinniśmy przynajmniej być uwiado- 
mieni, jakie który z nich zasługi w kraju położył, abyśmy mo- 
gli ocenić i pomiędzy sobą porównać: inaczej wybory byłyby 
na ślepy traf robione. Żądam zatem czytania kwalifikacyi ka- 
żdego z podanych kandydatów«. 

JW. Wojewoda Kochanowski: »Bardzo sprawiedliwy jest 
wniosek JW. Rembowskiego. Senat przy układaniu kandyda- 
tów polecił wyznaczonej na to deputacyi ułożyć ich listę, któ- 
raby każdego kandydata kwalifikacye obejmowała. Odczytam 
tu kwalifikacye tych tylko, którzy jako kandydaci Izbom połą- 
czonym przedstawieni zostali. 

JJWW. Olizar (Narcyz) i Stecki (Ludwik) obydwa 
jednomyślnie przez Senat podani i za posiadających potrzebne 
kwalifikacye uznani zostali. Nie będę się tu rozszerzał nad ich 
zasługami i cnotami, bo te wszystkim są znane. 

JW. Łempicki (Ludwik, Deputowany Opatowski), któ- 
rego przymioty znane są zapewne obu Izbom, jako Posła na 
teraźniejszym Sejmie, jest oprócz tego Radcą wojewódzkim 
i rozmaite urzędy obywatelskie dawniej sprawował, które tu 
pominę. 

JW. Węgrzecki (Stanisław) znany wszystkim jako Pre- 



— 295 — 

zydent miasta Warszawy w r. 1806, sędzia apelacyjny, a teraz 
sędzia najwyższej instancyi i w teraźniejszej rewolucyi pełnił 
już obowiązki prezydenta. 

J W. Niesiołowski (hr. Ksawery, Poseł Kazimierski) 
i dawniej, i teraz posłował, w czasie rewolucyi Kościuszki 
służył w wojsku, jest jenerałem brygady i teraz był na linii 
bojowej, lecz dla słabości zdrowia musiał wziąć dymisyę. 

JW. Augustowski (Jan, Poseł Dąbrowski) na teraźniej- 
szym i dawniejszych Sejmach był Posłem. 

JW. Ignacy Cieszkowski był Posłem za Ks. War- 
szawskiego, a teraz jest Prezesem Dyrekcyi Głównej Towa- 
rzystwa Kredytowego. 

J W. Frań. Woło wski (Deputowany Warszawski), znany 
z wymowy, talentów i gorliwości, Deputowany na teraźniej- 
szym Sejmie. Spodziewam się. że te kwalifikacye dostatecznie 
usprawiedliwiły Senat w podaniu kandydatów«. 

JW. Godebski: »0 ile przeciwny byłem wnioskowi kolegi 
Wartskiego, ponieważ nie chciałem przesądzać wypadków na 
przyszłość, sądziłem, że prawo, które ma nas obowiązywać do 
nieograniczonej epoki, powinno być z całą troskliwością uchwa- 
lone; atoli z całą usilnością obstaję przy wniosku poprzednich 
mówców i w takiem to ścisłem zdaniu sprawy z zasług oby- 
wateli podanych do dostojnego stopnia Senatora znajduję naj- 
pewniejszą rękojmię opinii publicznej. Skoro osoby podane do 
krzesła senatorskiego będą znane z zasług w Ojczyźnie, nie 
będzie obawy, aby fakcya mogła się wkraść do Senatu. Będzie 
to najpewniejsza rękojmia, że wybory odbędą się zgodnie 
z opinią publiczną«. 

JW. Konstanty Witkowski: »Przewidując wniosek kolegi 
Godebskiego i będąc świadomy wniosków czynionych przez 
kolegę Rembowskiego, mam tu przygotowane kwalifikacye 
JW. Łempickiego, które niech mi wolno będzie odczytać«. 

(Tu J W. Witkowski odczytał pisma obejmujące 
zasługi położone dla kraju JW. Łempickiego). 

JW. Ignacy Wężyk: » Wiadomy postanowienia Senalu, iż 
podając sześciu kandydatów z t. zw. Królestwa Polskiego, a dwóch 
z Wołynia, miał zamiar, aby z pomiędzy pierwszych — trzech, 
z pomiędzy drugich — jeden został wybrany, prosiłbym o odczy- 



— 296 — 

tanie wyciągu z protokółu posiedzenia Senatu dla uniknienia 
wszelkiej pomyłkicc 

JW. Biernacki: » Wniosek Posła Łosickiego przeciwny jest 
życzeniom Narod(u), które w Izbach połączonych słyszeliśmy, 
połączenia wszystkich prowincyi dawnej Polski węzłem najści- 
ślejszego braterstwa; rozróżnienie więc, które tu chce JW. Wę- 
żyk zaprowadzić, jest wcale niepotrzebnej 

JW. Henryk Nakwaski: »Łączę się ze zdaniem poprzednio 
mówiącego i proszę o rozstrzygnięcie tej kwestyk. 

JW. Jełowicki : » Ważny jest cel tego rozróżnienia, t. j. aby 
przypuścić którego z naszych obywateli do krzesła senator- 
skiego. Należy tego sposobu użyć, gdyż równie przed wybo- 
rami Komisyów oświadczali się niektórzy Członkowie, że z po- 
między nas powołają niektórych do tego urzędu; jednakże to 
nie nastąpiło. Należy nam się obawiać, aby i tu podobny nie 
zdarzył się wypadek«. 

JW. Jasieński : » Łączę się ze zdaniem kolegi Biernackiego. 
Byłby to prowincyonalizm, gdyby z każdego województwa 
obierani mieli być Senatorowie. Wszakże z Województwa Pod- 
laskiego nie ma żadnego Senatora; wszystko więc jedno, z któ- 
rego kto jest województwa, byle tylko liczba wybranych była 
prawem przepisana. Możnaby więc zarówno wybrać obudwóch 
kandydatów podanych z Wołynia, jak żadnego«. 

JW. Godebski; »Rozumiem, że wy, dostojni panowie, za- 
przysięgając rewolucyę 29 listopada, zaprzysięgliście cele tej 
rewolucyi, a najgłówniejszy, najświętszy z nich jest połączenie 
w jedno ciało oderwanych od Polski prowincyi. Byłoby to ujmo- 
wać waszemu patryotyzmowi, waszemu światłu, dostojni pa- 
nowie, gdyby kto chciał rzecz tę bliżej dowodzić. Prosiłbym 
tylko JW. Marszałka o podanie takiej kwestyi: Kto jest prze- 
ciwny temu, żeby razem uważano Senatorów ruskich i polskich, 
żeby oświadczył. Spodziewam się, że nikt się przeciwko temu 
nie oświadczy, a ta jednomyślność wasza będzie nową sankcyą 
daną owemu połączeniu Polski w jedno ciało«. 

JW. Marszałek: » Podaję zatem następującą kwestyę: Kto 
popiera wniosek J W. Biernackiego i tych, co po nim 
mówili, aby bez żadnego wyłączenia i względu 
wybierać Senatorów z podanych tu kandydatów, 
powstaniec 



— 297 — 

Wszyscy Członkowie obu Izb powstali, wnio- 
sek zatem jednomyślnością przyjętym został. 

Potem przystąpiono do wyborów. Wezwani zostali na 
asesorów JW. Obniski, JW. Kozłowski, a z Senatu JW. 
Michał Potocki. Wotujących było Członków Izby Poselskiej 
90, Członków Senatu 22, razem 112, a zatem kresek 448; kartek 
zepsutych 6, które czynią kresek 24, kresek więc tylko było 424. 
Z tych otrzymali: JJWW. Łempicki 61, Węgrzecki 68, Niesio- 
łowski 57, Augustowski 27, Cieszkowski 52, Wołowski 43, Oli- 
zar 92, Stecki 24. 

Absolutna większość była 57, otrzymali ją na- 
stępujący czterej kandydaci, których JW. Prezydu- 
jący W Senacie w następującym porządku ogłosił 
Senatorami Kasztelanami: JJWW. Narcyz hr. 1 i- 
zar, Stan. Węgrzecki, Ludwik Łempicki, Ksawery 
h r. Niesiołowski. 

Potem sesya zasolwowana została na dzień następny na 
godz. 10 zrana w Izbach połączonych. Porządek dzienny: wy- 
bór Senatorów Wojewodów. 

Wład. hr. Ost(rowski). 



Posiedzenie tajne Izb połączonych z dnia 
9 sierpnia 1831 roku. 

JW. Marszałek wezwał JW. Z w i er ko wsk i ego, aby ra- 
czył odczytać listę obecności. Obecnymi byli (85): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JJWW. Frań. Jabłoński. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Libiszewski. Hieronim Kochanowski. Konstanty Świdziński. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Jan Posturzyński. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 



— 298 — 

Deputowani: JJ W W. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Alojzy 
Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ignacy Bielski. Alojzy nr. PoletyJło. Józef Świrski. Tomasz br. 
Wyszyński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbczewski. Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. Wincenty 
Chełmicki. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 
Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Szcze- 
pan Świniarski. Jakób Okęcki. Antoni Plichta. Frań. Dąbrowski. Ignacy 
Starzyński. Adam Łuszczewski. Frań. Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef 
Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Do- 
minik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. Ksawery Czarnocki. Augustyn 
Morzkowski. Wojciech Chodecki. Antoni Zawadzki. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks Mar- 
kowski. Ludwik Bieniecki. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. 
Józef hr. Małachowski. Teodor Jasieński. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. Wincenty Gawroński. 
Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Ksa- 
wery Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Wincenty 
hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Jakób Malinowski. 

Lista Senatorów Królestwa Polskiego (24): 

Biskupi: JJWW. Prażmowski Adam biskup płocki. Dzięcielski 
Marcelin biskup lubelski. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński Antoni. Kochanowski Michał 
Prezydujący. Wodziński Maciej. Ostrowski hr. Antoni, 

Kasztelanowie: JJWW. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Kaje- 
tan. Męciński hr. Wojciech. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. Bień- 
kowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian Kajetan. Krasiński hr. 
Józef. Walchnowski Andrzej. Wężyk Kran. Łubieński hr. Piotr. Małachow- 
ski hr. Ludwik. Ostrowski Wojciech. Olizar hr. Narcyz. Węgrzecki Stan. 
Łempicki Ludwik. Niesiołowski hr. Ksawery. 



299 

JW, Marszałek: Zgromadzenia nasz-.- Izisiejszeg 
lem były w y b o ry Sei v W o i - w i w. G ly je -. oak 

przedstawia się ważniejsza : _ ejsz .. śc. która przede- 

wszystkiem raną : . z wagę nasza wziętą oo- 

winna, pozwolą Izby. aby w tej mierze uczyni] wi sek JW. 

r ł o s y : P : simy : simy! 
JW. Swirski : Materya. którą mam przedstaw 
" _ I >tycząca zbawienia czyzny naszej. Nic tu Izby 

działać nie : ę by przy całej jtwartości uwagi wszystkich 

: : m sn nie zajęło. Jednak gdy w przedmiocie, który 
mi stał ] )wierz ny, mieście się może sąd oso] sąd 

zawsz- nnie wydany, sąd przy wyłuszczeniu powo- 

li mogący się spi stować, sąd, który wymaga sałej 
tości : wytknięcia d w :dów iedn stronnie, z teg"C 
znalazłem :: trzebę z wielu innymi kolesrami wnieść. abv - 
Izby w wydział tajny zamieniły. 

JW. Marszalek: >?odtu^ prawa pod bny wni sek wii en 
być przez dziesiątą część Członków Izby poparty. Kto żale 

e r a wniosek J W. S w i rskiego, aby się Iz. 
w w y d z i a i taj n y zamieniły, p : wstać raczy. 

Z d a czn a część Izb y p :• w stała. 

JW. Marszałek: Prawo prócz tegc a e, :ż gdy "- :; . 

część Izby w ii >sek podobny poprze, trze -.-szcze. aby _ . 
większe ś : zatwierdziłam. 

JW. Prezydujacy w Senacie: W dopełnieniu prawa legc 
zapytuję s.ę Izo. aby przez powstanie następującą kwestyę 
rozstrzygnęły : K t c jest zdania, ażebyś m y w w y d z i a I e 
I j n y m o b r a i d w a I i. p o wstać r a c z y . 

W s z v s c v p ) w s t a 1 i. 

JW. Marszałek: > Upraszam , aby stosown de- 

cyzyi Izo oddalić się raczyli*. 

. Leniu się arbitrów zażądał głosu 

JW. Modliński: Kiedy po raz pierwszy mam}" )brad 
1 tak ścisłym sekretem, wypada, ażeby i pr t k 1 nie 
>wadzony, a. bo. jeżeli Izba żąda tego. ażeby był pr - ny, 

wypada nam jeszcze tę kwestyę rozstrzygną szyli : sk 
czonycb bi lach m; zniszcz ■: r.v. i u: :..e 



— 300 — 

JW. Marszałek: »Będzie opieczętowany i dopiero później 
i w właściwym czasie otworzony. Ma głos (JW, Świrski)«. 

JW. Swirski : »Gdy patryotyzmem i prawdziwem do kraju 
przywiązaniem powodowany kolega Wartski uczynił był wniosek, 
aby wnijść w postępowanie Naczelnego Wodza wskutku uchwały 
Izby Poselskiej, miałem szczęście być członkiem Rady wojennej. 
Byłem jeden z tych, którzy, ile możności, życzyli sobie, aby 
Wódz Naczelny mógł usprawiedliwić swoje postępowanie i na- 
dal ufność naszą posiadać. Wódz Naczelny nie okazał był do- 
tąd w postępowaniu swojem żadnych dotykalnych powodów 
do nieufności, i jedynie przez patryotyzm i gorliwość można 
było dostrzedz jakiegoś niejednoczesnego postępowania, i z tego 
powodu i na tej gorliwości oparty był wniosek JW. Niemo- 
jowskiego. Gdy jednak powody te nie były tak mocno przeko- 
nywające, aby cały kraj, wszyscy obywatele, żołnierze i za 
granicą sądzić stąd mogli, iż były słuszne powody do zmie- 
nienia Naczelnego Wodza, z tego powodu, mówię, życzyłem 
sobie, ażeby Wódz Naczelny mógł się usprawiedliwić. Gdy 
nadto otwartem postępowaniem swojem Wódz Naczelny dał 
powód do spodziewania się. że nadal kampanię tę z pomyśl- 
nym dla nas skutkiem będzie mógł prowadzić, gdy obok tego 
przypuścił nas do tajemnic Rady wojennej, gdy powzięte tam 
wiadomości posłużyć mogły za skazówkę, czy podejrzenia te 
były uzasadnione i mogły mieć miejsce, z niecierpliwością 
oczekiwałem skutków narady i zdawałem się tryumfować, że 
utrzymanie Wodza Naczelnego nie wystawi na szwank sprawy 
publicznej ani w opinii, ani w realności. A!e gdy skutki Rady 
wojennej powinny już były nastąpić, gdy skutki te oparte były 
na faktach, których uchybienie zgubą dla kraju zagrażało, 
i kiedy już teraz postępowanie Naczelnego Wodza zaczyna 
niewątpliwie przybierać cechę szkodliwości, odważam się popierać 
wniosek, ażeby Izby weszły w ścisły rozbiór postępo- 
wania jego. Wniosek mój opieram na następujących zasadach: 
Stan nasz wojenny siły bojowej wynosił pięćdziesiąt kilka ty- 
sięcy bagnetów gotowych w polu do boju. Garnizony Pragi, 
Modlina, Zamościa dostatecznie obsadzone, rezerwy do kilku- 
nastu tysięcy wynoszące. Na Radzie wojennej dwojaka rzecz 
przedstawiona była, albo z powodu, iż dyplomacya zaręczała 
nam, że do 7 września możemy być pewnymi interwencyi, 



— 301 — 

poprzestać na prowadzeniu wojny odpornej, która przy 
połączeniu wojsk Paszkiewicza z Riidigerem i Tołstojem mo- 
gła się ograniczyć na samej Warszawie; to wybrawszy, wy- 
padałoby do 60 tysięcy ludzi, a do 10 lub 15 tysięcy koni 
żywić w Warszawie. Z tego pokazuje się, iż nie brakowało 
nam sił do odparcia nieprzyjaciela. Interwencya, czyby była 
przyszła czy nie, to było wątpliwe, ale to było pewne, że po 
wysłuchaniu raportów pod względem zasobów żywności poka- 
zało się, że wiele tysięcy ludzi umarłoby z głodu wprzód, 
nimby interwencya przyszła. Z tego powodu rozumowano 
długo, że, gdyby wypadało wstrzymać się do 7 września i cze- 
kać interwencyi, zatrzymać w Warszawie 15 do 16 tysięcy 
wojska byłoby dostateczne; więc polecono Wodzowi Naczel- 
nemu, aby całą armię wyprowadził i pojedynczemu korpusowi 
wydał bitwę, a to tak nagle, ażeby się nie połączył z żadnym 
innym: siły pojedynczego korpusu Paszkiewicza nie są tak 
wielkie, i zawsze to samo uczynić jeszcze można było. Gdy 
jednak mimo to Naczelny W r ódz tego nie zrobił, gdy Riidiger 
się przeprawia, pokazuje się, iż hypoteza, której unikaliśmy, 
teraz z konieczności wypaść może, że samowolnie popychani 
jesteśmy do zguby. Gdy nadto pomiędzy jenerałami daje się 
słyszeć, że przeciwko cztery kroć stu tysiącom wojny prowadzić 
nie można, co jest wyraźnym sofizmatem, bo czterykroć sto 
tysięcy stojące naprzeciwko 70 tysiącom są większe, lecz 70 ty- 
sięcy w jednem miejscu równa się czterech kroć stu tysiącom 
w różnych miejscach rozrzuconym, to wszystko zdaje się do- 
wodzić złe chęci, i gdy Wódz Naczelny takich rozumowań słu- 
cha, ufność Izb dla niego dłużej pozostać nie może. Nie spo- 
dziewam się, abym nadużył ufności i sumienia Izb, gdy przed- 
stawię nadal środki nie gwałtowne, a może zaradzić mogące. 
Panowie, wzięliście rewolucyę na siebie, żądaliście od obywa- 
teli wielkich ofiar, wszyscy wszystko poświęcili. Macież cze- 
kać na przeklęstwa wnuków? Będziecież usypiać na krzesłach 
wtenczas, kiedy niedołęźność prowadzi nas do zguby? Z tego 
powodu poważam się przedstawić wniosek, który składam 
u laski«. 

JW. Zwierkowski: »Jako członek Rady wojennej przez was 
do niej powołany, jako członek Komisyi dyplomatycznej, do 
głosu JW. Swirskiego muszę dołożyć, jaka była decyzya Rady 



— 302 — 

wojennej, do której 11 Członków z Izby Poselskiej, pięciu 
członków Rządu Narodowego, Wódz Naczelny i dziesięciu 
jenerałów należało. Kiedy przyszło rozbierać powody i drogi, 
jakie w prowadzeniu dalszej wojny przyjąć mamy, siedmiu 
jenerałów wprost się oświadczyło za stoczeniem bitwy z tych 
samych powodów, jakie JW. Świrski dopiero przytoczył; trzech 
zaś, aby stawić śmiałe czoło nieprzyjacielowi i przepędzić go 
za Wisłę, poczem Naczelny Wódz powiedział, iż pójdzie wal- 
czyć. Decydowano następnie: przeciwko komu? Większość była: 
przeciwko Paszkiewiczowi. Działanie to miało się ograniczać 
na szarpaniu armii Paszkiewicza i przeszkadzaniu mu, aby 
się z żadnym innym korpusem połączyć nie mógł. Zależało to 
od pośpiechu i aby kilkodniowe wstrzymywanie się nie naro- 
biło trwogi, pośpiech nakazano, wojsko ruszyło. Lecz cóż się 
dzieje? Oto Wódz Naczelny, odebrawszy przez komunikacye 
dyplomatyczne depesze z Berlina i z Wiednia, z których wi- 
dząc, iż są od naszych ajentów przedstawienia względem in- 
terwencyi, która niezawodnie nastąpić ma przed 15 września, 
mniemał, że to będzie dostatecznym powodem do wstrzymania 
decyzyi Rady wojennej. Zwołana znowu była Komisya dyplo- 
matyczna, na której, chociaż byli ci sami członkowie, którzy 
się znajdowali na Radzie wojennej, jednakże nie zasiadali jako 
członkowie Rady wojennej, tylko indywidualnie jako członko- 
wie Komisyi dyplomatycznej. Ci oświadczyli jednozgodnie, iż 
te korespondencye, te doniesienia nie zasługują na tak wielką 
wagę, ażeby dla nich plan Rady wojennej miał zostać zmie- 
niony. To zrobiło spóźnienie. Gdy jednak Wódz Naczelny nie 
rozpoczął dotąd działania bądź przeciwko Paszkiewiczowi, 
bądź przeciwko innemu jakiemu korpusowi; gdy, jak nam wia- 
domo, korpus Riidigera już się przeprawił i już zagraża Woje- 
wództwu Krakowskiemu, drugi zaś korpus zbliża się do War- 
szawy, a z trzeciej strony jest Warszawa zupełnie odsłoniona; 
gdy widzimy, iż Wódz Naczelny nie wypełnia decyzyi przez 
Radę wojenną przyjętej, to powoduje nas, ażebyśmy, jako 
stróże bezpieczeństwa własności narodowej wszystkich ziom- 
ków, abyśmy czuwali nad wszelkiemi zdarzeniami, czynno- 
ściami jakiejbądź władzy. Z tego powodu uważaliśmy potrzebę 
wniesienia projektu, który JW. Świrski do laski złożył, abyśmy 
czynnie działali, ponieważ W T ódz Naczelny kilka już Rad wo- 



— 303 — 

jennych zwołał, a przecież nic nie działa; każdy zaś dzień, 
każda chwila źle użyta może się do zguby naszej przyłożyć. 
Więc upoważnijmy kogo innego do działania i dopilnowania, 
ażeby decyzya Rady wojennej była wykonana«. 

JW. Chełmicki: »Jako członek tejże samej Komisyi czyli 
Rady wojennej nie będę powtarzał tego, co przedemną mó- 
wiący przytoczyli. Jednak jest mi bolesno, że kolega Świrski w tym 
momencie dopiero uznaje potrzebę, którą oświadczył. Gdyby 
ją był uznał w czasie obrad Rady wojennej, gdy ją wielu jego 
kolegów uczuło, może nie bylibyśmy w tej smutnej ostate- 
czności, w jakiej się dzisiaj znajdujemy. Gdybyśmy się byli 
wówczas przekonali dobrze o przeszłości, byłoby nam się wy- 
stawiło i przyszłe nieszczęście, ale wielu kolegów, którzy byli 
członkami Rady wojennej, raczej bronić chcieli Naczelnego 
Wodza, jak śledzić jego uchybienia. Z tego powodu sami sobie 
winę przypiszemy. Odgłos publiczny, powszechne nieukonten- 
towanie w wojsku wskazują, że albo są ograniczone wiado- 
mości wojenne Naczelnego Wodza, albo złemi chęciami jest 
powodowany, bo inaczej być nie może; przeto usunięcie jego 
potrzebne jest koniecznie dla zaspokojenia ducha całej armii«. 

Głosy: »Prosimy o odczytanie wniosku!« 

JW. Wężyk: »Byłem także członkiem Rady wojennej, lecz 
nie mam nic dodać do głosów przedemną mówiących, ani też 
na głos JW. Chełmickiego odpowiadać nie będę. Delegacya 
bowiem winna się była ograniczyć na tern, co nam instrukcya 
wskazała, i dopełniliśmy tego, co nam Izba poleciła. Chcę 
tylko powiedzieć, że kolega Świrski wystawił nam troszeńkę 
rzecz nie tak jak jest, gdyż nie 50 tysięcy bagnetów do boju 
mamy, ale 50 tysięcy żołnierzy; to wypadało sprostować«. 

Głosy: »Choćbyśmy 30 tysięcy tylko mieli, te są dosta- 
teczne, i nie powinniśmy się zastraszać !« 

JW. Świrski: »Powiedziałem powody, dla których nie chcia- 
łem, aby obiedwie Izby jednostronny krok zrobiły. Powiedzia- 
łem, że chciałem znaleść usprawiedliwionym Naczelnego Wo- 
dza, bo wiedziałem, ile oburzenia, namiętności sprawił wniosek 
względem zmiany Rządu. Gdy tutaj nie było pewnych faktów, 
na których opierając się możnaby się było ustrzedz stronni- 
ctwa, gdy więc wątpliwy mógł być skutek, uważałem, iżbyśmy 
tylko ufność byli osłabili, a żadnego rezultatu nie osiągnęli. 



— 304 — 

Te bvły powody, dla których chciałem, ażeby Skrzynecki oka- 
zał się usprawiedliwionym, lecz nie powodowało mną żadne 
stronnictwo dla Skrzyneckiego«. 

— Głosy: »Jesteśmy przekonani, znamy Świrskiego!« — 
»Byłem zawsze niepodległym, jestem nim w tym mo- 
mencie, tylko dobro Ojczyzny miałem na szczególnym celu, 
dia tej jestem niewolnikiem, niczyim więcej nie jestem, swoim 
nawet nie byłem. Na ten zarzut nie zasługuję; widzę tylko 
w nim chęć JW. Chełmickiego, i to już nie pierwszy raz, 
ubierania mnie w podobną sukienkę, do czego starałem się 
nigdy nie dać najmniejszego powodu: podobnego wniosku 
o mnie nie godziło się czynić JW. Chełmickiemu. W końcu 
powiedziałem, że położenie dzisiejsze jest więcej stanowcze, 
że nie można przestać na domysłach, że wszystko powinno 
być wyjaśnione, wątpliwości więc żadnej nie będzie, i cokol- 
wiek zrobimy, wrócona zostanie ufność w całym Narodzie 
i uszanowanie nietylko w kraju, ale i za granicą. Kto tak ra- 
dzi, zapewnie nie radzi stronnie, bo wchodzi w czynności 
przeszłe. Gdy Wódz Naczelny chciał, ażeby odczytać zaskar- 
żenie na niego przez jenerała Prądzyńskiego zaniesione, chcia- 
łem, aby je jenerał Prądzyński odczytał; większość była prze- 
ciwnego zdania, i nie było czytane. Jestem niesprawiedliwie 
oskarżony «. 

JW. Wiszniewski: »Muszę przytoczyć okoliczności, które 
pominięte zostały. Przed decyzyą Rady wojennej Wódz Na- 
czelny zabrał głos i oświadczył, iż poszedł na pobicie Rudi- 
gera, ale kiedy ten nie chciał batalii stoczyć, tylko go unikał, 
postanowił szukać nieprzyjaciela, t. j. Paszkiewicza i w tym 
celu ściągnął wojska. Tymczasem przybywszy do Warszawy,. 
znalazł korespondencyę zagraniczną, nad którą gdy się zasta- 
nowił, postanowił wstrzymać działania swoje przynajmniej do 
czasu mającej nastąpić interwencyi. Kiedy to wyrzekł, ks. Czar- 
toryski uczuł się być skompromitowany i oświadczył, że po- 
dług tego, co Wódz Naczelny powiedział, zdawaćby się mogło, 
że ks. Czartoryski znosił się z Naczelnym Wodzem i że wspól- 
nie z nim uradził czekać rozstrzygnienia końca w Warszawie. 
Oświadczył przytem, iż nie był tego zdania, że korespondencji 
tych nie uważał za tak ważne, aby można czekać, i odwołał się 
do tego, że od powrotu Naczelnego Wodza z wyprawy na Riidi- 



— 305 - 

gera nic z nim nie mówił. Wódz Naczelny przyznał także, iż 
nic z ks. Czartoryskim nie mówił. Potem wniesiono, aby jene- 
rałowie decydowali, jak nadal postąpić, aby w naradzie tej od 
najmłodszego każdy zdanie sw r oje objawił, czy czekać w War- 
szawie, czy bić, i kogo? Skoro to wniesiono. Wódz Naczelny 
odezwał się, iż najsurowiej poleca, aby bez jego rozkazu gęby 
nie otworzyli, na co ja sam powiedziałem, iż Wódz Naczelny 
nie ma prawa zakazywać objawienia zdania, że jenerałowie 
ci nie po to przyszli, aby milczeli, ale aby wspólnie z innymi 
radzili. Poparło to kilka głosów, i Wódz Naczelny musiał ze- 
zwolić na to, aby następnie otwierali swoje zdanie. Z pomiędzy 
tych jeden powiedział, że jeżeli przyjdzie nam się bronić 
w Warszawie, łatwo wyrachować można nietylko dzień, ale 
i godzinę, w której poddać się musimy, bo jeżeli przyjdzie do 
tego, że wojsko zamieni się w garnizon, to wyniknąć musi, iż 
wkrótce zostanie bez koni i bez artyleryi, i w takim razie cała 
kawalerya, cała artylerya zniknie. To, co powiedziane było 
z pewnem przekonaniem i otwartością, zwróciło uwagę Naczel- 
nego Wodza, i wtedy słuchał zdań dalszych. Wszystkich zda- 
nia prócz dwóch, nie trzech, były, żeby bić Paszkiewicza, i to 
natychmiast. Jedno z dwóch zdań było, aby bić bądź Paszkie- 
wicza, bądź Riidigera; jedno zaś, aby bić, jeżeli można, a nie 
bić, jeżeli nie można. Wtenczas Wódz Naczelny zabrał głos 
i oświadczył: »Gdy taka jest decyzya Rady, wypełnię ją, użyję 
wszystkich środków do zapalenia energii w wojsku, użyję 
wszelkich środków do skoncentrowania sił, aby nieprzyjaciela 
pobić, będę czuwał i nie myślę, ażebyśmy przegrali. Będę wal- 
czył, skoroście tak zadecydowali, ale en deroute nigdy nie 
pójdę. Oświadczam, że jeżeli mamy się dać wybić na miejscu, 
więcej nieprzyjaciół zginie. Idę i wkrótce woli waszej dopełnię«. 
Tymczasem trzynaście dni upłynęło, nie widzimy żadnego 
skutku ani decyzyi Rady wojennej, ani przyrzeczenia Naczel- 
nego Wodza«. 

JW. Kasztelan Lewiński: »Zabieram głos celem zażądania 
objaśnienia jednej okoliczności. Książę Czartoryski oświadczył, 
iż nie miał żadnej rozmowy z Naczelnym Wodzem. Naczelny 
Wódz, przybywszy do Warszawy, zasiągnął wiadomości poli- 
tycznej. Chcę być objaśniony, z jakiego źródła jej zasiągnął. 
jeżeli z ks. Czartoryskim nie mówił«. 

Dyaryusz T. VI. 20 



— 306 — 

Głosy: »Pan Horodyski komunikował mu listy z zagra- 
nicy nadeszłe!« 

JW. Kasztelan Lewiński: » Uczyniłem to pytanie, bo sądzi- 
łem z tego, co słyszałem, iż Wódz Naczelny ma swoje osobne 
za granicą stosunki«. 

JW. Prezydujący w Senacie: »Zdaje się, iż nie wypada nam 
zanadto w szczegóły się zapuszczać. Sprawiedliwa jest troskli- 
wość Izb, ażeby stan nieczynny rozpoznać, tę nieczynność woj- 
ska naszego poruszyć. Chcemy się przekonać, co jest na prze- 
szkodzie? Kto psuje, kto wstrzymuje działanie? Czy iść moźna T 
czy nie? Tu zdaje się nam chodzić o to, aby Izby przez osoby 
godne zaufania naszego przekonały się na miejscu, jaki jest 
stan rzeczy, czy wojsko trwa w chęciach dobrych, czy Na- 
czelny Wódz ma jakie przyczyny zatrzymywania się? Gała 
troskliwość ograniczyć się powinna na tern, aby się Izby prze- 
konały przez swoich umocowanych o tern wszystkiem i radziły 
o tern. czego okoliczności czasowe wymagać będą«. 

Głosy: » Prosimy o odczytanie wniosku !« 

JW. Dembowski: »Nie należałem wprawdzie do tej Rady, 
która poprzednio decyzyą Izby postanowioną została, ale pó- 
źniej miałem udział na zebraniu się Komisyi dyplomatycznej, 
na której Wódz Naczelny objawił powody, dla jakich doznały 
opóźnienia działania, decyzyą Rady wojennej Naczelnemu Wo- 
dzowi wskazane. Będąc świadkiem komunikacyi powodów do 
wezwania Komisyi dyplomatycznej, mam sobie za obowiązek 
niektóre okoliczności pokrótce nadmienić. Nie będę usprawie- 
dliwiał Naczelnego Wodza, dlaczego nie rozpoczął dotąd dzia- 
łań wojennych, ale należy człowiekowi mającemu sumienie,, 
aby wystawił rzecz, jak rzetelność każe. Nie można mówić, 
aby Wódz Naczelny miał szkodliwe zamiary, złe chęci, lecz 
szukajmy w źródle, czy Wódz Naczelny był w możności, czy 
mu nie stało co na przeszkodzie, aby zaczepne kroki rozpoczął? 
Do wykonania planu wypadało naprzód wszystkie nasze siły 
skoncentrować; z tych jedne były pod Warszawą, drugie z in- 
nej strony Warszawy przeszło mil 30 odległe; rozporządzenia 
wydane zostały, lecz zebranie sił naszych nie mogło być dzie- 
łem jednej chwili. Wpośród tego przysposobienia przyszedł 
przez komunikacyę list z Berlina od jenerała Flah(au)t, który 
robi uwagi, zaklina, aby się nie wdawać w działania zaczepne,. 



— 307 — 

śmiałe i porywcze, aby nie ryzykować sił naszych na stratę, 
ale abyśmy się starali dotrzymać egzystencyę naszą de facto 
najdalej do końca bieżącego miesiąca; że korespondencye, ne- 
gocyacye pomiędzy dworami są już na tym stopniu, że nieza- 
wodnie spodziewać się możemy, iż w tym czasie nastąpią tra- 
ktaty zapewniające naszą egzystencyę, ale wtenczas to dopiero 
nastąpi, kiedy jeszcze de facto groźnymi będziemy, co wsze- 
lako zepsuć możemy, jeżeli na niepewny los nasze siły wysta- 
wimy. Takie były powody i patryotyczne chęci, dla jakich 
Wódz Naczelny nie działał, ale nie były szkodliwe zamiary. 
Ze na Komisyę dyplomatyczną wezwał jenerałów, pochodziło 
to stąd, iż nieufny w siłach swych chciał ich rady zasiągnąć. 
Ja powiedziałem, iż nie możemy decyzyi Rady wojennej od- 
wołać. Czyliby zaś fakta przywiedzione zasługiwały na wiarę, 
zważając, że dyplomacya nic nam nie pomaga, że Komisye 
o ważności tych papierów decydować nie mogą, byłem zdania, 
aby kroki nieprzyjacielskie rozpocząć. Wskutku tego Wódz 
Naczelny oświadczył, że rozporządzenia te osobne, te ruchy 
wykonywane dlatego są potrzebne i opóźniły jego działanie, 
źe w jednym punkcie rozwijać się musiał, ponieważ przestrzeń 
była wielka, i źe po zapadłej decyzyi Komisyi dyplomatycznej, 
która uznała, że papiery te nie są tej wagi, by miały pierwszą 
decyzyę Rady wojennej usuwać, że oddala się do wojska i prosi 
o nabożeństwa za tych, którzy wkrótce może polegną. Do je- 
dnego zaś z członków Rządu Narodowego wyrzekł te słowa 
łacińskiego autora: »Moźe wkrótce zwycięzca, lub zwyciężony; 
jeżeli zwyciężony, to nieżywy; pamiętajcie o nowym wyborze 
Naczelnego Wodza!« Gdy teraz rzeczy są w takim stanie, gdy 
pokazuje się, że Wódz Naczelny, obowiązany dopełnić decyzyi 
Rady wojennej, nie uczynił jej zadosyć, zachodzi więc kwestya, 
czyli mógł dopełnić, czyli też nie, mimo całą swoją gorliwość, 
mimo całą swoją naukę? Widziałem się wczoraj z wojskowym 
z głównej kwatery; oświadczył mi, że Wódz Naczelny po osta- 
tniej konferencyi z Radą wojenną nie był ufnym w zdolnościach 
swoich, nie uprzedzał się, przypuścił wszystkich jenerałów, 
wezwał nawet tego, który tu w Warszawie najwięcej szmeru 
robił, ażeby przybył i należał do decyzyi całej Rady, czyli ma 
rozpocząć dalsze kroki, lub nie? Po zapadłej decyzyi w Radzie 
Wódz Naczelny spostrzegł nieprzyjaciela w pozycyi bardzo 

20* 



— 308 — 

warownej i przekonał się, że zapadłej decyzyi w żaden sposób 
wykonać nie można, bo chcąc otwartem czołem natrzeć nie- 
przyjaciela, wypadałoby ze 20 tysięcy wojska naszego ryzyko- 
wać. Poczem zdecydowano, iż wypadało oszańcować Bolimów, 
bo przy pierwszym popłochu nie byłoby punktu do oparcia 
się. Wczoraj więc oszańcowano Bolimów. Nie twierdzę, aby 
Wódz Naczelny dobrze zrobił, iż decyzyi Rady walnej nie do- 
pełnił; w tern, co zrobił, mógł się pomylić, pomyłka za złe chęci 
uważaną być nie może. Jeżeli się chcemy przekonać, wyznaczmy 
Radę. Pewny jestem, że nie masz między nami nikogo, któryby 
dla Skrzyneckiego, Czartoryskiego, Lelewela, chciał Ojczyznę 
poświęcić. Każdy z nas czyni wszystko, nie usuwa się ud żadnej 
ofiary. Nie mam innego celu, jak zbawienie Ojczyzny, ale je- 
stem za tern, aby bez przekonania osób nie potępiać, i żądam, 
aby to nastąpiło koniecznie«. 

(Głosy): » Prosimy o odczytanie wniosku !« 

JW. Marszałek; »Zdaje mi się, iż najlepiej będzie odczytać 
wniosek JW. Świrskiego, a ten przekona, że nie potępiamy 
jeszcze Naczelnego Wodza, ale chcemy wyświecić powody, 
dlaczego Wódz Naczelny wskutek decyzyi Rady walnej dotąd 
nie rozpoczął działania, i wtenczas stanowczo wyrzec. Zapra- 
szam JW. Zwierkowskiego do odczytania wniosku«. 

JW. Zwierkowski czyta: 

»Niżej podpisani Posłowie i Deputowani Królestwa Pol- 
skiego, zważywszy, iż Wódz Naczelny, pomimo decyzyi Rady 
wojennej w d. 27 lipca w Rządzie Narodowym odbytej, na 
której zaczepne działanie przeciw nieprzyjacielowi zdecydowane 
zostało, dotychczas tej decyzyi nie wykonał, z obowiązku czu- 
wania nad dobrem kraju i w przekonaniu sumiennem, iż sprawa 
Narodu jest w niebezpieczeństwie, wnoszą, aby do głównej 
kwatery wysłaną została delegacya z dwóch członków Rządu 
Narodowego przez Rząd wskazanych, dwóch -Senatorów i pię 
ciu Członków Izby Poselskiej przez Prezydującego w Senacie 
i Marszałka Izby Poselskiej wybranych złożoną, któraby, zy- 
skawszy od Sejmu obszerne pełnomocnictwo, rozpoznała istotny 
stan rzeczy i według okoliczności naglących: 

1) na przypadek złożenia przez Wodza Naczelnego wła- 
dzy, Zastępcę jego zanominowała, 



— 309 — 

2) aby po zasięgnieniu Rady wojennej opinii, uznawszy 
potrzebę; zmiany Wodza, także Zastępcę mianowała, 

4) aby się porozumiała z Radą wojenną względem zmian 
w uchwale z d. 24 stycznia oznaczających władzę Wodza Na- 
czelnego i takowe Sejmowi przedstawiła, 

4) aby opinię wojska względem wyboru Naczelnego Wo- 
dza wyrozumiała, 

5) nakoniec, aby z czynności swoich w jak najkrótszym 
czasie zdała Sejmowi raportco 

JW. Marszałek: » Wniosek ten 19 Członków Izby Poselskiej 
podpisało « J ). 

IW. Świrski : »Z odczytanego świeżo wniosku przez JW. 
Zwierkowskiego przekonały się dostojne Izby, iż tutaj nie jest 
atak na osobę jenerała Skrzyneckiego, nie zarzut, że zdradził, 
tylko — że nie dopełnił tego, co mu polecone było z wiadomych 
faktów, i że nie zapobiegł rezultatom z tych faktów, słowem, 
że tego nie uskutecznił, co mu Rada walna poleciła, wskutku 
czego pokazuje się, iż naraża na szwank dobro publiczne. To 
podający mieli na uwadze. Mogły być przeszkody, które mu 
uskutecznić decyzyi Rady walnej nie dozwoliły. Ja sam zarę- 
czyć mogę, iż jenerał Skrzynecki nie zdradził; mógł się omylić, 
ale aby omyłka nie zaszkodziła krajowi, naszym jest obowią- 
zkiem przeszkadzać, aby omyłki te nadal nie istniały. Te mogą 
być dowiedzione, albowiem czyn nie leży w myśli jenerała 
Skrzyneckiego, ale w decyzyi Rady wojennej, a ta była wyro- 
zumowana. Jeżeli myłki te nastąpiły, jest winny, dalej komen- 
derować nie może, boby przez te omyłki kraj zgubił. Zasada 
jest wiadoma; podane środki nie są gwałtowne, i przedstawione 
wam jest to, co do sumienia waszego trafić powinno, albowiem 
Ojczyzna prosi o ratunek nie przeciwko zdradzie, ale przeciwko 
nieudolnością 

Głosy: »Prosimy o odczytanie jeszcze raz podanego 
wniosku !« 

f . Marszałek, odczytawszy jeszcze raz wniosek, dodał: 



*) Ignacy Starzyński. Teodor Morawski. Wojciech Chodecki. Antoni 
Plichta. Brinken. Frań. Trzciński. Bon. Niemojowski. Zwierkowski. Stan. 
Worcell. Wincenty Tyszkiewicz. Kan. Tymowski. Biernacki. Świrski. Sza- 
niecki. Grabczewski. Lutostański. Hen.Nakwaski. Morzkowski. Olizar. [P. W.]. 



— 310 — 

»Wskutku tego wniosku ułożony został następujący projekt do 
uchwały. Odczytam go Izbom, bo odczytany przy w r niosku 
rzuci może światło na rzecz całą. (Czyta): 

»Izba Senatorska i Poselska w chwili, w której walka 
z nieprzyjacielem o losie Ojczyzny stanowić może, Sejm Kró- 
lestwa Polskiego, powodowany troskliwością o dobro kraju, 
uchwalił i stanowi co następuje: 

Art. 1. Niezwłocznie wysłaną będzie do głównej kwatery 
Wodza Naczelnego Delegacya złożona z dwóch członków Rządu 
Narodowego, przez Rząd wskazanych, z dwóch Senatorów 
i pięciu Członków Izby Poselskiej przez Prezydującego w Se- 
nacie i Marszałka Izby Poselskiej wyznaczonych. 

Art. 2. Delegacya powyższym artykułem oznaczona otrzy- 
muje niniejszą uchwałą nieograniczone pełnomocnictwo rozpo- 
znania istotnego stanu rzeczy na linii bojowej, zarządzenia 
zmiany Wodza, nominowania jego Zastępcy i ustanowienia 
tego wszystkiego, co w obecnem położeniu za zbawienne dla 
dobra Ojczyzny uzna. 

Art, 3. Gdyby Delegacya zmianę Wodza Naczelnego za 
potrzebną uznała, natenczas za porozumieniem się z Radą 
wojenną w tym celu zw T ołaną zasiągnie jej zdania w T zględem 
zmian uchwały z d. 24 stycznia władzę Wodza Naczelnego 
oznaczającej i względem wyboru nowego Wodza zaufanie woj- 
ska posiadającego. 

Art. 4. Delegacya w czasie ile być może najkrótszym 
zda Sejmowi stosowny raport. 

Art. 5. Wykonanie niniejszej uchwały Rządow r i Narodo- 
wemu, Prezydującemu w Senacie i Marszałkowi Izby Poselskiej, 
w czem do kogo należy, poleca się«. 

IW. Świdziński : »Z wniosku słyszanego, lubo nieobecny 
przy naradach waszych, przekonywam się, jak ważne są za- 
rzuty przeciwko postępowaniu Naczelnego Wodza, lecz wia- 
domo z drugiej strony, że polecenia i plany nie dane na miej- 
scu, w którem wykonać się mają, ulegać mogą zmianie. Nie 
mogę się przekonać, czyli odstąpienie od planów, zarzucone 
Naczelnemu Wodzowi, nastąpiło rozmyślnie, czyli też z przy- 
czyn miejscowości. Przynajmniej póki moralnego przeświad- 
czenia o tern mieć nie będziemy, krok ten, jaki teraz przesię- 
bierzemy, byłby zanadto daleko posunięty: bo przypuśćmy, iż 



— 311 — 

wypadnie zmienić Naczelnego Wodza; jeżeli wysłana Delegacya, 
przekonawszy się o powodach, uzna za potrzebę zmienić Na- 
czelnego Wodza, rozumiem, iż byłoby naj właściwiej, aby jak 
najspieszniej wróciła i wtenczas nie Delegacya, ale ażeby cały 
Sejm stanowiła. 

JW. Grąbczewski : »Nie zgadzam się z głosem dopiero co 
przedemną mówiącego. Rzecz jest tak ważna i nagła, iż naj- 
mniejszej zwłoki nie cierpi. Jeżeli położymy zaufanie w osobach 
delegowanych do ocenienia przyczyn zwłoki i nastąpić stąd 
mogącej szkodliwości, czemuż nie mamy położyć w nich zau- 
fania, aby i zmianę Wodza zarządzili ?« 

JW. Jełowicki: »Popierając zdanie szanownego kolegi prze- 
demną mówiącego, mam honor oświadczyć, iż się nie zgadzam 
z kolegą Opoczyńskim. Jeżeli potrzeba rozpoznania stanu wo- 
jennego jest konieczną, więc i plenipotencya jest konieczna. 
Wszak kiedy spuszczamy się na charakter osób delegowanych, 
można być pewnym, iż się osobistością uwodzić nie będą. Je- 
żeli przekonają się, że Wódz Naczelny zbawiennie działa po- 
mimo, że bitwy nie stoczył i planów walnej Rady nie wyko- 
nał, w niczem władzy jego nie naruszą. Jeżeli zaś pobłądził, 
to zapewne mocno pobłądził, a więc nie będzie czasu wracać 
do Warszawy. A zatem jestem zdania, ażeby osoby delego- 
wane miały pełnomocnictwo nieograniczone. Mam jeszcze kilka 
uwag do uczynienia, które przy szczegółowym rozbiorze arty- 
kułów uczynię«. 

JW. Kasztelan Nakwaski: -Proponuję, abyśmy z członków 
Rządu Narodowego wybrali ks. Czartoryskiego i Wincentego 
Niemojowskiego. Dlaczego wybór ten mamy zostawiać Rządowi 
Narodowemu, kiedy sami wybrać możemy ?« 

JW. Malinowski: »W tak naglących okolicznościach, jak- 
kolwiek przyczyny mogą być niewinne, lecz kiedy skutki szko- 
dliwe, tam można usprawiedliwiać przyczyny, ale nie należy 
zaniedbywać środków stanowczych do zapobieżenia niebezpie- 
czeństwu grożącemu. Stąd wnoszę, że jeśliby przypuścić można, 
jeżeliby było to nieszczęsne przekonanie, iż Wódz Naczelny 
ufność wojska utracił, lepiej tę władzę poruczyć większą po- 
siadającemu, albowiem ufność Narodu powróci po pierwszem 
zwycięstwie, ale bez ufności wojska zwycięstwa odnieść nie- 



— 312 — 

podobna. Jestem zdania, ażeby Delegacya ta była upoważniona 
do zaprowadzenia zmiany«. 

JW. Marszałek: »Tem bardziej popieram wniosek, aby De- 
legacya z Izb połączonych i z Rządu Narodowego wybrana 
była z pełnomocnictwem nieograniczonem, bo gdyby tylko 
miała sobie udzieloną moc wejrzenia w stan rzeczy i dopiero 
nam przedstawienia całego położenia, odnosząc się do decyzyi 
naszej, jakież nieszczęsne stąd wyniknęłyby skutki! Oto Rada 
tak liczna nie może być tajna, i wojskoby się o jej decyzyi 
dowiedziało, nimby takową zatwierdziły Izby: niechżeby jeszcze 
taki był wypadek, iż pokaże się potrzeba zmiany Naczelnego 
Wodza: nimby wróciła do Warszawy Delegacya, wiadomość 
ta mogłaby dojść do nieprzyjaciela wprzód, nimby przez nas 
Zastępca był mianowany; wojsko więc wobec Moskali byłoby 
bez Wodza. Jaki stąd skutek mógłby wyniknąć, każdy z nas 
łatwo przewidzieć zdoła«. 

JW. Slaski: »Lubo nie dzielę zdania kolegi wnoszącego, 
aby po zdaniu sprawy przez Komisye, Izby przystąpiły do roz- 
strzygnienia kwestyi, czyli zmiana Naczelnego Wodza jest po- 
trzebna, lub nie, wszelako nie mogę się zupełnie przychylić 
do uwagi JW. Malinowskiego, który utrzymywał, jakoby Wódz 
Naczelny stracił zupełne zaufanie«. 

— Glosy: »JW. Malinowski wyraził się w sposób: iż 
jeżeli jest przekonanie, że Wódz Naczelny utracił zaufanie?^ — 
»Kiedy tak jest, zgadzam się z JW. Malinowskim i sądzę, 
iż nie chcemy zmienić Naczelnego Wodza, ale chcemy, aby 
sprawę Ojczyzny dobrze prowadził. Nie zdaje mi się także, 
aby Zastępca mógł zupełnie odpowiedzieć potrzebom, w jakich 
się znajdujemy. Te same powody mogą być przeciw T ko Zastępcy, 
które są przeciwko Naczelnemu Wodzowi, a stąd sprawa na- 
rodowa byłaby bez końca na szwank narażana. Mniemałbym, 
iż zamiast posyłania tej deputacyi, abyśmy raczej raz stano- 
wczo do źródła poszli, abyśmy się przekonali, iż wyłączenie 
Naczelnego Wodza z pod przewagi Rządu, a tern samem od- 
dalenie tej jedności w działaniach, jaka być powinna, całego 
złego są przyczyną. Mniemam, że zaprowadzenie i nadanie 
władzy j e d n emu nad wojskiem, Wodzem, siłą wykonawczą 
i połączenie tego wszystkiego w jednej osobie, to tylko jedno 
potrafi zapobiedz nieszczęściu. Rzymianie w podobnych oko- 



— 313 — 

licznościach mianowali dyktatora: nie jestem za nim, bo smutne 
mamy doświadczenie z czasów dyktatury, ale mam przekonanie, 
że pod bokiem Izb sejmujących moglibyśmy położyć zaufanie 
nasze w tym jednym, który już przekonał istniejące Izby i za 
którym jest opinia całego Narodu, że ma wszystkie przymioty 
potrzebne i zdolności odpowiednie do prowadzenia tej całej 
machiny. Jemu powierzmy władzę mianowania Naczelnego 
Wodza i kierowania całą tak ważną sprawą zbawienia Ojczy- 
zny; on najlepiej temu oczekiwaniu odpowie, Nie szukajmy 
go daleko: tym jednym jest nasz Marszałek. Jego prośmy, jego 
upoważnijmy do ratowania Ojczyzny. Izby niech sobie zosta- 
wią prawo cofnięcia tej władzy, jeżeli im się zdawać będzie. 
Mniemam, że ten jest jeden środek ratowania Ojczyzny. On 
jeden wszystko zręczniej prowadzić potrafi, on bezwątpienia 
zrobi szczęśliwszy wybór, jak wysłać się mająca Delegacya 
w zanominowaniu Zastępcy, który z powodu nieufności nie- 
długo postawić nas może w tern samem położeniu, w jakiem 
dzisiaj jesteśmy «. 

Głosy: » Zgoda !« 

JW. Marszałek: »Jest to kwestya osobista, na którą muszę 
odpowiedzieć. Mimo całej wdzięczności mojej, jaką wyrazić 
muszę JW. Śląskiemu za tak łaskawe, choć przesadzone, 
o zdolnościach moich wyobrażenie, czuję głęboko, iż byłbym 
niegodny zaufania Izb, gdybym mógł na chwilę przypuścić 
myśl podjęcia się tego, do czego mnie powołuje. Nie można 
tu tych zupełnie odrębnych kwestyi razem mieszać. Położy- 
liśmy zaufanie w Rządzie Narodowym; osądziliśmy go za do- 
syć sprężysty nawet wtenczas, kiedy mieliśmy wszystkie woje- 
wództwa. Teraz zakres działań Rządu jest tak szczupły, że 
gdyby nawet Rząd z pięciu nie był najwłaściwszy, dziśby był 
dostateczny, bo działania jego ledwie o kilka mil sięgają. Ma- 
teryi tej przeto w obecnej chwili nie wypada nam się dotykać. 
Wracając zaś do drugiej części głosu JW. Śląskiego, iż Zastępca 
nie potrafi zyskać większego zaufania jak Wódz Naczelny, 
zdaje mi się, iż JW. Śląski nie przejął się zupełnie duchem 
tej uchwały. Mianowany przez Delegacyę będzie Zastępcą do- 
póty tylko, dopóki przez Izby potwierdzony nie będzie, i choć 
wskutku Rady pokaże się, iż władza ta ma być jednemu, czy 
dwom, czy więcej osobom powierzona, zawsze jednak Delega- 



— 314 — 

cya ta tymczasem tylko postanowi. Przypuszczam nawet, że 
my, jako osoby cywilne, nie mamy tych znajomości i nie mo- 
żemy w tej mierze tak śmiało wyrzec, jak Rada wojenna, która 
spoinie z Delegacyą przekona się, czy ma być jeden Wódz Na- 
czelny, czyli też władzę tę pomiędzy kilku podzielić korzystniej. 
Zdaje się, iż Izby połączone będą tego samego co i ja zdania, 
i aby nie przedłużać czasu, przystąpmy do szczegółowego roz- 
bioru artykułów, w których zapewne lekkie tylko zmiany za- 
prowadzone zostaną. A naprzód rozstrzygnijmy tę kwestyę: 
Kto jest za przyjęciem zasady, powstać raczy«. 

— Wszyscy powstali. — 

» Przystępuję do odczytania wstępu. We wstępie może 
przyjmiemy zwyczajną już formę i zamiast: uchwalił i sta- 
nowi co następuje — jak tam jest powiedziane, zgodzą się 
zapewne Izby na wyrażenie: uchwaliły i uchwalają co 
następuje — i w tym razie wstęp tak brzmieć będzie: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska w chwili, 
w której walka z n i e p rzyj acielem olosie Ojczyzny 
stanowić może, powodowane troskliwością o do- 
bro kraju, uchwaliły i uchwalają co następuje:« 

— Głosy: »Zgoda! zgoda !« — 

»Następnie odczytuję art. 1. »Niez włócznie wysłana bę- 
dzie do głównej kwatery Naczelnego Wodza Delegacyą zło- 
żona z dwóch członków Rządu Narodowego przez Rząd wska- 
zanych . ..« 

»Co do tego ustępu JW. Nakwaś ki uczynił wniosek, 
aby Izby wyznaczyły członków Rządu: księcia Czartoryskiego 
i Wincentego Niemojowskiego. Kto popiera ten w T niosek 
powstać raczy «. 

— Wszyscy powstali. — 

»A więc stosownie do przyjętego przez Izby wniosku 
ustęp ten takiej zmianie ulegnie: 

»Art. 1. Niezwłocznie wysłana będzie do głównej 
kwatery Naczelnego Wodza Delegacyą, złożona 
z dwóch członków Rządu Narodowego, t. j. z JO. 
K s. Czartoryskiego, Prezesa i J W. Wincentego 
Niemojowskiego, jednomyślnością Izb wybra- 
li y ch«. 

— Głosy: » Zgoda! zgoda !« — 



— 315 — 

»Dalszy ustęp art. 1-szego: >>...Z dwóch Senatorów i pięciu 
Członków Izby Poselskiej przez Prezydującego w Senacie 
i Marszałka Izby Poselskiej wyznaczonych^. 

JW. Kasztelan Bieńkowski: »Co do tego ustępu propono- 
wałbym następującą zmianę, zamiast: z dwóch Senatorów 
i pięciu Członków Izby Poselskiej przez Prezydującego w Se- 
nacie i Marszałka Izby Poselskiej wyznaczonych — aby powie- 
dziane było: z dwóch Senatorów przez Prezydującego w Se- 
nacie i pięciu Członków Izby Poselskiej przez Marszałka Izby 
Poselskiej wyznaczyć się mających«. 

JW. Marszałek: »Czy zgadzają się Izby na tę zmianę ?« 

— » Zgoda! zgoda !« 

»A zatem stosownie do zmian zaprowadzonych takiej 
osnowy będzie art. 1: »Niezwłocznie wysłana będzie 
do głównej kwatery Wodza Naczelnego Delegacya, 
złożona z dwóch członków Rządu Narodowego, t. j. 
JO. ks. Czartoryskiego, Prezesa, i J W. Wincentego 
N i e m o j o w s k i e g o, jednomyślnością Izb wybranych, 
z dwóch Senatorów przez Prezydującego w Sena- 
cie i pięciu Członków z Izby Poselskiej przez 
Marszałka Izby Poselskiej wyznaczyć się ma- 
jącychcc 

— »Zgoda! zgoda!« — 

»Chociaż Izba tak zredagowany art. 1-szy jednomyślnością 
przyjęła, jednakowoż niech mi wolno będzie zrobić następującą 
uwagę. Tak mnie, jak i JW. Wojewodzie Prezydującemu, tru- 
dno jest zrobić taki wybór, któryby mógł życzeniom Izb obu- 
ci wóch dogodzić«. 

— Głosy: » Prosimy, aby tak Prezydujący w Senacie, 
jako też Marszałek Izby Poselskiej, sami ten wybór zrobili!« — 

» Dlatego byłbym zdania, i toby nam wiele czasu nie 
zabrało, aby Izby przez absolutną większość wybór ten zro- 
biły «. 

Głosy: »Spuszczamy się na JW. Marszałka !« 
JW. Godebski : »Ile przekonywałem się z dotychczasowych 
obrad, wszyscy Członkowie Izb obudwóch byli za wnioskiem; 
wszyscy uznali gwałtowność potrzeby i okoliczności; wszystkim 
znane są aż nadto i duch obywatelski, i patryotyzm, i zasługi 
JW. Marszałka, który w najburzliwszych czasach umiał Izbie 



— 316 — 

przewodniczyć, abyśmy nie mieli przekonania, źe wybór, jaki 
zrobi, będzie taki, iż się do niego wszyscy przychylimy, albo- 
wiem możemy być pewni, iź zawsze będzie dobry. Wszyscy 
Ojczyznę kochamy i nie mamy innego celu, jak jej zbau T ienie«. 

JW. Karkowski: » Prośmy jeszcze JW. Marszałka, aby był 
w liczbie tych, których do tej Delegacyi wybierze«. 

Głosy: »Prosimy! prosimy! prosimy !« 

JW. Marszałek: ^Jakkolwiek bardzo zaszczytnem jest dla 
mnie to wielkie zaufanie Izby, z wielu jednak powodów niech 
mi wolno będzie wyłączyć się i od tej posługi. Jako Marszałek 
nie mogę się na chwilę oddalić od obradującego grona, chyba 
musiałbym prosić Izb o zupełne uwolnienie mnie od obo- 
wiązku, jaki teraz sprawuję, i zanominowanie innego w miej- 
sce moje: wtenczas jako Poseł piotrkowski, ale nie jako Mar- 
szałek, z przyjemnością wypełnię wolę Izby. Powtarzam, że 
jako Marszałkowi nie wypada mi się ani na chwilę ze stolicy 
oddalać((. 

Głosy: »Onstępujemy !« 

JW. Kasztelan Olizar: »Łącząc głos mój z głosem JW. Go- 
debskiego, to jeszcze dodaję, abyśmy bezdyskusyi prosili JJWW. 
Prezydującego w Senacie i Marszałka, iżby jak najprędzej do 
wyborów przystąpić raczyli«. 

JW. Marszałek: »Skoro Izba Poselska raczyła ten wybór 
mi powierzyć, nim do niego przystąpię, chciałbym jeszcze ten 
warunek położyć, ażeby po wymienieniu wyznaczonych prze- 
zemnie członków Delegacyi wolno mi było zapytać się, czy 
Izba ten mój cały wybór, nie przechodząc go przez szczegóły, 
potwierdza, lub nie«. 

— Głosy: »Na żadne warunki nie pozwalamy !« — 

»Gdyby nie było większości za tymi pięcioma razem wzię- 
tymi, nie obrazi to niczyjej miłości własnej, a wtenczas będzie 
mogła sama Izba przystąpić do nowego wyboru szczegółowego 
absolutną większością^. 

Głosy: »Nie! nie! nie zgadzamy się!« 

JW. Świrski: »Przedmiot tak jest delikatny, iżby się nikt 
tej kwesty i przez szacunek dla JW. Marszałka nie poważył 
rozstrzv gać«. 

JW. Kasztelan Lewiński: »Najwyższą ufność przywiązaną 
do osoby JW. Marszałka czujemy wszyscy; jednak gdy Dele- 



— 317 — 

gacya ta ma działać w zastępstwie całego Sejmu, nominacye 
nie mogą ani od P rezydującego w Senacie, ani od Marszałka 
Izby Poselskiej pochód zić«. 

JW. Wojewoda Wodziński: »Nie zgadzam się ze zda- 
niem Senatora Kasztelana Lewińskiego. Izba Poselska wynu- 
rzyła prawdziwie szlachetne uczucia względem zaufania w JW. 
Marszałku, ze mu powierzyła ten wybór, i może być zupełnie 
pewną, że wybór ten będzie lepszy, aniżeli gdyby sama nim 
się zajęła. My również, Senatorowie, możemy się spuścić na 
na JW. Wojewodę Prezydującego, że wybór, jaki uczyni, od- 
powie oczekiwaniu naszemu. Zdaje się, iź niema potrzeby dłużej 
nad tern dyskutować^. 

JW. Prezydujący w Senacie (Wojewoda Michał Kochanowski): 
»JW. Marszałek przez zwykłą delikatność i szacunek dia Izby 
Poselskiej nie chciał używać tej prerogatywy, którą mu Izba 
nadawała. Ja sam w tern samem położeniu jestem i nie mogę 
przystąpić do tego wyboru«. 

— Głosy: » Wszyscy prosimy !« — 

»Tem bardziej, gdy słyszałem w głosie kolegi Lewiń- 
skiego, iż jest przeciwnego zdania, nie mogę w żaden sposób 
przyjąć tego na siebie, kiedy Senat zdaje się nie pokładać 
ufności w tych, którychbym ja wybrał«. 

JW. Gostkowski : »Atrybueye mającej się wybrać dzisiaj 
Delegacyi są daleko ważniejsze, jak tej, którą wezwaliśmy 
byli do Rady wojennej: tam wybrano po jednym z każdego 
województwa, tu wybrać mamy tylko pięciu. Mojem zdaniem, 
aby i w tej deputacyi każde województwo miało swego Re- 
prezentanta «. 

Głosy: »Juź przyjęliśmy, aby było pięciu !« 
JW. Godehski: »Sami, dostojni panowie, uznaliście ważność 
pobudek do położenia tego zaufania w Prezydującym w Se- 
nacie i w Marszałku. Okoliczności są naglące, a Prezydujący 
w Senacie i Marszałek zbyt zaufanie nasze posiadają, abyśmy 
przypuścić mogli, iżby osoby przez nich wybrane pośledniejsze 
były od tych, które sami wybierzemy «. 
Głosy: » Prosimy o wotowanie!« 

JW. Marszałek: »K to jest zdania, ażeby J W. Prezy- 
dujący w Senacie i Marszałek Izby Poselskiej 
członków Delegacyi wybierali, powstać raczyć 



— 318 — 

— Wszyscy powstali. — 

JW. Wołowski: »Tam, gdzie są osoby, ponieważ trafić się 
mogą przeszkody, niedozwalające dopełnić im włożonych na 
nich obowiązków, wypadałoby, aby Izby na ten nadzwyczajny 
przypadek coś ustanowiły«. 

Głosy: »Marszałkowi powierzyliśmy wybór pięciu, w ta- 
kim przypadku Marszałek może sam od siebie zanominować!« 

IW. Marszałek: »A więc w tym artykule po wyrazach: 
dwóch Senatorów przez Prezydującego w Senacie i pięciu 
Członków Izby Poselskiej przez Marszałka Izby Poselskiej — 
zamieszczą się imiona tych, których tak JW. Prezydujący, jako 
też i ja wybierzemy«. 

JW. Świrski : »Ani JW. Prezydujący w Senacie, ani Mar- 
szałek nie mogą mianować, tylko na mocy tej uchwały, a uchwała 
jeszcze przez Izby przyjęta nie jest«. 

JW. Marszałek: »A więc po przyjęciu uchwały wybór 
uczynię. Teraz odczytam art. 2. »Delegacya, powyższym arty- 
kułem oznaczona, otrzymuje niniejszą uchwałą nieograniczone 
pełnomocnictwo rozpoznania istotnego stanu rzeczy na linii 
bojowej i zarządzenia zmiany Wodza, nominowania jego Za- 
stępcy i ustanowienia tego wszystkiego, co w obecnem poło- 
żeniu za zbawienne dla dobra Ojczyzny uzna«. 

JW. Wężyk: » Wypadałoby redakcyę tego artykułu w ten 
sposób zmienić: bądź zarządzenia zmiany Wodza 
i nominowania jego Zastępcy, bądź ustanowienia 
teffo wszystkiego itd. — bo bez tego zdawałoby się, 
jakoby Delegacyi tej koniecznie nakazane było, aby to usku- 
teczniłam. 

JW. Wołowski: »Mnie się zaś zdaje, że w miejscu zapro- 
ponowanej przez JW. Wężyka poprawki dosyćby było na po- 
czątku powiedzieć: gdyby tego potrzeba wymagała«. 

Kilka głosów: » Lepiej jest: a nawet w razie po- 
trze b y«. 

JW. Marszałek: »Czy Izby zgadzają się na tę poprawkę ?« 

— » Zgoda! zgoda !« 

»A zatem artykuł ten będzie brzmiał jak następuje: 
»(Art. 2.) Delegacya powyższym artykułem 
oznaczona otrzymuje niniejszą uchwałą nieogra- 
niczone pełnomocnictwo rozpoznania istotnego 



— 319 — 

stanu rzeczy na linii bojowej, a nawet w razie po- 
trzeby zarządzenia zmiany Wodza, nominowania 
jego Zastępcy i ustanowienia tego wszystkiego, co 
w obecnem położeniu za zbawienne dla dobra Oj- 
czyzny u z n a«. 

Głosy: »Zgoda! bardzo dobrze!« 

JW. Marszałek: »Gdy nikt. przeciwko redakcyi artykułu 
mówić nie zamierza, uważam go jako przyjęty jednomyślnością... « 

— Głosy: »Jednomyślnością!« — 

»...i przystępuję do odczytania art. 3. »Gdyby Delegacya 
zmianę Wodza Naczelnego za potrzebną uznała, natenczas za 
porozumieniem się z Radą wojenną w tym celu zwołaną za- 
siągnie jej zdania względem zmian uchwały z d. 24 stycznia 
władzę Wodza Naczelnego oznaczającej i względem wyboru 
nowego Wodza zaufanie wojska posiadającego«. 

JW. Jełowicki : »Co do Zastępcy chciałbym być objaśniony, 
czy ma mieć władzę dotąd Naczelnemu W r odzowi służącą ?« 

JW. Marszałek: »Zupełnie tę samą, dopóki Sejm nie zmieni 
uchwały stanowiącej Naczelnego Wodza i jego atrybucye«. 

JW. Chełmicki : » Rozumiem, że mógłby być uczyniony do- 
datek co do zmiany atrybucyi Zastępcy służyć mających«. 

JW. Marszałek: » Ażeby uniknąć wątpliwości, moźnaby dodać, 
iż wybrany Zastępca będzie używał atrybucyi Naczelnego Wodza«. 

JW. ŚwJdzśński: »Uchwała to przewidziałam. 

JW. Biernacki: »To samo się rozumie w samym tym wy- 
razie: Z ast ę pca«. 

JW. Jabłoński: »Sądzę, że Delegacya, którą wyznaczyć 
mamy, najpierwej się zająć powinna zebraniem Rady wojennej 
i za pomocą jej rozpoznać dopiero stan rzeczy, a zatem artykuł 
ten powinien się zaczynać od tego, że: Delegacya zwołać 
ma naprzód Radę wojenną «. 

JW. Godebski: »Nie mogę dzielić zdania JW. Jabłońskiego. 
Dajemy Delegacyi tej zupełne pełnomocnictwo; ona na miejscu 
najlepiej rozpozna, jak jej postąpić należy. Nie co do tego głos 
zabrałem, ale co do wykazania różnicy, jaka jest między teraz 
wybrać się mającą Delegacya, a Radą wojenną. Zdaje się, iż 
Delegacya nasza nie może przystąpić do wyboru Naczelnego 
Wodza, tylko za porozumieniem się z Radą wojenną, ale żeby 
względem zaprowadzenia zmiany uchwały, stanowiącej atry- 



— 320 — 

bucye Naczelnego Wodza, znosić się miała z Radą wojenną, 
tego nie widzę potrzeby. Rozumiem, że, gdyby uznała potrzebę 
zaprowadzenia jakiejkolwiek bądź zmiany w tejże uchwale, 
z samego polecenia, jakie jej dajemy, służy jej prawo do tego. 
Zatem sądzę, iż powinno być położone: że w razie, gdyby 
uznała potrzebę zmiany Naczelnego Wodza, winna się poro- 
zumieć z Radą wojenną; co się zaś tyczy zmiany uchwały, sama 
przez się uskutecznić to może«. 

Głosy: »Nie można! nie zaradzamy się na to!« 

JW. Konstanty Witkowski: »Jeżeli będzie uznana potrzeba 
zmiany Naczelnego Wodza i ustanowienia Zastępcy, jeżeli ten 
Zastępca zacznie już używać atrybucyi Naczelnego Wodza, 
byłaby delikatna materya zmieniać mu ją później. Sądziłbym 
zatem, aby Delegacya ta za zniesieniem się z Radą wojenną 
sama potrzebne zmiany przed zanominowaniem Zastępcy za- 
prowadziłam 

Głosy: »Słuszna uwaga!« 

JW. Kasztelan Wężyk: » Jedna tutaj ważna okoliczność po- 
minięta została. Większość głosów powinna w tej naradzie 
decydować. Upraszam o wpisanie tego dodatku: że Delega- 
cya większością głosów stanowić będzie «. 

— Głosy: »Sprawiedliwie!« 

»Co do zmian uchwały stanowiącej atrybucye Naczelnego 
Wodza nie wiem, czemuby się Delegacya nie mogła odnieść 
do Sejmu«. 

JW. Worcell: »Chciałem tylko tyle powiedzieć, iż zasią- 
gnienie zdania Rady wojennej względem zmiany atrybucyi 
Naczelnego Wodza byłoby zasiągnieniem zdania zupełnie 
sprzecznego. Możemy się spodziewać, iż Rada wojenna nie zgo- 
dzi się nigdy na żadną zmianę. Tu jest potrzeba nie zewnętrzna, 
ale polityczna, wewnętrzna, z natury ludzkiej czerpana. Uchwała 
stanowiąca atrybucye Naczelnego Wodza jest wyższa nad wszel- 
kie zdolności. Nie Skrzyneckiego powinniśmy obwiniać, po- 
wiedzmy poprostu nie jego, ale władzę jego, bo ta była zbyt 
wielka. Ten zbytek władzy jego nie może czuć wojsko, ale my 
ją czujemy; zatem my powinniśmy stanowić, nie Rada wojenna, 
bo ta zawsze powie, że nie«. 

JW. Marszałek: » Od powiadając na wniosek JW. Worcella, 
niech mi będzie wolno zwrócić jego uwagę na to, że wojsko 



— 321 - 

nasze składa się z Polaków, nie najemników, że jest wojskiem 
obywatelskiem, na którego zdanie spuścić się można, i które 
nie ma żadnych osobistych widoków'. Druga uwaga, że człon- 
kowie Rady wiedzą, iż nie wszyscy będą Naczelnymi Wodzami, 
tylko jeden z nich; zatem gdyby wiedzieli, iż nadanie Zastępcy 
tychże samych atrybucyi, jakie Wódz Naczelny posiadał, 
uszczerbek dla kraju przyniesie, ich działalność krępując zbyt 
wielką władzą, zapewne nie chcieliby, ażeby ją przyszły Wódz 
posiadał«. 

JW. Wołowski: »Do głosu JW. Marszałka chcę dodać to, 
że, gdyby nawet, jak rozumuje JW. Worcell, Delegacya ta 
uznała, że bynajmniej nie trzeba zmian żadnych zaprowadzać, 
oświadczenie to nie byłoby i tak obowiązujące nas, bo do nas 
należy zaprowadzić zmiany, jeżeli uznamy ich potrzebę, a od 
nich tylko rady zasięgamy «. 

JW. Kasztelan Bronikowski: »Okoliczność dzisiejszą przy- 
równać można do cholerycznej choroby; im większe jest nie- 
bezpieczeństwo, tern prędszego zaradzenia wymaga. Idzie tu 
o deputacyę, a my nad szczegółami radzimy. Zaklinam was 
na miłość Boga, na miłość Ojczyzny, na pozostałe rodziny, 
abyśmy przyspieszyli ten koniec. Albo dziś, albo nigdy. Chwalę 
te dodatki, te ujmy, te poprawy, ale nie o to rzecz idzie. 
Zaklinam was, abyśmy jak najprędzej przystąpili do końca«. 

JW. Marszałek: »Odczytuję art. 3: »Gdyby Delegacya 
zmianę Naczelnego Wodza za potrzebną uznała, 
natenczas za porozumieniem się z Radą wojenną 
w tym celu zwołaną zasiąg nie jej zdania wzglę- 
dem zmian uchwały z d. 24 stycznia [r. b.] władzę 
Wodza Naczelnego oznaczającej i względem wy- 
boru nowego Wodza, zaufanie wojska posiada- 
ją c e g o « . 

— Głosy: »Zgoda! zgoda!« — 

»Gdy nikt nie zabiera głosu przeciwko artykułowi 3 mu, 
więc będzie uważany za przyjęty jednomyślnością, i przystę- 
puję do odczytania art. 4-go: »Delegacya ta we wszystkich 
przedmiotach jej poruczonych większością głosów stanowić 
będzie«. 

Kilka głosów: »Kto prezydować będzie w tej Radzie?« 

JW. Marszałek: "Najstarszy wojewoda«. 

Dyaryusz T. VI. 21 



— 322 — 

JW. Luniewski: »W razie równości głosów, co się zdarzyć 
może, jeżeli który z członków mających mieć udział w tej 
Radzie zasłabnie, kto będzie rozstrzygał ?« 

JW. Chełmicki: »Co do tej kwestyi rozumiałbym, iż JW. 
Marszałkowi służy prawo zanominowania nowego zastępcy«. 

JW. Marszałek: »Mnie się zdaje, iż, stosownie do wniosku 
JW. Lunie wskiego, naj właściwiej będzie dodać w tym pro- 
jekcie w następującej osnowie dodatek do art. 4-go: 

»P rezydującym w Delegacyi będzie Prezes 
Rządu, w razie równości zdań los rozstrzygnie, 
który z członków głos stanowczy utrać i«. 

— » Zgoda! zgoda !« — 

JW. Szaniecki: »Zdaje mi się, iż wypadałoby dodać, że Pre- 
zydujący przy zabranym głosie będzie mówił, jako wojewoda«. 

JW. Marszałek: »Art. 5. Delegacya w czasie ilebyć 
może najkrótszym zda Sejmowi stosowny raport«. 

— » Zgoda! zgoda !« — 

JW. Marszałek: »Kto jest za przyjęciem artykułów 4-go 
i 5-go powstać raczyć 

— Wszyscy powstali. — 

»Po przyjęciu tych artykułów odczytam art. 6-ty: » Wyko- 
nanie niniejszej uchwały Rządowi Narodowemu, Prezydującemu 
i Marszałkowi Izby Poselskiej w czem do kogo należy, po- 
leca sięcc. 

JW. Chełmicki: » Wypadałoby dodać: i Wodzowi Naczelnemu«. 

JW. Marszałek: » Popieram zdanie JW. Chełmickiego, aby 
wykonanie uchwały niniejszej polecić także Wodzowi Naczel- 
nemu, albowiem do niego należy zwołanie Rady wojennej«. 

— Głosy: » Zgadzamy się!« — 

»Odczytam więc z tym dodatkiem art. 6-ty: »Wykonanie 
niniejszej uchwały Rządowi Narodowemu, Wo- 
dzowi Naczelnemu, Prezydującemu w Senacie i Mar- 
szałkowi Izby Poselskiej, w czem do kogo należy, 
poleca s i ę«. 

— »Zgoda! zgoda!« — 

JW. Marszałek: » Odczytam więc jeszcze raz cały projekt 
z zaprowadzonemi zmianami: 

»Izba Senatorska i Izba Poselska w chwili, w któ- 
rej walka z nieprzyjacielem o losie Ojczyzny sta- 



— 323 — 

nowie może, powodowane troskliwością o dobro 
kraju, uchwaliły i uchwalają, co następuje: 

Art. 1. Niezwłocznie wysłana będzie do głównej 
kwatery Wodza Naczelnego De leg a c y a, złożona 
z dwóch członków Rządu Narodowego, t. j. z JO. 
Ks. Czartoryskiego, Prezesa, i j W. Wincentego Nie- 
m o j o w s k i e g o , jednomyślnością Izb wybranych, 
z dwóch Senatorów przez Prezydujące^o w Sena- 
cie i pięciu Członków z Izby Poselskiej przez 
Marszałka Izby Poselskiej (var: tejże I z b y) wyzna- 
czyć się mających. 

Art. 2. Delegacya powyższym artykułem ozna- 
czona otrzymuje niniejszą uchwałą nieograni- 
czone pełnomocnictwo rozpoznania istotnego 
stanu rzeczy na linii bojowej, a nawet, w razie 
potrzeby, zarządzenia zmiany Wodza i nomino- 
wania jego Zastępcy i ustanowienia tego wszyst- 
kiego, co w obecnem położeniu za zbawienne dla 
dobra Ojczyzny uzna 1 ). 

Art. 3. Gdyby Delegacya zmianę Wodza Naczel- 
nego za potrzebną uznała, natenczas za porozu- 
mieniem się z Radą wojenną w ty m ceiu zwołaną 
zasiąg nie jej zdania względem zmian uchwały 
z d . 24 stycznia [r. b.] władzę Wod za Naczelnego 
oznaczającej i względem wyboru nowego Wodza, 
zaufanie wojska posiadającego. 

Art. 4. Delegacya we w r szystkich przedmiotach 
jej por uczony eh większością głosów stanowić 
będzie. Prezydującym w Delegacyi będzie Prezes 
Rządu; w razie równości zdań los rozstrzygnie, 
który z członków [var. członek] głos stano wczy utraci. 



!) W egzemplarzu uchwały tej zachowanym w aktach Delegacyi 
Bolimowskiej porządek zdań jest cokolwiek odmienny, a mianowicie Art. 2 
brzmi tak: 

»Delegacya, powyższym artykułem oznaczona, otrzymuje niniejszą 
uchwalą nieograniczone pełnomocnictwo rozpoznania istotnego stanu rze- 
czy na linii bojowej i ustanowienia tego wszystkiego, co w obecnem po- 
łożeniu za zbawienne dla dobra ojczyzny uzna, a nawet w razie potrzeby, 
zarządzenia zmiany Wodza i nominowania jego Zastępcyot. [P. W.]. 

21* 



— 324 — 

Art. 5. Delegacya w czasie ile być może naj- 
krótszym zda Sejmowi stosowny raport. 

Art. 6. Wykonanie niniejszej uchwały Rządowi 
Narodowemu, W o d z o w i Naczelnemu, P r e z y d u j ą- 
cemu w Senacie i Marszałkowi Izby Poselskiej, 
w czem do kog* o należy, poleca s i ę«. 

»Prawo stanowi, iż jeżeli nikt wetowania imiennego nie 
żąda, projekt uważany będzie jako przyjęty jednomyślnością«. 

Głosy: »Przyjmujemy go jednomyślnością«. 

JW. Kasztelan Wężyk: »Kilku członków Izb obudwu ma 
jeszcze tę troskliwość, ażeby w razie zanominowania Naczelnego 
Wodza członkowie składający Radę obowiązani byli do sekre- 
tnego wotowania«. 

JW. Marszalek: » Były już podobne wypadki; zwoływaliśmy 
Radę wojenną, i bez podobnego zastrzeżenia wotowanie odby- 
wało się przez sekretne kreski«. 

JW. Kasztelan Bieńkowski: »Aby właściwy charakter tak 
świętej uchwały, którą miłość Ojczyzny natchnęła, był utrzy- 
many, mam wniosek do uczynienia JW. Prezy dującemu w Se- 
nacie i Marszałkowi, aby w wyborze osób do tej delegacyi 
mieli to na uwadze, iżby się w niej dwóch, trzech krewnych 
razem me znajdowało, albowiem powinniśmy cienia nawet 
pozoru strzedz się«. 

(Głosy:) »Słusznie! sprawiedliwiej 

JW. Kasztelan ^akwaski: »Ja zaś z mej strony proszę, aby 
nie wybierać starych i chorych«. 

JW. Prezydujący w Senacie: » Wskutek dopiero co zapadłej 
uchwały zapraszam do tej Delegacyi z Senatu JW. Woje- 
wodę Ostrowskiego i J W. Kasztelana Wężyk a«. 

JW. Marszałek: »Ja zaś z mej strony zapraszam z Izby 
Poselskiej JJWW. Śląskiego, Morawskiego, Świr- 
s k i e g o, Dembowskiego i Tyszkiewicza. JJWW. pano- 
wie zechcą się porozumieć z wybranymi przez obiedwie Izby 
członkami Rządu Narodowego względem czasu i obmyślenia 
środków udania się do głównej kwatery. Sesya solwuje s>ię do 
dnia jutrzejszego na godzinę 10-tą zrana w Izbach połączonych. 
Porządek dzienny: wybory Senatorów«. 

Wł. hr. Ostr(owski). 



— 325 — 



Posiedzenie !zb połączonych z d. 10 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków Izb obu odczytana została lista 
obecności. Byli obecnymi (69): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Wiktor 
Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniccki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Libiszewski. Hieronim Kochanowski. Konstanty Świdziński. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika. 
Ignacy Żeleński. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Marcin Ra- 
doński. Stan. Kaczkowski. Floryan Suchecki. Kantorbery Tymowski. Wład. 
hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Antoni Rembowski. Stan. hr. Miączyński. 
Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. Tomasz br. Wyszyński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JW. Kajetan Kozłowski. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: J J W W. Szcze- 
pan Świniarski. Jakób Okęcki. Frań. Dąbrowski. Frań. Trzciński. Józef 
Modliński. 

Deputowani: JJWW. Dominik Krysiński. Józef Brinken. Michał 
Piotrowski. Walenty Zwierkowski. Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. 
Augustyn Morzkowski. Wojciech Chodecki. x\ntoni Zawadzki. Walenty 
Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Frań. Zalewski. Wład. Zawadzki. Ignacy 
Wężyk. Józef hr. Małachowski. Teodor Jasieński. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzeński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Ksawery 
Godebski. Stan. hr. Worcell. 

Z Woj e wód z twa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Ksawery 
Sabbatyn. Amancyusz Zarczyński. Aleksander Bernatowicz. Henryk Na- 
kwaski. 



— 326 — 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Daniel 
Tchorzewski. [Józef] Bohdan Zaleski. 

Nadeszli później (13): 

JJWW. Chobrzyński Wojciech. Frań. Jabłoński. Alojzy Biernacki. 
Ignacy Starzyński. [Wincenty Chełmicki. Klemens Witkowski. Aleks. Szy- 
manowski. Antoni Plichta. Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. Jan Cha- 
rzewski. Ksawery Czarnocki. Aleksander Jelowicki]. 

Potem odczytano listę Senatorów. Byli obe- 
cnymi (23): 

JW. Wojewoda Kochanowski Michał, Prezydujący w Senacie. 

Biskupi: JJWW. Prazmowski, b. płocki. Dzięcielski, b. lubelski. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński. Antoni. Wodziński Maciej. 

Kasztelanowie: JJWW. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Kaje- 
tan. Męciński hr. Wojciech. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. Rem- 
bieliński Wiktor. Bieńkowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian 
Kajetan. Krasiński hr. Józef. Walchnowski Andrzej. Łubieński hr. Piotr. 
Małachowski hr. Ludwik. Ostrowski Wojciech. Olizar hr. Narcyz. Węgrze- 
cki Stan. Łempicki Ludwik. Niesiołowski hr. Ksawery. 



f. Prezydujący w Senacie Wojewoda Kochanowski: »Przy- 
stępujemy dzisiaj do wyboru Senatorów Wojewodów«. 

IW. Ignacy Wężyk: »I dawniej, i w dniu onegdajszym 
czynił kolega Rembowski wniosek, aby kwalifikacye osób na 
kandydatów podawanych były Izbom przedstawiane. To się 
stosować winno zarówno do Senatorów Wojewodów, jak do 
Senatorów Kasztelanów. Kiedy mi są znane dostatecznie za- 
sługi od młodości Senatora Kasztelana Nakwaskiego, niech mi 
wolno będzie przypomnieć, że on w młodym wieku podczas 
rewolucyi Kościuszki wszedł do szeregów obrońców Ojczyzny. 
Łubom był wtenczas młody, pamiętam, że walczył w jednym 
pułku z starszym moim bratem i doszedł stopnia majora. Od 
r. 1806, kiedy Francuzi weszli do Polski, i zabłysła nadzieja 
odrodzenia Ojczyzny, był radcą prefekturalnym, a następnie 
prefektem departamentu warszawskiego; całe więc swoje ży- 
cie spędził na usługach Ojczyzny«. 

JW. Kasztelan nakwaski z wzruszeniem podziękował JW. 
Wężykowi za jego pochwały i oświadczył, że, jak zawsze, tak 
i teraz wszystko dla Ojczyzny poświęcić jest gotów. Dobro 
kraju jest jedynym celem jego działań. 

JW. Modliński: »Kwalifikacye, o których kolega Wężyk 
wspominał ściągać się tylko miały do kandydatów podawanych 



— 327 — 

na Kasztelanów, lecz co do kandydatów podawanych na Wo- 
jewodów sam Senat się dostatecznie zastanawia, których ma 
nam przedstawić. Co się tyczy zasług Kasztelana Nakwaskiego, 
kartki od kilku dni do wotowania przysposobione przekonają, 
jak dalece wszyscy je cenić umiemy«. 

JW. Biernacki: »Dzielę opinię Posła Wężyka i dawniej 
uczyniony wniosek Deputowanego Rembowskiego, aby elekto- 
rowie obznajmiani byli z kwalifikacyami kandydatów. Elekto- 
rowie nie mogą znać sami wszystkich podanych kandydatów; 
dla zaspokojenia więc ich sumnienia potrzeba, aby im kwali- 
fikacye przedstawiane były«. 

JW. Marszałek: »Z żalem przychodzi mi się rozróżniać 
w zdaniu z szanownym preopinentem. Przy ostatnich wybo- 
rach na Senatorów Kasztelanów przyjęliśmy zasadę, przezemnie 
także popartą, aby kwalifikacye kandydatów były odczytywane; 
ale właśnie dla tego, żeśmy tę zasadę przyjęli przy wyborach 
na Senatorów Kasztelanów, jest ona zbyteczną przy wyborach 
na Senatorów Wojewodów. Ci bowiem wybierani są z Kaszte- 
lanów; przez to samo kwalifikacye ich są znajome i Izbom 
objawione. Drugi powód jest, że Kasztelanów wybieramy zwy- 
kle z pomiędzy obywateli nie tak powszechnie wszystkim zna- 
jomych, jak nimi być powinni i są Senatorowie Kasztelanowie, 
jako osoby publiczne. Hem obstawał, żeby kwalifikacye na Ka- 
sztelanów były Izbom objawiane, tyle znajduję rzeczą zbyteczną 
powtarzać je przy wyborach na Wojewodów«. 

JW. Biernacki w kontynuacyi: »Opinia JW. Marszałka nie 
przekonywa mnie bynajmniej. Kwalifikacya czyli sprawozdanie 
z życia powinno się rozciągać aż do czasu, w którym wybór 
następuje. Między wyborem na Kasztelana a na Wojewodę 
upływa czas znaczny. Może jeden z Senatorów mniej się zasłu- 
żyć krajowi, niż inny; idzie tu raczej o posteriora, niż o an- 
teriora«. 

JW. Jasieński: »Z boleścią przychodzi mi nie być jednego 
zdania z JW. Marszałkiem. Byłbym nie żądał czytania kw r ali- 
fikacyi, gdyby nie głos kolegi Wężyka. Skoro on za jednym 
z kandydatów przemówił, byłoby to z krzyw r dą dla innych 
7-miu, gdyby o nich nic nie wspomniano. Ich zasługi również 
objawione nam być powinny, abyśmy pomiędzy nimi różnicę 
położyć umieli. Zasługi, które kogo wyniosły na stopień Kasztę- 



— 328 — 

lana, niekoniecznie zrobią go Wojewodą. Jenerał Krasiński za- 
pewne byłby został Kasztelanem, ale ezybyśmy go teraz Wo- 
jewodą zrobili ?« 

JW. Konstanty Witkowski: »Szanowne zdanie JW. Marszałka 
nie przekonywa mnie. Popieram wniosek kolegi Wężyka i in- 
nych, bo przekonani jesteśmy, że Senat potrafi ocenić swoich 
członków zasługi; my jednak o nich nie jesteśmy uwiadomieni. 
Gdyby się Senat teraz dopiero zawiązywał, gdybyśmy teraz 
wszystkich członków Senatu wybierali, wiedzielibyśmy o zasłu- 
gach każdego; ale tu nie jest taki przypadek. Nie znamy za- 
sług dawno już w Senacie zasiadających Członków; nie chcie- 
libyśmy im ubliżyć; musimy więc być obznajmieni z kwalifi- 
kacyami każdego«. 

JW. Wojewoda Prezydujący w Senacie: »Nie jest winą Se- 
natu, iż nie podał kwalifikacyi przedstawionych tu kandydatów 
na Senatorów Wojewodów, bo kiedyśmy układali kandydatów, 
każdy ich podawał podług sumnienia. Z tern wszystkiem oko- 
liczność ta zatrzymywać naszej czynności nie powinna. Jeżeli 
zawierzycie staremu, który każdego zna od dzieciństwa, po- 
wiem to, co wiem o każdym z ośmiu podanych kandydatów. 

JW. Kajetan h r. Sierakowski od Sejmu konstytu- 
cyjnego był Senatorem Kasztelanem; pierwej jeszcze był sta- 
rostą grodowym, przestał być Senatorem, gdy wszystkie urzędy 
w kraju naszym ustały. Za Ks. Warszawskiego na nowo nomi- 
nowany Kasztelanem jest nim dotąd. Wszyscy znacie jego 
zasługi. 

JW.Stan.hr. Małachowski w r. 1806 był rotmistrzem 
w wojsku polskiem, następnie w pułku kirasyerów pułkowni- 
kiem, odbył kampanie 1806. 1811 i 1813 r. W tym roku dostał 
się w niewolę rosyjską, w której przez półtora roku zostawał. 
Powróciwszy został Senatorem Kasztelanem, odtąd znane wam 
są jego zasługi. 

JW. Wojciech hr. Męciński służył w wojsku w r. 
1806 i 1813. był jenerałem, w nagrodę tych zasług podany 
przez Senat na Kasztelana został nim nominowany. 

O J W. Franciszku N a k w a s k i m m ało mam co do 
dodania do głosu JW. Wężyka, to chyba, że wyjąwszy jego 
służbę wojskową, ciągłym byłem świadkiem posług jego dla 
kraju w służbie cywilnej od r. 1806. 



— 329 — 

J W. Tadeusz Tyszkiewicz był jenerałem w wojsku 
polskiem. Odwołuję się do Senatu, że zasłużył na imię dobrego 
Polaka, a teraźniejsze czyny jego lepiej jeszcze o tern powinny 
były przekonać. 

J W. Michał hr. Potocki różne sprawował urzędy 
i nie odmawiał żadnej dla kraju posługi, był Posłem na kilku 
sejmach. 

J W. Tomasz h r. Łubieński odbył kampanię w Hi- 
szpanii, służąc w pułku gwardyi Napoleona, został pułkowni- 
kiem tegoż pułku, otrzymał dymisyę w stopniu jenerała bry- 
gady, był Posłem kilka razy i kilkakrotnie podawany przez 
Senat na godność Kasztelana Senatora. 

J W. Adam Bronikowski był posłem na sejmie Cztero- 
letnim, był posłem za Ks. Warszawskiego, piastował różne 
urzędy kościelne. 

Jeżeli kto ma co do dodania do tego, com tu powiedział, 
niech raczy głos zabrać. Ja się odwołuję do Senatu, żem tylko 
szczerą prawdę powiedział- 

Potem przystąpiono do w o t o w a n i a. Asesorami 
byli ze Senatu JJWW. (Kasztelanowie: Ludwik) Łempicki 
i (Józef hr.) Krasiński, a z Izby Poselskiej JJWW. Obniski 
i Kozłowski. Wotowało Członków Izby Poselskiej 82, Sena- 
torów 24(?), razem 106, a zatem większość absolutna, była 54, 
trzy kartki były nieważne, a zatem wotów wszystkich było 
tylko 412. Z tych otrzymali: 

JJWW. Frań. Nakwaski 79, Kajetan hr. Sierakowski 77, 
Wojciech hr. Męciński 63, Stan. hr. Małachowski 50, Tadeusz 
Tyszkiewicz 50, Michał hr. Potocki 43, Tomasz hr. Lubieński 
27, Adam Bronikowski 23. 

Otrzymali zatem większość absolutną i ogło- 
szeni zostali przez J W. Wojewodę P r e z y d u j ą c e g o 
w Senacie Senatorami W ojewodami: 

J J W W. Frań. Nakwaski, Kajetan Sierakowski 
i Wojciech hr. Męcin s k i. 

Dla braku kompletu odłożyć musiano głosowanie 
pomiędzy JJWW. Stan. Małachowskim i Tadeu- 
szem Tyszkiewiczem, którzy nie mieli absolutnej wię- 
kszości, do dnia następnego. Poczem sesya Izb połączonych 



— 330 — 

solwowaną została do dnia następnego na godzinę 10 zrana. 
Porządek dzienny: WybórjednegoSenatoraWojewody. 

WŁ hr. Ostr(owski). 



Posiedzenie Izb połączonych z d. 11 sierpnia 

1831 roku. 

Po zebraniu się Członków obu Izb JW. Zwierkowski 
odczytał listę obecności. Obecnymi byii (75): 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Wiktor 
Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniecki. 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JW. Hiero- 
nim Kochanowski. Konstanty Świdziński. 

Deputowani: JJWW. Franciszek Chomentowski. Jan Pusztynika, 
Ignacy Żeleński. Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski. Wład. hr. Ostrow- 
ski. Ignacv Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Antoni Rembowski. Stan. Miączyński. Alojzy 
Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

ZWoje w ództ w a Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kali kst Mo- 
rozewicz. Ignacy Bielski. Tomasz br. Wyszyński. 

Deputowani: JW. Adam Fritsch. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Paweł Grąbczewski. Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. 

Deputowani: JJWW. Kajetan Kozłowski. Klemens Witkowski. 
Wojciech Chobrzyński. 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Szczepan Świniarski. Jakób Okęcki. Frań. Dąbrow- 
ski. Ignacy Starzyński. Adam Łuszczewski. Frań. Trzciński. Eugeni Słu- 
bicki. Józef Kretkowski. Józef Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Domi- 
nik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. Augustyn Morzkowski. Antoni Za- 
wadzki. Walenty Żwan. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks 
Markowski. Ludwik Bieniecki. Wład. Zawadzki. Ignacy Wężyk. Józef hr. 
Małachowski. Teodor Jasieński. 



— 331 — 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. F^eliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW*. An- 
toni Bykowski. Józef hr. Starzyński. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
Wincenty Gawroński. Jan Floryanowicz (?). 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JW. Ksawery 
Godebski. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. Amancyusz Źarczyński. Aleksander Ber- 
natowicz. Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Danie 
Tchorzewski. Jakób Malinowski. [Józef] Bohdan Zaleski. 

Lista Senatoró w Królestwa Polskiego (22) : 

Biskupi: JJWW. Prażmowski Adam biskup płocki. Dzięcielski 

Marcelin biskup lubelski. 

Wojewodowie: JJWW. Gliszczyński Antoni. Kochanowski Michał 
Prezydujący. [Wodziński Maciej]. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Kajetan. 
Męciński hr. Wojciech. 

Kasztelanowie: JJWW. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. 
Bieńkowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian Kajetan. Krasiński 
hr. Józef. Walchnowski Andrzej. Łubieński hr. Piotr. Małachowski hr. Lu- 
dwik. Ostrowski Wojciech. Olizar hr. Narcyz. Węgrzecki Stan. Łempicki 
Ludwik. Niesiołowski hr. Ksawery. 

JW. Marszałek: »Ma głos JW. Niemojowski w materyi po- 
rządku dziennego dotyczącej^. 

JW. Niemojowski: »Przed przystąpieniem do dzisiejszej 
czynności, mani sobie za obowiązek zwrócić uwagę dostojnych 
Izb na tę okoliczność, że, lubo zasada uchwały z d. 22 stycznia 
jest uświęcona, iż pomiędzy dwoma kandydatami, którzy abso- 
lutnej większości nie pozyskali, mamy powtórzyć wotowanie, 
jednakże ta zasada okazuje, o ile wolność obrad w Izbach jest 
ograniczona, gdyż przypuścić można, iż ci, którzy nie pozyskali 
absolutnej większości przy ich wyborze na Kasztelanów i W o- 
jewodów może nieprawnie wybrani zostali. Nie mówię dlatego, 
aby się dzisiaj chwytać tej zasady, ale aby zwrócić uwagę Izb 
na to, iż gdy Komisye w swoim czasie przyjdą do nas z* tern 
prawem, aby w niem stosowne zaproponowały zmiany. Druga 
okoliczność, którą mam Izbom przedstaw ić, jest następująca: 
Kasztelan Tyszkiewicz tyle w kraju poważany i któremu za 
jego poświęcenia się dla Ojczyzny tyle szacunku Izby okazały, 
wyłączając go z pod cenzury przy rozciągnięciu rygoru prawa 



— 332 — 

z d. 18 maja b. r. względem tych Senatorów, którzy aktów 
z d. 18 grudnia i 25 stycznia nie podpisali, nie powinienby 
przynależnego mu teraz miejsca — coby nastąpić mogło — 
utracić, dopóki udowodnione nie będzie, iż przy korpusie Gieł- 
guda pozostał. Wiadomo jest, że Tyszkiewicz należał do pow- 
stania litewskiego; ja sam dałbym mu głos, lecz lękam się, 
abym nie uczynił złego wyboru, jeżeli należy do tych, którzy 
się na ziemię pruską schronili. Lecz, z drugiej strony, dla ho- 
noru Tyszkiewicza i dla honoru Izb wypadałoby wybory za- 
wiesić, bo nie zdaje mi się, aby wyłączać można Tyszkie- 
wicza bez dowodu i w zastępstwie jego Senatora najwięcej 
kresek mającego do kandydacyi podawać«. 

JW. Prezydujący w Senacie Wojewoda (kichał) Kochanowski : 
»Co do pierwszego, wniosek JW. Wartskiego bardzo jest ważny 
i sprawiedliwie, ażeby Komisya organiczna zastanowiła się do- 
brze nad tern, ażeby wszystkie wątpliwości wyboru dotyczące 
nadal usunięte zostały i ażeby rzecz ta jak najsubtelniej przez 
ni(ą) była rozebrana. Co do drugiego, nie zdaje mi się, ażeby 
rzecz już rozpoczęta i dziś w kontynuacyi tylko będąca, mogła 
być zawieszona z jakiegokolwiek bądź względu. Obadwa Sena- 
torowie tak jeden, jako i drugi, są tu nieprzytomni; obadwa 
sa już Senatorami, nie będzie więc zachwiana ufność dla Ty- 
szkiewicza, równie jak nie może być zachwiana dla Małachow- 
skiego, który jakkolwiek nie jest osobą przytomny, przecież 
jest zawsze w pamięci naszej przytomny przez poświęcenie 
się swoje osobiste i przez poświęcenie się jego synów dla Oj- 
czyzny. Obudwóch więc mamy bardzo godnych Senatorów«. 

JW. Zwierkowski: »Między powodami przez JW. Niemc- 
jowskiego przywiedzionymi względem wstrzymania wyborów, 
uważam drugi, że Senat nie przedstawił właściwej liczby kan- 
dydatów na Wojewodów. Wiemy, iż wyłączonych zostało czte- 
rech Wojewodów; wiemy, że jeden umarł, t. j. Wojewoda Biliń- 
ski; gdy zatem pięć miejsc wakuje, powinno być 10 kandy- 
datów. Nie zostało więc podane jeszcze jedno miejsce; py- 
tam się, dla kogo zostawione? Sądzę więc, ażeby wybory 
wstrzymać, a potem podać czterech kandydatów na dwóch 
Wojewodówcc. 

JW. Prezydujący w Senacie: »Odpowiadając JW. Zwu r- 
kowskiemu, mam honor oświadczyć, iż nie jest koniecznym 



- 333 — 

obowiązkiem Senatu wszystkie miejsca wakujące zapełnić, lecz 
tylko, aby wakujących więcej nie było nad połowę i tego Senat 
koniecznie pilnować powinien. Zdaje się, iż nie można Sena- 
towi zarzucać, iź nie podał więcej kandydatów: podał ich tyle, 
ile powinien był podać stosownie do decyzyi Izby z d. 20 lipca. 
Powtarzam, iź Senat winien pilnować tego, aby nie było mniej 
członków w Senacie jak 3 / 4 zakreślonej liczby. Gdy zaś tutaj 
chodzi tylko o zapełnienie jednego jeszcze miejsca, a zatem 
nie masz powodu, ażeby można zawieszać czynność, tern bar- 
dziej, gdy jest rozpoczęta, boby to było inwalidować przeszłe 
wybory. Z tego powodu z miejsca mojego wnoszę, aby czyn- 
ność zaczęta była ukończona«. 

JW. [Marszałek: »Do uwag przez JW. Prezydującego w Se- 
nacie przytoczonych niech mi wolno będzie w odpowiedzi JW. 
Zwierkowskiemu dodać jeszcze jedną uwagę. Do wyborów 
teraźniejszych przystąpiliśmy wskutku uchwały z d. 18 maja, 
która w art 4 tym objawia: iż dla zapełnienia miejsc przez 
wykonanie niniejszej uchwały tak w Senacie jak w Izbie Po- 
selskiej zawakować mogących, Izby przystąpią do wyboru Se- 
natorów. Że zaś wskutku tej uchwały ubyło 4-ch Wojewodów 
i 3-ch Kasztelanów, przystępujemy więc tylko do zapełnienia 
tych miejsc wakujących «. 

JW. ZwierkowskS: »A zatem zostawiono miejsce tylko dla 
Wojewody Sobole wskiego«. 

JW. Wojewoda Wodziński: »Do tego, co JW. Prezydujący 
w Senacie i Marszałek przytoczyli, niech mi wolno będzie do- 
dać, że właśnie, jak to JW. Marszałek wytłómaczył, Senat uwa- 
żał za powinność swoją zastosować się do uchwały z d. 18 
maja. Oprócz zmarłego Sobolewskiego jest miejsce po Kaszte- 
lanie Bilińskim, na które Senat dotąd żadnego kandydata nie 
przedstawił, a to z tych powodów, iż w dzisiejszem odradzaniu 
się Ojczyzny naszej mogą się tak w cywilnym jak i wojskowym 
zawodzie znakomitymi czynami odznaczyć mężowie, których 
w swoim czasie wynagradzając życzyłby sobie Senat w swojem 
gronie umieścić. Przy podawaniu kandydatów miano to na 
uwadze, i to winienem oświadczyćcc 

JW. Świdziński : »Ja tę uwagę dodam, że równie koledze 
Wartskiemu, jak JW. Zwierkowskiemu stosowniej było wczo- 
raj przy rozpoczęciu tej czynności przywieść zarzuty, aniżeli 



— 334 - 

je czynić dzisiaj, kiedy ta czynność odbywa się w kontynuacyi. 
Przyczyny dzisiaj przez nich przywiedzione istniały i wczoraj. 
Jeżeli zachodzi niepewność względem powodów, dla których 
Kasztelan Tyszkiewicz miał się schronić na ziemię pruską, ta 
sama wątpliwość była i wczoraj; tymczasem Kasztelan Tyszkie- 
wicz mógł być wczoraj absolutnie Wojewodą wybrany; równie 
miejsce po Sobolewskim wczoraj wakowało, jak i dziś wakuje. 
Nie widzę przeto żadnej przeszkody, dla której moglibyśmy 
rozpoczętej czynności nie kończyć. Wszystkie te wątpliwości, 
jakie nam się dzisiaj dopiero nastręczają, wczoraj także były. 
Co się zaś tyczy zapełnienia miejsc jeszcze wakujących, nic 
nie przeszkadza, aby i w późniejszym czasie zapełnione być 
nie mogły tern bardziej, gdy dzielę zupełnie zdanie JW. Wo- 
jewody Wodzińskiego, że znaleść się mogą mężowie, których 
czyny po skończonej wojnie zasłużą, aby podobnie wynagro- 
dzone zostały «. 

JW. Biernacki: »Podług mego przekonania działałyby Izby 
niekonsekwentnie, gdyby do wyborów chciały przystąpić. Wy- 
rzekły już Izby życzenia swoje oddania hołdu zasługom Kaszte- 
lana Tyszkiewicza, a z drugiej strony też same Izby bez wy- 
raźnego dowodu pozbawiłyby się możności wynagrodzenia 
tych zasług. Ważną jest przeto rzeczą wstrzymać się do nie- 
jakiego czasu, nim się opinia ustali, czyli usunięcie się jene- 
rała Giełguda i Chłapowskiego na ziemię pruską, oraz tych 
wszystkich, którzy przy nich byli, zasługuje na naganę, lub 
nie. Dla tych-to przyczyn wybory powinny być wstrzymane. 
Wybór na Wojewodów nie jest tak nagły; wstrzymajmy się 
więc z nim. Co do JW. Świdzińskiego, który przytoczył, że 
powody wątpliwości względem dzisiejszego wyboru nietylko 
dzisiaj, a!e i wczoraj istniały, to bynajmniej nie zagradza, 
abyśmy ich już dzisiaj przywieść nie mogli. Mogliśmy je sobie 
dzisiaj dopiero przypomnieć, i czyliź dlatego, żeśmy ich wczo- 
raj nie przytoczyli, dzisiaj uważać je mamy już za nieistnie- 
jące? Owszem, powinniśmy je przypomnieć, roztrząsnąć, jeżeli 
się potrzeba pokaże, zastosować. Mógłby być i ten przypadek, 
iż jeden z kandydatów między rozpoczęciem, a spełnieniem 
wyboru mógłby zejść z tego świata; mieliżbyśmy dalej wy- 
bory kontynuować po przekonaniu się o jego śmierci? Nie 
wiemy i o Tyszkiewiczu, nie wiemy, czy żyje lub umarł. 



— 335 — 

Jestem przeto zdania, aby wybory były wstrzymane do dal- 
szego czasu «. 

JW. Nakwaski: »Nie zgadzam się ze zdaniem tych, którzy 
życzą sobie odłożenia wyborów. Dzisiejsze późne zebranie się 
i rozpoczęcie obrad, kiedy nawet dziewiętnastu członków z Se- 
natu zebrać się nie może, przekonywa o potrzebie zwiększenia 
liczby Senatorów. Jestem więc zdania, iż Senatorowie, odda- 
liwszy na stronę wszelkie względy, powinniby się starać o po- 
większenie kompletu. Z tego powodu zadziwia mnie także, 
dlaczego Senat podał kandydatów nie na pięciu, ale na czte- 
rech tylko Wojewodów. Co do Kasztelana Tyszkiewicza, tru- 
dno jest dzisiaj o nim wyrzec. Ja byłem pierwszy, który naj- 
pierwej otworzyłem zdanie, że trzeba przystąpić ostatecznie 
do rozpoznania postępku jenerałów Giełguda i Chłapowskiego. 
Spodziewam się, iż zapewne rzecz tę Wojewoda Ostrowski 
musiał w Senacie przedstawić. Mielibyśmy byli dzisiejszą dy- 
skusyę o wiele skróconą, gdyby rzecz ta w Senacie została 
była załatwiona. Małachowski podobnie, jak i Tyszkiewicz, nie 
znajduje się w kraju, bo bawi w Krakowie, a sądzę, że to 
w niczem położonego w nim zaufania nie osłabia. Nie jestem 
tego zdania, iż rzecz ta zapóźno jest wniesiona; przekonany 
jestem, że nigdy nie jest zapóźno, kiedy się na dobrą drogę 
przychodzi. O bogdaj byśmy byli wiele rzeczy chociaż za pó- 
źno zrobili, a możebyśmy byli nie przyszli do tego, do czego 
nas dniem wprzód niebezpieczeństwo powołało«. 

JW. Niemojowski : »Nie mogłem uczynić mego wniosku 
wczoraj, gdyż włożone na mnie przez Izby obowiązki nie do- 
zwoliły mi być na obradach wczorajszych. Rozumiem, iż wnio- 
sek ten nie jest czyniony zapóźno: lepiej późno, jak nigdy. 
Winienem odpowiedzieć JW. Nakwaskiemu, iż nikt tutaj nie 
sądzi Tyszkiewicza, nie obwinia go, i właśnie przez wzgląd 
na jego zasługi proponowałem zawieszenie wyborów, ażeby 
czasem niesłusznie należącego mu się miejsca nie utracił«. 

JW. Marszałek: » Raczą Izby rozstrzygnąć następujące py- 
tanie: Kto popiera wniosek JW. Wartskiego, ażeby 
wybór na wakujące czwarte miejsce Senatora Wo- 
jewody odłożyć do późniejszego czasu, powstać 
r aczy«. 

— Mniejszość powstała. — 



— 336 — 

»A więc, gdy wniosek JW. Wartskiego nie znalazł po- 
parcia w Izbach, przystępujemy do wotowania. Zapra- 
szam na asesorów J J W W. Kozłowskiego i Obni- 
skiego«. 

JW. Prezydujący w Senacie: »Ja zaś z Senatu zapraszam 
JJ WW. Kasztelanów Krasińskiego i Piotra hr. Łubie ń- 
s k iego«. 

Wotujących było Członków z Izby Poselskiej 71, Człon- 
ków Senatu 22, razem 93, a żalem i tyleż kredek; kartek ze- 
psutych 13, tern samem i kresek 13. Z tych otrzymało: JW. 
Stan. hr. Małachowski 59, JW. Tadeusz Tyszkie- 
wicz 21. 

Absolutna większość była 4(1) — otrzymał (ją) J W. Stan. h r, 
Małachowski, którego J W. Prezydujący w Senacie 
ogłosił Senatorem Wojewodą. 

JW. Marszałek: »Mam honor przedstawić Izbie projekt 
złożony do laski przez J J WW. Z w i e r k o w sk i ego i Trzciń- 
skiego treści następującej: Projekt a) o zastosowanie 
i porównanie przepisów dia sądów wojennych 
nadzwyczajnych z przepisami dla sądów wojen- 
nych wojewódzkich; 

b) o zastrzeżenie prawa ułaskawienia Rzą- 
dowi Narodowemu; 

c) o dokładniejsze wyjaśnienie, za jakie prze- 
winienia wolno pod sąd nadzwyczajny oddawać «. 

— Odesłano do Komisyi prawodawczej. — 

»Mam honor zapytać się JJWW. panów, czyli mają jakie 
interpelacje do uczynienia w przyszłą sobotę, abym mógł Mi- 
nistrów zaprosić ?« 

— Głosy: »Prosimy! — 

»Sesya solwuje się do soboty na godzinę 10 zrana; gdyby 
zaś wypadło co szczególnego, osobnemi kartkami JJWW. pa- 
nów będę miał honor zawiadomić«. 

Wład. hr. Ost(rowski). 



337 — 



Allegat: 

Akta Delegacyi Sejmowej wyprawionej do obozu wielkiej ar 
mii uchwałą Izb Połączonych d. 9 sierpnia 1831 r. 



[Nr. i]. Prezyduj ący w Senacie Królestw a Polskiego i Mar- 
szalek Izby Poselskiej. Mają honor w załączeniu przesłać uchwałę 
Izb sejmowych w dniu dzisiejszym zapadłą, której wykonanie jak naj- 
pręclsze jest nieodzowne. W skutku niej zanominowani zostali z Senatu: 
JW. Antoni Hrabia Ostrowski, Senator Wojewoda, JW. Franci- 
szek Wężyk, Senator Kasztelan; z Izby Poselskiej: JW. Teodor Szla- 
ski, Poseł ptu Kieleckiego, JW. Teodor Morawski, Deputowany z m. 
Kalisza, JW. Józef Swirski, Poseł ptu Hrubieszowskiego, JW. Ignacy 
Dęb o w sk i, Deputowany z m. Płocka, JW. Wincenty Hr. Tyszkie- 
wicz, Poseł ptu Skwirskiego. Uchwala wzmiankowana przesyła się w 3 
exemplarzach, dla Rządu Narodowego, dla Naczelnego Wodza, i dla Dele- 
gacyi. W Warszawie dnia 9 sierpnia 1881 r. Marszałek Izby Poselskiej, 
Władysław Hr. Ostrowski. Prezydujący w Senacie M. Kochanow- 
ski. Za Sekretarza Walenty Zwie rk ows ki, Dep. m. s. Warszawy. 
(Nr. 529). 

[Nr. 2]. Uchwała Izb Sejmowych z dnia 9 sierpnia 1831 r. 
określająca atrybucye Delegacyi Bolimowskiej... (patrz w r yżej 
str. 322 — 323 i nota 1.)... Dan w Warszawie d. 9 sierpnia 1831. Marszalek Izby 
Poselskiej Władysław hr. Ostrowski. Prezydujący w Senacie M. Ko- 
chanowski. Za Sekretarza Izby Poselskiej Walenty Zwierkowski. 
D. 7. C. M. S. W. Za Sekretarza Senatu Lewiński S. K. 

[Mr. 3]. (Protokół Delegacyi Bolimo wskiej). Działo się w głó- 
wnej kwaterze pod Bolimowem, dnia 10 sierpnia 1831 r. Obecni: JO. ks. 
Czartoryski, Prezydujący; z Izby Senatorskiej: JJWW. Ostrowski Antoni, 
Wojewoda; Wężyk Franciszek, Kasztelan; z Izby Poselskiej: JJWW. Ślą- 
ski Teodor, Poseł kielecki; Morawski Teodor, Dep. kaliski, pióro trzyma- 
jący; Świrski Józef, Poseł hrubieszowski; Dembowski Ignacy, Dep. płocki; 
Tyszkiewicz Wincenty, Poseł skwirski; Wincenty Niemojowski C. R. Na- 
rodowego. 

Po doręczeniu Naczelnemu Wodzowi siły zbrojnej uchwały Sejmo- 
wej w Izbach połączonych dnia 9 b. ni. zapadłej, upoważniającej obecną 
Delegacye do pełnomocnego działania w obozie wojska Narodowego, zgro- 
madziła się Delegacya w oddzielneni miejscu i zajęła się czytaniem zdań 
następujących Jenerałów objawionych na wezwanie Naczelnego Wodza 
dnia 8, 9 i 10 sierpnia, a mianowicie: 1) Pułkownika Bem, Dowódcy arty- 
leryi czynnej — za stoczeniem bitwy bezodwłocznem, z daty 8 sierpnia. 

Dyaryusz T. VI. 22 



— 338 — 

2) Jenerała kwatermistrza Kołaczkowskiego — za atakiem niezwłocznym 
z daty 9 t. m. 3) Jenerała Dywizyi Ramorino z daty 9 b. m. — za małą 
wojną. 4?) Jenerała szefa sztabu Łubieńskiego z tejże daty — za bitwą. 
5) Jenerała Skarżyńskiego Kazimierza z tejże daty — przeciw niezwłocz- 
nemu stoczeniu bitwy. 6) Jenerała Dywizyi Chrzanowskiego bez daty — 
za negocyacyą z Rosyą. 7) Jenerała Dywizyi Małachowskiego Kazimierza 
z daty 10 sierpnia — obojętne. 8) Jenerała Jagmina z daty 9 sierpnia — 
przeciw bitwie. 9) Jenerała Dywizyi Umińskiego — za bitwą, z daty 9 sier- 
pnia. 10) Jenerała Inżynieryi Prądzyńskiego z daty 8 sierpnia — za bitwą. 
11) Jenerała Milberga z tejże daty — obojętne. (Ob. niżej pod Nr. 7—17). 

Czytano potem opinije Rad wojennych z daty 3, -4, 6 i 7 sierpnia 
za atakiem niezwłocznym armii nieprzyjacielskiej. (Ob. niżej pod Nr. 18). 

Wezwano następnie w celu zasiągnięcia onychże opinij wszystkich 
Jenerałów i Dowódców pułków. 

(1). Nasamprzód zaproszony był Wódz Naczelny siły zbrojnej 
narodowej. Na zapytanie, jak zamiarem jego jest postąpić, aby jak 
jnajbardziej oddalić oblężenie od stolicy, Naczelny Wódz odpowiedział 
kwestyą: czemu stolica nie jest tak zaopatrzoną, aby oblężenie nie wpra- 
wiało w obawę mieszkańców Warszawy? Oświadczył na to JW. Niemo- 
jowski, iż trudność położenia krajowego, brak funduszów, ciągłe obozowa- 
nie całej armii w Warszawie lub w jej okolicach, a może i niezręczne wzię- 
cie się Intendentów żywności były temu powodem. Gdy rekryminacye nie 
doprowadziłyby Delegacyi do końca działań, do których powołana została, 
przystąpiono powtórnie do kwestyi, którą poprzedzono następną: 

1) Czy można jeszcze z korzyścią atakować armię Feld- 
marszałka Paszkiewicza? Mniejszość kawalerj r i naszej — odpowiedział 
W^ódz Naczelny — w porównaniu z siłą nieprzyjacielską, szczególniej 
w położeniu wzajemnem dwóch wojsk, zdaje mu się oddalać nadzieję od- 
niesienia korzyści, tern bardziej, że pobiwszy nawet nieprzyjaciela, nie 
możnaby z wytkniętej przyczyny z zwycięstwa korzystać, chyba tylko po- 
łowicznie, a i w tym nawet razie posunięcie się wojska nadstawiłoby tył 
jego korpusowi Rydygiera. Jedna tylko walnie wygrana mogłaby stanow- 
cze przynieść korzyści, ale bitew takich, jak Jenajska, mało liczy historya, 
i podobnego zwycięstwa Wódz Naczeiny spodziewać się, zbytby to po- 
chlebnem dla siebie sądził. Przeciwnie przegrana, zdaniem Wodza, straszne 
zrodziłaby skutki. Zresztą ubolewa Wódz nad brakiem Davoustów, Monte- 
bellów i tym podobnych podkomendnych w swojej armii, a w szczegól- 
ności nad brakiem Jenerała kawaleryi. 

2) Co działać myśli Wódz Naczelny, aby oddalić do naj- 
dalszego czasu oblężenie Warszawy? Poty pozostać myśli w po- 
zycyi dzisiejszej, dopóki Rydygier o jeden marsz do wojsk nieprzyjaciel- 
skich nie zbliży się; potem cofnąć się ma zamiar Wódz Naczelny w okopy 
stolicy. Zostaje się zaś dlatego w miejscu opanowanem, aby żywić wojsko 
bez czerpania z zapasów warszawskich. W Warszawie, dodał Wódz Na- 
czelny, nie wątpi on o losie Ojczyzny, póki jakieśkolwiek siły w ręce jego 
zostaną; żałuje tylko, że Rząd Narodowy nie opatrzył tak zapasów żyw- 
ności, iżby dłużej nad cztery niedziele bronić się w niej można się było 



— 339 — 

spodziewać. W idei opuszczenia Warszawy nie pokłada wszelako wido- 
ków, chyba po strawieniu ostatniego kawałka chleba. 

3) Czemu dozwolono nieprzyjacielowi przejść Wisłę? 
zapytał się JW. Tyszkiewicz. Odwołuje się Wódz Naczelny do powagi 
najznakomitszych autorów, iż wzbronić przejścia nieprzyjacielowi nie 
można: robi on bowiem mnóstwo demonstracyi w tym celu, przeciw któ- 
rym można tylko w środku siły postawić; ale zapierając drogę z jednego 
końca rzeki, z drugiego zatamować takowego przejścia niepodobna, choćby 
szczupłej garstce, która natychmiast szańcami zasłoniwszy się, odpiera 
łatwu wszystkie późniejsze natarcia i pod tein zakryciem most stawia. 

4) Dlaczego dozwolono oszańcować się nieprzyjacie- 
lowi w Łowiczu, gdy zwłaszcza można było korzystać z nieczynności 
nieprzyjaciela w Nieszawie? — Z tej przyczyny, iżby był tegoż samego 
mógł dokazać w Sochaczewie, gdyby w Łowiczu przeszkody doznał był: 
taka była odpowiedź Naczelnego Wodza. Dla uspokojenia troskliwości pu- 
blicznej co do pogłosek o traktowaniu z nieprzyjacielem. Wódz Naczelny 
miał sobie za obowiązek przełożyć, że nie tylko nigdy o tern zamyślał, ale 
nawet radzi, aby pod żadnym pozorem w tym przynajmniej momencie, 
gdzie interwencya Dworów przyjaznych może być spodziewaną, o trakto- 
waniu nie myśleć: albowiem takie postępowanie przerwałoby niezawodnie 
przychylną dla nas interwencya. 

2. Następnie zaproszony został pułkownik Bem, dowódca artyleryi 
czynnej: oświadczył on się z zupełną otwartością za bojem zaczepnym, 
czy to prostym atakiem, czyli za pomocą zręcznego manewrowania. 
Uważa, iż przed kilku dniami korzystniej można było działać. Odwrotowi 
zupełnie jest przeciwny, jako wyraźnej przepowiedni skonania Ojczyzny. 
Wojsko pragnie walki, wyjąwszy chyba wyższe stopnie. Co do przeszłości, 
jenerał (!) Bem składa się krótkością swojej służby w wojsku; co mu są- 
dzić o tern nie pozwala. Zgodnie z zdaniem swojem o potrzebie działania 
zaczepnego, gdy Wódz Naczelny sprzeczne ma w tej mierze zdanie, jest 
pułkownik Bem za jego odmianą, a lubo całą trudność w wyborze widzi, 
złoży wszelako zdanie swoje zapieczętowane w tym względzie. 

3. Jenerał Milberg oświadcza gotowość swoją do walki, ale po 
przekonaniu się o pewności spodziewanych korzyści; w widoki polityczne 
wchodzić nie sądził być swoją rzeczą. Wojsko pragnie walki; przyjmie 
każdą zmianę Wodza, lubo jenerał szanuje zupełnie talenta Jenerała Skrzy- 
neckiego. 

4. Jenerał Młokosie wieź sądzi, że czas otwartej zaczepki, nie- 
szczęśliwie zaniedbany, minął: przenosi wszelako zaczepne działanie nad 
odwrót. Duch wojska pochwala; ale sądzi, że odwrót mógłby zaszczepić 
w niem nieufność w Wodzu. Na Wodza Naczelnego podałby jenerała Ma- 
łachowskiego. 

5. Jenerał Gawroński żałuje również spóźnionego ataku; dziś 
go trudnym uważa. Sądzi [być potrzebnym cofnienie się nad Utratę, do 
czego sam postęp Rydygiera wojsko Narodowe przymusi. Wojsko walki 
pragnie; ale nie myśli jenerał, aby nieufność wojska w Wodzu Naczel- 
nym miała się za daleko posunąć na przypadek odwrotu. 

22* 



— 340 — 

6. Jenerał Wroniecki jest za bojem zaczepnym, ale nie zgadza 
się na oddalenie od stolicy. W położeniu dzisiejszem atak zdaje mu się 
niepodobnym, tylko radzi wyprowadzenie go manewrami z pozycyi. Duch 
wojska jest jak najlepszy; chodzi tylko, zdaniem jenerała, o zniszczenie 
niezgody, jaką rodzą towarzystwa patryotyczne i wolność druku. Zupełną, 
dodał, pokłada ufność w Naczelnym Wodzu równie jak wojsko. 

7. Jenerał Zawadzki nie widzi możności atakowania nieprzy- 
jaciela: radzi odwrót nad Utratę. Wojsko jest najlepszej otuchy i odwrót 
nie nadweręży w nim ducha. 

8. Jenerał Jagmin obstaje przy zdaniu swojem w opinii z daty 
9 b. m. Radzi manewrowaniem skłonić nieprzyjaciela do bitwy. Otucha 
wojska zdaje mu się być nie złą: odwrót miałby wpływ na maruderstwo 
młodego żołnierza. Ufności w Wodzu Naczelnym osądzić nie umie z po- 
wodu zdań różnorodnych; zresztą od sądu wstrzymuje się. 

9. Jenerał Andrychiewicz nie jest za zaczepnem działaniem, 
z powodu straconej od kilku dni pory. Radzi odwrót. Duch wojska nieza- 
chwiany, ani go zachwieje cofanie. Wódz posiada ufność żołnierza. 

10. Jenerał Ramo r i no uważałby nieroztropnością otwarty atak 
w tej chwili; ale jest za zaczepką sposobem manewrów. Duch wojska do- 
bry. Żałuje, że nieprzyjaciel nie był wcześnie atakowany pod Gąbinem. 
W tej chwili jest za atakowaniem Rydygiera, po zostawieniu polowy 
przeciw Paszkiewiczowi. Cofanie ducha wojska nie powinnoby nadwerę- 
żyć. Wprawdzie możnaby wyrzucić Wodzowi zbyt powolne postępowanie 
w obronie Wisły, ale dobrej chęci jego nie można obwinie. Wojsko jego 
dowództwa jest tak utrzymane, iż każdą zmianę co do Wodza, chociaż 
on jej nie domaga się, przyjmie bez szemrania. Nie myśli, aby szkodzić 
mogło zobowiązanie Wodza Naczelnego, jeśli tego jest potrzeba, do roz- 
ważania rady dodanych mu jenerałów. 

11. Jenerał Chrzanowski nie chce już mówić o przeszłości, 
która może niektóre miała pomyślne chwile; ale dziś stan rzeczy zmienił 
się: dziś rzecz wątpliwa; można wygrać, można przegrać. Duch wojska 
jest dobry, jeżeli wygramy, co nastąpić może, bo nasza artylerya ma 
wielką wyższość; ale na przypadek odwrotny niekarność przepowiada naj- 
smutniejsze wypadki. Chodzi więc o to, żeby koniecznie zwyciężyć, a do 
tego zwyciężyć stanowczo, bo parę tysięcy niewolników i t. p. korzyści 
nie będą miały wpływu na nasze losy: przegrana zaś zapowiedziałaby 
zgubę ostateczną z powodu braku subordonacyi. Tej niesubordonacyi jest 
powodem samo powstanie, które się w wojsku wylęgło bardziej jeszcze 
niż w Narodzie. Poprawa w tej mierze w ciągu kampanii jest prawie nie- 
podobną. Prawda wyżej powiedziana jest tak istotną, iż pułki nowe, jako 
nie należące do rewolucyi, są daleko więcej subordo(no)wane, niż stare. 
Zdaniem jenerała, przedłużenie wojny jest środkiem rozpaczy; jedna bitwa 
przegrana z naszej strony stanowi zupełny nasz upadek; wygrana spro- 
wadzi przeciw nam nowe tłumy nieprzyjaciela: z tej przyczyny wnosi, aby 
zapytać się, jakie są warunki do układów ze strony Rossyan? Jenerał 
myśli: iż siły nasze są jeszcze szanowne, że wzgląd na nie każe się nie- 
przyjacielowi zastanowić i pomyślić, czyli będzie mu się godzić poświęcić 



— 341 — 

30,000 swego wojska dla satysfakcyi powieszenia osób kilkunastu? Wa- 
runki, jakieby podał jenerał, są dość szerokie nawet co do prowincyj Li- 
tewsko-Ruskich, samo tylko połączenie tych prowincyj z Królestwem wy- 
jąwszy. Ale układy nie należą do wojska, które tylko rozkazy odbierać 
powinno; układy Reprezentacya Narodowa upoważnić koniecznie musi: 
do niej więc jenerał odwołać się radzi. Układy tembardziej radzi Chrza- 
nowski, że później nieprzyjaciel bez bitwy do nich nas przymusi, a to za 
pomocą oszańcowania się pod Warszawą i nie dopuszczenia żywności, 
rzucając się do bitwy tylko w przypadkach pewnej korzyści. Półtora roku 
oblegali Moskale Kazań, nim go zdobyli, a to miasto świadczy, co może 
zemsta moskiewska i czem grozi Polsce? Przeciw Wodzowi Naczelnemu 
w samej rzeczy wznosi się nieufność, która by się mogła zwiększyć przy 
odwrocie; ale wybór nowego jest trudny: jenerał Chrzanowski nie zna ni- 
kogo na jego miejsce, chyba jenerała Dembińskiego z względu na pa- 
tryotyzm jego. Kończy jenerał zapewnieniem, iż zdanie jego nie prze- 
szkodzi mu walczyć z zupełnem posłuszeństwem i żarliwością, gdy odpo- 
wiedzialność za stoczoną bitwę Reprezentacya Narodowa na siebie 
weźmie. 

12. Jenerał Bogusławski nie sądzi już być pomyślnem atako- 
wanie w tej chwili, tylko z pomocą manewrowania, zdolnego wyprowa- 
dzić nieprzyjaciela z pozycyi. Ufność w Wodzu może się chwieje w mło- 
dych oficerach, ale wojsko pójdzie za rozkazem. Zapewne są uchybienia, 
jakich się Wódz dopuścił, ale wybór nowy zdaje się być jenerałowi tru- 
dnym. W ostatniej potrzebie byłby za jenerałem Małachowskim lub Sie- 
rawskim. 

13. Jenerał Sierawski widzi ducha żołnierza najlepszym; oba- 
wia się tylko, aby nieczynność go nie znużyła. Widują się żołnierze na 
widetach z kozakami, którzy już niejako z nimi w układy wchodzą: dal- 
sza gnuśność każe się zupełnego rozprzężenia obawiać. Do wskrzeszenia 
najwyższego zapału potrzeba bitwy, tym więcej, że w niej tylko zbawie- 
nia spodziewać się możemy, a nie w zamknięciu armii w Warszawie. 
Ale w tym celu trzeba, żeby wojsko miało ufność w Wodzu, której nie 
ma; a nadto i ufność w podrzędnych wodzach: są zaś jenerałowie, jak 
Milberg, Jagmin, Skarżyński i t. p., którzy walczyć unikają, a co wielu 
jenerałów, jak Chrzanowski, Ramorino, Langerman i inni poświadczyć 
mogą. Nakoniec stosowne tylko do okoliczności manewrowanie może za- 
pewnić rzeczy publicznej korzyść. Potrzebę zmiany Wodza już wynurzył 
jenerał; co zaś do wyboru, zdanie jego oświadcza się za hrabią Pacem, 
sądząc zresztą, iż wojsko przyjmie każdego jenerała, chociażby tytułu 
Wodza Naczelnego nie nosił. 

14. Jenerał Małachowski Kazimierz oparł opinię swoją 
z daty 10 sierpnia na doniesieniach, jakie w rezerwie mógł posiadać: dla- 
tt go nie mógł się wyrażać stanowczo, ale jest przekonania, że na odwłoce 
nic nie zyskamy. Wszakże straciliśmy, zdaniem jego, sposobniejszą porę: 
i dziś wszelako byłby za niezwłocznem działaniem, gdyby tylko zapewnić 
można nagrodzenie z rezerwy strat, jakie bitwa przynieść koniecznie musi. 
Nie jest bynajmniej za cofaniem, któreby nadwerężyło w wojsku ducha 



342 



publicznego; radzi, owszem, zręczne uderzenie na Rydygiera, zamasko- 
wawszy postęp swój Paszkiewiczowi. Z zupełną otwartością oświadcza, iż 
od bitwy Ostrołęckiej stracił Wódz dzisiejszy zaufanie, które tak pięknie 
poprzednio nabył: stracił je zaś nieczynnością. Wybór wydaje mu się tru- 
dnym: to tylko pewnem sądzi, iż Zastępca powinien mieć przy boku jene- 
rała Prądzyńskiego, bardziej od innych utalentowanego. 

15. Jenerał Umiński oświadcza: iż każda godzina ma wpływ 
na działania wojenne; przed kilku dniami atak zapowiadał niewątpliwie 
zwycięstwo; dziś już się ma rzecz inaczej: trzeba atakować, ale z frontu 
dzisiaj nie podobna. Ufność wojska, zdaje się, zupełnie upadać w Wodzu; 
już brygada jenerała Młokosiewicza wzbraniała się przed kilku dniami 
z Sochaczewa cofać. Z tej przyczyny radzi jenerał zmianę; ale przy wkra- 
dzeniu się niesubordonacyi najlepszym środkiem sądzi powołanie pułków 
do wotowania. Swojem zdaniem obsiawałby za jenerałem Łubieńskim. 

16. (16 — 17). Pułkownicy Łączkowski i Zeliński zaręczają 
za ducha wojska, pragnącego walki, i za karność żołnierza, ufnego w Na- 
czelnym Wodzu, lubo odwrót jest zawsze nieco pod tym względem nie- 
bezpiecznym. 

17. (18). Pułkownik Podczaski Władysław ręczy za karność 
i za męstwo swojego pułku, czuje wszelako szkodliwość odwrotu, który 
zawsze ducha osłabia. Stagnacya, trwająca szczególniej, ma wpływ na 
młodych oficerów, których niepokoi. Proponowałby w potrzebie na Wo- 
dza jenerała Sierawskiego, jako najpopularniejszego w wojsku; talentami 
mógłby się otoczyć 

18. (19;. Jenerał Czarnomski jest przeciw walce w tej chwili, 
jako niebezpiecznej. Ducha wojska wystawia w najlepszem świetle, równie 
jak jego ufność w Wodzu Naczelnym. 

18. (20). Wojnarowski dowódca pułku 21-o jest zupełnie za Wo- 
dzem Naczelnym i za karność swojego pułku zaręcza. 

19. (21). Jenerał Skarżyński Kazimierz odwołuje się do swej 
opinii z daty 9 b. m. Zaufanie w Wodzu Naczelnym zdaje mu się być 
niezmiennem w jego dowództwie. 

20. (22). Pułkownik Dąbrowski zaświadcza pragnienie 
walki i karność pułku swojego, niemniej ufność jego w Wodzu Na- 
czelnym. 

21. (23). Jenerał Szydłowski nie chce sądzić planów Wodza; po- 
stąpi podług rozkazów tak jak wojska jego dowództwa. 

22. (24). Pułkownik Witkowski pew r ny 'jest karności i ducha 
wojska; wszystko pragnie walki, ale plany Wodza wykona z zaufaniem. 

23. (25). Pułkownik Majewski dowodzi pułkiem 4-tym, którego 
duch jest zawsze ten sam, lecz młodzież rezonuje; na to jedyny sposób 
jest zapobieżenie sejmików przez przysyłani* rozkazów z góry: stamtąd 
wojsko przyjmie każdego Wodza bez szemrania. Duchem pułku 4-go pała 
cała dywizya 3-cia. której on część stanowi. Radby znać zdatniejszego od 
jenerała Skrzyneckiego. 

24. (26). Jenerał Wąsowicz nie jest zdania, ab} 7 Wodza zmieniać, 
bo chociaż ufność w wojsku zachwiana, nie widzi możności zastąpienia 



— 343 — 

onegoż: za samym tylko Chłopickim by się oświadczył. Zresztą za swoją 
brygadę ręczy przy każdej zmianie. Żałuje, że nie atakowano przed 8-ma 
dniami. 

25. (27). Jenerał Skarżyński Ambroży zaręcza za karność i du- 
cha wojska, w subalternach widzi wszelako nieufność w Wodzu od chwili, 
jak cofanie stało się częstem. Gdyby odmiana nastąpiła, byłby za Łubień- 
skim jenerałem. 

26. (23). Pułkownik Zaliwski twierdzi dobrze o duchu i karności 
swojego dowództwa. Jest za nieodwłocznem działaniem pod karą zupełnej 
zguby. Znajduje sposób atakowania w przełamaniu linii moskiewskiej, 
dłuższej od naszej, bo okrążającej naszą linię. Wojsko niema żadnego zau- 
fania w Wodzu; niema go i Naród podług jego zdania. Zmiana jest ko- 
nieczną; obstaje za każdym, byle najsurowsza odpowiedzialność groziła 
przegrywającemu. W przejściu Wisły przez Moskali przypisuje najwyższy 
błąd Naczelnemu Wodzowi; dziś już do ostatnich kroków odwołać się na- 
leży. Z kilku jenerałów, Rybińskiego przenosi nad innych. 

27. (29). Pułkownik Kruszewski nie chce sądzić o planach: zga- 
dza się, że być może, iż ufność cokolwiek jest nadwerężoną w Wodzu, 
ale za pułk swój ręczy zupełnie. Co do cofania robi różnicę między cofa- 
niem wcześnie przewidzianem, a cofaniem wśród bitwy, z których ostatnie 
demoralizuje naszego żołnierza. Czy zmiana nastąpi, czynie, za siebie i za 
pułk ręczy. 

28. (30). Pułkownik Wybranowski zaświadcza karność żołnie- 
rza, który wszelako wulałby pójść naprzód, niż cofać się. Co do ufności 
w Wodzu, żołnierz mało pod tym względem rezonuje; oficerowie więcej, 
lecz przedewszystkiem władzę Narodową szanują i zupełnie pod w r zględem 
jej wyboru są spokojni. 

28. (31). Pułkownik ar tyl ery i Jaszowski, zaświadczając pa- 
tryotyzm rezerwy artyleryi, twierdzi, że się taż bynajmniej nie w r daje 
w osądzanie władz wyższych: szanuje wszystkie jej rozkazy. 

29. (32). Pułkownik Leski pragnie przedewszystkiem walki rów- 
nie, jak pułk jego zniechęcający się gnuśnością, tak jak każdy żołnierz, 
który już żadnego niema zaufania w Wodzu od czasu stagnacyi. Dlatego 
przyjąłby każdego Wodza, któryby naprzód prowadził armią: szanuje 
i patryotyzm i cnoty Skrzyneckiego, ale żołnierz z nim się bić nie będzie, 
bo zna jego plan odwrotu i mniemałoby, iż się z przymusu bije. Jenerało- 
wie i pułkownicy, co tego samego nie oświadczyli, nie mówili otwarcie: 
ale Leski, jako Polak praw}', zapomina o swojej miłości dla Naczelnego 
Wodza, dla ocalenia Ojczyzny. Wojsko mogłoby samo dokonać, czego 
Rząd nie upoważni. Jest za Dembińskim z pomocą Prądzyńskiego. 

30. (33). Pułkownik Sołtyk wystawia żarliwość wojska za walką. 
Rzeczy do tego doszfy stopnia — mówi — iż przekonany jest, że Naczel- 
nym W T odzem jenerał Skrzynecki pozostać nie może, a w nadzwyczajnych 
trudnościach co do znalezienia nowego Wodza, któryby przez zwycięstwo 
Ojczyznę uratował, mniema, że najwięcej zdolności do doskonałości zbli- 
żających się posiada jenerał Prądzyński. 

31. (34). Pułkownik Wysocki lęka się o ufność wojska w Wodzu 



— 344 — 

mimo całej karności żołnierza: nie obwinia jenerała Skrzyneckiego, znaj- 
duje nawet położenie nasze najkrytyczniejsze, gdy przychodzi myśleć 
o zmianie wobec nieprzyjaciela; ale zmianę sądzi niezbędną, bo niechęć 
żołnierza codzień się pomnaża. Jest za jenerałem Małachowskim z doda- 
niem Prądzyńskiego. Oświadcza się przeciw mianowaniu Naczelnego Wo- 
dza: jenerał głównokomenderujący zdaje mu się dogodniejszym. Nie widzi 
nigdzie indziej zbawienia. 

31. (35). Pułkownik B y s z e w s k i świadczy za k arność i ducha 
swojego pułku i naprzód i w r tył iść gotowego. Zaufanie w Wodzu nie 
sądzi być zachwianem. 

32. (36). Pułkownik Niewęgłowski kontent jest z karności 
i ducha pułku, który odpowie oczekiwaniu publicznemu. Nie chce dawać 
zdania o nieufności wojska w Wodzu: owszem, szanuje w nim wybór 
Naczelnego Wodza i, jeśli sarka, to bardziej na swawolne zdania pism 
publicznych przeciw jenerałowi, którego wojsku Sejm Narodowy nadał. 

33. (37). Pułkownik Paszkowicz chwali swój pułk, ale nieufno- 
ści w Wodzu od niejakiego czasu zataić nie może: sądzi zmianę korzyst- 
niejszą nawet wobec nieprzyjaciela. Przedstawia jenerała Małachowskiego. 

34. (38). Pułkownik Szmigielski każe wszystkiego od pułku 
swego oczekiwać: karności, wytrwałości i ufności w Wodzu i w Rządzie 
Narodowym. 

35. (39). Pułkownik Podczas ki z 6-o pułku toż samo potwierdził. 

36. (40). Pułkownik Rzepecki w imieniu artyleryi swojego do- 
wództwa zaręcza, iż, się w żadne sądy nie mieszając, powinności dopełni. 

37. (41 — 42). Pułkownicy artyleryi Bielicki i Nejmanowski 
pewni są swoich bateryj, ale uważają potrzebę zmiany Wodza Naczelnego. 
Ostatni chwali falenta Bema na szefa sztabu. 

38. (43). Lewandowski dowódca bateryi widzi chwiejącą się ufność^ 
ale zmiana zdaje się mu niebezpieczną. 

39. (44). Kochanowski pułkownik zapewnia za karność i ducha 
swojego pułku. 

40. (45). Dowódca bateryi Kożucbowski uważa konieczną po- 
trzebę zmiany Wodza i postępu naprzód. 

41.(46). Pułkownik Russyan nie tai zachwianej cokolwiek ufności, 
lecz sądzi zmianę w obecnej chwili niebezpieczną i zresztą za karność 
pułku ręczy. 

42. (47). Bagieński dowódca artyleryi powiedział, iż prawie ha- 
mować musi zapał żołnierzy niecierpliwych nieczynności, marszów i kon- 
tramarszów. Nieufność jest codzień większa w wodzach: obwinia ich 
o niechęć lub niezdolność. Ale żołnierz tak rachuje na Sejm, iż na każ- 
dym w potrzebie przestanie, tak jak uspokoiło się ogłoszeniem ostatniem 
woli Narodowej kojącej troskliwość publiczną pod tym względem. Nie 
przedstawia Wodza, lecz radby, aby każdemu, jaki się utrzyma, Prądzyński 
i Bem dodani byli. 

43. (48). Kruszewski dowódca bateryi ręczy za ducha wojska i kar- 
ność jego: baterya jego nie wdaje się w rozpoznanie talentów i czynności 
Wodza. 



— 345 — 

Łi. (4:9). Pułkownik Czołczyński nie tylko świadczy ufność żoł- 
nierza swojego w Wodzu, ale dziwi się nawet sarkaniom pism publicz- 
nych przeciw niemu. 

45. (50). Toż potwierdza major Podczaski dowódca 8 pułku, pułku 
komenderowanego niegdyś przez Naczelnego Wodza, którego pamięć czule 
zachowuje. 

46. (51). Major K i ez akowski, dowódca weteranów czynnych, pe- 
wny jest swojego pułku, lubo jak całe wojsko przykrzy mu się nieczyn- 
ność. Zaufanie nieodstępuje weteranów co do Wodza Naczelnego, bynaj- 
mniej się w sądy nie wdawaj ąc. 

47. (52). Szop owi cz, dowódca rakietników, narzeka z wojskiem na 
nieczynność i niezgodę, jakiej się domyśla między Wodzami, ale ma zaufa- 
nie w Naczelniku. 

48. (5H). Podpułkownik Inżynieryi Jodko uważa narzekanie na 
nieczynność i stąd mnożącą się niechęć i nieufność już posuwającą się do 
tego stopnia, że są tacy, co zamyślają o daniu samym sobie Wodza Na- 
czelnego. 

49. (54). Dowódca korpusu saperów Izbicki imieniem swoich 
żołnierzy sarka przeciw nieczynności Wodza, zaręczając, że wojsko pójdzie 
za każdym, kto je w ogień poprowadzi. Jest za szybką walką. 

50. (55). Pułkownik Puszet. 

51. (56). Jenerał Lewiński uważa bitwę wydać się mogącą za na- 
der stanowczą, bo i zbawić i zgubić kraj na raz może. Jego zdaniem 
dziś już nadzieja zwycięstwa w szańcach nieprzyjacielskich jest niepewną. 
Radziłby raczej wzięcie pozycyi takie, aby połączeniu sie Rydygiera 
z Paszkiewiczem przeszkodzić, a potem bić się z niemi oddzielnie. Co do 
subordonacyi, ta zdaje mu nie bardzo być nadwerężoną: aby ją wzmocnić 
zdaje mu się potrzebnem, aby Sejm do wojska przemówił i utwierdził zau- 
fanie jego w Wodzu, bo zmiana w tych okolicznościach mogłaby być nie- 
bezpieczną. W takim razie potrzeba byłoby zrobić manewr, któryby mo- 
ralność żołnierza podniósł. 

52. (57). Pułkownik Legii Litewskiej Kamieński zaręcza za 
karność i ducha żołnierza swojego, pragnącego walki i nieczynność sobie 
przykrzącego. 

53. (58). Pułkownik Legii Nadwiślańskiej Kroczy ński toż 
samo potwierdził 

54. (59). Pułkownik Roszki ewicz kontent ze swojego pułku — 
duch dobry i ufność w Wodzu zupełna. 

60. Pułkownik Borowy od karabinierów toż samo oświadcz)!, 
co i poprzedzający dowódca. 

61. Pułkownik Korytkowski drugiego hułanów toż samo 
w imieniu swojego pułku zaświadczył. 

62. Jenerał Inżynieryi Prądzyński odwołuje się do opinii 
swojej z daty 8 sierpnia (Np. II), której w niczem nie zmienia, zostawiając wsze- 
lako modytikacyę Naczelnemu Wodzowi według wypadków, jakie każda 
chwila sprowadzić może. Cofanie się do Warszawy uważa zgubnem dla 
rzeczy publicznej, jeżeli postęp Rydygiera zagraża połączeniem się onegoż 



— 346 — 

z armią Paszkiewicza. Jenerał Prądzyński znajduje w tern nowy po- 
wód do atakowania jednego z nich, aby razem z obudwoma nie mieć 
do czynienia. Zgoła działać, a działać niebawnie jest radą nieodzowną je- 
nerała, tym więcej, gdy każdy dzień zmniejsza podobieństwo zwycięstwa, 
które przed kilku dniami wiele za sobą szans miało. O duchu wojska nie 
umie dać żadnej wiadomości, ile od armii od niejakiego czasu oddalony. 
Co zaś do błędów na przeszłości, w armii popełnionych, odwołuje się je- 
nerał do pamiętnika, który oddzielnie składa i o rozbiór którego usilnie 
uprasza, gdzie oraz wyłuszczył zdanie swoje o talentach Naczelnego Wo- 
dza. Pomimo cnót i przymiotów, jakie mu przyznaje, nie sądzi on go zdol- 
nym zbawienia kraju, zwłaszcza, że takowe tylko wielkiem zwycięstwem 
pozyskane być może; takie zaś zwycięstwo daleko mniej już ma dziś po- 
dobieństw od czasu zajętej przez nieprzyjaciela w Łowiczu pozycyi. 
Gdyby wybór nowego Wodza miał nastąpić, jenerał Łubieński zyskałby 
jego ufność w przypadku, gdyby jenerał Chłopicki nie mógł tego stopnia 
zająć. Co się tycze prawa o władzy Naczelnego W T odza, jenerał Prądzyń- 
ski jest za zupełnem jego uchyleniem: wyznaczanie jenerałów dowodzą- 
cych i ich odwołanie (Naczelnego Wodza wszakże wyjąwszy), niemniej 
mianowanie wszyslkich oficerów i rozdawanie nagród, zdaniem jego, ma 
zależeć od Rządu, na przedstawienie Ministra Wojny. Rząd nadto udziela 
instrukcyę Naczelnemu Wodzowi, podług której ma postępować. 

63. Jenerał Kołaczkowski kwatermistrz jeneralny znajduje po- 
zycyę dzisiejszą trudną i coraz zmniejszające się podobieństwa wygranej, 
chociaż jeszcze takowe istnieją, ale za kilka dni już ich może nie będzie: 
jest więc za szukaniem bitwy, na lewym brzegu Bzury, debuszując od 
Sochaczewa; odwołuje się zresztą do zdania swojego z daty 9 t. m. Przy 
tej okazyi oświadcza się wspólnie z jenerałem Prądzyńskim za ostrożnem 
używaniem podobnych Rad wojennych, gdzie zdanie większości jest naj- 
częściej faktycznem, ile od wpływu starszeństwa zależącem. Przekonany 
jest jenerał Kołaczkowski o najlepszym duchu wojska, gdyby tylko brak 
ufności nie okazał wpływu na karność wojskową, której uchybienia po- 
ciągnęłyby najsmutniejsze skutki. Ta to obawa nieufności wojska w Wo- 
dzu Naczelnym, mimo wszystkich zalet, jakie cnotom jego prywatnie od- 
daje, skłania go do uznawania potrzeby zmiany tern bardziej, gdy 
i Wódz nawzajem nie pokłada nadziei w walce zaczepnej. Zdanie swe 
względem wyboru oświadcza jenerał z wąchaniem: co do znajomości woj- 
skowej sztuki i czynności mówi za jenerałem Krukowieckim, zwłaszcza, iż 
on najlepiej karność utrzymać potrafi; co zaś do ufności armii samej, 
zdaje mu się jenerał Chłopicki, ale tylko pod względem militarnym, a nie 
politycznym, najwięcej obiecywać. Równie jenerał Kołaczkowski jako 
i jenerał Prądzyński dodają: że gdy walna wygrana jest potrzebną dla 
zbawienia kraju i gdy z tej przyczyny bitwę w r szystkiemi siłami wydać 
potrzeba, przegrana więc pociągnęłaby nieochybnic zgubę zupełną: chyba 
szczątki tylko armii cofnęłyby się do Warszawy dla podpisania kapi- 
tuł acy i. 

64. Jenerał Rybiński gani złe prowadzenie wojny od dość da- 
wnego czasu: wygrana bitwa może tylko rzecz publiczną do pomyślności 



— 347 — 

przyprowadzić, mimo całej trudności położenia, jaką każdy postrzega. 
O wygranej jeszcze nie zwątpiewa: daje mu tę otuchę zapał i dzielność 
wojska Narodowego. Nie masz położenia, mówi, z któregoby się wypro- 
wadzić nie można. Radziłby nawet wydanie bitwy z tej strony Bzury. 
Wódz Naczelny stracił zaufanie wojska: potrzeba zmiany, jakkolwiek późna, 
zdaje mu się być konieczną. Oświadcza się za jenerałem Łubieńskim. 

65. Pułkownik Zamojski oświadcza się za koniecznością dzia- 
łania zaczepnego, raz ztąd, iż tam leży zbawienie; powtóre, iż tym tylko 
sposobem dać możemy pole oficerom do udowodnienia swoich talentów, 
których tak mocno nam potrzeba. Najczynniejszymi z jenerałów zdają mu 
się jenerałowie Chrzanowski i Turno. Takich więcej, zdaniem jego, potrze- 
baby było wojsku, które bić się koniecznie pragnie. Nieczynność wprawia 
je w najwyższą niechęć i niszczy jego zaufanie w Wodzu Naczelnym, któ- 
remu nawet z tej strony niebezpieczeństwo osobiste grozi. Z tej przyczyny 
uważa potrzebę konieczną zmiany i w tym celu proponuje jenerała Dem- 
bińskiego. Dodaje wszelako, iż władza jenerała powinna być ograniczoną, 
bo w jej rozciągłości leży złe, któremu niezbędnie zaradzić potrzeba. 

66. (66—67). Major Klemensowski potwierdza, równie jak 
adjutant Naczelnego Wodza, Pruszyński, zdanie powyższe. Pierwszy 
chwali talenta jenerała Prądzyńskiego. 

67. (68). Jenerał Łubieński odwołuje się do opinii swojej z daty 
9 b. ni. Przedwstępnie uważa za klęskę dla subordonacyi wojskowej zjazd 
Delegacyi, chyba tylko usprawiedliwić się mogącej zamachami tajnemi, 
które od kilku dni już się tliły. Zmiana Wodza w obecnej chwili wydaje 
mu się niebezpieczną. W potrzebie koniecznej zdawałby mu się ze światła 
najzdolniejszym jenerał Prądzyński: nie zna wszelako innych jego zalet. 

68. (69). Pułkownik Urbański pochwala ducha, karność żołnierza 
swojego i ufność jego w Wodzu Naczelnym. 

69. (70). Pułkownik O dolsk i jest pewny ducha i karności żołnie- 
rza; ale nie ręczy zań 'na wypadek cofania: żołnierz widziałby pewną 
zgubę, bez walki: sam czas by go pokonał i do sromotnej kapitulacyi 
znaglił. 

Naczelny Wódz siły zbrojnej Narodowej nadesłał w tern miejscu 
odezwę pod datą dzisiejszą, ponawiającą raz jeszcze zdanie swoje wyżej 
wyłuszczone, w której ofiarował służyć podrzędnie, jeżeli, po rozważeniu 
wewnętrznego i zewnętrznego stanu kraju, obranie nowego Wodza De- 
putacya przyzwoitem dla kraju znajdzie. Odezwa jego dołącza się do ni- 
niejszego protokułu. (Ob. niżej pod Nr. 29). 

(podpisano): A(dam) C(zartoryski). 

[Nr. 4]. [Protokół Delegacyi Bolimowskiej]. Dalszy ciąg, 
dnia li sierpnia w temże miejscu. 

Obecni: ciż sami. 

Przystąpiono dnia dzisiejszego do dania opinii o potrzebie zmiany 
Wodza Naczelnego. Zapytany przed innemi JW. Świrski oświadczył 



— 348 — 

się za zmianą na zasadzie opinii dołączonej do niniejszego wywodu sło- 
wnego. Następnie podobneż zdanie objawił [.IW. Tyszkiewicz i opinią 
motywowaną złożył. Również oświadczył się JW. Dembowski i Mo- 
rawski, członek pióro trzymający: obadwaj motywa swoje dołączyli. We- 
zwany potem JW. Śląski oświadczył, że gdyby stanęła uchwała, mocą 
której atrybucye dotychczasowe Naczelnego Wodza zmianie by uległy, 
w takim razie byłby za jenerałem Skrzyneckim; w przeciwnym przypadku, 
oświadcza się przeciw. Motywa łączy. — W tern miejscu Książe Prezy- 
dujący i Kasztelan Wężyk oświadczyli, iż zdaniem jenerała Skrzy- 
neckiego nominacya szefa sztabu, jak tego żądał JW. Śląski, nie może być 
od Naczelnego Wodza nie zawisłą. JW. Wężyk jest przeciw zmianie 
W r odza w ogółności i motywa swoje złoży. .JW. Wojewoda Ostrowski 
oświadcza się za zmianą i składa powody swoje. JW. Niemojowski 
Wincenty jest za zmianą Wodza, z poleceniem jenerała Skrzyneckiego 
na jenerała piechoty, co oddzielnie motywuje. Nakoniec JO. Książe P re- 
zydujący uważa zmianę Wodza wobec nieprzyjaciela i Europy za nader 
szkodliwą, ale konieczną przez wzgląd na okoliczności, które oddzielnie 
wyłuszczy. Tak większością siedmiu głosów przeciw jednemu 
zgodziła się D e 1 e g a c y a na odebranie władzy jenerałowi 
Skrzyneckiemu. Dziewiąty głos był wątpliwym. 

Stosownie do artykułu 2-go uchwały przystąpiono do obrania Za- 
stępcy. A gdy nastąpiła wątpliwość, czyli nominacya poprzedzona być ma 
Radą wojenną ad hoc zwołaną, dwa tylko głosy JJWW. Niemojowskiego 
i Morawskiego oświadczyły się za, reszta przeciwko wnioskowi. Co do 
wyboru Zastępcy, tak głosowano: 1) JW. Niemojowski oświadczy! się 
za jenerałem Małachowskim z dodaniem jenerałów Prądzyńskiego i Ko- 
łaczkowskiego. 2) JW. Tyszkiewicz za jenerałem Dembińskim z doda- 
niem PPów Prądzyńskiego i Bema. 3) JW. Dembowski za jenerałem 
Dembińskim przy pomocy jenerałów Łubieńskiego i Prądzyńskiego. 4) JW. 
Świrski potwierdził powyższe zdanie.^ 5) JW. Morawski przystał rów- 
nież na to zdanie pod warunkiem koniecznym, aby jenerał Dembiński 
przyjął do rady dwóch pomienionych jenerałów. 6) JW. Śląski za jene- 
rałem Dembińskim, z dzisiejszym szefem sztabu i kwatermistrzem Prą- 
dzyńskim. 7) JW. Wężyk za jenerałem Dembińskim. 8) JW. Ostrow- 
ski za jenerałem Dembińskim z jenerałami Prądzyńskim i Łubieńskim. 
9) JO. Książe Cz artor \ sk i za temże samem zdaniem. Większością 
ośmiu głosów przeciw jednemu, otrzym ał więc zastępstwo 
jenerał Dembiński. Tyluż głosami kwatermistrzostwo jene- 
rał n e przeznaczone zostało jenerałowi Prądzyńskiernu; — 
a szefostwo sztabu otrzymał jenerał Łubieński większością 
sześciu głosów przeciwko trzem. Uchwalono następnie, aby o postanowie- 
niu Delegacyi jenerał Dembiński niezwłocznie był uwiadomiony, co nastą- 
piło dnia dzisiejszego o godzinie w pół do jedenastej z rana. (Ob. niżej 
pod Nr. 28) 

(podpisano): A(dam) C(zartoryski). 



— 349 — 

[Nr. 5]. [Protokół Delegacyi Bolimowskiej] Dalszy ciąg. 

Działo się jak wyżej dnia 12 sierpnia 1831 roku. 

Jenerał Dembiński przybywszy wobec Delegacyi, Prezydujący prze- 
łożył mu warunki wyboru, a mianowicie potrzebę zachowania przy sobie 
szefem sztabu jenerała Tomasza Łubieńskiego i kwatermistrzem jeneral- 
nym jenerała Ignacego Prądzyńskiego, niemniej potrzebę odmiany atry- 
bucyj Naczelnika siły zbrojnej Narodowej uchwałą z dnia 24 stycznia r. b. 
określonych. Jenerał Dembiński z swej strony podał warunek, aby 
w przeciągu 60 godzin najdalej odebrał od Sejmu ostateczne potwierdze- 
nie w swej władzy; i oświadcz}!, że po potwierdzeniu chce mieć moc zu- 
pełną mianowania szefa sztabu i kwatermistrza jenerainego bez potrzeby 
przedstawiania kandydatów; nie mniej nie zgadza się jak tylko na podać 
się mające zmiany atrybucyi Naczelnego Wodza siły zbrojnej Narodowej 
oddzielnie podpisane. — (Ob. niżej Nr. 32). 

Na odezwę z daty 10 sierpnia odpowiedziano byłemu Naczelnikowi 
siły zbrojnej Narodowej uwiadomieniem o nominacyi jenerała Dembiń- 
skiego; podziękowano mu o^az za przyjęcie służby pod dowództwem 
jenerała Dembińskiego. (Ob. niżej pod Mr. 30). 

Powołano następnie jenerałów do dania opinii o atrybucyach 
Naczelnego Wodza. 

Obecni: Pułkownik Bem. Jenerałowie: Lewiński, Kołaczkowski. Prą- 
dzyński, Skarżyński K.. Jagmin, Załuski, Milberg, Ramorino, Chrzanowski, 
Małachowski, Łubieński, Umiński — składający Radę wojenną. 

Jenerał Małachowski rzekł pierwszy, iż w działaniach wojen- 
nych Wódz potrzebuje rozciągłej władzy; ale wypada, aby odbierał ogólne 
instrukcye od Rządu. Dowolnego szafowania nagrodami nie radzi jenerał 
zostawiać Wodzowi; ale, owszem, chciałby, aby to zostawić pułkom i ko- 
misyom. Nie wchodzi bynajmniej w prawo mianowania Naczelnego Wo- 
dza, czyli to Sejmowi, czyli Rządowi ma być zostawione; zresztą komi- 
sarze cywilni przy Naczelnych Wodzach nie zrobili, zdaniem jenerała, 
żadnej szkody sprawie rewolucyi francuzkiej. Tak prawie sobie postępo- 
wano za Księstwa Warszawskiego, gdzie Wódz nie omieszkiwał o każdym 
kroku Królowi donosić. 

Jenerał Umiński uważa, iż artykuł o zawieszeniu broni zbyteczną 
daje władzę Wodzowi Naczelnemu. Jest niemniej za oddaniem pod sąd 
jenerałów, lub przynajmniej podaniem powodów Rządowi, gdy który z nich 
arbitralnie oddalonym zostaje. Nominacye jenerałów powinny, jego zda- 
niem, zależyć od przedstawienia Wodza, ale od nominacyi Rządowej. 

Zgodzono się w tym miejscu, aby ułożyć w ogólności kwestye na- 
stępujące wszystkim jenerałom składającym Radę wojenną do dys^usyi : 

1) Czy Wódz Naczelny ma być członkiem Rządu Narodowego, czyli 
też ma zupełnie ulegać Rządowi? 2) Czy nominacya Wodza zależyć ma od 
Rządu lub od Sejmu? i)) Jakie jest zdanie opinentów co do nominacyi ofice- 
rów; czyli można w tej mierze ograniczyć władzę Wodza? 4) Toż samo, 
co do rozdawania nagród? 5) Prawo nieograniczone zawierania układów 
o zawieszenie broni czy może być zostawione Naczelnikowi? 



- 350 — 

Jenerał Kołaczkowski, ad primum: oświadczył się affirmative 
za prostem uleganiem Rządowi, co podzielili wszyscy inni jenerałowie 
oprócz jenerała Załuskiego. 

Ad 2-um: zgodzono się, żeby mianowanie Wodza zależało od Rządu, 
co potwierdzili wszyscy prawie jenerałowie z tym dodatkiem, iż odwołanie 
mogłoby nawet bynajmniej bez ujmy osobie nastąpić, tak iżby jenerał na- 
czelny po odwołaniu wrócić mógł do stopnia pierwej posiadanego, gdyby 
ten stopień nie był niższym od rangi jenerała dywizyi. Wszyscy jenera- 
łowie podzielili to zdanie prócz jenerała Załuskiego, który był za zostawie- 
niem nominacyi Sejmowi. 

Ad 3-um: zdaniem jest jenerałów, aby artykuł tak był zmieniony, 
iżby tylko do stopnia podpułkownika Wódz Naczelny mianował. Jenerał 
Prądzyński dodał: że wszystkie nominacye powinny zależeć od Rządu; 
subdelegacye tylko należyć mogą do Wodza. Jenerał Chrzanowski 
był i za zostawieniem rangi pułkownika pod nominacye Wodza z powodu, 
iż Wódz mógłby umyślnie trzymać podpułkowników przy dowództwie 
pułków; a przeto nadużyciom by się nie zagrodziło. Jenerał Łubieński 
potwierdził toż zdanie, dodając: iż zależenie rangi pułkownika od Wodza 
tak jest ważnem, że prędzejby inne zostawił Rządowi, niżeli tę najwa- 
żniejszą w wojsku pod względem potrzebnego zaufania Wodzowi w puł- 
kownikach. Jenerał Umiński odpowiedział na to: że właśnie dla tego 
w państwie wolnem nie radzi zostawiać nominacyi pułkownika Wodzowi, 
aby ta władza nie poprowadziła go do uzurpacyi. 

Co do odebrania komend pułkownik Bem uważał, iż to połą- 
czone jest z niejakiem osławieniem: dlatego jest zdania, że za sądem na- 
stępować powinno, co wszelako nie ma przeszkadzać zawieszeniu oficerów 
w pełnieniu obowiązków. Jenerał Prądzyński dodał: iż taki sąd po- 
winien szczególniej następować na żądanie każdego zawieszonego, ażeby 
mógł się oczyścić z zarzutu. Wszyscy inni jenerałowie zgodzili się w tej 
mierze. Jenerał Łubieński rozróżniał stopnie stałe, jakiemi są rangi 
pułkowników, od komissyj, za jakie uważa komendy jeneralskie. Prawo 
oddalenia z pierwszych, zdaniem jego, powinno zwracać uwagę szczegól- 
niejszą, lecz co do drugich wolność Wodza powinna być zupełniejszą; 
wszelako i w tym razie prawo oczyszczenia się przed komisyą, czyli są- 
dem, nikomu odmówione być nie powinno. Toż potwierdził jenerał 
Umiński. 

Ad 4-um pułkownik Bem jest zdania, aby ilość dekoracyi prze- 
znaczana była przez Wodza na korpusy, korpusy zaś między sobą roz- 
dzielać powinny nagrody. Najtrudniejsze w tej mierze postanowienie jest 
co do sztabów, gdzie nadużyciom trudno zapobieżyć. Jenerał Koła- 
czkowski radził rozpoznać w tej mierze instytucye austryackie posiada- 
jące w tej mierze oddzielną komisyę. Jenerał Lewiński byłby za nie- 
ograniczaniem w tej mierze władzy Wodza istniejącej. Jenerał Prą- 
dzyński upoważniłby w tym celu Rząd, który powinienby pewną ilość 
na korpusy zasłużone przeznaczać. 

Jenerał Ramo ri no oświadcza się za powiększeniem pod tym 
względem atrybucyi dowódców. Inni jenerałowie są za zachowaniem dzi- 



— 351 — 

siejszej uchwały: wszelako zdanie powszechniejsze radzi odjęcie Wodzowi 
prawa rozdawania krzyża kawalerskiego. Jenerał Łubieński przeciwnie 
Irka się, aby sejmikowanie nie zaszczepiło się w pułkach przez sposób 
zaprowadzony przez dzisiejszego Wodza; mówi, aby dowódcom pułku zo- 
stawić władzę w tej mierze i tym sposobem wspierać silę hierarchii woj- 
skowej, radząc karać pu kowników, którzyby nadużywali służącego im 
prawa. Jenerał Umiński jest za ustanowieniem Rady pułkowej, któ- 
raby podawała pułkownikowi; co potwierdził jenerał Skarżyński. Co 
zaś do sztabów, jest zdania jenerał Umiński, aby jenerałowie moty- 
wowali powody, któremi podani przez nich oficerowie zasłużyli na nagrodę. 

Co do szefów sztabowych zgodzili się jenerałowie, iż Rząd ich mia- 
nować powinien na przedstawienie Wodzów. 

Pułkownik J, Bem. (ienerał Bdy Lewiński. JB. Kołaczkowski. J. Prą- 
dzyński. General Bdy Skarżyński. Generał Bdy Jagmin. Jenerał Bdy 
J. Załuski. Jen. Bdy Milberg. Gen. de Div. Ramorino. Gen. Dyi Chrza- 
nowski. Małachowski. G. D. Tomasz Łubieński. Umiński. 

Tak zakończony protokuł, po przeczytaniu, przez Delegacyę Sejmową 
podpisany został. Działo się jak wyżej. 

(podp.) Wincenty Niemojowski Członek Rządu. Wincenty Tyszkie- 
wicz Poseł Skwirski. Ignacy Dembowski Deputowany Płocki. Teodor 
Śląski Poseł Kielecki. Nie obecny na ostatniem posiedzeniu Fr. Wężyk. 
Ostrowski Senator Wojewoda. Prezydujący: A. Czartoryski. Członek Dele- 
gacyi, pióro trzymający Deputowany Kaliski Teodor Morawski. 

[Nr. 6]. [Opinia Jen. Bryg. Ant. Wro niecki ego]: 
»Do Rady Najwyższej. 

Widząc, co się dzieje w wojsku, za waszym przybyciem. Dostojni 
Mężowie, stanąłem w gronie waszym z przepełnionem sercem; stąd może 
tłómaczenia moje przez piszącego nie były w tym duchu do protokułu 
przyjęte, jakie wynurzyć chciałem, przeto na piśmie mam zaszczyt takowe 
na nowo złożyć. 

(podp.): Jenerał Brygady Antoni Wroniecki, dnia 11 sierpnia 1831 r. 
w obozie pod Bolimowem. 

» Jestem za wydaniem bitwy, bo na to rozpoczęliśmy wojnę, aby 
orężem wywalczyć niepodległość Ojczyzny, lecz między wygraną a prze- 
graną w tej chwili bitwą mieści się całe nasze istnienie; wydanie zatem 
bitwy poprzedzać powinno dojrzałe zastanowienie się nad chwilą i miej- 
scem; wszelka porywczość, aby tylko krzykaczom warszawskim dogodzić, 
pociągnie niechybnie przekleństwo przyszłych pokoleń, a nawet przyspie- 
szy chwilę, której się tyle lęka pewna część mieszkańców Warszawy. 

W położeniu naszem, chcąc zaczepnie działać, radzę ze skrzydeł 
macać przeciwnika, aby, albo lepiej się objaśnić o jego stanowisku celem 
rozpoczęcia przeciw niemu ostatecznego i tyle żądanego kroku; albo po- 
ruszyć go z miejsca i w czasie pochodu uderzyć na niego. Generał Umiń- 
ski jest ten mąż, który w oałem znaczeniu dopełnić umie takowe zadanie. 

Co do ducha wojennego w wojsku jest on przewyborny; wszyscy 
pałają żądzą mierzenia się z przeciwnikiem; lecz co do ducha jedności. 



— 352 — 

ducha zaufania w oficerach i dowódcach, jest on poniekąd nadwyrężony 
przez pisma publiczne i przymówki patryotycznego Towarzystwa; nie wi- 
dać już pomiędzy nami tego hartu umysłów, który, ze stałem przedsię- 
wzięciem oddawszy się raz wybrańcowi sejmujących stanów, nie badał, 
kto i jak go prowadzi, ale szedł z całą ufnością, gdzie świętość sprawy 
powoływała; dziś jakiś duch piekielny, wróg chwały oręża polskiego 
wszystko krytykuje i najlepsze zamiary nicuje, i dla tego to widzimy od 
niejakiego czasu pewien rodzaj wąchania w naszych działaniach nawet 
podrzędnych, bo takowe ciążenie na umyśle w chwili walki nie dozwala 
już śmiałego i sprężystego działania. Do Was, Ojcowie Narodu, należy 
ukrócić swawolę, a dzielnemi słowy skojarzyć umysły. 

(podp.) Generał Brygady Antoni Wroniecki«. 

[Nr. 7]. [Zdanie Jen. Bryg. Kołaczkowskiego]: 

»Zdanie moje o potrzebie stoczenia walnej bitwy wyprowadzę z po- 
łożenia wzajemnego obydwóch armii i z wzajemnych zamiarów. Nieprzy- 
jacielskie wojsko składa się z dwóch głównych mas, 1) z armii Paszkie- 
wicza wynoszącej około 55,000; z tych jest 40,000 piechoty, 15,000 jazdy, 
między któremi 4,000 kirysierów i około 150 do 200 dział; ta masa skon- 
centrowana jest pod Łow r iczem na obudwóch brzegach Bzury mając do- 
stateczną liczbę mostów na tej rzece; komunlkacya z Nieszawą przechodzi 
przez Kutno, Kowal; 2) z armii Rydygiera, która wynosi do 20,000 i ma 
dwa mosty przygotowane pod Józefowem, przez które przeprawionych 
już jest do 2000, reszta gotowa do przejścia. Jeżeli żadnej przeszkody wię- 
kszej nie dozna, jak doznała dotychczas, za dni 7 albo 8 połączyć się 
może z Paszkiewiczem. Prócz tego generał Rosen połączony z generałem 
Gołowinem ma do 12,000 i stoi zapewne w okolicach Siedlec, albo Mińska. 

W marszu mają być dwie dywizye, które ostatnich dni Lipca były 
oczekiwane w Mławie i kierunek mają mieć naznaczony na Nieszawę. 

Zamiaru innego nie może mieć Paszkiewicz, jak ukończenie prędkie 
wojny bez narażenia armii swojej na zbyt wielkie straty; a ponieważ po- 
dług mego zdania, interwencyę równie jak my uważa jako marzenie, 
więc drogę pewniejszą zapewne obierze. Oczekiwać będzie na posiłki 
w mocnej pozycyi pod Łowiczem, w której nikt go zmusić nie może do 
stoczenia bitwy, jeżeli jej nie zechce, poda rękę Rydygierowi, gdy ten 
przejdzie Pilicę i powiększywszy swoje siły do 80,000 nie będzie się wa- 
ha,! pójść naprzód, stoczyć z nami bitwę, jeżeli ją przyjmiemy, i uderzyć 
na Warszawę; wówczas ma dwie szanse przeciwko jednej, że bitwę wy- 
gra i wkrótce koniec położy wojnie. 

Może jeszcze pewniejszą obierze drogę, przerywając liczną swą ja- 
zdą nasze dowozy, ścieśniając nas i krępując w coraz mniejszym obwo- 
dzie, nareszcie zmuszając do stoczenia bitwy na polach otaczających 
Warszawę, która dla nas byłaby tylko skutkiem rozpaczy, albo też ogła- 
dzając nasze wojsko; przez co pozbawiwszy nas koni naszej jazdy i arl3"l- 
leryi, ograniczy w roli każdej zwyczajnej załogi, która robi wycieczki nie- 
dalekie, raz szczęśliwe, drugi raz nieszczęśliwe, nareszcie znużona, zgło- 
dniała, zdemoralizowana, przyjąć musi warunki, jakie jej zwycięzca poda. 



— 353 — 

Taki byłby los niezawodnie armii, która tak świetnie rozpoczęła swój 
zawód. 

Z drugiej strony, wojsko nasze liczy 40,000 — z tych 8,000 koni i 130 
dział — ożywione jest najlepszym duchem, pragnie bitwy. Na teraz pozy cyą 
swoją zasiania Warszawę, zagraża nieprzyjacielowi, gdyby miał chęć po- 
sunąć się ku Skierniewicom, albo Rawie, stoi przed nieprzyjacielem 
i w dwóch godzinach może być uszykowane przed jego linią bojowo: 
Nastręczają się teraz następujące pytania: czy atakować nieprzyjaciela? 
gdzie i kiedy i jakim sposobem urządzić nasz atak? 

Co do pierwszego, sądzę, że chociaż nieprzyjaciel o 15,00U jest od 
nas liczniejszy, a szczególniej w jaździe, siła moralna naszego wojska 
zmniejszy tę liczebną wyższość. Z tego przekonania wychodząc, zdaniem 
jest mojem, aby nie opuszczać tej ostatniej chwili, kiedy jeszcze jesteśmy 
panami ruchów naszych, kiedy i czas i miejsce obrać możemy. Za kilka 
dni bowiem minie ta sposobność; wszystkie nasze poruszenia dyktować 
nam będzie nieprzyjaciel; wted}' liczba szansów za nami także się zmniej- 
szy przez zbliżenie się Rydygiera; będziemy w matni, z której nas żadna 
siła wydobyć nie potrafi, i wówczas dopiero zacznie się dla nas zgubne 
odporne działanie, którego skutki łatwo się przewidzieć dają. Jestem 
więc za atakiem jako jedynym środkiem ocalenia nas w tej chwili. Co 
się tyczy miejsca, jestem za lewym brzegiem Bzury; przeszkody bo- 
wiem są wielkie do zwyciężenia na prawym brzegu; pozycya nieprzyja- 
cielska mocna i dobrze oparta. Sam atak Nieborowa, który jest jakby 
dziełem zewnętrznem linii nieprzyjacielskiej, może nas wiele kosztować 
ludzi. Komunikacye łatwe z tyłu, mosty dobrze bronione z lewego brzegu, 
nareszcie nieprzyjaciel ma sposobność debuszowania na nasze skrzydło 
prawe pod Patokami w czasie ataku na Mysłaków, coby mogło najwię- 
kszą za sobą pociągnąć klęskę. Atakując zaś na lewym brzegu, wprawdzie 
nieprzyjaciel, skoro miniemy Patoki, może z korzyścią użyć swojej kawa- 
leryi, lecz żadnego nie mając oparcia, łatwiej i prędzej złamanym być 
może, co więcej, jeżeli tylko atak zręcznie prowadzony będzie, możemy 
prawem skrzydłem silnie działając zadać cios zgubny armii Paszkiewicza, 
zapędzając ją na Bzurę i opanować jego komunikacye z Nieszawą. Co się 
tyczy czasu, rozumiem, że każde opóźnienie najgorsze skutki za sobą po- 
ciągnąć może; jestem więc tego zdania, ażeby w dniu jutrzejszym, to jest 
dnia 10 sierpnia, porobić wszelkie przygotowania do przejścia i aby o go- 
dzinie 4-ej zrana dnia 11-go cała armia znajdowała się już na lewym 
brzegu w gotowości do boju. Za dni trzy lub cztery będzie już za późno, 
gdy Rydygier stanie nad Pilicą. 

Co się tyczy nareszcie szyku bojowego, zdaje mi się, iż jazdę pra- 
wego naszego skrzydła wypadnie wzmocnić piechotą w czworobokach, 
które w czasie ataku nieprzyjacielskiej jazdy, rzucone przed frontem na- 
szej jazdy, złamią pierwszy zapęd nieprzyjacielskiej i posiłkować będą 
naszą jazdę w swych uderzeniach. Uderzenie silne wojska w szyku bojo- 
wym foremnym, prowadzenie porządne ataków, użycie stosowne rezerw 
i artylleryi w boju, zwycięztwo pewnie na naszą stronę przechyli; taką 

Dyaryusz T. VI. 23 



— 354 — 

mam nadzieję, bo gdybym tej nie miał, nie radziłbym kroku, który inaczej 
mógłby się zdawać krokiem rozpaczy. 

Nastręcza mi się jeszcze jedno pytanie: co poczniemy jeżeli nie- 
przyjaciel nie przyjmie bitwy, zerwie swe mosty na Bzurze, zajmie pozy- 
cyę na brzegu prawym i zagrozi naszej komunikacyi z Warszawą przez 
Szymanów? Wówczas jeżeli opuści Łowicz, zdaniem jest mojem, aby sfor- 
sować przejście przez Bzurę pod Łowiczem i postępować tuż za nim; jeżeli 
zaś zagrażać będzie naszej komunikacyi z Warszawą, nie opuszczając Ło- 
wicza z głównemi siłami, ażeby pospieszyć przez Sochaczew do Szyma- 
nowa i tam zająć tymczasem pozycyę odporną, któraby zakrywała 
Warszawę. 

(podp.) JBrygady Kołaczkowski. 

Wieś Bolimowska dnia 9 sierpnia 1S31«. 

[Nr. 8]. [Zdanie Jen. Dy w. Umińskiego]: 

»Wotuję za działaniem zaczepnem, ponieważ uważam je jako je- 
dyny ratunek położenia, w jakiem znajdujemy się. Dłuższa, przewłoka 
i nieczynność nadadzą czas połączenia się Riidigerowi, przez co Paszkie- 
wicz o 20 najmniej tysięcy, a mianowicie pięknej i licznej jazdy, wzmo- 
cnionym zostanie, a tym sposobem numeryczna przewyżka 10,000 do 
30,000 posuniętą będzie, i wtenczas nieochybna korzyść nieprzyjacielowi 
nastręcza się. 

Lubo położenie wojska nieprzyjacielskiego na punkcie tak korzystnym, 
jak ten, który zająć zdołał, zrobiwszy go panem obydwóch brzegów Bzury, 
nadaje mu wielkie korzyści, jak np., że w razie ataku go na lewym 
brzegu dozwala mu uprzedzić nas przez Bolimów i Szymanów w War- 
szawie, atak zaś nas na prawym brzegu przez położenia tak jest dla nas 
niekorzystnym, że tylko z wielką stratą, ale nigdy stanowczego odnieść 
nie możemy zwycięztwa. 

W takiem położeniu rzeczy niezaprzeczenie cofnienie się pod War- 
szawę i oczekiwanie nieprzyjaciela w szańcach korzystniejszem bym uwa- 
żał, lecz nie mogąc dopuścić, by nieprzyjaciel, będąc panem całego już 
kraju tak dalece, iż my na jednej Warszawie ograniczyć się musiemy, 
nie miał raczej w spokojnych stanowiskach pozostawić nas, byśmy ofiarą 
głodu i braku funduszów padłszy do haniebnej dla nas kapitulacji zmu- 
szeni byli, niżeli nas atakować i nawet w najkorzystniejszym wypadku 
najmniej 20,000 ludzi ryzykować. 

Tak więc, nie tając sobie smutnego położenia, do którego rzeczy 
doszły, lecz rachując na waleczność i w zastępstwie numerycznej mo- 
ralną siłę wojska, co z takim zapałem boju pragnie, i oparty na tylu przy- 
kładach, że nie zawsze numeryczna zwycięża siła i, mając teraz przynaj- 
mniej szansę zwycięztwa, która po kilku tygodniach w pewność upadku 
się zamienia, nie dzielę ani tych opinii, co oczekiwać radzą; tym mniej 
dałbym głos tym, co traktować chcą. 

Gdybyśmy do tej ostateczności, w jakiej położenie wojska dzisiaj 
znajduje się, doprowadzeni nie byli, to jest, że ani kraju nam do dzia- 
łania nie zostaje, ani możności posiłków, w ten czas nie byłbym za wat- 



— 355 — 

pliwą wprawdzie bitwą, lecz tam, gdzie niema wyboru, honor wojska 
i narodu nakazuje mi wotować za stoczeniem bitwy, nawet w tern poło- 
żeniu, jeżeli nic nam innego do zrobienia nie zostaje. 

fpodp.) General Dywizyi Umiński. 
Wola Szydłowiecka dnia 9 sierpnia 1831 r.« 

[Nr. 9]. [Zdanie Gen. Br y g. Dowódcy Dywizyi Skarżyń- 
skiego]. 

»Stoczenie walki stanowczej z armią Paszkiewicza, dopóki się nie 
złączy z korpusem Rudigera, i kompletne jej zniszczenie jest tylko jedyną 
i niezbędną koniecznością, która nas może wyprowadzić z krytycznego 
położenia, w jakiem się znajdujemy i znajdywać się jeszcze możemy, a to 
po straconej nadziei rozerwania sił nieprzyjacielskich n;> Litwie im po- 
trzebnych. Jestem przeto za bitwą stanowczą. Lecz po wysłuchaniu 
w dwóch Radach wojennych wszystkich zdań i rozumowań, jako też 
z mego własnego przekonałem się, że atakowanie nieprzyjaciela pod Ło- 
wiczem, czy to z prawej lub lewej strony Bzury, jest zawsze wielce dez- 
awantażownem dla naszej armii, gdyż pobity nawet nieprzyjaciel w tak 
korzystnem stanowisku wielkich strat ponieść nie może, my zaś przeci- 
wnie zwycięzcy na duże straty jesteśmy wystawieni, walcząc nie tylko 
z jego siłą przemożną, ale i z pozycyą jego tak awantażowną; staraćby 
się przeto należało, aby przez manewra odciągnąć korpus Paszkiewicza 
z tak korzystnego stanowiska, a wtenczas dopiero uderzyć całą siłą naszą 
na tenże korpus i znieść go zupełnie; czego spodziewać się niezawodnie 
można po duchu, zapale i męstwie naszego wojska. Jestem przeto za 
bitwą stanowczą z Paszkiewiczem, lecz nie w teraźniejszem jego stano- 
wisku pod Łowiczem. 

W obozie pod Bolimowem dnia 9 sierpnia 1831 roku. 

(podp.) Dowódca Dywizyi Generał Bdy Skarżyński «. 

[Nr. 10]. [Zdanie Gen. Dy w. Chrzanowskiego]: 
»Nieprzyjaciel pod Łowiczem jest zmasowany, o pobiciu jego czę- 
ściami myśleć nie można, i tylko bitwa ogólna może mieć miejsce. Skutki 
takiej bitwy tak są ważne, że odpowiedzialności na siebie cała nawet Rada 
Wojenna brać nie może i że wypada, przedstawiając cały stan rzeczy, 
zasiągnąć zdania Reprezentacyi Narodowej, czy los cały kraju na kartę 
stawiany być ma. Nie podpada bowiem żadnej wątpliwości, że po prze- 
granej takiej bitwie, nie mając zkąd nagrodzić strat poniesionych, zosta- 
niemy na łasce zwycięzców. 

Siły nieprzyjacielskie wynoszą około 50,000 ludzi; ma on wyższość 
liczbową w piechocie, artyleryi, a osobliwie kawaleryi, której liczy 14,00t>. 
Wyższość moralna, której naszemu wojsku zaprzeczyć nie można, zastą- 
piona jest w wojsku rosyjskiem karnością. Położenie nasze jest takie, że 
tylko bitwa, w której armia Paszkiewicza zupełnie zniszczoną zostałaby, 
może nas znowu na jakiś czas na nogi postawić; parę tysięcy niewolni- 
ków, kilkanaście dział zabranych nie prowadzą nas do niczego. Nie mo- 
gąc oddalać się nad pięć marszów od Warszawy, która zagrożona jest 

23* 



— 356 — 

przez inną armię nieprzyjacielską, pogoń po wygranej bitwie bardzo jest 
ograniczona, a w czasie tejże przeważna ilość nieprzyjacielskiej kawaleryi 
nie daje obiecywać sobie wielkich korzyści; dowodem są bitwy pod Liitzen 
i Bautzen; słowem, ograniczyć się prawie potrzeba na korzyściach na placu 
boju odniesionych. Ażeby w korzystnem dla nieprzyjaciela stanowisku 
pod Łowiczem odnieść takie zwycięstwo, jakiego nam potrzeba, rachować 
tylko można na szczęśliwe trafy. AYięcej daleko jest podobieństwa, że re- 
zultata będą małe, a może i to być, że odparci będziemy, co wszystko na 
jedno wyjdzie, jak gdybyśmy byli pobici — różnica tylko będzie kilka dni 
więcej lub mniej egzystencyi. 

Mojem zdaniem, opuszczonym od obcych narodów, na których po- 
moc rachowaliśmy, wypada dowiedzieć się, jakie proponowane by nam 
były układy ze strony Ros} r i i, jeżeli te będą zgodne z honorem Narodo- 
wym, przyjąć je, nie wystawiając reszty kraju na zniszczenie zupełne, 
które jednak bez żadnej byłoby korzyści: chcąc bowiem przedłużać wojnę, 
jedną z głównych potrzeb jest ubranie żołnierzy. 

Czas do robienia układów teraz jest stosowny, kiedy jeszcze armia 
jest w stanie zadania silnego ciosu nieprzyjacielowi i kiedy pobita być nie 
może bez znacznych bardzo z jego strony ofiar. Układy po bitwie miejsca 
mieć nie mogą, gdyż jeżeli los w niej na naszą przeważyłby się stronę, 
pycha narodowa Rosyan temu będzie przeciwną, a jeżeliby nam przyszło 
uledz, wtedy nie tylko układów, ale nawet kapitulacji w Warszawie nie 
możemy się spodziewać; poddanie się na łaskę lub niełaskę jedynie nam 
pozostanie. 

Bitwa ogólna wtedy tylko wydaną być powinna, jeżeli układami 
nic nie będzie można ratować, gdyż wtedy tym samem nic nie będzie do 
stracenia, a choćby też i niewiele było do zyskania, zawsze jednak zacho- 
wanie honoru narodowego wkłada na wojsko obowiązek nie patrzenia na 
upadek kraju bez zrobienia ostatnich wysileń. 

(Brak daty), (podpisano) Generał Dywizyi Chrzanowski«. 

| Nr. II]. [Zdanie Gen. I. Prądzyńskiego]: »W składzie, w jakim 
rzeczy obecnie stoją, mojem zdaniem, mamy więcej podobieństwa do 
przegrania ogólnej bitwy, aniżeli do jej wygrania; przecież stojemy tak, 
iż nieczynność wyrównywa dla nas przegranej, bez żadnej wcale pomyśl- 
ności. Albowiem sprawa nasza stoi tak, iż tylko zupełne zwycięstwo od- 
niesione nad Paszkiewiczem może ją podnieść. Każdy bój niestanowczy, 
któryby pociągnął za sobą tylko rozlew krwi, wyrównywa także klęsce. 
Nie mając dokładnych wiadomości o stanowiskach nieprzyjacielskich, nie 
mogę opiniować, jak tylko bardzo ogółowo. 

Przejście Rawki dla działania przez Nieborów na Łowicz nie może 
mieć dla nas stanowczo pomyślnych wypadków, ponieważ Bzura wnetby 
wojsko nasze zatrzymała, za którą skoroby nieprzyjaciel trzymał swoje 
główne siły, byłby dla nas nieprzystępnym. Działając na Nieborów, spy- 
chamy nieprzyjaciela na linię naturalnego odwrotu; i z tego przeto 
względu żadnych wielkich wypadków nie moglibyśmy sobie obiecywać. 



- 357 — 

Przeciwnie zaś spotkać nas może wielka klęska, skoroby na nasz 
atak debuszował Panien przez most pod Potokami. 

Jeden tylko atak przez Sochaczew może mieć rezultat, ponieważ 
nieprzyjaciel musi przyjąć bitwę, albo ustępować, jeżeli nie chce utracić 
wszelkich komunikacyi z Wisłą. Lecz jeżeli będziemy czas tracić, wszelka 
możność atakowania nieprzyjaciela będzie wkrótce straconą, ponieważ 
Rydygier za kilka dni nadciągnie przez Nowe Miasto do Rawy. Natencz 
gdybyśmy z Sochaczewa debuszowali na Łowicz, Paszkiewicz pomknie się na 
Skierniewice, zrzuciwszy mosty na Bzurze, i będzie połączony z Rydygie- 
rem; a natenczas i możności nie mamy do atakowania. Wróciemy przeto 
do Warszawy, a nowy korpus nieprzyjaciela, z Litwy przybywający, sta- 
nąwszy w Podlaskiem, sparaliżuje nam wszelkie dowozy z tej strony. 

Zgubna jest przeto dla nas wszelka strata czasu, ponieważ nieprzy- 
jaciel wzmacnia się. obeznaje się z swojem położeniem, utwierdza swoje 
stanowiska i stawia mosty na rzekach. 

Najwięcej szansów powodzenia bylibyśmy mieli, atakując nieprzy- 
jaciela zaraz za zbliżeniem się do niego, ponieważ można było mieć na- 
dzieję natrafić na jego kolumny w ruchu będące i napaść na nie niespo- 
dzianie do pewnego stopnia, Odtąd każdy dzień zwłoki robi przed- 
sięwzięcie trudniej szem do uskutecznienia, i skończyć się na tern może, że 
przez ten czas, co my radzimy, nieprzyjaciel uskuteczni swoje przysposo- 
bienia i sam atakować nas będzie. Przez co połamie nam szyki, i zamiast 
wzięcia inieyatywy, będziemy zmuszeni tylko myśleć o obronie. Same 
zaś odporne boje nie mogą nas doprowadzić, jak tylko do upadku. 

Atakując nieprzyjaciela z której bądź strony Bzury, musielibyśmy 
walczyć, mając tę rzekę za plecami. Wszakże to nie jest do uniknienia 
przy działaniach zaczepnych. Napoleon zwiódł bitwę pod Arcole, mając 
w tyle najtrudniejsze ciaśniny, bagno i rzeki, bitwy pod Essiing i Wągra m, 
mając Dunaj za sobą, pod Jena Salę, pod Dreznem Elbę. Rosyanie pod 
Friedland mieli za sobą rzekę Alle. Fryderyk II pod Pragą miał za sobą 
rzekę. Jednem słowem, działając zaczepnie, nie jest podobieństwem zwo- 
dzenia bojów tak, aby nie mieć nigdy ciaśnin za sobą. Wolałbym wpra- 
wdzie ustąpić parę mil ku Warszawie, a zwróciwszy się na nieprzyjaciela 
atakować go, skoroby większa cześć jego kolumn przeprawiła się na 
prawy brzeg Bzury i Rawki. Ale nuż nieprzyjaciel nie posunie się za 
nami, ale i owszem umacniać się będzie na dzisiejszych stanowiskach, 
znowu musielibyśmy sie na niego zwrócić; wynikłaby ztąd dla nas nowa 
strata czasu, z powodu której atak byłby jeszcze trudniejszym. Takie zaś 
marsze i kontramarsze robią zawsze niekorzystne wrażenie na wojsku. 

Dyspozycyi do bitwy nie mogę układać, jak tylko bardzo ogółowo, 
ponieważ nie posiadam dokładnych danych o nieprzyjacielu. Sądzę, iż 
należy podzielić ruch na dwa dni. Pierwszego dnia zgromadzić wieczo- 
rem całe wojsko około Sochaczewa; nazajutrz do dnia maszerować w kilku 
kolumnach przez Cmiszew, Jasieniec, Jeziorek, posuwając prawe skrzydło 
wzmocnione naprzód, a refuzując lewe, a to dlatego, ażeby nieprzyja- 
ciela odpychać od Wisły, a pędzić go na Bzurę. Pierwsza linia powinnaby 
się składać szczególnie z piechoty; jazda w drugiej linii; prawe skrzydło 



— 358 — 

wzmocnione masami piechoty. Zbliżając się do nieprzyjaciela, wojsko coraz 
bardziej by się rozwijało. Rzuconoby kilka mostów między Sochaczewem 
a Dachową. Korzystając ze chaussee, która tam idzie, założonoby z ła- 
twością wielkie przedmoście, mogące służyć za obóz oszańcowany dla 
całego naszego wojska. Mianoby także wszystko w pogotowiu do prze- 
prawy Bzury pod Łowiczem i Kozłowem szlacheckim dla ścigania nie- 
przyjaciela na prawym brzegu Bzury, spędziwszy go z lewego. Ale powta- 
rzam, że i ten projekt nie będzie już do uskutecznienia za kilka dni, skoro 
się Rydigier do Rawy zbliży. 

Niechaj mi będzie wolno zakończyć uwagą, iż mojem zdaniem (je- 
żeli czasem potrzebnem będzie zwołanie Rady wojennej w r zględem ogóło- 
wego zdania), tedy prowadzenie działań powinno być koniecznie rzeczą 
jednego. Jedna albowiem myśl powinna prowadzić szczegóły operacyi. 
Gdy Rada ma kierować szczegółami działań, każdy jej członek przychodzi 
z różniącemi się ideami, z których starcia się wynika coś zupełnie od- 
miennego, nie będące niczyją myślą. Z czego znowu tok rzeczy bierze 
kierunek fałszywy. Nie znam czynu wojennego rozumnego, któryby był 
uskuteczniony przez radę kilku osób, gdyż są tysiączne przykłady, że 
skutkiem rad bywały nieczynność, wahanie się i strata czasu. 

Myśl bitwy powyżej podana była powzięta w supozycyi, że nieprzy- 
jaciel ma większą część sił swoich na lewym brzegu Bzury, temczasem 
jego stanowiska co chwila zmienione być mogą. Mogłoby przeto wypaść 
zmienić cały układ w skutku mocnych rozpoznań, które wypadałoby 
uskutecznić po obu brzegach Bzury, skoroby tylko bitwę postanowiono. 
Bo jeżeliby np. wszystkie siły nieprzyjacielskie okazały się być między 
Skierniewicami a Łowiczem, próżną by było rzeczą szukać ich na lewym 
brzegu Bzury. 

Dnia 8 sierpnia 1831 roku w Bolimowskiej wsi. 

(podp.) I. Prądzyński«. 

[Nr. 12]. Zdanie Pułkownika Bema dowódcy artyleryi 
czynnej na Radzie wojennej pod Bolimowem dnia 8sierpnia 
1831 roku od by tej. 

Pytania zadane Radzie wojennej były: 1° Czyli teraz, to jest dzi- 
siaj lub jutro, wydać można batalię głównej armii rosyjskiej? 

2° Jak ją prowadzić potrzeba? 

Ad 1-um. Armia Paszkiewicza stoi około Łowicza po jednej i drugiej 
stronie Bzury. Liczyć ją można na 50,000 wojska, między którem 14,000 
kawaleryi. Armia nasza zajmuje linię nad Rawką i Bzurą od Grabią do 
Sochaczewa, liczy czterdzieści kilka tysięcy, między tern około 8,000 ka- 
waleryi. 

Nie można przypuścić, aby nieprzyjaciel chciał nas atakować przed 
nadciągnieniem korpusu Rydygiera, co się pod Józefowem przeprawił, 
i korpusu Kreutza z Litwy maszerującego. Wtenczas będzie on miał dwa 
razy większe siły i przymusi nas do cofnienia się pod Warszawę, aby 
tam w okopach się bronić. Gdyby nas atakował i Warszawę wziąć chciał, 
moglibyśmy go wprawdzie pobić, ale tego czynić nie potrzebuje, bo. oto- 



— 359 — 

ożywszy Warszawę, głodem miasto do kapitulacji przymusi. Wtenczas 
wojsko porzucić musi Warszawę, a przeszedłszy Wisłę rzucić się na Litwę 
i Wołyń, aby swoją egzystencyę przedłużyć. 

Zobaczmy, czyli przez stoczenie bitwy stanowczej położenie nasze 
polepszyć się nie może. 

Nie można najmniejszej mieć wątpliwości, abyśmy z równemi pra- 
wie siłami, ale nieporównanie wyższym duchem nie wygrali bitwy. Wten- 
czas to zniszczywszy armią główną, wpędzićby ją trzeba aż w granice 
pruskie połową armii, a drugą obrócić na Rydygiera i na Kreutza, jeżeliby 
ci jeszcze po wygranej naszej chcieli się naprzód posuwać, co nawet nie 
jest podobnem. Jednym przeto zamachem zniszczylibyśmy całą potęgę 
Rosyi, a sobie otworzylibyśmy pole wkroczenia na Litwę i Podoi dla 
zorganizowania tamtych prowincyj. 

Jako wojskowy uważać także powinienem skutki, jakie przegrana 
za sobą pociągnąć może. Pobici cofamy się do Warszawy za okopy, i cho- 
ciaż o kilka tysięcy ludzi mniej liczni, zawsze jednak dosyć mocni do 
bronienia Warszawy wziąć jej nie damy, dopóki żywności wystarczy. Co 
najgorszego wypaść może, byłaby kapitulacja Warszawy i wywędrowanie 
wojska, jak w razie pierwszym. 

Ad 2-um. Po rozpoznaniu położenia armii nieprzyjacielskiej poka- 
zało się, iż atak z prawej strony Bzury jest trudnym, bo sama obrona 
miasta Łowicza dla otaczających łąk mokrych i wyższych lewych brzegów 
Bzury, na których nieprzyjaciel artyleryę swoją ustanowić może, jest bar- 
dzo łatwą, a wygrana batalia nie wiele korzyści przynieść może, gdyż 
nieprzyjaciel, przeszedłszy na kilku mostach pod Łowiczem ustawionych 
rzekę Bzurę i pozrzucawszy takowe za sobą, niczego bać się nie potrzebuje. 

Atak zaś z lewej strony ma wprawdzie tę niedogodność, iż w ró- 
wninach otwartych liczniejsza, jazda nieprzyjacielska działać może ko- 
rzystnie na prawe nasze skrzydło, ale temu zaradzić można przez wzmo- 
cnienie tegoż skrzydła rezerwami, przypuszczając zawsze, iż słabszym 
siłom co do liczby duch dzielny w pomoc przychodzi. Korzyście z wygra- 
nej batalii mogą tutaj być stanowcze, bo go zrzucić można z jego linii 
operacyjnej i bądź na Kutno, bądź na prawy brzeg Bzury przerzucić. 

Co do ogólnych ruchów tej batalii na lewym brzegu Bzury, potrzeba, 
aby naprawiwszy mosty na Bzurze w Sochaczewie i Kozłowie Biskupim 
zająć Dembsk, wykonywając ruch ten w nocy, aby od nieprzyjaciela po- 
strzeżonym nie był, i żeby tego mocnego stanowiska piechotą swoją nie 
zajął. Całe także wojsko rozwinąć trzeba przed Kozłowem tegoż samego 
dnia we dwie linie, trzymając rezerwy tak piechoty jakoteż kawaleryi 
i artyleryi w trzeciej linii ku prawemu skrzydłu, aby skrzydło to z natury 
słabe, bo zupełnie otwarte, podług potrzeby wzmacniać można. 

Z tego wszystkiego wypada: 

1° że batalię koniecznie wydać potrzeba nieprzyjacielowi pod Łowi- 
czem i to w jak najkrótszym czasie, gdyż każdy dzień, każda nawet 
godzina pogorszą położenie nasze. 

2° Ze ją wydać trzeba po lewym brzegu Bzury. 

Dowódca artyleryi czynnej Pułkownik J. Bem«. 



— 360 — 

[Nr. 83]. [Zdanie Gen. Ra mor ino]. 

L'amour de la gloire inne chez les Polonais leur suscite les senti- 
mens les plus eleves, aussi je reraarąue que 1'on agit generalement plutót 
par le sentiment que par le raisonnement, et, cependant, messieurs, les 
choses sont arrivees a un periode qui nous force a ernployer ce żele sen- 
timental de manierę a en tirer profit en le faisant agir en temps opportun 
et a ne pas en mesuser par une action precipitee et mai entendue. 

J'entends dire que notre armee est faible, que notre cavalerie n'est 
pas en etat de soutenir le choć des masses de la cavalerie ennemie. que 
toutes les chancós avec de pareils elemens dans une bataille sont contrę 
nous, que cependant une victoire qui ne serait pas complette, c. a d. qui 
ne mettrait pas tout le camp ennemi en notre possession, equivaudrait 
a une defaite et a cótó de pareilles donnees on decide d'aller attaquer une 
position presqu'inexpugnable. Vous avouerez qne s'il n'y a pas inconse- 
quence dans ce dire, on est ohlige d'avouer que le sentiment fait taire la 
justesse du raisonnement. 

Voici mon avis. Bień loiu de ne pas avoir pleine et entiere oon- 
fiance dans la troupe, je soutiens au contraire que son morał et son cou- 
rage sont teis que nous battrions 1'ennemi dans la position merae de Ło- 
wicz, mais aussi quand nous 1'aurons battu dans une pareille position, l'au- 
rons — nous vaincu et ne serons — nous point obliges de nous dire en voyant 
notre armee decimee: Voici un triomphe qui nous prouve que nous som- 
mes plus heureux que nous n'avons efce sages. Quittons messieurs, quittons 
cette orniere, suivons une autre marche, manoeuvrons 1'ennemi, pienons 
nous en tantót a sa tete, tantót a ses ilancs. tantót a sa gauche ; ces pe- 
tits combats alimenteront le courage de notre armee, et si contrę toute 
attente 1'ennemi nous evite, et que nous craignions l'investissement de 
Varsovie, gardons quelques jours les remparts do cette ville, d'ou nous 
serons toujours a temps de faire des sorties vigoureuses sur un point quel- 
conque et peut ótre trouverons nous un second trente un May. 

Que le manque de vivres ne fasse point obstacle, le besoin nous 
fera davantage sentir la necessite de refouler 1'ennemi pour aller vivre 
ailleurs. 

(podp.) Le Gal Ramorino. Bolimów le 9 juillet (!) 1S31«. 

[Nr. 14]. [Zdanie Gen. D y w i z y i Tomasza Łubieńskiego;. 

»Trudno wystawić jedno zdanie na Radzie wojennej poniesione, je- 
żeli się nie przytoczy ciąg myśli poprzednich, które do tego zdania przy- 
prowadziły. Z tej to przyczyny przymuszony jestem zacząć od pierwotnie 
przezemnie położonego zdania, kiedy nieprz3jaciel zaczął sie przeprawiać 
na lewą stronę Wisły. Wnosiłem wtenczas, żeby połów;; wojska naszego, 
znajdująca się podówczas na prawej stronie Wisły, ścigała i niszczyła 
Rydygiera i wszystkie wojska z tamtej strony nadejść mogące do wzmo- 
cnienia Paszkiewicza, druga zaś połowa naszego wojska, żeby służyła do 
obrony stolicy, którą według ilości tegoż wojska zastosować było trzeba. 
Przekonaniem mojem było, że korpus ten, wzmocniony siłą moralną sto- 
licy, mógł niezawodnie oprzeć się całej sile Paszkiewicza, gdyby nawet 
się pokusił uderzyć na Warszawę. Zamiarem moim było, żeby, skoro Pa- 



— 361 — 

szkiewicz rozpocznie czynne oblężenie Warszawy i jui część ludzi straci, 
dobywając pierwszy obwód obrony Warszawy, korpus działający na pra- 
wym brzegu Wisły, poraziwszy albo przynajmniej odsunąwszy nieprzy- 
jaciela od stolicy, szybkim pędem wrócił niespodzianie do Warszawy 
i łącznie z korpusami znajdującemi się w okopach zrobił wycieczkę prze- 
ciw armii Paszkiewicza, przymuszając go do odstąpienia od stolicy. Zda- 
wało mi się, że niespodziana zmiana obrony na zaczepne działanie, obok 
waleczności wojska, rokować kazała zwycięstwo. Gdyby zaś Paszkiewicz 
nie przysuwał się do Warszawy, korpus na prawej stronie W isły będący, 
który, ma się rozumieć, z jak największą działać powinien czynnością, 
odsuwając Rydygiera i inne nadejść mogące z Litwy wojska, dałby przy- 
najmniej możność dobrego uprowidowania Warszawy, która z drugiej 
strony również nie ściśnięta przez Paszkiewicza na kilka przynajmniej 
miesięcy opatrzona by być mogła. Natenczas przynajmniej, gdybyśmy 
zmuszeni zostali do zamknięcia się w Warszawie, mając żywność na 
czas dłuższy, moglibyśmy czekać kolei szczęśliwszej i korzystać z każdego 
błędu przez nieprzyjaciela przy oblężeniu zrobionego. Gdy jednak projekt 
ten nie przyszedł do skutku, gdy zamiar uderzenia na nieprzyjaciela ze 
zebranemi siłami całej armii w czasie jego pomarszu z Wrocławka nie 
mógł być uskuteczniony; gdy zdaje mi się, że obrona Warszawy przez 
cofające się wojsko bez doprowadzonej tak spodziewanej walki z nieprzy- 
jacielem nie staje się. podobną, tembardziej, że żywność na tak krótki 
czas jest przysposobiona, gdy nie zostaje prawie żadnej innej rzeczy do 
zrobienia, jak próbowania losu szczęścia w stoczeniu potyczki z nieprzy- 
jacielem, jakkolwiek taż walka więcej kolei przeciwnych jak korzystnych 
przedstawiać nam mcże, zdaniem mojem jest, że potrzeba uderzyć na 
nieprzyjaciela z całą naszą siłą, trzymając ją w jak najściślejszym po- 
rządku, ażeby w każdym razie być panem zatrzymania go nawet w od- 
wrocie. Mam nadzieję, że natarczywość uderzenia naszego wojska korzy- 
stny nam skutek osiągnie. 

Gdybym jednak widział jakikolwiek inny sposób działania w tym 
momencie, któren by odpowiadał wszystkim różnorodnym okolicznościom, 
w których się znajdujemy, z ochotą bym na niego przystał, albowiem 
nie mogę powiedzieć, żebym spokojnie wnioskował na dopełnienie czynu, 
który może ostatecznie postanowić cały los nnszej ojczyzny. Nie widząc 
jednak przedstawionej żadnej myśli, która by mnie zaspokoić mogła w tej 
mierze, wotuję za wydaniem walki z nieprzyjacielem 

Szczegóły, gdzie i jak ma być stoczoną ta walka, oddzielnem są py- 
taniem, zależącem od wielu okoliczności, które każdego dnia, każdego 
momentu zmienić się mogą. 

(podp) Jenerał Dywizyi Tomasz Łubieński. 

9 sierpnia 1831 Bolimówek«. 

[Nr. 15]. [Zdanie Gen. Dywizyi Małachowskiego]. 

» Kiedy na czterech poprzednio odbytych naradach jednomyślnie 
zgodzono się, że główny korpus Paszkiewicza rozłożony między Łowiczem 
a Sochaczewem w części na prawym, a w większej na lewym brzegu 



362 



rzeki Bzury, nie może być przez nas atakowanym, jak na lewym brzegu 
tej rzeki od Sochaczewa i powinien być atakowanym w jak najkrótszym 
czasie, dopokąd nie nadciągnie, z jednej strony, Rydygier z 20-tysiącznym 
korpusem przeprawiony w okolicy Józefowa, a z drugiej Kreutz z korpu- 
sem użytym na zniszczenie powstania Litewskiego i Giełguda, zgadzam 
się zupełnie na wszystko, bo widzę istotną tego potrzebę — jednakże po- 
zwalam sobie uwag, że korpus Paszkiewicza w bitwie stoczyć się mającej 
zupełnie powinien być pobitym, gdyż bardzo małe korzyści albo żadne 
za przegraną z naszej strony uważać można. Bitwa zatym stoczyć się 
musi całemi siłami przeciwko całym nieprzyjaciela siłom, mocniejszego 
w artyleryą to mniejsza, ale nierównie silniejszego w kawaleryą, której 
liczy wyborowej do czternastu (Nro 14) tysięcy na przeciwko niespełna 
8 tysięcy naszej. Położenie zaś miejsca, na którym bitwa musi się odby- 
wać, jest dla nas zupełnie niekorzystnym, bo tylko lewe skrzydło nasze 
możemy opierać o Bzurę, prawe zaw r sze będzie na powietrzu, to jest na 
obszernych i niczym nie zasłonionych równinach. Widoczna zatem, że 
nieprzyjaciel całej swojej kawaleryi i letkiej ar tyle ry i użyje na złamanie 
naszego prawego skrzydła, które zmuszone do uporczywej na miejscu 
obrony i w trudnym znajdując się położeniu, ażeby nie dać się oskrzydlić 
lub tyłu sobie zabrać, zatrzyma postęp, a bardziej atak całego korpusu. 
Niechże przypadkiem nieprzyjaciel złamie na prawym skrzydle jeden 
czworobok naszej piechoty, albo zrządzi jaki nieporządek przez podwojoną 
natarczywość, może i w następnych tegoż dokazać, a wtedy pytam się, 
jakiby nastąpił skutek i czybyśmy potrafili porządnie i bez wielkich strat 
odwrót nasz pod Warszawę uskutecznić, a nieprzyjaciel ośmielony powo- 
dzeniem nie kusiłbyż się ją atakować i wziąć, a strata stolicy nie byłażby 
grobem rewolucyi naszej? Trzeba zatem dobrze rozważyć, czy możemy 
z pewnością i kompletnie wygrać walną bitwę; jeżeli zaś nie, z nietknię- 
temi siłami, jakie dziś mamy, prędzej potrafiemy obronić Warszawy prze- 
ciwko stotysiącznemu nieprzyjacielowi, dopokąd nam żywności i furażu 
starczyć będzie, albo miasto na głód wystawionym nie będzie, a w ciągu 
miesiąca albo prędzej jeszcze dowiemy się, co o nas Europa myśli — wtedy 
dopiero będziemy mieli czas umrzeć z honorem i z rozpaczą, jeżeli żadnych 
dalszego utrzymywania się środków nie znajdziem. 

Przypuszczam, z drugiej strony, że nieprzyjaciel nie przyjmie bitwy 
i będzie przed nami ustępować, ale czy będzie tak uciekać, ażebyśmy go 
odrazu przepędzili za Wisłę, nim nas z tyłu odetną , korpusy Rydygiera 
i Kreutza, i czybyśmy przez podobny manewr nie byli zewsząd otoczeni, 
nie wypadałoby za tym gonić Paszkiewicza — a zatym jakiż z tego wszy- 
stkiego skutek — żaden. 

Kończę na tym, że powyższe uwagi są tylko przypuszczeniami 
z mej strony, nigdy jednak nie mam zamiaru oddzielać się od powsze- 
chnej opinii; owszem łączę wszystkie chęci moje do światłego planu człon- 
ków Radę wojenną składających ułożonego. 

W obozie pod Bolimowem d. 10 sierpnia 1831 r. 

(podp.) Małachowski G. D«. 



— 363 — 

| Nr. 16]. [Zdanie Dow. Dyw. 1. jazdy Gen. Bryg. Jagmina]. 

»Czy ma być nieprzyjaciel atakowany w swoim stanowisku, lub nie? 
Każda bitwa powinna mieć koniecznie wyrachowane korzyści. Na ko- 
rzyści z przewyższającej siły nad nieprzyjacielem nie możemy rachować, 
gdyż przekonani jesteśmy, że nieprzyjaciel ma nierównie więcej artyleryi, 
jazdy i jazdy ciężkiej. Położenie Łowicza z prawej strony Bzury jest nie- 
równie mocniejsze w obronie jak w ataku. Położenie Łowicza z lewego 
brzegu jest innego rodzaju, ale zawsze mocno obronne i z wielką stratą 
ludzi do wzięcia. Z ataku tego jeszcze wyniknąć może, że nieprzyjaciel 
napędzony na swoje prawe skrzydło, prędzej się połączyć może z Riidige- 
rem, a przez to groźniejszym się stanie pod Warszawą. Mając więcej ja- 
zdy, może nam w ataku z lewej strony Bzury więcej szkodzić, i może od- 
cinać korpusa, rezerwy, park i oddziały wyciągnięte na gościńcu. Odciąć 
nieprzyjaciela od jego zapasów pochodzących od Wisły nie możemy: raz, 
że mało mamy jazdy w stosunku, a drugie, że nieprzyjaciel ma za sobą 
dosyć dróg bezpiecznych i przez nas niedosiężonych dla prowadzenia 
i otrzymania z Prus zapasów. Gdybyśmy, nakoniec, rachując na nasz duch 
moralny, mogli otrzymać jakie korzyści z niewolników i dział, jednakże 
temi korzyściami nie zadecydujemy upadku armii nieprzyjacielskiej. Zmniej- 
szemy ich siły mogące być zastąpione korpusami rezerwowemi i nadcią- 
gającemi, ale zmniejszemy i nasze nie do zastąpienia. Brać Łowicz, kiedy 
nieprzyjaciel popsuje mosty i całą obronę w jeden punkt obróci, byłoby 
to wielkiemi ofiarami małe otrzymywać korzyści. Połóżmy nareście, że 
weźmiemy Łowicz — cóż na tern zyskamy? Położenie najgorsze, mniej 
obronne dla nas, a łatwe do wyparcia nas z Łowicza od strony nieprzy- 
jaciela. Pogonimy nieprzyjaciela, to, oddalając się od Warszawy, ogałacamy 
stolicę z obrony i wystawiamy nasze zapasy na przerwanie komunikacyi 
i wielkie szkody, jeżeli Riidiger zechce małą wojnę z tylu naszego woj- 
ska prowadzić. Opuszczać Warszawę pod żadnym względem nie możemy, 
bo przekonaliśmy się, że w tylu wojnach wzięcie stołecznego miasta sta- 
nowiło pokój. Jeżeli w jednej Hiszpanii stolica nie stanowiła pokoju, to 
położenie krajowe, pomoc Anglików więcej sprzyjały. Barbarzyńskiej 
wojny na wzór Hiszpanii prowadzić, nie wiem, czyliby odpowiedziało ce- 
lowi. Każda bitwa wątpliwa może ściągnąć złe skutki, nie tylko dla woj- 
ska, ale i dla kraju, i całe usiłowanie i zamiary nasze zniszczyć. Jeżeli 
mamy bitwę staczać koniecznie dla honoru i sławy narodu, stoczmy ją, 
gdzie prócz bitności i męstwa wojska nic więcej sprzyjającego nie będzie 
za żadną stroną. Bitwa wygrana z naszej strony niekoniecznie może sta- 
nowić skończenie wojny, ale nas koniecznie na straty niepowetowane 
wystawi. Bitwa wygrana może wprawdzie łagodniejsze warunki do zgody 
wymódz — ale i te warunki zgodne będą z charakterem i przygotowaniem 
Mikołaja. Szanujmy wojsko, szanujmy nasze męztwo, bo to są rękojmie 
naszej przyszłości. Legiony nisze wymogły na Napoleonie ten powrót 
narodowości, i to zwrócenie uwagi innych narodów na nasz byt polity- 
czny. Wojsko nasze zyskało szacunek Aleksandra i postawiło to królestwo, 
dzisiaj wszystkie narody zatrudniające. Wojsko swoim męztwem zwróciło 
uwago zagranicznych państw do protekcyi i pojednania nas w teraźniejszej 



= 364 — 

wojnie z Mikołajem. Wojsko dziś jeszcze zastanawia Mikołaja w wszystkich 
jego przedsięwzięciach. Jeżeli do os iatka poświęcimy wojsko bez nieomyl- 
nych i wielkich korzyści, cóż potem wstrzyma Mikołaja od samowładności? 
Szukajmy zatem wszelkich środków szkodzenia nieprzyjacielowi przez po- 
dejścia i obroty wojenne, ale nie staczajmy bitw r y otwartej, ażby nas do 
tego niegodne nas warunki Mikołaja nie zmusiły. Może wtenczas te szczątki 
wojska wzbudzą sprawiedliwość w Mikołaju i litość w sąsiadach, kiedy 
cały naród, sprawa tak szlachetna, nie mogły znaleść obrońców w Europie 
i wymódz wcześniej chwalebnego skończenia wojny 

(podp.) Dowódca Dywizyi 1 Jazdy Generał Brygady Jagmin. 
D. 9 sierpnia 1831 roku z obozu pod Nową wsią«. 

[Nr. 17]. [Zdanie Generała Bryg. M i 1 b e r g aj. 

»Cała Rada Wojenna jest zdania, że tylko batalia stanowcza, k <>- 
raby nam w skutku przyniosła zwycięztwo zupełne, postawić nas może 
w korzystniejsze położenie i zapewnić dalsze działania przeciw nieprzy- 
jacielowi. Ja również dzielę z Radą to zdanie. 

Ażeby batalia ta była uwieńczona pomyślnym skutkiem, powinna 
być wydaną w miejscu i czasie naj pomyślniej szym. 

Pozycya, jaką dziś zajmuje nieprzyjaciel pod Łowiczem jest taka, że 
podług zdania największej części tejże samej Rady Wojennej nie zapewnia 
nam niewątpliwego skutku; ten bowiem zależy od korzyści odniesionych 
na nieprzyjacielu. 

Z prawego brzegu Bzury okolico są przecięte strugami, rzeczkami, 
rowami i błotami, w których jazda, nasza rzadko lub wcale działać nie 
mogłaby, a piechota częstokroć musiałaby postępować bez artyleryi tak, 
że chociażby przez waleczność naszych żołnierzy nieprzyjaciel znaglonym 
byłby do cofnienia sie na pozycyę pod Łowiczem, tam skoncentrowany 
i pod zasłoną nietylko nieprzystępnej pozycyi, ale i licznej artyleryi b} łby 
w stanie oprzeć się nam, a może i przymusić do zaniechania przedsię- 
wzięcia. 

Z lewego brzegu Bzury korzyście, jakie odnieść możemy, zdają się 
być pewniejsze, gdyż działalibyśmy na tyle nieprzyjaciela; leez tenże 
z swojej strony będzie miał tę korzyść, że na niezmiernej równinie będzie 
mógł rozwinąć całą swą jazdę o znacznie mocniejszą od naszej i działać 
pod zasłoną uskutecznionych już fortyfikacyi i szańca przedmostowego, 
pod którą z łatwością, jeźlibyśmy go nawet pobili, cofać się będzie mógł, 
albo traktem bitym do Kutna, albo też na prawo dla przyspieszenia połą- 
czenia się z korpusem Rydygiera. Wojsko zaś nasze mieć bodzie prawe 
swoje skrzydło zupełnie bez oparcia i, że tak powiem, na powietrzu. 

Z obydwóch zatem brzegów Bzury korzyści nawel przy wygranej 
są małe 

Nie widzę, ażeby godzina ostatecznośc(i) tam, gdzie hasło nasze 
»gińmy, lecz nie poddajmy się« ma być do skutku przyprowadzone, miała 
już uderzyć; i dlatego, chociaż zupełnie jestem zdania, że tylko batalia 
wygrana ocalić nas może, sądzę wszelako, iż należy ją wydać w punkcie 
pewniejszym, który by nam niewątpliwe zapewnił zwycięztwo, zawsze 



— 365 - 

przed połączeniem się korpusu Rydygiera z główną armią i z punktu 
pośredniego, z któregoby się oprzeć można temu połączeniu. Zaręczam za 
waleczność oficerów i żołnierzy, któremi mam zaszczyt dowodzić, wszędzie 
i w każdym przypadku bić się oni będą z wściekłością i z ostatniem po- 
święceniem się. a jeżeli Hząd jest tego przekonani;., że bezwzględnie na 
korzystną pozycyę nieprzyjaciela uderzyć na niego należy zaraz, pewny 
jestem, że jako prawi Polacy, determinowani umrzeć albo zwyciężyć, do- 
pełnią i tej woli z chęcią i pójdą wszędzie bez zastanowienia się tam, 
gdzie ray im przevvodnicz}'ć będziemy. 

(podp.) Dowódca Dywizyi 4 Piechoty Jenerał Bdy Milberg. 
D. 9 sierpnia 1831 r. Bolimówek w obozie «. 

[Nr. !8| [Protokoły Rady Wojennej z 3, 4, 6 i 9 sierpnia 1831 r.] 

Rada Wojenna Conseil de Guerre 

w Sochaczewie d. 3 sierpnia o godz. tenu le 3 Aout a Sochaczew a 11 

11 rano. heures du matin. 

»Zdaniem jest Rady Wojennej, aby Le Conseil est d'avis d'agir offen- 

działać zaczepnie na nieprzyjaciela, sivement sur 1'ennemi. mais en atten- 

lecz dopóki wiadomości o nim nie dant, que les renseignemens devien- 

będą pewniejsze, aby wysłać trzy nent plus positifs, de pousser trois 

mocne rozpoznania w kierunkach fortes reconnaissances dans les dire- 

Rybna i Łowicza po obu brzegach ctions de Rybno et Łowicz, par les 

Bzury aż do Kozłowa Szlacheckiego deux rives de la Bzura, jusqu'a Ko- 

i Bolimowa Główna armia ma sta- złów r Szlachecki et Bolimów, et de 

nać w Sochaczewie i Zukowie, zaj- prendre position avec 1'armee a So- 

mując przeprawę w Sochaczewie, chaczew et Zuków en occupant le 

Rezerwa w Zaboklikach. debouche de Sochaczew. La reserve 

Pułkownik Bern. JB. Kołaczków- a Żabokliki. Ramorino. Małachowski 

ski. Gał Dy i Chrzanowski. Tomasz Cas. G. D. W. N. Skrzynecki. 
Łubieński. Umińskie. 

Rada wojenna Conseil de Guerre 

w Czerwonce dnia 4 sierpnia o go- tenu le 4 Aout a Czerwonka a 11 heu- 

dzinie 11 rano. res du matin. 

»Ponieważ nadeszły wiadomości, Le Conseil est d'avis que vu les 

że nieprzyjaciel uskutecznia ruch ku renseignemens arrives. que l'ennemi 

Skierniewicom i Rawie, zdaniem jest execute un mouvement vers Skier- 

Rady Wojennej, aby pomaszerować niewice et Rawa, ii fallait marcher 

prawym brzegiem Bzury na Boli- par la rive droite de la Bzura sur 

mów. Generał Ramorino zajmie Bo- Bolimów. Le General Ramorino occu- 

limów i wyszle mocne rozpoznanie pera en consćquence Bolimów et faira 

przez Nieborów ku Arkadyi. Głó- une forte reoonnaissance par Niebo- 

wna armia stanie w Czerwonej Niwie rów sur Arcadie. L'armee a Czer- 

i Humieniu. wona Niwa et Rumin. Ramorino 

Pułkownik Bem. JB. Kołaczków- W. N. Skrzynecki, 
ski. Gał Bdy Jagmin. Gał Bdy Milberg. 
Gał Dyi Chrzanowski. Małachowski 
Cas. G.D.Tomasz Łubieński. Umiński «. 



— 366 — 

Rada Wojenna Conseil de Guerre 

w Humieniu dnia 6 sierpnia o godz. tenu le 6 Aout a Humin a 8 heures 

8-ej rano. du matin. 

»Zdaniem jest Rady Wojennej po- Le Conseil est d'avis que: vu 

wodowanej wiadomością, że nieprzy- qu'on a acąuis la conviction, que 

jaciel jest zmassowany w okolicach 1'ennemi etait massć autour de Ło- 

Łowicza, aby uderzyć na niego przed wicz, ii fallait 1'attaąuer devant cette 

temże miastem, skoro to nastąpić ville, aussitót qu'il serait possible de 

będzie mogło z korzyścią; wprzód le faire avec avantage; mais avant 

jednak należy zabezpieczyć komuni- cela d'assurer toutes les communi- 

kacye na tyle armii, i zasłonić prze- cations en arriere et couvrir les 

prawy: pod Bolimowem, Ziąbkami trois debouches: de Bolimów, Ziąbki 

i Kęszycami dziełami fortyfikacyj- et Kęszyce par des ouvrages de for- 

nemi. tification. Ramorino W. N. Skrzy- 

Pułkownik Bem. JB. Kołaczków- necki. 
ski. Generał Dywizyi Chrzanowski. 
Małachowski Casimir G. D. Tomasz 
Łubieński. Umiński«. 

Rada Wojenna Conseil de Guerre 

we wsi Bolimowskiej dnia 7 sierpnia tenu le 7 Aout au village de Boli- 

o godzinie 8-ej wieczorem. mów, a 8 heures du soir. 

» Większość głosów na Radzie była La majorite du Conseil est d'avis, 

zdania, że z powodu trudności, jakie que vu les difficultes que presente 

przedstawia natura gruntu pod Ło- le terrain devant Łowicz, vu la po- 

wiczem ; oraz z powodu położenia sition du corps du generał Pahlen, 

korpusu generała Pahlen, który może qui peut deboucher sur le flanc des 

uderzyć na skrzydło ataku naszego attaques par le pont de Patoki, 

przez nowo zbudowany most w Pa- qu'il vient de construire, ii devenait 

tokach, wykonanie ataku na Łowicz dangereux d'executer une attaque 

mogłoby tylko słabe zapowiadać ko- sur Łowicz, qui pourrait n'avoir 

rzyści, a narażałoby nasze wojsko qu'un demi-succes, et exposerait 

na przegraną. Ze należy przeto po- 1'armee a une defaite; qu'il fallait 

wrócić do pierwszej myśli atakowa- par consequent revenir a 1'idee d'atta- 

nia nieprzyjaciela lewym brzegiem quer par la rive gauche de la Bzura, 

Bzury, bądź przez most w Socha- soit par le pont de Sochaczew, soit 

czewie, bądź przechodząc Bzurę en passant la Bzura sur des points 

w punktach bliższych Łowicza. plus raproches de Łowicz. 

Pułkownik Bem. JB. Kołaczkowski. Ramorino. W. N. Skrzynecki. 
Generał Bdy Jagmin, Generał Bdy 
Skarżyński. Generał Bdy Milberg. 
Gał Dyi Chrzanowski. Małachowski 
Cas. G.D.Tomasz Łubieński. Umiński «. 

[Nr. 19]. [Zdanie X. Adama Czartoryskiego]. 

»Zmianę Naczelnego Wodza w sposobie, jakim się dzieje i pod wy- 
strzałem nieprzyjaciela, uważam być klęską dla kraju i dla wojska, któremu 
rozprzężeniem zagraża. 



— 367 — 

Jenerał Skrzynecki wysoko jest ceniony zagranicą; jego zmiana 
zrobi nam uszczerbek w opinii Rządów i ludów, które przypiszą ten wy- 
padek zarodom niezgody i rozstrojenia. Oddaję z przekonania zupełną 
sprawiedliwość rzadkim przymiotom Jla Skrzyneckiego. Lecz mimo tego, 
zważając na ciąg wypadków wojennych od kilku miesięcy, na stan umy- 
słów i opinii tak w stolicy, jak w armii, jako też w Izbach sejmujących, 
i na mogące ztąd wyniknąć skutki szczególnie, gdyby wojsko zmuszone 
było cofnąć się pod Warszawę, jestem zdania, iż zmiana Wodza jest 
potrzebną. 

Sądzę przy tern, iż przez oddalenie Jła Skrzyneckiego od Naczel- 
nictwa poda mu się ważna sposobność okazania w całym świetle swego 
charakteru i cnoty i stania się jeszcze najużyteczniejszym Ojczyźnie. 

W Bolimowie d. 11 sierpnia 1831 r. 

(podp.) A. Czartoryskie 

[Nr. 20]. Opinja (Teodora Morawskiego), Deputowanego 
Kaliskiego, delegowanego do Głównej kwatery uchwałą dnia 
9 sierpnia 1831 roku. 

»Pułkownik Zamojski słusznie, zdaniem mojem, oświadczył: iż samo 
zebranie się Deputacyi sejmowej w Głównej kwaterze i w wobec nieprzy- 
jaciela, równie jak ta potrzeba śledztwa opinii wojska w chwili tak na- 
głej, świadczy już za koniecznością zmiany Wodza, który do tego kresu 
doprowadził rzeczy. 

Zapewne zmiana Wrodzą w obecnych okolicznościach jest niebez- 
pieczną: ale położenie rzeczy jest takie, iż nie między złem a dobrem, 
lecz tylko między złem i złem wybierać nam przychodzi. Opinje oficerów 
przekonały mię, że mimo cnót, jakich żaden jenerałowi Skrzyneckiemu 
nie zaprzecza, wojsko straciło w nim ufność, tę naj pierwszą rękojmię 
zwycięztwa: gdy, prócz tego, planem, którego jenerał Skrzynecki żadną 
miarą odstąpić nie chce, jest odwrót do Warszawy, w którymto przypadku 
rzeczy przyszłyby do tego stanu, iż dziś już nie tylko dzień, ale nawet 
i godzinę skonania ojczyzny przepowiedziećby można; nie wącham się 
więc na chwilę z objawieniem konieczności zmienienia Naczelnego Wodza: 
albowiem wybierając między niebezpieczeństwem, a zgubą pewną, wybór 
nie może być wątpliwym. 

Działo się w kwaterze głównej pod Bolimowem dnia 11 sierpnia 
1831 roku. 

(podp.) Teodor Morawski «. 

[Nr. 21]. [Zdanie Józefa Świrskiego, Posła Hrubieszow- 
skiego). 

» Jestem tego przekonania, iż zmiana Naczelnego Wodza siły zbrojnej 
Narodowej stało się koniecznym. 

Nie wchodząc w ocenianie talentów militarnych, wiadomości strate- 
gicznych, jakie Naczelny Wódz w ciągu dowództwa swego rozwinął; nie 
wchodząc w powody, dlaczego nie wszystkie ruchy wykonane z wojskiem 
przez Naczelnego Wodza nie zawsze uwieńczał pomyślny skutek ; lecz 



— 368 — 

jedynie mając to na uwadze, iż rzeczy publiczne w takim są położeniu, 
że walna stanowczo wygrana bitwa uratować jedynie może sprawę Oj- 
czyzny; gdy jestem tego przekonania, iż jednym z koniecznych warunków 
do odniesienia zwycięztwa jest ufność w Naczelnie Dowodzącym, taka, iż 
jakiekolwiek onby ruchy przedsiębrał, choćby i wsteczne, takowe na za- 
sadzie ufności wojska w Wodzu nie robiłyby demoralizacji w wojsku; 
gdy z wyrzeczonych zdań wojskowych przekonałem się, iż tych warunków 
Naczelny Wódz nie posiada,, że każden ruch wsteczny mógłby przypro- 
wadzić wojsko do niesforności — z tych przeto powodów, przez wzgląd 
na naglące położenie kraju, jestem utwierdzony w powyżej objawionem 
zdaniu. 

Bolimów 1\ sierpnia 1831 r. (podp.) Swirski«. 

[Nr. 22]. Opinja (Wincentego Tyszkiewicza) Posła Skwir- 
sklego Powiatu, Województwa Kijowskiego, do głównej kwatery uchwałą 
dnia 9 sierpnia 1831 r. delegowanego. 

»Po wysłuchaniu zdań objawionych przez jenerałów i dowódców 
pułków przez Delegacyę wzywanych, lękając się skutków szkodliwych, 
jakieby osłabienie zaufania w Wodzu Naczelnym, tak jawnie przez wojsko 
okazywane, pociągnąćby mogły, powodowany jedynie dobrem kraju, jak 
najsumienniej za zmianą Naczelnego Wodza głosuję. 

Bolimów 11 sierpnia 1831 r. 

(podp.) Wincenty Tyszkiewicza 

[Nr. 23 1. Opinja (Wincentego Niemojowskiego). 

»Ponieważ przekonałem się ze zdań jenerałów i oficerów, których 
mam za znawców i najwłaściwszych sędziów w tern względzie, że jenerał 
Skrzynecki nie ma przymiotów Wodzowi Naczelnemu koniecznie potrze- 
bnych, że przez nieumiejętne prowadzenie wojny obecnej i popełnione 
błędy sprawie naszej wielki przyniósł uszczerbek; ponieważ widzę, że 
ten jenerał stracił zaufanie wojska, bez którego żaden Wódz nic nie może — 
zaufanie, które z Archimedesem rzecby mogło: da mihi ubi stam coelum 
terramąue movebo; ponieważ nieufność tak daleko już przyszła, że woj- 
sko mogłoby samo do zmiany Wodza przystąpić, jak o tern w protokule 
pułkownik Jodko wspomina, coby największą było klęską i bezprawiem; 
ponieważ nakoniec jenerał Skrzynecki nie ma wiary w pomyślność naszego 
oręża, co zdaniem mojem jest jednym z głównych warunków dowództwa. 
Z tych powodów jestem za odebraniem jenerałowi Skrzyneckiemu dosto- 
jeństwa Wodza Naczelnego siły zbrojnej narodowej, za poleceniem go 
Rządowi do stopnia jenerała piechoty i za oddaniem mu w komendę kor- 
pusu tej broni. 

Pisałem w obozie pod Bolimowem dnia 11 sierpnia 1831 roku. 

(podp.) Wincenty Niemojowski Członek Rządu Narodowego«. 

[Nr. 24J. Zdanie Senatora Wojewody Ostrowskiego 
członka Deputacyi Sejmowej do Głównej kwatery wojsk 
Narodowych. 



r)69 



1. Po rozważeniu wszelkich dzisiejszemu położeniu rzeczy towarzy- 
szących okoliczności jestem za zmianą Wodza Naczelnego i za zanomi- 
nowaniem Zastępcy stosownie do danego Deputacyi w tym celu upo- 
ważnienia. 

2. Jestem tego przekonania, iż należy nam mianować Zastępcą JW. 
jenerała Dembińskiego z dodaniem mu zanominowanych przez Deputacyę 
Kwatermistrzem Jeneralnym JW. jenerała Prądzyńskiego, Szefem Głó 
wnego sztabu JW. jenerała Łubieńskiego. 

3. Jestem zdania tego, że nadal władza tak Zastępcy, jako i Naczel- 
nego Wodza, tak dalece zmodyfikowaną być winna, aby tenże nie był 
zajęty nominacyami jenerałów, oficyerów, lecz jedynie, aby mu ta władza 
udzielona została, która nieodbicie koniecznie jest potrzebna do egze- 
kucyi powziętych planów obrony kraju, zwalczenia wrogów ojczyzny 
naszej. 

Powody usprawiedliwiające powyższe zdanie: 

A) Co do zmiany Wodza: 

Ponieważ ten, mimo najszanowniejszego sposobu myślenia, duszy 
niepospolitej, przywiązania najwyższego do ojczyzny, mimo najszlache- 
tniejszego charakteru, przecież swym dotychczasowem postępowaniem nie 
odpowiedział wszystkim warunkom, których wymaga nadzwyczajne poło 
żenię ojczyzny naszej ; ponieważ właśnie przesadzone wyobrażenia tego 
męża o odpowiedzialności za krew Polaków bezskutecznie przelaną 
wstrzymują go od wszelkiego sprężystego działania i odwodzą, jak już 
nieraz odwiodły, od walki; sprawują nadto szkodliwe wahania; były nie- 
raz powodem bezkorzystnych marszów i kontramarszów, które wojsko 
znużyły i zdemoralizowały, zachwianie zrządziwszy na umyśle żołnierza, 
oficyerów właśnie niższych i masę zbrojną stanowiących, która, jak się 
dostatecznie przekonałem, utraciła do Wodza Naczelnego zaufanie. 

B) Z powodów także, iż Naczelny Wódz, obok wielu najznakomitszych 
przymiotów, ma te wady, które go poróżniały z najszacowniejszymi jene 
rałami, oficyerami, z powodu, iż Naczelny Wódz Skrzynecki nigdy się 
z Rządem Narodowym nie znosił, a przeciwnie żył z tymże w ciągłej 
disharmonii i nieporozumieniu, zkąd już bardzo niekorzystne dla ojczyzny 
spłynęły skutki. 

0) Z uwagi, iż dotychczasowe postępowanie tak militarne, jako i po- 
lityczne, Naczelnego Wodza zniechęciło ku niemu wszystkie prawie klasy 
ludność krajową składające, począwszy od Izb Sejmujących, wojskowych, 
obywateli, ludu stolicy etc. etc. 

A w jakiżto moment te symptomata objawiają się? Właśnie wten- 
czas, kiedy ufność i wiara w Wodzu najpotrzebniejsze, kiedy na jego 
skinienie każdy z zapałem pospieszaćby winien, zamiast iż dziś na wszy- 
stkie strony słyszeć się dają niebezpieczne odgłosy w wojsku i w stolicy, 
jakichsić czynnych zaburzenie wewnątrz sprawić i nawet rewolucyę naszą 
splamić mogących reakcyi i wypadków. 

D) Dalej jeszcze, gdy Wódz Naczelny oświadczył, iź jako człowiek 
poczciwy jednego żołnierza nie wystawi na bitwę w pozycyi, w której 
dziś wojsko nasze jest rozłożone; to wojsko zaś namiętnie bitwy pragnie 

Dyaryusz T. VI. 24 



— 370 — 

i w razie odmówienia jej wydania straci resztę w Wodzu zaufania i do- 
puścić się może nieładu, cofnięcie się zaś pod nowym Wodzem nie pójdzie 
na karb winy tegoż i nie zmniejszy przywiązania i ufności powziętej do 
nowego przewodnika. 

E) Gdy Naczelny Wódz, cnoty dawnych Rzymian dając wzór dla 
tegoczesnych, poddaje się z nieograniczoną powolnością woli Sejmu 
i oświadcza chęć w każdej potrzebie służyć ojczyźnie, nie straci zatem taż 
matka Ojczyzna wiernego i pożytecznego jej syna. Z powyższych zatem 
główniejszych powodów byłem za zmianą Wodza. 

(podp.) Antoni Ostrowski Senator Wojewoda. 

Działo się 11 sierpnia 1831 w Głównej kwaterze pod Bolimowem«. 

[Nr. 25]. [Opinja (Teodora Śląskiego Posła Kieleckiego)]. 

»Chwała, którą wojsko nasze w tylu bojach przeciw Rosyanom 
okryło się w teraźniejszej kampanii pod dowództwem naczelnym jenerała 
Skrzyneckiego, nie może jak mi być największem przekonaniem, że je- 
nerał Skrzynecki zasłużył się dobrze Ojczyźnie, że odpowiedział położonym 
w jego talentach zaufaniu Narodu — większość zaś opinii wezwanych 
przez Delegacyę Sejmową na dniu 10 b. m. do Rady wojennej wojsko- 
wych przekonało mnie, że w wojsku jest zdanie przeważne, iż niema 
zdolniejszego co do talentów i osobistej odwagi na Wodza potrzebnych, 
jak jenerał Skrzynecki, oraz że ufność największą w wzniosłości chara- 
kteru i nieskazitelności jego zamiarów w sprawie teraźniejszej kraju po- 
kładają — z tych tedy wychodząc zasad, nie mogę, jak być głęboko prze- 
konanym, iż jenerała Skrzyneckiego trzeba zachować przy naczelnym 
dowództwie, zawsze jednak pod warunkiem, iż przyjmie zmianę atrybucyi 
dotychczas Naczelnemu Wodzowi służących, których rozciągłości jedynie 
potrzebę zmiany Naczelnego Wodza przypisuję. 

Dan pod Bolimowem dnia 11 sierpnia 1831. 

(podp.) Teodor Slaski«. 

[Nr. 26]. [Zdanie (Kasztelana Franciszka Wężyka) wzglę- 
dem zmiany Naczelnego Wodza]. 

»Po sześciu głosach, które się oświadczyły za zmianą Naczelnego 
Wodza, mógłbym się wstrzymać od wynurzenia mojego; bo już ta zmiana 
postanowioną została przez większość. Lecz jako obywatel i Polak milczeć 
nie mogę, chociaż me zdanie jest zupełnie zdaniu większości przeciwne. 

Zmianę Wodza Naczelnego znajduję w obecnych okolicznościach 
niepożyteczną dla kraju i dla działań wojennych, owszem, nader szkodliwą 
przez wzgląd na wewnętrzne i zewnętrzne stosunki. 

Go do pierwszego: o zdolnościach wojskowych J. Skrzyneckiego 
mówić mi się nie godzi, gdyż sędzią przyzwoitym nie jestem tak, jak ża- 
oen z kolegów składających delegacyą Sejmową. Twierdzą wojskowi, że 
ich nie posiada tak wiele, ile wymagać można po naczelnym dowódcy, że 
nawet błędy wielkie strategiczne w ciągu niniejszej wojny popełnił. Ale 
o błędach sądzimy zwykle po czasie, a uczą dzieje, że błędy były najwię- 
kszych wojowników udziałem. Jeśli szukamy Wodza wolnego od błędów, 



— 371 — 

nie szukajmy/ go na ziemi. Lecz jeźli obok tego wszyscy przeciwnicy 
Skrzyneckiego oddają hołd jego patryotyzmowi, i tęgiej duszy, i charakte- 
rowi bez skazy, a twierdzą przytem, że oprócz jenerała Chłopickiego ża- 
den z wojskowych polskich dotąd nie dowiódł, ażeby wyższe od niego 
posiadał zdolności — jakiż użytek dla dobra kraju ze zmiany Wodza wy- 
płynie ? 

Ale Skrzynecki chwycił się systematu odpornego, ktÓFy, podług zda- 
nia wielu wojskowych, a raczej według popularnego sądu, pewną nam 
zgubę przyniesie, i w tym tkwi wina jego największa: Skrzynecki, przy- 
rzekłszy na Radzie w dniu 27 lipca i 3 sierpnia, że pocznie działać za- 
czepnie, nie uiścił nadziei wielu i przyrzeczenie swoje pogwałcił. Ztąd 
poszła niechęć ku niemu, i ztąd troskliwość Sejmu; ztąd w końcu Dele- 
gacya Sejmowa. Lecz gdy przychodzi rozstrzygać to strategiczne zadanie, 
pytam się śmiało członków Delegacyi Sejmowej, czyli jesteśmy sędziami 
przyzwoitymi w tej mierze? Z sześciu jenerałów najznakomitszych, któ- 
rych zdania czytaliśmy na dniu wczorajszym, trzech było wyraźnie za 
odpornem działaniem, trzech za zaczepnem; ostatni nawet nie wszyscy 
bezwarunkowo swe zdanie wyrzekli. Zkądże więc to przekonanie wyczer- 
pać, że kroki zaczepne zbawić mogły ojczyznę? 

Ale Wódz nowy nowe mieć może pomysły: nauczony smutnym 
przykładem, pewnie się wahać nie będzie i śmiałym krokiem może los 
wojny ku naszej stronie przechyli. Daj Boże, by to uiścił; ja przecież mnie- 
mam, że i on z musu kroki odporne przeniesie. Nim się obezna z swem 
położeniem i wojskiem, nim się przeświadczy o położeniu nieprzyjaciel- 
skich zastępów, już jego boki od Pilicy i Wisły zagrożone zostaną; a gdy 
nam żaden z wojskowych nie wystawia zbliżonej do pewności nadziei 
skutków pomyślnych z wstępnego boju, wielu zaś wpaja obawę pewniej- 
szej klęski, nie wiem, czyli Wódz nowy bez zmiany okoliczności w poło- 
żeniu nieprzyjaciela cały los kraju za jednym razem odważy, a to tern 
bardziej, gdy walka pod zasłoną szańców otaczających stolicę więcej nie- 
równie wystawia korzyści. Mylę się może, ale widzę przed nami konieczność 
rychłego z całem wojskiem ku Warszawie odwrotu. Zmieniemy Wodza, 
ale bez nadzwyczajnego wypadku — z których żaden w rachuby rozu- 
mowe nie wchodzi — nie zmieniemy zasady dotychczasowego działania. 

Ztąd więc wypływa to przekonanie, że zmiana Wodza nie będzie 
pożyteczną dla kraju i dla wojennych działań. 

Co do drugiego, okazać pragnę, że zmiana Wodza w obecnych 
okolicznościach będzie nam wewnątrz i zewnątrz szkodliwą. 

Podzielam zdanie jenerała Łubieńskiego, że samo przybycie do 
obozu Delegacyi sejmowej wystarczy za klęskę. Jeszcze jedna podobna, 
a nie będziemy mieć wojska bez boju. Widzimy jasno rozprężoną kar- 
ność wojenną. Młodzi wojskowi deliberują, a nawet przegrażają do- 
wódcom. Wszyscy naczelnicy korpusów, pułków, a nawet małych oddzia- 
łów na raz zwołani zostali i nie stoją przed nieprzyjacielem, ale przed 
nami. Cóżby się stało z tern pięknem wojskiem i pełnem rycerskiej ochoty, 
gdyby był wczora nieprzyjaciel uderzył! Zkądżeby wychodziły rozkazy, 
gdy na sam pogłos przybycia do obozu Delegacyi Sejmowej władza Na- 

24* 



— 372 — 

czelnego Dowódcy podkopaną została! Zasłoniła nas Opatrzność przed 
klęską: strzeżmy się jednak zmordowania jej cierpliwości nierozważnymi 
krokami. 

Lecz mówią dalej, że Wódz Naczelny ufność wojska postradał. I to 
przypuszczam, choć nas część znaczna dowódców inaczej wcale zaręcza. 
Ale zajrzyjmy do źrzódła, zkąd ta nieufność urosła. Zbytnia troskliwość 
nasza o działania wojenne, na których się wcale nie znamy, stała się tej 
nieufności podnietą. Od dnia 25 lipca radzimy ciągle o rzeczach obcych 
powołaniu naszemu. Cóżbyśmy rzekli, gdyby wojskowi radzili za nas 

prawach? Zaledwie Izby obiedwie uroczyście wyrzekły, że Naczelnemu 
Wodzowi ufają, natychmiast ulągł się wniosek, którego skutkiem jest De- 
legacya dzisiejsza, a ostatecznym wypadkiem: złożenie naczelnego dowódcy. 
Może ta kryzys przejdzie bez wstrząśnień, a nawet bez szkody, lecz stratę 
czasu — jak to już rzekłem powyżej — musi pociągnąć za sobą konie- 
cznie. Ta wielka strata nie da się niczem okupić. Któż wie, czy zmarno- 
wane ztąd chwile nieodliczone zostaną od tych stanowczych, od których 
byt nasz lub zguba zależy? 

Co do zewnętrznych stosunków. Wniosek z dnia 9 b. m. i jego 
skutki przejdą lotem piorunu do obcych. Nieufność w Wodzu, która się 
przezeń przebija, wprowadzi snadno na domysł rozdwojenia umysłów. 
Czyż ta uwaga nie wstrzyma lub nie zawiesi przynajmniej negocyacyi 
rozpoczętych o Polskę? Któż zechce mówić za tymi, którzy tak jawne nie- 
jedności okazują dowody? Będą więc czekać przejścia tej kryzy. Już może 
wiedzą o niej w tej chwili. Lecz zkąd powezmą wiadomość, że przemi- 
nęła szczęśliwie, gdy trakt krakowski, jedna dziś droga, co wieści o nas 
za granicę przenosi, dziś albo jutro może być przez nieprzyjaciela zajęty? 

Wreszcie jenerał Skrzynecki dał się już poznać korzystnie od 
obcych. Pisma publiczne po wszystkich krajach głosiły z chlubą naszego 
wyższość jego zdolności, czystość patryotyzmu i serca. Nie wszyscy króle 
jego odezwami gardzili. Jakiegoż czasu potrzebować będzie nowy dowódca 
do przeświadczenia ludów i tronów, że ma też same zasady i źe to udo- 
wadnia czynami. Wszakże Skrzynecki na to kilku potrzebował miesięcy. 

1 z tego względu zawieszenie sądu u obcych będzie nam wielce szkodliwe, 
bo trudno sobie zataić, że policzone zostały dla nas dni, godziny, a nawet 
momenta. 

Z takich pobudek jestem przeciwko zmianie Naczelnego Wodza. 

(podp.) Franciszek Wężyk. 
11 Sierpnia 1831 r.« 

[Nr. 27]. Opinja Ignacego Dembowskiego Deputowanego 
Płockiego jako członka Deputacyi względem zmiany Na- 
czelnego Wodza. 

»Jenerał Skrzynecki należy dziś do historyi. Działania jego wojenne — 
do sądu ludzi sztuki i potomności. Dziś rozbierać one w chwilach niebez- 
pieczeństw zewnątrz, nieładu wewnątrz i przy wzburzonych umysłach nie 
będzie bez namiętności. Gdy jednak jako członek Deputacyi powołany je- 
stem do daniu opinii mojej o potrzebie zmiany Wodza, taką co do jene- 



— 373 — 

rała Skrzyneckiego sumienie moje wyrazić mi każe. Nie znam człowieka, 
któremu by piękne przymioty duszy i prawdziwe wyobrażenia o wolności 
większe prawo do szacunku ludzi, jak jenerałowi Skrzyneckiemu, nada- 
wały; posiada on też niezawodnie tę moc i stałość umysłu, które wyż- 
szych jedynie znamionują ludzi, a jakkolwiak daleki od przyznawania 
jenerałowi Skrzyneckiemu najwyższych talentów wojskowych, nie waham 
się wyrazić: iż pomiędzy obecnemi sprawie naszej Polakami wyższą może 
nad niego posiadaj ącemi naukę strategii, on sam łączy inne przymioty 
konieczne w żołnierzu, a zwłaszcza w Wodzu, które mu do tego pierwsze 
nadają prawo. 

Oprócz mocnego przekonania o niepospolitem męztwie w boju, naj- 
większej wśród niebezpieczeństw zimnej krwi i przytomności, jakich w je- 
nerale Skrzyneckim, jako dawny towarzysz broni, wielekroć naocznym 
byłem świadkiem, bitwy Grochowa, Wawru, Dębego, a mianowicie Ostro- 
łęki, gdzie samem wystawieniem osoby swej ocalił wojsko zwątpiałe, do- 
wiodły, iż jenerał Skrzynecki do najonotliwszych, bo do najwaleczniejszych 
ludzi w świecie należy. Gdy przecież, pomimo tak świetne jenerała Skrzy- 
neckiego przymioty, nie jest on z innej strony wolnym od słabości ludzi, 
które mu nieprzychylnych zjednały, a osobistości i intrygi niechętnych 
mu potrafiły zachwiać ufność, lubo małej tylko części wojska, 
w działaniach jego; w calem zaś z powodu jeszcze przybycia Deputacyi 
do kwatery głównej i licznych badań i rozumowań niższych nawet woj- 
skowych naruszyły widocznie karność, tę jedyną duszę wojska i rękojmię 
użytku onego dla kraju; z przerażeniem widząc takie położenie szeregów 
naszych na linji bojowej, w obec groźnego nieprzyjaciela i to w chwilach, 
kiedy wróg ten większą już (część) naszego zalewa kraju; w przekonaniu 
oraz, iż cnoty obywatelskie jenerała Skrzyneckiego nie oddalą go prze- 
cież z walecznych ojczystych szeregów, którym tak świetnie wśród bojów 
przywodził, i jedynie dla zatamowania rozdwojeń tak niebezpiecznych te- 
raz, a powrócenia w wojsku zachwianego ducha jedności i porządku, bez 
którego by w tak trudnym razie nieochybna zguba sprawy naszej nastą- 
piła, jestem za zmianą Wodza. 

Dan w obozie pod Bolimowem dnia 12 sierpnia 1831 roku. 

(podp.) Ignacy Dembowski D. Płockia. 

[Nr. 28]. Pismo Delegacyi Sejmowej do Jen. Dembiń- 
skiego]. 

»Do JW. Dembińskiego Gubernatora M. S. Warszawy D(elegacya) 
S (ej mowa). 

Uchwałą Izb połączonych z daty 9 b. m. do pełnomocnego działania 
w obozie Narodowym upoważniona zaprasza JW. jenerała Dembińskiego 
Gubernatora MSW., aby, zostawiwszy w miejscu swojem zastępcę, przy- 
był niezwłocznie do kwatery głównej we wsi Bolimowskiej stojącej, w celu 
objęcia zastępstwa Naczelnictwa siły zbrojnej Narodowej. 

Działo się dnia 11 sierpnia o godzinie w pół do jedenastej przed 
południem. 

A(dam) Czartoryski) «. 



— 374 — 

[Nr. 29]. [Odezwa Skrzyneckiego doDeputacyi Sej mowej]. 

»Do Deputacyi Sejmowej Naczelny Wódz siły zbrojnej Narodowej. 

Po ustnem wyjaśnieniu Deputacyi wszystkiego, co się dotychczaso- 
wego postępowania mojego i przyczyn nieatakowania dotąd nieprzyjaciela 
dotyczę, — winienem samemu sobie, winienem troskliwości o sąd współ- 
czesnych i historyi, abym Deputacyi oświadczył, że gdyby sumienie moje 
i wewnętrzne od wszelkich osobistych względów wolne przekonanie wska- 
zywało mi, ze dobro kraju wymaga, abym w inne ręce złożył władzę nad 
wojskiem — byłbym, nie czekając przybycia Deputacyi i na nic zgoła nie 
zważając, sam złożył dowództwo. Ale głos sumienia kazał mi przeciwnie 
dzielić z wojskiem niebezpieczeństwa i do końca siły moje sprawie Oj- 
czyzny na czele wojska poświęcać. Dlatego to, i jedynie tylko dlatego nie 
złożyłem i nie składam sam godności Naczelnego Wodza. 

Wszakże pomimo najczystszych chęci mylić się mogę. Wzywam 
więc Deputacyę, aby, jeźli, po rozważeniu wewnętrznego i zewnętrznego 
stanu naszego, obranie nowego Wodza w czemkolwiek bądź potrzebnem 
dla dobra kraju znajdzie — odebrała mi dowództwo; a daleki od wszel- 
kiego jakiegobądź sprzeciwiania się tej woli pierwszy dam z siebie przy- 
kład wojsku posłuszeństwa i poświęcenia się. 

Skrzynecki. 

10 Sierpnia 1831. w Kwaterze Głównej pod Bolimowem«. 

[Nr. 30], Pismo Delegacyi do JW. Skrzyneckiego byłego 
Wodza Naczelnego Wojsk Narodowych z 11 Sierpnia 1831 r. (czy- 
tane na posiedzeniu Izb Połączonych d. 13 Sierpnia 1831. Ob. niżej w tekście 
protokołu sejmowego str. 397 — 398.). 

[Nr. 31]. Uchwała Delegacyi Sejmowej oddająca tymcza- 
sowe dowództwo siły zbrojnej Narodowej jenerałowi dywi- 
zyi Henrykowi Dembińskiemu (czytana na posiedzeniu jak wyżej. 
Ob. niżej protokół sejmowy str. 396—397). 

[Nr. 32]. Zmiany, na które jenerał Dembiński zezwala 
w uchwale dnia 24 stycznia 1831 r. 

» Artykuł 4. Prawo zawierania układów o zawieszenie broni służy 
Naczelnemu Wodzowi (w blizkości jednak Rządu lub Sejmu) tylko na dni 
pięć; w dalszych oddaleniach stosownie do okoliczności. 

Co do orderu wojskowego, tego najwyższe dwie klasy Rząd Na- 
rodowy rozdaje, niższe Naczelny Wódz rozdaje. Co do zmian w atry- 
bucyach, zezwalam na dwa artykuły powyższe, reszta zaś ma pozostać 
tak, jak jest w uchwale sejmowej z dnia 24 stycznia 1831 r. 

(podp.) Henryk Dembiński G. D.« 

[Nr. 33]. Odezwa Delegacyi Sej mowej do żołnierzy z Kwa- 
tery głównej pod Bolimowem d. 11 Sierpnia 1831 (czytana na 
posiedzeniu Izb połączonych. Ob. niżej protokół z 13 Sierpnia 1831 str. 398). 



— 375 — 

[Nr. 34]. [List X. Ad. Czartoryskiego (według wszelkiego prawdopo- 
dobieństwa) do Teodora Morawskiego]. 

»Przesyłam JW. Panu list do mnie pisany przez szefa głównego 
sztabu z przyłączonymi listami. O takowy od jenerała Sierawskiego do- 
pomnieó się trzeba, chyba że na jego zdaniu w protokóle poprzestaniem. 
Załączam także moje zdanie o zmianie Wodza. 

Chciej JW. Pan przyjąć zapewnienie znakomitego poważania. 

(podp.) A. Czartoryskie 

13 Sierpnia 1831 r. 

[Nr. 35], List Tomasza Łubieńskiego do X. Ad. Czarto- 
ryskiego]. 

Do Księcia Czartoryskiego Prezydującego Deputacyą Sejmową ze- 
słaną do obozu głównej armii. 

Mam zaszczyt przesłać W. Ks. Mości wota jenerałów Lewińskiego, 
Milberga, Jagmina, Małachowskiego, Skarżyńskiego, Kołaczkowskiego, Łu- 
bieńskiego, Chrzanowskiego, Pułkownika Bema. Oddane już zostały Jaśnie 
Wielmożnemu Posłowi Morawskiemu wota jenerałów Umińskiego. Zału- 
skiego, Prądzyńskiego i R(amo)rino. Jenerał Rybiński nie mógł zjechać. 
Zostaję z winnym uszanowaniem Waszej Książęcej Mości. Najniższy sługa 
Tomasz Łubieński Szef Sztabu Głównego. 

Jenerał Sierawski zapewne nie odebrał wezwania na Radę Wo- 
jenną, gdyż na nie nie zjechał. 

W obozie pod Bolimowem dnia 12 sierpnia 1831 «. 

a) Zdanie Dowódcy Artyleryi czynnej Pułkownika Bem 
»Na Wodza Naczelnego: 

1) Jenerał Prądzyński. 

2) Jenerał Dembiński«. (Niema podpisu). 

b) Zdanie Jenerała Bdy Lewińskiego. 

^Przekonany, iż nowa zmiana osoby, która najwyższą w wojsku 
piastować ma władzę, nie może nastąpić bez podkopania chwiejącej się 
już subordynacyi, tego głównego węzła całości wojska, tego węzła, którego 
wzmocnienia spieszną i nieodzowną widzę potrzebę, jestem zdania, iż do- 
bro wojska, dobro sprawy wymaga, ażeby oddane raz jenerałowi Dem- 
bińskiemu Naczelne dowództwo przy nim pozostało; wszakżeż dopełniając 
włożonego na mnie przez Delegacyę obowiązku, oświadczam, że według 
rozumienia mego jenerałowie Turno i Łubieński (Tomasz) najwięcej do 
przewodniczenia wojsku naszemu w teraźniejszej wojnie posiadają kwa- 
lifikacyi, (NB, jeśli o jenerale Chłopickim dla niepodobieństwa przywołania 
go nie może być mowy). 

Wieś Bolimowska d. 12 Sierpnia 1831 r. 

(podp.) Generał Bdy J. Lewiński «. 

c) Votum JB. Kołaczkowskiego. 

»Wotuję za jenerałami Krukowieckim, Dembińskim. 

(podp.) JB. Kołaczkowski*. 



— 376 — 

d) Yotum generała Skarży ó s k i e go. 

uZdaniem mojem na Wodza Naczelnego: jenerał Dywizy i Łubieński, 
lub jenerał Prądzyński. 

(podp.) Generał Bdy Skarżyński «. 

e) Yotum jenerała Jagmin. 

iNa Naczelnego Wodza mam honor podać: 

jenerała Dywizyi Łubieńskiego, jenerała Dywizyi Dembińskiego. 

12 Sierpnia 1881. 

podp.) Dowódca Dywizyi 1 Jazdy jenerał Bdy Jagmin*. 

f) [Zdanie jen. J. Załuskiego]. 

• Jeżeli Sejm Narodowy odbiera naczelnictwo siły zbrojnej jenerałowi 
Skrzyneckiemu; natenczas ja, znając obywatelskie cnoty, wojenne przy- 
mioty, charakter niezłomny i przyrodzone talenta jenerała Dywizyi Dem- 
bińskiego, jestem przekonany, źe dobro kraju wymaga poruczenia mu na- 
czelnego dowództwa. 

Bolimów d. 12 Sierpnia 1831. 

(podp. i Jenerał Brygady J. Załuski*. 
Na dole notatka: » Rybiński za Łubieńskim, Sierawski za Pace nu]. 

g) Yotum jenerała Bdy M i 1 b e r g. 

» Zdaniem mojem jest, iż najwięcej kwalifikuje się na Naczelnego 
Wodza jenerał hrabia Tomasz Łubieński lub jenerał Dywizyi Dembiński. 
Dnia 12 Sierpnia 1831 Bolimówek. 

(podp.) Jenerał Bdy Milberg«. 

h Zdanie jenerała S i e r a ws k i e g o D e 1 e g a c y i Se j mu dnia 
13 sierpnia 1831 r. podane. 

• Imiona kandydatów na stopień Wodza: 
jenerał Pac, Pułkownik Zamojski. 

W obozie pod Ziombami 13 Sierpnia 1831 r.« 

■z podpisu 

i) [Zdanie je n. C h r z a n o w ski eg o]. 

»Nie znając nikogo, którenby posiada! zaufanie ogólne armii, nie 
mogę podać żadnego kandydata na Naczelnego Wodza. 

(podp.) General Dvi Chrzanowski a. 
12 Sierpnia 1831 r. 

k iDo D e 1 egacy i Sejmowej w obozie pod Boli m o w e m 
podanie jenerała D y i M a lacho w s k i e g o. 

Jenerał Prądzyński przez swój stopień Kwatermistrza Generalnego 
usposobiony tak nauką jako i praktyką do nadania wojsku rozmaitych 
kierunków i onesro stosunkowego podziału, najwięcej okazuje się uzda- 
tnionym na Wodza — za którym także mówi jego czysty patryotyzm. 

Nowo awansowany na jenerała brygady Sierakowski jako rzecz 



— 377 — 

każdą jasno widzący, obdarzony trafnemi pomysłami, łatwy do ich wyko- 
nania i w sile wieku na szczególną zasługuje uwagę i każdemu Naczel- 
nemu Wodzowi zbytecznej miłości własnej nie mającemu wielce użytecznym 
być może. 

W obozie pod Bolimowem dnia 12 sierpnia 1831 r. 

(podp.) Małachowski G. Dyit. 

1) Do Deputacyi Sejmowej jenerał Dy i Tomasz Łubieński. 

»Do Deputacyi Sejmowej. Będąc przeciwny wszystkim działaniom 
sejmikowym w wojsku, żadnego nie niosę głosu, mając niezłomny zamiar 
we wszystkim być posłuszny starszym odemnie władzom. 

(podp.) Jenerał Dywizyi Tomasz Łubieński. 

12 Sierpnia 1831 Bolimówek«. 

Z) [Votum Jen. Dy w. Umińskiego]: 

Na Wodza Naczelnego proponuję: 

Jenerała Sierawskiego, Jenerała Skarżyńskiego Kazimierza. 

(podp.) Gał Dyi Umiński«. 

[Nr. 36]. Głos Deputowanego Kaliskiego, Morawskiego 
Członka Delegacyi Sejmowej do obozu na posiedzeniu Izb 
połączonych dnia 13 sierpnia 1831 r. (Ob. niżej protokół Sejmowy 
str. 396). 

[hr. 37]. [Bruljon listu Teodora Morawskiego]. 

Do J J W W. Wężyka Kasztelana, Śląskiego Posła Kie- 
leckiego, Świrskiego Posła Hrubieszowskiego, Dembow- 
skiego Deputowanego z M. Płocka, Tyszkiewicza, Posła 
Skwirskiego, Niemojowskiego Wincentego Członka Rządu 
Nar., Ostrowskiego Wojewody. 

»Mam honor zaprosić JW. N., aby dnia jutrzejszego raczył znajdo- 
wać się o godzinie 9-tej zrana. w pałacu Rządu Narodowego, gdzie pod 
prezydencyą JOX. Czartoryskiego, Prezesa Rządu, zbierze się Delegacya 
Sejmowa w celu odczytania raportu Izbom połączonym złożyć się ma- 
jącego. 

W Warszawie dnia 15(?) Sierpnia. 

(podp.) T. Morawski. 

[Nr. 38]. [Projekt do zmian w uchwale 24 Stycznia 1831 o atrybu- 
cyach Naczelnego Wrodzą — ręką Teodora Morawskiego]. 

»Izba Senatorska i Poselska po wysłuchaniu Komisyi Sejmowych 
uchwaliły i uchwalają co następuje: 

Art. 1. Uchwała Sejmowa dnia 2i Stycznia r. b. zapadła, doty- 
cząca się atrybucyi Naczelnego Wodza, od ogłoszenia niniejszej moc 
swoją traci. 

Art. 2. (Jak 1-szy w dawnej uchwale). 

Art. 3. Kierunek siły zbrojnej należy do Wodza Naczelnego, z wa- 
runkiem zwoływania Rady Wojennej w okolicznościach ważniejszych, 



— 378 — 

złożonej z wyższych dowódców, którzy jednak mieć będą głos doradczy 
tylko, a decyzya przy Wodzu zostaje. 

Art. 4. Do Wodza Naczelnego należy mianowanie oficerów, aż do 
stopnia podpułkownika włącznie; na wyższe zaś stopnie, przedstawionych 
przez Niego kandydatów Rząd Narodowy zatwierdza (na marginesie do- 
pisane ołówkiem »lub odrzuca i w tern zdarzeniu sam nominuje«). 

Art. 5. W nominacyi i przedstawieniu kandydatów Wódz Naczelny 
pomijać nie będzie starszeństwa, jak tylko wtenczas, gdy wyraźne (na 
marginesie dopisane ołówkiem » znamienite i świetne«) odznaczenie się 
w boju kandydata wskaże tego potrzebę. 

Art. 6. Wolno jest Naczelnemu W 7 odzowi zawiesić każdego dowódcę 
w pełnieniu wskazanych obowiązków: zawieszony mieć będzie wszelako 
prawo żądać, aby przed zwyczajną Radą Wojenną z postępowania swo- 
jego mógł się usprawiedliwić, co mu jednak nie nada prawa do odzy- 
skania komendy wbrew woli Naczelnego Wodza (na marginesie dopisane 
ołówkiem »chyba z woli wyraźnej Rządu«). 

Art. 7. (Tu art. 3). 

Na marginesie dopisane ołówkiem: »Tu brakuje jeszcze następują- 
cego artykułu, który byłby 7-mym«: »Urzędnicy i oficyaliści wszelkiego 
stopnia do czynnej służby wojennej użyci mianowani będą przez Ministra 
W^ojny z zatwierdzeniem Naczelnego Wodza «. 

Art. 8. Wódz Naczelny rozdaje krzyże srebrny i złoty zasługi woj- 
skowej na przedstawienie dowódców oddzielnych komend, pułków, brygad, 
dywizyi i korpusów, którzy zdania Rad gospodarczych zasięgać w tej 
mierze mają. Do krzyża kawalerskiego przedstawiać będzie Wódz Naczelny 
kandydatów Rządowi Narodowemu, któremu niemniej wyłączne służy 
prawo rozdawania dwóch klas najwyższych. 

Art. 9. Prawo zawierania układów o zawieszenie broni służy Na- 
czelnemu Wodzowi, ale tylko według instrukcyi Rządu Narodowego, który 
takową może każdej chwili zmienić. 

Art. 10. Jak art. 6 z dodatkiem: »Na przypadek wyrzeczonej kary 
śmierci służy skazanemu odwołanie się do Rządu Narodowego po ułaska- 
wienie, wyjąwszy, gdyby sąd wojenny wyraźnie zastrzegł wykonanie wy- 
roku w przeciągu 24 godzin «. 

Art. 11. (Jak 7). 

Art. 12. (Jak 8). 

Art. 13. (Jak 9). 

Art. 14. Rząd Narodowy mianuje i odwołuje Naczelnego Wodza. 
Na przypadek odwołania Wódz wchodzi w poczet jenerałów dywizyi, je- 
żeli poprzednio wyższego stopnia nie posiadał. Wolno jest także Rządowi 
Narodowemu, gdy tego uzna potrzebę, zamiast mianowania Naczelnego 
Wodza powierzyć główną komendę któremukolwiek z jenerałów. 

Art. 15. Będzie przy głównej kwaterze komisarz Rządowy, który, 
nie wdając się bynajmniej w decyzyę Wodza, obecnym będzie Radom wojen- 
nym, zasięgać ma wiadomości o działaniach wojska od Wodza, a rapporta 
swoje Rządowi Narodowemu składając, stanie pośrednikiem we wszystkich 
stosunkach między Wodzem a Narodowym Rządem«. 



— 379 — 

[Nr. 39]. [Inny projekt, dotyczący zmiany uchwały o alrybucyach 
Nacz. Wodza, nie podpisany]. 

»Nasi jenerałowie posiadają naukę i doświadczenie; ale w żadnym 
nie dostrzegliśmy jeszcze geniuszu: a tylko ten może nas zbawić i poko- 
nywać przemagające siły. Może i w naszej armii ukrywają się geniusze, 
ale ich trzeba wyszukać i dać sposobność wzniesienia się. 

Art. 1. Niech będzie ustanowiona Rada Wojenna reprezentacyjna, 
złożona z czterech członków i Prezesa, który Naczelnie będzie dowodził 
całą armią czynną na linii bojowej. 

(Art.) 2° Wszyscy członkowie Rady będą ciągle przy armii. 

(Art.) 3° Rada układać będzie plan kampanii, oraz pojedynczych 
przewidzianych batalii; wykonywanie zaś planów zostawia się zupełnie 
Prezesowi, niemniej kierowanie bitew nieprzewidzianych, gdzie szybka 
i stanowcza jest potrzebna decyzya. 

(Art.) 4° Prezes odpowiedzialnym będzie Sejmowi i Rządowi Naro- 
dowemu za wykonanie planu, a Rada za plan. 

(Art.) 5° Każdy pułk wybierze jednego kandydata do Rady wo- 
jennej, którego za najgodniejszego osądzi do kierowania operacjami wo- 
jennemi. 

(Art.) 6° Kandydatem może być jenerał, oficer niższy, a nawet i prosty 
żołnierz, jeżeli go zebrani oficerowie w pułku osądzą za kwalifikującego 
się do tego wzniosłego przeznaczenia. W szeregach wojska, do którego 
wszyscy pośpieszyli nie dla karyery, ale dla wywalczenia niepodległości 
Ojczyzny, mogą i między prostemi żołnierzami znajdować się ludzie wyż- 
szego usposobienia, a nawet i geniusze. 

(Art.) 7° Trzy baterye artyleryi co do wyborów będą uważane 
za pułk. 

(Art.) 8° Kandydaci wybiorą z pomiędzy siebie czterech do Rady, 
a Izby połączone obiorą piątego na Prezesa. 

(Art.) 9° Rada Wojenna będzie się znosić z Ministrem Wojny i Rzą- 
dem Narodowym co do administracyi i zaopatrzenia wojska, a z Ministrem 
wojny w szczególności co do obrony stolicy jako też ruchu wojska nie 
zostającego na linii bojowej bezpośrednio pod rozkazami Prezesa. 

(Art.) 10° Prezes Rady będzie mianował oficerów aż do kapitana 
inclusive, na wszelkie zaś wyższe stopnie będzie przedstawiał Rządowi 
Narodowemu. 

(Art.) 11° Prezes Rady będzie mocen dawać i zawieszać w komen- 
dach pułkowników i jenerałów tymczasowo; raportować jednak winien 
jest o tern Rządowi Narodowemu, który będzie decydował ostatecznie. 

(Art.) 12° Prezes Rady będzie obowiązany co dzień przesyłać Rzą- 
dowi Narodowemu raport o działaniach armii «. 

|Nr. 40]. [Notatka Dyr. Kancel. Izby Poselskiej Tura]. 

»Akta niniejsze z 80 wyraźnie ośmdziesiąt folio w sio składające 
przez ,TW. Teodora Morawskiego, Deputowanego z cyrkułu 1 miasta Ka- 
lisza, w opieczętowanej kopercie podpisanemu nadesłane kazawszy zeszyć 
w przytomności mojej, własnoręcznie folia liczbami oznaczywszy pieczęcią 



— 380 — 

Sejmową opieczętowałem w Warszawie dnia 30 Mca Sierpnia 1831 r. 
Tur, Dyrektor Kancelaryi Izby Poselskiej «. 
(Tu pieczęć Sejmu polskiego). 

Do powyższego zbioru aktów Delegacyi Bolimowskiej dołączona 
jest ich kopia, na końcu której figurują jeszcze dwa oryginalne pisma: 

[Nr. 41]. [Winc. Niemojowskiego] Nota. 

»Delegacya przystąpiła po wysłuchaniu 60 przeszło jenerałów i wyż- 
szych oficerów do usunięcia z dowództwa jenerała Skrzyneckiego, wię- 
kszością 7 głosów przeoiw 2. Te dwie kreski za Skrzyneckim dali Kasztelan 
Wężyk i Poseł Śląski. Wszyscy członkowie złożyli opinje swoje w tej 
mierze na piśmie. Gdy przyszło do nominowania Zastępcy Wodza, wbrew 
mojemu zdaniu, ale z niejakim fundamentem prawdy utrzymywał Kaszte- 
lan Wężyk, że ta nominacya według § 2. Uchwały Sejmowej z 9 Sierpnia 
nastąpić może bez dołożenia się Rady W T ojennej, której zwołanie stoso- 
wnie do § 3. potrzebnem sądził dopiero ku oświeceniu się względem wy- 
boru nowego Wodza. Głosowaliśmy więc znowu na tę kwestyę: czyli 
należy zwołać Radę Wojenną dla zasiągnienia jej zdania co do nominacyi 
Zastępcy Wodza Naczelnego? Aftirmative byłem ja i Teodor Morawski; 
negative wszyscy inni, a zatem glosami 7 przeciw 2, odrzucono zwołanie 
Rady Wojennej do naradzenia się o nominacyi Zastępcy, a uchwalono 
zwołać ją ku przyjęciu jej zdań co do wyboru samego Wodza. Tymczasem 
Delegacya przystąpiła do nominacyi Zastępcy Wodza Naczelnego. Ja po- 
dałem jenerała Małachowskiego, a wszyscy inni koledzy jenerała Dembiń- 
skiego, który wiec obrany został większością 8 głosów przeciw mojemu 
jednemu. (podp.) Wincenty Niemojowski«. 

[Nr. 42]. [Nota Winc. Niemojowskiego]. 

»W prolokułach Delegacyi Sejmowej uchwałą z d. 9 b. m. wyzna- 
czonej do rozpoznania stanu rzeczy w wojsku naszem, krótka tylko jest 
wzmianka o interpelacyi, którą mi uczynił były W^ódz Naczelny, jenerał 
Skrzynecki, jako Członkowi Rządu Narodowego i Delegacyi rzeczonej. 
(Ob. wyżej [Nr. 3] (1). str. 338. Mam się więc za obowiązanego dać Rządowi 
Narodowemu bliższą o tern wiadomość. 

»Nim odpowiem na zapytanie mi uczynione«, rzekł jenerał Skrzy- 
necki, stawaj ąc przed Delegacya Sejmową na dniu 10 b. m. »niech mi się 
godzi zrobić obecnemu tutaj Członkowi Rządu Narodowego JW. Wincen- 
temu Niemojowskiemu zapytanie: dlaczego magazyny warszawskie nie są 
dostatecznie zaopatrzone? Wszak o to Rząd od trzech miesięcy upomi- 
nałem, czemu Szanowny Członek zapewne nie zaprzeczy, a niedopełnienie 
mojego wezwania w tym względzie mam za główną przyczynę przykrego 
dzisiaj naszego położenia«. Na tę interpelacyę odpowiedziałem jak na- 
stępuje: 

»Nie zaprzeczam bynajmniej wezwaniu jenerała Skrzyneckiego; lecz 
i on mi zapewne nie zaprzeczy, że Rząd Narodowy upominał go także, 
aby działał silniej i z większą energją, aby nie pozwalał nieprzyjacielowi 



— 381 — 

zajmować jednych województw po drugich, z których dowóz żywności 
stawał się przez to samo niepodobnym; aby nie trzymał tak długo przed 
Warszawą skupionego w tym jednym punkcie 40 do 50 tysięcy wojska, 
tak że zaopatrzenie magazynów w miarę tak ogromnej konsumpcji było 
fizyczną niemożnością, zważywszy zwłaszcza brak sposobów przewozu, 
brak podwód i koni do innych posług wojska zajętych*. Dodałem do tego, 
że ziarna, na których najbardziej zbywa, to jest owies i jęczmień, nie obro- 
dziły się w roku przeszłym, w inne zaś, a mianowicie w żyto i pszenicę 
magazyny są zaopatrzone na 4 i więcej może tygodni, co wśród wyż 
przytoczonych okoliczności i przy niedostatku skarbu za największem 
tylko usiłowaniem nastąpić mogło. Innych artykułów mamy zapas wystar- 
czający na nierównie dłuższy czas, mianowicie wódki i mięsa w żywem 
bydle. Tego ostatniego sprowadzono do 6000 wołów i drugie tyle jeszcze 
sprowadzićby można, gdyby je paść można na prawym brzegu Wisły: 
a któż winien, że aż do okopów Pragi niema żadnego bezpieczeństwa 
przed kozakami? Nakoniec powiedziałem, że uchybienia w Intenden turze 
przyczyniły może złego ; lecz i w tern wina byłego Wodza Naczelnego, 
który wciąż utrudniał Rządowi Narodowemu obsadzenie zawakowanego 
po śmierci Kasztelana Bnińskiego miejsca Intendenta generalnego, narzu- 
cając upornie swojego kandydata, w czem Rząd przez zbytnią tylko ule- 
głość zgrzeszył. 

Na to odpowiedział jenerał Skrzynecki, »że Radca Stanu Badeni po- 
dawał Rządowi Narodowemu projekta, których nie usłuchano z wielką 
szkodą wyżywienia wojskacc Za całą replikę przytoczyłem projekt wzięcia 
wszystkiego zboża na sześć mil około Warszawy, odrzucony od Rządu 
i od Ministrów; a zrywając dalsze rekryminacye, wniosłem, aby dyskusya 
zwrócona była do materyi i jenerał odpowiadał directe na uczynione mu 
przez Delegacyę Sejmową zapytania. 

Pisałem 13 Sierpnia 1831 r. 

(podp.) W. N.« 



Posiedzenie Izb połączonych z d. 13 sierpnia 

1831 roku zrana, 

Po zebraniu się Członków Izb obu odczytane zostały 
listy obecności, a naprzód lista Posłów i Deputowanych. Byli 
obecnymi: (85?) 

Z Województwa Krakowskiego. Posłowie: JJWW. Teodor 
Śląski. Wiktor Łuniewski. Michał Gostkowski. 

Deputowani: JW. Jan Olrych Szaniecki. 



— 382 — 

Z Województwa Sandomierskiego. Posłowie: JJ \VW. An- 
toni Libiszewski. Hieronim Kochanowski. Konstanty Świdziński. Gustaw 
hr. Małachowski (?) 

Deputowani: JJW W. Franciszek Chomentowski. Ignacy Żeleński. 
Jan Posturzyński. Jan Gratkowski. 

Z Województwa Kaliskiego. Posłowie: JJWW. Bonawen- 
tura Niemojowski. Marcin Radoński. Stan. Kaczkowski, Floryan Suchecki. 
Kantorbery Tymowski. Wład. hr. Ostrowski. Ignacy Morzkowski. 

Deputowani: JJWW. Teodor Morawski. Antoni Rembowski. Stan. 
Miączyński (?) Alojzy Biernacki. Ksawery Biedrzycki. 

Z Województwa Lubelskiego. Posłowie: JJWW. Kalikst 
Morozewicz. Ignacy Bielski. Alojzy hr. Poletyłło. [Józef Swirski]. Tomasz br- 
Wyszyński. 

Deputowani: JJWW. Adam Fritsch. Andrzej Mazurkiewicz. 

Z Województwa Płockiego. Posłowie: JJWW. Jan Turski. 
Maryan Cissowski. Konstanty Witkowski. Wincenty Chełmicki. 

Deputowani: JJWW. Ignacy Dembowski. Kajetan Kozłowski. 
Klemens Witkowski. Wojciech Chobrzyński (?) 

Z Województwa Mazowieckiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander Szymanowski. Konstanty Jezierski. Szczepan Świniarski (?) Frań. 
Dąbrowski. Frań. Trzciński. Eugeni Słubicki. Józef Kretkowski. Józef 
Modliński. 

Deputowani: JJWW. Jan Charzewski. Jakób Piotrowski. Do- 
minik Krysiński. Józef Brinken. Michał Piotrowski. Walenty Zwierkowski. 
Ludwik Lutostański. Frań. Wołowski. [Ksawery Czarnocki], Augustyn 
Morzkowski. Wojciech Chodecki. [Antoni Zawadzki]. Walenty Zwań. 

Z Województwa Podlaskiego. Posłowie: JJWW. Feliks Mar- 
kowski. Ludwik Bieniecki. [Władysław Zawadzki]. Frań. Zalewski (?) Ignacy 
Wężyk. Józef hr. Małachowski. Teodor Jasieński. 

Deputowani: JJWW. Frań. Obniski. Feliks Gumowski. 

Z Województwa Augustowskiego. Posłowie: JJWW. An- 
toni Bykowski. [Józef hr. Starzeński]. Jan Augustowski. Frań. Kisielnicki. 
[Wincenty Gawroński]. Jan Floryanowicz. 

Deputowani: JJWW. Jakób Klimontowicz. Józef Wiszniewski. 

Z Województwa Wołyńskiego. Posłowie: JJWW. Stan. 
hr. Worcell. 

Z Województwa Podolskiego. Posłowie: JJWW. Aleksan- 
der Jełowicki. Ksawery Sabbatyn. [Amancyusz Zarczyński]. Aleksander 
Bernatowicz (?) Henryk Nakwaski. 

Z Województwa Kijowskiego. Posłowie: JJWW. Wincenty 
hr. Tyszkiewicz. Daniel Tchorzewski. Jakób Malinowski. Józef Bohdan 
Zaleski. 

Z Województwa Grodzieńskiego. Posłowie: JJWW. Ale- 
ksander margrabia Wielopolski. Karol Niemcewicz. Józef Kaszyc. Euge- 
niusz Breza. 



— 383 — 

Później nadeszli: 

JJWW. Jan Pusztynika. Jan Rostworowski. Jakób Okęcki. Antoni 
Plichta. Ignacy Starzyński. Adam Łuszczewski. 

Senatorowie obecni (24) : 

JO. Wojewoda Ks. Radziwiłł Michał, Prezydujący w Senacie. 

Wojewodowie: JJWW. Wodzicki hr. Stan. Gliszczyński Antoni. 
Kochanowski Michał. Wodziński Maciej. Ostrowski hr. Antoni. 

Kasztelanowie: JJWW. Nakwaski Frań. Sierakowski hr. Ka- 
jetan. Męciński hr. Wojciech. Bronikowski Adam. Potocki hr. Michał. Rem- 
bieliński Wiktor. Bieńkowski Antoni. Lewiński Frań. Ksawery. Koźmian 
Kajetan. Krasiński hr. Józef. Walchnowski Andrzej. Łubieński hr. Piotr. 
Małachowski hr. Ludwik. Ostrowski Wojciech. Olizar hr. Narcyz. Wę- 
grzecki Stan. Łempicki Ludwik. Niesiołowski hr. Ksawery. 

JW. Marszałek: »Upraszam JW. Sekretarza, aby odczytać 
raczył odezwę nadesłaną mi od J W. Prezydującego 
w S e n a c i e « *). 



*) Akta w sprawie wyborów Woje w. Grodzieńskiego 
w allegatach. 

aj Odezwa Rządu Narodowego do obywateli Litewskich. 

»W Warszawie, dnia 7 miesiąca Sierpnia roku 1831. 

Rząd Narodowy do obywateli Województw: Wileńskiego, Grodzień- 
skiego, Mińskiego i Białostockiego. 

Rząd Narodowy odebrał odezwę obywatelów Litwy, których los wo- 
jenny do ziem nadwiślańskich sprowadził. Drogie będą dla Narodu wspo- 
mnienia ich uczuć, poświęcenia się i cierpień; będą przykładem tem świe- 
tniejszym, gdy pomimo klęsk doświadczonych nie upadają na sercu. Wnet 
Wam, Obywatele, zajaśnieje pora pomyślna wrócić do ziem ojczystych, 
wiodąc drogami Wam wiadomemi wojska nadwiślańskie, aby z niemi 
wspólnie szczęśliwiej się swobód i Niepodległości dobijać. Zanosicie Oby- 
watele Województw Litewskich żądanie, aby was Rząd Narodowy stoso- 
wnie do ustawy sejmowej z dnia 19 maja roku bieżącego do zebrania 
sejmików waszych upoważnił. Zadanie to jest podobne do tego, które 
przed niejakim, czasem Rząd Narodowy otrzymał od Województw Podol- 
skiego i Kijowskiego. Wtedy Rząd Narodowy, rozpatrzywszy się w Ustawie 
19 maja, przeświadczył się, że ściśle to prawo dochowywać będąc obowią- 
zany, nie może sobie pozwolić zajmować się rozporządzeniami i kierunkiem 
sejmików, losem wojennym nie w powiatowych miastach odprawianych, 
ale razem przeświadczył się, że Obywatele województw wschodnich sami 
mają prawo zgromadzać się na swoje powiatowe sejmiki i na nich posłów 
obierać, i do tego dostatecznie ustawą 19 maja są upoważnieni. Z sejmi- 
ków na tej zasadzie w Warszawie odprawionych Izba Poselska już ma 
Posłów Województw: Wołyńskiego, Podolskiego i Kijowskiego. Rząd Na- 



— 384 — 

JW. Sekretarz czyta: 

»P rezydujący w Senacie Królestwa Polskiego 
do JW. Marszałka Izby Poselskiej. 



rodowy widział w wyborach podobnych nowy dowód usilności podnie- 
sienia Sprawy Narodowej i ponowienie uroczyste aktu powstania Naro- 
dowego. 

Obywatele Litwy nie dali się wyprzedzić nikomu w gorliwości 
i patryotyzmie; mogą tedy być pewni, że ze szczerą uprzejmością i bra- 
terskiem uczuciem reprezentacya ich do Sejmowych obrad przyjęta będzie. 

Prezes Rządu A. Czartoryski. 
Radca Sekretarz jeneralny Rządu A. Plichta«. 

Nr. 8552. M. Gliński. 

b) Protokół czynności sejmikowej Województwa Gro- 
dzieńskiego. 

»Dnia 8 sierpnia 1831 roku o godzinie 10 zrana Obywatele Woje- 
wództwa Grodzieńskiego tu w Warszawie obecni zebrali się w sali Ratu- 
szowej w celu wybrania tymczasowo Posłów na Sejm. Rozpoczęta została 
czynność od przeczytania rezolucyi Rządu Narodowego, który na prośbę 
obywateli Litewskich o oznaczenie miejsca i mianowanie marszałków dla 
zgromadzeń przez nich odb}ć się mających, oświadczył, iż to jest władnym 
czynić co do sejmików stosownie do ustawy z dnia 19 maja 1831 roku 
na miejscu odbywanych; iż zaś obywatele skutkiem wydarzeń wojennych 
tutaj przybyli mają według tejże ustawy moc do przystąpienia do wybo- 
rów, nie wiążąc się wskazanemi w tej uchwale formami, i wybory podobne 
już co do Województw Ukraińskich i Podolskich zatwierdzenie zyskały. 
Stosownie do tego zebrani obywatele wezwali na Marszałka sejmiku JW. 
Karola Ursyna Niemcewicza obywatela powiatu Brzeskiego, na asesorów 
Konstantego Pileckiego i Franciszka Kiersnowskiego, na sekretarza Miko- 
łaja Zaleskiego, obywateli powiatu Nowogrodzkiego. Zastanawiano się 
następnie, czyli spisanie i imienne podpisanie aktu przystąpienia do pow- 
stania Narodowego jest potrzebne; pod którym to względem uznano, iż 
gdy zgromadzenie to nie według form uchwały z d. 19 maja 1831 roku 
odbywa się, takowe spisanie aktu przystąpienia tern bardziej byłoby zby- 
teczne, gdy samo zbrojne przybycie obywateli pod dowództwem jenerała 
Dembińskiego, a nadewszystko uchwała, jaką Sejm Królestwa zaszczycić 
ich raczył, stanowiąc, iż tym czynem dobrze się zasłużyli Ojczyźnie, przy- 
stąpienie do powstania Narodowego niewątpliwem czyni. Postanowiono 
potem, ażeby wybór Reprezentantów na Sejm miał jedynie miejsce co do 
następujących czterech powiatów Województwa Grodzieńskiego, to jest 
Grodzieńskiego, Nowogrodzkiego, Brzeskiego i Słonimskiego, z których 
najwięcej obywateli było obecnych, zostawując wybory z innych powia- 
tów do uzupełnienia później właściwej prawnej drodze. Ze względu zaś, 
iż liczba obywateli z owych czterech powiatów przytomnych była nierówna, 
przeto dla otrzymania tern pewniejszego wyrażenia woli obywateli co do 
wszystkich czterech tymczasowo wybrać się mających posłów, uznano za 



— 385 - 

Ma zaszczyt uwiadomić JW. Marszałka Izby Poselskiej, 
ii czynności sejmiku Województwa Grodzieńskiego jako też 



rzecz właściwą, ażeby kreskowanie na nich odbywało się przez wszystkich 
obywateli Województwa. Przystąpił za tern JW. Marszalek do uformo- 
wania listy wyborców w liczbie 83. Wezwał potem, ażeby podano kandy- 
datów w podwójnej liczbie wybrać się mających posłów, to jest ośmiu. 
Takimi byli: Aleksander Margrabia Wielopolski Radca Stanu nadzwyczajny, 
Józef Kaszyc, Karol Niemcewicz, Eugeniusz Breza, Cypryan Szukiewicz, 
Antoni Broński, Franciszek Kiersnowski, Julian Biiołt. Zastanowiono się, 
czyli wszyscy mają potrzebne do wyboru na posła kwalifikacje, przy 
czem Margrabia Wielopolski złożył do laski, jako urzędnik, pozwolenie 
Rządu Narodowego starania się o urząd Reprezentanta pod d. 7 sierpnia 
1831 roku wydane, i żaden przeciw ogłoszonym kandydatom zarzut przez 
obradujących podniesiony nie został. Przystąpiono do rozpisania kartek, 
z których każda zawierała imiona ośmiu kandydatów i, przywołując głosu- 
jących z uformowanej listy, rozdano im też kartki z wezwaniem, ażeby 
każdy z liczby kandydatów podkreślił czterech, których posłami na Sejm 
mieć chce. Gdy tego głosujący sekretnie dopełnili, z tejże samej listy wzy- 
wani byli do składania kartek w przeznaczone na to naczynie; po czem 
JW. Marszałek przystąpił do otwierania tychże kartek i podkreślone na 
nich imiona odczytywał w głos dwom asesorom, którzy kreski przez ka- 
żdego z kandydatów otrzymane zapisywali. Po obliczeniu wszystkich oka- 
zało się, że z 83 wotujących Margrabia Wielopolski otrzymał 76 kresek, 
Kaszyc 80, Niemcewicz 74, Breza 48, Szukiewicz 15, Broński 15, Kiersnow- 
ski 22, Biiołt 2. Wskutek więc tego JW. Marszałek ogłosił Posłami: 
z powiatu Nowogrodzkiego Józefa Kaszyc a, z powiatu Gro- 
dzieńskiego Margrabiego Wielopolskiego, z powiatu Brze- 
skiego Karola Niemcewicza, z powiatu Słonimskiego Euge- 
niusza Brezę. Po czem Margrabia Wielopolski w zabranym głosie oby- 
watelom za dany dowód zaufania podziękował. Przystąpiono następnie do 
odczytania protokułu sesyi, przeciwko któremu gdy żadna reklamacja 
nie zaszła, takowy przez Marszałka, Asesorów i Sekretarza podpisany i sej- 
mik za ukończony ogłoszony został. 

Marszałek Sejmiku: Karol Ursin Niemcewicz. Asesorowie: Kon- 
stanty Pilecki. Franciszek Kiersnowski. Sekretarz: Mikołaj Zaleski*. 

c) Lista imienna głosujących na sejmiku Województwa 
Grodzieńskiego z d. 8 sierpnia 1831 r. 

»1. Józef Kaszyc. 2. Karol Niemcewicz. 3. Stefan Niezabytowski. 
4. Feliks Soroka. 5. Mikołaj Mierzejewski. 6. Karol Białopiotrowicz. 7. Fran- 
ciszek Kiersnowski. 8. Franciszek Połubiński. 9. Eugeniusz Breza. 10. Ka- 
zimierz Rewieński. 11. Julian Biiołt. 12. Ksawery Rewieński. 13. Konstanty 
Pilecki. 14. Ksawery Kuniewicz. 15. Floryan Woyniłowicz. 16. Antoni Dą- 
browski. 17. Michał Miładowski. 18. Adam Michałowski. 19. Julian Okołów. 
20. Adam Wyganowski. 21. Aleksander Makowski. 22. Joachim Czarny- 

Dyaryusz T. VI. 25 



— 386 — 

wybory na Posłów na nim dopełnione, jako to: z powiatu no- 
wogrodzkiego Józefa Kaszy ca, z powiatu grodzieńskiego 



szewicz. 23. Wincenty Dmochowski. 24. Franciszek Szeluta. 25. Onufry Wil- 
koszewski. 26. Adam Strawiński. 27. Julian Sokołowski. 28. Aleksander 
Ambrok. 29. Cypryan Szukiewicz. 30. Aleksander Bielski. 31. Kandyd Si- 
dorowicz. 32. Tadeusz Kodź Pisanka. 33. Izydor Terajewicz. 34. Władysław 
(Jytowicz. 35. Włodzimirz Dmochowski. 36. Jerzy Długołęski. 37. Augustyn 
Haciski. 38. Franciszek Mickiewicz. 39. Ludwik Piotrowicz. 40. Ksawery 
Świderski. 41. Leopold Kruszyński. 42. Adam Kruszyński. 43. Aloizy Jano- 
wicz. 44. Józef Haciski. 45. Kazimierz Majewski. 46. Leopold Sokołowski. 
47. Aleksander Bułhak. 48. Romuald Przecławski. 49. Antoni Bernatowicz. 
50. Franciszek Prokopowicz. 51. Ludwik Okińczyc. 52. Piotr Pieczyski. 
53. Ignacy Jackowski. 54. Leopold Jabłoński. 55. Lucyan Stypułkowski. 
56. Hilary Olizarowicz. 57. Józef Biiołt. 58. Tomasz Nielubowicz. 59. Wa- 
cław Krzyżanowski. 60. Paulin Pilecki. 61. Michał Jezierski. 62. Hipolit 
llajecki. 63. Józef Rewieński, 64. Cypryan Jezierski. 65. Stanisław Mackie- 
wicz. 66. Antoni Broński. 67. Władysław Wolmer. 68. Julian Wyganowski. 
69. Stanisław Houwalt. 70. Dominik Bielski. 71. Adam Marciniewski. 72. Sta- 
nisław Sieklucki. 73. Józef Kością. 74. Wincenty Wysocki. 75. Ildefons An- 
cypa. 76. Aleksander Czernik. 77. Kasper Dłuski. 78. Felix Nowicki. 79. Mi- 
kołaj Zaleski. 80. Flory an Bielkiewicz. 81. Władysław Brochocki. 82. Michał 
Bielkiewicz. 83. Wincenty Cydzik. 

(podp.) Sekretarz Mikołaj Zaleski «. 

d) Upoważnienie dane przez Rząd Narodowy R. St. Wie- 
lopolskiemu. 

»W Warszawie d. 7 miesiąca Sierpnia roku 1831. 
Rząd Narodowy w przychyleniu się do prośby Radcy Stanu Wielo- 
polskiego udziela onemuż niniejszem pozwolenia starania się o urząd Re- 
prezentanta na Sejm z prowincyi Litewskich i Zmudzkich. 

Prezes Rządu A. Czartoryski. 
Radca Sekretarz Generalny Rządu A. PU eh ta. 
Do JW. Radcy Stanu Wielopolskiego Nr. 8604«. 

e) Protest Deputowanego Stopnic kiego, Jana Olrycha 
Szaniec kiego przeciw wyborowi Aleks. Wielopolskiego na 
Posła Grodzieńskiego. 

» Dostojny Senacie! 

Wyczytawszy w pismach publicznych, że P. Wielopolski wybrany 
został na Reprezentanta z Litwy, mam sobie za powinność ostrzedz Do- 
stojny Senat, że wybór ten wbrew wyraźnemu prawu wystarany na za- 
twierdzenie nie zasługuje. 

P. Wielopolski niema lat 30-tu, nie jest wpisany w księgę obywa- 
telską, a nadewszystko niema żadnego, ani prawnego, ani nawet niepra- 



— 387 — 

Aleksandra margrabi Wielopolskiego, z powiatu 
brzeskiego Karola Ursyna Niemcewicza, z powiatu sło- 
wnego tytułu własności w księgach hypotecznych uregulowanego; bez 
czego własność presumować się nie da. 

Nie do mnie, lecz do Pana Wielopolskiego samego należ} złożyć 
dowody w tej mierze prawem wymagane. 

Uchwała z dnia 19 maja 1831 w artykułach 6 i 7 wymaga bezwa- 
runkowo lat 80-tu wieku, własności nieruchomej i prawa glosowania, które 
nadaje wpis w księgę obywatelską. 

Że zaś P. Wielopolski ani jednej z tych kwalifikacyi nie posiada, 
przeto, jakkolwiek ufny, że sam Dostojny Senat upomniałby się o złożenie 
w tej mierze dowodów, przecież nie mogę przewieść tego na sobie, aże- 
bym, wiedząc o tym nieprawnym kroku Pana Wielopolskiego, nie miał 
uczynić w tym względzie przełożenia mojego. 

Jestem Członkiem Izby, obchodzi mię więc Jej dobro, ażeby indivi- 
duami nie mającymi do niej prawa pomnażaną nie była. 

Mogę mieć zarzut, że jestem nieprzyjacielem osobistym Pana Wie- 
lopolskiego. Nie taję tego. Lecz właśnie od nieprzyjaciela najlepiej dowie- 
dzieć się prawdy. Nie jestem dyplomatykiem. Nie umiem być skrytym. 
Otwarcie mówię, otwarcie działam, otwarcie piszę i otwarcie wwznaję dla 
W T as, Dostojni i Sprawiedliwi Mężowie, moje powinne uszanowanie. 

(podp.) Szaniecki Dep. Stop. 

Warszawa d. 9 sierpnia 1831 «. 

f) Pismo Alex. Wielopolskiego do Senatu. 
»Szanowny Senacie! 

Gdy wskutek wypadków rewolucyi naszej wszystkie prywatne inte- 
resa i spory uśpione zostały, a między temi i mój kilkoletni z P. Olrychem 
Szanieckim proces, a wszystkich wyłącznie sprawa Ojczyzny zajęła, nie 
mogłem zaiste mniemać, iżbym gdzie znowu P. Olrycha jako osobistego 
przeciwnika napotkał. Stało się to wszakże przez skargę jego do Szano- 
wnego Senatu na mnie zaniesioną, przez którą on, zawsze sobie równy 
i wszędzie do siebie podobny, jak poprzedniemi swojemi krokami z ma- 
jątku przez przodków na mnie zlanego, tak teraz z owoców otrzymanego 
w zawodzie publicznym zaufania współobywateli wyzuć mię zamierza. 

Wyborowi na posła powiatu Grodzieńskiego, który w dniu 8 b. m. 
nastąpił większością 76 kresek z liczby 83 wotujących, zarzuca szlachetny 
mój przeciwnik: 1) iż nie mam lat 30 ze wszystkiem skończonych; 2) iż 
nie mam własności gruntowej; 3) iż nie jestem zapisany do ksiąg oby- 
watelskich. 

Na wszystkie te zarzuty pokrótce odpowiem. 

Przedewszystkiem Szanowny Senat zwrócić raczy uwagę na to, iż 
czynność sejmikowa Województwa Grodzieńskiego odbywała się w drodze 
nadzwyczajnej, że formalności, ani które co do Sejmików w tutejszych po- 
wiatach odbywanych są przepisane, ani też te, które ustawa sejmowa 

25* 



— 388 — 

nimskiesro Eugeniusza Brezy na posiedzeniu Senatu z dnia 
11 sierpnia r. b. potwierdzone zostały. [W Warszawie dnia 13 Sier- 
pnia 1831. Jako Prezydujący w deputacyi W. hr. Męciński]«. 

z d. 19 maja r. b. przepisała dla sejmików, jakieby się odbywały w mia- 
stach powiatowych kraju polskiego z pod przemocy moskiewskiej się do- 
bywającego, zachowane tutaj być nie mogły, jak to i z samej natury 
rzeczy, i z pomienionej uchwały, i z odpowiedzi Rządu Narodowego sejmi- 
kującym obywatelom tamtych krajów udzielanych wypływa. Wybory 
wszakże takie zyskiwały już zatwierdzenie, czego dowodem jest przy- 
puszczenie do grona Izby Poselskiej Reprezentantów ziem Ruskich. 

Z tego przeto stanowiska i mój wybór uważany być powinien, i nie 
może być żądane z mojej strony dopełnienie większych formalności, niż 
były te, jakich od pomienionych Reprezentantów żądano. 

To powiedziawszy w ogóle, przystępuje do szczegółów. Co się tycze 
wieku, twierdzi P. Szaniecki, nie składając wszakże na to żadnego dowodu, 
iż ja nie mam lat 30 zupełnie skończonych. Lecz nawet w tym razie wy- 
bór mój nie byłby nieważny. Wiadomo dobrze, iż według dawnych ustaw 
polskich do możności bycia posłem żądano tylko pełnoletności. W Litwie 
przeto przepis, aby Poseł miał 30, obowiązywałby chyba na mocy uchwały 
z d. 19 maja 1831 r. Lecz, jak już nadmieniono, czynność sejmikowa Wo- 
jewództwa Grodzieńskiego nie według tej uchwały się odbywała i odbywać 
się według niej nie mogła. Nadto żaden z Posłów Podolskich i Ukraińskich, 
do Izby Poselskiej przypuszczonych, metryki swojej nie składał, i co do 
kwalifikacyi wieku poprzestano zupełnie na uznaniu głosujących oby- 
wateli. 

Co się tycze zarzutu, iż nie mam własności gruntowej, tego bezza- 
sadność jest równie oczywista. Na dowód, iż mam takową własność, skła- 
dam w kopii wyrok sądu apelacyjnego z d. 2 i następnych aż do 21 gru- 
dnia 1829 roku. Pokazuje się z niego, iż ordynacya Myszkowska z 12 klu- 
czów złożona jest co do substancyi samej dóbr własnością niepodzielną 
wszystkich członków familii do niej powołanej, a zatem i ordynata, którym 
ja jestem, jak tenże wyrok dowodzi. Oprócz tego do ordynata samego 
jednego należy Dominium utile tychże dóbr. Wyrok, który składam, jest 
wprawdzie zarekursowany, lecz, jak wiadomo, wyroki sądu apelacyjnego 
uważają się według prawa za ostateczne, droga zaś kassacyi jest środkiem 
nadzwyczajnym, który wyrokowi apelacyjnemu przymiotu ostateczności 
nie odejmuje, aż chyba po jego skasowaniu, jakie dotąd nie nastąpiło. 
Nadto z tegoż samego wyroku pokazuje się, że o trzy klucze tejże ordy- 
nacyi teraz w posiadaniu mojem będące sporu nawet nie było, a zatem 
co do tych mam własność gruntową natury powyżej wzmiankowanej 
przez nikogo niezaprzeczoną, i z niej nawet podatek opłacam. P. Szaniecki 
żąda, ażebym własności gruntowej udowodnił wykazem hypotecznym, 
lecz tego nie wymaga nawet owa chociaż co do sejmiku mojego nieobo- 
wiązująca uchwała z d. 19 maja 1831 roku; ja zaś takiego dowodu złożyć 



— 389 — 

JW. Marszałek: »Szanowny Senacie! Prześwietna Izbo Po- 
selska! Niema w dziejach Narod[ów] wznioślejszego wzoru miłości 
Ojczyzny i tak nieustraszonej wytrwałości w jej obronie jak 
ten, którego mamy szczęście być dzisiaj świadkami. Piękną, 
rozległą naszą Polskę prawie całą gnębią liczne nieprzyjaciół 
hufce; ledwo kilkanaście mil kraju pozostało jeszcze wolnych 
od widoku obmierzłych najeźdźców, a czy kto dla tego z nas 
zwątpił o pomyślnym skutku najświętszej sprawy? Nie zaiste! 
Z najodleglejszych krańców ojczystej naszej ziemi dzielni jej 
synowie porzucają żony, dziatki, zagrody, by wspólnie z nami 
walczyć za wolność, całość i niepodległość Narodu polskiego. 



nie jestem w stanie z tej właśnie przyczyny, iż majątek, który posiadam, 
jest ordynacyą, i Komisya hypoteczna na tej zasadzie regulacyi hypotecznej 
pomienionych trzech kluczy Chrobrza, Kozubowa i Książa Wielkiego jako 
alienacyi ani obciążeniu nie ulegających odmówiła. Rozumiem, iż Szano- 
wny Senat uzna, że w załączonym wyroku sądu apelacyjnego składam 
dostateczny dowód, iż mam własność gruntową, dowód mocniejszy, niżeli 
złożyć byli w stanie przypuszczeni do grotia Izby Poselskiej Posłowie za- 
branego kraju. 

Co się tycze twierdzenia, jakobym nie był wpisany do ksiąg oby- 
watelskich, z tern ma się rzecz następującym sposobem. 

Za upadłego Rządu nie wpisywałem się do tych ksiąg, gdyż nie 
miałem podówczas myśli oddawania się służbie publicznej. Zaraz po wy- 
buchnieniu rewolucyi uczyniłem do Rady Obywatelskiej stosowne podanie, 
lecz gdy wnet potem wyjechałem do Londynu, przeto w tej chwili wie- 
dzieć nie mogę z pewnością, czyli podanie moje Rady obywatelskiej 
doszło i czyli mnie do ksiąg zapisano? Dodaję tylko uwagę, że formalność 
wpisania do ksiąg obywatelskich jest wymagana tylko co do wyborów 
odbywanych w powiatach tutejszych. Od żadnego zaś z posłów przez pow- 
stańców z zabranego kraju wybranych formalność ta wymaganą nie była. 
Oglądano się na to jedynie, czyli są istotnie obywatelami, nie zaś na to, 
czyli jako tacy są do ksiąg jakich zapisani. Że zaś według zachowy- 
wanych u nas zasad obywatelem Polskim jestem, tego dowodzić nie 
potrzebuję. 

Tym sposobem mam nadzieję, iż wszystkie zarzuty przeciwnika oso- 
bistą jedynie niechęcią powodowane usunąć potrafiłem. 

W końcu dodam jeszcze, iż jako Radca Stanu uzyskałem od Rządu 
Narodowego pozwolenie starania się o godność reprezentanta, na dowód 
czego dołączam tutaj odpowiedź Rządu Narodowego z dnia 7 sierpnia 
1831 roku. 

Łączę wyraz głębokiego uszanowania. 

(podp.) Aleksander Wielopolskie 

Warszawa 10 sierpnia 1831 «. 



— 390 — 

W chwilach, gdy może świat myśli, bo już do niego wieść 
o nas nie dochodzi, gdy myśli, że rozpaczamy, żeśmy żyć 
przestali, my równym jesteśmy zagrzani duchem i równą na- 
dzieją nad Dnieprem, Wilią i Wisłą, my przyjmujemy z roz- 
koszą do grona Sejmu Reprezentantów, którzy dla dopięcia 
jednego, co i my, celu niosą w ofierze majątki i życie. Cześć 
wam, waleczni Litwini, którzyście się przez stokroć liczniejsze 
nieprzyjaciół hufce z orężem w ręku do nas przerżnęli, żeby 
wznowić ową przez lat 40 przerwaną gwałtem i podstępem 
unię, która przez lat 400 stanowiła naszą [w]spólną siłę, po- 
myślność i sławę. Zasiądźcie między nami, braci naszych repre- 
zentacy(o), i radźcie z nami, żeby dzieło królów naszych: Jagiełły 
i Zygmunta Augusta, jak niezłomna opoka, roztrąciło napady 
Tatarów i zniweczyło zamachy carów Moskwy. Obyśmy ich 
tutaj mogli jeszcze ujrzeć, lecz tak. jak ich poprzedników 
Szujskich widzieli jeńcami w tej stolicy nasi przodkowie^. 

JW. (Karol) Niemcewicz: »Szanowni Reprezentanci Narodu! 
Przyjmując nas w obecnych chwilach do narad waszych, po- 
twierdzacie tylekroć już objawione przez was życzenie połą- 
czenia w jedno ciało dawnych polskich prowincyi. Już dawniej 
zasiedli w gronie waszem reprezentanci Wołynia, Podola 
i Ukrainy; dziś my, pierwsi posłannicy z Litwy, do was przy- 
chodzimy. Na wasz odgłos powstaliśmy przeciwko spólnemu 
naszemu nieprzyjacielowi. Los wojny przywiódł nas tutaj, 
z pola walki przeszliśmy do sali obrad, lecz raz chwyciwszy 
za oręż, nie złożymy go, aż póki nie dopniemy naszego spól- 
nego celu, dopóki nie ujrzymy Polski całej, Polski niepodległej 
i wolnej«. 

JW. śVIarszałek: »Przystępujemy do nader ważnego celu 
obrad d zisiejszy eh, t. j. do wysłuchania zdania sprawy 
D e 1 e g a c y i do głównej kwatery wysłań ej «. 

JW. Wojewoda Ostrowski: »Poniewaź nie widzę tu wszy- 
stkich Członków wysłanej przez Izby Delegacyi, gdyż nieobecni 
są Kasztelan Wężyk i JW. Deputowani Dembowski i Moraw- 
ski, zapytać się muszę innych kolegów, czyli mogę w ich nie- 
obecności zdać raport przed Izbami ?« 

JW. Świrskh »Ja, nie będąc świadkiem ostatnich czynności 
Delegacyi, jako ten, który się na i pierwej oddalił, nie mogę do 
tego JW. Wojewodę upoważnić ?« 



— 391 — 

JW. Marszałek: »Niech mi wolno będzie tę uczynić uwagę, 
że, wysyłając Delegacyę do głównej kwatery, kiedyśmy upo- 
ważnili ją do działania nawet w zmniejszonym komplecie, tern 
bardziej ten komplet zmniejszony dostateczny jest do zdania 
sprawy Sejmowk. 

JW. Wojewoda Ostrowski: »Zabieram więc głos, prosząc 
mianowicie kolegów członkami Delegacyi będących, aby pilnie 
na moje słowa uważali i, w czemby im się mylne zdawały, 
żeby je potem sprostować raczyli. 

Zaszczyceni waszem zaufaniem udaliśmy się natychmiast 
po odebraniu waszej uchwały do głównej kwatery i stanęliśmy 
tam nazajutrz około godziny 7 zrana. Zastaliśmy Naczelnego 
Wodza na koniu objeżdżającego linie i przemawiającego do 
zgromadzonych żołnierzy. Ileśmy mogli powziąć wiadomości, 
przedmiotem tej poufnej rozmowy Naczelnego Wodza z woj- 
skowymi, mianowicie młodszej rangi, zdawało się być to. iż się 
usprawiedliwiał z zarzutu powszechnie mu czynionego od 
wszystkich stojących pod bronią Polaków, że nie walczy. Za- 
rzuty częścią czynione były przez rozmowy obozowe pokątne, 
częścią też przez śmiałe odzywanie się. Gdy żołnierz zbyt ro- 
zumować zaczyna, zawsze to złe sprawia skutki. Dlategoście 
nas wysłali, abyśmy wyrozumieli, do jakiego stopnia posunięte 
są te wyobrażenia. Tłómaczył się jenerał Skrzynecki, o ile 
Wódz tłómaczyć się może, z przyczyn, dla jakich walki nie 
staczał. Zdawało się niektórym, jak i samemu jenerałowi Skrzy- 
neckiemu, że to jego tłómaczenie wielkie na jego korzyść 
wrażenie uczyniło. Widząc, jak chwila jest ważna, oznajmiliśmy 
Naczelnemu Wodzowi, który już, nie wiem, jaką drogą, o na- 
szem wysłaniu był uwiadomiony, cel naszego przybycia. Przy- 
jął nas z przykładną i z obywatelską pokorą, oświadczył, że co 
Naród wyrzecze, to on dopełni. Podobnie, jak wprzód wojsko, 
potem nas starał się przekonać, że do niestaczania walki wyż- 
sze go skłaniają powody, t. j. że na bardzo skrupulatnej szali 
waży krew polską i los Ojczyzny naszej, że nie chciałby po- 
święcić tak, jak mu radzono, 1000 lub 2000 Polaków. Ile mi 
się przynajmniej zdawało, głębokie jego przekonanie, acz mylne, 
jest przecież sumienne, że nie powinien walczyć. Pół ze śmie- 
chem, pół z uczuciem żalu powiedział nam, iż wie, że w pu- 
bliczności zarzucano mu zdradę. Zostawił to naszemu ocenieniu, 



— 392 — 

czy charakter jego zdolny jest podobnego występku. Po wy- 
słuchaniu wszelkich od Wodza wyjaśnień samiśmy się naradzali, 
jak dalej w sprawie tak delikatnej mamy postępować; uważa- 
liśmy, że na wysłuchaniu jednej strony, t. j. Wodza, poprzestać 
nie można, że należy i drugą stronę wysłuchać, t. j. wyrozumieć 
opinię pod nim dowodzących jenerałów, dowódców pułków, 
a nawet niższej rangi oficerów. Zastanawialiśmy także się nad 
tern, czy słuchać tych oficerów jednego w przytomności dru- 
giego, czy też po szczególe. Czuliśmy, że ta ostatnia droga 
wymagała dłuższego czasu, lecz zważając na to, że, słuchając 
wszystkich razem, otrzymalibyśmy mniej dokładne objaśnienia 
przez względy osobistych delikatności lub nienawiści, postano- 
wiliśmy z osobna każdego przesłuchiwać. Zaprosiliśmy do pro- 
wadzenia protokółu zeznań JW. Morawskiego, który na żądanie 
Członków szczegółowe udzielać będzie objaśnienia; ja zaś trzy- 
mam się tylko ogólnego rysu. Ogólne wyobrażenie, jakie można 
było powziąć ze słyszanych pojedynczo opinii każdego z do- 
wódców, jest to: że jenerał Skrzynecki jest tak waleczny i tak 
szlachetny, jak niepodobna więcej. Byłby Wodzem jedynym, 
jego znajomości byłyby zupełnie dostateczne, gdyby miał jeden 
przymiot, gdyby posiadał równą śmiałość w przedsięwzięciach, 
jak osobistą odwagę. Jednak ten przymiot jest niezbędnym dla 
wodza wojsk naszych, i dlatego nietylko ci, którzy już dawniej 
oświadczali się, że jenerał Skrzynecki nie jest zdolny odpo- 
wiedzieć tak wielkiemu powołaniu, ale nawet jego osobiści 
przyjaciele uczuli, że przyjął niestosowny plan do obecnych 
okoliczności. Jemu przypisywali winę, że nie korzystał ze zwy- 
cięstw, które otrzymał, że dopuścił bez walki, aby nieprzyjaciel 
przeszedł na lewy brzeg Wisły, iż i tu nawet jego było winą, 
że nieprzyjaciel sformował się w miejscu, w którem obecnie 
zostaje. Skorośmy takie zdania od kilkudziesiąt znawców sztuki 
wojennej i dobrych Polaków usłyszeli, zapytaliśmy się ich, czy 
już jest wszystko stracone, czyli jest jeszcze jaka nadzieja? Na 
to prawie jednomyślnie odpowiedzieli, że gdzie jest blizko 
80 000 bitnego żołnierza na linii bojowej, gdzie jest sto kilka- 
dziesiąt armat i kilka tysięcy częścią starych, częścią nowo 
uformowanych artylerzystów, tam słusznie gromów moskiew- 
skich obawiać się niema potrzeby. Uznali, że położenie nasze 
z pewnych miar jest trudniejsze, niż przed sześciu miesiącami 



— 393 — 

z powodu niepowodzenia na Litwie, która miała rozdwajać 
siły naszego nieprzyjaciela. Narzekali na niedołężność, a może 
i zdradę dowódców na Litwie, skąd smutny wywodzili przy- 
kład, jak źle jest, kiedy wódz do dyplomacyi się miesza, którą 
on na ostrzu szabli polskiej mieć powinien. Mimo jednak to 
duch prawdziwie polski w wojsku panuje od żołnierza do wielu 
wyższej rangi jenerałów. Z oczu każdemu wyczytać można 
chęć krwawej zemsty i utwierdzenia tego, coście, dostojni mę- 
żowie, w tej Izbie wyrzekli, że raczej zginąć i w jednej poledz 
mogile, aniżeli nie ujrzeć przywróconej całej Ojczyzny. Urado- 
wani, żeśmy takie znaleźli usposobienie we wszystkich do- 
wódcach, w dopełnieniu waszych rozkazów zażądaliśmy bliższych 
wyjaśnień od wojskowych, w jaki sposób w okolicznościach 
dzisiejszych działać nam dalej wypada? Lubo w gronie tern 
publiczności polskiej nie masz nikogo, któryby nie zasługiwał 
na odkrycie mu wszystkich tajników naszej sprawy dotyczą- 
cych, przecież nie wolno mi iść za tym popędem serca, zostawić 
to winienem decyzyi Izb, czyli okoliczności te publicznie wy- 
jawione być mają; to tylko dodaję, że moje osobiste przeko- 
nanie jest, że sprawa nasza acz pogorszona, nie jest przegrana, 
jest jeszcze silna, straszna dla nieprzyjaciół naszych, którzy 
w usypanych z piasku okopach cieszą się, że przez naszą nie- 
dołężność miejsca te zajęli. Gdy delegacya powzięła przekonanie, 
że jenerał Skrzynecki powziął system niezgodny z położeniem 
naszem, że może jest z rodzaju tych ludzi, któryby w położeniu 
rzeczy ustalonem mógł być zbawcą Ojczyzny tam, gdzieby sto- 
sunki dyplomatyczne były pomyślne, a przynajmniej przyjaźń 
jednego sąsiada zapewniona, w dzisiejszem położeniu zupełnie 
stracił, nie mówię przywiązania, ale ufność żołnierza polskiego; 
gdyśmy się przekonali, że zmiana Wodza jest niezbędna, nara- 
dzaliśmy się i zapytywali opinii powołanych dowódców, a na- 
wet głosu publicznego w wojsku, kogoby na miejsce Skrzy- 
neckiego wybrać? Ta kwestya mocno wszystkich zastanowiła. 
Przyznawali wszyscy, że on pozostać nie może, ale mówili, że 
nie wiedzą, kogo na jego miejsce postawić. Lecz skorośmy im 
przedstawili, że przyszła chwila, w której trzeba naznaczyć 
jenerałowi